wtorek, 24 stycznia 2023

4 - Mój narzeczony

 

Rozdział 4

Mój narzeczony

Billy

 

Następnego dnia w południe

Billy podjechał do krawężnika na ulicy przed szkołą, wyłączył silnik swojego Forda i, nie wysiadając, zaczął czekać na Hannah.

Wspominał w tym czasie swoje dwie rozmowy z poprzedniego dnia, rozmowy, które go nie popieprzyły, ale dały mu do myślenia.

Pierwszą odbył z Hannah przez telefon, a później drugą odbył z Oli’m, który oczywiście usłyszał ich wymianę zdań lub może tylko jego odpowiedzi.

Co wystarczyło, by jego przełożony domyślił się wszystkiego.

Billy rozmawiał z Hannah w ich pokoju wspólnym, gdzie był jeszcze Jimmy, ale Billy nie widział konieczności ukrywania się z tym przed żadnym z facetów, a zresztą w ostatnich dniach dzielił się z nimi tak wieloma swoimi prywatnymi sprawami, że to też mogli wiedzieć.

Ich kapitan jednak zamierzał się wtrącić.

- Płakała? - zapytał Oli surowym tonem, kiedy Billy skończył rozmawiać i się rozłączyli, a Billy dopiero wtedy zastanowił się nad tym, jak brzmiała Hannah.

Pokręcił głową, ale brwi miał zmarszczone, kiedy patrzył w oczy swojego kapitana i myślał intensywnie.

Faktycznie, głos Hannah nie był właściwy.

Brzmiała na zdeterminowaną, ale nie na zdenerwowaną czy zrezygnowaną.

Coś się tam stało.

Oli miał zaciśnięte zęby do tego stopnia, że mięśnie na jego szczęce grały niebezpiecznie, kiedy najwidoczniej myślał nie o facetach, obecnych w pokoju, ale o tej młodej kobiecie, którą się opiekował i nagle Billy miał tylko jedno pragnienie.

By wypierdalać z remizy prosto do domu Hannah, zająć się tym, ktokolwiek tam był i sprawić, by ta wspaniała, dobra i troskliwa kobieta miała to, na co zasługiwała i czego pragnęła.

Kochającą się rodzinę i chwilę uśmiechu po pracy, w której zajmowała się problemami dzieciaków, które były dla niej obce, ale nadal bliskie jej sercu.

Więc najpierw uznał, że musiał wiedzieć o niej więcej.

- Jej matka nie dba o nią? - spytał Billy, chociaż mu na to nie wyglądało, po jego wcześniejszej rozmowie z Hannah.

Ta młoda kobieta zauważalnie martwiła się o swoją mamę, a nie bała się mamy i nigdy nie wyrażała się o niej źle.

Kochała ją.

Oli pokręcił głową i było to zdecydowane, chociaż z miny swojego kapitana Billy wywnioskował, że czegoś na ten temat czegoś jeszcze koniecznie powinien się dowiedzieć.

Ale chwilowo odpuścił.

- Jej siostra to suka? - drążył dalej Billy, żeby wreszcie cholernie wiedzieć, na kim się musiał skupiać.

Oli nie odpowiedział, tym razem nawet nie pokręcił głową, a napięcie jego szczęki stało się nawet mocniejsze.

- Ma dwie siostry - powiedział w końcu cichym, niskim, nieszczęśliwym głosem - Najmłodsza z nich ma siedemnaście lat. Chodzi jeszcze do liceum, kończy je. I ona jest blisko z Hannah.

Billy powoli skinął głową, bo to mu się cholernie zgadzało z tym, co już wiedział od Hannah i ile sam podejrzewał.

Nadal miał złe wibracje co do średniej z nich.

Oli właśnie je częściowo potwierdził, bo, nie mówiąc niczego złego na żadną z kobiet Sensible, wskazał, że to średnia, Lucy, sprawiała Hannah najwięcej problemów i kosztowała ją najwięcej nieprzyjemności.

Billy wciągnął powietrze do płuc i zamyślił się.

Kiedy jeszcze był chłopcem, nie miał zbyt wielu wzorców dobrego mężczyzny w swoim życiu, jednak, odkąd zaczął swój staż, a potem pracę w FS 13, dostał tego aż nadmiar i nie narzekał.

Lubił każdego z facetów, z którymi tam pracował.

Podobało mu się to, co w nich widział.

Imponowali mu.

To, że każdy z nich był swojego rodzaju bohaterem, to było jedno, ale z drugiej strony zobaczył, jak prawdziwy mężczyzna powinien postępować, kiedy napotka na swojej drodze dobrą kobietę.

A na dodatek w ciągu ostatnich lat okazało się, że tych dobrych kobiet chodziło całkiem sporo po świecie.

Dla każdego z tych facetów jakaś się znalazła.

Więc, kiedy Billy spotkał Hannah, rozpoznał w niej dobrą kobietę i spodobało mu się to, a potem zapragnął, chociaż nie był pewien, czy potrafił, być dla niej prawdziwym mężczyzną.

Ochronnym.

Pamiętał, jak te trzy lata wcześniej Jimmy wynosił Evę na rękach do swojego SUV’a, kiedy zachorowała w ich remizie.

Ten ponury, zamknięty w sobie mężczyzna potrafił być delikatny i czule mamrotać do niej Jestem tu, kochanie. Jestem. Wszystko jest dobrze.

Byle dać jej zapewnienie i poczucie bezpieczeństwa nawet nie przejmując się, że kumple z roboty mogli mu potem dać za to kupę gówna.

Billy oglądał potem, jak stopniowo zmieniał się David, kiedy najpierw w tajemnicy ochraniał, a potem wprost ratował teraz-swoją Maggie.

David był nawet bardziej skryty i ponury niż Jimmy, a również potrafił być czuły wobec niej, a obecnie śmiał się i żartował ze wszystkimi.

To, co widział w swoich kumplach z pracy ukształtowało go, a może raczej wzmocniło w nim to, co było tam zawsze.

Billy bowiem nie sądził, żeby jego matka była tym, kim była z urodzenia.

Winą za jej całkowite obecne popieprzenie Billy obarczał swojego ojca, a może innych facetów przed i po nim i nosił w sobie poczucie winy za to, że on jej nie uchronił przed tym, kim była.

Kiedy tylko chciała być kochana i mieć się do kogo przytulić.

A teraz w Hannah Billy widział samo piękno i chciał, by to piękno kwitło.

Dlatego czekał na nią przed jej szkołą, żeby zabrać ją na lunch, do parku, w pewne miejsce, które znał, i porozmawiać z nią szczerze o możliwościach, jakie mieli, by uratować jego brata i jej rodzinę, a zwłaszcza najmłodszą siostrę i brata, przed sytuacją, w jaką wpadli być może nie z ich winy.

Kiedy wreszcie wyszła ze szkoły, żegnana i odprowadzana na chodnik przez dwoje uczniów z opiekunami, Billy patrzył z kabiny pickupa na nią i nie ruszył się, by jej otworzyć drzwi.

Musiała sama zdecydować, czy chciała ujawniać ich spotkanie, czy wolała poczekać na to, żeby tamci odeszli w stronę samochodów ich opiekunów.

Poczekała.

Racja.

Kiedy wreszcie otworzyła drzwi, wsiadła, zamknęła je za sobą i spojrzała na niego, zobaczył jej podkrążone oczy i ponownie zacisnął zęby.

Było widać, że nie spała tej nocy.

Billy zastanowił się, czy cokolwiek jadła.

- Hej, Hannah - powiedział miękko.

- Hej, Billy - powiedziała i, pieprzyć go, jej głos był schrypnięty i słaby.

Billy chciał ją objąć i przytulić, jak Jimmy tulił Evę, ale nie odważył się.

Może kiedyś zyska do tego prawo.

Jeszcze go nie miał.

- Jadłaś coś? - zapytał delikatnie zamiast tego.

Pokręciła głową i zagryzła wargę, więc Billy, wciąż patrząc na nią, przedstawił jej ten plan, który wcześniej ułożył.

- Pojedziemy więc na hot dogi, do parku, weźmiemy koc, usiądziemy na uboczu i porozmawiamy - powiedział cicho, ale stanowczo.

Skinęła głową, chociaż było widać, że nie była pewna, czy tak będzie dobrze, a Billy domyślał się dlaczego, więc postanowił to jej ułatwić.

- Znam jedno miejsce, gdzie nie będziemy na widoku - wyjawił jej łagodnym głosem - …nikt nie musi wiedzieć.

Rozluźniła się, więc wiedział, że dobrze zrobił.

Odwrócił się przodem do kierownicy, by uruchomić silnik i rozkazał jej delikatnie - Zapnij pasy, Słonko.

Chwilę później usłyszał kliknięcie jej pasa i poczuł cholerne zadowolenie, bo Hannah mu zaufała.

*****

Hannah

Kiedy dojechaliśmy do publicznego parku, miałam bardzo dużo wątpliwości, chociaż, oczywiście, były niemądre.

Bo, głupia ja, zapominałam o moim postanowieniu.

Jeśli Billy miał zostać moim narzeczonym, a potem mężem nie było istotne kto nas zobaczy i w ogóle czy nas zobaczą.

Z narzeczonym mogłam bywać wszędzie.

Tyle tylko, że musiałam powiedzieć Billy’emu, jaką musieliśmy przebrnąć drogę, a nie byłam pewna, czy nie ucieknie z krzykiem, jak się dowie o problemach, które nas czekały.

Najpierw jednak wysiedliśmy na parkingu przy parku, Billy wyciągnął z tylnego siedzenia jakiś koc, wsunął go do torby sportowej, którą tam miał, a potem zamknął drzwi pickupa na kluczyk i ruszyliśmy ramię w ramię w stronę widocznej przy wejściu do parku budki z hot dogami.

Billy kupił nam po jednym hot dogu, których zapach już przy budce oszołomił mnie, skoro kilka godzin wcześniej na śniadanie zjadłam tylko (w pośpiechu i na stojąco) miskę płatków owsianych, a potem już nic i autentycznie z głodu burczało mi w brzuchu.

Ruszyliśmy w stronę wnętrza parku, kiedy Billy wskazał mi kierunek i poszliśmy alejką, zajadając hot dogi, przy czym, przyznaję, że ja dosłownie rzuciłam się na swojego, pochłaniając go pełną buzią.

Byłam taka głodna.

Kiedy już prawie kończyłam jeść, doszliśmy do ukrytych w zaroślach niewysokich zabudowań, których nie rozpoznawałam, chociaż do tej pory byłam przekonana, że dobrze znałam tamten park.

Billy rozglądając się ostrożnie, wprowadził mnie do środka, a byłam przekonana, że ostrożność dotyczyła tego, czy nas nikt nie widział, co uznałam za bardzo troskliwe i miłe z jego strony.

Ale miał klucz od małej, zardzewiałej kłódki, która wisiała na drzwiach do budynku, więc byłam przekonana, że to nie było miejsce spotkań znane i wykorzystywane przez wielu ludzi.

Byłam skrępowana, jakbym była na tajnej schadzce.

Bo byłam!

Wkrótce znaleźliśmy się w pomieszczeniu, które przypominało nieco salkę na szkółkę niedzielną, a nawet miało resztki ławek i krzesełek, więc miejsce musiało być dobrze ukryte, zamknięte przez niesfornymi nastolatkami, bo nie zostało przez nich zdewastowane.

Billy zsunął dwa krzesełka bez podłokietników i rozłożył na nich koc tak, że utworzyły prawie podwójny, wygodny fotel, a potem sam tam usiadł i zachęcił mnie do tego samego.

Nie chciałam siedzieć daleko od niego.

Chciałam być blisko, bardzo blisko, najlepiej mocno przyciśnięta do jego ciała, które było twarde, ciepłe, duże (przynajmniej w porównaniu z moim) i lubiłabym być owinięta jego ramionami.

Przytulona.

Ale nie najpierw musieliśmy porozmawiać, a uznałam, że łatwiej byłoby mi, kiedy byśmy się nie dotykali, a nawet jeśli nie patrzyłabym w oczy Billy’ego.

Usadziliśmy się i poczułam, że od tej chwili wiele zależało ode mnie.

Więc usiadłam na swoich dłoniach z wyprostowanymi rękoma po bokach swoich ud, cała napięta jak struna ze stresu, pochyliłam lekko ciało do przodu i zapatrzyłam się w podłogę przed moimi stopami.

- Więc… - przerwałam, bo przekonałam się, że w gardle mi utkwiła gula, którą musiałam usunąć chrząknięciem.

Billy pochylił się lekko w moją stronę, oparł się łokciami o swoje kolana i wyczułam, że patrzył na mnie uważnie, co było bardzo wspierające, miłe.

Nagle to poczułam.

Billy był opiekuńczym, troskliwym, dobrym facetem, który zauważył moje zmęczenie, pomyślał, że byłam głodna, więc mnie nakarmił, zabrał mnie w miejsce, gdzie mogliśmy bezpiecznie porozmawiać i zamierzał mi pomóc w komplikacjach z moją rodziną.

Nawet, jak on mówił, że to ja miałam podobno jemu pomóc w problemach z jego bratem, wiedziałam lepiej.

Robił to wszystko dla mnie.

Więc musiałam być z nim całkiem szczera, nie ukrywać niczego i wyłożyć mu wszystkie dziwne zwyczaje, panujące w naszej społeczności, by mógł się wyplątać z tego, dopóki miał na to szansę.

- Widzisz, moja rodzina żyje w konserwatywnej społeczności, gdzie panują pewne reguły, których przestrzegają moi rodzice. Jeśli mamy się zaręczyć… - powoli zaczęłam mówić, wciąż nie patrząc na niego - nie możemy pójść i powiedzieć, że się pobieramy. To ty musisz poprosić moich rodziców o moją rękę i… - spojrzałam na niego przepraszająco, wręcz błagalnie, żeby zrozumiał - …przepraszam cię… - wyszeptałam przy tym - …zapewnić ich, że jesteś dla mnie właściwym kandydatem na męża, że możesz utrzymać tę rodzinę, jaką stworzymy.

Przerwałam na chwilę, kiedy Billy słuchał uważnie, wciąż na mnie patrząc i wciągnęłam powolny wdech, a później wyłożyłam mu wszystko pozostałe.

- Z moją mamą porozmawiasz w naszym domu, ale… hmmm… Mój tata… - przerwałam, ale on to już zapewne wiedział, więc odwróciłam głowę w jego stronę, unosząc wyzywająco brodę i spojrzałam mu w oczy, by dokończyć - jest w więzieniu. Odsiaduje wyrok pięciu lat za nieumyślne zabójstwo. Więc może z nim nie - a potem dokończyłam szeptem - Nie wiem.

Billy patrzył na mnie ciepło, więc wiedziałam, że nie tylko wiedział o tym, ale również wiedział, czemu tata popełnił te zbrodnię i dostał tak łagodny wyrok.

Speszyłam się, opuściłam brodę i znowu wciągnęłam krótki wdech.

- Naszą rodziną opiekuje się Oli, więc musimy z nim porozmawiać - powiedziałam trochę ciszej i spokojniej, a potem przerwałam i zastanowiłam się przez chwilkę - …w pierwszej kolejności. Potem dopiero porozmawiamy z moją mamą. Muszą to być oficjalne zaręczyny, żeby się liczyły.

Billy skinął głową i nadal patrzył na mnie z tym ciepłym wyrazem twarzy.

Był na to przygotowany.

Dobrze.

Dawaj dalej, Hannah.

- Muszę wziąć ślub kościelny, w białej sukni, w welonie i tak dalej - wyjawiłam mu, a wtedy zmarszczył brwi - Ty nie - dodałam szybko, chociaż nadal cicho - Tylko ja. Pójdziemy do księdza, damy na zapowiedzi i wtedy wszystko mu wyjaśnimy. Nie powinien robić problemów ze ślubem jednostronnym, bo takie się zdarzają.

Billy nadal marszczył brwi, więc przerwałam, bo chciałam dać mu szansę na wycofanie się, jeśli to był ten moment.

Patrzyłam na niego uważnie i milcząc, czekałam.

Jednak jemu nie chodziło o wycofanie się, a ponownie pomyślał o mnie.

O, Boże, był takim dobrym mężczyzną.

- Czyli twoja przysięga będzie na całe życie? - zapytał mnie Billy.

- Tak - szepnęłam, bo nie rozumiałam, co miał na myśli i wciąż patrzyłam na niego, więc zobaczyłam, jak się lekko wyprostował i zacisnął wargi.

Pomyślałam, że może zastanawiał się nad rozwodem ze mną, kiedy sytuacja by na to pozwoliła, a ja nie brałam tego pod uwagę, ale, cóż, przecież on mógł się ze mną rozwieść.

Prawda była taka, że ja ze swojej strony nie wyobrażałam sobie innej przysięgi małżeńskiej, jak tylko na całe życie.

Nigdy nie brałabym pod uwagę rozwodu.

Prawda też była taka, że zaczęłam marzyć o tym, żeby Billy chciał mnie na całe życie, ale nie miałam złudzeń.

Nie mógł mnie chcieć.

Potrzebował żony, jakiejkolwiek żony, by mieć możliwość opieki nad bratem, a może chciał mi pomóc, ale nie chciał mnie dla mnie.

Ja byłam akurat pod ręką.

Chociaż wiedziałam, czułam to, że myślał o mnie, bo chciał mi pomóc.

Po prostu był dobrym człowiekiem.

Myliłam się wcześniej co do jego chęci uwolnienia się ode mnie, kiedy czas by temu sprzyjał i Billy zamierzał mi to udowodnić.

Zamierzał pokazać mi, że domyślił się tego, że chciałam być jego do końca swojego życia bez możliwości wycofania się i chciał tego samego.

Billy odwrócił się całkiem przodem do mnie, złapał w swoje obie moje ręce, wyciągając je spod moich ud, więc i ja musiałam odwrócić się przodem do niego i patrzył mi prosto w oczy.

- Hannah Sensible - powiedział nieco napiętym tonem - Czy uczynisz mi ten honor i wyjdziesz za mnie za mąż?

Co?

Zamrugałam gwałtownie.

- Tak - powiedziałam cicho i ochryple, chociaż ze zdziwieniem, bo chyba właśnie o tym rozmawialiśmy.

Billy uśmiechnął się, ale ten uśmiech był inny niż cokolwiek, co do tej pory widziałam na jego twarzy.

To było tak, jakby nagle rozjaśniały się wszystkie zakamarki jego duszy, a ta jasność wypływała do jego oczu, na jego twarz, wygładzając ją i odmładzając.

Boże drogi, przecież on był niewiele starszy ode mnie.

Przez cały czas był tak napięty, że nie zauważyłam tego.

- Zrobimy wszystko tak, żeby było dobrze, prawidłowo, ale też tak, jak to sobie wymarzysz. Wszystko! - powiedział Billy, a brzmiało to jak uroczyste ślubowanie na honor - Jak chcesz dużego ślubu i wesela, to będziesz takie miała. Chcesz białej, nowej sukni, kupię ci ją. Najpiękniejszą. Weźmiemy ślub w kościele, porozmawiamy z księdzem i wyjaśnimy mu, że ja do tej pory nie należałem do żadnego Kościoła, ale dla ciebie się nawrócę. Weźmiemy oboje taki ślub, jaki chcesz - poczułam, że łzy zaszczypały mnie w oczy, ale zamrugałam i słuchałam z zapartym tchem, bo Billy nie skończył - Porozmawiam z Jimmy’m, oni mają jakieś znajomości, kupimy dom, w którym będziemy mogli zamieszkać całą rodziną, jak zechcesz to nawet z twoją mamą i rodzeństwem - obiecał, chociaż przy tym trochę się wykrzywił, a ja zrozumiałam to, bo ja też wolałabym mieszkać z nim, bez mojej mamy i rodzeństwa, chociaż nadal blisko, żebym mogła ich widywać.

-  Jeśli nie zechcesz pracować, tylko zajmować się domem, to możesz nie pracować… - Billy ciągnął dalej.

- Nie! - przerwałam mu głośno, nagle przestraszona - Nie chcę wielkiego ślubu ani wesela, ani sukni. I… chcę nadal pracować.

Billy ponownie zmarszczył brwi.

- Przepraszam - szepnęłam z zawstydzeniem - Ja tylko… Dziękuję ci.

Opuściłam wzrok na podłogę, pomyślałam przez sekundę, a potem zebrałam się na odwagę i wyznałam mu - Myślę, że powinniśmy pobrać się za jakiś miesiąc. To nie pozwoli na wielki ślub. Chociaż zobaczymy, co na to powie moja mama.

- Hannah… - zaczął Billy.

- Moja siostra, Lucy, ma zaplanowany ślub na wrzesień i przyjęcie, i wszystko - nie dopuściłam go do głosu, bo musiałam mu wyjaśnić - Jestem od niej starsza, więc mój ślub musi być pierwszy.

- Jeśli ma być - dodałam szeptem, zerkając na niego ponownie onieśmielona.

Na twarzy Billy’ego pojawiło się zrozumienie, ale nie zadowolenie.

Cóż…

Wyglądało na to, że Billy nie był zadowolony z tego, że myślałam o Lucy, a ja nie byłam pewna dlaczego, bo przecież prawie wszystko zaczęło się od tego, że myślałam o Lucy.

Albo moja mama to robiła.

Miałam wrażenie, że nie lubił mojej siostry, chociaż nie wiedziałam dlaczego, bo przecież jej nie znał.

Nagle poczułam, że opuściły mnie wszystkie siły.

Nagle zapragnęłam, żeby mnie przytulił.

Żeby mnie trzymał blisko, jak wtedy na naszym podjeździe, albo nawet jeszcze bliżej i dał mi oparcie, jakie mogłam mieć tylko przy jego ciepłym, silnym, męskim ciele.

Cóż, taka byłam.

Mogłam udawać silną i samodzielną, ale potrzebowałam wsparcia, potrzebowałam chwili, w której mogłabym odpuścić, przestać o wszystkim myśleć, decydować.

Ostatnie miesiące sprawiły, że to głównie ja decydowałam o wszystkim w domu, bo mama trochę histeryzowała, Lucy czasem myślała za bardzo o sobie, a Abi przecież jeszcze była odrobinę za młoda.

A poza tym nasza rodzina zawsze tak działała.

Przytulaliśmy się i rozmawialiśmy.

Po śmierci Ewy i aresztowaniu mojego taty, to się nie skończyło, ale przytulałam właściwie tylko Abi lub Abla, a nikt nie przytulał mnie.

Byłam najstarsza, mama się załamała, więc musiałam być silna.

Ja dawałam wszystkim oparcie.

Marzyłam o tym, tęskniłam za tym, żeby trochę odpuścić, by pobyć przez małą chwilkę taką małą i słabą.

Bardzo tęskniłam.

A Billy miał być moim narzeczonym, moim mężem i to on wkrótce decydowałby o wszystkim w naszym domu (jak miałam nadzieję).

Więc jąkając się nieskładnie, znowu nie patrząc mu w oczy, niepewnie i cicho poprosiłam go:

- Czy… Ja… czy możesz mnie objąć?

A ponieważ nie patrzyłam na niego, więc nie zauważyłam, tylko poczułam, jak prawie natychmiast, z zaledwie jedną sekundą zawahania, Billy złapał mnie jedną ręką za ramię, a drugą za biodro, a potem pociągnął do siebie.

Więc w następnej sekundzie znalazłam się tyłem do niego, a potem siedziałam biodrem do krzesła, a jeden mój bok był wciśnięty w przód Billy’ego, który otaczał mnie ramionami i ciasno przyciskał do siebie.

Jedną rękę miałam przerzuconą przez oparcie krzeseł i otaczałam nim Billy’ego, kiedy moja dłoń leżała na koszulce na jego żebrach, a drugą moją rękę Billy owinął od przodu wokół siebie, więc trzymałam ją na jego ramieniu.

Jego obydwa ramiona otaczały mnie i dociskały do jego ciała, więc moja głowa leżała na jego bicepsie, co było bardzo miłe.

Nadal widziałam jego twarz, jeśli patrzyłam, a w tym momencie patrzyłam.

I mój oddech zacinał się na to, co widziałam, czego doświadczałam.

Cud.

Jego wyraz twarzy był łagodny, ciepły, czuły i przepływało przez nią wiele uczuć, a wszystkie były dobre.

Ale ja oglądałam głównie jego oczy, które były piwne, chociaż, jak widziałam je z daleka myślałam, że miały kolor mlecznej czekolady.

Z bliska widziałam w nich drobne, zielone, nieregularne plamki i promyki dookoła czarnej źrenicy.

Jego rzęsy nie były długie, ale były bardzo czarne i gęste, przez co jego oczy były piękne i wydawały się podkreślone niczym eyelinerem, jak to widziałam, że robiła Emily, moja koleżanka z pracy.

A potem zafascynowały mnie jego usta.

Był poważny, co nie zdarzało się zbyt często, więc do tej pory nie zauważyłam, że jego górna warga była ostro zarysowana z wypukłym brzegiem, a dolna była ciemnoczerwona, grubsza, zdecydowana, nie wąska, ale silna.

Miałam ochotę przeciągnąć po niej językiem.

- Hannah… - powiedział nagle schrypniętym głosem - jeśli będziesz tak na mnie patrzyła, będę musiał cię pocałować. A miałaś mi powiedzieć, jak to sobie wyobrażasz. I nie chcę robić niczego, czego ty byś sama nie zechciała. Więc nie patrz tak na mnie.

- Ummm - wymamrotałam nieskładnie i nagle zamknęłam usta, które miałam otwarte całkowicie nieświadomie, od pewnego, nieznanego mi czasu.

A potem zamrugałam gwałtownie, oparłam się mocniej o jego ramię tyłem głowy i zacisnęłam w pięść tą rękę, którą miałam owiniętą za jego plecami.

Moje policzki się rozgrzały, bo uświadomiłam sobie, że mówił mi, że chciał mnie pocałować, ale nie był pewien, czy ja tego chciałam.

A chciałam tego.

Nigdy nie całowałam się z żadnym chłopakiem, a co dopiero z mężczyzną.

Z Billy’m chciałam się całować.

Bardzo.

Ale faktycznie musieliśmy porozmawiać.

- Więc… - mamrotałam, próbując się skupić - myślę… może porozmawiamy z Oli’m i niech on nam coś doradzi. Ale… - wciągnęłam powietrze, by wypchnąć je powoli z wyznaniem - moja mama ma urwanie głowy ze ślubem Lucy. Powiem jej, że chcemy skromną uroczystość, to chyba się ucieszy.

Wzrok Billy’ego stał się skupiony i zatroskany.

- A czy ty tego chcesz? - zapytał.

- Tak - szepnęłam natychmiast, chociaż nie byłam taka pewna.

Na szczęście Billy odpuścił.

A ja, no cóż, jeśli miał to być ślub na niby, to mi taki by wystarczył.

Skromna, mała uroczystość w gronie najbliższych, bez pięknej sukni, fryzury, wesela i licznych gości.

Chociaż kiedyś marzyłam o Ślubie z Bajki.

Ale taki ślub miałby być z kimś, kto by mnie tak kochał, by pragnął uchylić dla mnie nieba, nosiłby mnie na rękach i pisałby dla mnie poezję lub śpiewał serenady.

Skoro wychodziłam za mąż z rozsądku, żeby moja rodzina nie miała problemów przez pomówienia, żeby Lucy była spokojniejsza, a Jack dzięki temu związkowi miał rodzinę, nie potrzebowałam niczego dużego.

Zamyśliłam się nad tym, więc nie uważałam.

Billy trzymał mnie i też się zamyślił, ale jego myśli najwyraźniej dryfowały wokół moich problemów, bo usłyszałam jak zapytał cicho:

- Hannah, opowiesz mi o twoim dniu?

Nie chciałam.

Ale bardziej chciałam, żeby było jak dawniej.

- Anie - szepnęłam, zanim zdołałam o tym pomyśleć.

- Co? - Billy zmarszczył brwi, pochylił brodę i dopiero wtedy zauważyłam, że poprosiłam o to głośno.

Nie wycofałam się.

- Czy mógłbyś mówić do mnie Anie? - poprosiłam jeszcze raz, ale tym razem nieco głośniej i całym zdaniem.

- Dobrze, Anie - Billy uśmiechnął się do mnie lekko, więc poczułam, że to zaaranżowane przez nas małżeństwo mogło być całkiem dobre.

Głównie dlatego, że Billy był takim dobrym człowiekiem.

I dałam mu trochę więcej siebie, ale nie patrzyłam mu w oczy tylko niżej, na jego gardło.

- Kiedy byłam malutka, moja starsza siostra, Ewa, mówiła na mnie Anie - wyjawiłam mu cichym głosem i poczułam, że zamarł obok mnie, więc dowiedziałam się, że wiedział o Ewie - Potem wszyscy tak do mnie mówili. Kiedy Ewa… - przełknęłam boleśnie ślinę, na co Billy (o rany, jaki to dobry człowiek) lekko zacisnął ramiona wokół mnie - odeszła, przestali. Byłam Hannah. Ale Abel, mój obecnie czteroletni braciszek, wciąż mówił do mnie Anie-nianie. Więc Abi, moja najmłodsza siostra, też z powrotem zaczęła mówić do mnie Anie. Mama czasem też tak mówiła - dodałam szeptem.

Zamilkłam na kilka sekund, a potem półgłosem wyznałam z bólem w głosie, bólem, którego nie chciałam ujawniać, ale nie zdołałam ukryć.

- Od dwóch dni nie słyszę tego w domu.

Ponownie Billy ścisnął mnie mocniej ramionami, a właściwie zapewniająco otulił mnie nimi i to było takie miłe, że wtuliłam twarz w jego klatkę piersiową, kładąc płasko dłoń na koszulce na jego piersi, całkiem zapominając, że to miało być na niby.

Czułam jego czułość, troskliwość i prawie… miłość?

- Naprawimy to - szepnął Billy.

Odchyliłam głowę, by spojrzeć na niego i uśmiechnęłam się drżąco.

Tak.

Był takim dobrym, troskliwym facetem.

Mogłabym go pokochać.

*****

Godzinę później

Siedzieliśmy w salonie Heleny i Oli’ego, piliśmy kawę zbożową (ja) i zwykłą (Billy), jedliśmy muffiny czekoladowe i rozmawialiśmy.

Godzinę temu opowiedziałam wreszcie Billy’emu o tym, w jaki sposób moja mama starała się zachować spokój w naszym domu.

Zwykle to robiła, od dzieciństwa, więc nie powinno mnie to dziwić, chociaż dawniej nie dotykało mnie to, bo zwykle dotyczyło nieistotnych dla mnie rzeczy, jak na przykład sukienki, która Lucy się podobała, a rodzice nie chcieli jej kupić.

Więc mama po prostu ustępowała Lucy, a ostatnio chodziło o to, żeby ta nie miała okazji na wygadywanie tego, co wygadywała na mnie lub Abi, na swoje koleżanki lub nawet czasem na Abla.

Od roku robiłam to razem z mamą, bo też lubiłam, żeby w naszym domu, pomniejszonym po zabraniu taty, panował względny spokój.

Billy wydawał się być tym bardziej przejęty, niż to było w ogóle warte.

Jakby chciał mnie przed tym chronić.

Potem Billy zaprowadził mnie z powrotem do swojego pickupa, opowiadając mi po drodze, że Jimmy i Eva kiedyś wynajmowali jakieś mieszkanie, czy apartament i nie tylko oni, ale i reszta ich ekipy, mieli jakieś znajomości, więc mogli nam pomóc w znalezieniu miejsca do życia dla naszej nowej rodziny, skoro mieszkanie Billy’ego było stanowczo za małe.

Więc w ciągu tego miesiąca, za jaki chciałam, żeby odbył się nasz ślub, powinniśmy załatwić formalności związane z samym ślubem, ale również z miejscem, w którym później będziemy mieszkać.

A dochodziły jeszcze pewne formalności dotyczące Jacka.

Mieliśmy co robić.

Więc ustaliliśmy kolejność rzeczy do zrobienia, a było to najpierw rozmowa z Oli’m i Heleną, później z moją mamą.

Dopiero później z Jackiem, z Abigail i innymi.

Kiedy plan był ustalony, poczułam się pewniej i byłam mniej zdenerwowana, co było dla mnie normalne, bo najbardziej niepokoiłam się, kiedy wyobrażałam sobie, co mogło się stać.

Kiedy już działałam lub przynajmniej miałam ustalony jakiś plan działania, byłam spokojniejsza.

Jak teraz.

Więc siedzieliśmy w salonie Heleny i piliśmy naszą kawę, rozmawiając przy tym o naszym ślubie, bo od razu po wejściu do ich domu, jeszcze stojąc w progu salonu do domu Heleny i Oli’ego powiedzieliśmy im o tym, że się na niego zdecydowaliśmy.

Helena wtedy zrobiła coś słodkiego.

Coś tak pięknego, że będę jej wdzięczna do końca życia.

Najpierw kazała nam usiąść, wskazując na kanapę i powiedziała, że zaraz wróci, ale niczego nie wyjaśniła.

Poszła do ich bardziej prywatnej części domu i wróciła stamtąd z małym, sześciokątnym, czerwonym puzderkiem.

Podeszła z nim do  Billy’ego i poprosiła go o rozmowę w kuchni, a Oli patrzył na to oczami błyszczącymi z nieznanego mi powodu i z dziwnym wyrazem twarzy.

Zrozumiałam to, kiedy oboje wrócili i Billy przyklęknął przy mnie, wciąż siedzącej na kanapie, ujął moją lewą dłoń i wsunął mi na palec pierścionek.

Helena dała Billy’emu pierścionek, który stał się moim pierścionkiem zaręczynowym!

Kiedy siedziałam tam, niezdolna do wykrztuszenia słowa, Helena i Oli wyjaśnili mi, że był to pamiątkowy pierścionek po babci Heleny, a ponieważ nie mogli mieć dzieci, a nas szczerze kochali, więc chciała, żebym go miała z okazji tych naszych zaręczyn.

Nie powstrzymałam łez.

Nawet nie próbowałam.

Patrzyłam na Billy’ego, który najwidoczniej wiedział, ile to znaczyło zarówno dla Heleny, jak i dla mnie, bo nie protestował i nie unosił się honorem, że mógł mi kupić pierścionek, ale usiadł obok mnie i patrzył na moją dłoń, a potem w moje oczy z widocznym takim samym wzruszeniem, jakie ja czułam w związku z tym.

Pierścionek był klasyczny, malutki, z cienką złotą obrączką i małym diamentem, ale nie zamieniłabym go na duży, otoczony rubinami diament mojej siostry, który z dumą obnosiła na grubej obrączce.

Pasował na mój palec prawie idealnie.

Może trochę musiałabym go powiększyć.

I, cóż, kiedy Billy zobaczył moje łzy, pocałował mnie.

Delikatnie, krótko i czule, swoimi zamkniętymi ustami prosto w moje zamknięte usta, sięgając do nich z podłogi, ale to był prawdziwy, szczery pocałunek, a nie gest na pokaz.

Lubiłam to.

Kiedy potem przyszykowałyśmy z Heleną kawę, ciasto i przeniosłyśmy wszystko z kuchni do salonu, przekonałam się, że Oli rozmawiał z Billy’m jak zatroskany, poważny ojciec, więc o warunkach, w jakich mieliśmy żyć.

- …i jak Jimmy porozmawia z Dominikiem - usłyszałam, jak mówił Oli do Billy’ego, kiedy siadałyśmy wreszcie z Heleną obok naszych mężczyzn - to możecie dostać lepszą propozycję. Finansową lub jeśli chodzi o lokal.

Spojrzałam na Billy’ego pytająco, a on natychmiast zaczął mi tłumaczyć.

- Dominik to właściciel tego kompleksu mieszkaniowego, w którym mieszkali Eva i Jimmy - wyjaśnił mi - To tam byliśmy na grillu.

Och.

- Nie tylko Eva i Jimmy tam mieszkali - powiedział Oli z dziwnym uśmieszkiem - również Maggie, Sophie, Alice i Eddie…

- Och - tym razem powiedziałam na głos.

- Tak - mruknął Oli, wciąż tak samo się uśmiechając - I Eva utrzymuje z nim kontakt, więc to ona organizuje te imprezy przy grillu, które są ich rocznicą.

- Naprawdę? - zdziwiłam się, bo nie wiedziałam, że Eva tak bardzo zwracała uwagę na świętowanie rocznic.

Wśród znanych mi kobiet większość unikała przypominania tego, że czas upływał nieubłaganie i szybko, chociaż znałam też takie, które zawsze były skłonne do urządzenia imprezy, jeśli znalazły ku temu powód.

Więc one odchodziłyby rocznice.

- Tak, kochanie - łagodnie mruknął do mnie Oli i dodał wyjaśniająco - Eva bardzo wiele w życiu straciła, teraz zyskała i docenia to, co ma, więc świętuje każdy mijający dzień. Cieszy się z małych rzeczy. Świętuje duże.

Przypomniałam sobie moje postanowienie, by nie martwić się na zapas i znaleźć przynajmniej jedną małą rzecz dziennie, z której mogłabym się cieszyć.

Też mogłabym świętować duże.

- Rozumiem ją - szepnęłam i zobaczyłam, że Helena i Oli spojrzeli na mnie łagodnie, a jednocześnie Billy wyciągnął rękę, by ująć moją dłoń.

Wiedzieli, że rozumiałam Evę.

Ale ja właśnie odkryłam, że miałam bardzo wiele rzeczy w tym konkretnym dniu, z których mogłam się cieszyć.

A na dodatek przyszłość zaczęła wyglądać dobrze, nie tylko poprzez moje doszukiwanie się dobra.

Więc wyprostowałam się i uśmiechnęłam do wszystkich.

Miałam z czego się cieszyć.

*****

Billy

Dwie godziny później

Billy wychodził z Hannah, która go odprowadzała do jego pickupa, po wizycie w domu rodziny Sensible i czuł się trochę sztywno, bo, nawet nie oglądając się, doskonale wiedział, że śledziły ich co najmniej dwie pary oczu.

Zza firanki przez okno w kuchni śledziła ich (prawie się nie ukrywając) mama Hannah, a przez okienko przy drzwiach jej rozradowana, młodsza siostra.

Ale Billy uważał, że wszystko poszło dobrze.

Kiedy wyszli z domu Heleny i Oli’ego, wiedział, co go czekało.

Anie była zdenerwowana, więc chciał ją uspokoić, ale też wiedział, że musieli przez to przejść, a on nie zamierzał pozwolić ani matce Hannah ani jej siostrze na dawanie nawet odrobiny gówna jego kobiecie.

Bo właśnie to do Billy’ego dotarło.

Układ czy nie, małżeństwo z rozsądku czy jakkolwiek mieli to nazwać, Hannah właśnie stawała się jego kobietą.

Jego do opiekowania się, do dbania o to, by czuła się dobrze, bezpiecznie i by była szczęśliwa, przynajmniej w miarę możliwości.

Przyjechali na podjazd domu rodziny Sensible, Billy wyłączył silnik, a Hannah siedziała na miejscu pasażera sztywno, jakby hiperwentylując ze strachu.

Więc Billy wysiadł, obszedł maskę, otworzył jej drzwi, a potem wyciągnął do niej rękę i patrzył w jej oczy bez uśmiechu, badając jej stan.

Popatrzyła na niego poważnie, ale potem niepewnie, lekko uśmiechnęła się, podała mu dłoń, odwróciła kolana w jego stronę, podała mu drugą rękę i wysiadła na podjazd, by stanąć tak blisko niego, jak to zrobiła tamtego dnia po tym, jak przywiózł ją do domu po grillu.

Trzymał dłonie na jej biodrach, a ona swoje na koszulce na jego klatce piersiowej i spojrzała prosto w jego oczy z bardzo bliska.

- Robimy to? - szepnęła.

Uśmiechnął się łagodnie i skinął głową.

- Tylko, jeśli ty tego chcesz - szepnął do niej.

W odpowiedzi uśmiechnęła się do niego szerzej i był to uśmiech, który dosięgnął jej oczu, więc Billy zastanowił się, czy widział kiedykolwiek jej szczery, swobodny uśmiech z tak bliska.

Raczej nie, bo zapamiętałby go.

Podobała mu się.

Nie była klasyczną pięknością, ale nadal była ładna, a kiedy się uśmiechnęła właśnie wtedy w jego ramionach, stała się taka piękna, że zaparło mu dech w piersiach.

Odsunął się od niej na pół kroku, ujął jej rękę i, wciąż oglądając jej uśmiech, poprowadził ją w kierunku drzwi do jej domu.

Patrzył tylko na nią, a ona zerkała na niego.

Hannah wpuściła ich swoim kluczem, ale tuż za progiem zawołała - Mamo?

Kate Sensible natychmiast wyszła z kuchni do korytarza wejściowego, więc Billy wiedział, że było to bardzo niecodzienne ich powitanie i dlatego zaciekawiło mamę jego Anie.

- Mamo… - Hannah powiedziała dość oficjalnie i poważnie, stając obok niego wyprostowana i, niespotykanie jak na nią, pewna siebie - poznaj, proszę, Williama Browna. Billy, poznaj moją mamę, Kate Sensible.

- Dzień dobry - powiedział Billy i skinął głową mamie Hannah, ale nie podszedł z wyciągniętą ręką, tylko czekał na reakcję kobiety.

Po kilku pieprzonych sekundach wyszła z zamrożenia, wreszcie ruszyła w jego stronę, ale zrobiła to cholernie sztywno.

- Dzień dobry - powiedziała niepewnym głosem, a potem, nieco formalnie, odwróciła się w stronę kolejnych drzwi i wskazała kierunek dłonią.

- Zapraszam do salonu - powiedziała.

Ruszyli razem z Kate Sensible przed nimi, kiedy Billy wciąż prawie dotykał dołu pleców Hannah, starając się dać jej zapewnienie, wsparcie, ale Anie bez wahania szła przed nim krótkim, cholernie wąskim korytarzem.

Dom był mały, wszystkie pomieszczenia niewielkie, więc korytarzyk był bardzo ciasny podobnie jak cholernie mały salon, do którego zaraz weszli.

Pomieszczenie stanowiły połączone ze sobą otwartym przejściem części wypoczynkowa z jadalnią, która też była mała.

Atmosfera zmieniła się dopiero, jak tam wkroczyli, zatrzymali się, a Billy od razu, stojąc blisko przy Anie, położył rękę na jej krzyżu i powiedział wprost do jej mamy:

- Pani Sensible mam zaszczyt poprosić panią o rękę pani córki, Hannah.

To było to.

Zobaczył, że oczy mamy Hannah otworzyły się szeroko, a potem, w ciągu ułamków sekundy, zaczęły błyszczeć, aż w końcu jej twarz rozpromieniła się i kobieta wyciągnęła do nich obie ręce.

- Och - prawie krzyknęła - Taka jestem szczęśliwa. Oczywiście, że się zgadzam. Proszę, mów do mnie Kate. Usiądźmy tutaj - odwróciła się i wskazała im kanapę, a sama podeszła do fotela, ale potem zmieniła zdanie - Nie. Najpierw chcę was uściskać.

I to zrobiła.

Więc w taki to sposób Billy dowiedział się, że pieprzona mama Hannah właściwie nie chciała jej krzywdy, nie celowo, a tylko nadmiernie i cholernie niewłaściwie reagowała na to, co robiła jej druga córka, Lucy.

Jak jego matka, była winna przez zaniedbanie.

Nadal bardzo sztywno pozwolił się objąć, bardzo starał się przy tym nie wzdrygnąć i lekko oddał uścisk popieprzonej kobiecie, która spowodowała, że Hannah czuła się cholernie źle w tym pieprzonym domu przez ostatnie kilka dni.

Usadowili się tak, że Anie usiadła na kanapie, wskazując Billy’emu miejsce obok siebie, a mama Hannah była w fotelu, cholernie podskakując nieco wytrącona z równowagi, co przejawiało się też tym, że bardzo dużo mówiła.

O wiele za dużo i za szybko.

Począwszy od ekstatycznego, pełnego Ochów i Achów skomentowania pieprzonego pierścionka, który Anie miała na cholernym palcu.

Nie wyjawili jej, że była to pamiątka po babci Heleny, którą ta dała im, bo kochała Hannah jak własną córkę, której nie miała, a zrobili to nie umawiając się, więc Billy nie wiedział, czy zrobił słusznie.

Ale, cóż, ten pieprzony temat po prostu nie wypłynął.

Potem do salonu wpadł brat jego od-teraz-narzeczonej, Abel, i Hannah, nie podnosząc się z miejsca, wyciągając tylko ręce w kierunku dzieciaka, zawołała go do siebie, by go powitać, przedstawić ich obu sobie wzajemnie i opowiedzieć młodemu, kim dla niej był Billy.

Powitanie rodzeństwa wyglądało tak, jak Billy sobie to wyobrażał, chociaż sądził, że zwykle Abel witał się z siostrą nieco bardziej żywiołowo, ale było oczywiste, że był cholernie speszony obecnością obcego dla niego Billy’ego, skoro bez przerwy na niego zerkał.

Potem mama Anie zagoniła ją, żeby „zadbała o swojego przyszłego męża”.

Dosłownie tak się cholernie wyraziła.

Gówno.

Polegało to na rozkazaniu Hannah przygotowania pieprzonego posiłku, a, kiedy przyznali się, że  byli na kawie u Oli’ego i Heleny, Kate zadecydowała, że powinni zjeść wczesną kolację.

Nie słuchała słabych protestów Billy’ego, więc musiał to cholernie znosić.

Najbardziej to, że Anie musiała pójść do kuchni z mamą, a z nim w salonie został Abel, który stopniowo coraz bardziej się ośmielił, więc usiadł bliżej Billy’ego i zaczął go po dziecinnemu wypytywać.

Więc to bratu Hannah jako pierwszemu Billy opowiedział, że on również miał młodszego brata, że nie mieszkali razem i że nie miał taty.

Ale przy okazji dowiedział się, że Abel jeździł raz do roku z mamą do jego taty do pieprzonego więzienia na rozmowy, chociaż to było cholernie bardzo daleko, że mały lubił Abigail, ale nie za bardzo lubił pieprzonej Lucy.

 To ostatnie zostało powierzone Billy’emu szeptem jako tajemnica, bo mama i Anie nie lubiły tego, ze Abel kogokolwiek „nie lubił”.

A potem wkroczyły do salonu pieprzone półmiski z jedzeniem i, schowane za nimi, Kate i Hannah, które błyskawicznie zastawiły cholerny stół w części jadalnej przylegającej do salonu.

Jednak, kiedy tylko usiedli we czwórkę (nawet z dzieciakiem) do stołu, do domu weszła Abigail, która, podobnie jak wcześniej Hannah, otworzyła drzwi swoim kluczem, więc nikt z nich nie wstawał.

Siostra Anie weszła wprost do jadalni.

Billy został przedstawiony, a wtedy dowiedział się tego, jak sympatyczną i kochającą swoją siostrę była ta siostra jego Anie.

Abi fizycznie była bardzo podobna do Hannah, bo obie były raczej szczupłe, o silnej konstrukcji, ale giętkie, jasnowłose, a spod luźnych ubrań było widać pięknie ukształtowane biodra i piersi.

Takie w sam raz, zarówno u Anie jak i u Abi.

Ale Abi była głośniejsza od Hannah.

Jej radość była autentyczna i nie skażona tą cholernie irytującą nutką ulgi, jaką była skażona radość ich pieprzonej mamy.

Początek ich bytności przy stole zaskoczył Billy’ego, chociaż być może nie powinien, skoro wiedział o zasadach religijnych panujących w tym domu, bo mama Hannah zaczęła od modlitwy dziękczynnej za spożywane dary.

Jakby ktoś im dał to, co mieli zjeść, a to nie one napracowały się na to.

W czasie posiłku rozmawiali niby swobodnie, ale Billy poczuł się jak na jebanym przesłuchaniu, bo co chwilę musiał odpowiadać na pytania dotyczące jego pieprzonej rodziny, cholernego domu, porąbanego (czego nie powiedział) dzieciństwa i zarobków (czym się mógł pochwalić, ale tego nie zrobił, bo najpierw powinien o tym porozmawiać z Hannah).

Wiele z nich Anie pomagała mu zbywać, zmieniając temat, podając kolejne gówna do nałożenia na jego jebany talerz, lub pomagała mu przez nie cholernie przebrnąć, dopowiadając z Abi, która dzielnie jej sekundowała, historie dotyczące ich wczesnych lat młodzieńczych lub poprzedniego domu.

Więc, słuchając różnych A pamiętasz… Billy dowiedział się, że one miały całkiem szczęśliwe dzieciństwo.

Lubił to dla Hannah i dla Abi.

Ich tata był raczej wyrozumiały, chociaż wymagający pod względem obowiązków i nie trzymał się bardzo sztywno wszystkich zasad panujących w tej pieprzonej społeczności religijnej.

Coś, o co mama Hannah również zapytała.

O jego wiarę, chociaż nie skomentowała tego, kiedy powiedział jej szczerze, że nie należał do żadnego kościoła.

Rodzina Sensible niegdyś miała też duży dom, w którym każde z nich miało swój pokój, a oprócz tego był apartament gościnny i gabinet głowy domu.

A ich tata może i był „głową” domu, ale mama była „szyją”, która tą „głową” kręciła, jak chciała.

- Mam małe mieszkanko - wyjawił Billy, odpowiadając w końcu na jedno z pytań Kate - Ale rozmawialiśmy z Hannah o wynajęciu apartamentu, a potem, jak rodzina nam będzie rosła, o domu.

Billy spojrzał przy tym na Anie i dostrzegł ciepło jej spojrzenia, skierowanego na niego, zanim odwróciła wzrok na swój talerz.

- Ale, czemu… - Kate zawahała się przed dokończeniem pytania - pobieracie się tak nagle? - dokończyła szeptem.

Billy spoważniał i napiął się.

- Ja… - Kate zająknęła się i wreszcie nabrała odwagi, by wyjawić swoją obawę - Lucy ma zaplanowany ślub na wrzesień.

- Wiem - powiedział Billy - …właśnie dlatego Anie chciała, żebyśmy się pobrali za miesiąc, na początku sierpnia. To nie będzie kolidowało z planami pani następnej córki.

- Anie! - szepnęła Abi, więc Billy spojrzał na nią i radość na twarzy swojej przyszłej szwagierki, która w ten sposób nie wołała swojej siostry, bo powiedziała to, patrząc lśniącymi z radości oczami wprost na niego.

Zrozumiał, że wyjawił jej, że lubił jej siostrę.

- Ale… - mama dziewczyn nadal coś miała na myśli - To znaczy. Hmmm. No wiecie… Chyba nie musicie się pobierać? - spytała prawie szeptem, zerkając nerwowo na Abla.

- Nie - suchym tonem odpowiedział jej stanowczo Billy, bo właśnie uświadomił sobie, że Oli i on nie mieli pieprzonej racji.

Kurwa.

Ludzie zawsze znajdą sobie powód do oczerniania, do plotek, a taki szybki ślub mógł być nawet większym powodem do takich pomówień niż ich spotykanie się bez ślubu.

Ale przynajmniej Billy zabierze Anie z tego pieprzonego domu, w którym to, co cholernie wymyślali i gadali porąbani obcy, było ważniejsze niż uczucia jednej z nich, zwłaszcza jego słodkiej i niewinnej Hannah.

- Anie myśli o swoich siostrach i o pani - powiedział sztywno, bo cholernie musiał… to… wyjaśniać, jakby mama nie znała Hannah i musiała to usłyszeć od niego - Więc my nie będziemy się spotykali, kiedy ona będzie musiała znosić w domu to, co musiała znosić przez ostatnie dni.

Kate Sensible wciągnęła powietrze tak głośno, że Billy zastanowił się, czy dobrze zrobił, ale miał dość tej farsy.

- Chcę, żeby była szczęśliwa… - mówił dalej, a jego głos ujawniał złość, jaką czuł - a tu nie jest. Więc pobierzemy się i zamieszka ze mną.

- Billy - usłyszał szept Anie obok siebie i spojrzał w jej stronę.

- Przepraszam, kochanie - mruknął do niej delikatnie, zdjął z kolan serwetkę, którą mu dali na początku posiłku, rzucił ją na blat obok swojego nakrycia i wstał od stołu - Odprowadzisz mnie do samochodu? - spytał ją, a ona wstała z nim i skinęła głową.

- Do widzenia pani - powiedział cholernie sztywno Billy, a potem złapał Abi na ramię i cmoknął powietrze obok jej skroni - Miło było cię poznać, kwiatuszku - mruknął do niej - Cześć, młody - rzucił do Abla, machnąwszy tylko w ręką w stronę małego i skierował się do drzwi, ciągnąc Anie ze sobą za rękę.

- Musicie pojechać i zapytać tatę - zawołała za nimi nagle Kate, więc zatrzymali się przy wyjściu z salonu, odwrócili, Billy spojrzał poważnie, ale już mniej zimno na mamę Hannah i skinął głową.

- Ustawię to - powiedziała jeszcze kobieta, która bardziej dbała o to, co powiedzą ludzie, niż o szczęście własnej córki.

Ale, kiedy stali na pieprzonym podjeździe ich domu przy jego cholernym pickupie, Billy żegnał się z Anie ostrożnie i sztywno, nie wiedząc, jak miał się zachować, a ona była zaczerwieniona, chociaż zdecydowana na coś.

Zdeterminowana.

Hannah patrzyła na niego do góry z nieodgadnionym dla Billy’ego wyrazem twarzy i wyciągnęła obie ręce, by dotknąć jego brzucha.

Billy napiął się, chociaż właśnie wtedy dotarło do niego, że tarcza, jaką zwykle się otaczał, gdy nie chciał pokazać, jak bardzo nie lubił dotyku, w przypadku Hannah nie była potrzebna.

Albo nie tak bardzo, jak z innymi.

Może polubiłby, albo przynajmniej tolerowałby dotyk swojej kobiety.

Było w nim coś takiego…

- Jesteś teraz oficjalnie moim narzeczonym - cicho powiedziała do niego Hannah, patrząc mu w oczy z bardzo bliska, a potem podeszła jeszcze bliżej i wsunęła dłonie wyżej, na jego klatkę piersiową - A to oznacza, że… cóż… powinieneś im pokazać, że jesteśmy zakochani.

- Co? - zapytał Billy z zaskoczeniem.

- Udajemy zakochanych - wyjaśniła mu nadal cichym, poważnym i trochę smutnym głosem - Więc powinieneś mnie pocałować na pożegnanie.

- Mogę? - zapytał Billy, bo nie do końca rozumiał reguł tej gry.

- Jak chcesz - szepnęła Anie z zawstydzeniem i odwróciła głowę na bok, przygryzając wargę i odsuwając się na kilka centymetrów.

- Anie… - Billy zaczął mówić do niej niskim, chrapliwym głosem, bo cholernie bardzo chciał.

- Jak nie chcesz, to… - zaczęła się odsuwać coraz dalej - cóż… do widzenia, Billy - nadal szeptała.

Billy pomyślał, że brzmiała, jakby miała płakać.

Nie chciał, żeby płakała.

Chciał ją pocałować.

Więc pochylił się, przyciągnął ją do siebie, jednym ramieniem objął jej talię, a drugą rękę wsunął na jej kark, pod warkocz, by przyciągnąć jej głowę do siebie i pocałował ją.

Wreszcie.

Mokro.

Mocno.

Rozchylając wargi i zmuszając ją do tego samego.

Początkowo była bardzo sztywna, jakby kompletnie nie wiedziała, co miała robić w tej sytuacji, ale później jej instynkt przeważył.

Podniosła obie ręce, objęła jego żebra pod pachami, przycisnęła cycki do jego klatki piersiowej, odchyliła głowę i oddała mu pocałunek.

Kurwa, fantastyczne!

To było takie dobre, że musiał sobie siłą przypominać, że byli na podjeździe jej domu, a za firanką stała jej mama.

Odsunął się odrobinę i, dysząc ciężko, popatrzył z bliska w jej oczy.

Półprzymknięte, półprzytomne, całkowicie mu oddane.

Jezu, była uległa.

Hannah, może nawet nie wiedząc o tym, była uległa, a Billy to rozpoznawał, chociaż wciąż nie był pewien, czy się nie pomylił.

- Do widzenia, Anie - szepnął swoje pożegnanie głosem szorstkim od emocji wprost w jej ciągle rozchylone wargi.

- Ummm - usłyszał jej nieskładne pożegnanie.

Patrzył, jak zbierała swoją kontrolę, by wrócić do rzeczywistości.

A potem uwolnił ją, upewniając się, czy na pewno mogła ustać na własnych nogach, powoli puścił jej ramiona, a potem rękę, którą ciągle jeszcze trochę trzymał, odsunął się o krok, a później następny, a, kiedy tyłem cofnęła się w stronę drzwi do swojego domu, uśmiechnął się do niej, odwrócił się, otworzył z kluczyka drzwi swojego pickupa i wsiadł do niego, by odjechać w cholerę.

Nie patrząc więcej w jej stronę, ale myśląc wyłącznie o niej.


 

2 komentarze: