Hannah
Byłam
otoczona grupą kobiet, które dosłownie porwały
mnie z mojego rodzinnego domu, chociaż zrobiły to razem z moją mamą i byłyśmy w
butiku jakichś ich znajomych, którzy postanowili zająć się moją suknią ślubną.
Była
tu Eva, która przyjechała do nas do domu, Alice i Sophie, które były w tym
butiku przed nami, Maggie i Ania, które dotarły niedawno.
Tłum.
Myślami
jednak błądziłam gdzie indziej, bo zostałam tak bardzo oszołomiona przez to, że
mówiły chyba wszystkie jednocześnie,
więc oczywiście zrobiłam to, co robiłam zawsze w takiej sytuacji.
Przestałam
słuchać i zaczęłam bujać w obłokach.
Co
prawda tym razem chodziło o coś realnego, o to, co działo się w moim życiu w ostatnich dniach, więc nie było
to moje zwykłe wyłączenie się i bujanie w obłokach, a raczej wspomnienia i marzenia.
A
działo się doprawdy bardzo dużo,
zwłaszcza w porównaniu z poprzednimi miesiącami, które teraz wydawały mi się
tak spokojne, że aż nudne.
Tęskniłam
za odrobiną nudy.
Po
tym, co moja siostra wygadywała na Billy’ego, stwierdziłam, że nie chwilowo umiałam
dłużej wynajdywać w niej dobra, które, jak dotąd sądziłam, było gdzieś w niej,
tylko ja nie umiałam go dostrzec.
Było
mi smutno, bo zaczęłam dochodzić do wniosku, że nie było w niej dobra, więc nie mogłam jej dłużej nazywać moją prawdziwą
siostrą, chociaż, oczywiście, nie przestała nią być, więc wiedziałam, że za
kilka dni znowu spróbuję ją zrozumieć i znaleźć w niej coś dobrego.
Szczęśliwie,
moim zajęciem w sobotni wieczór było coś, co dało mi bardzo dużo dobrych rzeczy
do pamiętania, a mianowicie towarzyszenie mojemu narzeczonemu w jego drugiej
pracy.
On
to tak nazywał.
Przekonałam
się, że znałam ludzi, i to wcale nie tak nielicznych, którzy nie nazwaliby tego pracą.
Poszliśmy
bowiem do lokalu, który mieścił się w podziemiach jakiegoś budynku z hotelem
lub czymś takim na górze, ale z oddzielnym wejściem, więc były one niezależne
od siebie.
Nad
ciemnym wejściem był ceglasto pomarańczowy neon Piwnica.
Och,
to o tej „piwnicy” mówił tamten
mężczyzna, jeden z tych, którzy mnie zaczepiali na przystanku, jak obecnie się
wydawało, wieki temu.
Miałam
nareszcie dowiedzieć się, jakiego
rodzaju talent miał Billy i nie mogłam
się tego doczekać.
Przy
drzwiach stał ktoś w rodzaju stróża, ale był ubrany w czarne spodnie i czarną
koszulkę, był bardzo mocno umięśniony i ponuro, oceniająco patrzył na
wszystkich, którzy zbliżali się do wejścia.
Ochroniarz.
Do nas prawie się
uśmiechnął, a z Billy’m przywitał się skinieniem głowy.
Po
wejściu do środka przekonałam się, że lokal nie był duży i był czymś pośrednim
między caffé-barem, w jakich bywałam głównie w przerwach na lunch na college’u,
może trochę przypominającym puby, o jakich słyszałam, ale nigdy nie byłam, a
klubem.
Ale
nie takim klubem z głośną muzyką do tańca i mrugającym światłem, o jakich
wiedziałam, że były, ale takim, w jakim byłam raz lub dwa kiedyś, na studiach,
kiedy koleżanka zaprosiła mnie na wieczór poezji.
Ściany
tego przybytku przypominały, cóż… piwnicę.
Nie
były otynkowane ani nawet pobielone, ale ciemno szare, a sufit wisiał nam dość
nisko nad głową aż do rozszerzenia, do którego wciągnął mnie Billy, a które
było wysokim pomieszczeniem głównym z długim barem, małymi, okrągłymi stolikami
i… sceną.
Scena
była na niewielkim podwyższeniu ze zwykłych, nie pomalowanych desek, na tyle
niskiego, że można było na nie swobodnie wejść bez wspinania się.
To
wszystko było niesamowite!
Miejsce
było klimatyczne, a nie duszne, ze szmerem przytłumionych rozmów, ale nie
hałasem, oświetlone małymi lampkami z kremowymi, płóciennymi abażurami, które
stały na stolikach bez obrusów.
Billy
podprowadził mnie do boku długiej lady ciemnego, drewnianego baru z licznymi
półkami wiszącymi na lustrzanej ścianie z tyłu, na których stały różnokolorowe
butelki i stołkami, stojącymi przed nią, ciągnąc mnie za rękę przez całą drogę,
kiedy dreptałam za nim, rozglądając się ciekawie na boki.
-
Yo, Tony - przywitał się z wysokim, szczupłym, oliwkowo-skórym mężczyzną, który
tam był z białą płócienną ściereczką w dłoniach i przyciągnął mnie bliżej do
swojego boku, by dodać - To moja dziewczyna, Hannah - mężczyzna uśmiechnął się
do mnie z sympatią i, co polubiłam, nie obrzucił mnie oceniającym wzrokiem -
Zajmiemy tamten stolik - Billy wskazał brodą na stolik stojący w kącie między
barem a sceną.
Tony
skinął głową i ruszyli wzdłuż kontuaru, tamten za barem, a (wciąż ciągnący mnie
za rękę) Billy po naszej stronie w kierunku stolika, przez cały czas
rozmawiając o występie Billy’ego.
Występie!
Byłam
taka tym poekscytowana!
Potem,
kiedy Billy nakazał mi zajęcie krzesła za stolikiem, o którym wcześniej mówili,
oni we dwóch porozmawiali jeszcze przy barze przyciszonymi głosami i dopiero
później Billy usiadł na krzesełku obok mnie, stawiając przede mną oszronioną szklankę
z, najwyraźniej, zimną colą, której nie zamawiałam, bo nie pijałam jej zbyt
często.
Tony
poruszał się gdzieś tam za barem, czego nie widziałam, ale czułam, bo rozglądałam
się z zaciekawieniem, którego nie próbowałam ukryć.
Tego
przedpołudnia dotarło do mnie z pełną mocą to, co czułam i przewidywałam
wcześniej, ale teraz miałam potwierdzenie, że Billy był kiedyś takim dzieckiem,
jak teraz był jego brat, Jack.
Kiedy
siedzieliśmy na moim łóżku wcześniej tego dnia, a Billy trzymał mnie
przyciśniętą do jego ciała na jego kolanach, czułam wyrzuty sumienia i wstyd,
że tak bardzo brzydko zachowałam się wobec mojej siostry i że Billy zobaczył taką
brzydką mnie.
Ale
Billy mi podziękował.
Podziękował mi!
I
powiedział, że byłam piękna, chociaż ja się taka nie czułam, bo szpecił mnie
brud mojego zachowania, co wiedziałam doskonale.
-
To było fantastyczne, słyszeć, jak mówiłaś w ten sposób o mnie - powiedział po innych rzeczach, które mi mówił, mrucząc mi
prosto do ucha, kiedy kuliłam się ze wstydu na jego kolanach - Broniłaś mnie,
jak nikt nigdy mnie nie bronił. Serio. Nikt
w całym życiu.
-
Billy - wyszeptałam, a kiedy spojrzałam w jego twarz, nie dostrzegłam w niej
fałszywego zapewniania, że nie zrobiłam źle, ale było w niej coś, czego
początkowo nie rozumiałam.
-
Mówiłam szczerze - wyznałam mu, a on cicho i krótko roześmiał się, ale bez
wesołości w głosie.
-
Wiem - szepnął później - Nie umiesz kłamać, a ja to bardzo lubię.
Więc,
kiedy się całkiem rozluźniłam, postanowiliśmy wyjść z mojego pokoju, a Billy
powiedział, że musiał pojechać, by załatwić swoje sprawy (chociaż zgodził
najpierw zjeść z nami kawałek ciasta, które zrobiłam wcześnie rano, a które
mama zachwalała, jakby była sprzedawcą), rozstaliśmy się, żegnając się krótkim,
ale głębokim pocałunkiem na podjeździe mojego domu przy jego pickupie i
umówiliśmy się na ten wieczór.
Mama
nie skomentowała mojego wybuchu, a Lucy nie pokazała się aż do chwili, kiedy
musiała wyjść do pracy, więc tylko myślałam
o moim narzeczonym.
Nie
rozmawiałam o nim.
I
po wielu przemyśleniach i porównaniach doszłam do wniosku, że częściej powinnam
mu wprost mówić, jaki był wspaniały,
kiedy coś mi się w nim podobało.
Tak
jak to robiłam z moimi uczniami, bo Billy taki właśnie był.
Nie
doceniony.
A
wtedy w Piwnicy nie uważałam, więc
zaskoczyło mnie, kiedy scenę oświetlił pojedynczy reflektor, wyszło na nią
dwóch mężczyzn, ustawili tam na środku krzesło, oparli o nie gitarę, a
naprzeciwko rozstawiali dwa statywy z mikrofonami, a potem jeden z nich
powiedział do mikrofonu:
-
Wiem, że czekaliście na to dzisiaj tak, jak wszyscy czekamy co tydzień. Jest
już z nami. Zapraszam na scenę, Gawędziarzu. Daj nam ucztę.
Patrzyłam
na mężczyznę, który na koniec swojej wypowiedzi spojrzał bezpośrednio w naszą
stronę, a potem wyciągnął w bok rękę, by wskazać na drugiego z nich, który już
szedł w kierunku naszego stolika z gitarą w czarnym futerale, trzymaną przez
niego w jednej ręce.
Billy
podniósł się z krzesełka, pochylił się w moją stronę, opierając prawą dłonią o
blat stolika i szepnął:
-
Zaraz wracam - a potem złapał od dołu bok mojej szczęki, by unieść moją twarz i
pocałować mnie delikatnie w kącik ust.
Byłam
całkowicie oszołomiona.
Billy
był tu znany jako Gawędziarz.
Zanim
otrzeźwiałam, Billy siadał już na krześle po środku sceny i wyjmował gitarę z
pokrowca, co powitane zostało gromkimi brawami.
A
potem zapadła całkowita cisza.
Jakby
cała sala, ten bar z piwem i przekąskami, wstrzymała oddech.
Wszyscy
tutaj najwidoczniej znali Billy’ego,
doskonale wiedzieli, czego mogli się spodziewać i kochali to.
Kiedy
Billy pociągnął palcami po strunach i wydobył pierwszy brzdęk, po plecach
przeszedł mnie dreszcz.
Przyjemny.
-
Najpierw to, co już znacie - mój narzeczony powiedział do mikrofonu głosem cichym,
ale słyszalnym w każdym zakątku tej sali - Mój hymn. A potem coś nowszego. Mam
nadzieję, że wam się spodoba, bo to też będzie cover Score.
Usłyszałam
kilka pełnych aprobaty mruknięć Taaa i Okej, więc tak, obecni na tej sali
znali go i lubili jego muzykę.
I
wtedy Billy zaczął grać.
Zaczął
od razu od mocnego uderzenia, chociaż pierwsze, co wyśpiewywał, a właściwie
wykrzykiwał, było tylko Na, na, na, na.
Po
plecach przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
Ludzie,
którzy wypełniali pomieszczenie, krzyknęli razem z nim, więc spojrzałam w
stronę stolików i zobaczyłam, że sala była jeszcze bardziej wypełniona, niż
wtedy, kiedy wchodziliśmy.
Po
brzegi.
Ludzie
stali przy ścianach i nie tylko tam. Wszędzie.
Ale
później całkowicie skoncentrowałam się na moim narzeczonym, bo po jego
skupieniu i napiętym głosie wiedziałam, że to, co śpiewał, było dla niego
bardzo ważne.
A
ponieważ mnie tu zaprosił, więc wiedziałam, że musiałam słuchać.
Chciał
mi coś powiedzieć, więc starałam się słuchać i słyszeć.
A
Billy zaczął śpiewać-skandować słowa piosenki:
Zaczynamy,
zaczynamy
Najwyższy
czas, żebyśmy to załatwili
…
Byłem
rozgorączkowanym marzycielem, by być świetnym
Czy
wszystko, czego kiedykolwiek pragnąłem,
Było
wszystkim, czego chciałem?
…
Masz
mnie śpiewającego … Bang, bang
…
Nie
przestaniemy dopóki nie będziemy legendami
…
Zaczynamy,
zaczynamy
Moja
kolej tworzenia historii
Zaczynamy,
zaczynamy
Kiedy
odejdę, oni zapamiętają mnie, tak…
…
O,
mój Boże!
Wiedziałam.
Billy
śpiewał o tym, że dotąd nie był doceniany i pragnął być najlepszy.
Dopóki moje imię
nie zostanie zapamiętane…
Cisza,
która nastąpiła, kiedy Billy po kilku minutach skończył swoją pierwszą
piosenkę, była wręcz oszałamiająca, a potem wybuchły brawa, które oszołomiły
mnie nawet bardziej.
A
Billy jakby tego nie słuchał.
Nie
słyszał niczego oprócz tego, co grało w jego duszy i widziałam to.
Po
kilku uderzeniach serca wydobył z gitary pierwsze dźwięki następnej melodii, a
sala w ułamku sekundy ponownie zamilkła w zasłuchaniu tak głębokim, że starałam
się nawet oddychać jak najciszej, bo bałam się, że im przeszkodzę albo sama coś
przegapię.
Po
kilkunastu tonach, Billy zaczął śpiewać-intonować piosenkę tak szybko
wyrzucając z siebie słowa, że z trudem nadążałam za nimi, a chciałam zrozumieć każde... oddzielne… słowo!
Bo
to był ON.
Mój Billy.
…nie ustanę, póki
nie znajdę się na szczycie
Wiem,
że po to się urodziłem
Wiem,
że po to się urodziłem
Wierzę,
wierzę
Że
to my piszemy swoją historię
Wierzę,
wierzę
Że
możemy być armią
Jesteśmy
wojownikami, którzy nauczyli się kochać ból
Pochodzimy
z różnych miejsc, ale jedno mamy imię
Bo
właśnie po to się urodziliśmy
Jesteśmy
tymi niepokornymi, którzy zdecydowali się wzniecić iskrę
Patrz
jak nasz ogień szaleje, nie można oswoić naszych serc
Bo właśnie po to
się urodziliśmy…
Po
tych dwóch Billy śpiewał jeszcze kilka piosenek, niektóre z nich na żądanie
publiczności, więc znali je tutaj wszyscy, ale ja już nie dałam rady się w nie
wsłuchiwać.
Bo właśnie po to
się urodziliśmy
Emocje,
jakie mnie ogarnęły po tych dwóch pierwszych piosenkach, dosłownie mnie
dławiły.
Taki
właśnie był ten wspaniały mężczyzna i to była odpowiedź na pytanie jakim cudem
uchował swoją złotą duszę, wychowując się w takim otoczeniu, w jakim się
wychowywał, z taką matką, jaką miał i bez właściwej opieki.
Przy
kolejnej piosence, którą Billy zapowiedział jako cover Avicii, co najwyraźniej słuchacze również znali, przysiadł się do
mnie Tony, a ja spojrzałam na niego, a potem na stolik ze zdziwieniem, kiedy ze
stuknięciem postawił przede mną wysoką szklankę ze spienionym piwem.
Nie
piłam piwa.
Nigdy.
-
Hannah - mruknął, więc spojrzałam ze szklanki na jego twarz - Billy ani razu
nie chciał pieniędzy za jego występy.
Skinęłam
lekko głową, bo wiedziałam o tym, skoro Billy mówił mi, że nie interesowało go
zarabianie na śpiewaniu, bo to lubił.
-
Ludzie czasem tu coś dla niego zostawiali. Napiwki - mówił Tony - Chowałem to
do jednej koperty i trzymałem dla niego. Płaciłem mu tylko umówioną kwotę co
tydzień na konto w ramach czegoś w rodzaju opłaty za zwiększone zyski. Premię.
Tony
patrzył na mnie uważnie, jakby badał mnie, czy to, co mówił było dla mnie ważne, ale ja nadal nie wiedziałam, dlaczego mi to mówił.
Patrzyłam
więc na niego ze zdziwieniem, a on wyciągnął w moją stronę rękę, w której
trzymał wypchaną kopertę.
Wyprostowałam
się na krześle.
-
Billy nigdy nie przyprowadził tu żadnej kobiety - powiedział Tony - Więc wiem,
że jesteś dla niego ważna. Weź to. Przyda wam się, jak będziecie chcieli
zamieszkać razem czy coś.
Zagryzłam
wargi, a potem spojrzałam szybko na scenę, gdzie Billy śpiewał i grał, nie
zwracając uwagi na otaczający go świat.
Znałam ten wygląd.
Sama
bez wątpienia właśnie tak wyglądałam,
kiedy bujałam w obłokach.
-
Nie mogę tego wziąć - zdecydowanie, ale delikatnie powiedziałam mężczyźnie,
który siedział obok mnie przy stoliku i zabrałam dłonie z blatu stolika - To jego. Ale mogę mu powiedzieć, że to
masz. Pobieramy się za dwa tygodnie - wyznałam, a zaraz potem zobaczyłam, jak
wyraz twarzy Tony’ego zmienił się na łagodny, ciepły i bardzo zadowolony.
O
Boże, więc Billy tu również miał prawdziwego przyjaciela.
-
Więc może Billy zdecyduje, kiedy i czy
będziemy potrzebowali tych pieniędzy - dokończyłam cichszym głosem, nagle
zawstydzona moim wyznaniem i zachwycona odkryciem, że Billy miał przyjaciół
również poza FS 13.
-
Dobrze - mruknął Tony.
A
potem odwrócił się w stronę baru, wstał i schował z powrotem kopertę do tylnej
kieszeni w swoich spodniach.
-
Muszę iść - powiedział, ale jeszcze pochylił się, wyciągnął rękę w moją stronę
i uścisnął lekko moje przedramię, które trzymałam na kolanach - Fajnie że cię
ma - powiedział niskim głosem pełnym znaczenia i wskazał brodą na scenę.
Spojrzałam
w kierunku mojego narzeczonego, ale poczułam ściśnięcie serca, bo poczułam się
taka mała i nic nie warta w porównaniu z tym wspaniałym mężczyzną, który miał
być moim mężem.
Był
taki przystojny, cudowny, utalentowany i lubiany przez wszystkich, a ja byłam głupia, brzydka i bez jakiegokolwiek talentu.
Jakiś
czas później wyszliśmy z Piwnicy,
żegnani przyjaznymi okrzykami, a potem pojechaliśmy do mojego domu, a ja wciąż
myślałam o tym, co powiedział mi Tony i co zobaczyłam w Piwnicy.
-
Jesteś bardzo milcząca - powiedział cicho Billy, kiedy zatrzymał pickupa na
moim podjeździe, a ja nie ruszyłam się, by wysiąść, chociaż było już bardzo
późno - Grosik za twoje myśli - dodał ten drobny żarcik, który już kiedyś
usłyszałam od niego, ale ponownie mnie nie rozbawił.
-
Nie jestem ciebie warta - szepnęłam z bólem, nie patrząc na niego, więc nie
zauważyłam, a dopiero poczułam, jak pochylił się w moją stronę, mocno ujął palcami
moją brodę i gwałtownym szarpnięciem zmusił mnie do spojrzenia w jego oczy.
- Co? - jednocześnie warknął, a ja
zamrugałam, słysząc w jego głosie nagromadzoną agresję i to agresję nakierowaną
na mnie.
To
było takie nagłe, że nie opanowałam swoich reakcji.
Zaczęłam
się strasznie bać, więc gwałtownie się
zatrzęsłam, skuliłam ramiona, cofnęłam od niego i poczułam, jak krew odpłynęła
mi z twarzy.
Chociaż
przecież wiedziałam, że Billy nie
zrobiłby mi krzywdy.
Nigdy.
-
Anie - szepnął, puszczając moją szczękę.
Nagle
odwrócił się, by odpiąć swoje pasy i gwałtownie wysiadł, obszedł maskę
samochodu prawie biegiem, a potem otworzył szarpnięciem moje drzwi i stanął
bardzo blisko moich kolan.
Byłam
zamrożona ze strachu, wręcz przerażona, dysząca, chociaż podświadomie czułam,
że Billy nie zrobiłby mi nic złego.
A
on pochylił się w moją stronę, opierając prawą rękę na moich kolanach, a lewą
na fotelu za moimi plecami i zbliżył twarz do mojej.
-
Nie bój się. To… Nigdy tak nie mów! -
mruknął łagodniej - Przepraszam, że tak warknąłem - opuścił brodę, spojrzał na
moje kolana i wciągnął powietrze przez nos, kiedy jego zęby były mocno
zaciśnięte, a potem rozluźnił się, podniósł wzrok na mnie i dodał głucho - To ja nie jestem ciebie wart.
Och,
nie!
-
Nie! - rzuciłam gwałtownie, więc
poderwał głowę, by znowu spojrzeć w moje oczy - To co mi dzisiaj pokazałeś… -
niepewnie podniosłam rękę z kolana, by objąć jego szczękę, chociaż wtedy
dziwnie zesztywniał - Ja nic nie
umiem. A ty… Ty jesteś bardzo utalentowany.
To było piękne. Wszystkim się
podobało. Publiczność szalała.
-
Nie obchodzą mnie wszyscy - powiedział Billy surowym tonem, ale patrzył mi
poważnie prosto w oczy - To tobie
chciałem pokazać, co mnie naprawdę zajmuje.
-
Wiem - szepnęłam z uczuciem, wyciągając głowę, by zbliżyć twarz w jego stronę,
by mnie usłyszał - …bardzo mi się podobało. Podoba mi się
to, że masz taką pasję. Że masz taki talent. Że masz cel w życiu. Nie musisz być legendą dla całego świata. Jesteś nią już dla mnie.
Ledwie
wypowiedziałam ostatnie zdanie, a już Billy wyciągnął mnie z kabiny, zamknął
mnie w uścisku swoich ramion, więc moje ręce same powędrowały, by owinąć się
wokół jego żeber i pocałował mnie.
Mocno.
Głęboko.
Namiętnie.
A
ja oddałam mu ten pocałunek.
Była
szarówka, zmierzch, ale nadal było nas doskonale widać.
I
nie obchodziło mnie to ani trochę.
Moja
siostra była zazdrosna.
Moja
sąsiadka była plotkarą.
Ale
to było moje życie i zamierzałam dać
temu wspaniałemu mężczyźnie najwięcej siebie, jak tylko mogłam.
Najlepiej
całą, jeśli będzie mnie chciał.
Później
niech się świat zawali.
Nie
obchodziłoby mnie to.
A
potem rozstaliśmy się na noc i każde z nas poszło spać do swojego łóżka.
No,
powiedzmy, ja poszłam do łóżka, ale mało spałam tej nocy, bo w moich myślach
wciąż i wciąż był ten nasz pocałunek.
Następnego
dnia była niedziela i Billy pracował od szóstej rano do szóstej wieczorem, a ja
byłam z moją rodziną na mszy w naszym kościele.
Poszliśmy
we cztery kobiety z małym dzieckiem, wszyscy ubrani w stroje świąteczne, a na
mój składała się nowa, trochę przylegająca, błękitna sukienka, do której zakupu
namówiła mnie Abi, mówiąc, że musiałam mieć coś takiego, żeby Billy się mnie
nie wstydził.
Wiedziała,
że tak mogła mnie przekonać.
I
tak Lucy była najbardziej elegancka z nas wszystkich.
W
czasie tej mszy wyszły nasze zapowiedzi, więc, kiedy staliśmy po niej niedaleko
schodów do kościoła, wielu naszych byłych przyjaciół podchodziło do nas, żeby
złożyć mi całkowicie nieszczere, jak już wiedziałam, życzenia i gratulacje, a
przy okazji wypytać się o to, kim był mój wybranek i dlaczego nie było go w
kościele na tej mszy, żeby wszyscy mogli go sobie obejrzeć.
Wykorzystałam
bezwstydnie tę okazję, żeby zachwalać Billy’ego pod niebiosa, opowiadając
wszystkim po kolei, że mój Billy był bohaterem, niezwykle odważnym
strażakiem, który pełnił swoją pełną poświęceń służbę w niedzielę dla nich, kiedy oni odpoczywali.
I
nie skłamałam ani trochę.
Chociaż
trochę zgrzeszyłam pychą, bo podkreślałam to, że Billy był mój.
Bo,
głupia ja, zapomniałam na chwilę, że to było w ramach układu i miało się
skończyć, a nie powinnam była nigdy
tego zapominać.
Powinnam
była chronić swoje serce i nie zakochiwać się, ale już nad tym nie panowałam.
W
poniedziałek Billy miał dzień wolny od pracy.
Moja
mama poprosiła panią Peperson,
by Abel mógł spędzić kilka godzin z jej córką, więc razem, we troje z Billy’m i
z moją mamą, pojechaliśmy pickupem Billy’ego do Dominika, by podpisać ostatecznie
umowę najmu tego domu, który wcześniej obejrzeliśmy z Billy’m, wziąć numery
kont, na które należało wpłacić kaucję i zaliczkę, wziąć klucze i pokazać
mamie, jak wyglądał nasz przyszły nowy dom.
Była
tam znowu Eva z Jimmy’m, a przy tej okazji dowiedzieliśmy się, że pomyśleli o
prezencie dla nas z okazji ślubu.
Okazało
się, że Eva tego dnia, kiedy byli z nami podczas oglądania apartamentów,
wymyśliła, że oni z Jimmy’m kupią nam wyposażenie do pokoju Jacka, mówiąc, że
część mebli mieli w jakimś magazynie, bo urządzali pokój dla Matta dwa razy,
więc coś im z tego zostało, a potem jeszcze porozmawiali z Oli’m i ten
zorganizował zbiórkę w FS 13, by dla nas sfinansować zakup kanapy i foteli do
salonu, w którym chciałam wydzielić część, która stanowiłaby bawialnię.
Początkowo
nie chcieliśmy się na to zgodzić, ale nawet nie chcieli słuchać o odmowie, a
potem okazało się, że to nie był koniec obdarowywania nas przez naszych
przyjaciół.
Eva
była taka miła, troskliwa i delikatna, że w końcu zaczęłam ustępować, a Billy,
widząc moje wzruszenie ich dobrocią, również przestał się sprzeciwiać.
Ja
bowiem wyczułam, że nie robili tego z litości, a po prostu chcieli, żebyśmy
byli szczęśliwi i nie przesadzali z tą hojnością, skoro mówili, że mieli
możliwość kupienia wszystkiego za bezcen, a dużą część tego już mieli.
Moja
mama obejrzała ten „apartament” i podobał jej się, co okazała dość głośno
chwaląc Billy’ego, albo może wychwalając
go pod niebiosa, a on to znosił niezwykle cierpliwie, za co byłam mu bardzo
wdzięczna, chociaż trochę wzdychałam w duchu.
Moja
mama potrafiła być trochę uciążliwa.
Później
moja mama, kiedy wysłuchała tego wszystkiego, co miała do powiedzenia Eva,
zaprosiła wszystkich na lunch do naszego domu, na co Eva przystała, chociaż
przez chwilę prawie kłóciła się z nią, mówiąc o tym, że miała przygotowany
lunch dla nas wszystkich w swoim domu.
Cóż,
tej bitwy nie wygrałaby z moją mamą.
I
nie wygrała.
Więc
pojechaliśmy dwoma samochodami, kiedy moja mama ponownie wsiadła na tylne
siedzenie pickupa Billy’ego, mówiąc, że lubiła mieć więcej miejsca tylko dla
siebie.
Nie
miała tam więcej miejsca.
Chodziło
o to, żebym mogła siedzieć obok mojego narzeczonego.
Nie
protestowałam.
Lubiłam
to, a robiłam to po cichu, ale skwapliwie.
A
kiedy dotarliśmy do domu, obie od razu zajęłyśmy się przygotowaniem do podania
na lunch chlebków naan, na które ciasto miałyśmy w lodówce naszykowane już od
rana, bo lubiłyśmy z mamą mieć gotowe półprzetwory do szybkiego naszykowania
ciepłego dania na wypadek przyjścia kogoś z naszej rodziny o niespodziewanej
porze.
Więc
wystarczyło nagrzać piekarnik i wyłożyć uformowane placuszki na blachy, a potem
położyć na to pomidory i ser, by zapiec je w ciepłe danie dla wszystkich.
Eva,
która również nie lubiła siedzieć bezczynnie z mężczyznami, przychodziła do nas
do kuchni, podglądała co robiłyśmy i zanosiła na stół do jadalni kawę, sałatkę,
którą na szybko naszykowałam jako dodatek i zagadywała nas o przygotowania do
ślubu.
Mężczyźni
siedzieli w salonie z piwem, które Eva i Jimmy na szczęście mieli w swojej
Toyocie, bo u nas w domu nigdy nie bywało tego napoju.
Nawet
mój tata go nie lubił.
Więc
moja mama poczuła się bezpieczna, by zapytać o coś, czego wcześniej mi nie
powiedziała, a co najwyraźniej chodziło jej po głowie.
-
Anie - odezwała się półgłosem, spoglądając niepewnie na Evę, którą jednak
uznała już za bliską przyjaciółkę, więc mówiła dalej - Nie rozmawiałyśmy jeszcze
o twojej sukni ślubnej, a ja dużo o tym myślałam.
Zamarłam
w pół ruchu, kiedy układałam ser na kolejnej partii świeżo wyjętych z
piekarnika chlebków.
Całkiem
wyleciało mi to z głowy.
Następnego
dnia po tym, jak Billy dał mi pierścionek Heleny, poszłam z nim do jubilera, a
on na miejscu powiększył jego obrączkę (rozciągnął ją na gorąco), ale to była
konieczność, bo musiałam nosić ten pierścionek, więc nie mógł być za ciasny.
Ważniejsze
było wszystko inne niż mój wygląd, a trochę tego było, ale przecież na naszym
ślubie będą jacyś nasi przyjaciele, a
może nawet dalsi i starsi znajomi, więc powinnam
mieć suknię ślubną.
-
Dlatego ja… - moja mama wyglądała na bardzo niepewną, jak rzadko, i nie
wiedziałam z czego to mogło wynikać, ale miałam się dowiedzieć - Widzisz… Lucy
jej nie chciała. Woli mieć nową
sukienkę. A ja mam w szafie moją
suknię ślubną. Więc, jeśli byś chciała…
-
Tak! - krzyknęłam nagle tak uszczęśliwiona
tym pomysłem, że prawie klasnęłam w dłonie i dopiero wtedy zauważyłam, że nadal
trzymałam w nich plasterki sera - Bardzo
bym chciała mieć na sobie do ślubu twoją sukienkę - dodałam spokojniej.
-
Och! - westchnęła Eva ze słyszalnym
wzruszeniem.
-
Córeczko! - jednocześnie westchnęła
moja mama.
I
nagle znalazłam się w jej ramionach, a ona chlipnęła mi mokro do ucha.
Moje
ręce, wciąż trzymające ser, musiały pozostać rozchylone, a ja mrugałam
gwałtownie, by rozproszyć łzy, gromadzące mi się w oczach.
Nie
rozmawiałyśmy wtedy dłużej na ten temat, bo mama uznawała za konieczne
trzymanie w tajemnicy przed przyszłym mężem tego, jak będzie wyglądała suknia
jego wybranki, ale to był powód naszego obecnego „porwania” przez Evę do butiku
jej przyjaciół.
Nie
wiedziałam, jak Eva nakłoniła do tego moją mamę, ale zrobiła to.
Ten
butik prowadzili jej przyjaciele, dwaj panowie, para gejów, Alek i Sam, którzy
bardzo się przejęli całym ślubem, moją suknią i dodatkami do niej, więc
aktywnie uczestniczyli w przymiarkach, przeróbkach i dodatkach.
Nie
miałam wystarczająco dużo siły, by się przed tym bronić, więc poddałam się temu
raczej bezwolnie.
Najpierw
nakłonili mnie do przymierzenia kilkunastu kompletów bielizny (osobiście przynosząc
mi kolejne przez cały butik do przymierzalni, co było zawstydzające), zanim
uznali, że któryś z nich pasował do sukienki.
Tak,
oglądali mnie w nich.
Później
wybrali mi koszulę nocną na noc poślubną, czego im nie powiedziałam, że nie
miało być.
Moja
mama po tym wszystkim oddaliła się na zaplecze, bo po ostatecznym przymierzeniu
przeze mnie jej sukni ślubnej, okazało się, że wymagała kilku poprawek, czym
mama mogłaby zająć się sama, ale w tym butiku była zatrudniona krawcowa, która
był dobrą znajomą wszystkich tych kobiet.
A
ich spotkanie, tych wszystkich kobiet i Aleka i Sama, zaczęło się to wszystko
od okrzyków autentycznego zachwytu samej krawcowej nad starą suknią mamy, więc
moja mama była od wejścia zauroczona
całym tym towarzystwem.
Cóż,
mamy sukienka była cudowna, bo w całości zrobiona była z białej, delikatnej
koronki, którą ręcznie stworzyły moja
babcia i prababcia, co było naszą rodzinną legendą.
Mama
była z niej bardzo dumna.
Wręcz
nieopisanie.
-
Och, kochanie - zawołała pani Susy, kiedy mama wyjęła suknię z torby - jaka cudna koronka, przepiękna. Jak możesz
taki skarb trzymać w takiej torbie? No,
chociaż przyznam, że ta torba jest sama w sobie dziełem sztuki - przyznała,
oglądając z zachwytem płócienną torbę, którą własnoręcznie pomalowała dla mnie Abi.
-
Ojej - wymamrotała mama, której nawet do głowy nie przyszło, że jej sukienka ślubna
to „skarb”, chociaż była z niej taka dumna - Nie miałam jak jej przewieźć.
Przyjechałyśmy
tam Audi Evy, więc gdyby mama miała
pokrowiec na swoją sukienkę, to mogłaby ją w nim przewieźć, ale nikt tego nie
skomentował.
Alek
natomiast złapał pomalowaną przez Abi torbę w swoje ręce i zaczął ją obracać, oglądać
i zachwalać, wykrzykując co chwilę - Omójbosze!,
więc zrobiło mi się nadzwyczaj
przyjemnie i wypaliłam z dumą:
-
To zrobiła moja siostra, Abigail.
-
Och, super - szepnął Alek, a potem
torbę z jego rąk zabrała Alice, Eva i torba zaczęła krążyć po butiku z ręki do
ręki.
-
A nie mogłaby zrobić takiej dla mnie? - zapytała Alice - A może dwóch?
-
Dla mnie też - rzuciła Eva - Zapłacę.
-
Och, doprawdy… - zaczęłam prawie zachwycona tym, co właśnie wpadło mi do głowy,
bo zrobiły dla nas tak dużo, że pomyślałam o tym jako o częściowej odpłacie, a
wcześniej nie miałam pomysłu, jak mogłabym się im odwdzięczyć.
-
Dobra, dobra, dziewczyneczko! - lekceważąco zawołał Alek, przerywając mi i
rozwiewając moje złudzenia - Jak cię znam, nawet jak cię nie znam, biedna dziewczyna
pewnie zaharowuje się po pachy w weekendy w MacDonaldzie lub innym
beznadziejnym miejscu, a ty nie będziesz chciała za to pieniędzy.
Przytaknęłam
niepewnie i zagryzłam wargę, bo zgadł.
Dokładnie
tak było.
-
Więc ona, doprawdy, mogłaby u mnie
dorobić, malując takie torby i wstawiając je do tego butiku, zamiast być
wyrobnicą w jakiejś podrzędnej jadłodajni - powiedział Alek trochę z
lekceważeniem dla tej popularnej sieci restauracji, tym razem nie kierując tego
do mnie, ale do mojej mamy, jakby wyczuł, że mama nigdy nie pozwoliłaby Abi
robić tego za darmo.
-
Ale… - próbowałam jeszcze pertraktować.
Nie
dali mi dojść do słowa, zakrzyczeli mnie.
-
Potem pogadamy - podsumował Alek, kiedy zobaczył, że nawiązał początkowo
niewerbalną nić porozumienia w tej sprawie z naszą mamą, która zawsze była
gotowa bronić interesów każdej z nas, a mnie znowu zaanektowały kobiety,
zajmujące się suknią.
Mama
była na tyle niższa i tęższa ode mnie, że sukienka wymagała licznych poprawek, a na dodatek ślub
moich rodziców był zimą, więc sukienka miała długie rękawy, ciepłą podszewkę i
byłoby mi w niej zbyt gorąco.
Więc
kobiety zaczęły wymyślać, co można było w niej zmienić.
A
potem zajęły się omawianiem falbanek, fałd, zaszewek i zakładek, szczypiąc
materiał zbyt luźniej sukienki na moich żebrach, upinając szpilki i
przykładając mi do ramion różne gumki, wstążki i kawałki materiału.
Nie
słuchałam ich.
Wyłączyłam
się, bo, po przymierzaniu tysiąca sztuk bielizny, znowu, głupia ja, myślałam
wyłącznie o tym, jak bardzo chciałabym mieć prawdziwą noc poślubną z moim
Billy’m.
Stałam
niczym manekin i pozwalałam się przesuwać z kąta w kąt.
Nawet
nie zauważyłam, jak umówiły mnie do kosmetyczki i fryzjera, więc pojechałyśmy
tam, zanim się w ogóle zorientowałam, co chciały zrobić.
Ojej!
Powinnam
była chyba trochę uważać.
*****
Billy
Następnego dnia
rano
Billy
siedział na miejscu kierowcy swojego pickupa i prowadził go drogą stanową nr 80
do więzienia stanowego w Folsom.
Hannah
siedziała obok niego na siedzeniu pasażera i była nieruchoma, bardzo milcząca,
cicha.
Kiedy
przywitali się o świcie przed jej domem, Billy zauważył, że coś się w niej
zmieniło, ale początkowo nie wiedział, co to było.
Później,
kiedy mu pozwoliła, podnosząc do niego twarz, kiedy jej dał znać naciskiem, że
tego chciał, pocałował ją delikatnie w usta na powitanie i spojrzał jej z
bliska w oczy, więc dostrzegł to.
Miała
nieco ciemniejsze rzęsy i brwi, co mu się, o dziwo, podobało, bo nadal
wyglądało naturalnie.
Mieli
do przebycia długą drogę i podróż miała im zająć cały dzień, dziewięć godzin w
jedną stronę, więc wyjechali wcześnie rano, ale Billy podejrzewał, że nie to
było przyczyną milczenia Hannah.
Denerwowała
się, a Billy nie wiedział czym, ale poprzedniego dnia spędziła kilka godzin w
towarzystwie kobiet, dopasowując jej sukienkę ślubną, więc może one jej coś powiedziały,
coś złego.
Cóż,
Billy również nie był w nastroju do rozmowy, ale nie dlatego, że się
denerwował, ale dlatego, że przeżywał od kilku dni serię tak wspaniałych
momentów, że mogłyby mu wystarczyć na całe życie.
Pokazał
Hannah siebie takiego, jakiego nikt z jego przyjaciół z FS 13 nigdy go nie
widział, bo chciał, żeby zobaczyła w nim coś dobrego.
A
ona nie tylko to zobaczyła, ale również powiedziała mu o tym.
Podoba mi się to,
że masz taką pasję. Że masz taki talent.
Wiedział,
że Hannah taka po prostu była, ale on nigdy nie spotkał kogoś takiego, więc
brał, co mu dawała.
Jako
nauczycielka była ciepła, uważna dla swoich uczniów i zawsze mówiła im, kiedyś
zrobili coś dobrze, w czymś się wyróżniali.
Jak
w przypadku Jacka.
Billy
rozmawiał ze swoim bratem, kiedy odwiedził go w tamtym domu tymczasowym, więc
młody miał okazję, by opowiedzieć mu trochę o tym, jak Hannah prowadziła lekcje,
że była uśmiechnięta, zawsze zauważała, jak ktoś myślał i zrobił coś dobrze,
ale nie nigdy powiedziała na głos, że się pomylił.
I
odnosiła się do uczniów z szacunkiem, czego Jack nie potrafił nazwać, ale Billy
wywnioskował z jego opowieści.
Więc
tak, Billy miał to, co mieli jej uczniowie.
Nic
więcej, ale to było dla niego olbrzymie.
Ciągle
myślał jednak o tym, że w związku z tym stwierdziła - Nie jestem ciebie warta.
Jak
ona mogła tak o sobie myśleć, tego nie wiedział, bo widział, że jej rodzina
kochała się, że ona sama miała wsparcie w domu, ale wciąż nie znała wartości
swojego talentu do wskazywania właściwej drogi tym dzieciakom, którymi się
opiekowała.
Może
się mylił co do jej domu.
To
było coś, co chciał zbadać.
I
kopał się w myślach po tyłku za to, że ją tak przestraszył.
Przecież
wiedział, że była delikatna,
wrażliwa.
Przecież
obiecał sobie, że będzie postępował z
nią delikatnie.
Nie
wytrwał.
Więc
postanowił przynajmniej na czas ich długiej podróży wyprowadzić ją z trudnych
tematów i ciężkich myśli i zapytał ją o jej poprzedni dzień.
Początkowo
broniła się słabo i z zawstydzeniem, ale, kiedy nalegał, żartując ze swojej
zazdrości o jej czas, o jej wizytę w butiku bez niego, zaczęła również żartować
i powiedziała, że jej mama zabiłaby ich oboje, gdyby Hannah opowiedziała Billy’emu
cokolwiek na temat swojej sukni ślubnej.
To
zadziwiająco spowodowało, że prawie dosłownie zamarł i zamilkł na krótką chwilę,
bo nagle wyobraził sobie swoją Anie w sukni ślubnej.
Jakiejkolwiek.
Byle
białej, długiej i w większości pokrytej koronką lub tiulem.
Wyglądałaby
jak czysty anioł, jakim była.
I
to wyobrażenie spowodowało, że przez chwilę nawet nie widział drogi przed sobą
i miał problem z unormowaniem oddechu.
Jezu
Chryste Wszechmogący.
Tylko
to i już był zachwycony?
Chyba
się zakochiwał.
-
Billy - usłyszał jej zaniepokojony głos obok siebie, więc wrócił na Ziemię.
-
No, dobrze - powiedział, zerkając na nią - To może zamiast tego opowiesz mi, coś
o swoich latach szkolnych, na przykład w jaki sposób uniknęłaś w szkole
występów w teatrzyku szkolnym lub innym takim…
Raptownie
zamilkł, bo nieomalże powiedział gównie,
a właśnie sobie pomyślał, że nie chciałby
widzieć miny Hannah, gdyby użył tego słowa.
Wciąż
chciał, żeby myślała o nim dobrze.
-
Nie uniknęłam - powiedziała Hannah, ale odwróciła się przy tym do bocznej szyby,
więc Billy nie widział jej twarzy.
-
Hej - zawołał - Jak nie chcesz, to nie mów - powiedział cicho i wyciągnął rękę
w jej stronę, unosząc dłoń wnętrzem do góry.
Zrozumiała
go i włożyła tam swoją doń bez chwili wahania zaraz po tym, jak spojrzała w
jego stronę i dostrzegła jego gest.
I
było to bardzo dobre, więc Billy położył ich połączone dłonie na podłokietniku
między nimi i tak jechali, kiedy Hannah cichym głosem opowiadała mu o swoich
recytacjach w czasie różnych konkursów szkolnych i nie tylko.
I
o nagrodach, jakie za nie dostawała.
Czego
mógł się spodziewać i co bardzo lubił.
Doceniali
ją.
Jak
ona po tym wszystkim nadal mogła mówić, że nic nie umiała, tego Billy nie
wiedział, bo najwyraźniej miała jakichś nauczycieli, a przynajmniej jednego,
który pokazywał jej, że miała talent.
Koło
południa zatrzymali się przy stacji benzynowej, by zatankować paliwo, a Billy
miał okazję docenić jeszcze jeden talent Anie, bo na tym postoju zjedli coś, co
Hannah nazwała przekąską.
Cholera!
Zrobiła
dla nich obojga kanapki na lunch i były one tak wypchane serem, pieczenią,
pomidorami, sałatą, piklami i innym gównem, że nigdy w życiu nie jadł bardziej
obładowanych.
A
na dodatek były obficie polane majonezem i ketchupem, więc smakowały również
zajebiście.
Kupił
dla nich kawę w styropianowych kubkach, colę i wodę, więc usiedli na ławce za
stacją, by zjeść i wypić, kiedy słońce dosłownie wypalało swoim gorącem dziury
w asfalcie.
*****
Wieczorem tego
samego dnia
Wracali
do domu w nieco nastroju innym niż jechali z domu, ale tę różnicę czuł przede
wszystkim Billy, który przeżywał spotkanie z mężczyzną, któremu szczerze, do
bólu, zależało na Hannah.
Już
od ich pierwszego spojrzenia, Billy dostrzegł jak bardzo jego Anie kochała
swojego tatę i jak bardzo on kochał ją.
Był
córeczką tatusia, nawet, jeśli ten próbował to ukryć i traktować wszystkie swoje
dzieci jednakowo.
Kiedy
weszli do pokoju spotkań, Hannah nawet nie spojrzała na innych tam siedzących,
tylko od razu podeszła do mężczyzny, który nie potrzebował badań DNA, żeby
wiedzieć, że była jego córką.
Skóra
zdarta z człowieka.
Taki
sam mocny, szczupły, ale pełen tułów, który u niej trzymał kształtny biust, a u
niego szerokie ramiona, a osadzony był na silnych, długich nogach, chociaż
Billy nigdy nie widział nóg Hannah, bo ukrywała je pod tymi bezkształtnymi
cholernymi spódnicami.
Te
same regularne rysy okrągłej, szczerej twarzy z dużymi, jasnoniebieskimi
oczami, otoczonymi długimi, jasnymi rzęsami.
I
taki sam zarys smutku wokół ust.
-
Anie - westchnął mężczyzna, patrząc wyłącznie
na córkę i siadając po drugiej stronie stołu, który im wskazano, z dłońmi
płasko rozłożonymi na blacie, skoro mieli powiedziane, że nie wolno było im się
dotykać.
-
Tatusiu - Hannah również westchnęła z
radością, która wyrażała to, jak bardzo za sobą tęsknili, zanim usiadła po
drugiej stronie, kładąc tak samo dłonie.
Billy
usiadł obok niej.
-
Tatusiu - ocknęła się Hannah, kiedy Jonas Sensible spojrzał na Billy’ego
badawczym wzrokiem - pozwól, że…
-
Pozwól mężczyźnie mówić za siebie, Hannah - cicho, ale stanowczo, prawie
surowo, przerwał jej tata, nie spuszczając wzroku z Billy’ego.
Tak,
Oli rozmawiał z Jonasem przez telefon i z pewnością opowiedział mu wszystko, co
mężczyzna potrzebował wiedzieć o tym, który zamierzał zostać mężem jego ukochanej
córki.
-
Dzień dobry, panie Sensible - powiedział Billy, trzymając dłonie na blacie
stołu pomiędzy nimi z zawiniętymi palcami, kciukami do góry i patrząc tacie
Hannah prosto w oczy - Jestem William Brown. Kilka dni temu poprosiłem pańską żonę
o rękę pana córki, Hannah, a ona wyraziła zgodę, chociaż powiedziała, że
najpierw muszę porozmawiać z panem.
-
Tak, wiem - przytaknął Jonas Sensible - Rozmawiałem z nią i z pańskim
kapitanem, Olgierdem. Bardzo pana chwalą.
W
jego głosie zabrzmiało jakieś ale i
Billy go rozumiał.
-
Tatusiu - wtrąciła się Hannah gorącym tonem - Billy jest wspaniałym mężczyzną,
dobrym człowiekiem, oddanym przyjacielem, opiekuje się młodszym bratem, od
dawna sam sobie radzi w życiu…
-
Hannah - przerwał jej łagodnie Jonas - …powiedziałem ci, że mężczyzna musi
mówić sam za siebie.
Hannah
przerwała i, kiedy Billy zerknął na nią, zobaczył, że zagryzła dolną wargę,
kiedy opuściła wzrok na stół.
Zaczerwieniła
się, spięła, posmutniała, więc Billy chciał jej dać trochę ulgi.
Ujął
jej rękę i pogładził ją delikatnie kciukiem po wierzchu.
Nie
umknęło to tacie Hannah, więc wziął wdech, skupił się i patrzył wprost w oczy
Billy’ego, kiedy postanowił pozwolić mu dać się poznać.
-
Oli nie mówił, jak się poznaliście - zagadnął.
Hannah
ożywiła się, wyprostowała i otworzyła usta, by powiedzieć, ale Billy ją
wyprzedził.
-
Mój brat jest uczniem Hannah - wyznał - Poszedłem do niej na rozmowę jako
opiekun Jacka na wywiadówkę, kiedy nasza matka nie mogła się stawić w szkole.
To
było totalnie gówniane niedopowiedzenie, ale na razie Billy nie zamierzał tego
tłumaczyć mężczyźnie, skoro nie musiał mu mówić o swojej popieprzonej rodzinie.
-
Więc relacja rodzic - nauczyciel - mruknął Jonas Sensible, brzmiąc na
rozczarowanego i opuszczając wzrok na blat stołu.
-
Nie! - krótko i zdecydowanie zaprzeczył Billy i mężczyzna z powrotem skupił
wzrok na nim, by zobaczyć, jak szczęka Billy’ego na chwilę się zacisnęła, kiedy
podjął decyzję o wyjawieniu tacie Hannah nieco więcej szczegółów z ich poznania
się, niż wiedziała jej mama.
-
Po spotkaniu wyszedłem i nie mieliśmy
się spotkać - powiedział Billy, a na twarzy Janasa przemknęło zaskoczenie, ale
nie odezwał się, tylko czekał.
-
Kiedy jednak wyszedłem ze szkoły i odjeżdżałem ulicą… - wyjaśniał Billy -
zobaczyłem Hannah na przystanku autobusowym - w tym momencie dłoń Hannah pod
jego ręką odwróciła się palcami do góry i mocno zacisnęła na jego dłoni, ale
Billy nie zamierzał ukrywać gówna przed zaniepokojonym ojcem.
-
Otaczało ją kilku mężczyzn i nie wyglądali na nastawionych przyjaźnie - wyjawił
i zobaczył, jak mięśnie na policzku taty Hannah zadrgały, kiedy spojrzał szybko
na swoją córkę - Ona też wyglądała na przerażoną. Więc zatrzymałem się i
zawołałem jej imię, mówiąc, że jest moja dziewczyną i jedzie ze mną.
-
I tak po prostu ją puścili? - zapytał z niedowierzaniem Jonas.
Oczywiście,
miał prawo niedowierzać.
Billy
nie był osiłkiem, nikt by się go ot tak po prostu nie przestraszył.
Wziął
wdech, zastanawiając się jak miał to do cholery wyjaśnić, nie wyjawiając zbyt
wiele, kiedy odezwała się Hannah.
-
Billy występuje w klubie - powiedziała coś, czym Billy nie do końca chciał się
dzielić - Rozpoznali go i uszanowali to.
-
Klubie? - zapytał zdezorientowany Jonas - Jakim klubie? Bokserskim?
-
Nie, tato… - ciągnęła jego córka, a Billy się spiął, na co Hannah ścisnęła
delikatnie, wspierająco jego dłoń.
Tak,
stanowczo nie zasługiwał na nią.
Nawet
odważniejsza była niż on, a nie tylko bardziej czysta i niewinna.
-
…to klub z rodzaju takich, co ludzie w nim występują - wyjaśniła bliżej, a
Billy wciąż nie miał pewności, czy dobrze robiła - Przedstawiają swoje talenty.
-
Nie rozumiem o czym mówisz - wyjawił Jonas napiętym głosem - Poezja, komedia,
co to…
-
Muzyka, tatusiu - powiedział cicho Hannah, a jej głos zabrzmiał taką dumą, że
Billy poczuł to w głębi swoich wnętrzności - Billy gra na gitarze i śpiewa. Ma ogromny talent.
-
Racja - odezwał się tata Hannah i Billy przeniósł wzrok z powrotem na twarz
siedzącego naprzeciwko nich mężczyzny, bo wcześniej nie zauważył kiedy zaczął
wpatrywać się w niebieskie oczy swojej kobiety - Rozumiem, że tej romantyczce
to się spodobało - Jonas kiwnął głową w stronę Hannah, ale patrzył tylko na
Billy’ego - Nadal nie wiem, co zrobisz, by opiekować się rodziną, którą
stworzycie.
-
Tato - zaczęła Hannah, ale mężczyzna spojrzał na nią surowo i przerwała,
opuszczając głowę i zagryzając wargę.
Billy
natychmiast tego znienawidził.
Miała
czuć się dobrze, bezpiecznie.
Robił
to po to, by się nią opiekować, więc musiał jej to ułatwić.
-
Anie! - powiedział do niej cicho i delikatnie,
by zwrócić na siebie jej uwagę, ale jej nie wystraszyć - Mówiłaś, że wieziesz ze
sobą tak dużo tych bułek cynamonowych, bo dla taty masz tylko kilka, a reszta
jest dla tych strażników - wskazał brodą na stojących za nimi umundurowanych.
Przeszli
przez cholernie upierdliwą kontrolę bezpieczeństwa, gdzie okazało się, że
Hannah była dość dobrze znana, więc już kilka pieprzonych osób dopytywało się,
czy przywiozła coś dobrego do jedzenia i, chociaż robili to w żartach, Billy
wiedział, że czekali na poczęstunek.
Przytaknęła,
ale ich torba z tymi pieprzonymi bułkami została na cholernym stanowisku
kontrolnym.
-
Teraz nie mogę - szepnęła Hannah, spoglądając na niego z niepokojem - Nie
powinnam.
-
Racja - mruknął Billy - To może pójdziesz do toalety czy coś takiego? Zamienimy
z twoim tatą tylko dwa słowa, zanim wrócisz. To chyba możesz?
-
Dobrze. Tak - Hannah nadal szeptała, ale podniosła się, po czym,
niespodziewanie dla Billy’ego, pochyliła się w jego stronę, oparła na jego
ramieniu jedną dłoń i pocałowała go w bok głowy, zanim puściła go i odeszła w
stronę drzwi, prowadzących na korytarz.
Billy
patrzył za nią bardzo krótko, a potem odwrócił się do mężczyzny, siedzącego
naprzeciwko niego, bo ten zaczął mówić.
- Panie Brown…
-
Billy - mruknął do niego Billy.
Tata
Hannah skinął głową.
-
Billy - zaczął ponownie - …nie wiesz jakie to jest złe uczucie, ta świadomość,
że zrobiłeś coś bardzo złego, chociaż musiałeś
to zrobić, ale przez to cierpią twoje córki, syn, żona, twoja cała rodzina.
Kiedy nie możesz się nimi opiekować i patrzeć, jak rosną twoje dzieci.
Zapewniać im bezpieczeństwo.
Billy
patrzył na mężczyznę uważnie, bo, będąc takim mężczyzną, jakim był i
przebywając wśród takich mężczyzn, wśród jakich przebywał, rozumiał to cholernie
bardziej, niż sam by tego kiedykolwiek pragnął, ale nie odezwał się, bo tu nie
było nic do powiedzenia.
- Kiedy pracowałem, zarabiałem - ciągnął dalej
Jonas - Naprawdę nieźle zarabiałem,
więc postarałem się o zabezpieczenie finansowe mojej rodziny.
Billy
zmarszczył brwi, bo nie rozumiał.
Hannah
i jej rodzina żyły bardzo skromnie, oszczędnie i nie wyglądało na to, żeby
miały jakiekolwiek zabezpieczenie
finansowe.
-
Moja żona wie o wszystkim. Sprzedała dom i samochód, żeby żyć z procentów, ale
mogliby żyć swobodniej. To był wybór Kate. Dla każdej z moich córek… - tata
Hannah kontynuował suchym, urzędniczym tonem, jakby załatwiał interesy - zaraz
po ich urodzeniu się, założyłem konto oszczędnościowe, na które wpłacałem
później regularnie pewną kwotę. Kiedy Ewa odeszła, jej konto przepisałem na
Abla, który wcześniej takiego nie miał, bo miał dostać wszystko pozostałe. Teraz
to się zmieniło. Każde z nich ma uzyskać dostęp do swoich pieniędzy w dniu
ślubu lub w chwili podjęcia nauki na studiach wyższych. Anie nie chciała
pieniędzy na college, miała stypendium, ale było tylko częściowe, więc i tak
sfinansowaliśmy dopłatę na jej studia z jej konta. Nadal ma pewien bufor. Jak
się pobierzecie, zyska dostęp do tych pieniędzy. To jej posag.
-
Panie Sensible - Billy odezwał się cicho, kiedy tata Hannah nabierał powietrza
- …jeśli pan pozwoli - Jonas skinął głową - Ja mam pieniądze. Pracuję w straży pożarnej i zarabiam aż nadto jak na
singla, a Oli daje nam zabezpieczenie socjalne, które pozwoliło mi zbudować
niezłe oszczędności. To granie jest moją drugą pracą, dorywczą, a wydawałem bardzo
mało przez te wszystkie lata, zanim poznałem Hannah, bo niczego nie
potrzebowałem.
-
Więc? - spytał tata Hannah, marszcząc brwi.
-
Jestem w stanie utrzymać naszą
rodzinę - stanowczo, chociaż delikatnie podsumował Billy, a wyraz twarzy Jonasa
Sensible zmienił się na bardziej łagodny, rozluźniony - Chociaż to, oczywiście,
dobrze, że nie będzie czuła się ode mnie finansowo zależna.
W
tej chwili podeszła do nich Hannah, która najwyraźniej nie chciała nadmiernie
odwlekać jej dołączenia do ich rozmowy, ale Billy nie miał przed nią niczego do
ukrycia.
-
Więc - nieprzerwanie kontynuował Billy, kiedy jego kobieta siadała obok niego
na krzesełku za stołem, przy którym siedzieli - Wynajmujemy dom za moje
oszczędności, co już się dzieje, i częściowo go za nie umeblujemy. Nasi
przyjaciele dają nam w ramach prezentu ślubnego niektóre meble, bo chcą nam coś dać. A Anie może za te swoje
pieniądze, które pan dla niej przeznaczył, kupić dla siebie jakiś pieprzony samochód,
bo tego cholernie potrzebuje, a nie ma żadnego i jeździ pieprzonym autobusem.
-
Co? - Hannah wciągnęła powietrze z
zaskoczenia na to stwierdzenie.
-
Potrzebujesz… - zaczął Billy.
-
Nie… - Hannah zmarszczyła się ze zniecierpliwieniem, a potem spojrzała na tatę
- Pieniądze? - spytała z
zaskoczeniem.
-
Rozmawialiśmy o tym, że masz pieniądze… - wyjaśnił jej Billy - które twoi
rodzice odłożyli dla ciebie na koncie oszczędnościowym.
Hannah
patrzyła na niego, kiedy mówił, ale wyraz jej twarzy wskazywał na coraz większe
oszołomienie.
Billy
ujął jej rękę, ale nie reagowała, więc zaczął się zastanawiać, dlaczego
właściwie jej Jonas Sensible robił z tego aż tak wielką tajemnicę.
Hannah
przeniosła zdumiony wzrok na swojego tatę, którego twarz przybrała wyraz
zawstydzenia tym, że, najwyraźniej, nie powiedzieli jej prawdy.
-
Nie wydaliśmy wszystkich pieniędzy z
twojego posagu… - mężczyzna wyjaśnił jej cichym, skruszonym głosem - na twoje
studia. Sporo zostało. Więc nadal masz posag.
-
Och! - westchnęła Hannah, patrząc na
niego szeroko otwartymi oczami.
Billy
patrzył tylko na nią i miał ochotę ją pocałować, bo to było takie urocze,
słodkie i naiwne, że poczuł, że ją już kochał.
Nie
potrzebowała pieniędzy, nie miała dużych wymagań, a na dodatek ufała swojemu
tacie do tego stopnia, że nigdy nie sprawdziła, ile miała pieniędzy na swoim przecież osobistym koncie.
-
Opiekuj się moją Anie - usłyszał z boku głos Jonasa, więc spojrzał w jego
stronę i zobaczył, ze patrzył na nich czule, chociaż poważnie - Ona potrzebuje
kogoś, kto będzie ją wspierał, przyjmował taką, jaka jest. Widzisz, Anie czasem
zaszywa się w świecie fantazji i zapomina o tym realnym. Pamiętaj też, że jest
zbyt ufna. Chroń ją przed ludźmi.
Billy
poważnie skinął głową, kiedy usłyszał od strony Hannah ciche, wzruszone - Tatusiu - więc również się odezwał.
-
Przyrzekam się nią opiekować - powiedział cicho, ale zdecydowanie.
Zabrzmiało
to jak przysięga rycerska i wiedział o tym, ale tak właśnie czuł, a wtedy mógł
sądzić, że będzie w stanie dotrzymać tego przyrzeczenia.
Cóż,
życie bywa przewrotne.
Rozmawiali
jeszcze później o innych, codziennych sprawach do chwili, aż nadeszła pora
rozstania, więc Billy i Hannah ruszyli w drogę powrotną, a wtedy, kiedy
wychodzili z więzienia, Billy miał okazję zobaczyć, jak Hannah z uśmiechem i
przekomarzaniem rozdawała przywiezione smakołyki, dzieląc je sprawiedliwie,
żeby każdy dostał przynajmniej po jednej bułce cynamonowej.
Coraz
bardziej pragnął, by ta cudowna kobieta była cała jego i by mu ufała.
Po
ujechaniu kilkudziesięciu mil zatrzymali się na kolację w Colfax, a tam Billy
przekonał się, że Hannah dla niego również schowała bułkę na deser przed snem.
Była
już prawie noc, a Billy był kurewsko nieziemsko zmęczony, bo prowadził przez
ponad połowę drogi w stronę zachodniego wybrzeża, a Hannah była przez całą
drogę zdenerwowana oczekiwaną wizytą u jej taty i również potrzebowała odpocząć,
więc Billy postanowił zatrzymać się na nocleg.
Zajechał
więc zgodnie z podpowiedziami nawigacji samochodowej na parking hotelu, gdzie bez
trudu namówił Hannah, by zjedli kolację, a potem z większym trudem namawiał ją
na wzięcie pieprzonych pokojów i zanocowanie.
Weszli
więc do hallu recepcji hotelu z torbami podróżnymi w dłoniach, bo Hannah posłuchała
tego, co mówił jej dzień wcześniej i zabrała ze sobą ubrania na przebranie się
i piżamę, by zanocować gdzieś po drodze.
Najgorszym
momentem był ten, kiedy okazało się, że nie było wolnych dwóch jednoosobowych pokoi i musieli wziąć jeden dwuosobowy, a na
dodatek miał on jedno podwójne łóżko.
-
Ale… - zaczęła Hannah.
-
Przykro mi - zaczęła zmartwiona recepcjonistka, która oczywiście zwróciła uwagę
na pierścionek na palcu Hannah - …może pani narzeczony zrozumie, że nie było
innej możliwości.
Oboje
Billy i Hannah spojrzeli po sobie.
-
Ale to jest mój narzeczony -
powiedziała Hannah zdziwionym tonem, wskazując brodą na Billy’ego.
-
Och - powiedziała recepcjonistka, zrobiła dziwną minę, a potem głośniej dodała
- Więc wszystko w porządku?
-
Anie… - Billy delikatnie zwrócił się do Hannah - jestem naprawdę zmęczony, a ty nadal jesteś zdenerwowana. Musimy się przespać.
Nie
zwracał uwagi na recepcjonistkę, która najwidoczniej uznała całą sytuację za zabawną,
skoro para, która była razem, nie chciała ze sobą spać.
-
Dobrze - szepnęła Hannah, nie chcąc i nie lubiąc robić widowiska.
Billy
wynajął pokój, wzięli klucz i poszli ze swoimi torbami podróżnymi na piętro, by
znaleźć ich drzwi.
Łóżko
w pokoju było olbrzymie, łazienka też nie bardzo mała, więc najpierw po kolei obmyli się po podróży, częściowo
przebrali, a dopiero potem zeszli na parter do hotelowej restauracji, by tam zjeść
kolację.
Hannah
była bardzo spięta, ale Billy postanowił nie drążyć tego tematu w danej chwili,
chociaż zaczęło go denerwować to, że przez cały czas myślała o tym, co
pomyśleli sobie inni.
Musieli
kiedyś o tym porozmawiać.
W
tym momencie Billy chciał po prostu miło spędzić czas i odpocząć.
Więc
skierował rozmowę na luźniejsze tematy i, chcąc poznać ją lepiej, zaczął wypytywać
Hannah o jej uczniów, a ona mu to dała i zaczęła opowiadać śmieszne historie,
jakie przydarzyły się jej w czasie praktyk i na początku, kiedy zaczęła uczyć.
Potem
rozmawiali o Jacku, który też był jej uczniem, ale Billy opowiedział jej o
czasie, który spędzał z bratem poza domem, kiedy ten nie miał zajęć szkolnych,
a Billy chciał go wyrwać z domu ich mamy.
Anie
była fantastyczną słuchaczką, ale Billy poczuł, że dosłownie zamykały mu się
oczy ze zmęczenia, więc on chyba tego wieczoru był marnym słuchaczem.
Czas
spędzony przy kolacji minął im w ten sposób wręcz niepostrzeżenie, a
przynajmniej tak się wydawało Billy’emu.
A
potem poszli do pokoju i Hannah znowu stała się spięta.
-
Idź się pierwsza przyszykować do snu - powiedział Billy, wskazując ręką
łazienkę i podchodząc do łóżka, by zdjąć z niego narzutę, bo pokój miał
klimatyzację, ale był i tak nagrzany po słonecznym dniu, kiedy była ona
wyłączona.
Zanim
Hannah wyszła z łazienki, Billy przebrał się w spodnie od piżamy i bez koszulki
położył się na kołdrze, by poczekać na Hannah w łóżku.
Kiedy
wyszła z łazienki miała na sobie piżamę podobną do tej, w jaką była ubrana tego
dnia, kiedy podrzucił jej do domu klucze do swojego pickupa.
Jej
włosy były wciąż związane, a Billy nagle zapragnął rozpleść jej warkocz i
przeczesać tę złotą burzę włosów, jaką widział do tej pory tylko raz.
Wstał
z łóżka, kiedy Hannah starannie unikała patrzenia w jego stronę, poszedł do
łazienki, by tam zrobić, co potrzebował, obmyć twarz i umyć zęby, a potem
wrócił do pokoju.
W
progu zamarł.
Hannah
leżała w tym wielkim, dwuosobowym łóżku na plecach, przykryta starannie i obie
ręce miała skrzyżowane na piersiach, przyciskając brzeg prześcieradła dłońmi
kurczowo zaciśniętymi w pięści.
Kurwa.
Nie
rozumiał.
Bała
się?
Billy
wszedł do łóżka pod drugie prześcieradło, poklepał swoją poduszkę, ułożył się, wyciągnął
rękę, zgasił światło, odwrócił się na bok twarzą w stronę Hannah i spojrzał na nią,
kiedy jej lampka nocna wciąż była zapalona.
Leżała
na wznak i nie drgnęła, kiedy on się układał.
-
Dobranoc, Anie - powiedział cicho.
-
Dobranoc, Billy - odpowiedziała dziwnym tonem.
Nie
rozumiał jej, nie wiedział, o czym wtedy myślała, ale też kompletnie nie miał
siły na to, by zastanawiać się, co to mogło, do cholery, znaczyć.
Zasnął
błyskawicznie po przyłożeniu głowy do swojej poduszki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz