Rozdział 20
Jak mogłaś, Lucy? (cz.1)
Hannah
Leżałam
nieruchomo, z zamkniętymi oczami na swoim łóżku szpitalnym i czekałam na swoich
kolejnych gości.
To
miał być swoisty trening przed najważniejszymi i najgorszymi, bo miałam udawać,
że nie wybudziłam się ze śpiączki.
Od
czasu, kiedy zawarliśmy (ja zawarłam) umowę z agentem specjalnym Tracker’em,
minęło pięć dni.
Pięć
długich, trudnych dni i nocy spędzonych
przeze mnie w tym łóżku, kiedy chciałam być już w naszym domu, w naszej
sypialni, z moim mężem, który był tego tak samo stęskniony, jak ja byłam.
Miałam
również dość leżenia i bezczynności.
Co
prawda, codziennie na godzinę lub dwie przychodziła do mnie rehabilitantka,
która pomagała mi ćwiczyć wstawanie, chodzenie, prostowanie się, pokazywała mi,
jak wstawać i schylać się po tak
długim leżeniu, bo za każdym razem kręciło mi się w głowie, kiedy zbyt
gwałtownie podnosiłam ją z poduszki.
Masowała
mi również mięśnie nóg i plecy, kiedy bolały mnie, bo zbyt długo ćwiczyłam pod
opieką Billy’ego, który pozwalał mi czasem na zbyt wiele.
Ale
to mogłam robić tylko w tych godzinach, kiedy miałam pewność, że nikt oprócz
mojego męża mnie nie odwiedzi.
Bowiem
tamtego dnia zgodziłam się na grę, która miała być według Billy’ego niebezpieczna, a według mnie dobra dla
bezpieczeństwa Abi.
Musiałam
chronić moją małą siostrzyczkę.
Kiedy
zgodziłam się na działanie tak, jak oni chcieli działać, poczułam napięcie
płynące od mojego męża i wiedziałam, że bał się o mnie.
Nie
wycofałam się, bo ja byłam
zdecydowana to zrobić.
Billy,
szczęśliwie, nie protestował (nie głośno).
-
Musimy ukrywać, że się obudziłaś - oznajmił mi wtedy David, a ja wyczułam, że o
tym wcześniej dyskutowali - Kobiety nie powiedzą nikomu, że otworzyłaś oczy.
Maggie została porwana i nieomalże spalona żywcem, Ania była uwięziona i chcieli jej utoczyć krew lub
oddać ją do burdelu, a Eva straciła część swojej rodziny i jest mądra, więc
żadna z nich nie piśnie ani słowa, jeśli to miałoby narazić cię na jakąkolwiek krzywdę.
Nie
rozumiałam, czemu mi to mówił, ale było mi przykro, że te kobiety tyle przeszły
w swoim życiu, więc tylko skinęłam głową.
Powiedziano
mi wtedy, że moja siostra i mój szwagier
byli członkami grupy, zajmującej się oszustwami związanymi z kartami
kredytowymi, kradzieżą tożsamości oraz przestępstwami komputerowymi, na które
składały się inwigilacje kont bankowych i to dlatego zajęła się nimi FBI.
Dowiedziałam
się też, że FBI miała kłopoty z udowodnieniem im tych przestępstw, więc potrzebowali
dłuższego śledztwa, które jako tajniak prowadził właśnie agent Tracker.
Niestety,
został prawdopodobnie przez nich rozpoznany.
-
Lucy i Lucas skupią się na Abi, a ją będziemy pilnowali, jeśli nikt nie będzie
wiedział, że się obudziłaś - dodał agent Tracker - Ale ty też będziesz miała
ochronę na wypadek, jeśli mieliby zamiar cię definitywnie uciszyć.
Poczułam,
że ścierpła mi skóra, a oddech zrobił sobie przerwę.
Dlaczego
wyczuwałam w tym wszystkim drugie dno?
Może
dlatego, że Billy napiął się nawet bardziej, niż już był napięty.
-
Zaraz powinien być tu Filip - oznajmił David - Założy tu monitoring. Ze dwie
kamerki, przez które będziemy obserwowali twój pokój przez całą dobę.
Zagryzłam
wargę, bo to oznaczało, że utracę tę odrobinę prywatności, jaką miałam, będąc
sama w tej sali.
-
Nie martw się - zamruczał David, jakby wiedząc, o czym myślałam - W łazience
nie będzie kamerki, więc tam możesz mieć trochę swobody.
Tak,
zdecydowanie wiedział, o czym
myślałam.
-
Ale chciałabym, hmmm… - odezwałam się z wahaniem - żeby Oli też wiedział, co się dzieje.
David
spojrzał szybko na agenta, potem na Billy’ego, a potem skinął głową, kiedy
ponownie jego wzrok wrócił do mnie.
Odetchnęłam,
ale jeszcze nie czułam ulgi.
-
Abi będzie bezpieczna? - upewniałam się, patrząc na agenta Tracker’a.
-
Tak - zdecydowanym warknięciem zapewnił mnie ten mężczyzna, który był dla mnie
właściwie obcy, ale właśnie udowadniał, że zależało mu na mojej małej
siostrzyczce (która zadziwiająco prawie tuliła się do jego boku).
Nie
mogłam z nią porozmawiać o tym, co wydarzyło się przez te kilka dni.
Pokiwałam
głową, spojrzałam na swoje słabe i prawie bezużyteczne dłonie, a później
poczułam się bardzo zmęczona.
Tak
długo spałam.
Powinnam
mieć więcej siły.
Moi
goście spojrzeli po sobie, ale nie zarejestrowałam, co sobie dali znać, kiedy
zaczęli się zbierać do wyjścia.
-
Wejdę do ciebie po piątej - powiedział jeszcze do mnie David - Przed pracą. Ustalimy
z Billy’m przy tobie szczegóły.
-
Tak - szepnęłam słabo, bo nawet nie miałam siły skinąć głową.
Abi
zbliżyła się do mnie, pocałowała mnie w skroń i szepnęła tam - Dobrze jest mieć
cię z powrotem, siostrzyczko.
Tak,
było dobrze.
Chciałam
się uśmiechnąć, ale nie wiedziałam, czy moje usta choćby drgnęły, zanim znowu
zasnęłam.
Kiedy
ponownie się obudziłam, było już mocno po południu i Billy był przy mnie w moim
szpitalnym pokoju.
Mój
kochany mąż siedział w fotelu i przeglądał coś na moim laptopie, marszcząc przy
tym brwi, jakby się denerwował.
-
Hej - zawołałam cicho, by zwrócić na siebie jego uwagę.
-
Hej - odpowiedział mi Billy, postawił laptopa na szafce i usiadł na krześle
obok mojego łóżka.
-
Mamy tu kamerkę - powiedział, będąc bardzo blisko mnie.
Tak
blisko, że dotykał ustami do mojej skóry, co czułam jako delikatny, bardzo miły dotyk niczym muśnięcie skrzydeł
motyla.
-
Widzą nas? - spytałam i wyszło to bez tchu, więc Billy odsunął się odrobinę i
spojrzał mi prosto w oczy.
-
Anie - warknął przy tym całkiem serio.
Oprzytomniałam,
otworzyłam szerzej oczy, które mi się przymknęły z rozkoszy i zamknęłam usta.
Ojej,
zapomniałam, że chyba to było to, co go podniecało (lub też to, co go podniecało), więc nie powinnam go na to narażać.
Na
podniecenie, którego nie mógł uwolnić.
-
Przepraszam - szepnęłam.
-
Nie szkodzi - mruknął Billy i przesunął palcami po moich włosach.
Przypomniałam
sobie, że były krótkie.
-
Brakuje ci ich? - zapytałam mojego męża.
-
Co? - zdziwił się.
-
Włosów - wyjaśniłam.
Billy
westchnął, spojrzał przelotnie na moją niby-fryzurę, a potem z powrotem w moje
oczy.
-
Nie przeszkadza mi to - odparł, wzruszając ramionami - Bardziej cieszę się, że
pozwalasz mi się dotykać. Trochę bałem się…
Nie
dokończył, ale ja zrozumiałam.
Słyszałam
o tym, że kobiety po gwałcie nie lubiły dotyku i przecież sama też czułam się
brudna i niegodna tego od mojego mężczyzny.
Musiałam
mu to wyjaśnić.
-
Oni mnie właściwie nie dotykali - powiedziałam mu.
Billy
zacisnął oczy, mięśnie na jego szczęce zagrały niebezpiecznie i przycisnął
czoło do mojej dłoni, którą wcześniej ujął w lewą rękę i podniósł między nasze
klatki piersiowe.
Wciąż
to przeżywał, a ja chciałam dać mu spokój.
-
Byłam przez cały czas w płaszczu, spódnicy, swetrze, rajstopach - tłumaczyłam
mu - Jakbym była otulona kołdrą. A poza tym…
Nie
wiedziałam jak mu to wyjaśnić, bo nigdy nie rozmawialiśmy o moim problemie z
koncentracją, który tym razem mi się przydał jako mechanizm obronny.
-
Ja czasem się wyłączam - powiedziałam i zobaczyłam w oczach mojego męża skupienie,
jakby próbował usłyszeć wszystko z
tego, co mówiłam i zrozumieć mnie.
Byłam
mu za to bardzo wdzięczna.
Chciałam, żeby mnie dobrze
rozumiał.
-
Bywały w życiu takie chwile, kiedy to przeszkadzało w moich obowiązkach -
powiedziałam z prawie-uśmiechem, kiedy przypomniałam sobie te chwile - Wtedy
chodziło o marzenia o mężczyźnie, który będzie mnie kochał nad życie, mówił mi
wiersze, śpiewał sonety… - zobaczyłam lekki uśmiech, wyginający wargi mojego
ukochanego, więc miałam nadzieję, że nie musiałam mówić mu, że był spełnieniem
moich nastolatkowych pragnień - później o takiego, co da mi rodzinę,
bezpieczeństwo. Zamyślam się. Odpływam w marzenia.
Billy
rozchmurzył się.
-
Jak wtedy w samochodzie, jak jechaliśmy do Falcom - przypomniał.
Skinęłam
głową z uśmiechem, bo zrozumiał.
-
Tym razem zrobiłam to celowo - wyjawiłam mu - Taki mechanizm obronny. Nie
chciałam wiedzieć, czuć. Tak jakbym wyszła ze swojego ciała. Niewiele przez to
pamiętam - dokończyłam szeptem.
-
Ale może kiedyś cię to dręczyć - podsumował Billy, a ja zastanowiłam się nad
jego słowami i pokręciłam głową.
-
Jak będziesz ze mną - powiedziałam stanowczo - To nie. Zapomnę o wszystkim,
jeśli będę miała twój dotyk,
przytulenie - dokończyłam miękko.
Wtedy
o tym nie rozmawialiśmy, ale miałam wrażenie, że gorsze do uporządkowania w
mojej głowie będzie to, że straciłam nasze dziecko.
Nie
wiedziałam, jak Billy to odczuł, bo musiał już wiedzieć, że on też to stracił,
chociaż miał mniej możliwości nacieszenia się myślą, że zostanie tatą i nie
musiał się z tego cieszyć tak, jak ja cieszyłam się, że miałam zostać mamą.
Ale
nie myślałam o tym, bo najpierw musieliśmy się uporać z Lucy i jej mężem, więc
na razie w ogóle nie porozmawialiśmy o tym.
Żadne
z nas tego nie poruszyło.
Ale
miałam o czym myśleć, kiedy tego dnia leżałam bezczynnie w swoim łóżku i
czekałam na wizytę mojej mamy i Abi.
Chociaż
wolałam myśleć o naszej przyszłości i o tym, co dobrego mogło nas jeszcze spotkać.
Pomarzyć.
*****
Billy
Anie
udawała, że spała, kiedy Billy obserwował ją na monitorze w Vanie zaparkowanym
pod jej oknem szpitalnym.
Już
wiedział, że prawdopodobnie odpłynęła właśnie w marzenia.
Lubił
ją poznawać i przez te pieprzone trzy tygodnie odkrył, że było to najbardziej
fascynujące zajęcie na całym cholernym świecie i w całym jego cholernym życiu.
Mógł
ją bronić, jej wrażliwości i to też lubił.
Kiedy
jego słodka Anie zasnęła tamtego dnia po jej wybudzeniu się ze śpiączki, Billy
poszedł z facetami i Abi w stronę drzwi do jej pokoju, by tam porozmawiać
półgłosem o tym, co planowali.
- Nie
podoba mi się to - warknął Billy, kiedy do nich dotarł.
-
Wiem - mruknął David - ale nie mamy wyjścia.
-
Tamci są gdzieś tam na wolności - dodał agent - a my nie możemy zrobić nic, by
ich przymknąć. Jeszcze nie - dodał.
-
Przynajmniej nie na dłużej - mruknął David.
Billy
spojrzał na niego uważniej, bo kumpel wyglądał mu na takiego, który miał coś
jeszcze do dodania.
Miał
rację.
-
Zebrałem ślady biologiczne po gwałcie na Hannah i dałem policji - przypomniał
David.
Billy
skinął głową, bo to wiedział.
-
Ale nie są wiele warte jako materiał dowodowy - mówił dalej David - Bo można
podważyć ich rzetelność. Nawet jak będziemy mieli dopasowanie, przymkną ich, to
wypuszczą po kilku dniach. Może miesiącach. Dobry adwokat ich wybroni.
No,
kurwa, tego Billy się nie spodziewał.
-
Więc dobrze byłoby, by jakoś podpuścić Lucy, żeby powiedziała coś nad łóżkiem
Hannah - kontynuował David, a Billy poczuł, że jego usta zacisnęły się w cienką
kreskę - Albo, żebyśmy złapali tu któregoś z dupków na próbie zrobienia jej
krzywdy.
-
Nie! - warknął Billy, na co David
zacisnął usta.
Dopuszczenie
Lucy w pobliże Anie to jedno, ale Billy nie zamierzał robić ze swojej żony
przynęty i narażać ją na skrzywdzenie.
Faceci
spojrzeli po sobie i pokiwali głowami.
Abi
patrzyła na nich szeroko otwartymi oczami, więc Billy wiedział, że bała się
takiej możliwości równie mocno, jak on sam.
-
Agencie… - zaczął Billy.
-
Will - powiedział tamten, więc Billy skinął głową.
-
Will, gdyby nawet… - Billy ciągnął to, o co chciał wcześniej zapytać - Jaką ochronę będzie tu miała moja żona?
Facet
zrobił dziwną minę, więc Billy zwątpił, by Anie miała mieć jakąkolwiek ochronę.
-
Działam nieoficjalnie - mężczyzna potwierdził jego przypuszczenia, na co Billy
wypchnął powietrze głośno przez nos - …tajnie. Więc nie otrzymam wsparcia.
-
Ale my z Filipem mamy kilku znajomych - wtrącił się David.
Billy
przeniósł na niego swoje spojrzenie, ale mógł się tego spodziewać.
David
miał jakieś znajomości w dziwnych kręgach i Billy wiedział o tym już wcześniej,
chociaż były to może tylko przypuszczenia.
-
Będą dyżurować w furgonetce z podglądem, a także w poczekali i na korytarzu -
powiedział David - Zapewniam cię, że nikt ich nie zauważy, a oni wyłapią
każdego niebezpiecznego typka.
Dokładnie
w tym momencie Billy poczuł, jak coś kurewsko nieprzyjemnego prześlizgnęło się
po jego plecach wzdłuż całego kręgosłupa, jakby pieprzone przeczucie, że obaj
faceci mówili mu mniej, niż powinien cholernie wiedzieć.
Przywołał
na twarz swoją najlepszą maskę, ale David nie dał się nabrać.
-
Pogadamy później - powiedział do niego trochę ostrzegawczo, więc Billy nagle
pomyślał, że nie chodziło o tajemnicę przed nim, ale o Abi, która wciąż się im
przysłuchiwała.
Odpuścił
i skinął głową.
Nie
rozmawiali wtedy o tym ani sekundy dłużej, bo nadszedł Filip z czarną torbą na
laptopa przewieszoną przez ramię, który wszedł do pokoju Anie, jakby bywał tu
kilka razy dziennie.
Facet
nawet nie za bardzo się przywitał z którymkolwiek z nich oprócz Abi, tylko od
razu przystąpił do pracy.
Billy
nie zdążył nawet go poobserwować, bo mężczyzna otworzył torbę, wyjął coś,
podszedł do jednego z monitorów, podłubał, nie siadając, otworzył laptopa,
którego wyjął z torby, postukał w klawisze i nagle był już przy drzwiach i
rzucał swoje - Na razie.
I
go nie było.
David
mruknął, że idzie pogadać z lekarzem i też się zmył.
Abi
uściskała Billy’ego, a potem wyszła razem z tym cholernym agencikiem, który
tylko skinął mu głową z daleka i nie odezwał się.
A
Billy został ze swoją Anie, usiadł koło jej łóżka, oparł łokcie na kolanach,
pochylił się i schował twarz w dłonie.
Martwił
się wprost kurewsko.
Kochał
ją nad życie.
Bał
się o nią.
Nie
mógł jej stracić.
A
oprócz tego musiał coś wymyślić, żeby nakłamać swojemu bratu, bo nie mógł mu
zdradzić tego, że Anie się obudziła, a dzieciak był wyczulony na jego nastroje
i mógł coś wyczuć.
Więc
Billy tak lawirował potem przez całe pieprzone cztery dni.
David
powiedział mu, że Abi została przez Tracker’a ukryta na trzy z nich, co
oznaczało, że przez cały tydzień nie była ani razu u Jacka, u Aleka ani w
szkole.
Powiedziano
wszędzie, że wyjechała na te kilka dni i na ogół kłamstwo się przyjęło, ale
Jack tęsknił za nią, więc poprzedniego dnia Abi „wróciła” i wieczorem była u
nich w domu.
Teraz,
piątego dnia, miała być z wizytą u Anie razem z ich mamą.
Po
korytarzu szpitalnym krążyli wielcy i zgrabni, jak słonie w składzie porcelany,
faceci, których Billy poznał jako Big Ben i As oraz bardziej dyskretni, Strzała
czy Driver.
Zmieniali
się, pytali o różnych pacjentów, wiec nie było możliwości, by ktoś się zorientował,
że to była ochrona Anie.
Anie
o nich nie wiedziała.
Nie
widziała żadnego z nich.
Billy
chciał, żeby czuła się bezpiecznie, ale też żeby była spokojna.
*****
Hannah
Następnego dnia
I
znowu leżałam na swoim szpitalnym łóżku, udawałam, że spałam i czekałam na
odwiedziny, ale tym razem denerwowałam się o wiele bardziej.
Poprzedniego
dnia Abi uratowała mnie przynajmniej raz, kiedy prawie zaczęłam płakać na słowa
mojej mamy o tym, jaka jest nieszczęśliwa z tego powodu, że straciłam dziecko i
że spałam.
Na
dzisiaj wymyśliłam plan awaryjny.
Gdybym
nie zdołała wyłączyć się, odpłynąć w myślach, a Lucy zaczęłaby mówić cokolwiek
złośliwego, wygadywać głupstwa o Billy’m lub Jacku, co mnie zawsze tak
denerwowało, miałam wyobrazić ją sobie chodzącą po moim pokoju nagą albo z
oślimi uszami.
Nie
byłam pewna, czy moja wyobraźnia nadawała się do takich wizualizacji, ale próby
pomyślenia o tym nie spowodowały we mnie chęci chichotania, więc pomyślałam, że
to mogłoby zadziałać.
Przez
cały ten czas również przypominałam sobie, że Filip i Billy gdzieś tam patrzyli
w monitor, do którego wysyłany był sygnał z kamery, którą Filip zainstalował na
monitorze do urządzenia znajdującego się obok mojego łóżka.
Billy
był po nocnej zmianie i naprawdę powinien się wyspać, ale nie dał sobie
wytłumaczyć, że poradzilibyśmy sobie bez niego.
Miałam
szczerą nadzieję, że w końcu udałby się złapać całą tą szajkę i mogłabym
pozwolić mojemu mężowi odsapnąć i zrelaksować się.
Za
bardzo to przeżywał.
Wiedziałam,
że bał się o mnie, ale ja martwiłam
się o niego.
W
następnym dniu po moim obudzeniu się był u mnie Oli.
Billy
nie powiedział mu, że nie spałam, więc ten mężczyzna, który przecież wciąż
opiekował się nami, moją rodziną i, jak miałam wrażenie, kochał mnie jak
córkę, wszedł do mnie po prostu w
odwiedziny.
Leżałam
nieruchomo, z zamkniętymi oczami, a otworzyłam je dopiero, kiedy poczułam, że
usiadł na krześle obok mojego łóżka.
Miałam
ochotę zawołać Niespodzianka, ale
wyraz jego twarzy mnie wręcz oszołomił.
Spojrzałam
wprost na niego, w jego oczy wpatrzone we mnie, a on zamarł.
-
Hannah - powiedział, a ton jego głosu
sprawił, że poczułam szczypanie łez w oczach, bo był potwierdzeniem tego, że Olgierd
mnie kochał i martwił się o mnie.
-
Oli - powiedziałam tylko, bo nie mogłam wydobyć z siebie nic więcej, ale on
milczał, więc uznałam, że był zbyt wzruszony i próbował tego nie okazywać.
Jak
to mężczyzna.
-
Przepraszam, że nie powiedzieliśmy ci - zaczęłam się tłumaczyć - Billy ci
wyjaśni dlaczego, ale naprawdę nikt
nie może wiedzieć, że już nie śpię.
Mężczyzna
wyprostował się i spojrzał na mnie inaczej.
-
Hannah - Oli zmarszczył brwi, ale to, co powiedziałam, pomogło mu się opanować,
bo już wiedział, że nie wszystko było
w porządku - Co się dzieje?
-
To Lucas z kolegami mnie napadł - wyznałam mu, a potem patrzyłam, jak zamknął
powoli oczy i opuścił głowę - A Abi widziała u Lucy pod łóżkiem w pudełkach
rzeczy, które prawdopodobnie pochodziły z kradzieży. Jest objęta ochroną FBI.
David nam pomaga.
Oli
patrzył na mnie, kiwał głową, ale jego usta zacisnęły się.
-
Będzie dobrze - zapewniłam go.
Do
mojego pokoju wszedł Billy, który czekał, żebym sama przekazała Oli’emu
najważniejsze informacje, bo wiedział, ile dla siebie znaczyliśmy z tym
opiekuńczym mężczyzną i bo go o to poprosiłam.
-
Billy - powiedział surowo Oli do mojego męża, a ja nie odezwałam się, bo
musieli załatwić to między sobą - Co tu, do cholery, się dzieje?
-
Wyjaśnię później - powiedział Billy - Na razie powiem, że Anie ma dobrą
ochronę. Jest tu kamerka, którą zainstalował Filip, dzięki której widzimy, czy
nikt niepowołany do niej nie wchodzi i możemy szybko interweniować, gdyby coś
się działo. A Abi jest w bezpiecznym miejscu.
Oli
skinął głową, najwidoczniej uspokojony już po informacji, że zaangażowany jest
w to David i FBI.
A
potem zamyślił się, zawahał, aż wreszcie nabrał powietrza do płuc i spojrzał na
mnie uważniej, ale przepraszająco.
-
Tuż przed ślubem Lucy i Lucasa… - Olgierd wyjawił nam obojgu - przekazałem
twojej siostrze słowa waszego taty.
Wciągnęłam
wdech z zaskoczenia, bo wiedziałam, że Oli i tata kontaktowali się ze sobą, ale
nie wiedziałam, że tak często.
Przecież
niedawno przed ślubem Lucy rozmawialiśmy z tatą przez telefon i powiedział, że
właśnie rozmawiał z Oli’m.
-
Okazało się, że ich ślub, jego oprawa i przyjęcie, jakie sobie wymyśliła, były
takie drogie… - kontynuował Oli - że poszła na to ponad połowa pieniędzy z
tego, co Lucy miała odłożone na tym koncie oszczędnościowym, które wasz tata
dla niej założył. Była bardzo rozczarowana.
Och,
tak wierzyłam w to.
-
Tata chciał, żebyśmy nauczyli się żyć skromnie… - szepnęłam - dlatego sprzedali
z mamą nasz duży dom, samochód, żyliśmy z procentów i kazali nam pracować. Lucy
tego nie lubiła.
-
Tak - mruknął Oli, a, kiedy spojrzałam na Billy’ego, zobaczyłam, że jego
spojrzenie na mnie było łagodne.
-
Ty się przystosowałaś… - czule powiedział do mnie mój mąż - bo jesteś skromna i wystarcza ci niewiele.
Lucy chciała więcej.
Był
dla mnie zbyt wyrozumiały.
-
To moja wina - powiedziałam, a w moim
głosie zabrzmiał ból, jaki czułam - Mogłam dawać więcej na utrzymanie domu,
żeby nie musiała pracować. Zatrzymywałam część…
-
Nie! - warknął Billy i nagle znalazł
się blisko mnie.
Nie
podskoczyłam ze strachu.
Już
wiedziałam, znałam to.
To
był Billy.
Mój
mąż, mój opiekun, moja bezpieczna przystań.
Wyciągnęłam
do niego ręce i złapałam jego dłonie, bo potrzebowałam jego stabilnej, ciepłej
bliskości, a on mi to dał.
-
To nie jest twoja wina - mówił, kiedy
przysiadł na boku mojego łóżka, owinął mnie ramionami i przycisnął blisko do
swojej piersi, wciskając moją twarz w swoją szyję - To Lucy taka jest. Mówiłem ci, że ci zazdrości. Nie potrafi być taka
piękna i dobra jak ty.
-
Billy - załkałam w jego objęciach z żalu, że nieodwołalnie straciłam siostrę,
bo do tej pory jeszcze miałam nadzieję, a teraz ona umarła, a on mnie nie
puścił tak długo, jak długo trwał mój szloch.
Kiedy
wreszcie się uspokoiłam, odsunęłam się odrobinę, a Billy pomógł mi się ułożyć
na poduszce.
Otarłam
oczy kciukami obu rąk.
Spojrzałam
na Oli’ego zawstydzona swoim wybuchem, ale on patrzył na nas z lekkim,
ojcowskim uśmiechem i poczułam się lepiej.
-
Oli - zapytałam go jeszcze o coś, co mnie trochę dręczyło - Często rozmawiasz z
moim tatą…
Zobaczyłam,
że mój drugi tata skinął głową.
-
Czy mówiłeś mu o tym… - zawahałam się, ale Oli już chyba mnie zrozumiał, więc
dokończyłam - że zostałam napadnięta?
-
Tak - mruknął Oli - I o tym, że jesteś w śpiączce.
Zagryzłam
wargę.
Nie
chciałam, żeby tata się martwił.
-
Nie sądzę, żebym mógł mu powiedzieć… - stwierdził Oli z cieniem uśmiechu - że
się wybudziłaś.
-
Chyba powinieneś z tym poczekać - mruknął Billy, który siedział na brzegu
mojego łóżka i trzymał moją rękę.
Oli
westchnął ciężko, a potem skinął głową.
Nie
miał wyjścia, bo mówienie o tym przez telefon komuś, kto był tak daleko, mogło
być nawet bardziej niebezpieczne.
Myśląc
o tym wszystkim, czekałam na przyjście Lucy.
Nie
czułam się dobrze z faktem, że miałam zwabić moją siostrę w pułapkę, nakłonić
do ujawnienia jej złego oblicza i, być może, doprowadzić do uwięzienia jej, ale
musiałam zrobić to dla dobra Abi.
Nie,
to nie było tak, że ktokolwiek choćby zasugerował
mi takie rozwiązanie i zakończenie, ale nie byłam aż tak głupia i naiwna, żeby
nie wiedzieć, że tak to się musiało skończyć.
To,
że współpracowało z nami FBI dowodziło tego, że działalność Lucy i Lucasa była
przestępcza na skalę federalną, a to zasługiwało na ukrócenie i karę.
Nawet,
jeśli ja byłabym skłonna jej wybaczyć, to bardzo wielu ludzi ucierpiało na tym,
co oni robili przez ten cały czas, od kiedy Abi znalazła te pudełka pod łóżkiem
Lucy.
Odpłynęłam
na chwilę w marzeniach o przyszłym spokojnym życiu z Billy’m i Jackiem w naszym
domu, kiedy cała ta sprawa wreszcie by się zakończyła, kiedy usłyszałam cichy
szelest obok mojego łóżka.
Ktoś
tam stał.
W
ostatniej chwili przypomniałam sobie, że miałam nie otwierać oczu i w miarę
spokojnie oddychać.
-
Więc tak tu sobie leniuchujesz i spokojnie śpisz, siostrzyczko? - usłyszałam
cichy, zjadliwy głos Lucy - Odpoczywasz i pozwalasz, żeby inni za ciebie
pracowali. Nie wierzę, że tak leżysz sama. Gdzie ten twój, pożal się Boże, mąż.
Zostawił cię?
Ponownie
w ostatniej chwili, tuż przed otwarciem oczu, przypomniałam sobie, że miałam
nie dać się sprowokować i leżeć bez ruchu, z w miarę regularnym, spokojnym
oddechem.
Prawdopodobnie
Lucy mnie obserwowała.
-
Ty podła zdradziecka suko! - głos
Lucy stał się nawet bardziej zjadliwy, kiedy dochodził gdzieś z wysoka, jakby
moja siostra stała tuż obok wezgłowia mojego łóżka.
Miałam
tam podwieszoną ostatnią kroplówkę z solą fizjologiczną, bo lekarz obawiał się
mojego niskiego ciśnienia, które było skutkiem przedłużonej anafilaksji.
Płyn
kapał do mojej żyły przez igłę wenflonu.
Wenflon
miał być wyjęty ze zgięcia mojego łokcia jeszcze tego samego dnia, a ja
uznałam, że to, że było nawet dobre, bo powodowało, że wyglądałam na bardziej
wiarygodną dla mojej siostry jako pacjentka leżąca w śpiączce.
Jednak
nie spodziewałam się, że Lucy nazwie mnie tak, jak mnie nazwała.
Musiałam
przywołać całą swoją siłę, żeby nie zapłakać ani nawet nie wciągnąć powietrza
inaczej, niż to robiłam przez ten cały czas.
-
Musiałaś zadać się z FBI? - syczała
Lucy, robiąc coś przy stojaku z kroplówką, a potem dokończyła głośniej - Ale to
już twój koniec. Miałam nadzieję, że Lucas cię załatwił, ale nie wiedział, że
masz alergię na pieprzony lateks, a nie chciał się brudzić, pieprząc cię bez
gumki.
Przyznała
to, że jej mąż mnie zgwałcił i że ona o tym wiedziała!
Lucy
prychnęła pogardliwie.
Słyszałam,
że była rozproszona, bo była czymś bardzo zajęta, ale nadal bałam się otworzyć
oczy, więc nie wiedziałam czym.
-
Miałaś czuć się brudna - opowiadała Lucy, jakby to była bajka dla dzieci na
dobranoc - Zdruzgotana. I zrobić to, co zrobiła Ewa. Nawet nie wiedziałam, że
byłaś w ciąży. To byłby nawet lepsze, bo mogłabyś się zabić po stracie dziecka.
Ale ty wpadłaś w tą cholerną śpiączkę i musimy ryzykować, że się obudzisz i
sobie przypomnisz. Więc załatwiam sprawę.
Lucy
skończyła robić to, co robiła i nachyliła się do mojego ucha.
-
A teraz dobrze się stało, że nie muszę cię kłuć - stwierdziła tam - Ups, pielęgniarka
się pomyliła i dała ci niewłaściwą kroplówkę. Pa, pa, siostrzyczko.
I
to było tyle.
Nagle
do mojej sali wpadło kilka osób, ktoś zaczął krzyczeć: FBI, Luciana Scammer, jest
pani zatrzymana…, poczułam, jak ktoś wyrwał wenflon z mojej ręki i dopiero
wtedy otworzyłam oczy.
Lucy
stała tam z rękoma skutymi za plecami, z agentem Tracker’em, stojącym za nią i
coś do niej mówiącym i patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
-
T-ty… - zająknęła się moja siostra.
-
Wszystko w porządku? - odezwał się przy mnie David.
Skinęłam
do niego głową, a potem podniosłam się, by usiąść na swoim łóżku, spojrzeć w
dół i złapać opatrunek w zgięciu mojego łokcia, skąd David wyrwał igłę
wenflonu.
Bolało
i krwawiło.
-
Tak - powiedziałam do mężczyzny, który właśnie złapał ze stolika przy moim
łóżku czysty opatrunek, który zostawiła tam pielęgniarka - Dziękuję.
-
Byłaś bardzo dzielna - mruknął David, a ja poczułam, że od tego mężczyzny to
był wyjątkowy komplement, więc uśmiechnęłam się do niego.
W
tym momencie do sali wpadł Billy.
-
Anie - sapnął z ulgą, widząc mnie siedzącą na łóżku.
-
Już dobrze - mruknęłam, kiedy zamknął mnie w swoich objęciach.
Było
dobrze.
Lucy
została wyprowadzona z sali przez mężczyzn ubranych w czarne kamizelki z
napisem FBI, którzy nagle okazali się być bardzo licznie tam zgromadzeni,
chociaż agent Tracker zaprzeczał, jakoby miał wsparcie.
Przez
cały czas oglądała się na mnie początkowo z niedowierzaniem, a później z
wyraźną nienawiścią i wściekłością.
-
Lucy - zawołałam a wtedy wyprowadzający ją mężczyzna zatrzymał się i odwrócił
ją w moją stronę - Nie rozumiem. Jak mogłaś? Jesteś moją siostrą.
-
Siostrą? - Lucy prychnęła z jadem w głosie - Jesteś córeczką tatusia, a mama
zawsze kochała najbardziej Ewę, a potem Abla. Mnie żadne z was nigdy nie kochało.
-
To nieprawda - szepnęłam, pochylając się w jej stronę - Wszyscy cię kochaliśmy
i zawsze dostawałaś wszystko, co mogłaś mieć.
-
Gówno prawda - syknęła Lucy.
-
Chciałaś mojej śmierci - stwierdziłam
ze smutkiem - Jak mogłaś, Lucy?
-
Nie chciałam - zaprzeczyła Lucy - Wymyśliłaś to sobie.
-
Mamy nagranie… - wtrącił się Billy - jak przyznajesz, że twój mąż zgwałcił
twoją siostrę, a ty o tym wiedziałaś i że przyszłaś z zamiarem zabicia jej.
-
Zabezpieczyliśmy właśnie kroplówkę - dodał David - I mamy ślady biologiczne z
gwałtu, więc możemy zrobić dopasowanie, skoro mamy podejrzanych.
Lucy
patrzyła na nich wyprostowana, ale nie widziałam w niej już tej butności,
pewności siebie, chociaż strach w jej oczach zagościł tylko na sekundę.
-
Rzekomy gwałt nie jest przestępstwem federalnym - warknęła do agentów, którzy
ją otaczali - Ani podejrzenie próby zabójstwa.
-
Ale oszustwa związane z kartami kredytowymi, kradzież tożsamości i przestępstwa
komputerowe już są - stwierdził agent Tracker - A teraz właśnie trwa
przeszukanie pani domu i zatrzymania pani męża i jego kolegów, wspólników w
zbrodni. Obserwowaliśmy ich wystraczająco długo, by ich poznać.
Lucy
zwątpiła i było to po niej widać, ale ja już nie chciałam patrzeć.
Odwróciłam
się do Billy’ego, który siedział obok mnie i oparłam bok twarzy o jego ramię.
Agenci
wyprowadzili Lucy.
-
Zabierz mnie do domu - poprosiłam mojego męża.
*****
Dziękuję
OdpowiedzUsuń