czwartek, 26 stycznia 2023

6 - Po to się urodziliśmy

 

 Rozdział 6

Po to się urodziliśmy

Hannah

 

 

Byłam otoczona grupą kobiet, które dosłownie porwały mnie z mojego rodzinnego domu, chociaż zrobiły to razem z moją mamą i byłyśmy w butiku jakichś ich znajomych, którzy postanowili zająć się moją suknią ślubną.

Była tu Eva, która przyjechała do nas do domu, Alice i Sophie, które były w tym butiku przed nami, Maggie i Ania, które dotarły niedawno.

Tłum.

Myślami jednak błądziłam gdzie indziej, bo zostałam tak bardzo oszołomiona przez to, że mówiły chyba wszystkie jednocześnie, więc oczywiście zrobiłam to, co robiłam zawsze w takiej sytuacji.

Przestałam słuchać i zaczęłam bujać w obłokach.

Co prawda tym razem chodziło o coś realnego, o to, co działo się w moim życiu w ostatnich dniach, więc nie było to moje zwykłe wyłączenie się i bujanie w obłokach, a raczej wspomnienia i marzenia.

A działo się doprawdy bardzo dużo, zwłaszcza w porównaniu z poprzednimi miesiącami, które teraz wydawały mi się tak spokojne, że aż nudne.

Tęskniłam za odrobiną nudy.

Po tym, co moja siostra wygadywała na Billy’ego, stwierdziłam, że nie chwilowo umiałam dłużej wynajdywać w niej dobra, które, jak dotąd sądziłam, było gdzieś w niej, tylko ja nie umiałam go dostrzec.

Było mi smutno, bo zaczęłam dochodzić do wniosku, że nie było w niej dobra, więc nie mogłam jej dłużej nazywać moją prawdziwą siostrą, chociaż, oczywiście, nie przestała nią być, więc wiedziałam, że za kilka dni znowu spróbuję ją zrozumieć i znaleźć w niej coś dobrego.

Szczęśliwie, moim zajęciem w sobotni wieczór było coś, co dało mi bardzo dużo dobrych rzeczy do pamiętania, a mianowicie towarzyszenie mojemu narzeczonemu w jego drugiej pracy.

On to tak nazywał.

Przekonałam się, że znałam ludzi, i to wcale nie tak nielicznych, którzy nie nazwaliby tego pracą.

Poszliśmy bowiem do lokalu, który mieścił się w podziemiach jakiegoś budynku z hotelem lub czymś takim na górze, ale z oddzielnym wejściem, więc były one niezależne od siebie.

Nad ciemnym wejściem był ceglasto pomarańczowy neon Piwnica.

Och, to o tej „piwnicy” mówił tamten mężczyzna, jeden z tych, którzy mnie zaczepiali na przystanku, jak obecnie się wydawało, wieki temu.

Miałam nareszcie dowiedzieć się, jakiego rodzaju talent miał Billy i nie mogłam się tego doczekać.

Przy drzwiach stał ktoś w rodzaju stróża, ale był ubrany w czarne spodnie i czarną koszulkę, był bardzo mocno umięśniony i ponuro, oceniająco patrzył na wszystkich, którzy zbliżali się do wejścia.

Ochroniarz.

Do nas prawie się uśmiechnął, a z Billy’m przywitał się skinieniem głowy.

Po wejściu do środka przekonałam się, że lokal nie był duży i był czymś pośrednim między caffé-barem, w jakich bywałam głównie w przerwach na lunch na college’u, może trochę przypominającym puby, o jakich słyszałam, ale nigdy nie byłam, a klubem.

Ale nie takim klubem z głośną muzyką do tańca i mrugającym światłem, o jakich wiedziałam, że były, ale takim, w jakim byłam raz lub dwa kiedyś, na studiach, kiedy koleżanka zaprosiła mnie na wieczór poezji.

Ściany tego przybytku przypominały, cóż… piwnicę.

Nie były otynkowane ani nawet pobielone, ale ciemno szare, a sufit wisiał nam dość nisko nad głową aż do rozszerzenia, do którego wciągnął mnie Billy, a które było wysokim pomieszczeniem głównym z długim barem, małymi, okrągłymi stolikami i… sceną.

Scena była na niewielkim podwyższeniu ze zwykłych, nie pomalowanych desek, na tyle niskiego, że można było na nie swobodnie wejść bez wspinania się.

To wszystko było niesamowite!

Miejsce było klimatyczne, a nie duszne, ze szmerem przytłumionych rozmów, ale nie hałasem, oświetlone małymi lampkami z kremowymi, płóciennymi abażurami, które stały na stolikach bez obrusów.

Billy podprowadził mnie do boku długiej lady ciemnego, drewnianego baru z licznymi półkami wiszącymi na lustrzanej ścianie z tyłu, na których stały różnokolorowe butelki i stołkami, stojącymi przed nią, ciągnąc mnie za rękę przez całą drogę, kiedy dreptałam za nim, rozglądając się ciekawie na boki.

- Yo, Tony - przywitał się z wysokim, szczupłym, oliwkowo-skórym mężczyzną, który tam był z białą płócienną ściereczką w dłoniach i przyciągnął mnie bliżej do swojego boku, by dodać - To moja dziewczyna, Hannah - mężczyzna uśmiechnął się do mnie z sympatią i, co polubiłam, nie obrzucił mnie oceniającym wzrokiem - Zajmiemy tamten stolik - Billy wskazał brodą na stolik stojący w kącie między barem a sceną.

Tony skinął głową i ruszyli wzdłuż kontuaru, tamten za barem, a (wciąż ciągnący mnie za rękę) Billy po naszej stronie w kierunku stolika, przez cały czas rozmawiając o występie Billy’ego.

Występie!

Byłam taka tym poekscytowana!

Potem, kiedy Billy nakazał mi zajęcie krzesła za stolikiem, o którym wcześniej mówili, oni we dwóch porozmawiali jeszcze przy barze przyciszonymi głosami i dopiero później Billy usiadł na krzesełku obok mnie, stawiając przede mną oszronioną szklankę z, najwyraźniej, zimną colą, której nie zamawiałam, bo nie pijałam jej zbyt często.

Tony poruszał się gdzieś tam za barem, czego nie widziałam, ale czułam, bo rozglądałam się z zaciekawieniem, którego nie próbowałam ukryć.

Tego przedpołudnia dotarło do mnie z pełną mocą to, co czułam i przewidywałam wcześniej, ale teraz miałam potwierdzenie, że Billy był kiedyś takim dzieckiem, jak teraz był jego brat, Jack.

Kiedy siedzieliśmy na moim łóżku wcześniej tego dnia, a Billy trzymał mnie przyciśniętą do jego ciała na jego kolanach, czułam wyrzuty sumienia i wstyd, że tak bardzo brzydko zachowałam się wobec mojej siostry i że Billy zobaczył taką brzydką mnie.

Ale Billy mi podziękował.

Podziękował mi!

I powiedział, że byłam piękna, chociaż ja się taka nie czułam, bo szpecił mnie brud mojego zachowania, co wiedziałam doskonale.

- To było fantastyczne, słyszeć, jak mówiłaś w ten sposób o mnie - powiedział po innych rzeczach, które mi mówił, mrucząc mi prosto do ucha, kiedy kuliłam się ze wstydu na jego kolanach - Broniłaś mnie, jak nikt nigdy mnie nie bronił. Serio. Nikt w całym życiu.

- Billy - wyszeptałam, a kiedy spojrzałam w jego twarz, nie dostrzegłam w niej fałszywego zapewniania, że nie zrobiłam źle, ale było w niej coś, czego początkowo nie rozumiałam.

- Mówiłam szczerze - wyznałam mu, a on cicho i krótko roześmiał się, ale bez wesołości w głosie.

- Wiem - szepnął później - Nie umiesz kłamać, a ja to bardzo lubię.

Więc, kiedy się całkiem rozluźniłam, postanowiliśmy wyjść z mojego pokoju, a Billy powiedział, że musiał pojechać, by załatwić swoje sprawy (chociaż zgodził najpierw zjeść z nami kawałek ciasta, które zrobiłam wcześnie rano, a które mama zachwalała, jakby była sprzedawcą), rozstaliśmy się, żegnając się krótkim, ale głębokim pocałunkiem na podjeździe mojego domu przy jego pickupie i umówiliśmy się na ten wieczór.

Mama nie skomentowała mojego wybuchu, a Lucy nie pokazała się aż do chwili, kiedy musiała wyjść do pracy, więc tylko myślałam o moim narzeczonym.

Nie rozmawiałam o nim.

I po wielu przemyśleniach i porównaniach doszłam do wniosku, że częściej powinnam mu wprost mówić, jaki był wspaniały, kiedy coś mi się w nim podobało.

Tak jak to robiłam z moimi uczniami, bo Billy taki właśnie był.

Nie doceniony.

A wtedy w Piwnicy nie uważałam, więc zaskoczyło mnie, kiedy scenę oświetlił pojedynczy reflektor, wyszło na nią dwóch mężczyzn, ustawili tam na środku krzesło, oparli o nie gitarę, a naprzeciwko rozstawiali dwa statywy z mikrofonami, a potem jeden z nich powiedział do mikrofonu:

- Wiem, że czekaliście na to dzisiaj tak, jak wszyscy czekamy co tydzień. Jest już z nami. Zapraszam na scenę, Gawędziarzu. Daj nam ucztę.

Patrzyłam na mężczyznę, który na koniec swojej wypowiedzi spojrzał bezpośrednio w naszą stronę, a potem wyciągnął w bok rękę, by wskazać na drugiego z nich, który już szedł w kierunku naszego stolika z gitarą w czarnym futerale, trzymaną przez niego w jednej ręce.

Billy podniósł się z krzesełka, pochylił się w moją stronę, opierając prawą dłonią o blat stolika i szepnął:

- Zaraz wracam - a potem złapał od dołu bok mojej szczęki, by unieść moją twarz i pocałować mnie delikatnie w kącik ust.

Byłam całkowicie oszołomiona.

Billy był tu znany jako Gawędziarz.

Zanim otrzeźwiałam, Billy siadał już na krześle po środku sceny i wyjmował gitarę z pokrowca, co powitane zostało gromkimi brawami.

A potem zapadła całkowita cisza.

Jakby cała sala, ten bar z piwem i przekąskami, wstrzymała oddech.

Wszyscy tutaj najwidoczniej znali Billy’ego, doskonale wiedzieli, czego mogli się spodziewać i kochali to.

Kiedy Billy pociągnął palcami po strunach i wydobył pierwszy brzdęk, po plecach przeszedł mnie dreszcz.

Przyjemny.

- Najpierw to, co już znacie - mój narzeczony powiedział do mikrofonu głosem cichym, ale słyszalnym w każdym zakątku tej sali - Mój hymn. A potem coś nowszego. Mam nadzieję, że wam się spodoba, bo to też będzie cover Score.

Usłyszałam kilka pełnych aprobaty mruknięć Taaa i Okej, więc tak, obecni na tej sali znali go i lubili jego muzykę.

I wtedy Billy zaczął grać.

Zaczął od razu od mocnego uderzenia, chociaż pierwsze, co wyśpiewywał, a właściwie wykrzykiwał, było tylko Na, na, na, na.

Po plecach przeszedł mnie przyjemny dreszcz.

Ludzie, którzy wypełniali pomieszczenie, krzyknęli razem z nim, więc spojrzałam w stronę stolików i zobaczyłam, że sala była jeszcze bardziej wypełniona, niż wtedy, kiedy wchodziliśmy.

Po brzegi.

Ludzie stali przy ścianach i nie tylko tam. Wszędzie.

Ale później całkowicie skoncentrowałam się na moim narzeczonym, bo po jego skupieniu i napiętym głosie wiedziałam, że to, co śpiewał, było dla niego bardzo ważne.

A ponieważ mnie tu zaprosił, więc wiedziałam, że musiałam słuchać.

Chciał mi coś powiedzieć, więc starałam się słuchać i słyszeć.

A Billy zaczął śpiewać-skandować słowa piosenki:

Zaczynamy, zaczynamy

Najwyższy czas, żebyśmy to załatwili

Byłem rozgorączkowanym marzycielem, by być świetnym

Czy wszystko, czego kiedykolwiek pragnąłem,

Było wszystkim, czego chciałem?

Masz mnie śpiewającego … Bang, bang

Nie przestaniemy dopóki nie będziemy legendami

Zaczynamy, zaczynamy

Moja kolej tworzenia historii

Zaczynamy, zaczynamy

Kiedy odejdę, oni zapamiętają mnie, tak…

O, mój Boże!

Wiedziałam.

Billy śpiewał o tym, że dotąd nie był doceniany i pragnął być najlepszy.

Dopóki moje imię nie zostanie zapamiętane…

Cisza, która nastąpiła, kiedy Billy po kilku minutach skończył swoją pierwszą piosenkę, była wręcz oszałamiająca, a potem wybuchły brawa, które oszołomiły mnie nawet bardziej.

A Billy jakby tego nie słuchał.

Nie słyszał niczego oprócz tego, co grało w jego duszy i widziałam to.

Po kilku uderzeniach serca wydobył z gitary pierwsze dźwięki następnej melodii, a sala w ułamku sekundy ponownie zamilkła w zasłuchaniu tak głębokim, że starałam się nawet oddychać jak najciszej, bo bałam się, że im przeszkodzę albo sama coś przegapię.

Po kilkunastu tonach, Billy zaczął śpiewać-intonować piosenkę tak szybko wyrzucając z siebie słowa, że z trudem nadążałam za nimi, a chciałam zrozumieć każde... oddzielnesłowo!

Bo to był ON.

Mój Billy.

…nie ustanę, póki nie znajdę się na szczycie

Wiem, że po to się urodziłem

Wiem, że po to się urodziłem

Wierzę, wierzę

Że to my piszemy swoją historię

Wierzę, wierzę

Że możemy być armią

Jesteśmy wojownikami, którzy nauczyli się kochać ból

Pochodzimy z różnych miejsc, ale jedno mamy imię

Bo właśnie po to się urodziliśmy

Jesteśmy tymi niepokornymi, którzy zdecydowali się wzniecić iskrę

Patrz jak nasz ogień szaleje, nie można oswoić naszych serc

Bo właśnie po to się urodziliśmy…

Po tych dwóch Billy śpiewał jeszcze kilka piosenek, niektóre z nich na żądanie publiczności, więc znali je tutaj wszyscy, ale ja już nie dałam rady się w nie wsłuchiwać.

Bo właśnie po to się urodziliśmy

Emocje, jakie mnie ogarnęły po tych dwóch pierwszych piosenkach, dosłownie mnie dławiły.

Taki właśnie był ten wspaniały mężczyzna i to była odpowiedź na pytanie jakim cudem uchował swoją złotą duszę, wychowując się w takim otoczeniu, w jakim się wychowywał, z taką matką, jaką miał i bez właściwej opieki.

Przy kolejnej piosence, którą Billy zapowiedział jako cover Avicii, co najwyraźniej słuchacze również znali, przysiadł się do mnie Tony, a ja spojrzałam na niego, a potem na stolik ze zdziwieniem, kiedy ze stuknięciem postawił przede mną wysoką szklankę ze spienionym piwem.

Nie piłam piwa.

Nigdy.

- Hannah - mruknął, więc spojrzałam ze szklanki na jego twarz - Billy ani razu nie chciał pieniędzy za jego występy.

Skinęłam lekko głową, bo wiedziałam o tym, skoro Billy mówił mi, że nie interesowało go zarabianie na śpiewaniu, bo to lubił.

- Ludzie czasem tu coś dla niego zostawiali. Napiwki - mówił Tony - Chowałem to do jednej koperty i trzymałem dla niego. Płaciłem mu tylko umówioną kwotę co tydzień na konto w ramach czegoś w rodzaju opłaty za zwiększone zyski. Premię.

Tony patrzył na mnie uważnie, jakby badał mnie, czy to, co mówił było dla  mnie ważne, ale ja nadal nie wiedziałam, dlaczego mi to mówił.

Patrzyłam więc na niego ze zdziwieniem, a on wyciągnął w moją stronę rękę, w której trzymał wypchaną kopertę.

Wyprostowałam się na krześle.

- Billy nigdy nie przyprowadził tu żadnej kobiety - powiedział Tony - Więc wiem, że jesteś dla niego ważna. Weź to. Przyda wam się, jak będziecie chcieli zamieszkać razem czy coś.

Zagryzłam wargi, a potem spojrzałam szybko na scenę, gdzie Billy śpiewał i grał, nie zwracając uwagi na otaczający go świat.

Znałam ten wygląd.          

Sama bez wątpienia właśnie tak wyglądałam, kiedy bujałam w obłokach.

- Nie mogę tego wziąć - zdecydowanie, ale delikatnie powiedziałam mężczyźnie, który siedział obok mnie przy stoliku i zabrałam dłonie z blatu stolika - To jego. Ale mogę mu powiedzieć, że to masz. Pobieramy się za dwa tygodnie - wyznałam, a zaraz potem zobaczyłam, jak wyraz twarzy Tony’ego zmienił się na łagodny, ciepły i bardzo zadowolony.

O Boże, więc Billy tu również miał prawdziwego przyjaciela.

- Więc może Billy zdecyduje, kiedy i czy będziemy potrzebowali tych pieniędzy - dokończyłam cichszym głosem, nagle zawstydzona moim wyznaniem i zachwycona odkryciem, że Billy miał przyjaciół również poza FS 13.

- Dobrze - mruknął Tony.

A potem odwrócił się w stronę baru, wstał i schował z powrotem kopertę do tylnej kieszeni w swoich spodniach.

- Muszę iść - powiedział, ale jeszcze pochylił się, wyciągnął rękę w moją stronę i uścisnął lekko moje przedramię, które trzymałam na kolanach - Fajnie że cię ma - powiedział niskim głosem pełnym znaczenia i wskazał brodą na scenę.

Spojrzałam w kierunku mojego narzeczonego, ale poczułam ściśnięcie serca, bo poczułam się taka mała i nic nie warta w porównaniu z tym wspaniałym mężczyzną, który miał być moim mężem.

Był taki przystojny, cudowny, utalentowany i lubiany przez wszystkich, a ja byłam głupia, brzydka i bez jakiegokolwiek talentu.

Jakiś czas później wyszliśmy z Piwnicy, żegnani przyjaznymi okrzykami, a potem pojechaliśmy do mojego domu, a ja wciąż myślałam o tym, co powiedział mi Tony i co zobaczyłam w Piwnicy.

- Jesteś bardzo milcząca - powiedział cicho Billy, kiedy zatrzymał pickupa na moim podjeździe, a ja nie ruszyłam się, by wysiąść, chociaż było już bardzo późno - Grosik za twoje myśli - dodał ten drobny żarcik, który już kiedyś usłyszałam od niego, ale ponownie mnie nie rozbawił.

- Nie jestem ciebie warta - szepnęłam z bólem, nie patrząc na niego, więc nie zauważyłam, a dopiero poczułam, jak pochylił się w moją stronę, mocno ujął palcami moją brodę i gwałtownym szarpnięciem zmusił mnie do spojrzenia w jego oczy.

- Co? - jednocześnie warknął, a ja zamrugałam, słysząc w jego głosie nagromadzoną agresję i to agresję nakierowaną na mnie.

To było takie nagłe, że nie opanowałam swoich reakcji.

Zaczęłam się strasznie bać, więc gwałtownie się zatrzęsłam, skuliłam ramiona, cofnęłam od niego i poczułam, jak krew odpłynęła mi z twarzy.

Chociaż przecież wiedziałam, że Billy nie zrobiłby mi krzywdy.

Nigdy.

- Anie - szepnął, puszczając moją szczękę.

Nagle odwrócił się, by odpiąć swoje pasy i gwałtownie wysiadł, obszedł maskę samochodu prawie biegiem, a potem otworzył szarpnięciem moje drzwi i stanął bardzo blisko moich kolan.

Byłam zamrożona ze strachu, wręcz przerażona, dysząca, chociaż podświadomie czułam, że Billy nie zrobiłby mi nic złego.

A on pochylił się w moją stronę, opierając prawą rękę na moich kolanach, a lewą na fotelu za moimi plecami i zbliżył twarz do mojej.

- Nie bój się. To… Nigdy tak nie mów! - mruknął łagodniej - Przepraszam, że tak warknąłem - opuścił brodę, spojrzał na moje kolana i wciągnął powietrze przez nos, kiedy jego zęby były mocno zaciśnięte, a potem rozluźnił się, podniósł wzrok na mnie i dodał głucho - To ja nie jestem ciebie wart.

Och, nie!

- Nie! - rzuciłam gwałtownie, więc poderwał głowę, by znowu spojrzeć w moje oczy - To co mi dzisiaj pokazałeś… - niepewnie podniosłam rękę z kolana, by objąć jego szczękę, chociaż wtedy dziwnie zesztywniał - Ja nic nie umiem. A ty… Ty jesteś bardzo utalentowany. To było piękne. Wszystkim się podobało. Publiczność szalała.

- Nie obchodzą mnie wszyscy - powiedział Billy surowym tonem, ale patrzył mi poważnie prosto w oczy - To tobie chciałem pokazać, co mnie naprawdę zajmuje.

- Wiem - szepnęłam z uczuciem, wyciągając głowę, by zbliżyć twarz w jego stronę, by mnie usłyszał - …bardzo mi się podobało. Podoba mi się to, że masz taką pasję. Że masz taki talent. Że masz cel w życiu. Nie musisz być legendą dla całego świata. Jesteś nią już dla mnie.

Ledwie wypowiedziałam ostatnie zdanie, a już Billy wyciągnął mnie z kabiny, zamknął mnie w uścisku swoich ramion, więc moje ręce same powędrowały, by owinąć się wokół jego żeber i pocałował mnie.

Mocno.

Głęboko.

Namiętnie.

A ja oddałam mu ten pocałunek.

Była szarówka, zmierzch, ale nadal było nas doskonale widać.

I nie obchodziło mnie to ani trochę.

Moja siostra była zazdrosna.

Moja sąsiadka była plotkarą.

Ale to było moje życie i zamierzałam dać temu wspaniałemu mężczyźnie najwięcej siebie, jak tylko mogłam.

Najlepiej całą, jeśli będzie mnie chciał.

Później niech się świat zawali.

Nie obchodziłoby mnie to.

A potem rozstaliśmy się na noc i każde z nas poszło spać do swojego łóżka.

No, powiedzmy, ja poszłam do łóżka, ale mało spałam tej nocy, bo w moich myślach wciąż i wciąż był ten nasz pocałunek.

Następnego dnia była niedziela i Billy pracował od szóstej rano do szóstej wieczorem, a ja byłam z moją rodziną na mszy w naszym kościele.

Poszliśmy we cztery kobiety z małym dzieckiem, wszyscy ubrani w stroje świąteczne, a na mój składała się nowa, trochę przylegająca, błękitna sukienka, do której zakupu namówiła mnie Abi, mówiąc, że musiałam mieć coś takiego, żeby Billy się mnie nie wstydził.

Wiedziała, że tak mogła mnie przekonać.

I tak Lucy była najbardziej elegancka z nas wszystkich.

W czasie tej mszy wyszły nasze zapowiedzi, więc, kiedy staliśmy po niej niedaleko schodów do kościoła, wielu naszych byłych przyjaciół podchodziło do nas, żeby złożyć mi całkowicie nieszczere, jak już wiedziałam, życzenia i gratulacje, a przy okazji wypytać się o to, kim był mój wybranek i dlaczego nie było go w kościele na tej mszy, żeby wszyscy mogli go sobie obejrzeć.

Wykorzystałam bezwstydnie tę okazję, żeby zachwalać Billy’ego pod niebiosa, opowiadając wszystkim po kolei, że mój Billy był bohaterem, niezwykle odważnym strażakiem, który pełnił swoją pełną poświęceń służbę w niedzielę dla nich, kiedy oni odpoczywali.

I nie skłamałam ani trochę.

Chociaż trochę zgrzeszyłam pychą, bo podkreślałam to, że Billy był mój.

Bo, głupia ja, zapomniałam na chwilę, że to było w ramach układu i miało się skończyć, a nie powinnam była nigdy tego zapominać.

Powinnam była chronić swoje serce i nie zakochiwać się, ale już nad tym nie panowałam.

W poniedziałek Billy miał dzień wolny od pracy.

Moja mama poprosiła panią Peperson, by Abel mógł spędzić kilka godzin z jej córką, więc razem, we troje z Billy’m i z moją mamą, pojechaliśmy pickupem Billy’ego do Dominika, by podpisać ostatecznie umowę najmu tego domu, który wcześniej obejrzeliśmy z Billy’m, wziąć numery kont, na które należało wpłacić kaucję i zaliczkę, wziąć klucze i pokazać mamie, jak wyglądał nasz przyszły nowy dom.

Była tam znowu Eva z Jimmy’m, a przy tej okazji dowiedzieliśmy się, że pomyśleli o prezencie dla nas z okazji ślubu.

Okazało się, że Eva tego dnia, kiedy byli z nami podczas oglądania apartamentów, wymyśliła, że oni z Jimmy’m kupią nam wyposażenie do pokoju Jacka, mówiąc, że część mebli mieli w jakimś magazynie, bo urządzali pokój dla Matta dwa razy, więc coś im z tego zostało, a potem jeszcze porozmawiali z Oli’m i ten zorganizował zbiórkę w FS 13, by dla nas sfinansować zakup kanapy i foteli do salonu, w którym chciałam wydzielić część, która stanowiłaby bawialnię.

Początkowo nie chcieliśmy się na to zgodzić, ale nawet nie chcieli słuchać o odmowie, a potem okazało się, że to nie był koniec obdarowywania nas przez naszych przyjaciół.

Eva była taka miła, troskliwa i delikatna, że w końcu zaczęłam ustępować, a Billy, widząc moje wzruszenie ich dobrocią, również przestał się sprzeciwiać.

Ja bowiem wyczułam, że nie robili tego z litości, a po prostu chcieli, żebyśmy byli szczęśliwi i nie przesadzali z tą hojnością, skoro mówili, że mieli możliwość kupienia wszystkiego za bezcen, a dużą część tego już mieli.

Moja mama obejrzała ten „apartament” i podobał jej się, co okazała dość głośno chwaląc Billy’ego, albo może wychwalając go pod niebiosa, a on to znosił niezwykle cierpliwie, za co byłam mu bardzo wdzięczna, chociaż trochę wzdychałam w duchu.

Moja mama potrafiła być trochę uciążliwa.

Później moja mama, kiedy wysłuchała tego wszystkiego, co miała do powiedzenia Eva, zaprosiła wszystkich na lunch do naszego domu, na co Eva przystała, chociaż przez chwilę prawie kłóciła się z nią, mówiąc o tym, że miała przygotowany lunch dla nas wszystkich w swoim domu.

Cóż, tej bitwy nie wygrałaby z moją mamą.

I nie wygrała.

Więc pojechaliśmy dwoma samochodami, kiedy moja mama ponownie wsiadła na tylne siedzenie pickupa Billy’ego, mówiąc, że lubiła mieć więcej miejsca tylko dla siebie.

Nie miała tam więcej miejsca.

Chodziło o to, żebym mogła siedzieć obok mojego narzeczonego.

Nie protestowałam.

Lubiłam to, a robiłam to po cichu, ale skwapliwie.

A kiedy dotarliśmy do domu, obie od razu zajęłyśmy się przygotowaniem do podania na lunch chlebków naan, na które ciasto miałyśmy w lodówce naszykowane już od rana, bo lubiłyśmy z mamą mieć gotowe półprzetwory do szybkiego naszykowania ciepłego dania na wypadek przyjścia kogoś z naszej rodziny o niespodziewanej porze.

Więc wystarczyło nagrzać piekarnik i wyłożyć uformowane placuszki na blachy, a potem położyć na to pomidory i ser, by zapiec je w ciepłe danie dla wszystkich.

Eva, która również nie lubiła siedzieć bezczynnie z mężczyznami, przychodziła do nas do kuchni, podglądała co robiłyśmy i zanosiła na stół do jadalni kawę, sałatkę, którą na szybko naszykowałam jako dodatek i zagadywała nas o przygotowania do ślubu.

Mężczyźni siedzieli w salonie z piwem, które Eva i Jimmy na szczęście mieli w swojej Toyocie, bo u nas w domu nigdy nie bywało tego napoju.

Nawet mój tata go nie lubił.

Więc moja mama poczuła się bezpieczna, by zapytać o coś, czego wcześniej mi nie powiedziała, a co najwyraźniej chodziło jej po głowie.

- Anie - odezwała się półgłosem, spoglądając niepewnie na Evę, którą jednak uznała już za bliską przyjaciółkę, więc mówiła dalej - Nie rozmawiałyśmy jeszcze o twojej sukni ślubnej, a ja dużo o tym myślałam.

Zamarłam w pół ruchu, kiedy układałam ser na kolejnej partii świeżo wyjętych z piekarnika chlebków.

Całkiem wyleciało mi to z głowy.

Następnego dnia po tym, jak Billy dał mi pierścionek Heleny, poszłam z nim do jubilera, a on na miejscu powiększył jego obrączkę (rozciągnął ją na gorąco), ale to była konieczność, bo musiałam nosić ten pierścionek, więc nie mógł być za ciasny.

Ważniejsze było wszystko inne niż mój wygląd, a trochę tego było, ale przecież na naszym ślubie będą jacyś nasi przyjaciele, a może nawet dalsi i starsi znajomi, więc powinnam mieć suknię ślubną.

- Dlatego ja… - moja mama wyglądała na bardzo niepewną, jak rzadko, i nie wiedziałam z czego to mogło wynikać, ale miałam się dowiedzieć - Widzisz… Lucy jej nie chciała. Woli mieć nową sukienkę. A ja mam w szafie moją suknię ślubną. Więc, jeśli byś chciała…

- Tak! - krzyknęłam nagle tak uszczęśliwiona tym pomysłem, że prawie klasnęłam w dłonie i dopiero wtedy zauważyłam, że nadal trzymałam w nich plasterki sera - Bardzo bym chciała mieć na sobie do ślubu twoją sukienkę - dodałam spokojniej.

- Och! - westchnęła Eva ze słyszalnym wzruszeniem.

- Córeczko! - jednocześnie westchnęła moja mama.

I nagle znalazłam się w jej ramionach, a ona chlipnęła mi mokro do ucha.

Moje ręce, wciąż trzymające ser, musiały pozostać rozchylone, a ja mrugałam gwałtownie, by rozproszyć łzy, gromadzące mi się w oczach.

Nie rozmawiałyśmy wtedy dłużej na ten temat, bo mama uznawała za konieczne trzymanie w tajemnicy przed przyszłym mężem tego, jak będzie wyglądała suknia jego wybranki, ale to był powód naszego obecnego „porwania” przez Evę do butiku jej przyjaciół.

Nie wiedziałam, jak Eva nakłoniła do tego moją mamę, ale zrobiła to.

Ten butik prowadzili jej przyjaciele, dwaj panowie, para gejów, Alek i Sam, którzy bardzo się przejęli całym ślubem, moją suknią i dodatkami do niej, więc aktywnie uczestniczyli w przymiarkach, przeróbkach i dodatkach.

Nie miałam wystarczająco dużo siły, by się przed tym bronić, więc poddałam się temu raczej bezwolnie.

Najpierw nakłonili mnie do przymierzenia kilkunastu kompletów bielizny (osobiście przynosząc mi kolejne przez cały butik do przymierzalni, co było zawstydzające), zanim uznali, że któryś z nich pasował do sukienki.

Tak, oglądali mnie w nich.

Później wybrali mi koszulę nocną na noc poślubną, czego im nie powiedziałam, że nie miało być.

Moja mama po tym wszystkim oddaliła się na zaplecze, bo po ostatecznym przymierzeniu przeze mnie jej sukni ślubnej, okazało się, że wymagała kilku poprawek, czym mama mogłaby zająć się sama, ale w tym butiku była zatrudniona krawcowa, która był dobrą znajomą wszystkich tych kobiet.

A ich spotkanie, tych wszystkich kobiet i Aleka i Sama, zaczęło się to wszystko od okrzyków autentycznego zachwytu samej krawcowej nad starą suknią mamy, więc moja mama była od wejścia zauroczona całym tym towarzystwem.

Cóż, mamy sukienka była cudowna, bo w całości zrobiona była z białej, delikatnej koronki, którą ręcznie stworzyły moja babcia i prababcia, co było naszą rodzinną legendą.

Mama była z niej bardzo dumna.

Wręcz nieopisanie.

- Och, kochanie - zawołała pani Susy, kiedy mama wyjęła suknię z torby - jaka cudna koronka, przepiękna. Jak możesz taki skarb trzymać w takiej torbie? No, chociaż przyznam, że ta torba jest sama w sobie dziełem sztuki - przyznała, oglądając z zachwytem płócienną torbę, którą własnoręcznie pomalowała dla mnie Abi.

- Ojej - wymamrotała mama, której nawet do głowy nie przyszło, że jej sukienka ślubna to „skarb”, chociaż była z niej taka dumna - Nie miałam jak jej przewieźć.

Przyjechałyśmy tam Audi Evy, więc gdyby mama miała pokrowiec na swoją sukienkę, to mogłaby ją w nim przewieźć, ale nikt tego nie skomentował.

Alek natomiast złapał pomalowaną przez Abi torbę w swoje ręce i zaczął ją obracać, oglądać i zachwalać, wykrzykując co chwilę - Omójbosze!, więc zrobiło mi się nadzwyczaj przyjemnie i wypaliłam z dumą:

- To zrobiła moja siostra, Abigail.

- Och, super - szepnął Alek, a potem torbę z jego rąk zabrała Alice, Eva i torba zaczęła krążyć po butiku z ręki do ręki.

- A nie mogłaby zrobić takiej dla mnie? - zapytała Alice - A może dwóch?

- Dla mnie też - rzuciła Eva - Zapłacę.

- Och, doprawdy… - zaczęłam prawie zachwycona tym, co właśnie wpadło mi do głowy, bo zrobiły dla nas tak dużo, że pomyślałam o tym jako o częściowej odpłacie, a wcześniej nie miałam pomysłu, jak mogłabym się im odwdzięczyć.

- Dobra, dobra, dziewczyneczko! - lekceważąco zawołał Alek, przerywając mi i rozwiewając moje złudzenia - Jak cię znam, nawet jak cię nie znam, biedna dziewczyna pewnie zaharowuje się po pachy w weekendy w MacDonaldzie lub innym beznadziejnym miejscu, a ty nie będziesz chciała za to pieniędzy.

Przytaknęłam niepewnie i zagryzłam wargę, bo zgadł.

Dokładnie tak było.

- Więc ona, doprawdy, mogłaby u mnie dorobić, malując takie torby i wstawiając je do tego butiku, zamiast być wyrobnicą w jakiejś podrzędnej jadłodajni - powiedział Alek trochę z lekceważeniem dla tej popularnej sieci restauracji, tym razem nie kierując tego do mnie, ale do mojej mamy, jakby wyczuł, że mama nigdy nie pozwoliłaby Abi robić tego za darmo.

- Ale… - próbowałam jeszcze pertraktować.

Nie dali mi dojść do słowa, zakrzyczeli mnie.

- Potem pogadamy - podsumował Alek, kiedy zobaczył, że nawiązał początkowo niewerbalną nić porozumienia w tej sprawie z naszą mamą, która zawsze była gotowa bronić interesów każdej z nas, a mnie znowu zaanektowały kobiety, zajmujące się suknią.

Mama była na tyle niższa i tęższa ode mnie, że sukienka wymagała licznych poprawek, a na dodatek ślub moich rodziców był zimą, więc sukienka miała długie rękawy, ciepłą podszewkę i byłoby mi w niej zbyt gorąco.

Więc kobiety zaczęły wymyślać, co można było w niej zmienić.

A potem zajęły się omawianiem falbanek, fałd, zaszewek i zakładek, szczypiąc materiał zbyt luźniej sukienki na moich żebrach, upinając szpilki i przykładając mi do ramion różne gumki, wstążki i kawałki materiału.

Nie słuchałam ich.

Wyłączyłam się, bo, po przymierzaniu tysiąca sztuk bielizny, znowu, głupia ja, myślałam wyłącznie o tym, jak bardzo chciałabym mieć prawdziwą noc poślubną z moim Billy’m.

Stałam niczym manekin i pozwalałam się przesuwać z kąta w kąt.

Nawet nie zauważyłam, jak umówiły mnie do kosmetyczki i fryzjera, więc pojechałyśmy tam, zanim się w ogóle zorientowałam, co chciały zrobić.

Ojej!

Powinnam była chyba trochę uważać.

*****

Billy

Następnego dnia rano

Billy siedział na miejscu kierowcy swojego pickupa i prowadził go drogą stanową nr 80 do więzienia stanowego w Folsom.

Hannah siedziała obok niego na siedzeniu pasażera i była nieruchoma, bardzo milcząca, cicha.

Kiedy przywitali się o świcie przed jej domem, Billy zauważył, że coś się w niej zmieniło, ale początkowo nie wiedział, co to było.

Później, kiedy mu pozwoliła, podnosząc do niego twarz, kiedy jej dał znać naciskiem, że tego chciał, pocałował ją delikatnie w usta na powitanie i spojrzał jej z bliska w oczy, więc dostrzegł to.

Miała nieco ciemniejsze rzęsy i brwi, co mu się, o dziwo, podobało, bo nadal wyglądało naturalnie.

Mieli do przebycia długą drogę i podróż miała im zająć cały dzień, dziewięć godzin w jedną stronę, więc wyjechali wcześnie rano, ale Billy podejrzewał, że nie to było przyczyną milczenia Hannah.

Denerwowała się, a Billy nie wiedział czym, ale poprzedniego dnia spędziła kilka godzin w towarzystwie kobiet, dopasowując jej sukienkę ślubną, więc może one jej coś powiedziały, coś złego.

Cóż, Billy również nie był w nastroju do rozmowy, ale nie dlatego, że się denerwował, ale dlatego, że przeżywał od kilku dni serię tak wspaniałych momentów, że mogłyby mu wystarczyć na całe życie.

Pokazał Hannah siebie takiego, jakiego nikt z jego przyjaciół z FS 13 nigdy go nie widział, bo chciał, żeby zobaczyła w nim coś dobrego.

A ona nie tylko to zobaczyła, ale również powiedziała mu o tym.

Podoba mi się to, że masz taką pasję. Że masz taki talent.

Wiedział, że Hannah taka po prostu była, ale on nigdy nie spotkał kogoś takiego, więc brał, co mu dawała.

Jako nauczycielka była ciepła, uważna dla swoich uczniów i zawsze mówiła im, kiedyś zrobili coś dobrze, w czymś się wyróżniali.

Jak w przypadku Jacka.

Billy rozmawiał ze swoim bratem, kiedy odwiedził go w tamtym domu tymczasowym, więc młody miał okazję, by opowiedzieć mu trochę o tym, jak Hannah prowadziła lekcje, że była uśmiechnięta, zawsze zauważała, jak ktoś myślał i zrobił coś dobrze, ale nie nigdy powiedziała na głos, że się pomylił.

I odnosiła się do uczniów z szacunkiem, czego Jack nie potrafił nazwać, ale Billy wywnioskował z jego opowieści.

Więc tak, Billy miał to, co mieli jej uczniowie.

Nic więcej, ale to było dla niego olbrzymie.

Ciągle myślał jednak o tym, że w związku z tym stwierdziła - Nie jestem ciebie warta.

Jak ona mogła tak o sobie myśleć, tego nie wiedział, bo widział, że jej rodzina kochała się, że ona sama miała wsparcie w domu, ale wciąż nie znała wartości swojego talentu do wskazywania właściwej drogi tym dzieciakom, którymi się opiekowała.

Może się mylił co do jej domu.

To było coś, co chciał zbadać.

I kopał się w myślach po tyłku za to, że ją tak przestraszył.

Przecież wiedział, że była delikatna, wrażliwa.

Przecież obiecał sobie, że będzie postępował z nią delikatnie.

Nie wytrwał.

Więc postanowił przynajmniej na czas ich długiej podróży wyprowadzić ją z trudnych tematów i ciężkich myśli i zapytał ją o jej poprzedni dzień.

Początkowo broniła się słabo i z zawstydzeniem, ale, kiedy nalegał, żartując ze swojej zazdrości o jej czas, o jej wizytę w butiku bez niego, zaczęła również żartować i powiedziała, że jej mama zabiłaby ich oboje, gdyby Hannah opowiedziała Billy’emu cokolwiek na temat swojej sukni ślubnej.

To zadziwiająco spowodowało, że prawie dosłownie zamarł i zamilkł na krótką chwilę, bo nagle wyobraził sobie swoją Anie w sukni ślubnej.

Jakiejkolwiek.

Byle białej, długiej i w większości pokrytej koronką lub tiulem.

Wyglądałaby jak czysty anioł, jakim była.

I to wyobrażenie spowodowało, że przez chwilę nawet nie widział drogi przed sobą i miał problem z unormowaniem oddechu.

Jezu Chryste Wszechmogący.

Tylko to i już był zachwycony?

Chyba się zakochiwał.

- Billy - usłyszał jej zaniepokojony głos obok siebie, więc wrócił na Ziemię.

- No, dobrze - powiedział, zerkając na nią - To może zamiast tego opowiesz mi, coś o swoich latach szkolnych, na przykład w jaki sposób uniknęłaś w szkole występów w teatrzyku szkolnym lub innym takim…

Raptownie zamilkł, bo nieomalże powiedział gównie, a właśnie sobie pomyślał, że nie chciałby widzieć miny Hannah, gdyby użył tego słowa.

Wciąż chciał, żeby myślała o nim dobrze.

- Nie uniknęłam - powiedziała Hannah, ale odwróciła się przy tym do bocznej szyby, więc Billy nie widział jej twarzy.

- Hej - zawołał - Jak nie chcesz, to nie mów - powiedział cicho i wyciągnął rękę w jej stronę, unosząc dłoń wnętrzem do góry.

Zrozumiała go i włożyła tam swoją doń bez chwili wahania zaraz po tym, jak spojrzała w jego stronę i dostrzegła jego gest.

I było to bardzo dobre, więc Billy położył ich połączone dłonie na podłokietniku między nimi i tak jechali, kiedy Hannah cichym głosem opowiadała mu o swoich recytacjach w czasie różnych konkursów szkolnych i nie tylko.

I o nagrodach, jakie za nie dostawała.

Czego mógł się spodziewać i co bardzo lubił.

Doceniali ją.

Jak ona po tym wszystkim nadal mogła mówić, że nic nie umiała, tego Billy nie wiedział, bo najwyraźniej miała jakichś nauczycieli, a przynajmniej jednego, który pokazywał jej, że miała talent.

Koło południa zatrzymali się przy stacji benzynowej, by zatankować paliwo, a Billy miał okazję docenić jeszcze jeden talent Anie, bo na tym postoju zjedli coś, co Hannah nazwała przekąską.

Cholera!

Zrobiła dla nich obojga kanapki na lunch i były one tak wypchane serem, pieczenią, pomidorami, sałatą, piklami i innym gównem, że nigdy w życiu nie jadł bardziej obładowanych.

A na dodatek były obficie polane majonezem i ketchupem, więc smakowały również zajebiście.

Kupił dla nich kawę w styropianowych kubkach, colę i wodę, więc usiedli na ławce za stacją, by zjeść i wypić, kiedy słońce dosłownie wypalało swoim gorącem dziury w asfalcie.

*****

Wieczorem tego samego dnia

Wracali do domu w nieco nastroju innym niż jechali z domu, ale tę różnicę czuł przede wszystkim Billy, który przeżywał spotkanie z mężczyzną, któremu szczerze, do bólu, zależało na Hannah.

Już od ich pierwszego spojrzenia, Billy dostrzegł jak bardzo jego Anie kochała swojego tatę i jak bardzo on kochał ją.

Był córeczką tatusia, nawet, jeśli ten próbował to ukryć i traktować wszystkie swoje dzieci jednakowo.

Kiedy weszli do pokoju spotkań, Hannah nawet nie spojrzała na innych tam siedzących, tylko od razu podeszła do mężczyzny, który nie potrzebował badań DNA, żeby wiedzieć, że była jego córką.

Skóra zdarta z człowieka.

Taki sam mocny, szczupły, ale pełen tułów, który u niej trzymał kształtny biust, a u niego szerokie ramiona, a osadzony był na silnych, długich nogach, chociaż Billy nigdy nie widział nóg Hannah, bo ukrywała je pod tymi bezkształtnymi cholernymi spódnicami.

Te same regularne rysy okrągłej, szczerej twarzy z dużymi, jasnoniebieskimi oczami, otoczonymi długimi, jasnymi rzęsami.

I taki sam zarys smutku wokół ust.

- Anie - westchnął mężczyzna, patrząc wyłącznie na córkę i siadając po drugiej stronie stołu, który im wskazano, z dłońmi płasko rozłożonymi na blacie, skoro mieli powiedziane, że nie wolno było im się dotykać.

- Tatusiu - Hannah również westchnęła z radością, która wyrażała to, jak bardzo za sobą tęsknili, zanim usiadła po drugiej stronie, kładąc tak samo dłonie.

Billy usiadł obok niej.

- Tatusiu - ocknęła się Hannah, kiedy Jonas Sensible spojrzał na Billy’ego badawczym wzrokiem - pozwól, że…

- Pozwól mężczyźnie mówić za siebie, Hannah - cicho, ale stanowczo, prawie surowo, przerwał jej tata, nie spuszczając wzroku z Billy’ego.

Tak, Oli rozmawiał z Jonasem przez telefon i z pewnością opowiedział mu wszystko, co mężczyzna potrzebował wiedzieć o tym, który zamierzał zostać mężem jego ukochanej córki.

- Dzień dobry, panie Sensible - powiedział Billy, trzymając dłonie na blacie stołu pomiędzy nimi z zawiniętymi palcami, kciukami do góry i patrząc tacie Hannah prosto w oczy - Jestem William Brown. Kilka dni temu poprosiłem pańską żonę o rękę pana córki, Hannah, a ona wyraziła zgodę, chociaż powiedziała, że najpierw muszę porozmawiać z panem.

- Tak, wiem - przytaknął Jonas Sensible - Rozmawiałem z nią i z pańskim kapitanem, Olgierdem. Bardzo pana chwalą.

W jego głosie zabrzmiało jakieś ale i Billy go rozumiał.

- Tatusiu - wtrąciła się Hannah gorącym tonem - Billy jest wspaniałym mężczyzną, dobrym człowiekiem, oddanym przyjacielem, opiekuje się młodszym bratem, od dawna sam sobie radzi w życiu…

- Hannah - przerwał jej łagodnie Jonas - …powiedziałem ci, że mężczyzna musi mówić sam za siebie.

Hannah przerwała i, kiedy Billy zerknął na nią, zobaczył, że zagryzła dolną wargę, kiedy opuściła wzrok na stół.

Zaczerwieniła się, spięła, posmutniała, więc Billy chciał jej dać trochę ulgi.

Ujął jej rękę i pogładził ją delikatnie kciukiem po wierzchu.

Nie umknęło to tacie Hannah, więc wziął wdech, skupił się i patrzył wprost w oczy Billy’ego, kiedy postanowił pozwolić mu dać się poznać.

- Oli nie mówił, jak się poznaliście - zagadnął.

Hannah ożywiła się, wyprostowała i otworzyła usta, by powiedzieć, ale Billy ją wyprzedził.

- Mój brat jest uczniem Hannah - wyznał - Poszedłem do niej na rozmowę jako opiekun Jacka na wywiadówkę, kiedy nasza matka nie mogła się stawić w szkole.

To było totalnie gówniane niedopowiedzenie, ale na razie Billy nie zamierzał tego tłumaczyć mężczyźnie, skoro nie musiał mu mówić o swojej popieprzonej rodzinie.

- Więc relacja rodzic - nauczyciel - mruknął Jonas Sensible, brzmiąc na rozczarowanego i opuszczając wzrok na blat stołu.

- Nie! - krótko i zdecydowanie zaprzeczył Billy i mężczyzna z powrotem skupił wzrok na nim, by zobaczyć, jak szczęka Billy’ego na chwilę się zacisnęła, kiedy podjął decyzję o wyjawieniu tacie Hannah nieco więcej szczegółów z ich poznania się, niż wiedziała jej mama.

- Po spotkaniu wyszedłem i nie mieliśmy się spotkać - powiedział Billy, a na twarzy Janasa przemknęło zaskoczenie, ale nie odezwał się, tylko czekał.

- Kiedy jednak wyszedłem ze szkoły i odjeżdżałem ulicą… - wyjaśniał Billy - zobaczyłem Hannah na przystanku autobusowym - w tym momencie dłoń Hannah pod jego ręką odwróciła się palcami do góry i mocno zacisnęła na jego dłoni, ale Billy nie zamierzał ukrywać gówna przed zaniepokojonym ojcem.

- Otaczało ją kilku mężczyzn i nie wyglądali na nastawionych przyjaźnie - wyjawił i zobaczył, jak mięśnie na policzku taty Hannah zadrgały, kiedy spojrzał szybko na swoją córkę - Ona też wyglądała na przerażoną. Więc zatrzymałem się i zawołałem jej imię, mówiąc, że jest moja dziewczyną i jedzie ze mną.

- I tak po prostu ją puścili? - zapytał z niedowierzaniem Jonas.

Oczywiście, miał prawo niedowierzać.

Billy nie był osiłkiem, nikt by się go ot tak po prostu nie przestraszył.

Wziął wdech, zastanawiając się jak miał to do cholery wyjaśnić, nie wyjawiając zbyt wiele, kiedy odezwała się Hannah.

- Billy występuje w klubie - powiedziała coś, czym Billy nie do końca chciał się dzielić - Rozpoznali go i uszanowali to.

- Klubie? - zapytał zdezorientowany Jonas - Jakim klubie? Bokserskim?

- Nie, tato… - ciągnęła jego córka, a Billy się spiął, na co Hannah ścisnęła delikatnie, wspierająco jego dłoń.

Tak, stanowczo nie zasługiwał na nią.

Nawet odważniejsza była niż on, a nie tylko bardziej czysta i niewinna.

- …to klub z rodzaju takich, co ludzie w nim występują - wyjaśniła bliżej, a Billy wciąż nie miał pewności, czy dobrze robiła - Przedstawiają swoje talenty.

- Nie rozumiem o czym mówisz - wyjawił Jonas napiętym głosem - Poezja, komedia, co to…

- Muzyka, tatusiu - powiedział cicho Hannah, a jej głos zabrzmiał taką dumą, że Billy poczuł to w głębi swoich wnętrzności - Billy gra na gitarze i śpiewa. Ma ogromny talent.

- Racja - odezwał się tata Hannah i Billy przeniósł wzrok z powrotem na twarz siedzącego naprzeciwko nich mężczyzny, bo wcześniej nie zauważył kiedy zaczął wpatrywać się w niebieskie oczy swojej kobiety - Rozumiem, że tej romantyczce to się spodobało - Jonas kiwnął głową w stronę Hannah, ale patrzył tylko na Billy’ego - Nadal nie wiem, co zrobisz, by opiekować się rodziną, którą stworzycie.

- Tato - zaczęła Hannah, ale mężczyzna spojrzał na nią surowo i przerwała, opuszczając głowę i zagryzając wargę.

Billy natychmiast tego znienawidził.

Miała czuć się dobrze, bezpiecznie.

Robił to po to, by się nią opiekować, więc musiał jej to ułatwić.

- Anie! - powiedział do niej cicho i delikatnie, by zwrócić na siebie jej uwagę, ale jej nie wystraszyć - Mówiłaś, że wieziesz ze sobą tak dużo tych bułek cynamonowych, bo dla taty masz tylko kilka, a reszta jest dla tych strażników - wskazał brodą na stojących za nimi umundurowanych.

Przeszli przez cholernie upierdliwą kontrolę bezpieczeństwa, gdzie okazało się, że Hannah była dość dobrze znana, więc już kilka pieprzonych osób dopytywało się, czy przywiozła coś dobrego do jedzenia i, chociaż robili to w żartach, Billy wiedział, że czekali na poczęstunek.

Przytaknęła, ale ich torba z tymi pieprzonymi bułkami została na cholernym stanowisku kontrolnym.

- Teraz nie mogę - szepnęła Hannah, spoglądając na niego z niepokojem - Nie powinnam.

- Racja - mruknął Billy - To może pójdziesz do toalety czy coś takiego? Zamienimy z twoim tatą tylko dwa słowa, zanim wrócisz. To chyba możesz?

- Dobrze. Tak - Hannah nadal szeptała, ale podniosła się, po czym, niespodziewanie dla Billy’ego, pochyliła się w jego stronę, oparła na jego ramieniu jedną dłoń i pocałowała go w bok głowy, zanim puściła go i odeszła w stronę drzwi, prowadzących na korytarz.

Billy patrzył za nią bardzo krótko, a potem odwrócił się do mężczyzny, siedzącego naprzeciwko niego, bo ten zaczął mówić.

- Panie Brown…               

- Billy - mruknął do niego Billy.

Tata Hannah skinął głową.

- Billy - zaczął ponownie - …nie wiesz jakie to jest złe uczucie, ta świadomość, że zrobiłeś coś bardzo złego, chociaż musiałeś to zrobić, ale przez to cierpią twoje córki, syn, żona, twoja cała rodzina. Kiedy nie możesz się nimi opiekować i patrzeć, jak rosną twoje dzieci. Zapewniać im bezpieczeństwo.

Billy patrzył na mężczyznę uważnie, bo, będąc takim mężczyzną, jakim był i przebywając wśród takich mężczyzn, wśród jakich przebywał, rozumiał to cholernie bardziej, niż sam by tego kiedykolwiek pragnął, ale nie odezwał się, bo tu nie było nic do powiedzenia.

 - Kiedy pracowałem, zarabiałem - ciągnął dalej Jonas - Naprawdę nieźle zarabiałem, więc postarałem się o zabezpieczenie finansowe mojej rodziny.

Billy zmarszczył brwi, bo nie rozumiał.

Hannah i jej rodzina żyły bardzo skromnie, oszczędnie i nie wyglądało na to, żeby miały jakiekolwiek zabezpieczenie finansowe.

- Moja żona wie o wszystkim. Sprzedała dom i samochód, żeby żyć z procentów, ale mogliby żyć swobodniej. To był wybór Kate. Dla każdej z moich córek… - tata Hannah kontynuował suchym, urzędniczym tonem, jakby załatwiał interesy - zaraz po ich urodzeniu się, założyłem konto oszczędnościowe, na które wpłacałem później regularnie pewną kwotę. Kiedy Ewa odeszła, jej konto przepisałem na Abla, który wcześniej takiego nie miał, bo miał dostać wszystko pozostałe. Teraz to się zmieniło. Każde z nich ma uzyskać dostęp do swoich pieniędzy w dniu ślubu lub w chwili podjęcia nauki na studiach wyższych. Anie nie chciała pieniędzy na college, miała stypendium, ale było tylko częściowe, więc i tak sfinansowaliśmy dopłatę na jej studia z jej konta. Nadal ma pewien bufor. Jak się pobierzecie, zyska dostęp do tych pieniędzy. To jej posag.

- Panie Sensible - Billy odezwał się cicho, kiedy tata Hannah nabierał powietrza - …jeśli pan pozwoli - Jonas skinął głową - Ja mam pieniądze. Pracuję w straży pożarnej i zarabiam aż nadto jak na singla, a Oli daje nam zabezpieczenie socjalne, które pozwoliło mi zbudować niezłe oszczędności. To granie jest moją drugą pracą, dorywczą, a wydawałem bardzo mało przez te wszystkie lata, zanim poznałem Hannah, bo niczego nie potrzebowałem.

- Więc? - spytał tata Hannah, marszcząc brwi.

- Jestem w stanie utrzymać naszą rodzinę - stanowczo, chociaż delikatnie podsumował Billy, a wyraz twarzy Jonasa Sensible zmienił się na bardziej łagodny, rozluźniony - Chociaż to, oczywiście, dobrze, że nie będzie czuła się ode mnie finansowo zależna.

W tej chwili podeszła do nich Hannah, która najwyraźniej nie chciała nadmiernie odwlekać jej dołączenia do ich rozmowy, ale Billy nie miał przed nią niczego do ukrycia.

- Więc - nieprzerwanie kontynuował Billy, kiedy jego kobieta siadała obok niego na krzesełku za stołem, przy którym siedzieli - Wynajmujemy dom za moje oszczędności, co już się dzieje, i częściowo go za nie umeblujemy. Nasi przyjaciele dają nam w ramach prezentu ślubnego niektóre meble, bo chcą nam coś dać. A Anie może za te swoje pieniądze, które pan dla niej przeznaczył, kupić dla siebie jakiś pieprzony samochód, bo tego cholernie potrzebuje, a nie ma żadnego i jeździ pieprzonym autobusem.

- Co? - Hannah wciągnęła powietrze z zaskoczenia na to stwierdzenie.

- Potrzebujesz… - zaczął Billy.

- Nie… - Hannah zmarszczyła się ze zniecierpliwieniem, a potem spojrzała na tatę - Pieniądze? - spytała z zaskoczeniem.

- Rozmawialiśmy o tym, że masz pieniądze… - wyjaśnił jej Billy - które twoi rodzice odłożyli dla ciebie na koncie oszczędnościowym.

Hannah patrzyła na niego, kiedy mówił, ale wyraz jej twarzy wskazywał na coraz większe oszołomienie.

Billy ujął jej rękę, ale nie reagowała, więc zaczął się zastanawiać, dlaczego właściwie jej Jonas Sensible robił z tego aż tak wielką tajemnicę.

Hannah przeniosła zdumiony wzrok na swojego tatę, którego twarz przybrała wyraz zawstydzenia tym, że, najwyraźniej, nie powiedzieli jej prawdy.

- Nie wydaliśmy wszystkich pieniędzy z twojego posagu… - mężczyzna wyjaśnił jej cichym, skruszonym głosem - na twoje studia. Sporo zostało. Więc nadal masz posag.

- Och! - westchnęła Hannah, patrząc na niego szeroko otwartymi oczami.

Billy patrzył tylko na nią i miał ochotę ją pocałować, bo to było takie urocze, słodkie i naiwne, że poczuł, że ją już kochał.

Nie potrzebowała pieniędzy, nie miała dużych wymagań, a na dodatek ufała swojemu tacie do tego stopnia, że nigdy nie sprawdziła, ile miała pieniędzy na swoim przecież osobistym koncie.

- Opiekuj się moją Anie - usłyszał z boku głos Jonasa, więc spojrzał w jego stronę i zobaczył, ze patrzył na nich czule, chociaż poważnie - Ona potrzebuje kogoś, kto będzie ją wspierał, przyjmował taką, jaka jest. Widzisz, Anie czasem zaszywa się w świecie fantazji i zapomina o tym realnym. Pamiętaj też, że jest zbyt ufna. Chroń ją przed ludźmi.

Billy poważnie skinął głową, kiedy usłyszał od strony Hannah ciche, wzruszone - Tatusiu - więc również się odezwał.

- Przyrzekam się nią opiekować - powiedział cicho, ale zdecydowanie.

Zabrzmiało to jak przysięga rycerska i wiedział o tym, ale tak właśnie czuł, a wtedy mógł sądzić, że będzie w stanie dotrzymać tego przyrzeczenia.

Cóż, życie bywa przewrotne.

Rozmawiali jeszcze później o innych, codziennych sprawach do chwili, aż nadeszła pora rozstania, więc Billy i Hannah ruszyli w drogę powrotną, a wtedy, kiedy wychodzili z więzienia, Billy miał okazję zobaczyć, jak Hannah z uśmiechem i przekomarzaniem rozdawała przywiezione smakołyki, dzieląc je sprawiedliwie, żeby każdy dostał przynajmniej po jednej bułce cynamonowej.

Coraz bardziej pragnął, by ta cudowna kobieta była cała jego i by mu ufała.

Po ujechaniu kilkudziesięciu mil zatrzymali się na kolację w Colfax, a tam Billy przekonał się, że Hannah dla niego również schowała bułkę na deser przed snem.

Była już prawie noc, a Billy był kurewsko nieziemsko zmęczony, bo prowadził przez ponad połowę drogi w stronę zachodniego wybrzeża, a Hannah była przez całą drogę zdenerwowana oczekiwaną wizytą u jej taty i również potrzebowała odpocząć, więc Billy postanowił zatrzymać się na nocleg.

Zajechał więc zgodnie z podpowiedziami nawigacji samochodowej na parking hotelu, gdzie bez trudu namówił Hannah, by zjedli kolację, a potem z większym trudem namawiał ją na wzięcie pieprzonych pokojów i zanocowanie.

Weszli więc do hallu recepcji hotelu z torbami podróżnymi w dłoniach, bo Hannah posłuchała tego, co mówił jej dzień wcześniej i zabrała ze sobą ubrania na przebranie się i piżamę, by zanocować gdzieś po drodze.

Najgorszym momentem był ten, kiedy okazało się, że nie było wolnych dwóch jednoosobowych pokoi i musieli wziąć jeden dwuosobowy, a na dodatek miał on jedno podwójne łóżko.

- Ale… - zaczęła Hannah.

- Przykro mi - zaczęła zmartwiona recepcjonistka, która oczywiście zwróciła uwagę na pierścionek na palcu Hannah - …może pani narzeczony zrozumie, że nie było innej możliwości.

Oboje Billy i Hannah spojrzeli po sobie.

- Ale to jest mój narzeczony - powiedziała Hannah zdziwionym tonem, wskazując brodą na Billy’ego.

- Och - powiedziała recepcjonistka, zrobiła dziwną minę, a potem głośniej dodała - Więc wszystko w porządku?

- Anie… - Billy delikatnie zwrócił się do Hannah - jestem naprawdę zmęczony, a ty nadal jesteś zdenerwowana. Musimy się przespać.

Nie zwracał uwagi na recepcjonistkę, która najwidoczniej uznała całą sytuację za zabawną, skoro para, która była razem, nie chciała ze sobą spać.

- Dobrze - szepnęła Hannah, nie chcąc i nie lubiąc robić widowiska.

Billy wynajął pokój, wzięli klucz i poszli ze swoimi torbami podróżnymi na piętro, by znaleźć ich drzwi.

Łóżko w pokoju było olbrzymie, łazienka też nie bardzo mała, więc najpierw  po kolei obmyli się po podróży, częściowo przebrali, a dopiero potem zeszli na parter do hotelowej restauracji, by tam zjeść kolację.

Hannah była bardzo spięta, ale Billy postanowił nie drążyć tego tematu w danej chwili, chociaż zaczęło go denerwować to, że przez cały czas myślała o tym, co pomyśleli sobie inni.

Musieli kiedyś o tym porozmawiać.

W tym momencie Billy chciał po prostu miło spędzić czas i odpocząć.

Więc skierował rozmowę na luźniejsze tematy i, chcąc poznać ją lepiej, zaczął wypytywać Hannah o jej uczniów, a ona mu to dała i zaczęła opowiadać śmieszne historie, jakie przydarzyły się jej w czasie praktyk i na początku, kiedy zaczęła uczyć.

Potem rozmawiali o Jacku, który też był jej uczniem, ale Billy opowiedział jej o czasie, który spędzał z bratem poza domem, kiedy ten nie miał zajęć szkolnych, a Billy chciał go wyrwać z domu ich mamy.

Anie była fantastyczną słuchaczką, ale Billy poczuł, że dosłownie zamykały mu się oczy ze zmęczenia, więc on chyba tego wieczoru był marnym słuchaczem.

Czas spędzony przy kolacji minął im w ten sposób wręcz niepostrzeżenie, a przynajmniej tak się wydawało Billy’emu.

A potem poszli do pokoju i Hannah znowu stała się spięta.

- Idź się pierwsza przyszykować do snu - powiedział Billy, wskazując ręką łazienkę i podchodząc do łóżka, by zdjąć z niego narzutę, bo pokój miał klimatyzację, ale był i tak nagrzany po słonecznym dniu, kiedy była ona wyłączona.

Zanim Hannah wyszła z łazienki, Billy przebrał się w spodnie od piżamy i bez koszulki położył się na kołdrze, by poczekać na Hannah w łóżku.

Kiedy wyszła z łazienki miała na sobie piżamę podobną do tej, w jaką była ubrana tego dnia, kiedy podrzucił jej do domu klucze do swojego pickupa.

Jej włosy były wciąż związane, a Billy nagle zapragnął rozpleść jej warkocz i przeczesać tę złotą burzę włosów, jaką widział do tej pory tylko raz.

Wstał z łóżka, kiedy Hannah starannie unikała patrzenia w jego stronę, poszedł do łazienki, by tam zrobić, co potrzebował, obmyć twarz i umyć zęby, a potem wrócił do pokoju.

W progu zamarł.

Hannah leżała w tym wielkim, dwuosobowym łóżku na plecach, przykryta starannie i obie ręce miała skrzyżowane na piersiach, przyciskając brzeg prześcieradła dłońmi kurczowo zaciśniętymi w pięści.

Kurwa.

Nie rozumiał.

Bała się?

Billy wszedł do łóżka pod drugie prześcieradło, poklepał swoją poduszkę, ułożył się, wyciągnął rękę, zgasił światło, odwrócił się na bok twarzą w stronę Hannah i spojrzał na nią, kiedy jej lampka nocna wciąż była zapalona.

Leżała na wznak i nie drgnęła, kiedy on się układał.

- Dobranoc, Anie - powiedział cicho.

- Dobranoc, Billy - odpowiedziała dziwnym tonem.

Nie rozumiał jej, nie wiedział, o czym wtedy myślała, ale też kompletnie nie miał siły na to, by zastanawiać się, co to mogło, do cholery, znaczyć.

Zasnął błyskawicznie po przyłożeniu głowy do swojej poduszki.


 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz