środa, 25 stycznia 2023

5 - Najlepszy

 

Rozdział 5

Najlepszy

Hannah

 

 

Kochana Ewuniu,

Tak bardzo chciałbym, żebyś go poznała. Mój narzeczony jest najlepszym człowiekiem na świecie, niesamowicie przyjaznym, cudownie serdecznym, niesłychanie troskliwym i życzliwym wobec wszystkich.

Jestem taka szczęściarą, że dobry Pan Bóg postawił go na mojej drodze. Nie tylko dlatego, że mnie uratował, ale również dlatego, że miałam okazję go poznać. Jego dusza jest tak przeczysta, nieskazitelna i drogocenna, że nie zasłużyłam na to, żeby był w moim życiu.

Ale jest.

Był.

Billy był w moim życiu i to był coraz bardziej realnie.

Przerwałam pisanie mojego codziennego listu do mojej nieżyjącej starszej siostry i zamyśliłam się na temat ostatnich wydarzeń, bo moje słowa były spowodowane tym, co powiedziała Lucy.

W ostatnich dniach dużo się stało.

Od razu następnego dnia po naszych niezwykłych zaręczynach, moich i Billy’ego, był Dzień Niepodległości, w czasie którego odwiedzaliśmy z dziećmi z półkolonii FS 13, co mieliśmy ustalone dużo wcześniej z Oli’m.

Pomogły mi w tym dwie kobiety, z których jednej dzieci były tego dnia na naszych zajęciach: Eva, która przyjechała siedmioosobowym Highlander’em i przyłączyła się Ania, która przyjechała Audi Q7, więc mogła zabrać cztery osoby.

Pomógł mi również Billy, bo pożyczył mi swojego pickupa.

To ostatnie zdarzyło się w ten sposób, że Billy przyjechał do mojego domu przed godziną szóstą rano!

Powiedział mi dzień wcześniej, że może tak zrobić, ale uznałam to początkowo za żart.

Dopiero, kiedy mi to powtórzył, dotarło do mnie, że zamierzał to zrobić.

Cóż, Billy dobrze wiedział, że poszukiwałam możliwości zabrania kilkorga dzieci więcej, niż zmieściłyby się do samochodów Evy i Ani, a był takim dobrym człowiekiem, że wstał pół godziny wcześniej niż zwykle, zorganizował przyjaciela, który podwiózł go potem do pracy i.. przyjechali.

Więc przez całą noc spałam bardzo czujnie i obudziłam się natychmiast, kiedy dostałam rano SMS’a, że Billy jedzie, by wstać  z łóżka i być gotową, zanim wjechał na mój podjazd, bo wiedziałam, że muszę pobiec i otworzyć drzwi do mojego domu, żeby wziąć od niego kluczyk do samochodu.

Ale nie wstałam od razu po otrzymaniu tego SMS’a i to był chyba mój błąd, bo byłam w piżamie, na którą składały się krótkie spodenki i zwykła koszulka, a moje włosy były rozczochrane, ale rozplotłam warkocz i zaczęłam je rozczesywać, chociaż nie zdążyłam go poprawić, kiedy usłyszałam ponaglające mnie pukanie do drzwi wejściowych.

Nie chciałam żeby obudzili mamę, albo, co gorsza, Abla lub Lucy.

Wiedziałam też, że Billy z przyjacielem musieli pospieszyć się, by zdążyć do pracy, więc nie zajmowałam się dłużej moim wyglądem, tylko pobiegłam, by odebrać od niego kluczyk od samochodu i pozwolić mu odjechać.

Kiedy z rozmachem otworzyłam drzwi wejściowe do domu, zobaczyłam wzrok Billy’ego skierowany na mnie i nagle z niewiadomej przyczyny zabrakło mi tchu, policzki zrobiły mi się gorące, bo przesunął nim powoli od stóp do głowy po moim ciele, zatrzymał wzrok na moich włosach, a potem uśmiechnął się leniwie.

Och, te cudowne dołeczki w policzkach!

- Hej, Anie - powiedział delikatnie, kiedy tam stałam i przegarniałam moje włosy, nie związane jak zwykle w warkocz, na jedno ramię z dziwnym pragnieniem rzucenia się mu na szyję.

- Hej, Billy - powiedziałam cicho.

A on pochylił się, wyciągnął rękę, w której zobaczyłam kluczyk, więc złapałam go, nie patrząc w jego oczy.

To był kolejny mój mały błąd, chociaż może było to tylko trochę nieuwagi z mojej strony.

Bowiem Billy w tym momencie pochylił głowę, pociągnął mnie za rękę z kluczykiem i pocałował mnie lekko prosto w usta.

Podniosłam oczy akurat na czas, żeby zobaczyć jego bardzo blisko mnie.

Mogłam zobaczyć w nich każdą zieloną plamkę i kreskę na brązowym tle.

Ale on już cofnął się, uśmiechnął lekko i szepnął - Później, kochanie.

Oniemiała skinęłam głową, a Billy zrobił krok do tyłu, a potem odwrócił się i pobiegł luźnym, swobodnym, sprężystym krokiem w stronę stojącego przy ulicy starego modelu pickupa Jeepa, w którym zauważyłam jakiegoś młodego mężczyznę, którego już wcześniej widziałam, ale nie mogłam sobie przypomnieć jego imienia.

Z trudem opanowałam się, cofnęłam i zamknęłam za sobą drzwi, kiedy widziałam, jak odjeżdżali, by udać się do pracy.

Nie zasnęłam już.

Byłam zbyt przejęta tym, że ja zobaczyłam go tak wcześnie, że pozwoliłam jemu zobaczyć się taka zaspana i w piżamie.

Więc pojechałam do pracy Fordem Billy’ego, a potem w szkole, kiedy nadszedł czas na wyjazd, zapakowałam do niego jedną z moich koleżanek na siedzenie pasażera i Jacka z jego dwoma kolegami na tylną kanapę.

I pojechaliśmy na wycieczkę.

Eva miała w swoim samochodzie piątkę uczniów, w tym Matta i Marię, z jeszcze jedną mamą, która przyjechała do pomocy, a Ania kolejną trójkę uczniów.

W otwartych wrotach garażowych FS 13 czekał na nas Oli.

Kiedy tam weszliśmy, przywitaliśmy się ogólnie ze strażakami, przekonałam się, że Billy postanowił dać znać wszystkim, że byliśmy razem, bo podszedł do mnie, kiedy stałam z tyłu, a uczniowie słuchali, jak Oli opowiadał im o pracy w straży i objął mnie w talii, by pocałować moje włosy i wyszeptać Hej, kochanie do mojego ucha.

Przeniknął mnie przez to tak rozkoszny dreszcz, że pomyślałam, że to była straszna szkoda, że Billy był bardzo dobry w udawaniu, że byliśmy razem.

Aż za dobry.

Bo przez to wiedziałam, że będzie mi bardzo, bardzo źle, kiedy już tego nie będę miała, bo będzie mógł przestać udawać po naszym ślubie na niby.

Ten pocałunek nie umknął uwadze Evy, której później musiałam odpowiedzieć (twierdząco) na pytanie, czy byliśmy razem, więc opowiedziałam jej i Ani o naszych zaręczynach i planowanym ślubie.

Eva patrzyła na mnie niepokojąco badawczo, ale okazywała prawdziwą radość, więc przyjęłam jej późniejszą deklarację pomocy w organizacji ślubu i przyjęcia po ślubie za równie szczerą.

Więc, kiedy Oli i reszta mężczyzn pokazywała dzieciakom wóz strażacki od środka, stanęłyśmy z Evą obok siebie, z Anią, stojącą blisko, ale nie nazbyt blisko, a Jimmy i Billy podeszli do nas, by porozmawiać.

Wystarczy powiedzieć, że przez cały poprzedni wieczór byłam rozkojarzona bardziej niż przeciętnie, co, szczęśliwie, umknęło uwadze Lucy, bo ze szczegółami opowiadała nam wszystkim o niemiłej koleżance z pracy, która „ukradła” jej klientów, więc Lucy dostała mniejszy napiwek.

Dzięki temu jeszcze nie powiedziałam jej o moich zaręczynach, a i mama nie miała na to szansy, co dało mi jeden wieczór spokoju, zanim będę musiała jej wszystko wytłumaczyć.

A wiedziałam, że będę musiała.

Jednak najbardziej byłam rozkojarzona tym, że właśnie dotarło do mnie, jak cudownie byłby mieć Billy’ego jako prawdziwego narzeczonego, bo był wspaniałym człowiekiem, dobrym mężczyzną, a dodatkowo ja czułam się wspaniale w jego obecności.

Cudownie całował.

Bardzo dobrze, wręcz przytulnie, czułam się w jego objęciach.

I czułam się bezpieczna.

Więc musieliśmy porozmawiać o tym, co musieliśmy ustalić w sprawie naszego ślubu, ale też dawało mi to okazję do bycia bliżej Billy’ego, co było dobre, bo było, ale też było złe, bo wkrótce mogło, cóż… nie być.

- Więc wy naprawdę jesteście razem? - spytała mnie Eva z uśmiechem w głosie, ale w taki jakiś dziwnie miły sposób, od którego poczułam się lepiej z moją niechęcią do mówienia o tym i w ogóle o sobie.

- Taaa - mruknął Billy i spojrzałam na niego, by zobaczyć, że podszedł bliżej mnie i postarał się stanąć tak, by mnie osłonić przed ciekawskimi spojrzeniami uczniów.

Troskliwie.

Jego wzrok był skierowany na mnie, prosto na moją twarz, a spojrzenie było ciepłe, łagodne i dołeczki były na swoich miejscach.

Lubiłam ten jego wygląd.

Potem przeniósł wzrok na Jimmy’ego, więc i ja na niego spojrzałam, gdy Billy odezwał się do swojego kumpla z pracy.

- Jimmy, wiem, że znacie się z tym właścicielem kompleksu… Dominikiem? - Billy przerwał i patrzył na Jimmy’ego, który skinął głową, ale spojrzał na swoją żonę.

- Tak - powiedziała Eva - A co, potrzebujecie mieszkania? - zapytała z ciekawością w głosie, ale jakoś poczułam, że nie była to wścibstwo, a raczej chęć niesienia nam pomocy, więc nie poczułam się z tym źle.

- Tak - powiedział Billy - Pobieramy się za miesiąc - po tych słowach usłyszałam ciche Och z zaskoczenia od Evy - Moje mieszkanie jest za małe, tym bardziej, że ma z nami zamieszkać mój brat, Jack - Billy skinął przy tym głową w stronę dzieciaków, więc odruchowo spojrzałam tam i zobaczyłam, że Jack patrzył na nas przez przednią szybę kabiny wozu strażackiego, gdzie właśnie siedział.

Miał bardzo poważną minę i wyglądał jak ktoś, kto bardzo intensywnie myśli, kojarząc to, co oglądał.

Hmmm.

Musieliśmy z nim koniecznie porozmawiać.

I to tego samego dnia.

Nie wiedziałam jednak kiedy, bo zaraz po skończeniu przez Billy’ego pracy byliśmy umówieni na rozmowę z duszpasterzem naszej społeczności.

Westchnęłam i skupiłam się z powrotem na rozmowie z Billy’m i z Evą.

- Myślę, że możemy podjechać tam już jutro i dowiedzieć się, czy Dominik ma do wynajęcia mieszkanie, ale może lepszy dla was byłby apartament - mówiła Eva, a potem spojrzała do góry, w oczy Jimmy’ego i podniosła rękę, by oprzeć ją ufnie na brzuchu Jimmy’ego - Wiesz… tamten… - powiedziała do niego.

Zazdrościłam jej.

I tej pewności, że mąż ją zrozumie w pół słowa, i tej bliskości, która pozwalała jej na oparcie się na nim, i tej swobody, która nie blokowała w niej przejawów czułości w obecności innych ludzi.

Zazdrościłam jej tak bardzo, że nieświadomie przechyliłam się w stronę Billy’ego i oparłam lekko o jego bok swoim bokiem, bo stał bardzo blisko mnie.

A Billy objął moją talię ramieniem i wtedy to zauważyłam.

Zachowaliśmy się jak prawdziwi narzeczeni.

Ojej!

I bardzo mi się to podobało.

Głupia ja, przecież wiedziałam, że miałam to stracić.

Ale brałam to, co mogłam dostać chociażby przez chwilę.

Kiedy dokończyliśmy wycieczkę, Eva i Ania przy pomocy mojej koleżanki zbierały dzieciaki do samochodów, a ja postarałam się, żeby Jack był blisko mnie razem z Billy’m i Billy mnie zrozumiał.

Albo może Billy po prostu myślał o nim tak samo jak ja.

Chłopiec zasługiwał na szczerość.

Zresztą, był tak samo inteligentny jak jego starszy brat i na pewno już podejrzewał, co się święciło.

- Jack - zaczął Billy, a Jack spojrzał na niego - Musimy ci coś powiedzieć.

Billy stał niedaleko mnie, a ja trochę zesztywniałam.

- Jesteście razem? - spytał Jack napiętym głosem.

Och, wiedziałam, że wiedział.

Miałam straszną ochotę, by spojrzeć na Billy’ego, ale nie chciałam stracić z oczu Jacka, gdyby się okazało, że trzeba by mu pomóc to przejść.

- Tak - powiedział krótko Billy, a na twarzy Jacka pojawiło się rozczarowanie połączone z bólem, którego nie mogłam zrozumieć, dopóki chłopiec nie wyrzucił tego z siebie.

Klatka piersiowa zacisnęła mi się ze współczucia do tego chłopca, który nigdy do tej pory nie miał nikogo, kto przekładałby jego potrzeby nad swoje.

- Już mnie nie chcesz? - Jack zapytał Billy’ego wysokim, złym i pełnym rozczarowania głosem, który przechodził prawie w krzyk, więc niespokojnie spojrzałam na inne dzieci.

Kilkoro stało tam i patrzyło w naszą stronę.

Nie chciałam, by Jack później usłyszał od nich coś złego.

- Chcę! - Billy powiedział to krótko i stanowczo, a Jack natychmiast się uspokoił, zamarł w bezruchu i zapatrzył się na nas z otwartymi ustami.

Billy złapał moją rękę i przyciągnął mnie bliżej.

Nie broniłam się.

- Będziemy rodziną - powiedział Billy zdecydowanie, ale delikatnie do swojego brata, a wyraz jego twarzy zmienił się i zobaczyłam na niej ulgę, a nawet radość, kiedy Billy mu uściślił - We trójkę. Będziesz mieszkał z nami, ale musisz poczekać i pomieszkać w tym domu tymczasowym.

- Ile? - spytał Jack, ponownie zdenerwowany, przestraszony.

- Pobieramy się dopiero za miesiąc - powiedział Billy - Musisz poczekać cały miesiąc - Billy odczekał, ale Jack już był rozjaśniony i energicznie skinął głową, więc pomyślałam, że myślał raczej o latach - Chciałbym, żebyś był moim drużbą. Jutro jedziemy obejrzeć mieszkanie, które będzie miało więcej niż jedno pomieszczenie, jak moje ma teraz, więc będziesz mógł mieć swój pokój.

- Serio? - spytał Jack szeptem, zamilkł i po sekundzie trwania w bezruchu, rzucił się głową naprzód, by zakopać się twarzą w brzuchu Billy’ego.

Billy objął jego ramiona jedną ręką, nie wypuszczając mojej dłoni z drugiej, i pogłaskał chłopca po plecach.

- Serio - szepnął w jego włosy, pochylając głowę do brata, ale patrząc na mnie - Będziemy wszyscy mieli rodzinę i duży dom.

Patrzyłam na tego wspaniałego, dobrego, troskliwego mężczyznę i przełykałam łzy, które mnie dławiły, kiedy tak bardzo, bardzo żałowałam, że nie mogłam mieć go naprawdę.

Bo wiedziałam, że mogłabym go pokochać.

Po tym odwiozłyśmy z Evą i Anią wszystkie dzieci (i moją koleżankę z pracy) do szkoły, oddałyśmy je w ręce ich opiekunów i przeżyłam tam bardzo wzruszającą chwilę, kiedy Jack zaczął iść w stronę kobiety z domu tymczasowego, którą znałam z poprzedniego dnia, bo odwoziła go i odbierała, a potem zatrzymał się, zawrócił do mnie i podbiegł, by objąć mnie w pasie i wtulić się twarzą w mój brzuch.

- Dziękuję - szepnął tam.

- Nie ma za co - odszepnęłam mu.

- Jest - odparł głośniej, podnosząc twarz, by spojrzeć mi w oczy - Billy jest szczęśliwy - dodał.

Nic nie odpowiedziałam.

Wątpiłam w to, ale nie były to ani czas, ani miejsce na dyskusję.

Więc tylko uśmiechnęłam się drżącym, słabym uśmiechem i puściłam go.

- Idź już - mruknęłam - Czekają na ciebie.

Skinął głową i pobiegł do samochodu.

Kobieta, która tam na niego czekała patrzyła na mnie z uwagą.

Westchnęłam w duchu, bo znałam to.

Oceniała mnie.

A później tego samego dnia, pojechałam do FS 13 i wprost stamtąd we dwójkę z moim narzeczonym pojechaliśmy do księdza, a w rozmowie z nim Billy wyznał, że chciałby się ochrzcić, by móc wziąć ze mną ślub kościelny.

Znałam księdza Antona od wielu lat, więc nie wiedziałam, czy mogłam mu zaufać i nie wciągnąłby Billy’ego do swojej trzódki bez upewnienia się, że znajdzie się tam na dłużej, szczerze i z własnej woli.

Ale tego nie zrobił.

- Billy - powiedział nasz duszpasterz - Nie nawrócisz się ot tak, tylko dlatego, że chcesz pojąć za żonę tę kobietę. Możemy się umówić, że będziesz przychodził na spotkania do naszej społeczności przez kilka miesięcy, poznasz nas, a potem zdecydujesz.

- Ale my musimy pobrać się na początku sierpnia - szepnęłam, a wtedy ksiądz spojrzał na mnie podejrzliwie, jak popatrzyła na nas moja mama poprzedniego wieczoru.

Ale znał mnie.

Znał mnie lepiej niż ktokolwiek inny na tym świecie.

Nawet lepiej niż moja mama.

Dlatego wystarczyło, że powiedziałam mu to, co powiedziałam:

- Lucy wychodzi za mąż we wrześniu - po prostu mu przypomniałam - A jej przyszła rodzina jest bardzo tradycjonalistyczna. Jej teściowa będzie chciała przesunąć ślub, jeśli usłyszy o moich zaręczynach.

Ksiądz skinął głową, spojrzał w podłogę i wiedziałam, że nie był zadowolony, ale odpuścił.

- Cóż - powiedział potem z westchnieniem - Więc proponuję wam na razie ślub jednostronny. Twój. Billy złoży na razie tylko obietnicę cywilną, a swoją przysięgę kościelną złoży, kiedy dojrzeje w nim wiara.

Przeniknęła mnie ulga.

Rozluźniłam się.

Tak było najlepiej i cieszyłam się, że ksiądz to zrozumiał.

A dodatkowo Billy musiał mieć możliwość wyplątania się z tego związku, jeśli za kilka tygodni lub miesięcy dojdzie do wniosku, że nie byłam go godna.

Kiedy stamtąd wyszliśmy, nie byłam już taka rozluźniona, bo Billy najwyraźniej nie chciał ślubu jednostronnego, co powiedział mi pojedynczym mruknięciem.

Potem tylko ponuro milczał i był zamyślony, zamknięty w sobie aż do chwili, kiedy wsiedliśmy do jego pickupa.

Wtedy wyglądało, jakby odpuścił.

Odetchnęłam z ulgą.

- Do domu? - spytał mnie, kiedy już zapięliśmy pasy.

- Ty… - zawahałam się i popatrzyłam na niego - Cóż, jesteś zaraz po pracy - powiedziałam mu coś, co wiedział, więc tylko skinął głową - Jadłeś kolację? - zapytałam go z ciekawością przekrzywiając głowę na bok, bo nie wiedziałam jakie możliwości, warunki socjalne, mieli w tej swojej pracy.

Może przed wyjściem stamtąd zjadł jakąś pizzę albo coś?

- Nie - mruknął Billy, ale spojrzał przez przednią szybę i nie wyjaśnił mi niczego, a potem odwrócił się z powrotem do mnie - A ty?

Pokręciłam przecząco głową, bo przed wyjściem z domu, by pojechać po niego do jego pracy ze zdenerwowania nic nie zjadłam, chociaż moja mama, oczywiście, naszykowała nam kolację.

Lucy wróciła już z baru, zanim nadeszła dla mnie pora, by jechać po Billy’ego, więc wolałam wyjść wcześniej, niż musiałam, żeby uniknąć jej pytań.

Mama bez wątpienia opowiedziała jej o naszych zaręczynach, skoro przed naszym domem na podjeździe stał pickup Billy’ego, kiedy przyszła Lucy.

- To może pojedziemy gdzieś razem - zaproponował Billy - Może pizza?

A wtedy, głupia ja, zechciałam mieć trochę więcej.

Spojrzałam na niego, nagle zachwycona, bo to brzmiało prawie jak randka.

- Tak - powiedziałam szeptem, który wyrażał mój zachwyt, a przy tym energicznie skinęłam głową.

Billy rozjaśnił się w uśmiechu tak, jak mi się bardzo podobało.

O, mój Boże kochany, musiałam się o to częściej starać.

Był taki przystojny z tymi dołeczkami w policzkach.

Więc pojechaliśmy.

I spędziliśmy fantastyczny wieczór, w czasie którego dzieliliśmy się pizzą, a ja dowiedziałam się, jakim wesołym, rozmownym, ciekawym towarzyszem do spędzania czasu był mój narzeczony.

A potem wróciłam do domu, w którym sądziłam, że była moja siostra, Lucy, której bardzo nie chciałam spotkać, nie tego dnia.

Szczęśliwie, wyszła gdzieś ze swoim narzeczonym.

Następnego dnia miałam zakończyć swoją pracę na półkoloniach, a Abi miała jeszcze przez tydzień uczęszczać na ten kurs letni, na który tak pochopnie się zapisała, więc nie sądziłam, żebym miała rozmawiać z którąś z bliskich mi kobiet o wydarzeniach ostatnich dni.

Chociaż rano opowiedziałam mamie, że byłam z Billy’m na rozmowie u naszego duszpasterza.

Ucieszyła się.

Więc powiedziałam jej również i o tym, że mieliśmy z Billy’m umówioną na ten dzień wizytę, by obejrzeć jakieś mieszkania do wynajęcia.

O dziwo, mama nie obraziła się na mnie, że nie miałam zamiaru zabrać jej z nami, tylko zdałam się w tej sprawie na kobiety, które niedawno poznałam, a były żonami lub narzeczonymi mężczyzn, z którymi pracował Billy.

No, chociaż jej tego nie wyjaśniłam, więc może pomyślała, że mieliśmy tam jechać z kimś z rodziny Billy’ego.

Nieważne.

Więc tego dnia po południu, kiedy Billy przyjechał po mnie i znowu na lunch kupił mi (nam) jedzenie w barze, poszliśmy do kompleksu mieszkalnego, by oglądać mieszkania.

Eva polecała nam apartament, ale najpierw oglądaliśmy mieszkanie.

Okazało się bowiem, że ten kompleks mieszkalny był rozbudowany i były w nim różne miejsca do życia.

Począwszy od malutkich, jednopokojowych mieszkanek na parterze bloków zestawionych dookoła patio, przez mieszkania z dwoma sypialniami, jakie obejrzeliśmy na piętrze tego bloku, aż do apartamentów, które były właściwie domkami szeregowymi, które położone były po drugiej stronie alei dojazdowej i miały własny parking i trawniki.

Mieszkanie, które oglądaliśmy podobno zajmowała kiedyś Eva i to ona je wyremontowała, a potem mieszkała tam z Jimmy’m, potem jeszcze zamieszkał z nimi Matt, ale na krótko, bo przenieśli się do apartamentu (domu?), który mieliśmy obejrzeć w drugiej kolejności.

Było ono położone na piętrze, a jego drzwi wychodziły na galerię, biegnącą dookoła patio, które było wewnątrz zestawionych w prostokąt bloków i podobało mi się nawet jako miejsce do życia dla trójki z nas.

Jack miałby tam swój pokój.

Eva opowiedziała nam, że mieszkanie to zamieszkiwali przez jakiś rok ich znajomi, to znaczy mężczyzna, który pracował krótko w FS 13 i kobieta, która robiła stronę internetową na przykład dla Sophie.

Ale wyprowadzili się i nie utrzymywali dłużej z nikim kontaktu.

Nie dopytywałam się, bo mieli swoje życie do przeżycia, podobnie jak my mieliśmy nasze i należało to uszanować.

Podobało mi się to mieszkania, nawet bardzo, ale potem odwiedziliśmy coś, co Dominik, który nas oprowadzał, nazywał apartamentem, podobnie jak zrobiła to wcześniej Eva.

Ja powiedziałabym na to dom.

Po prostu.

Od frontu drzwi wejściowe do niego były z małym gankiem z chodnika, na który wchodziło się bezpośrednio z parkingu, więc mielibyśmy miejsce tylko dla siebie, bez stałej obecności sąsiadów, a oboje raczej tego nie lubiliśmy.

Bezpośrednio pod dużym oknem, które wychodziło na front domu z salonu, obok tego ganku, był malutki trawnik, a u sąsiadów zauważyłam ślady rabat, więc panowała tutaj pod tym względem dowolność i nie musiałabym mieć trawy, jeśli zechciałbym hodować kwiaty.

Już ta pierwsza rzecz mnie zachwyciła, a potem było coraz lepiej.

Z korytarza wejściowego wprowadzeni zostaliśmy do salonu, Dominik szedł przed nami i wskazywał nam kolejne drzwi, przejścia i objaśniał wszystko, a Billy chodził wszędzie tuż za mną, przyglądał się i zadawał pytania.

Ja tylko patrzyłam.

Czułam za plecami obecność Evy i Jimmy’ego, którzy milcząco zamykali naszą wycieczkę, obejmując się i co chwilę muskając się ustami, jakby miłe wspomnienia wzruszały ich tak bardzo, że nie potrafili się powstrzymać od dotykania siebie wzajemnie.

Nie patrzyłam na nich, ale ich czułam i rozumiałam.

Bo, głupia ja, w tym domu było coś takiego, że nagle wyobraziłam sobie siebie i moją rodzinę, naszą rodzinę, którą stworzylibyśmy z Billy’m, spędzającą czas na domowych posiłkach, oglądaniu telewizji, zabawie, śmiechu…

A potem było jeszcze lepiej.

Weszliśmy na piętro i Dominik pokazał nam drzwi z korytarza, mówiąc o pokojach dla dzieci, łazience, a potem odwiedziliśmy „apartament małżeński”.

- Może was zostawię na chwilkę - usłyszałam głos Dominika, a wtedy dotarło do mnie, że stałam nieruchomo pośrodku wielkiej, pustej sypialni małżeńskiej, patrząc w stronę okna, które wychodziło na parking i zamyśliłam się do tego stopnia, że nie zauważyłam, że przestał mówić i wszyscy patrzyli na mnie, chociaż to tylko czułam, bo nie obejrzałam się.

- Tak - usłyszałam mruknięcie Billy’ego, ale nadal się nie odwróciłam.

Nie mogłam wrócić na Ziemię po tym, jak moja wyobraźnia została owładnięta obrazami naszego życia w tym domu.

Był idealny.

Słyszałam, że za moimi plecami przesuwało się kilka osób, a potem zbliżyło się do mnie ciepło męskiego ciała, przed którym nie chciałam uciekać.

Billy podszedł tuż za mnie, ale mnie nie dotknął.

Znowu, głupia ja, zatęskniłam za jego dotykiem.

- Anie - mruknął czule, więc w końcu powoli odwróciłam się, chociaż najpierw tylko odwróciłam głowę, by zobaczyć go tak blisko, że mogłam go pocałować prosto od dołu w szczękę.

Podniosłam rękę, by położyć ją na jego szerokiej, silnej klatce piersiowej, bo nagle zabrakło mi tchu i myślałam, że stracę równowagę.

A potem przypomniałam sobie, że nie miałam prawa.

Nie był mój.

Nie naprawdę.

Więc opuściłam rękę, chociaż Billy stał tak blisko, że wystarczyło, że zgiął ramię i już jego dłoń wylądowała na moim biodrze, by mnie przyciągnąć, więc moja zgięta ręka oparła się na jego brzuchu.

I to też było dobre.

- Podoba ci się - bardziej stwierdził niż zapytał Billy, a ja nie zaprzeczyłam.

Nie patrzyłam na niego, bo wciąż miałam w głowie tamte obrazy, a on był… tak… blisko

- Tamto mieszkanie by dla nas wystarczyło - powiedziałam cicho, ale nawet ja słyszałam nutkę desperacji i żalu w moim głosie.

- Jak ci się podoba to, to weźmy je - powiedział Billy, kręcąc lekko głową.

Przejechałam zębami po dolnej wardze.

Czy on oszalał?

Po co nam był taki duży dom, skoro nie mielibyśmy mieć dzieci?

Do udawania rodziny dla Jacka wystarczyły dwie sypialnie.

Podniosłam lekko głowę i zmarszczyłam brwi.

- Nie stać nas - powiedziałam mu, co chyba powinien wiedzieć, ale mój głos był schrypnięty z emocji, które hamowałam.

Zobaczyłam, jak na jego twarz wypłynął delikatny uśmiech.

- Stać nas - powiedział krótko - Chcesz tego. Bierzemy je.

Zaczął się odwracać w stronę drzwi.

- Billy - szepnęłam rozpaczliwie - Ale to…

Natychmiast wrócił do mnie i objął moją talię oburącz, przyciągnął mnie do siebie, więc i obie moje dłonie opierały się o jego brzuch.

- Anie - stanowczo Billy przerwał mi to, cokolwiek chciałam powiedzieć, chociaż nie wiedziałam, co to było - Przez wiele lat pracowałem tylko dlatego, bo lubię moją pracę.

Szarpnęłam głową do góry, bo nigdy o tym nie rozmawialiśmy.

- Oli dba o nas - wyjawił mi Billy coś, co podejrzewałam, bo znałam Olgierda i jego troskliwość - Dostaję niezłą pensję, premie, mam możliwość korzystania z pralni, siłowni, prysznica i kuchni. Więc mogę zaoszczędzić, chociaż nigdy tak naprawdę o to nie dbałem.

Słuchałam z zapartym tchem, bo bardzo chciałam dowiedzieć się jak najwięcej o tej części życia Billy’ego, ale też w ogóle cokolwiek o Billy’m.

- Mam jeszcze drugą pracę, dorywczą, gdzie tak naprawdę nigdy nie pytałem o zarobki, bo ją lubię - kontynuował mój przyszły mąż - Więc mam pieniądze odłożone na koncie i nawet nie wiem ile ich jest. Ale dużo, bo się uskładały. Nigdy nie wydawałem, bo niczego nie potrzebowałem.

- Och - szepnęłam.

- Tak. Och - przytaknął Billy.

Patrzył na mnie ciepło i łagodnie, a w jego policzkach były widoczne te śliczne dołeczki, które nadawały mu wygląd żartownisia, jakim nie był.

- A to oznacza, że mogę wynająć ten dom - skinął głową na ściany - Mogę ci też kupić samochód, żebyś mogła bezpieczniej wracać do domu z pracy.

- Billy… - zdołałam wyszeptać, ale mi przerwał.

- Nie będziemy teraz o tym rozmawiali - powiedział stanowczo - Teraz zejdziemy na dół i porozmawiamy z Dominikiem o tym, że wynajmiemy ten, jak on mówi, apartament za trzy tygodnie na pół roku.

Przerwał i patrzył na mnie, więc skinęłam głową.

- Resztą zajmiemy się później, bo… - rozejrzał się po pomieszczeniu i spojrzał na mnie z powrotem z uśmieszkiem na ustach i dołeczkami w policzkach - potrzebujemy łóżka, szafek, kanapy i tysiąca innych rzeczy.

Ponownie skinęłam głową, chociaż zaczęło mi się kręcić w głowie od nadmiaru tego, czego potrzebowaliśmy.

Bo potrzebowaliśmy wszystkiego.

- Ale ty masz na głowie ślub i przyjęcie - ciągnął Billy, nie zważając na moje skołowanie - a ja muszę pojechać do twojego taty i poprosić go o twoją rękę.

Zamarłam.

Całkiem o tym zapomniałam.

- Anie - mruknął Billy, kiedy dostrzegł to, jak zmienił się wyraz mojej twarzy, więc spojrzałam z powrotem w jego oczy - Będzie dobrze, tak?

Chciałam się uśmiechnąć.

Bardzo chciałam.

Ale coś dławiło mnie w gardle, więc nie mogłam.

- Słonko - wymamrotał Billy, przyciągając mnie do siebie jeszcze bliżej - Będzie dobrze. Obiecuję. Tak?

I nagle poczułam, że znowu miałam czym się cieszyć.

To było to.

Ta jedna mała rzecz, z której mogłam się cieszyć tego dnia, a ona wcale nie była taka mała i nie była pierwsza tego dnia.

Miałam Billy’ego, na którym mogłam polegać.

Oprzeć się.

A to było olbrzymie i szczęśliwe.

- Tak - szepnęłam z ufnością w głosie - Będzie dobrze.

Zobaczyłam, jak w pięknych, piwnych oczach Billy’ego pojawiła się ulga, a potem coś jeszcze, co mogłam oglądać z bliska, bo pochylił się do moich ust i pocałował mnie.

Zrobił to nawet lepiej niż na podjeździe mojego domu, a ja nie wiedziałam dlaczego to robił, bo nie musiał.

Nikt nas nie widział, więc nie musieliśmy udawać.

Ale lubiłam to, bardzo, więc przyjęłam to, co dostałam i rozchyliłam wargi, żeby ponownie poczuć jego smak, by przyjąć jego język i pozwolić się nim pieścić tak długo, jak długo Billy zechciał to robić.

A potem zeszliśmy na parter, do wszystkich, którzy na nas tam czekali i powiedzieliśmy im, że bierzemy ten dom.

I wtedy powinnam była zwrócić uwagę na wyraz twarzy Evy.

Ale nie spojrzałam na nią.

Miałam się dowiedzieć kilka dni później, o czym wtedy myślała.

Nieważne.

Więc, siedziałam teraz na swoim łóżku w swoim pokoju i wspominałam ostatnie dwadzieścia cztery godziny, bo w ciągu nich przeszłam metamorfozę.

Tamtego dnia byłam łagodnie usposobiona i czułam dobro wokół mnie.

A następnego dnia starsza z moich sióstr prawie doszczętnie zniszczyła wszystko, co gromadziłam jako dobre, szczęśliwe rzeczy do wspominania przez cały tydzień.

Było to wtedy, kiedy miałam wstąpić do szkoły tylko na krótko, bo musiałam wypełnić i podpisać kilka dokumentów, ale moje wakacje właściwie zaczynały się wraz z końcem tego tygodnia, więc powinnam mieć dużo wolnego czasu na odpoczynek i zajęcie się moją rodziną.

Rano wstałam nieco później i kończyłam już prawie śniadanie, kiedy do kuchni weszła Lucy.

- Dzień dobry, Lucy - przywitałam się miłym tonem, uznając, że nie powinna czuć już do mnie złości, bo przecież starałam się naprawić zło, które wyrządziłam niechcący, pozwalając się dotykać obcemu mężczyźnie na podjeździe naszego domu.

- Phi - prychnęła pogardliwie - Nie taki dobry, skoro cię tu spotykam.

Zamarłam.

Co takiego?

- Mogłabyś wreszcie zniknąć - dodała dziwnym, nieprzyjemnym sykiem moja siostra - Znowu mącisz i robisz wszystko nie tak jak należy.

- Słucham? - szepnęłam i usłyszałam w moim głosie ten sam ból, który czułam w sercu.

Ból spowodowany świadomością, że tracę jedną z sióstr, kiedy inną straciłam na stałe kilkanaście miesięcy temu, bo Lucy nie chciała nią być, skoro traktowała mnie jak wroga.

Lucy go nie usłyszała.

- Bo ty myślisz tylko o sobie - rzuciła z pretensją w głosie, a potem warknęła, pochylając się w moją stronę - Miałam mieć swój wielki dzień, a ty wtrącasz się w to ze swoim ślubem?

Nie wiedziałam, co miałabym powiedzieć.

Nie czułam nic dobrego, a nie chciałam mówić niczego złego.

Przecież tak się starałam postąpić dobrze, właściwie.

Chciałam, żeby miała swój ślub, żeby jej przyszła teściowa nie odrzuciła jej, żeby nie odrzuciła naszej rodziny.

- Ty zawsze chcesz być w centrum uwagi - Lucy nadal warczała ironicznie - Kochana starsza siostra, która bezinteresownie, szlachetnie rezygnuje z dużego ślubu i wesela, bo jest taka dobra dla swojej mamusi, więc robi to skromnie i szybko. I wszyscy są zachwyceni wspaniałomyślną, troskliwą Hannah.

- Ale… Lucy… - zaczęłam bezradnie, a ona, nie słuchając mnie i nie zważając na nic, znowu mówiła i robiła to tym samym złym głosem.

- I tak ci się nie uda być najlepszą. Para dziwadeł - prychnęła dziwnie pogardliwie - Też sobie znalazłaś narzeczonego. Pasujecie do siebie. Bo właściwie kim on jest. Nic nie ma. Biedny jak mysz kościelna. Nikt. Nawet nie jest przystojny. Niczego nie umie…

O, nie!

Nie robiła tego!

Mogła mówić, co chciała, same złe rzeczy o mnie, ale nie wolno jej było mówić niczego złego o Billy’m.

Wyprostowałam się, zacisnęłam usta i poczułam, że w moich oczach rozpalił się ogień, jakiego tam nigdy nie było.

- Zamilcz! - warknęłam głośno, a Lucy była tak całkiem zaskoczona, że posłuchała mnie i zamilkła.

- Jak śmiesz! - warczałam dalej, głupia ja, nie zauważając tego, że za moimi plecami otworzyły się drzwi wejściowe do domu - Nic o nim nie wiesz.

I znowu, głupia ja, miałam pokazać wszystkim, jaka byłam brzydka.

*****

Billy

Billy spotkał mamę Hannah w sklepie spożywczym, chociaż miał nadzieję na spotkanie tam Hannah.

Ale przyjął to, co dostał.

Chciał się dostać do tej rodziny w inny sposób niż przez swoją narzeczoną, bo czuł, że Hannah go blokowała.

Trochę się bał.

Nie był jej wart, bo była tak cudowną, słodką, troskliwą i dobrą kobietą, że on nigdy, przenigdy nie zdołałby być dla niej wystarczająco dobry.

Ale już wiedział, że chciał spróbować.

Więc, kiedy z daleka zobaczył w markecie Kate Sensible, podszedł do niej niezwłocznie i przywitał się, a potem zaproponował podwiezienie do jej domu swoim pickupem, żeby mogła zrobić większe zakupy i nie musiała wozić ich autobusem.

Nie rozumiał tego, dlaczego one nie miały samochodu, skoro Hannah prowadziła, a na dodatek robiła to sprawnie i bez zahamowań czy zdenerwowania, ale w tej chwili to mu pomogło w realizacji jego planu.

Więc Billy dowiedział się od Kate, że Abi była z Ablem u jakiejś koleżanki i miała wrócić do domu dopiero na lunch, a Hannah miała dzień wolny od obowiązków w pracy i spędzała go wypoczywając, chociaż Billy podejrzewał, że ten wypoczynek związany był z praniem, myciem okien lub innym domowym gównem, bo jego Anie nie potrafiła być bez zajęcia.

Kiedy wysiedli z Forda na podjeździe ich domu, Billy wziął sam do obu rąk wszystkie pieprzone torby z gównem kupionym przez Kate, by od razu przekonać się, że nie było mowy, by dojechała z nimi cholernym autobusem do domu, więc wiedział, że wzięła sobie do serca jego radę, by zrobiła cholernie większe zakupy.

Zresztą powinien to wiedzieć, skoro za nie zapłacił (po krótkiej sprzeczce przy kasie), więc również wiedział, że właśnie wydała tyle, co on sam wydawał na swoje jedzenie przez miesiąc.

Mama Hannah otworzyła im drzwi swoim kluczem, żartując z nim o wyładowanych torbach, kiedy usłyszeli krzyk Hannah dochodzący z kuchni.

I Billy zamarł, bo nigdy nie sądziłby, że jego Anie miała taki temperament, że umiałaby krzyczeć.

A potem jego zdumienie zamieniło się w coś innego i nie było to nic cholernie złego, ani trochę, ale diabelnie spowodowało, że Billy poczuł ściskanie w klatce piersiowej w taki sposób, w jaki nie czuł tego nigdy w całym swoim pieprzonym życiu.

Kurwa, ale to było dobre!

- Jak śmiesz tak o nim mówić - Hannah krzyczała, najwidoczniej w odpowiedzi na coś, co powiedziała do niej jej siostra - Nie masz prawa go obrażać, bo go nie znasz. Ani trochę. Billy to najlepszy, najbardziej troskliwy, najmądrzejszy mężczyzna na całym świecie. Jest czuły i prawy. Jest bohaterem, który codziennie ratuje ludziom życie i ich dobytek. A na dodatek daje mi więcej, niż ty kiedykolwiek mogłabyś w ogóle mieć.

Billy usłyszał pogardliwe prychnięcie Lucy i Kate Sensible też je musiała usłyszeć, więc zdecydowanie ruszyła nagle ze swojego zamrożenia szybkim krokiem w stronę kuchni, kiedy Hannah mówiła dalej, nieco spokojniej, ale nadal głosem pełnym pasji.

- Nawet nie wiesz, jak wiele Billy ma wszystkim do ofiarowania i jak hojnie to daje… - nagle przerwała, bo jej mama stanęła w drzwiach kuchni i Hannah odwróciła się w ich stronę.

Billy zobaczył jej zaczerwienioną twarz, nagle przerażone oczy i dłonie unoszące się do ust, a potem nic nie widział, bo Hannah przemknęła obok niego ze zwieszoną do podłogi głową, wymamrotała Przepraszam i zniknęła w drzwiach w głębi korytarza.

Nie mógł jej zatrzymać, bo w obu rękach trzymał te cholerne torby z zakupami, a obawiał się, że mogło być w nich jakieś gówno na tyle cholernie delikatne, że nie wypieprzył ich po prostu na pieprzoną podłogę, jak miał na to cholerną ochotę.

Kurwa.

Billy zobaczył jeszcze wściekły wzrok pieprzonej Lucy, która poczuła się przyłapana na ujawnieniu swojej prawdziwej suczej twarzy przed obcym mężczyzną, którego właśnie poznała, tym bardziej, że była w stroju domowym, którego, najwidoczniej, nie chciała pokazywać obcym.

Ta siostra była całkiem inna niż reszta rodziny Hannah.

Billy poznał Abi, więc wiedział, że najmłodsza z nich była bardziej podobna do Anie niż do ich mamy.

Natomiast Lucy wyglądała dokładnie tak, jak ich mama.

Wiele apetycznych, wręcz nazbyt obfitych krągłości podkreślała nie-jak-mama obcisłymi ubraniami, na które tego przedpołudnia składały się bardzo krótkie spodenki i kusa, wydekoltowana koszulka na ramiączkach odkrywająca brzuch, co wyglądało na jej strój do spania.

Włosy tej siostry były bardzo mocno rozjaśnione, wręcz białe, chociaż Billy podejrzewał, że były naturalnie równie jasne, co wszystkich kobiet Sensible, bo mama Hannah też była blondynką.

Billy aż do tej chwili sądził, że ubrania Hannah były reakcją na gwałt na Ewie Sensible, ale teraz w to zwątpił.

Hannah, co widział już tamten jeden raz, sypiała w krótkich spodenkach i koszulkach, ale były one luźne, zakrywające ramiona i uda, jakby nawet wtedy, podczas snu w nocy, chciała się ukryć.

Ani ubiór, ani zachowanie Lucy nie wskazywało na przeżytą traumę.

Może to po prostu Anie była taka wrażliwa na krzywdę innych, a nie chodziło o to, że ich rodzice straszyli swoje córki odkrywaniem ciała.

- Idź do niej - Billy usłyszał cichy głos Kate, kiedy odstawił torby z zakupami na blat kuchenny.

Spojrzał na kobietę, która patrzyła na niego ciepłym, zatroskanym wzrokiem i, kiedy złapała jego spojrzenie, skinęła brodą w stronę drzwi, za którymi zniknęła zmartwiona Anie.

Billy skinął głową i poszedł tam.

Zapukał do drzwi za którymi zniknęła Hannah, kiedy ją widział biegnącą, bo patrzył, jak uciekała w pospiechu, zakrywając twarz dłońmi.

- Proszę - usłyszał stłumiony głos Hannah i wszedł do maleńkiego pokoiku, w którym stało tylko pojedyncze łóżko, małe biurko ze zwykłym krzesłem i dwudrzwiowa, zwykła szafa ze sklejki.

Jego słodka Anie siedziała na brzegu łóżka z opuszczoną głową i dłońmi luźno leżącymi na kolanach.

Kiedy Billy wszedł, wstała z łóżka, ale stała w miejscu, patrząc na swoje dłonie i kręcąc nieporadnie palcami.

- Prze-przepraszam - szepnęła, odwracając głowę w bok - n-n-nie-nie powinnam…

- Anie - mruknął Billy, żeby jej przerwać.

Podniosła gwałtownie głowę, wyciągnęła rękę, ale nie dotknęła go, kiedy na jej twarzy pojawił się wyraz rozpaczy.

- Ja taka nie jestem - powiedziała głośnym szeptem - Nie krzyczę. Nie powinnam mówić do Lucy takim tonem - dodała, mówiąc coraz ciszej - Pójdę ją przeprosić - dodała jakby do siebie i ruszyła w stronę drzwi.

Billy zatrzymał ją, łapiąc za jej przedramię.

- Chcesz mi powiedzieć, że tam skłamałaś? - powiedział, udając surowość, kiedy wszystkim, co czuł, była czułość i wzruszenie.

- C-co? - sapnęła Hannah i szarpnęła głową do góry - N-nie! - krzyknęła, nagle przestraszona, że go zraniła.

Billy zaczął się uśmiechać.

Przyciągnął ją do siebie, wyciągnął drugą rękę, by ją objąć w pasie, kiedy zdjął rękę z jej przedramienia i pogłaskał w jej włosy na boku głowy.

Billy już od pewnego czasu to czuł, ale teraz zaczął mieć pewność, że z jego strony to nie było udawane.

Chciał mieć tę cudowną kobietę za żonę.

Chciał z nią stworzyć dom.

Rodzinę.

Ale najbardziej w życiu chciał, by ona chciała jego.

To, co usłyszał w kuchni, nie było miłe, bo świadczyło o tym, że Lucy była po prostu suką, więc sprawiła Anie przykrość, ale było miłe, bo świadczyło o tym, że Anie myślała o Billy’m dobrze.

A to było bardzo dobre.

- Anie, Słonko - mruknął w czubek jej głowy, kiedy już ją miał blisko siebie - Usiądź tu ze mną i porozmawiajmy.

Skinęła głową, jednak nie odrywając się ani na centymetr od jego klatki piersiowej, więc Billy przesunął się bokiem do jej łóżka, opadł tyłkiem na materac i pociągnął Hannah za sobą, by opadła tyłkiem na jego uda.

Nie broniła się przed tym, a nawet przytrzymała się go ramieniem owiniętym wokół jego żeber.

Kiedy wreszcie wsunął się tak, by opierać się plecami o zagłówek jej łóżka, kiedy jego nogi były na narzucie, ze stopami na brzegu, a jej zwisały za brzeg materaca, jej głowa była odchylona na jego ramieniu, więc widział jej oczy.

- Musisz wiedzieć, że podobało mi się to - powiedział jej - Wszystko. To, co o  mnie mówiłaś, to jak o mnie mówiłaś. Każdy by to lubił. A ja nie miałem tego zbyt wiele w swoim życiu.

Przez jej twarz przesunął się wyraz, który mówił mu, że już o tym wiedziała, a Billy wiedział skąd.

Obserwowała Jacka, więc wiedziała, jaka była ich matka.

Ale Billy nie chciał, żeby go żałowała.

- To cała ty - powiedział jej to, co zauważył wcześniej - Widzisz w każdym dobro. Nawet, jeśli nie każdy na to zasługuje.

Billy zobaczył, jak szarpnęła głową i otworzył usta, jakby chciała zaprzeczyć, ale on w tej chwili nie myślał o sobie.

Uznał, że musiał jej otworzyć oczy na charakter jej siostry i tylko to się liczyło, a o nim mogli porozmawiać kiedy indziej.

- Lucy nie lubi mnie nie dlatego, że to jestem ja - powiedział jej coś, co wiedzieliby wszyscy ci, którzy posłuchaliby tego, co on usłyszał tego dnia i co wiedział wcześniej - Zazdrości ci.

Hannah potrząsnęła głową w przeczeniu.

- Zazdrości ci - Billy nie dał sobie przerwać - …tego, że jesteś piękna, słodka i miła dla każdego. A ona tego nie potrafi.

- C-co? - szepnęła Hannah.

- Ona nie umie myśleć dobrze o kimkolwiek - wyjaśniał Billy, ale Hannah nie o to pytała.

Billy dowiedział się tego, kiedy wreszcie wydobyła z siebie następne zdanie.

- J-ja… ja nie jestem… - przerwała i przełknęła ślinę, by dokończyć szeptem - piękna.

Billy poczuł, jak łagodnieje mu twarz.

Mógł się tego domyśleć.

Hannah może po prostu nie myślała o swoim wyglądzie, ale może nie sądziła, że ktoś mógłby uznać ją za piękną.

- Jesteś - szepnął i znowu przejechał czubkami palców po jej skroni wzdłuż krawędzi jej włosów.

- Billy - szepnęła Hannah z takim uczuciem w głosie, że Billy spojrzał na nią uważniej.

W jej oczach pojawił się blask zwiastujący łzy, ale na ustach był cień uśmiechu, co świadczyło o tym, że była szczęśliwa.

I to było dobre.

Tak dobre, że Billy zechciał jej dać więcej siebie, żeby mogła mieć więcej dobrych myśli o nim, skoro przeceniała go tak bardzo, żeby bronić go przed swoją suką-siostrą, kiedy on tego nie potrzebował.

Mieli czas.

Cóż, życie bywa przewrotne.

Billy sądził, że mieli czas.

Bóg, diabeł, przeznaczenie, czy cokolwiek innego, co wyznacza ścieżki człowieka, chciało inaczej.


 

4 komentarze:

  1. Dziękuję :). Muszę powiedzieć, że nie jestem zwolenniczką smutnych zakończeń, zdecydowanie bardziej lubię "żyli długo i szczęśliwie", dlatego trochę się boję co będzie dalej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamciakama - chyba każda z nas lubi szczęśliwe zakończenia (a jak chcesz wiedzieć co się stanie wkrótce, to przeczytaj Alba - nie pozwól... rozdział 17/18 ;))

      Usuń
    2. Dziękuję. Odświeżyłam sobie pamięć i tam jednak wszystko kończy się dobrze :)

      Usuń