niedziela, 22 stycznia 2023

2 - Dotyk

Rozdział 2

Dotyk

Hannah

 

 

Prawie miesiąc później

Był gorący, czerwcowy wieczór, a ja stałam na trawniku przy jakimś nieznanym mi bloku mieszkalnym obok Heleny i Olgierda na jakimś spotkaniu przy grillu wśród nieznanych mi ludzi, które zorganizowane było z jakiegoś nieznanego mi powodu.

Było tam gwarnie, wesoło i swobodnie, ale ja się nie czułam dobrze.

Nie lubiłam tłumu i nie lubiłam nowych ludzi.

A tutaj od samego początku zostaliśmy otoczeni wieloma obcymi dla mnie osobami, którzy podeszli do nas, by się przywitać.

Wszyscy oni bowiem znali Oli’ego i Helen, chociaż ją chyba trochę słabiej.

Wielu z tych mężczyzn pracowało razem z Oli’m, a on był lubianym przez nich ich kapitanem w Fire Station 13.

Uznałam, że powinnam być miła dla znajomych Oli’ego, chociaż Helena kiedyś powiedziała mi, że ja nie umiałabym nie być miła dla nikogo (ale ona chciała być wtedy miła dla mnie), a całe to grono było bardzo sympatyczne, więc chciałam być jedną z nich, tym bardziej, że Oli i Helena przedstawiali ich tak, jakby oni ich też lubili.

- Hej, jestem Anie - powiedziałam więc, kiedy Oli przedstawił mi chyba starszą od innych, ale bardzo energiczną i pogodną Evę i jej spokojnego, miłego męża, Jimmy’ego, który wiekiem i sposobem bycia był podobny do Oli’ego.

Potem tak samo powitałam spokojną, piękną, łagodną Alice i jej męża, Eddiego, który patrzył na wszystkich badawczo.

Uścisnęliśmy sobie dłonie, a potem przysunęli się do mnie następni, więc powtórzyłam swoje - Hej, jestem Anie, kiedy poznawałam małą, jasną i uśmiechniętą delikatnie Maggie i jej dużego, ciemnowłosego męża, Davida.

 A kiedy poznałam cichą, skrytą Annę i równie co ona skrytego jej przyszłego męża, Filipa, zwątpiłam w to, jak powinnam się przedstawiać, bo chyba wystarczyła jedna Ania w gronie tych przyjaciół.

Więc niezwykle barwną i energiczną Sophie i jej męża, Alexa, który miał nieco marzycielski, nieobecny wyraz twarzy, powitałam już, przedstawiając się jestem Hannah.

Poznałam masę innych osób, których nie zdołałabym spamiętać, ale w pewnym momencie wszyscy oni otoczyli nas, a kobiety próbowały wciągnąć mnie do rozmowy, kiedy mężczyźni wreszcie zajęli się sobą.

Dowiadywałam się stopniowo, kto był rodzicem którego dziecka, a potem zorientowałam się, że kilkoro z tych dzieci znałam, bo ich uczyłam.

Moje myśli jednak zdominował Billy, również dlatego, że byliśmy między strażakami, pracującymi z Oli’m i Billy’m.

Pracowali z nimi Jimmy, David, Alex i nawet kiedyś podobno Ania.

Ale głównie myślałam o Billy dlatego, że po prostu dużo o nim myślałam.

Przez cały czas.

Głupia ja.

To było beznadziejne.

W ciągu prawie całego pierwszego tygodnia po tym, jak zawiozłam Billy’ego do szpitala, jeździłam jego pickupem do swojej pracy, a potem, po pracy, do jego mieszkania, zanim wróciłam do domu.

Ponieważ wiedziałam, że, kiedy wszyscy wstaną, rankiem następnego dnia po tamtych wydarzeniach, na naszym podjeździe będzie stał czarny, lśniący pickup Forda, więc musiałam mamie opowiedzieć trochę o moim dniu, kiedy wreszcie wróciłam o dziesiątej w nocy do domu tamtego dnia, kiedy się poznaliśmy z Billy’m.

Tak, jak nakazał mi Oli.

Żeby się nie zdenerwowała.

Mama zmartwiła się tym, że spotkała mnie przykrość ze strony obcych mężczyzn na przystanku autobusowym koło szkoły, w której pracowałam, ale nie powiedziałam jej, jak bardzo źle było, więc bardziej ucieszyła się z tego, że znalazł się ktoś, kto mnie obronił.

Czystego, zadbanego o wiele bardziej niż jego mieszkanie, Forda Billy’ego wykorzystywałam jeszcze przez kilka dni, zanim wypuścili go ze szpitala, bo tak mi powiedział Oli, żebym zrobiła.

Chodziło o to, żeby ten pickup nie stał na parkingu przed szpitalem ani przed domem Billy’ego.

Abigail ucieszyła się z tego, że przez kilka dni miałyśmy do naszej dyspozycji samochód, bo odwoziłam ją do szkoły i nie musiała jeździć autobusem, ale jej nie powiedziałam skąd ten samochód był.

Nie chciałam jej denerwować, więc powiedziałam tylko niejasno o pewnym chorym znajomym, a ona, jak to nastolatka zajęta swoimi dramatami, nie zwróciła na to uwagi.

Ale rozumiałam ją, bo ja też nigdy nie lubiłam dojeżdżania do domu i szkoły autobusem szkolnym.

W ubiegły roku zdała egzamin na prawo jazdy, więc może powinnam z nią porozmawiać o kupie dla niej jakiegoś starszego, tańszego samochodu, ale w naszej rodzinie nigdy nie mówiło się o posiadaniu auta przez kobiety.

Właściwie nie wiedziałam dlaczego.

Nasza mama po prostu tego nie lubiła.

Następnego dnia po pracy pojechałam do szpitala, żeby spotkać się z Oli’m, ale nie chciałam wejść do sali Billy’ego, na co namawiał mnie Oli.

Poprosiłam również, żeby nic nie mówił Billy’emu.

Oli przekazał mi najświeższe informacje o zdrowiu Billy’ego, uspokoił, że wszystko z nim było już w porządku, bo miał operację laparoskopową, więc rana nie była duża i miała się szybko zagoić.

Uzgodniliśmy, że zajmę się samochodem Billy’ego i jego mieszkaniem, a kluczyki oddam Oli’emu w dniu, kiedy Billy będzie wychodził ze szpitala.

Nie chciałam jednak widzieć się z Billy’m.

Wstydziłam się tego, że widział mnie w takiej sytuacji na przystanku przy szkole i wiedziałam, że nie będzie mnie chciał dłużej znać, kiedy to wszystko się już skończy.

Byłam pewna, że znał wiele ładniejszych i mądrzejszych kobiet, które mógł mieć w swoim życiu, gdyby zechciał, więc jeśli nie chciał żadnej, nie mogłam mu się narzucać.

Po pracy jeździłam sama i w tajemnicy przed rodziną do mieszkania Billy’ego, by tam posprzątać.

Uznałam, że to była dla mnie jedyna możliwość choćby lekkiego odwdzięczenia mu się za to, że mnie wtedy uratował, że korzystałam z jego samochodu, za jego dobroć i zauważenie mnie.

Mógł przecież wtedy po prostu pojechać do domu.

Więc kupiłam bez wiedzy mamy płyny do mycia i szorowania, ścierki i ściereczki, szczotki, gąbki, rękawiczki i wszystko, czego nie znalazłam w mieszkaniu Billy’ego, a było mi potrzebne, do wykonania mojej misji.

Na szczęście miałam trochę zaoszczędzonych pieniędzy, bo nie oddawałam wszystkich moich zarobków do wspólnego budżetu domowego, z którego to powodu aż do tej pory miałam ogromne wyrzuty sumienia.

Teraz się z tego cieszyłam.

Najgorzej było z praniem, bo okazało się, że w mieszkaniu Billy’ego nie było pralki ani suszarki, ale dowiedziałam się, że istniało coś takiego jak pralnie publiczne z wynajmowanymi pralkami i suszarkami.

Stopniowo nauczyłam się z nich korzystać.

Doprowadzenie mieszkania Billy’ego od stanu względnej używalności zajęło mi trzy dni, a właściwie trzy popołudnia, bo rano normalnie pracowałam, a wieczorami musiałam być grzecznie w domu.

Nie chciałam narażać się na pytania ze strony mamy czy Lucy.

Kiedy skończyłam, chciałam zrobić coś więcej.

Doszłam do wniosku, że powinnam zadbać o dietę Billy’ego, więc jedno popołudnie poświęciłam w sklepie na zakupy, a kolejne w jego kuchni na przygotowanie i poporcjowanie jedzenia do szybkiego odgrzania w wielorazowych pojemnikach, które później podpisałam i schowałam do lodówki.

Był to ryż z duszonym kurczakiem i marchewką, duszona mielona wołowina w sosie własnym z drobnym makaronem i tym podobne.

Cieszyłam się, że w jego kuchni była działająca mikrofalówka, bo Billy wszystko powinien jeść ciepłe, więc było to dobre, że nie musiał martwić się odgrzewaniem.

Wiedziałam bowiem, że Billy powinien przez kilka tygodni stosować dietę lekkostrawną, bo mąż Emily, jednej z moich koleżanek z pracy, pół roku wcześniej przeszedł rekonwalescencję po usunięciu wyrostka, a ona obszernie o tym opowiadała w pokoju nauczycielskim.

Nawet jak ktoś nie chciał słuchać.

Kupiłam też kilka różnych jogurtów, ale nie wiedziałam jakie Billy lubił, więc nie przesadzałam z ich ilością.

A potem, kolejnego dnia, Billy wyszedł ze szpitala, więc oddałam Oli’emu kluczyk do samochodu i klucz do jego mieszkania, pickupa Billy’ego zostawiłam przy jego bloku tam, gdzie zaparkował w noc, kiedy się spotkaliśmy i tyle.

Skończyłam.

Kolejne dwa i pół tygodnia miałam bardzo pracowite, bo kończył się rok szkolny i należało go podsumować.

Sprawdzałam prace, wystawiałam oceny, pisałam raporty.

Byłam zajęta.

Nie powinnam czuć się opuszczona ani osamotniona, bo byłam wciąż między ludźmi, a wręcz w tłumie, skoro miewałam liczne spotkania nauczycieli we własnym gronie i z rodzicami uczniów.

Ale tak się czułam.

Jakby czegoś mi zabrakło.

Więc właśnie zaczynały się wakacje i Helena z Oli’m postanowili mnie wyrwać z kręgu rodziny i pracy z zabrać „między ludzi”, jak to określili, mówiąc o tym pomyśle mojej mamie, a ona się z tym zgodziła.

Codziennie jeszcze na parę krótkich godzin jeździłam do szkoły, by opiekować się moją pracownią, a także by zaplanować i zorganizować zbliżający się Dzień Niepodległości.

Zapisałam się do prowadzenia półkolonii dla dzieciaków.

Ale, tak, miałam za dużo czasu wolnego i odczuwałam to dość boleśnie, bo w poprzednich latach w czasie wakacji pracowałyśmy z siostrami w naszej społeczności.

Teraz nie miałyśmy tego.

Dlatego teraz stałam między nieco-mniej-licznymi dopiero-co-poznanymi osobami, z którymi prawie nie miałam wspólnych tematów i rozejrzałam się, by stwierdzić dwie rzeczy.

Pierwszą było to, że wśród dzieci tych ludzi byli moi uczniowie, których lubiłam i często rozmawiałam z nimi na przerwach między zajęciami.

Był to Bert, który był synem Alice, o czym wiedziałam wcześniej, bo była ona na spotkaniu ze mną w szkole, ale ten chłopiec w następnym roku miał przejść do innej klasy oraz Matt, który był moim uczniem, ale jeszcze tego nie wiedziałam, bo jak na razie nie opiekowałam się jego klasą i dopiero na tym spotkaniu dowiedziałam się, że jego przybranymi rodzicami byli Eva i Jimmy.

Cóż, już wcześniej wiedziałam (bo usłyszałam to w pokoju nauczycielskim), że Jimmy tak naprawdę był dziadkiem Matta, ale nie znałam żadnego z nich na tyle dobrze, żeby dowiadywać się, dlaczego chłopiec mówił do mężczyzny tato.

Tylko wiedziałam, że tak było.

Znałam z widzenia ze szkoły również Marię, przybraną córkę Evy i Jimmy’ego oraz jeszcze kilkoro dzieci, które bawiły się przy tym grillu.

Druga rzecz, jaką zauważyłam, jednak mnie tak speszyła, że nie poszłam przywitać się z dziećmi.

Okazało się, że na tym spotkaniu był Billy.

Byli tam wszyscy strażacy z ich jednostki, więc to było logiczne, ale ja się tego nie spodziewałam, bo nie zapytałam Oli’ego o charakter imprezy, zanim tam poszliśmy, więc nie naszykowałam się na to psychicznie, nie uzbroiłam się.

Kiedy nie patrzyłam na niego, żeby nie wyjść na desperatkę, skoro nie odezwał się do mnie ani razu od czasu jego choroby, zauważyłam, jak wspaniale płynnie się poruszał.

Był taki pewien swojego ciała.

Pamiętałam jego dotyk, chociaż wtedy było to podpieranie go przeze mnie, bo pochłaniał go ból.

Był silny i giętki, co teraz było widać w każdym jego sprężystym kroku, w tym jak sięgał po coś ze stołu, jak płynnie schylał się, żeby bez wysiłku podnieść z ziemi skrzynkę napojów lub beczkę piwa, kiedy razem z kolegami stawiali je na stołach.

Chciałabym poczuć jego dotyk, kiedy ja mogłabym oprzeć się na nim.

Zauważyłam również to, jaki przystojny był, kiedy uśmiechał się lekko do przyjaciół, kiedy rozmawiali o czymś, co go, najwyraźniej, interesowało i cieszyło.

Nie wiedziałam, dlaczego to zauważałam, dlaczego w ogóle mnie to dotykało, bo przecież był tylko dalekim echem pewnego wydarzenia.

Jednak dotykało mnie to.

Tak bardzo, że zamknęłam się w sobie, w swoich myślach i przestałam słuchać słów otaczających mnie kobiet.

Nie słyszałam niczego z rozmowy, toczącej się obok mnie, więc zaczęłam robić to, co robiłam zawsze, kiedy byłam wytrącona z równowagi, czyli zabrałam się za sprzątnie i rozstawianie niezbędnych przyborów, bo już wiedziałam, gdzie były talerzyki, sztućce, kubeczki, pokrojone ciasto i inne rzeczy.

Ale z niewiadomego powodu w moich oczach zebrały się łzy.

Głupia ja.

*****

Billy

Billy zauważył jej obecność, kiedy tylko tam dotarł.

I zacisnął zęby ze złości.

Hannah stała między tymi cholernymi kobietami, rozmawiającymi, jak zwykle to robiły, jedna przez drugą i wyglądała na jeszcze bardziej zagubioną i przestraszoną, niż zapamiętał to z ich spotkania.

Nie spodziewał się po Evie czy Albie/Ani tego, że byłyby takie nieczułe, niewrażliwe na jej strach, na jej wycofanie i to go pieprzyło.

Chęć chronienia jej narosła w nim tak gwałtownie, że musiał na siłę przypomnieć sobie, że Oli ją znał i również czuł się wobec niej opiekuńczo, więc nigdy nie pozwoliłby na jej złe samopoczucie.

Widocznie tak miało być.

Więc Billy odszedł od tamtej grupy do swoich kumpli, wziął sobie cholerne piwo i przerzucał się z nimi gównem, obserwując ją ukradkiem, a czasami bardziej otwarcie, skoro była tam nowa i wszyscy jej się przyglądali.

Była ubrana i uczesana dokładnie tak, jak pamiętał.

Taka sama luźna, niekształtna, gówniana bluzka i spódnica, jasne włosy tak samo zebrane w ciasny, gruby i długi warkocz.

Billy chciałby zobaczyć jej włosy rozpuszczone.

Tak samo zauważalne spod tego wszystkiego, co wyglądało na tarczę, były wspaniałe kształty jej miękkiego, ciepłego (jak pamiętał) ciała.

Nie odwiedziła go w szpitalu ani razu.

Ani jednego pieprzonego razu.

Nawet nie zapytała o niego.

Oli by mu powiedział, chociaż Billy nie zapytał.

Nie wiedział, czemu go to dotknęło.

Nie znali się.

Billy był wtedy bardzo mało przytomny, ale wiedział doskonale, że musiała się dobrze natrudzić, żeby go wtargać do jego pieprzonego samochodu, dowieźć do cholernego szpitala, a Oli powiedział mu, że nie prowadziła często, więc było to dla niej coś dużego, olbrzymiego i została tam aż do przyjazdu kapitana strażaków w środku nocy, chociaż wcześniej powiedziała Billy’emu, że jej mama będzie się o nią martwiła.

A potem jeszcze zadbała o to, żeby jego pieprzony samochód nie został na cholernym niestrzeżonym szpitalnym parkingu.

Billy był jej więc niesłychanie cholernie wdzięczny, będąc w szpitalu, ale nie doceniał wystarczająco tego, ile dla niego zrobiła, dopóki nie wrócił do domu.

Oli oddał mu klucze do pickupa i mieszkania, które miała Hannah, kiedy odebrał go ze szpitala i zawiózł go do jego mieszkania własnym SUV’em.

Podobno to Hannah poprosiła Oli’ego o to, żeby przekazał Billy’emu klucze, bo wtedy pracowała.

Racja, gówno.

Billy tylko przez sekundę odczuł pieprzone rozczarowanie, że to nie Hannah po niego przyjechała, kiedy go wypisali, ale, skoro nie odwiedzała go w szpitalu, więc nie powinien był się jej spodziewać.

Nie miała jego numeru telefonu, a on nie miał jej, więc nie mógł jej powiedzieć, kiedy wychodził.

Potem zobaczył swojego Custom’a na parkingu przy swoim bloku dokładnie w tym samym miejscu, w którym zaparkował tego wieczoru, kiedy spotkał Hannah.

To go popieprzyło.

Wyobraził sobie tą młodą kobietę za cholerną kierownicą swojego samochodu i zapragnął widywać ją tam częściej.

Mętnie pamiętał ją tam.

Zablokował to aż do chwili, kiedy wszedł do swojego mieszkania.

Był tam sam, bo Oli i tak poświęcił za dużo czasu, zwalniając się z pracy, żeby go odebrać ze szpitala z zawieźć do domu, więc zostawił go pod blokiem, kiedy Billy zapewnił go, że dalej sobie poradzi, i odjechał.

Kapitan był zdenerwowany tym, że zostawił jednostkę w pomniejszonym składzie, więc Billy musiał go zwolnić ze służby przy sobie.

Ale kiedy przekroczył próg swojego mieszkania, zamarł.

Cholera!

Posprzątała mu!

Nikt po nim nie sprzątał… cóż, nigdy!

Pieprzona kanapa w jego cholernym salonie nie była taka czysta nawet wtedy, kiedy Billy ją kupił.

Podłoga była takiego koloru, że nawet nie pamiętał, że taka była.

Nigdzie nie leżała żadna pieprzona część jego garderoby.

Zapach w salonie nie świadczył ani trochę o tym, że Billy tam chorował, a pamiętał doskonale, jak prawie zarzygał buty Hannah.

To była jeszcze jedna rzecz, która pieprzyła mu w głowie.

Nawet chorować nie mógł jak dorosły.

Kurwa!

Zachorował na pieprzony wyrostek robaczkowy, z wymiotami, z bólem tak przejmującym, że nie był świadomy tego, co mógł powiedzieć, kiedy miał w mieszkaniu młodą, delikatną kobietę, która wymagała opieki.

I okazało się, że to ona się zaopiekowała nim.

A kiedy wszedł do sypialni, przekonał się, że miał czystą pościel na łóżku, jego ubrania (i bielizna) były w całości wyprane i posortowane w szufladach i na półkach, a na dodatek wyprała mu narzutę na łóżko, czego nie zrobił ani razu odkąd ją miał i tam mieszkał.

Poszedł do łazienki, żeby przekonać się, że tam było tak samo.

Miał więc czysty pieprzony prysznic, cholerną umywalkę i pierdolony kibel, czyste, pachnące ręczniki wisiały obok czystego lustra, a jego kosmetyki stały pozakręcane na czystej półce.

Gówno.

Mógłby z tym żyć, może przeszedłby nad tym do porządku.

Jednak była jeszcze jedna rzecz, którą Billy odkrył nieco później, a która nie poprawiła jego samopoczucia.

Kiedy po rozpakowaniu swoich rzeczy ze szpitala, z torby, w której miał swoje ubrania sprzed tygodnia z pracy, które wymagały przynajmniej podwójnego prania lub całkiem wyrzucenia na śmietnik, przeszedł do lodówki, by sprawdzić jakie zakupy potrzebował zrobić, by mieć co jeść i pić.

Otworzył ją i zamarł.

Jego cholerna lodówka była czysta, a na półkach stały w równych rzędach plastikowe pojemniki wypełnione gotowanym jedzeniem i podpisane pieprzonymi karteczkami samoprzylepnymi z informacjami typu „ryż z kurczakiem”.

Na drugiej półce stały jogurty i serki.

Kurwa!

Ugotowała dla niego.

Zrobiła… mu… zakupy.

Prawie wściekły podszedł do swojego telefonu, który porzucił na półce przy drzwiach, złapał go, żeby ją opieprzyć i zawahał się, bo nie miał jej numeru.

Nie mógł przecież zadzwonić do Oli’ego, żeby o niego zapytać, bo musiałby powiedzieć jaką popieprzoną sprawę miał do Hannah.

Więc odrzucił telefon, a potem złapał go ponownie, by wcisnąć do kieszeni, złapał kluczyk do samochodu i wypierdolił z mieszkania, by pojechać do pralni i do sklepu, żeby kupić sobie piwo.

Jedyną rzecz, której Hannah mu nie kupiła.

To jednak dało mu czas na ochłonięcie.

Oli dał mu kilka dni wolnego, więc siedział w swoim cholernym mieszkaniu i myślał o tym, ale nie wymyślił pieprzone nic.

Zero.

Gówno.

Jedyne, co mógł pomyśleć, to wdzięczność za to, że opiekowała się nim i wstyd, że on nie zaopiekował się nią.

Tydzień później był u niej w szkole na zakończeniu roku szkolnego Jacka, ale nie podszedł do Hannah, a podejrzewał wręcz, że ona go w ogóle nie zauważyła, skoro była oblegana przez tłum uczniów z ich rodzicami, a Jack pragnął tylko wypieprzyć stamtąd w cholerę.

Więc nie pożegnali się z nikim, tylko po prostu odjechali.

Pojechali prosto do pieprzonego mieszkania Billy’ego, bo Jack nie miał po co wracać do swojego cholernego domu, skoro ich pieprzona matka miała nowego jebanego fagasa, z którym rozbijała się w jej mieszkaniu.

Młody nie miałby nawet co jeść.

Kiedy jednak dotarli na miejsce i weszli, głodny Jack poszedł prosto do lodówki Billy’ego, a ten prawie pożałował tego, że zabrał brata do siebie, zanim opróżnił lodówkę z jedzenia, które zostawiła mu Hannah.

Bo Jack natychmiast rozpoznał charakter pisma swojej nauczycielki.

- Skąd masz tu kartki podpisane przez pannę Sensible? - zawołał młody, nie wyciągając głowy z lodówki, a Billy odwrócił się do niego, by zobaczyć, że w ręku Jacka, który też odwrócił się do niego, był pojemnik z jakimś gównem, którego nie zjadł przez ten tydzień, jaki upłynął od jego wyjścia ze szpitala.

- Oddaj - mruknął do brata i zabrał mu z ręki kartkę, ale nie pojemnik.

Nie wiedział czemu, ale schował ją do kieszeni, zamiast wyrzucić do kosza.

- Mogę to zjeść? - zawołał podekscytowany Jack, a Billy prawie się uśmiechnął i skinął głową.

Spróbował właściwie wszystkich potraw, jakie przygotowała mu Hannah, nawet warzyw gotowanych na parze i jakąś cholerną rybą, czego normalnie nie tknąłby nawet metrową tyczką, ale to gówno było takie dobre, że sięgał po kolejne z czystej ciekawości.

I nawet ta pieprzona ryba była dobra.

A Billy nienawidził ryby.

Pojemnik, który trzymał Jack był przedostatni, więc Billy też miałby co zjeść na lunch tego dnia.

Dlatego właśnie zgodził się, a potem wyjął też jedzenie dla siebie.

Ale przy tym westchnął.

Wstawiając pojemniki do mikrofalówki zaczął mówić, jak wiedział, że musiał, bo nie zamierzał okłamywać brata, czy też ukrywać przed nim gówna.

Nie zdołał dłużej unikać wprowadzenia dziesięciolatka w porąbaną historię tego, co zaszło między nim a Hannah.

Ale był oględny.

Nie chodziło nawet o to, że uratowali się wzajemnie, ale o to, że Billy ani jednego pieprzonego razu nie podjechał do szkoły, kiedy mógł się jeszcze spodziewać, że Hannah wychodziła z pracy, żeby z nią porozmawiać.

Nie zadzwonił, bo nie postarał się o zdobycie jej numeru.

Nie zapytał Oli’ego, gdzie mieszkała, więc nie odwiedził jej.

Więc do tej pory nie podziękował za opiekę.

I to było bardzo nie w porządku z jego strony, a on o tym wiedział.

Zwykłe tchórzostwo.

Bał się, że mogła go odrzucić, bo przestał w jej oczach być bohaterem, a stał się kimś słabym, kto wymagał opieki.

Był tak bardzo mało wart czyjejkolwiek uwagi, a zwłaszcza uwagi takiej cudownej kobiety, jaką była Hannah.

Ale na tym cholernym grillu już za nią tak stęskniony, że nie rozumiał tego, bo nie miał do tego żadnych podstaw.

Widzieli się właściwie tylko raz.

Rozmawiali tylko o Jacku.

Ona wiedziała tylko, gdzie mieszkał i że pracował jako strażak z Oli’m, a on o niej wiedział chyba jeszcze mniej.

Wiedział jednak, że była dobra, ładna, chociaż skryta za brzydkimi ubraniami, i, że była spłoszona wobec dorosłych, chociaż lubiana przez dzieci.

Ale kiedy ruszyła, by rozstawiać talerzyki i inne gówno, obserwował ją.

Robiły to wcześniej inne kobiety, robili to inni faceci i nie było nic dziwnego ani złego w tym, że się przyłączyła.

Można by pomyśleć, że stała się częścią grupy.

Hannah jednak poszła dalej.

Zaczęła dopytywać mężczyzn, czego potrzebowali i przynosić im to, a ci skurwiele byli wręcz szczęśliwi, że nie musieli ruszyć dupy dwa metry po cholerną butelkę piwa.

Więc Billy się wtrącił i podał jednemu i drugiemu całą cholerną skrzynkę.

Zaciskając zęby ze złości, żeby im nie wpierdolić.

A potem odwrócił się do Hannah, żeby ją zagadać, a ona krótko podziękowała za pomoc i… odeszła.

Billy nie miał zamiaru jej się narzucać, ale wtedy podszedł do niego Oli.

- Porozmawialiście? - spytał, kiwając brodą w stronę odchodzącej dziewczyny, a Billy wiedział, o co chodziło kapitanowi ich jednostki.

Oli bez wątpienia nie przegapił tego, że Billy nie miał numeru telefonu Hannah, chociaż mógł myśleć, że miał, ale widocznie już podejrzewał, że nie rozmawiali ani razu od czasu tamtego incydentu.

Nie odezwał się.

- Billy - ciągnął Oli po krótkiej przerwie - Ona myśli, że nie jest ciebie godna. Sądzi, że nigdy nie da rady odwdzięczyć ci się za twoją pomoc. W jej oczach ty jesteś bohaterem, a ona małą istotką, która została cudownie ocalona. Tak została wychowana. Nie odezwie się do ciebie pierwsza.

Oli mówił, a w Billy’m każde słowo wybuchało jak mina przeciwpiechotna.

Wprost do mózgu.

Jakim sposobem taka wspaniała, dobra, troskliwa kobieta miałaby czuć się niegodna każdego pieprzonego dobrego uczynku, który ktokolwiek wykonałby, żeby lepiej się poczuła, tego nie wiedział.

Obejrzał się w stronę, w którą poszła Hannah i zobaczył, że siedziała na trawie w kręgu dzieci i śpiewała ze wszystkimi Siedzi lisek koło drogi…

Dzieci razem z nią śmiały się i klaskały w rytm wyliczanki, a jeden z chłopców biegał dookoła nich.

- Okej - mruknął do swojego kapitana - Pogadam z nią.

Wrócił do kumpli, przerzucał się z nimi gównem, ale nie spuszczał z Hannah wzroku, więc zauważył, jak miała dosyć i zaczęła się rozglądać za Heleną, by zapewne zapytać, czy wybierali się do domu.

Nawet jeśli może nie odważyłaby się spytać, bo nie chciałaby, żeby wyglądało, że ich poganiała.

Billy podszedł do niej i zapytał od niechcenia:

- Podwieźć cię do domu?

I, pieprzyć go, Oli miał rację.

Hannah nie wyglądała na kogoś, kto go odrzucał.

Wyglądała na przestraszoną tym, że on ją zagadnął, że ją obserwował, a jej mina mówiła Skąd wiedziałeś?

- Oli powiedział, że mają coś do załatwienia - Billy skłamał bez najmniejszych  pieprzonych wyrzutów sumienia - Więc mówi, że jeszcze trochę tu zostaną. A ja mogę cię zawieźć dokąd będziesz chciała.

*****

Pół godziny później

Billy wysiadł ze swojego pickupa na podjeździe domu Hannah i nie mógł zrozumieć, dlaczego ona nie drgnęła.

Po jego gównianej bujdzie opuściła głowę, a potem skinęła nią i wreszcie zgodziła się pojechać z nim do jej domu, więc Billy z daleka machnął ręką Oli’emu, czego Hannah chyba nie zauważyła.

Ruszyli oboje w stronę parkingu do jego pickupa, nie żegnając się z nikim, bo nikt nimi się nie interesował, ale Billy jeszcze z daleka kiwnął brodą do Sama.

Podejrzewał, że następnego dnia w pracy będzie musiał się wytłumaczyć.

Kiedy wreszcie miał ją w swoim samochodzie, zapięli pasy, Hannah podała mu adres i Billy wyjechał pickupem na ulicę, zaczął mówić.

- Hannah - odezwał się delikatnie, nie patrząc w jej stronę, bo skupiał się na bezpiecznej jeździe - Przepraszam, że musiałaś się mną zajmować tamtego wieczoru i dziękuję za twoją pomoc.

- Billy - szepnęła Hannah z uczuciem i Billy wiedział, że patrzyła wprost na niego, ale nie zerknął na nią, bo bał się tego, co mógł zobaczyć - To co ty zrobiłeś było ważniejsze, większe i wymagało większej odwagi. To ja ci dziękuję, że mnie zobaczyłeś i zatrzymałeś się.

Co takiego?

Chyba Oli miał rację.

- Nie - mruknął Billy - Ja zrobiłem niewiele. To był drobiazg.

- Nie był - powiedziała Hannah twardo, a Billy zmarszczył brwi i zerknął na nią, by zauważyć, że odwróciła się do bocznego okna i jej ciało było napięte.

Nie rozumiał tego.

- Był - powiedział łagodnie - To było tylko kilka słów. Nawet nie podszedłem, a oni odstąpili.

- Bo to jesteś ty - powiedziała cichym, ale stanowczym głosem, a Billy zamarł z zaskoczenia.

Nie chciał w to wnikać.

Jej słowa były zaskakujące, bo wydawało się, że oceniała go wyżej niż powinna, a on wiedział, że na to nie zasługiwał.

Skupił się na czymś innym.

- To, jak się mną zajęłaś było zajebiste - powiedział jej.

Poczuł, że wzdrygnęła się obok niego i wtedy przypomniał sobie, że śmiali się obaj z Samem, jak najpierw Jimmy, a potem David przestali przeklinać w obecności swoich kobiet.

Chyba właśnie dotarło do niego, dlaczego tamci to robili.

Chciał, by Hannah lepiej o nim myślała, więc skarcił się w myślach za używanie wulgaryzmów w jej obecności.

- Mam kilka twoich pojemników po jedzeniu - powiedział lekko, by rozładować atmosferę, ale nie odpowiedziała.

Billy westchnął w duchu.

To nie będzie łatwe.

Jechali więc w milczeniu przez kolejne kilka minut, aż zaparkował przed jej domem na jej podjeździe i wyłączył silnik.

Siedział i patrzył na nią, tkwiącą nieruchomo na fotelu pasażera.

Hannah patrzyła na swój dom ze skupieniem, zmarszczonymi brwiami i zagryzioną dolną wargą.

- Grosik za twoje myśli - zażartował Billy.

Spojrzała na niego i wciągnęła nieco powietrza do płuc, a potem zatrzymała je i nic nie powiedziała, aż wypuściła je z westchnieniem.

Billy wysiadł i obszedł maskę, by otworzyć jej drzwi i podać jej dłoń, by pomóc jej wysiąść.

- Moja mama będzie pytała - szepnęła Hannah bardziej do siebie niż do niego, ale podała mu rękę i wyciągnęła się z jego pickupa.

Billy nie rozumiał tego, ale nadal próbował rozładować napięcie.

- To źle? - spytał, kiedy już stała obok niego.

- Nie wiem - szepnęła Hannah, ale patrzyła przy tym na swoje stopy.

Billy ujął jej podbródek i podciągnął jej twarz do góry, by widzieć jej oczy.

- Wstydzisz się mnie? - zapytał wprost, chociaż bał się odpowiedzi jak cholera, nawet jak nie zamierzał przyznać się do tego nawet przed sobą samym.

- Nie! - zawołała cicho ze strachem w głosie, a jemu ulżyło.

Więc uśmiechnął się, złapał ją jedną ręką za biodro i przyciągnął do siebie, a palcami drugiej ręki przejechał po jej szczęce.

Pieprzyć go!

Jaką miała gładką, ciepłą, miękką skórę.

Przymknęła oczy, zachwiała się w jego stronę i lekko rozchyliła wargi, jakby chciała więcej.

- Naprawdę jestem wdzięczny za to, że się mną tak zaopiekowałaś - mruknął prawie w jej usta - Zjadłem wszystko, co zrobiłaś. Było pyszne. Nigdy nie miałem tak czysto w domu. Dziękuję.

- Billy - szepnęła i, pieprzyć go, to było bardzo dobre, usłyszeć tyle uczucia, kiedy wypowiedziała jego imię.

Bardzo, bardzo dobre.

Ale musiał postępować ostrożnie i powoli.

- Dobranoc, Hannah - szepnął, nachylił się i pocałował jej włosy.

Miał ochotę pocałować jej usta, ale była taka płochliwa, że bał się, że ucieknie od niego, schowa się w mysią dziurę i nie wyjdzie za tysiąc lat.

- Dobranoc, Billy - szepnęła, a potem odsunęła się jakby niechętnie, odwróciła się powoli i odeszła w stronę swojego domu.

Billy wsiadł do swojego pickupa i odjechał dopiero, kiedy weszła przez drzwi, a później zamknęła je za sobą, ale w jego sercu było niespotykane i dziwne ciepło i lekkość, jaka po raz pierwszy w jego dorosłym życiu została po delikatnym dotyku jej dłoni na jego przedramionach.

Bo Billy nienawidził dotyku.

*****

Hannah

Kiedy, nie widząc nic przed sobą, na pamięć, weszłam do środka domu po pożegnaniu z Billym na podjeździe naszego małego domku, przekonałam się, że mama była z Ablem w ich pokoju, bo układała go do snu, Abi była u siebie, a Lucy jeszcze nie wróciła ze swojej randki z Lucasem.

Ja jedyna miałam swój pokój tylko dla siebie i zgadzałam się ze złą o to Lucy, że było to niesprawiedliwe, ale nie sprzeciwiałam się mamie, która tak zadecydowała, bo byłam przyzwyczajona do tego, że rodzice zawsze mieli rację.

Mama powiedziała, że jako jedyna w domu, która pracowała na pełen etat, miałam mieć możliwość do pracy i wypoczynku w ciszy i spokoju.

Ale ja lubiłam przebywać z moim rodzeństwem i z mamą.

Lucy wolała być sama.

Teraz jednak cieszyłam się, że nikt nie wiedział, że Billy mnie odwiózł i nikt nie widział naszego pożegnania.

Nie musiałam odpowiadać na niczyje pytania.

Szczęśliwie mogłam w głębi siebie przeżywać to, co poczułam, kiedy mnie dotknął, objął, kiedy pocałował moje włosy tak czule, że chciałam tego więcej.

Przez cały wieczór, przygotowując się do snu, pomagając mamie przygotować kuchnię na kolejny dzień, skoro była sobota, kiedy to piekłyśmy chleb, pieczeń i ciasto, myślami byłam przy rozmowie z Billy’m.

Leżałam bokiem na łóżku Abi w pokoju wspólnym Lucy i Abi, pomagając Abi rozwiązać jakiś problem z koleżankami, ale nie byłam na niej skupiona tak, jak zwykle bywałam.

Abi opowiadała, a ja myślałam.

Wspominałam słowa Billy’ego i początkowo nie mogłam zrozumieć.

Nie mogłam pojąć, jak taki wspaniały człowiek mógł mówić zrobiłem niewiele, kiedy mówił o uratowaniu mnie.

Zrobił tak dużo dla mnie, a ja widziałam jego powątpiewającą minę, kiedy próbowałam mu to powiedzieć.

Potem przypomniałam sobie kilka przypadków uczniów, jakie opowiadały mi nauczycielki, kiedy odbywałam praktyki i staż w różnych szkołach.

Rodziny, w których nie było kochających rodziców, dawały dzieci, które nie wierzyły w siebie, w swoje dobro.

Skoro Billy pochodził z takiej rodziny, a przecież jakby znałam trochę jego mamę, bo rozmawiałam z nią raz przez telefon i widziałam efekty jej zaniedbania w wychowaniu Jacka, zasługiwał na jeszcze większy podziw.

Jaką złotą, anielską duszę musiał mieć ten mężczyzna, żeby wyrosnąć na tak dobrego mężczyznę, jakim był, kiedy wyszedł spod skrzydeł takiej mamy, a najwyraźniej nie miał żadnego taty.

Zrozumiałam wtedy jedno, a mianowicie, że byłabym najszczęśliwszą kobietą na całym Bożym Świecie, jeśli ten wspaniały mężczyzna zwróciłby na mnie uwagę na tyle, żeby jeszcze kiedyś się do mnie odezwać.

A jeszcze lepiej, dotknąć mnie.

Mogłam wreszcie zrozumieć, co miała na myśli Eleonora Dashwood, kiedy spotykała Edwarda, kiedy poznawała jego prawość, dobroć jego serca.

Ale też, kiedy pojęła, że nigdy nie będzie mogła być jego.

Nie wiedziałam, czy byłam zakochana w Billy’m.

Wiedziałam tylko, że mogłam go docenić, podziwiać choćby z daleka.

Wiedziałam też, że zawsze postąpiłabym tak, żeby moja rodzina była szczęśliwa, żeby moje siostry miały dobre życie, więc jeśli nie będę mogła nigdy więcej spotkać się z Billy’m, to przyjęłabym to, co miałam.

Mogłabym z tym żyć.

Ze wspomnieniem.

Z tą myślą położyłam się spać i z tą myślą wstałam następnego dnia.

*****

Olgierd

Dwa dni później

Olgierd wjechał swoim SUV’em na podjazd domu rodziny Sensible, kiedy przywiózł Hannah do niego ze spotkania, jakie mieli w sprawie organizacji zwiedzania remizy dla dzieciaków w ramach półkolonii.

Wszystko było ustalone i powinni czuć się zadowoleni, ale Olgierda zdenerwowało to, że Billy najwyraźniej unikał spotykania się z Hannah, albo może nie postarał się o to.

Wszyscy z ich jednostki wiedzieli, że miało się odbyć.

Każdy mógł przyjść.

Billy wymówił się enigmatycznie jakimiś sprawami rodzinnymi, jakby miewał kiedykolwiek jakieś sprawy rodzinne.

Dlatego Olgierd był zły.

Dodatkowo jego złość spowodowało widoczne rozczarowanie Hannah, kiedy przekonała się, że młodego mężczyzny nie było podczas ich rozmów.

Widać było, że liczyła na takie „przypadkowe” natknięcie się na niego.

Lubiła go.

Ale też nie występowała z inicjatywą, bo była nauczona, że kobieta powinna czekać na pierwszy ruch mężczyzny.

Oli wiedział, że Billy odwiózł Hannah tamtego dnia po grillu, ale nie rozmawiał z nim, więc nie wiedział, czy młodzi dogadali się, a z tego uniku Billy’ego wynikało, że raczej tego nie zrobili.

Postanowił więc właśnie, że będzie musiał porozmawiać z chłopakiem.

Oli był pogrążony w swoich myślach, ale Hannah też najwidoczniej nie była w nastroju do rozmowy, bo przez całą drogę oboje milczeli.

Chociaż prawdą było to, że nie należeli do gaduł i to była jedna z wielu przyczyn, dla których lubili przebywać w swoim towarzystwie.

- Dziękuję, Oli, za odwiezienie - usłyszał cichy głos Hannah - Może wejdziesz, przywitasz się z mamą?

- Dobrze - mruknął łagodnie Oli wbrew sobie, bo nie miał wielkiej ochoty rozmawiać z Kate Sensible i Hannah wysiadła.

Jednak wysiadł za nią, zatrzasnął drzwi swojego samochodu, zamknął go na klucz i poszedł za Hannah w stronę drzwi ich domu.

Natychmiast jednak po przekroczeniu przez nich drzwi wejściowych do domu, Hannah wyglądała, jakby chciała wypchnąć go z powrotem na dwór, a Oli zorientował się dlaczego, kiedy usłyszał podniesiony głos Lucy.

Zły.

- Więc co? - krzyczała najwidoczniej do swojej mamy, a jej głos ociekał sarkazmem - Ja mam odłożyć lub odwołać swój ślub, bo ta twoja „święta” Hannah, nie kryjąc się z tym, całuje się z jakimś obcym facetem na podjeździe własnego domu przy jego samochodzie, a ty nawet go nie znasz?

Hannah spojrzała na Oli’ego z przerażeniem.

- Mama Lucasa już wcześniej powiedziała, że szczerze waha się nad połączeniem jej wspaniałej rodziny z naszą, bo jesteśmy grzesznikami i najwidoczniej moja następna starsza siostra to jej potwierdza - wołała Lucy - Jak to się rozniesie, że ona nie zamierza wyjść za mąż, tylko obmacuje się z jakimś facetem publicznie, to ja będę skończona.

Lucy jak zwykle myślała tylko o sobie i to Oli’ego nie dziwiło, ale też właśnie dowiedział się, że jednak Billy i Hannah trochę „dogadali się” ze sobą.

Może faktycznie młody miał tego dnia jakąś ważną sprawę, a nie zastosował gównianej wymówki.

- Przepraszam - szepnęła Hannah, nie patrząc w jego oczy i czerwieniąc się ze wstydu za siostrę, ale Oli uśmiechnął się do niej zapewniająco i odważnie wkroczył do ich małej kuchni, by przerwać tamtą nieprzyjemną wymianę zdań.

Lucy podskoczyła na ich pojawienie się, była czerwona i wykrzywiona ze złości, a świadomość tego, że Oli mógł słyszeć jej wybuch nie poprawiła jej samopoczucia.

Mruknęła coś nieskładnie, dygnęła i uciekła do swojego pokoju.

Kate powitała Oli’ego jak zwykle, miło i grzecznie, chociaż nadskakująco, i było widać, że robiła wszystko, by zatrzeć to przynajmniej niemiłe wrażenie, jakie mogła wywrzeć jej średnia córka, co bez wątpienia jej nie umknęło.

Po kilku błahych słowach Oli wyszedł z ich domu i pojechał do własnego, myśląc wyłącznie o tym, jaki wpływ na Hannah mogły mieć zarówno to wydarzenie, jak i złość Lucy.

Rozmawiał o tym później ze swoją Lenką i ustalili, że to ona będzie tą, która dowie się od Hannah lub Kate, o co tak naprawdę chodziło Lucy.

Jedno było pewne.

W ich społeczności starsza siostra powinna wyjść za mąż przed młodszą, więc, jeśli rozeszłaby się wieść, że Hannah  miała mężczyznę, ale nie wychodziła za mąż, Lucy musiałaby odwołać lub przesunąć swój ślub, który był zaplanowany na wrzesień i już opłacony.

Kiedy więc dwa dni po tym Lenka powiedziała mu, że Tina Blackstone widziała, jak Hannah i Billy żegnali się przy jego pickupie, a on ją dotykał i pocałował w czoło, Oli już wiedział.

Wiedział, co się działo.

Oboje z Lenką wiedzieli, że sprawy nie wyglądały zbyt dobrze, bo samotna kobieta w tej społeczności nie mogła pozwolić na dotykanie jej przez mężczyznę.

Tym bardziej, jeśli było to publiczne.

Tym bardziej, jeśli ten mężczyzna nie był jej bratem, ojcem, narzeczonym lub, lepiej, mężem.

Więc Oli postanowił jak najszybciej rozmówić się z Billy’m, by upewnić się, że młody mężczyzna zrozumie, na co naraził Hannah okazaniem jej sympatii na podjeździe jej własnego domu.

Tym bardziej, że młody nadal nie kontaktował się z Hannah, co mogło oznaczać, że nie czuł się zbyt pewnie.

Oli wiedział jednak, że Billy postąpi właściwie.


 


2 komentarze: