Rozdział 4
Billy
Następnego dnia w
południe
Billy
podjechał do krawężnika na ulicy przed szkołą, wyłączył silnik swojego Forda i,
nie wysiadając, zaczął czekać na Hannah.
Wspominał
w tym czasie swoje dwie rozmowy z poprzedniego dnia, rozmowy, które go nie
popieprzyły, ale dały mu do myślenia.
Pierwszą
odbył z Hannah przez telefon, a później drugą odbył z Oli’m, który oczywiście
usłyszał ich wymianę zdań lub może tylko jego odpowiedzi.
Co
wystarczyło, by jego przełożony domyślił się wszystkiego.
Billy
rozmawiał z Hannah w ich pokoju wspólnym, gdzie był jeszcze Jimmy, ale Billy
nie widział konieczności ukrywania się z tym przed żadnym z facetów, a zresztą
w ostatnich dniach dzielił się z nimi tak wieloma swoimi prywatnymi sprawami,
że to też mogli wiedzieć.
Ich
kapitan jednak zamierzał się wtrącić.
-
Płakała? - zapytał Oli surowym tonem, kiedy Billy skończył rozmawiać i się rozłączyli,
a Billy dopiero wtedy zastanowił się nad tym, jak brzmiała Hannah.
Pokręcił
głową, ale brwi miał zmarszczone, kiedy patrzył w oczy swojego kapitana i
myślał intensywnie.
Faktycznie,
głos Hannah nie był właściwy.
Brzmiała
na zdeterminowaną, ale nie na zdenerwowaną czy zrezygnowaną.
Coś
się tam stało.
Oli
miał zaciśnięte zęby do tego stopnia, że mięśnie na jego szczęce grały
niebezpiecznie, kiedy najwidoczniej myślał nie o facetach, obecnych w pokoju,
ale o tej młodej kobiecie, którą się opiekował i nagle Billy miał tylko jedno
pragnienie.
By
wypierdalać z remizy prosto do domu Hannah, zająć się tym, ktokolwiek tam był i
sprawić, by ta wspaniała, dobra i troskliwa kobieta miała to, na co zasługiwała
i czego pragnęła.
Kochającą
się rodzinę i chwilę uśmiechu po pracy, w której zajmowała się problemami
dzieciaków, które były dla niej obce, ale nadal bliskie jej sercu.
Więc
najpierw uznał, że musiał wiedzieć o niej więcej.
-
Jej matka nie dba o nią? - spytał Billy, chociaż mu na to nie wyglądało, po
jego wcześniejszej rozmowie z Hannah.
Ta
młoda kobieta zauważalnie martwiła się o swoją mamę, a nie bała się mamy i nigdy nie wyrażała się o niej źle.
Kochała
ją.
Oli
pokręcił głową i było to zdecydowane, chociaż z miny swojego kapitana Billy
wywnioskował, że czegoś na ten temat czegoś jeszcze
koniecznie powinien się dowiedzieć.
Ale
chwilowo odpuścił.
-
Jej siostra to suka? - drążył dalej Billy, żeby wreszcie cholernie wiedzieć, na
kim się musiał skupiać.
Oli
nie odpowiedział, tym razem nawet nie pokręcił głową, a napięcie jego szczęki
stało się nawet mocniejsze.
-
Ma dwie siostry - powiedział w końcu
cichym, niskim, nieszczęśliwym głosem - Najmłodsza z nich ma siedemnaście lat.
Chodzi jeszcze do liceum, kończy je. I ona
jest blisko z Hannah.
Billy
powoli skinął głową, bo to mu się cholernie zgadzało z tym, co już wiedział od
Hannah i ile sam podejrzewał.
Nadal
miał złe wibracje co do średniej z
nich.
Oli
właśnie je częściowo potwierdził, bo, nie mówiąc niczego złego na żadną z
kobiet Sensible, wskazał, że to średnia, Lucy, sprawiała Hannah najwięcej
problemów i kosztowała ją najwięcej nieprzyjemności.
Billy
wciągnął powietrze do płuc i zamyślił się.
Kiedy
jeszcze był chłopcem, nie miał zbyt wielu wzorców dobrego mężczyzny w swoim
życiu, jednak, odkąd zaczął swój staż, a potem pracę w FS 13, dostał tego aż
nadmiar i nie narzekał.
Lubił
każdego z facetów, z którymi tam pracował.
Podobało
mu się to, co w nich widział.
Imponowali
mu.
To,
że każdy z nich był swojego rodzaju bohaterem, to było jedno, ale z drugiej
strony zobaczył, jak prawdziwy
mężczyzna powinien postępować, kiedy napotka na swojej drodze dobrą kobietę.
A
na dodatek w ciągu ostatnich lat okazało się, że tych dobrych kobiet chodziło
całkiem sporo po świecie.
Dla
każdego z tych facetów jakaś się
znalazła.
Więc,
kiedy Billy spotkał Hannah, rozpoznał w niej dobrą kobietę i spodobało mu się
to, a potem zapragnął, chociaż nie był pewien, czy potrafił, być dla niej
prawdziwym mężczyzną.
Ochronnym.
Pamiętał,
jak te trzy lata wcześniej Jimmy wynosił Evę na rękach do swojego SUV’a, kiedy
zachorowała w ich remizie.
Ten
ponury, zamknięty w sobie mężczyzna potrafił być delikatny i czule mamrotać do
niej Jestem tu, kochanie. Jestem.
Wszystko jest dobrze.
Byle
dać jej zapewnienie i poczucie bezpieczeństwa nawet nie przejmując się, że
kumple z roboty mogli mu potem dać za to kupę gówna.
Billy
oglądał potem, jak stopniowo zmieniał się David, kiedy najpierw w tajemnicy
ochraniał, a potem wprost ratował teraz-swoją
Maggie.
David
był nawet bardziej skryty i ponury niż Jimmy, a również potrafił być czuły
wobec niej, a obecnie śmiał się i żartował ze wszystkimi.
To,
co widział w swoich kumplach z pracy ukształtowało go, a może raczej wzmocniło
w nim to, co było tam zawsze.
Billy
bowiem nie sądził, żeby jego matka była tym, kim była z urodzenia.
Winą
za jej całkowite obecne popieprzenie Billy obarczał swojego ojca, a może innych
facetów przed i po nim i nosił w sobie poczucie winy za to, że on jej nie uchronił przed tym, kim była.
Kiedy
tylko chciała być kochana i mieć się do kogo przytulić.
A
teraz w Hannah Billy widział samo piękno
i chciał, by to piękno kwitło.
Dlatego
czekał na nią przed jej szkołą, żeby zabrać ją na lunch, do parku, w pewne
miejsce, które znał, i porozmawiać z nią szczerze o możliwościach, jakie mieli,
by uratować jego brata i jej rodzinę, a zwłaszcza najmłodszą siostrę i brata,
przed sytuacją, w jaką wpadli być może nie z ich winy.
Kiedy
wreszcie wyszła ze szkoły, żegnana i odprowadzana na chodnik przez dwoje
uczniów z opiekunami, Billy patrzył z kabiny pickupa na nią i nie ruszył się,
by jej otworzyć drzwi.
Musiała
sama zdecydować, czy chciała ujawniać ich spotkanie, czy wolała poczekać na to,
żeby tamci odeszli w stronę samochodów ich opiekunów.
Poczekała.
Racja.
Kiedy
wreszcie otworzyła drzwi, wsiadła, zamknęła je za sobą i spojrzała na niego,
zobaczył jej podkrążone oczy i ponownie zacisnął zęby.
Było
widać, że nie spała tej nocy.
Billy
zastanowił się, czy cokolwiek jadła.
-
Hej, Hannah - powiedział miękko.
-
Hej, Billy - powiedziała i, pieprzyć go, jej głos był schrypnięty i słaby.
Billy
chciał ją objąć i przytulić, jak Jimmy tulił Evę, ale nie odważył się.
Może kiedyś zyska do
tego prawo.
Jeszcze
go nie miał.
-
Jadłaś coś? - zapytał delikatnie zamiast tego.
Pokręciła
głową i zagryzła wargę, więc Billy, wciąż patrząc na nią, przedstawił jej ten plan,
który wcześniej ułożył.
-
Pojedziemy więc na hot dogi, do parku, weźmiemy koc, usiądziemy na uboczu i
porozmawiamy - powiedział cicho, ale stanowczo.
Skinęła
głową, chociaż było widać, że nie była pewna, czy tak będzie dobrze, a Billy
domyślał się dlaczego, więc postanowił to jej ułatwić.
-
Znam jedno miejsce, gdzie nie będziemy na widoku - wyjawił jej łagodnym głosem
- …nikt nie musi wiedzieć.
Rozluźniła
się, więc wiedział, że dobrze zrobił.
Odwrócił
się przodem do kierownicy, by uruchomić silnik i rozkazał jej delikatnie -
Zapnij pasy, Słonko.
Chwilę
później usłyszał kliknięcie jej pasa i poczuł cholerne zadowolenie, bo Hannah
mu zaufała.
*****
Hannah
Kiedy
dojechaliśmy do publicznego parku, miałam bardzo dużo wątpliwości, chociaż,
oczywiście, były niemądre.
Bo,
głupia ja, zapominałam o moim postanowieniu.
Jeśli
Billy miał zostać moim narzeczonym, a potem mężem nie było istotne kto nas zobaczy i w ogóle czy nas zobaczą.
Z
narzeczonym mogłam bywać wszędzie.
Tyle
tylko, że musiałam powiedzieć Billy’emu, jaką musieliśmy przebrnąć drogę, a nie
byłam pewna, czy nie ucieknie z krzykiem, jak się dowie o problemach, które nas
czekały.
Najpierw
jednak wysiedliśmy na parkingu przy parku, Billy wyciągnął z tylnego siedzenia
jakiś koc, wsunął go do torby sportowej, którą tam miał, a potem zamknął drzwi
pickupa na kluczyk i ruszyliśmy ramię w ramię w stronę widocznej przy wejściu
do parku budki z hot dogami.
Billy
kupił nam po jednym hot dogu, których zapach już przy budce oszołomił mnie,
skoro kilka godzin wcześniej na śniadanie zjadłam tylko (w pośpiechu i na
stojąco) miskę płatków owsianych, a potem już nic i autentycznie z głodu burczało
mi w brzuchu.
Ruszyliśmy
w stronę wnętrza parku, kiedy Billy wskazał mi kierunek i poszliśmy alejką,
zajadając hot dogi, przy czym, przyznaję, że ja dosłownie rzuciłam się na swojego, pochłaniając go pełną buzią.
Byłam
taka głodna.
Kiedy
już prawie kończyłam jeść, doszliśmy do ukrytych w zaroślach niewysokich zabudowań,
których nie rozpoznawałam, chociaż do tej pory byłam przekonana, że dobrze znałam
tamten park.
Billy
rozglądając się ostrożnie, wprowadził mnie do środka, a byłam przekonana, że
ostrożność dotyczyła tego, czy nas nikt nie widział, co uznałam za bardzo
troskliwe i miłe z jego strony.
Ale
miał klucz od małej, zardzewiałej kłódki, która wisiała na drzwiach do budynku,
więc byłam przekonana, że to nie było miejsce spotkań znane i wykorzystywane
przez wielu ludzi.
Byłam
skrępowana, jakbym była na tajnej schadzce.
Bo
byłam!
Wkrótce
znaleźliśmy się w pomieszczeniu, które przypominało nieco salkę na szkółkę
niedzielną, a nawet miało resztki ławek i krzesełek, więc miejsce musiało być
dobrze ukryte, zamknięte przez niesfornymi nastolatkami, bo nie zostało przez
nich zdewastowane.
Billy
zsunął dwa krzesełka bez podłokietników i rozłożył na nich koc tak, że utworzyły
prawie podwójny, wygodny fotel, a potem sam tam usiadł i zachęcił mnie do tego
samego.
Nie
chciałam siedzieć daleko od niego.
Chciałam
być blisko, bardzo blisko, najlepiej mocno przyciśnięta do jego ciała, które
było twarde, ciepłe, duże (przynajmniej w porównaniu z moim) i lubiłabym być
owinięta jego ramionami.
Przytulona.
Ale
nie najpierw musieliśmy porozmawiać, a uznałam, że łatwiej byłoby mi, kiedy
byśmy się nie dotykali, a nawet jeśli nie patrzyłabym w oczy Billy’ego.
Usadziliśmy
się i poczułam, że od tej chwili wiele zależało ode mnie.
Więc
usiadłam na swoich dłoniach z wyprostowanymi rękoma po bokach swoich ud, cała napięta
jak struna ze stresu, pochyliłam lekko ciało do przodu i zapatrzyłam się w
podłogę przed moimi stopami.
-
Więc… - przerwałam, bo przekonałam się, że w gardle mi utkwiła gula, którą
musiałam usunąć chrząknięciem.
Billy
pochylił się lekko w moją stronę, oparł się łokciami o swoje kolana i wyczułam,
że patrzył na mnie uważnie, co było bardzo wspierające, miłe.
Nagle
to poczułam.
Billy
był opiekuńczym, troskliwym, dobrym
facetem, który zauważył moje zmęczenie, pomyślał, że byłam głodna, więc mnie
nakarmił, zabrał mnie w miejsce, gdzie mogliśmy bezpiecznie porozmawiać i
zamierzał mi pomóc w komplikacjach z moją rodziną.
Nawet,
jak on mówił, że to ja miałam podobno
jemu pomóc w problemach z jego
bratem, wiedziałam lepiej.
Robił
to wszystko dla mnie.
Więc
musiałam być z nim całkiem szczera, nie ukrywać niczego i wyłożyć mu wszystkie dziwne
zwyczaje, panujące w naszej społeczności, by mógł się wyplątać z tego, dopóki
miał na to szansę.
-
Widzisz, moja rodzina żyje w konserwatywnej społeczności, gdzie panują pewne
reguły, których przestrzegają moi rodzice. Jeśli
mamy się zaręczyć… - powoli zaczęłam mówić, wciąż nie patrząc na niego - nie
możemy pójść i powiedzieć, że się
pobieramy. To ty musisz poprosić
moich rodziców o moją rękę i… - spojrzałam na niego przepraszająco, wręcz
błagalnie, żeby zrozumiał - …przepraszam
cię… - wyszeptałam przy tym - …zapewnić ich, że jesteś dla mnie właściwym
kandydatem na męża, że możesz utrzymać tę rodzinę, jaką stworzymy.
Przerwałam
na chwilę, kiedy Billy słuchał uważnie, wciąż na mnie patrząc i wciągnęłam
powolny wdech, a później wyłożyłam mu wszystko pozostałe.
-
Z moją mamą porozmawiasz w naszym domu, ale… hmmm… Mój tata… - przerwałam, ale
on to już zapewne wiedział, więc odwróciłam głowę w jego stronę, unosząc wyzywająco
brodę i spojrzałam mu w oczy, by dokończyć - jest w więzieniu. Odsiaduje wyrok pięciu lat za nieumyślne zabójstwo.
Więc może z nim nie - a potem dokończyłam szeptem - Nie wiem.
Billy
patrzył na mnie ciepło, więc wiedziałam, że nie tylko wiedział o tym, ale
również wiedział, czemu tata popełnił te zbrodnię i dostał tak łagodny wyrok.
Speszyłam
się, opuściłam brodę i znowu wciągnęłam krótki wdech.
-
Naszą rodziną opiekuje się Oli, więc musimy z nim porozmawiać - powiedziałam
trochę ciszej i spokojniej, a potem przerwałam i zastanowiłam się przez chwilkę
- …w pierwszej kolejności. Potem dopiero
porozmawiamy z moją mamą. Muszą to być oficjalne zaręczyny, żeby się liczyły.
Billy
skinął głową i nadal patrzył na mnie z tym ciepłym wyrazem twarzy.
Był
na to przygotowany.
Dobrze.
Dawaj dalej,
Hannah.
-
Muszę wziąć ślub kościelny, w białej sukni, w welonie i tak dalej - wyjawiłam
mu, a wtedy zmarszczył brwi - Ty nie
- dodałam szybko, chociaż nadal cicho - Tylko ja. Pójdziemy do księdza, damy na zapowiedzi i wtedy wszystko mu wyjaśnimy.
Nie powinien robić problemów ze ślubem jednostronnym, bo takie się zdarzają.
Billy
nadal marszczył brwi, więc przerwałam, bo chciałam dać mu szansę na wycofanie
się, jeśli to był ten moment.
Patrzyłam
na niego uważnie i milcząc, czekałam.
Jednak
jemu nie chodziło o wycofanie się, a ponownie pomyślał o mnie.
O,
Boże, był takim dobrym mężczyzną.
-
Czyli twoja przysięga będzie na całe
życie? - zapytał mnie Billy.
-
Tak - szepnęłam, bo nie rozumiałam, co miał na myśli i wciąż patrzyłam na niego,
więc zobaczyłam, jak się lekko wyprostował i zacisnął wargi.
Pomyślałam,
że może zastanawiał się nad rozwodem ze mną, kiedy sytuacja by na to pozwoliła,
a ja nie brałam tego pod uwagę, ale, cóż, przecież on mógł się ze mną rozwieść.
Prawda
była taka, że ja ze swojej strony nie
wyobrażałam sobie innej przysięgi małżeńskiej, jak tylko na całe życie.
Nigdy nie brałabym pod
uwagę rozwodu.
Prawda
też była taka, że zaczęłam marzyć o tym, żeby Billy chciał mnie na całe życie, ale nie miałam złudzeń.
Nie
mógł mnie chcieć.
Potrzebował
żony, jakiejkolwiek żony, by mieć możliwość opieki nad bratem, a może chciał mi
pomóc, ale nie chciał mnie dla mnie.
Ja
byłam akurat pod ręką.
Chociaż
wiedziałam, czułam to, że myślał o
mnie, bo chciał mi pomóc.
Po
prostu był dobrym człowiekiem.
Myliłam
się wcześniej co do jego chęci uwolnienia się ode mnie, kiedy czas by temu
sprzyjał i Billy zamierzał mi to udowodnić.
Zamierzał
pokazać mi, że domyślił się tego, że chciałam być jego do końca swojego życia bez możliwości wycofania się i chciał
tego samego.
Billy
odwrócił się całkiem przodem do mnie, złapał w swoje obie moje ręce, wyciągając
je spod moich ud, więc i ja musiałam odwrócić się przodem do niego i patrzył mi
prosto w oczy.
-
Hannah Sensible - powiedział nieco napiętym tonem - Czy uczynisz mi ten honor i
wyjdziesz za mnie za mąż?
Co?
Zamrugałam
gwałtownie.
-
Tak - powiedziałam cicho i ochryple, chociaż ze zdziwieniem, bo chyba właśnie o tym rozmawialiśmy.
Billy
uśmiechnął się, ale ten uśmiech był inny niż cokolwiek, co do tej pory
widziałam na jego twarzy.
To
było tak, jakby nagle rozjaśniały się wszystkie zakamarki jego duszy, a ta
jasność wypływała do jego oczu, na jego twarz, wygładzając ją i odmładzając.
Boże
drogi, przecież on był niewiele starszy ode mnie.
Przez
cały czas był tak napięty, że nie
zauważyłam tego.
-
Zrobimy wszystko tak, żeby było dobrze, prawidłowo, ale też tak, jak to sobie
wymarzysz. Wszystko! - powiedział
Billy, a brzmiało to jak uroczyste ślubowanie na honor - Jak chcesz dużego
ślubu i wesela, to będziesz takie
miała. Chcesz białej, nowej sukni, kupię
ci ją. Najpiękniejszą. Weźmiemy ślub w kościele, porozmawiamy z księdzem i
wyjaśnimy mu, że ja do tej pory nie należałem do żadnego Kościoła, ale dla ciebie
się nawrócę. Weźmiemy oboje taki ślub, jaki chcesz - poczułam, że łzy
zaszczypały mnie w oczy, ale zamrugałam i słuchałam z zapartym tchem, bo Billy
nie skończył - Porozmawiam z Jimmy’m, oni mają jakieś znajomości, kupimy dom, w
którym będziemy mogli zamieszkać całą rodziną, jak zechcesz to nawet z twoją
mamą i rodzeństwem - obiecał, chociaż przy tym trochę się wykrzywił, a ja
zrozumiałam to, bo ja też wolałabym mieszkać z nim, bez mojej mamy i rodzeństwa, chociaż nadal blisko, żebym mogła ich
widywać.
-
Jeśli nie zechcesz pracować, tylko
zajmować się domem, to możesz nie pracować… - Billy ciągnął dalej.
-
Nie! - przerwałam mu głośno, nagle
przestraszona - Nie chcę wielkiego ślubu ani wesela, ani sukni. I… chcę nadal
pracować.
Billy
ponownie zmarszczył brwi.
-
Przepraszam - szepnęłam z zawstydzeniem - Ja tylko… Dziękuję ci.
Opuściłam
wzrok na podłogę, pomyślałam przez sekundę, a potem zebrałam się na odwagę i
wyznałam mu - Myślę, że powinniśmy pobrać się za jakiś miesiąc. To nie pozwoli na wielki ślub. Chociaż
zobaczymy, co na to powie moja mama.
-
Hannah… - zaczął Billy.
-
Moja siostra, Lucy, ma zaplanowany ślub na wrzesień i przyjęcie, i wszystko -
nie dopuściłam go do głosu, bo musiałam mu wyjaśnić - Jestem od niej starsza,
więc mój ślub musi być pierwszy.
-
Jeśli ma być - dodałam szeptem,
zerkając na niego ponownie onieśmielona.
Na
twarzy Billy’ego pojawiło się zrozumienie, ale nie zadowolenie.
Cóż…
Wyglądało
na to, że Billy nie był zadowolony z tego, że myślałam o Lucy, a ja nie byłam
pewna dlaczego, bo przecież prawie wszystko zaczęło się od tego, że myślałam o
Lucy.
Albo
moja mama to robiła.
Miałam
wrażenie, że nie lubił mojej siostry, chociaż nie wiedziałam dlaczego, bo
przecież jej nie znał.
Nagle
poczułam, że opuściły mnie wszystkie siły.
Nagle
zapragnęłam, żeby mnie przytulił.
Żeby
mnie trzymał blisko, jak wtedy na naszym podjeździe, albo nawet jeszcze bliżej
i dał mi oparcie, jakie mogłam mieć tylko przy jego ciepłym, silnym, męskim ciele.
Cóż,
taka byłam.
Mogłam
udawać silną i samodzielną, ale potrzebowałam wsparcia, potrzebowałam chwili, w
której mogłabym odpuścić, przestać o wszystkim myśleć, decydować.
Ostatnie
miesiące sprawiły, że to głównie ja decydowałam o wszystkim w domu, bo mama
trochę histeryzowała, Lucy czasem myślała za bardzo o sobie, a Abi przecież
jeszcze była odrobinę za młoda.
A
poza tym nasza rodzina zawsze tak działała.
Przytulaliśmy
się i rozmawialiśmy.
Po
śmierci Ewy i aresztowaniu mojego taty, to się nie skończyło, ale przytulałam
właściwie tylko Abi lub Abla, a nikt nie przytulał mnie.
Byłam
najstarsza, mama się załamała, więc musiałam być silna.
Ja dawałam wszystkim
oparcie.
Marzyłam
o tym, tęskniłam za tym, żeby trochę
odpuścić, by pobyć przez małą chwilkę taką małą i słabą.
Bardzo tęskniłam.
A
Billy miał być moim narzeczonym, moim mężem
i to on wkrótce decydowałby o wszystkim w naszym
domu (jak miałam nadzieję).
Więc
jąkając się nieskładnie, znowu nie patrząc mu w oczy, niepewnie i cicho
poprosiłam go:
-
Czy… Ja… czy możesz mnie objąć?
A
ponieważ nie patrzyłam na niego, więc nie zauważyłam, tylko poczułam, jak prawie
natychmiast, z zaledwie jedną sekundą zawahania, Billy złapał mnie jedną ręką
za ramię, a drugą za biodro, a potem pociągnął do siebie.
Więc
w następnej sekundzie znalazłam się tyłem do niego, a potem siedziałam biodrem
do krzesła, a jeden mój bok był wciśnięty w przód Billy’ego, który otaczał mnie
ramionami i ciasno przyciskał do siebie.
Jedną
rękę miałam przerzuconą przez oparcie krzeseł i otaczałam nim Billy’ego, kiedy
moja dłoń leżała na koszulce na jego żebrach, a drugą moją rękę Billy owinął od
przodu wokół siebie, więc trzymałam ją na jego ramieniu.
Jego
obydwa ramiona otaczały mnie i dociskały do jego ciała, więc moja głowa leżała
na jego bicepsie, co było bardzo miłe.
Nadal
widziałam jego twarz, jeśli patrzyłam, a w tym momencie patrzyłam.
I
mój oddech zacinał się na to, co widziałam, czego doświadczałam.
Cud.
Jego
wyraz twarzy był łagodny, ciepły, czuły
i przepływało przez nią wiele uczuć, a wszystkie były dobre.
Ale
ja oglądałam głównie jego oczy, które były piwne, chociaż, jak widziałam je z
daleka myślałam, że miały kolor mlecznej czekolady.
Z
bliska widziałam w nich drobne, zielone, nieregularne plamki i promyki dookoła czarnej
źrenicy.
Jego
rzęsy nie były długie, ale były bardzo czarne i gęste, przez co jego oczy były piękne i wydawały się podkreślone niczym
eyelinerem, jak to widziałam, że robiła Emily, moja koleżanka z pracy.
A
potem zafascynowały mnie jego usta.
Był
poważny, co nie zdarzało się zbyt często, więc do tej pory nie zauważyłam, że
jego górna warga była ostro zarysowana z wypukłym brzegiem, a dolna była
ciemnoczerwona, grubsza, zdecydowana, nie wąska, ale silna.
Miałam
ochotę przeciągnąć po niej językiem.
-
Hannah… - powiedział nagle schrypniętym głosem - jeśli będziesz tak na mnie
patrzyła, będę musiał cię pocałować. A miałaś mi powiedzieć, jak to sobie
wyobrażasz. I nie chcę robić niczego, czego ty byś sama nie zechciała. Więc nie patrz tak na mnie.
-
Ummm - wymamrotałam nieskładnie i nagle zamknęłam usta, które miałam otwarte
całkowicie nieświadomie, od pewnego, nieznanego mi czasu.
A
potem zamrugałam gwałtownie, oparłam się mocniej o jego ramię tyłem głowy i
zacisnęłam w pięść tą rękę, którą miałam owiniętą za jego plecami.
Moje
policzki się rozgrzały, bo uświadomiłam sobie, że mówił mi, że chciał mnie
pocałować, ale nie był pewien, czy ja tego chciałam.
A
chciałam tego.
Nigdy
nie całowałam się z żadnym chłopakiem, a co dopiero z mężczyzną.
Z
Billy’m chciałam się całować.
Bardzo.
Ale
faktycznie musieliśmy porozmawiać.
-
Więc… - mamrotałam, próbując się skupić - myślę… może porozmawiamy z Oli’m i
niech on nam coś doradzi. Ale… -
wciągnęłam powietrze, by wypchnąć je powoli z wyznaniem - moja mama ma urwanie
głowy ze ślubem Lucy. Powiem jej, że chcemy skromną uroczystość, to chyba się
ucieszy.
Wzrok
Billy’ego stał się skupiony i zatroskany.
-
A czy ty tego chcesz? - zapytał.
-
Tak - szepnęłam natychmiast, chociaż nie byłam taka pewna.
Na
szczęście Billy odpuścił.
A
ja, no cóż, jeśli miał to być ślub na niby, to mi taki by wystarczył.
Skromna,
mała uroczystość w gronie najbliższych, bez pięknej sukni, fryzury, wesela i
licznych gości.
Chociaż
kiedyś marzyłam o Ślubie z Bajki.
Ale
taki ślub miałby być z kimś, kto by mnie tak kochał, by pragnął uchylić dla
mnie nieba, nosiłby mnie na rękach i pisałby dla mnie poezję lub śpiewał
serenady.
Skoro
wychodziłam za mąż z rozsądku, żeby moja rodzina nie miała problemów przez
pomówienia, żeby Lucy była spokojniejsza, a Jack dzięki temu związkowi miał
rodzinę, nie potrzebowałam niczego dużego.
Zamyśliłam
się nad tym, więc nie uważałam.
Billy
trzymał mnie i też się zamyślił, ale jego myśli najwyraźniej dryfowały wokół moich problemów, bo usłyszałam jak
zapytał cicho:
-
Hannah, opowiesz mi o twoim dniu?
Nie
chciałam.
Ale
bardziej chciałam, żeby było jak dawniej.
-
Anie - szepnęłam, zanim zdołałam o tym pomyśleć.
-
Co? - Billy zmarszczył brwi, pochylił brodę i dopiero wtedy zauważyłam, że
poprosiłam o to głośno.
Nie
wycofałam się.
-
Czy mógłbyś mówić do mnie Anie? -
poprosiłam jeszcze raz, ale tym razem nieco głośniej i całym zdaniem.
-
Dobrze, Anie - Billy uśmiechnął się do mnie lekko, więc poczułam, że to
zaaranżowane przez nas małżeństwo mogło być całkiem dobre.
Głównie
dlatego, że Billy był takim dobrym
człowiekiem.
I
dałam mu trochę więcej siebie, ale nie patrzyłam mu w oczy tylko niżej, na jego
gardło.
-
Kiedy byłam malutka, moja starsza siostra, Ewa, mówiła na mnie Anie - wyjawiłam mu cichym głosem i
poczułam, że zamarł obok mnie, więc dowiedziałam się, że wiedział o Ewie - Potem
wszyscy tak do mnie mówili. Kiedy Ewa… - przełknęłam boleśnie ślinę, na co
Billy (o rany, jaki to dobry człowiek) lekko zacisnął ramiona wokół mnie - odeszła, przestali. Byłam Hannah. Ale Abel, mój obecnie czteroletni
braciszek, wciąż mówił do mnie Anie-nianie.
Więc Abi, moja najmłodsza siostra, też z powrotem zaczęła mówić do mnie Anie.
Mama czasem też tak mówiła - dodałam szeptem.
Zamilkłam
na kilka sekund, a potem półgłosem wyznałam z bólem w głosie, bólem, którego
nie chciałam ujawniać, ale nie zdołałam ukryć.
-
Od dwóch dni nie słyszę tego w domu.
Ponownie
Billy ścisnął mnie mocniej ramionami, a właściwie zapewniająco otulił mnie nimi
i to było takie miłe, że wtuliłam twarz w jego klatkę piersiową, kładąc płasko
dłoń na koszulce na jego piersi, całkiem zapominając, że to miało być na niby.
Czułam
jego czułość, troskliwość i prawie… miłość?
-
Naprawimy to - szepnął Billy.
Odchyliłam
głowę, by spojrzeć na niego i uśmiechnęłam się drżąco.
Tak.
Był
takim dobrym, troskliwym facetem.
Mogłabym
go pokochać.
*****
Godzinę później
Siedzieliśmy
w salonie Heleny i Oli’ego, piliśmy kawę zbożową (ja) i zwykłą (Billy),
jedliśmy muffiny czekoladowe i rozmawialiśmy.
Godzinę
temu opowiedziałam wreszcie Billy’emu o tym, w jaki sposób moja mama starała
się zachować spokój w naszym domu.
Zwykle
to robiła, od dzieciństwa, więc nie powinno mnie to dziwić, chociaż dawniej nie
dotykało mnie to, bo zwykle dotyczyło nieistotnych dla mnie rzeczy, jak na
przykład sukienki, która Lucy się podobała, a rodzice nie chcieli jej kupić.
Więc
mama po prostu ustępowała Lucy, a ostatnio chodziło o to, żeby ta nie miała
okazji na wygadywanie tego, co wygadywała na mnie lub Abi, na swoje koleżanki
lub nawet czasem na Abla.
Od
roku robiłam to razem z mamą, bo też lubiłam, żeby w naszym domu, pomniejszonym
po zabraniu taty, panował względny spokój.
Billy
wydawał się być tym bardziej przejęty, niż to było w ogóle warte.
Jakby
chciał mnie przed tym chronić.
Potem
Billy zaprowadził mnie z powrotem do swojego pickupa, opowiadając mi po drodze,
że Jimmy i Eva kiedyś wynajmowali jakieś mieszkanie, czy apartament i nie tylko
oni, ale i reszta ich ekipy, mieli jakieś znajomości, więc mogli nam pomóc w
znalezieniu miejsca do życia dla naszej nowej rodziny, skoro mieszkanie
Billy’ego było stanowczo za małe.
Więc
w ciągu tego miesiąca, za jaki chciałam, żeby odbył się nasz ślub, powinniśmy
załatwić formalności związane z samym ślubem, ale również z miejscem, w którym
później będziemy mieszkać.
A
dochodziły jeszcze pewne formalności dotyczące Jacka.
Mieliśmy
co robić.
Więc
ustaliliśmy kolejność rzeczy do zrobienia, a było to najpierw rozmowa z Oli’m i
Heleną, później z moją mamą.
Dopiero
później z Jackiem, z Abigail i innymi.
Kiedy
plan był ustalony, poczułam się pewniej i byłam mniej zdenerwowana, co było dla
mnie normalne, bo najbardziej niepokoiłam się, kiedy wyobrażałam sobie, co mogło się stać.
Kiedy
już działałam lub przynajmniej miałam ustalony jakiś plan działania, byłam
spokojniejsza.
Jak
teraz.
Więc
siedzieliśmy w salonie Heleny i piliśmy naszą kawę, rozmawiając przy tym o
naszym ślubie, bo od razu po wejściu do ich domu, jeszcze stojąc w progu salonu
do domu Heleny i Oli’ego powiedzieliśmy im o tym, że się na niego
zdecydowaliśmy.
Helena
wtedy zrobiła coś słodkiego.
Coś
tak pięknego, że będę jej wdzięczna
do końca życia.
Najpierw
kazała nam usiąść, wskazując na kanapę i powiedziała, że zaraz wróci, ale
niczego nie wyjaśniła.
Poszła
do ich bardziej prywatnej części domu i wróciła stamtąd z małym, sześciokątnym,
czerwonym puzderkiem.
Podeszła
z nim do Billy’ego i poprosiła go o
rozmowę w kuchni, a Oli patrzył na to oczami błyszczącymi z nieznanego mi powodu
i z dziwnym wyrazem twarzy.
Zrozumiałam
to, kiedy oboje wrócili i Billy przyklęknął przy mnie, wciąż siedzącej na
kanapie, ujął moją lewą dłoń i wsunął mi na palec pierścionek.
Helena
dała Billy’emu pierścionek, który stał się moim pierścionkiem zaręczynowym!
Kiedy
siedziałam tam, niezdolna do wykrztuszenia słowa, Helena i Oli wyjaśnili mi, że
był to pamiątkowy pierścionek po babci Heleny, a ponieważ nie mogli mieć
dzieci, a nas szczerze kochali, więc chciała, żebym go miała z okazji tych
naszych zaręczyn.
Nie
powstrzymałam łez.
Nawet
nie próbowałam.
Patrzyłam
na Billy’ego, który najwidoczniej wiedział, ile to znaczyło zarówno dla Heleny,
jak i dla mnie, bo nie protestował i nie unosił się honorem, że mógł mi kupić
pierścionek, ale usiadł obok mnie i patrzył na moją dłoń, a potem w moje oczy z
widocznym takim samym wzruszeniem, jakie ja czułam w związku z tym.
Pierścionek
był klasyczny, malutki, z cienką złotą obrączką i małym diamentem, ale nie
zamieniłabym go na duży, otoczony rubinami diament mojej siostry, który z dumą
obnosiła na grubej obrączce.
Pasował
na mój palec prawie idealnie.
Może
trochę musiałabym go powiększyć.
I,
cóż, kiedy Billy zobaczył moje łzy, pocałował mnie.
Delikatnie,
krótko i czule, swoimi zamkniętymi ustami prosto w moje zamknięte usta,
sięgając do nich z podłogi, ale to był prawdziwy, szczery pocałunek, a nie gest
na pokaz.
Lubiłam
to.
Kiedy
potem przyszykowałyśmy z Heleną kawę, ciasto i przeniosłyśmy wszystko z kuchni
do salonu, przekonałam się, że Oli rozmawiał z Billy’m jak zatroskany, poważny
ojciec, więc o warunkach, w jakich mieliśmy żyć.
-
…i jak Jimmy porozmawia z Dominikiem - usłyszałam, jak mówił Oli do Billy’ego,
kiedy siadałyśmy wreszcie z Heleną obok naszych mężczyzn - to możecie dostać
lepszą propozycję. Finansową lub jeśli chodzi o lokal.
Spojrzałam
na Billy’ego pytająco, a on natychmiast zaczął mi tłumaczyć.
-
Dominik to właściciel tego kompleksu mieszkaniowego, w którym mieszkali Eva i
Jimmy - wyjaśnił mi - To tam byliśmy na grillu.
Och.
-
Nie tylko Eva i Jimmy tam mieszkali - powiedział Oli z dziwnym uśmieszkiem -
również Maggie, Sophie, Alice i Eddie…
-
Och - tym razem powiedziałam na głos.
-
Tak - mruknął Oli, wciąż tak samo się uśmiechając - I Eva utrzymuje z nim
kontakt, więc to ona organizuje te imprezy przy grillu, które są ich rocznicą.
-
Naprawdę? - zdziwiłam się, bo nie wiedziałam, że Eva tak bardzo zwracała uwagę
na świętowanie rocznic.
Wśród
znanych mi kobiet większość unikała przypominania tego, że czas upływał
nieubłaganie i szybko, chociaż znałam
też takie, które zawsze były skłonne do urządzenia imprezy, jeśli znalazły ku
temu powód.
Więc
one odchodziłyby rocznice.
-
Tak, kochanie - łagodnie mruknął do mnie Oli i dodał wyjaśniająco - Eva bardzo wiele
w życiu straciła, teraz zyskała i docenia to, co ma, więc świętuje każdy
mijający dzień. Cieszy się z małych rzeczy. Świętuje duże.
Przypomniałam
sobie moje postanowienie, by nie martwić się na zapas i znaleźć przynajmniej
jedną małą rzecz dziennie, z której mogłabym się cieszyć.
Też
mogłabym świętować duże.
-
Rozumiem ją - szepnęłam i zobaczyłam, że Helena i Oli spojrzeli na mnie
łagodnie, a jednocześnie Billy wyciągnął rękę, by ująć moją dłoń.
Wiedzieli,
że rozumiałam Evę.
Ale
ja właśnie odkryłam, że miałam bardzo wiele rzeczy w tym konkretnym dniu, z
których mogłam się cieszyć.
A
na dodatek przyszłość zaczęła wyglądać dobrze, nie tylko poprzez moje
doszukiwanie się dobra.
Więc
wyprostowałam się i uśmiechnęłam do wszystkich.
Miałam
z czego się cieszyć.
*****
Billy
Dwie godziny
później
Billy
wychodził z Hannah, która go odprowadzała do jego pickupa, po wizycie w domu rodziny
Sensible i czuł się trochę sztywno, bo, nawet nie oglądając się, doskonale wiedział,
że śledziły ich co najmniej dwie pary oczu.
Zza
firanki przez okno w kuchni śledziła ich (prawie się nie ukrywając) mama
Hannah, a przez okienko przy drzwiach jej rozradowana, młodsza siostra.
Ale
Billy uważał, że wszystko poszło dobrze.
Kiedy
wyszli z domu Heleny i Oli’ego, wiedział, co go czekało.
Anie
była zdenerwowana, więc chciał ją uspokoić, ale też wiedział, że musieli przez
to przejść, a on nie zamierzał pozwolić ani matce Hannah ani jej siostrze na
dawanie nawet odrobiny gówna jego kobiecie.
Bo
właśnie to do Billy’ego dotarło.
Układ
czy nie, małżeństwo z rozsądku czy jakkolwiek mieli to nazwać, Hannah właśnie
stawała się jego kobietą.
Jego
do opiekowania się, do dbania o to, by czuła się dobrze, bezpiecznie i by była
szczęśliwa, przynajmniej w miarę możliwości.
Przyjechali
na podjazd domu rodziny Sensible, Billy wyłączył silnik, a Hannah siedziała na
miejscu pasażera sztywno, jakby hiperwentylując ze strachu.
Więc
Billy wysiadł, obszedł maskę, otworzył jej drzwi, a potem wyciągnął do niej
rękę i patrzył w jej oczy bez uśmiechu, badając jej stan.
Popatrzyła
na niego poważnie, ale potem niepewnie, lekko uśmiechnęła się, podała mu dłoń,
odwróciła kolana w jego stronę, podała mu drugą rękę i wysiadła na podjazd, by
stanąć tak blisko niego, jak to zrobiła tamtego dnia po tym, jak przywiózł ją
do domu po grillu.
Trzymał
dłonie na jej biodrach, a ona swoje na koszulce na jego klatce piersiowej i
spojrzała prosto w jego oczy z bardzo bliska.
-
Robimy to? - szepnęła.
Uśmiechnął
się łagodnie i skinął głową.
-
Tylko, jeśli ty tego chcesz - szepnął
do niej.
W
odpowiedzi uśmiechnęła się do niego szerzej i był to uśmiech, który dosięgnął
jej oczu, więc Billy zastanowił się, czy widział kiedykolwiek jej szczery,
swobodny uśmiech z tak bliska.
Raczej
nie, bo zapamiętałby go.
Podobała
mu się.
Nie
była klasyczną pięknością, ale nadal była
ładna, a kiedy się uśmiechnęła właśnie wtedy w jego ramionach, stała się taka piękna, że zaparło mu dech w piersiach.
Odsunął
się od niej na pół kroku, ujął jej rękę i, wciąż oglądając jej uśmiech,
poprowadził ją w kierunku drzwi do jej domu.
Patrzył
tylko na nią, a ona zerkała na niego.
Hannah
wpuściła ich swoim kluczem, ale tuż za progiem zawołała - Mamo?
Kate
Sensible natychmiast wyszła z kuchni do korytarza wejściowego, więc Billy
wiedział, że było to bardzo niecodzienne ich powitanie i dlatego zaciekawiło
mamę jego Anie.
-
Mamo… - Hannah powiedziała dość oficjalnie i poważnie, stając obok niego
wyprostowana i, niespotykanie jak na nią, pewna siebie - poznaj, proszę,
Williama Browna. Billy, poznaj moją mamę, Kate Sensible.
-
Dzień dobry - powiedział Billy i skinął głową mamie Hannah, ale nie podszedł z
wyciągniętą ręką, tylko czekał na reakcję kobiety.
Po
kilku pieprzonych sekundach wyszła z zamrożenia, wreszcie ruszyła w jego
stronę, ale zrobiła to cholernie sztywno.
-
Dzień dobry - powiedziała niepewnym głosem, a potem, nieco formalnie, odwróciła
się w stronę kolejnych drzwi i wskazała kierunek dłonią.
-
Zapraszam do salonu - powiedziała.
Ruszyli
razem z Kate Sensible przed nimi, kiedy Billy wciąż prawie dotykał dołu pleców Hannah,
starając się dać jej zapewnienie, wsparcie, ale Anie bez wahania szła przed nim
krótkim, cholernie wąskim korytarzem.
Dom
był mały, wszystkie pomieszczenia niewielkie, więc korytarzyk był bardzo ciasny
podobnie jak cholernie mały salon, do którego zaraz weszli.
Pomieszczenie
stanowiły połączone ze sobą otwartym przejściem części wypoczynkowa z jadalnią,
która też była mała.
Atmosfera
zmieniła się dopiero, jak tam wkroczyli, zatrzymali się, a Billy od razu,
stojąc blisko przy Anie, położył rękę na jej krzyżu i powiedział wprost do jej
mamy:
-
Pani Sensible mam zaszczyt poprosić panią o rękę pani córki, Hannah.
To
było to.
Zobaczył,
że oczy mamy Hannah otworzyły się szeroko, a potem, w ciągu ułamków sekundy,
zaczęły błyszczeć, aż w końcu jej twarz rozpromieniła się i kobieta wyciągnęła
do nich obie ręce.
-
Och - prawie krzyknęła - Taka jestem szczęśliwa. Oczywiście, że się zgadzam. Proszę,
mów do mnie Kate. Usiądźmy tutaj - odwróciła się i wskazała im kanapę, a sama
podeszła do fotela, ale potem zmieniła zdanie - Nie. Najpierw chcę was
uściskać.
I
to zrobiła.
Więc
w taki to sposób Billy dowiedział się, że pieprzona mama Hannah właściwie nie chciała
jej krzywdy, nie celowo, a tylko nadmiernie i cholernie niewłaściwie reagowała na to, co robiła jej druga córka, Lucy.
Jak
jego matka, była winna przez zaniedbanie.
Nadal
bardzo sztywno pozwolił się objąć, bardzo starał się przy tym nie wzdrygnąć i lekko
oddał uścisk popieprzonej kobiecie, która spowodowała, że Hannah czuła się cholernie
źle w tym pieprzonym domu przez
ostatnie kilka dni.
Usadowili
się tak, że Anie usiadła na kanapie, wskazując Billy’emu miejsce obok siebie, a
mama Hannah była w fotelu, cholernie podskakując nieco wytrącona z równowagi,
co przejawiało się też tym, że bardzo dużo mówiła.
O
wiele za dużo i za szybko.
Począwszy
od ekstatycznego, pełnego Ochów i Achów skomentowania pieprzonego pierścionka,
który Anie miała na cholernym palcu.
Nie
wyjawili jej, że była to pamiątka po babci Heleny, którą ta dała im, bo kochała
Hannah jak własną córkę, której nie miała, a zrobili to nie umawiając się, więc
Billy nie wiedział, czy zrobił słusznie.
Ale,
cóż, ten pieprzony temat po prostu nie wypłynął.
Potem
do salonu wpadł brat jego od-teraz-narzeczonej, Abel, i Hannah, nie podnosząc
się z miejsca, wyciągając tylko ręce w kierunku dzieciaka, zawołała go do
siebie, by go powitać, przedstawić ich obu sobie wzajemnie i opowiedzieć młodemu,
kim dla niej był Billy.
Powitanie
rodzeństwa wyglądało tak, jak Billy sobie to wyobrażał, chociaż sądził, że
zwykle Abel witał się z siostrą nieco bardziej żywiołowo, ale było oczywiste,
że był cholernie speszony obecnością obcego dla niego Billy’ego, skoro bez
przerwy na niego zerkał.
Potem
mama Anie zagoniła ją, żeby „zadbała o swojego przyszłego męża”.
Dosłownie
tak się cholernie wyraziła.
Gówno.
Polegało
to na rozkazaniu Hannah przygotowania pieprzonego posiłku, a, kiedy przyznali
się, że byli na kawie u Oli’ego i
Heleny, Kate zadecydowała, że powinni zjeść wczesną kolację.
Nie
słuchała słabych protestów Billy’ego, więc musiał to cholernie znosić.
Najbardziej
to, że Anie musiała pójść do kuchni z mamą, a z nim w salonie został Abel,
który stopniowo coraz bardziej się ośmielił, więc usiadł bliżej Billy’ego i
zaczął go po dziecinnemu wypytywać.
Więc
to bratu Hannah jako pierwszemu Billy opowiedział, że on również miał młodszego
brata, że nie mieszkali razem i że nie miał taty.
Ale
przy okazji dowiedział się, że Abel jeździł raz do roku z mamą do jego taty do pieprzonego
więzienia na rozmowy, chociaż to było cholernie bardzo daleko, że mały lubił Abigail, ale nie za bardzo lubił pieprzonej
Lucy.
To ostatnie zostało powierzone Billy’emu
szeptem jako tajemnica, bo mama i Anie nie lubiły tego, ze Abel kogokolwiek
„nie lubił”.
A
potem wkroczyły do salonu pieprzone półmiski z jedzeniem i, schowane za nimi,
Kate i Hannah, które błyskawicznie zastawiły cholerny stół w części jadalnej
przylegającej do salonu.
Jednak,
kiedy tylko usiedli we czwórkę (nawet z dzieciakiem) do stołu, do domu weszła
Abigail, która, podobnie jak wcześniej Hannah, otworzyła drzwi swoim kluczem,
więc nikt z nich nie wstawał.
Siostra
Anie weszła wprost do jadalni.
Billy
został przedstawiony, a wtedy dowiedział się tego, jak sympatyczną i kochającą
swoją siostrę była ta siostra jego
Anie.
Abi
fizycznie była bardzo podobna do Hannah, bo obie były raczej szczupłe, o silnej
konstrukcji, ale giętkie, jasnowłose, a spod luźnych ubrań było widać pięknie
ukształtowane biodra i piersi.
Takie
w sam raz, zarówno u Anie jak i u Abi.
Ale
Abi była głośniejsza od Hannah.
Jej radość była
autentyczna i nie skażona tą cholernie irytującą nutką ulgi, jaką była skażona radość
ich pieprzonej mamy.
Początek
ich bytności przy stole zaskoczył Billy’ego, chociaż być może nie powinien,
skoro wiedział o zasadach religijnych panujących w tym domu, bo mama Hannah
zaczęła od modlitwy dziękczynnej za spożywane dary.
Jakby
ktoś im dał to, co mieli zjeść, a to
nie one napracowały się na to.
W
czasie posiłku rozmawiali niby swobodnie, ale Billy poczuł się jak na jebanym przesłuchaniu,
bo co chwilę musiał odpowiadać na pytania dotyczące jego pieprzonej rodziny, cholernego
domu, porąbanego (czego nie powiedział) dzieciństwa i zarobków (czym się mógł
pochwalić, ale tego nie zrobił, bo najpierw powinien o tym porozmawiać z
Hannah).
Wiele
z nich Anie pomagała mu zbywać, zmieniając temat, podając kolejne gówna do
nałożenia na jego jebany talerz, lub pomagała mu przez nie cholernie przebrnąć,
dopowiadając z Abi, która dzielnie jej sekundowała, historie dotyczące ich wczesnych lat młodzieńczych lub
poprzedniego domu.
Więc,
słuchając różnych A pamiętasz… Billy
dowiedział się, że one miały całkiem
szczęśliwe dzieciństwo.
Lubił
to dla Hannah i dla Abi.
Ich
tata był raczej wyrozumiały, chociaż wymagający pod względem obowiązków i nie
trzymał się bardzo sztywno wszystkich zasad panujących w tej pieprzonej społeczności
religijnej.
Coś,
o co mama Hannah również zapytała.
O
jego wiarę, chociaż nie skomentowała tego, kiedy powiedział jej szczerze, że
nie należał do żadnego kościoła.
Rodzina
Sensible niegdyś miała też duży dom,
w którym każde z nich miało swój pokój, a oprócz tego był apartament gościnny i
gabinet głowy domu.
A
ich tata może i był „głową” domu, ale mama była „szyją”, która tą „głową”
kręciła, jak chciała.
-
Mam małe mieszkanko - wyjawił Billy, odpowiadając w końcu na jedno z pytań Kate
- Ale rozmawialiśmy z Hannah o wynajęciu apartamentu, a potem, jak rodzina nam
będzie rosła, o domu.
Billy
spojrzał przy tym na Anie i dostrzegł ciepło jej spojrzenia, skierowanego na
niego, zanim odwróciła wzrok na swój talerz.
-
Ale, czemu… - Kate zawahała się przed dokończeniem pytania - pobieracie się tak
nagle? - dokończyła szeptem.
Billy
spoważniał i napiął się.
-
Ja… - Kate zająknęła się i wreszcie nabrała odwagi, by wyjawić swoją obawę -
Lucy ma zaplanowany ślub na wrzesień.
-
Wiem - powiedział Billy - …właśnie dlatego
Anie chciała, żebyśmy się pobrali za miesiąc, na początku sierpnia. To nie
będzie kolidowało z planami pani następnej córki.
-
Anie! - szepnęła Abi, więc Billy
spojrzał na nią i radość na twarzy swojej przyszłej szwagierki, która w ten
sposób nie wołała swojej siostry, bo powiedziała to, patrząc lśniącymi z
radości oczami wprost na niego.
Zrozumiał,
że wyjawił jej, że lubił jej siostrę.
-
Ale… - mama dziewczyn nadal coś miała na myśli - To znaczy. Hmmm. No wiecie… Chyba nie musicie się pobierać? - spytała prawie
szeptem, zerkając nerwowo na Abla.
-
Nie - suchym tonem odpowiedział jej stanowczo Billy, bo właśnie uświadomił
sobie, że Oli i on nie mieli pieprzonej racji.
Kurwa.
Ludzie
zawsze znajdą sobie powód do oczerniania,
do plotek, a taki szybki ślub mógł być nawet większym powodem do takich
pomówień niż ich spotykanie się bez
ślubu.
Ale
przynajmniej Billy zabierze Anie z tego pieprzonego domu, w którym to, co
cholernie wymyślali i gadali porąbani obcy, było ważniejsze niż uczucia jednej
z nich, zwłaszcza jego słodkiej i niewinnej Hannah.
-
Anie myśli o swoich siostrach i o pani - powiedział sztywno, bo cholernie musiał… to… wyjaśniać, jakby
mama nie znała Hannah i musiała to usłyszeć
od niego - Więc my nie będziemy się spotykali, kiedy ona będzie musiała znosić
w domu to, co musiała znosić przez ostatnie dni.
Kate
Sensible wciągnęła powietrze tak głośno, że Billy zastanowił się, czy dobrze
zrobił, ale miał dość tej farsy.
-
Chcę, żeby była szczęśliwa… - mówił dalej, a jego głos ujawniał złość, jaką
czuł - a tu nie jest. Więc pobierzemy
się i zamieszka ze mną.
-
Billy - usłyszał szept Anie obok siebie i spojrzał w jej stronę.
-
Przepraszam, kochanie - mruknął do niej delikatnie, zdjął z kolan serwetkę,
którą mu dali na początku posiłku, rzucił ją na blat obok swojego nakrycia i
wstał od stołu - Odprowadzisz mnie do samochodu? - spytał ją, a ona wstała z
nim i skinęła głową.
-
Do widzenia pani - powiedział cholernie
sztywno Billy, a potem złapał Abi na ramię i cmoknął powietrze obok jej skroni
- Miło było cię poznać, kwiatuszku - mruknął do niej - Cześć, młody - rzucił do
Abla, machnąwszy tylko w ręką w stronę małego i skierował się do drzwi, ciągnąc
Anie ze sobą za rękę.
-
Musicie pojechać i zapytać tatę - zawołała za nimi nagle Kate, więc zatrzymali
się przy wyjściu z salonu, odwrócili, Billy spojrzał poważnie, ale już mniej
zimno na mamę Hannah i skinął głową.
-
Ustawię to - powiedziała jeszcze kobieta, która bardziej dbała o to, co powiedzą
ludzie, niż o szczęście własnej córki.
Ale,
kiedy stali na pieprzonym podjeździe ich domu przy jego cholernym pickupie,
Billy żegnał się z Anie ostrożnie i sztywno, nie wiedząc, jak miał się zachować,
a ona była zaczerwieniona, chociaż zdecydowana na coś.
Zdeterminowana.
Hannah
patrzyła na niego do góry z nieodgadnionym dla Billy’ego wyrazem twarzy i
wyciągnęła obie ręce, by dotknąć jego brzucha.
Billy
napiął się, chociaż właśnie wtedy dotarło do niego, że tarcza, jaką zwykle się
otaczał, gdy nie chciał pokazać, jak bardzo nie lubił dotyku, w przypadku
Hannah nie była potrzebna.
Albo
nie tak bardzo, jak z innymi.
Może
polubiłby, albo przynajmniej tolerowałby dotyk swojej kobiety.
Było
w nim coś takiego…
-
Jesteś teraz oficjalnie moim narzeczonym
- cicho powiedziała do niego Hannah, patrząc mu w oczy z bardzo bliska, a potem
podeszła jeszcze bliżej i wsunęła dłonie wyżej, na jego klatkę piersiową - A to
oznacza, że… cóż… powinieneś im pokazać,
że jesteśmy zakochani.
-
Co? - zapytał Billy z zaskoczeniem.
-
Udajemy zakochanych - wyjaśniła mu nadal cichym, poważnym i trochę smutnym
głosem - Więc powinieneś mnie pocałować na pożegnanie.
-
Mogę? - zapytał Billy, bo nie do końca rozumiał reguł tej gry.
-
Jak chcesz - szepnęła Anie z zawstydzeniem i odwróciła głowę na bok,
przygryzając wargę i odsuwając się na kilka centymetrów.
-
Anie… - Billy zaczął mówić do niej niskim, chrapliwym głosem, bo cholernie bardzo chciał.
-
Jak nie chcesz, to… - zaczęła się odsuwać coraz dalej - cóż… do widzenia, Billy
- nadal szeptała.
Billy
pomyślał, że brzmiała, jakby miała płakać.
Nie
chciał, żeby płakała.
Chciał
ją pocałować.
Więc
pochylił się, przyciągnął ją do siebie, jednym ramieniem objął jej talię, a
drugą rękę wsunął na jej kark, pod warkocz, by przyciągnąć jej głowę do siebie
i pocałował ją.
Wreszcie.
Mokro.
Mocno.
Rozchylając
wargi i zmuszając ją do tego samego.
Początkowo
była bardzo sztywna, jakby kompletnie
nie wiedziała, co miała robić w tej sytuacji, ale później jej instynkt
przeważył.
Podniosła
obie ręce, objęła jego żebra pod pachami, przycisnęła cycki do jego klatki
piersiowej, odchyliła głowę i oddała mu pocałunek.
Kurwa,
fantastyczne!
To
było takie dobre, że musiał sobie siłą przypominać, że byli na podjeździe jej
domu, a za firanką stała jej mama.
Odsunął
się odrobinę i, dysząc ciężko, popatrzył z bliska w jej oczy.
Półprzymknięte,
półprzytomne, całkowicie mu oddane.
Jezu,
była uległa.
Hannah,
może nawet nie wiedząc o tym, była uległa, a Billy to rozpoznawał, chociaż
wciąż nie był pewien, czy się nie pomylił.
-
Do widzenia, Anie - szepnął swoje pożegnanie głosem szorstkim od emocji wprost w
jej ciągle rozchylone wargi.
-
Ummm - usłyszał jej nieskładne pożegnanie.
Patrzył,
jak zbierała swoją kontrolę, by wrócić do rzeczywistości.
A
potem uwolnił ją, upewniając się, czy na pewno mogła ustać na własnych nogach,
powoli puścił jej ramiona, a potem rękę, którą ciągle jeszcze trochę trzymał,
odsunął się o krok, a później następny, a, kiedy tyłem cofnęła się w stronę
drzwi do swojego domu, uśmiechnął się do niej, odwrócił się, otworzył z
kluczyka drzwi swojego pickupa i wsiadł do niego, by odjechać w cholerę.
Nie
patrząc więcej w jej stronę, ale myśląc wyłącznie o niej.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń