Rozdział 9
Hannah
Pięć dni później
Prowadziłam
mojego kanarkowo żółtego SUV’a i z Jackiem na tylnym siedzeniu jechaliśmy w
popołudniowym tłoku ulicami SLC, ale przez cały czas myślałam głównie o swoim
mężu.
Tego
dnia, który pierwszy cały spędziliśmy
razem jako małżeństwo, a nie tylko jako para, byłam naprawdę szczęśliwa z tego
powodu, że miałam rodzinę, dom i mieliśmy dać rodzinę Jackowi, a dodatkowo moja
mama zobaczyła, jak bardzo Billy był dla mnie dobry i czuły, przez co ona też
była szczęśliwa.
Więc
był to dobry dzień.
Z
upływem czasu w ciągu kolejnych dni tego tygodnia miałam jednak coraz więcej
powodów, by być naprawdę szczęśliwą,
bo Billy postanowił dać mi więcej przez to, że wziął ode mnie więcej.
Całą
mnie.
Tak,
jak o tym marzyłam.
Zaczęło
się od tego, że naszego drugiego wieczoru poszliśmy razem do naszej sypialni, a
ja spodziewałam się, że Billy odczeka, aż Jack zaśnie, a później ponownie pójdzie
do pokoju gościnnego, by tam spędzić noc.
Nawet
przyszykowałam dla niego mydło i ręczniki w łazience gościnnej.
Nie
zrobił tego, chociaż nie dowiedziałam się, czym to było spowodowane tak, jak
poprzednio nie wiedziałam, czemu spał w tamtym łóżku w naszą noc poślubną.
Byłam
zdezorientowana.
Wciąż
nie rozmawialiśmy.
Nie
umiałam mówić.
Umiałam
tylko wszystko opisać.
Wiedziałam, że Billy czytał
moje dzienniki.
Widziałam
je leżące na stoliku nocnym, kiedy sprzątałam w pokoju gościnnym po naszej
pierwszej nocy, spędzonej w tym domu, a potem widziałam je otwarte w ręku
Billy’ego, kiedy poszłam tam po niego, kiedy przywieźli nam meble do sypialni,
a on leżał na tamtym łóżku i je czytał.
Chyba.
Nadal,
po tym jak Jack położył się spać w swoim pokoju, powiedziałam mu Dobranoc i przymykałam drzwi do jego
pokoju, Billy przyszedł na piętro i wszedł tam, by również pożegnać się z
bratem przed snem, a potem razem poszliśmy do naszego apartamentu.
Kiedy
weszliśmy razem do naszej sypialni, ja pierwsza, stanęłam na środku pokoju zdenerwowana,
bo nie wiedziałam, jak miałam się zachować w obecności Billy’ego, który czasem
był dla mnie czuły i troskliwy, a innym razem odległy i zdystansowany.
Nie
chciałam czuć tego samego, co czułam dzień wcześniej.
To
bolało.
-
Idź do łazienki - odezwał się wtedy mój mąż - Przygotuj się do snu.
Zamrugałam
gwałtownie, patrząc w jego stronę, ale go nie widząc, bo to były dokładnie te słowa, które przypomniały
mi o odrzuceniu z poprzedniego wieczoru i wszystko to, co czułam później w
nocy.
Słowa
Billy’ego były wypowiedziane łagodnym tonem, cichym głosem, ale nie mogłam się
powstrzymać, więc ruszyłam szybko w stronę łazienki, patrząc w podłogę, a moje
ramiona były skulone i oddech się urywał, kiedy próbowałam powstrzymać płacz.
Głupia
ja.
Nie
było ważne w tej chwili, jak bardzo tłumaczyłam sobie, że Billy dał mi tyle
dobrego, że nie powinnam chcieć więcej.
Egoistycznie
chciałam mieć go całego.
Ja chciałam cała być
jego.
Nerwowo
zrobiłam w łazience to, co potrzebowałam, umyłam zęby, twarz i przebrałam się w
piżamę, a potem ruszyłam z powrotem w stronę pokoju, postanawiając sobie nie
być tchórzem.
Kiedy
jednak weszłam do sypialni, ponownie prawie potknęłam się o własne nogi, tak
jak tego dnia w pokoju hotelowym, kiedy mieliśmy spać po raz pierwszy w jednym
łóżku.
Miałam
déjà vu.
Billy
siedział-leżał na narzucie, wyciągnięty dokładnie jak wtedy, z wyciągniętymi
prosto przed siebie nogami, oparty plecami o poduszki przy zagłówku naszego
łóżka, ubrany tylko w krótkie spodnie od piżamy, z rękoma zgiętymi i włożonymi
za głowę.
O, Boże!
Taki
przystojny, taki męski, taki… nie
mój.
W
tym samym momencie, kiedy ja starałam się nie przewrócić z wrażenia, Billy
poderwał się jednym płynnym ruchem z łóżka, podszedł szybkim krokiem do mnie,
wciąż stojącej nieruchomo przy drzwiach łazienki i złapał mnie na przedramię,
na którym miałam przewieszone swoje ubrania, w których chodziłam tego dnia, by
przyciągnąć mnie do siebie i pocałować przelotnie, krótko w skroń.
A
potem zamknął się w łazience.
To
spowodowało, że wypuściłam powietrze, o którym nawet nie wiedziałam, że je
wstrzymywałam w płucach i wyszłam z tego głupiego stanu zamrożenia, by ruszyć w
stronę naszej garderoby i tam odłożyć moje ubrania do kosza na pranie.
Tam
też znalazłam porzucone na podłodze ubrania Billy’ego, więc podniosłam je i włożyłam
do kosza razem z moimi.
A
potem poszłam do sypialni, wyłączając po drodze górne światło i położyłam się
do łóżka sztywno na plecach, by leżeć pod samym prześcieradłem w tę ciepłą,
letnią noc z rękoma splecionymi na piersiach i, patrząc w sufit, czekać na to, by
dowiedzieć się, czy mój mąż zdecyduje się na spanie ze mną, czy też raczej
pożegna mnie i pójdzie do pokoju gościnnego.
Byłam
ekstremalnie zdenerwowana.
Nerwowo
szarpnęłam się w bok, wyciągając rękę, by zgasić swoją lampkę nocną, chociaż
nie byłam pewna, czy dobrze robiłam.
Później
ułożyłam się w tej samej co wcześniej pozycji, leżałam i myślałam.
Z
jednej strony marzyłam o tym, żeby spał ze mną, z drugiej zaś bałam się tego,
bo mogłoby być inaczej niż w pokoju hotelowym, gdzie Billy był zmęczony
całodzienną podróżą.
Ale
przecież chciałam, żeby nie był
zmęczony i żeby zajął się mną, wziął
ode mnie to, co do niego należało.
Śniłam o tym.
Billy
wrócił do sypialni po krótkiej chwili, podszedł do łóżka po swojej stronie,
wszedł na nie i położył się na plecach pod swoim prześcieradłem na swojej
poduszce obok mnie, a następnie wyciągnął rękę i wyłączył lamkę nocną, stojącą
na stoliku obok niego.
Ledwie
oddychałam.
-
Dobranoc, Anie - wyszeptał do mnie w ciemności.
-
Dobranoc, Billy - z trudem wypchnęłam w kierunku sufitu.
Po
kilkunastu minutach leżenia tak na plecach bez ruchu, zaczęłam się stopniowo
odprężać, bo w myślach zrobiłam to, co zawsze robiłam przed snem, czyli
pomodliłam się w duchu do Boga, zawierzając Mu moją rodzinę pod opiekę, a potem
zaczęłam przypominać sobie wszystkie dobre chwile, jakie spotkały mnie w
minionym dniu.
A
trochę tego było.
-
Anie… - usłyszałam cichy głos dochodzący od strony mojego męża, a potem poczułam,
że na poduszce odwracał głowę w moim kierunku - chciałem ci podziękować.
Co takiego?
-
Słucham? - wykrztusiłam z zaskoczeniem i odwróciłam głowę w jego stronę, by
zagapić się na jego męskie rysy, ledwo widoczne w cieniach nocy, która nas
spowijała.
-
Ja… - odwrócił się całym ciałem w moją stronę, podniósł głowę i oparł ją na
dłoni, kiedy łokieć jego zgiętej lewej ręki leżał na jego poduszce - Nie
powiedziałem ci tego, ale naprawdę
doceniam wszystko, co robisz dla Jacka i dla mnie.
-
Billy… - szepnęłam, ale mi przerwał.
-
Nie, serio - powiedział poważnie i z
mocą, po której wiedziałam, że naprawdę miał na myśli każde słowo - Widzę to.
Każdy twój ruch, każdy krok wykonujesz z myślą o nas. To jest wspaniałe, żaden
z nas nigdy tego nie miał. Chciałbym ci się odwdzięczyć.
Billy
zamilkł, a mnie ogarnęły liczne, sprzeczne uczucia.
Z
jednej strony chciałam mu powiedzieć, że robił dla mnie dużo, a może nawet
więcej niż ja dla niego i naprawdę doceniałam to, a z drugiej strony, hmmm, cóż, głupia ja, wciąż byłam we
mgle tego egoistycznego, beznadziejnego pomysłu, że mogłabym mieć więcej.
Więcej
Billy’ego.
Z
wahaniem odwróciłam się do niego bardziej całym ciałem, ale nie miałam odwagi
się odezwać, więc również nie patrzyłam mu w oczy.
Wciągnęłam
powietrze do płuc, wstrzymałam je, a potem powoli, cicho, wypuściłam przez
otwarte usta.
Zagryzłam
wargę i spojrzałam na jego gardło, ale… milczałam.
-
Co, Anie? - Billy zapytał, a
jednocześnie wsunął palce prawej dłoni pod moją brodę, żebym podniosła oczy na
jego twarz, udowadniając jednocześnie, że już mnie trochę znał i wiedział, że coś miałam na myśli, ale wstydziłam się
to wypowiedzieć.
-
Lubię to robić - szepnęłam - I
chciałabym dać ci więcej. Być bardziej
twoją żoną. Całkowicie.
Ostatnie
słowo wyszeptałam ledwie słyszalnie, a potem poczułam, że moje policzki i uszy
zaczęły dosłownie płonąć, a mój wzrok zamazał się, więc niczego nie widziałam
wyraźnie, chociaż czułam.
Kiedy
Billy leżał przez kilka sekund bez ruchu, wpatrując się we mnie, ogarnęła mnie
rozpacz, bo mnie nie chciał, a ja
znowu wpychałam się mu na siłę i upokorzenie mnie obezwładniło, by następnie
wybuchnąć w moim brzuchu niczym cios zadany brutalną pięścią.
Bo
przez chwilę pomyślałam, że przecież przeczytał moje listy do Ewy i zrozumiał
mnie, wiedział, że chciałam mu się oddać.
A
on mnie nie chciał.
Nie
byłam wystarczająco dobra.
Zgięłam
się, skuliłam, przycisnęłam mocniej do piersi skrzyżowane ręce, które trzymałam
tam przez cały czas, przyciskając też mocniej do siebie prześcieradło i
zaczęłam się odwracać od niego, by położyć się z powrotem na wznak.
Billy
przesunął delikatnie, ale stanowczo dłoń spod mojej brody na bok mojej szyi, by
mnie unieruchomić, a potem poczułam bardziej niż zauważyłam, że pochylił się
nade mną.
-
Anie - szepnął, a mnie owiał jego oddech, pachnący miętą - Chcesz tego?
Tak!
Zrozumiał!
Nieśmiało,
ale z nadzieją, ze strachem, ale z radością, miotana tak sprzecznymi uczuciami,
że nieomalże wycofałam się w ostatniej chwili, lekko skinęłam głową w jego dłoni.
Westchnął
ciężko i pochylił się nawet bliżej
mnie.
-
Boję się, że zrobię ci krzywdę - wyznał głuchym głosem.
Poderwałam
głowę, żeby zobaczyć jego oczy.
Co takiego?
-
Słucham? - westchnęłam.
-
Będzie cię bolało - powiedział mi coś, czego się spodziewałam.
-
Nie będzie! - natychmiast powiedziałam
cicho, ale zdecydowanie, przesuwając jednocześnie nieświadomym odruchem swój brzuch
bliżej niego - Nie bardziej niż powinno.
-
Anie… - szepnął czule, ale nadal ze strachem w głosie, a jego brwi ściągnęły
się z jakimś żalem - Zrobię ci krzywdę - powtórzył.
-
Nie zrobisz - powiedziałam z pewnością w głosie, bo dokładnie to wtedy czułam -
To jesteś ty. Nigdy nie zrobisz mi
krzywdy.
-
Ale mogę cię zranić - szeptał wciąż przy moich ustach - Będzie cię bolało.
-
Ból fizyczny nie jest najgorszy - szepnęłam coś, co już wiedziałam.
Zobaczyłam,
jak przez jego twarz przepłynęło zrozumienie, a potem pochylił się i wreszcie mnie pocałował.
Byłam
beznadziejna, niezdarna.
Przyciskałam
ciągle obie ręce do swoich piersi i pozwałam mu się całować, całkowicie nic nie dając mu w zamian.
Kiedy
jego język przesunął się po moich wargach, rozchyliłam je, by mógł wejść do
środka, a potem poczułam, jak dotknął mojego, więc wysunęłam go, by posmakować
mojego męża bardziej.
Moje
ciało reagowało dziwnie, jak nigdy dotąd, a ja po prostu pozwoliłam sobie
podążać za instynktem.
Podbrzusze
mi się rozgrzało i zapragnęłam je wysunąć, a właściwie nieświadomie to
zrobiłam, jakby moje biodra wiedziały lepiej, czego potrzebowałam.
To
samo działo się z moimi nogami, kiedy obszar między nimi zatęsknił za dotykiem,
więc rozchyliły się i wygięły w kolanach.
Jęknęłam.
Billy
odsunął się ode mnie, a ja wystraszyłam się, że zrobiłam coś źle.
-
Przepraszam - szepnęłam.
-
Dobrze? - spytał Billy szorstkim głosem, więc zamrugałam.
Powinnam
się bać tej agresji brzmiącej w jego głosie, ale to był Billy, więc nie bałam
się, a jedynie mnie zaskoczył.
Ale…
czemu pytał?
Nie
mogłam wydusić ani słowa, więc tylko skinęłam głową.
-
Anie - Billy niemal zawarczał, ponownie pochylając się nade mną - …mów mi prawdę. Dobrze?
-
Tak - szepnęłam w końcu znajdując swój głos - Tylko… ja… hm, nie wiem, co robić. Musisz mi
powiedzieć.
Nagle
jego spojrzenie pojaśniało z nieznanych mi powodów, ale odczułam to jako coś
dobrego, pocałował mnie krótko jeszcze raz, a potem odsunął się, zabierając ze
sobą swoje i moje prześcieradło.
Puściłam
je, ale nie poruszyłam rękoma.
Leżałam
na plecach, lekko skręcona w stronę Billy’ego i patrzyłam, jak wychodził z łóżka,
by zrzucić nasze prześcieradła na podłogę.
-
To twój pierwszy raz… - mruknął do mnie, kiedy wrócił do łóżka i położył się wzdłuż
mnie, podpierając się na łokciu swojej zgiętej lewej ręki przy moim prawym ramieniu
- więc zrobimy to powoli, łagodnie i jak będzie trzeba, przerwiemy. Okej?
Skinęłam
głową, wciąż wpatrzona w jego twarz.
Billy
wsunął delikatnie palce prawej ręki pod moją koszulkę, więc poczułam ich gorący
dotyk na skórze boku, a potem sunące w górę żeber, kiedy przez cały czas
patrzył mi z bardzo bliska w oczy.
Jego
były piękne, a zrobiły się prawie
czarne, przez co wydały mi się jeszcze piękniejsze.
Dyszałam
przez lekko rozchylone wargi i wciąż tylko patrzyłam w jego pociemniałe oczy, nawet
nie mrugając i nie śmiąc drgnąć.
Kiedy
jego dłoń dotarła do dołu mojej lewej piersi, zauważyłam, że wciąż trzymałam
tam przyciśnięte ręce, więc je poluzowałam i opuściłam na boki, by mu ułatwić
dostęp do mojego ciała.
Czubki
palców Billy’ego przesunęły się po boku mojej piersi, a potem zdecydowanym
ruchem palec wskazujący znalazł sutek i połączył się na nim z kciukiem, więc
poczułam delikatne, przyjemne uszczypnięcie.
Sapnęłam.
Billy
wygiął rękę, więc moja koszulka podjechała do góry po moim boku, a potem
poczułam dłoń mojego męża, przesuwającą się po moim brzuchu pod piersiami i
zabierającą przód koszulki ze sobą, kiedy wsunęła się w górę mnie, na prawą
pierś i przeszorowała wnętrzem po moim twardym sutku.
Boże,
jak dobrze!
Poczułam
to jak impuls elektryczny, przenikający mnie od piersi przez całe ciało,
włącznie z wargami i schodzący się między nogami w miejscu, które nagle zrobiło
się puste.
Nie
rozumiałam swoich odczuć, ale były one dobre, chociaż powodowały tęsknotę za więcej.
Zadrżałam,
napięłam mięśnie i jęknęłam głucho - Och!
Zauważyłam,
że zacisnęłam dłonie w pięści, ale nadal nie wiedziałam, co mogłabym z nimi
zrobić, więc nic nie zrobiłam.
Billy
przekręcił się, uklęknął obok mnie, złapał oburącz brzeg mojej koszulki, by
przeciągnąć ją po moim ciele w górę, więc podniosłam ręce i koszulka zniknęła.
Moje
dłonie zostały nad moją głową.
Billy
zawisł nade mną i popatrzył przez półmrok naszej sypialni na moje nagie piersi,
których nie zasłoniłam, kiedy ciągle patrzyłam w jego twarz, więc zobaczyłam zachwyt i głód, które wypłynęły na nią i podobały
mi się.
Oba.
Nigdy
nie zastanawiałam się nad tym, czy mogłabym się podobać komukolwiek, ale też
nikt nie oglądał mnie nagiej, jednak teraz nie wstydziłam się, bo to był mój mąż.
Byłam
jego.
Chciałam
tego.
Więc
cieszyłam się, że podobał mu się ten widok do tego stopnia, że był głodny na więcej.
Nagle
Billy zawisł nade mną i przesunął dłonią pod moją brodą tak, że zmusił mnie do
skupienia się na jego twarzy, więc spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam w jego
wahanie.
-
Anie - zapytał cicho i delikatnie - czy ty bierzesz tabletki?
Och!
Wiedziałam,
co pytał, bo ostatecznie każda dziewczyna słyszała o tabletkach
antykoncepcyjnych, ale nigdy nawet nie rozważałam możliwości brania ich, a
nawet nigdy nie byłam u ginekologa.
Więc
pokręciłam głową i poczułam gorąco ogarniające moje policzki.
Billy
wychylił się, zszedł z łóżka, a potem chciał wstać, ale wtedy zawołałam go.
-
Billy? - musiałam się dowiedzieć - Co ty…?
-
Gumka - mruknął i nie przestał się poruszać, ale ja musiałam mu to dać.
-
Jestem uczulona na lateks - wyjawiłam szeptem.
-
Kurwa - byłam pewna, że usłyszałam jako odpowiedź i, chociaż nie powinno mnie
to dziwić, bo przecież Billy był mężczyzną i przebywał głównie z męskimi
mężczyznami, zamarłam w szoku.
-
Przepraszam, kochanie - wymamrotał dziwnie mój mąż, wracając do mnie do naszego
łóżka.
-
Nie ma za co - wyszeptałam w odpowiedzi.
-
Nie wiem, co zrobić - mruknął Billy - Chcę tego. Tak samo jak ty, a może nawet
bardziej - przyznał się - ale…
Wciągnęłam
powietrze, nagle będąc tak zachwycona, że nic mnie już nie denerwowało,
wszystko było w jak najlepszym porządku.
-
Nie masz czym się martwić - szepnęłam niesiona na fali tego zachwytu - Najwyżej
będziemy mieli dziecko. Chcę je mieć.
Billy
zamarł, a wtedy do mnie dotarło to, co właśnie wybełkotałam.
Nie
wiedziałam, czy Billy chciał mieć dzieci.
Nie
wiedziałam, czy chciał mieć dzieci ze mną.
Ale
mój mąż się poruszył, podniósł jedną rękę, opierając się na drugiej z boku
mojej głowy, przejechał palcami po mojej skroni i zobaczyła jak jego twarz
złagodniała.
-
Więc mogę ci to dać - szepnął.
A
potem Billy pochylił się i dał mi więcej, biorąc sobie.
Pocałował
mnie najpierw w policzek, w szczękę, w szyję, później w dekolt, potem przesunął
wargami między moimi piersiami, a potem w bok, przesuwając przy tym dłoń znowu
na lewą pierś, a wargami obejmując prawą.
Otworzyłam
oczy szerzej, tak samo jak usta, w oddech mi zamarł, kiedy najwyższa
przyjemność dosłownie eksplodowała we
mnie i rozlała się zabierając mnie do Nieba.
Resztę
tego, co się działo, czułam jak przez mgłę, czy też raczej chmurkę.
Dryfowałam.
Billy
przesunął dłonie po moich bokach, kiedy patrzył na mój brzuch, a później moje
spodenki jechały w dół, więc lekko uniosłam biodra, by mój mąż mógł je całkiem
zdjąć ze mnie i odrzucić na bok (czego nie zapamiętałam, ale tak się musiało
stać, bo po wszystkim leżały na podłodze).
Poczułam
jego palce naciskające na wewnętrzną stronę moich ud, więc rozchyliłam je, a
Billy uniósł moje nogi, trzymając je za kostki.
-
Złap się tak - ujął, jedną po drugiej, moje ręce i położył na moich udach pod
zgiętymi, rozłożonymi kolanami - Przytrzymaj je tu i nie puszczaj - usłyszałam
rozkaz Billy’ego, który wykonałam, chociaż nie byłam do końca świadoma tego, co
robiłam.
Być
może, gdybym była bardziej przytomna, zawstydziłabym się, bo oto mój mąż,
mężczyzna, którego chyba same Niebiosa zesłały na moją drogę, klęczał między moimi
nogami, które miałam uniesione i szeroko rozchylone, a on wpatrywał się w moją nagą kobiecość i rozchylał ją palcami.
To
był najbardziej intymny moment w moim, w naszym
życiu.
Byłam
całkowicie na niego otwarta.
A
później schylił się i tam delikatnie dmuchnął.
Przeszedł
mnie kolejny dreszcz jak impuls elektryczny.
Czysta
rozkosz.
Billy
miał mnie rozłożoną bezwstydnie tak, jakby wiedział, że chciałam być jego bez
reszty, poddana mu w każdym centymetrze bez wstydu, bez oporów.
Mógł
ze mną zrobić absolutnie wszystko, co
by tylko zechciał.
Dlatego
nie byłam zaskoczona, kiedy poczułam na sobie jego ciężar, a później jego wargi
na mojej szyi, kiedy jego twardość, której nawet nie zobaczyłam, dotknęła
mojego wrażliwego miejsca.
Wydałam
z siebie kolejne jęknięcie pełne ekstazy i trochę niecierpliwości.
-
Tak? - spytał Billy mruknięciem, które było równie szorstko, jak poprzednie i
ponownie nie bałam się go, ale raczej mnie ono podnieciło.
Nie
odpowiedziałam, bo nie byłam w stanie.
-
Anie - warknął Billy z napięciem w głosie - Tak?
-
Uh - stęknęłam - Mhm.
To
mu wyraźnie wystarczyło, bo poczułam, jak zaczął się powoli zagłębiać.
Chociaż
poczułam lekki ból, który był może pieczeniem lub kłuciem, nadal z całych sił starałam
się jak najbardziej rozszerzyć swoje nogi, by ułatwić mu całkowity,
nieutrudniony niczym dostęp.
A
kiedy wszedł na tyle głęboko, że poczułam go mocniej, nie zapanowałam nad tym i
syknęłam z bólu, co spowodowało, że się zatrzymał.
Nie
poruszył się przez dłuższą chwilę, ale ja już chciałam więcej, więc niecierpliwie uniosłam biodra, podnosząc je napięciem
mięśni wciąż tak samo wspartych moimi rękoma, bo wciąż trzymającymi je pod
kolanami.
-
Billy - stęknęłam przy tym - Proszę.
-
Anie… - mruknął Billy, a ja zamrugałam, bo w jego głosie brzmiał ból - boli cię. Nie…
-
Ruszaj się! - błagałam, niepomna na
to, jak brzmiał i na to, że poczułam pieczenie, po prostu pragnąca więcej.
-
Błaaagam - zajęczałam.
I
Billy się ruszył.
I
to jak.
Nigdy
w całym moim życiu nie spodziewałam się takiej absolutnej, niebiańskiej rozkoszy, która była tak cudownie, genialnie wzmacniana przez uczucie całkowitego,
bezwarunkowego poddania się mojemu ukochanemu mężowi, bo właśnie to wiedziałam.
Wiedziałam
to wcześniej, ale właśnie w tym momencie o tym myślałam, że oddaję się
całkowicie temu, kogo kochałam całym sercem.
I
to uczucie narastało.
I
było fenomenalne.
A
kiedy myślałam, że nie mogło być lepiej, Billy oparł się na jednym ramieniu, a
drugie wsunął między nas, by dotknąć mojej kobiecości i pomasować w tak
fantastyczny sposób, że krzyknęłam.
Billy
pochylił twarz do mojej, przycisnął wargi do moich i zmusił mnie do ich
otwarcia, a później wsunął język do moich ust, bo pieścić nim mój język, więc
jęczałam mu do gardła swoje upojenie, spełnienie.
Spektakularne.
Wybuchało.
Pochłaniało
mnie.
Wyrzucało
w powietrze.
Ale,
chociaż to już było nieziemskie, to
nie był koniec.
Billy
poruszał się mocniej, gwałtowniej, szybciej, a potem rytm stał się
niekontrolowany, bo nie spostrzegłam tego, ale dotąd taki był, mój mąż
zawarczał w moje usta i wbił się ostatni raz, drugi, trzeci, by przestać.
Przesunął
wargi po moim policzku, a potem po mojej szczęce w dół szyi pod ucho, gdzie
przygryzł mnie lekko, zassał trochę mojej skóry i zamarł.
Leżeliśmy
tak przez kilka minut, dysząc ciężko i uspokajając się.
W
końcu Billy zsunął się na bok mnie, by nie naciskać mnie swoim ciężarem,
odciągnął moją prawą dłoń od mojego uda, przesunął moją prawą rękę do góry na
poduszce nad moją głowę i położył się na boku, na swojej wyprostowanej w górę
ręce, by patrzeć na moją twarz, wciąż oddychając ciężko jak po biegu.
-
Nie zrobiłem ci krzywdy? - zapytał w końcu, a ja uśmiechnęłam się delikatnie i,
wreszcie zawstydzona swoją nagością, puściłam drugie udo, by zakryć lewą dłonią
swoje piersi.
-
Nie - szepnęłam poprzez swój lekki uśmiech.
Po
kilku kolejnych minutach, Billy zaczął się podnosić, więc złączyłam nogi i
zaczęłam robić w myślach inwentaryzację.
Nie
bolało.
Może
trochę niekomfortowo piekło, ale nie bolało.
Billy
wstał z łóżka, wyciągnął do mnie rękę, więc dałam mu swoją, siadając na łóżku,
ale nie pozwolił mi na dalszy ruch.
Złapał
mnie jedną ręką pod plecami, a drugą pod kolanami, jak pan młody swoją
oblubienicę i podniósł, by ruszyć w kierunku łazienki.
Automatycznie
otoczyłam rękoma jego szyję, łącząc dłonie po jej drugiej stronie niż była moja
twarz i wtedy, cóż, zaskoczył mnie,
bo zesztywniał.
Ale
nadal szedł w stronę łazienki, gdzie postawił mnie na podsadzce obok umywalki i
przytrzymał, sprawdzając wzrokiem, czy mogłam stać stabilnie, kiedy jedną ręką sięgnął
do włącznika i włączył światło.
Stałam.
Zamrugałam,
kiedy jasność mnie oślepiła.
Patrzyłam
w milczeniu, co Billy robił, a on otworzył drzwi kabiny prysznicowej i odkręcił
tam wodę.
-
Prysznic - mruknął do mnie, więc uznałam, że mieliśmy się umyć.
Mogłam
się zgodzić.
Weszłam
tam, a Billy wszedł za mną, wprost pod letnie strugi wody, która obmywała z
góry naszą skórę spoconą intensywnym poruszaniem się w tę ciepłą, letnią noc,
chociaż mieliśmy w domu klimatyzację.
Poczułam
ulgę.
Billy
mył mnie delikatnie, powolnym ruchami gładząc całe moje ciało, a ja stałam jak niemądra, pozwalając mu na
wszystko i tylko na niego patrząc, jakby miał się rozwiać, kiedy noc się
skończy.
Był
spełnieniem moich snów.
W
końcu Billy zajął się myciem samego siebie, więc ja dokończyłam myć siebie,
przy okazji zauważając, że nie krwawiłam, a ból między moimi nogami był
naprawdę niewielki i ustępował pod wpływem lekkiego masażu.
Możliwe,
że to był efekt delikatności Billy’ego.
Nie
wiedziałam.
Potem
wróciliśmy do łóżka i poszliśmy spać, ale nie odsunięci od siebie jak na
początku, bo Billy ponownie mnie zaskoczył.
Owinął
mnie co prawda w moje prześcieradło, ale potem przyciągnął mnie do siebie, więc
spaliśmy tak, jak leżeliśmy tamtego poranka w pokoju hotelowym.
Ja
na ramieniu, trochę na piersi Billy’ego.
Przytulona
i wreszcie absolutnie szczęśliwa.
I
miałam się przekonać, że tak samo sypialiśmy później zawsze, kiedy Billy był w
naszym łóżku, co od tej nocy było zawsze, kiedy nie pracował w nocy.
Ale
miałam się wtedy przekonać o jeszcze czymś jednym.
Czymś,
co sprawiało, że przez kolejne dni byłam nieco mniej szczęśliwa, chociaż nigdy tego nie skomentowałam.
Nie
mogłam dotykać nagiej skóry Billy’ego.
Nigdy.
Zawsze
jakoś tak to ustawiał, że między moimi dłońmi, a jego skórą był jakiś materiał
lub moje dłonie lądowały gdzieś daleko od jego ciała.
Zwykle
mi to nie przeszkadzało, ale po kilku takich sytuacjach zaczęłam tęsknić za
możliwością dotknięcia go i zaczęłam myśleć (przekonując się o tym coraz
dobitniej), że moje brzydkie, czerwone, popękane, wyschnięte dłonie brzydziły mojego męża.
I
było mi źle z tego powodu.
Ale
nadal nie umiałam o tym rozmawiać.
A
tego dnia jechałam z Jackiem, by pokazać mu jak wspaniały był jego brat, jak
fantastycznie siewał i grał, jak kochali go słuchać ludzie z Piwnicy.
Zatrzymałam
mojego SUV’a przy krawężniku przy znanym mi już hotelu i wysiadłam, mówiąc
Jackowi, by zrobił to samo, a później poszliśmy w stronę wejścia, chociaż przez
cały czas myślałam intensywnie, jak miałam to zrobić, żeby Jack mógł wejść i
posłuchać, jak Billy grał i śpiewał, skoro był dzieckiem, a dzieci mogli nie
wpuszczać do lokalu z alkoholem.
Może
to było głupie z mojej strony, ale, ponieważ nie wymyśliłam innego rozwiązania,
po prostu poszłam z Jackiem do głównego wejścia do Piwnicy z nadzieją, że będzie tam znany mi już ochroniarz.
Był.
Jakby
był jedynym zatrudnionym tam
ochroniarzem.
-
Hej - uśmiechnęłam się do niego nieśmiało - To jest brat Gawędziarza -
powiedziałam, wyciągając rękę w kierunku Jacka - Chciał posłuchać.
-
Okej - mruknął tamten raczej obojętnie (w moim odczuciu) i machnął na nas ręką,
kompletnie mnie zaskakując, bo wyglądał na niezainteresowanego wiekiem Jacka.
Cóż,
przynajmniej później lekko się do nas uśmiechnął, więc poczułam się nieco pewniej
i bezpieczniej.
Weszliśmy
do ciemnego korytarza i, trzymając Jacka za rękę (albo ją nerwowo ściskając), znowu
niepewnie przeszłam do baru, by przekonać się, że znowu był tam Tony.
Najwidoczniej
Piwnica była małym lokalem, który nie
zatrudniał wielu osób, co było mi na rękę, bo przynajmniej wszystkich znałam.
-
Hej, Hannah - zawołał Tony - Billy zaraz zacznie - i skinął w stronę sceny, na
której już stało krzesło, a Billy stał tyłem do nas, zawieszając sobie gitarę
na szyi i patrząc na struny.
-
Hej, Tony - powiedziałam z wahaniem - Ja… nie chciałam mu przeszkadzać -
podniosłam dłoń, w której trzymałam rękę Jacka, który rozglądał się ciekawie po
sali, a potem zagapił się na Billy’ego - To jest Jack - przedstawiłam go i
młody spojrzał na barmana, by nieśmiało skinąć mu głową z przywitaniem - Jest
bratem Billy’ego, a nigdy nie słyszał, jak on śpiewa.
-
Oke-ej - mruknął Tony ze zrozumieniem, przeciągając to słowo.
-
Więc - mówiłam dalej - Czy możemy gdzieś się schować, żeby posłuchać, ale nie
przeszkadzać, nie rozpraszać go? Nie zostalibyśmy tu długo.
-
Tak, dobra - powiedział cicho Tony ponownie ze zrozumieniem i ruszył wzdłuż
baru za blatem ręką dając nam znać, żebyś my poszli za nim, chociaż przed
blatem.
Szliśmy
w stronę sceny, więc spoglądam w tamtą stronę, żeby sprawdzić, czy Billy nas
przypadkiem nie zauważył, ale on już siadał, skupiony na swoim występie, patrząc
na krzesło i na podłogę obok siebie.
Nie
spodziewał się nas, bo była to moja dość spontaniczna decyzja, żeby tu
przyjechać, spowodowana tym, że Jack zapytał mnie, dokąd Billy wyszedł sam w
sobotni wczesny-wieczór.
Doszliśmy
wzdłuż baru prawie do stolika, przy którym siedziałam z Billy’m wcześniej dwa
razy, ale Tony schylił się, wszedł pod blat i wyłonił się po drugiej stronie
(nie zauważyłam do tej pory tego przejścia), żeby otworzyć ukryte tam drzwi,
których nie spostrzegłam przy poprzednich wizytach w Piwnicy, bo były w tym samym kolorze, co ściana.
Przytrzymał
je dla nas otwarte, skinął nam głową i weszliśmy pod jego ramieniem, kiedy nie
opuścił dłoni z krawędzi drzwi.
Było
to niewielkie pomieszczenie, które służyło za magazynek.
Na
licznych półkach stały butelki i różne kartony, puszki, metalowe beczułki z
kolorowymi napisami, ale nie rozglądałam się, bo czekałam, co Tony nam powie,
żebyśmy zrobili.
-
Możecie sobie tu stanąć przy drzwiach - powiedział półgłosem, kiwając brodą w
stronę progu - Zostawię je lekko uchylone, to wszystko usłyszycie. Jak będziecie
chcieli iść, po prostu wyjdziecie stąd, zostawicie drzwi otwarte, ja później
zamknę i wejdziecie za bar, jak ja teraz wyszedłem, to poprowadzę was do drzwi
ewakuacyjnych.
No
tak, wiedziałam, że było gdzieś tam
drugie wejście i mogłam przejść tamtędy
z Jackiem, żeby nie narażać nas na zauważenie przez niepowołane osoby.
Głupia
ja, jak mogłam tak ryzykować.
Przecież
wiedziałam, że Jack był u nas na okresie próbnym, zanim stalibyśmy się jego
rodziną zastępczą.
Tony
nie czekał na moją odpowiedź, tylko ruszył do sali głównej, więc tylko rzuciłam
za nim szeptem - Dziękuję.
Zerknął
na mnie przez ramię z taki wyrazem twarzy, że miałam wrażenie, że nie zrobił
tego dla mnie, tylko dla Billy’ego.
I
ponownie ucieszyłam się, bo Billy to miał.
Zanim
stanęliśmy z Jackiem blisko drzwi, a Jack nasycił swoją ciekawość i ustawił się
cicho przed moim frontem, twarzą do szpary w drzwiach, by móc słyszeć, Billy
zaczął grać i śpiewać.
Zaczął od znanej mi Legendy zespołu Score i
poczułam, jak Jack stojący przede mną, kiedy obejmowałam go ramionami
owiniętymi wokół jego ramion i klatki piersiowej, zamarł i wstrzymał oddech.
Na, na, na niosło się po
niewielkiej przestrzeni baru z przekąskami i alkoholem, a my, podobnie jak
wszyscy w barze, słuchaliśmy zauroczeni.
Wiedziałam
wtedy, że Jack, dokładnie jak ja za
pierwszym razem, poczuł się zachwycony tym, jak wspaniale brzmiał jego brat.
Później
było Born for This, następne Hej, Brother, co zachwyciło Jacka, a ja
to zrozumiałam, kiedy pomyślałam o tych więzach krwi, o których Billy śpiewał, a
potem Billy zapowiedział coś nowego.
Miało
to być Best Part również zespołu Score, więc zamarłam,
bo każda nowa piosenka, nowy cover, w wykonaniu Billy’ego coś znaczyła i bardzo
chciałam to usłyszeć.
Mogę
być kłamcą, mogę być oszustem
Mogę
być neurotyczny, mogę być dziwakiem
Mogę
być wszystkim pomiędzy
Ale
zawsze znajdziesz najlepszą część
Najlepszą część
mnie…
Nie
wiedziałam dlaczego, ale czułam, że Billy śpiewał do mnie.
Nie
zgadzałam się z tym, bo uważałam, że nie poznałam wszystkich jego najlepszych
części, tak dużo ich było, albo może po prostu on nie miał złych, więc
wszystkie były wspaniałe, ale tak śpiewał.
Chcę
tylko powiedzieć, że jest mi przykro
Wiem,
że niektóre dni wymykają się spod kontroli
Chciałbym
być kimkolwiek innym
Jestem
wrakiem, ale ty rozumiesz…
Poczułam, jakbym
miała płakać, bo nagle dotarło do mnie, że to Billy tak źle siebie oceniał i
przez to myślał, że wydobywam z niego coś lepszego, ale ja nadal tak nie
sądziłam.
A potem, bez
zapowiedzi, Billy zaczął śpiewać jeszcze jedną nową piosenkę i ta jeszcze
bardziej trafiła do mojego serca.
Jestem świętym i jestem grzesznikiem
Jestem
przegranym i jestem zwycięzcą
Bez
wiary i wierzącym
Jestem
prawdomównym i oszustem
Jestem
bohaterem i złoczyńcą
Jestem
mitem i jestem legendą
Bez
siły ale wciąż rywalizuję
Jestem
prawdziwy i kłamliwy
Weź
mnie takim jakim jestem albo wcale
Ponieważ
zostałem potępiony, tak…
(…)
Mam
swoje wady
Robię
błędy
Ale
jestem sobą
Wstydzę
się
To
jestem ja, och…
Taki jestem…
-
Hannah… - szepnął Jack, odwracając do mnie głowę i unosząc ją, by spojrzeć i w
oczy - myślę, że powinniśmy już iść.
Tak
bardzo chciałabym jeszcze posłuchać, ale Jack miał rację.
Nie
powinniśmy zostać zauważeni.
-
Co? - zamrugałam na niego - Tak, tak. Masz rację - szepnęłam w odpowiedzi, bo
tak właśnie się umawialiśmy, kiedy powiedziałam Jackowi, po co Billy wyszedł z
domu tego dnia tak późno wieczorem.
Że
posłuchamy dwóch, trzech piosenek i wyjdziemy, bo wyjaśniłam młodemu na jakie
ryzyko się narażaliśmy, jeśli ktokolwiek niepowołany by nas tam zauważył.
Więc
ruszyliśmy.
Billy
śpiewał nadal, a my wyślizgnęliśmy się pod ladą za bar, a później Tony
wyprowadził nas na zaplecze, kiedy Jack szedł przede mną, a ja wciąż trzymałam
dłoń na jego ramieniu, byśmy mogli pójść do mojego SUV’a i pojechać do domu.
Po
drodze, już przy samym wyjściu ewakuacyjnym, nad którym wisiała zielona
tabliczka, z akompaniamentem muzyki Billy’ego w dalekim tle, przez co wciąż
odwracałam głowę w tamtą stronę, Tony spytał Jacka:
-
Podobało się?
-
Tak! - zawołał Jack cichym, ale
zachwyconym głosem, a jego twarz wskazywała na to, że mówił szczerze i skupiłam
się tylko na nim.
-
Twój brat ma prawdziwy talent -
powiedział mu Tony, a ja poczułam, że moje plecy wyprostowały się z dumy i moja
twarz przybrała taki sam wyraz, jak Jacka: pełen dumnego zachwytu.
-
Ty też śpiewasz? - zapytał Tony, a Jack posmutniał.
-
Nie umiem - powiedział cicho z jakimś dziwnym rozczarowaniem.
Musiałam
zareagować.
Lekko
uścisnęłam ramię Jacka palcami mojej dłoni, która przez cały ten czas tam
spoczywała.
-
Jack pisze - powiedziałam z dumą w
głosie, dumą na którą nie zasłużyłam, bo przecież to nie była moja zasługa, że ten
dzieciak miał taki talent, ale Jack ją usłyszał, więc odwrócił się do mnie
szarpnięciem głowy i z rozjaśnioną twarzą.
-
Poezję? - zapytał Tony.
-
Nie, takie… opowiadania - wyjaśniłam mu, kiedy Jack rzucił jednocześnie dziwnym
tonem - Rzeczy.
Na
nasze odpowiedzi Tony nagle wydawał się mieć jakiś pomysł, bo podniósł głowę, a
jego twarz pojaśniała.
-
Hej - zwrócił się wyłącznie do Jacka - …a może napiszesz, co dzisiaj widziałeś
i co czułeś?
-
Mamy taki projekt - wyjaśniająco Tony powiedział do mnie - Na stronie w Internecie wrzucamy opinie klientów.
Dalibyśmy to pod jakimś nickiem.
Spodobał
mi się ten pomysł, ale to miało być Jacka, a on nie wydawał się być tego
pewien, więc nie zgodziłam się od razu, ale powiedziałam niejasno:
-
Zobaczymy.
-
Okej - powiedział Tony - Zastanówcie się. jakby co, to po prostu przynieście
tekst. Kiedykolwiek. Bez pośpiechu.
-
Dobrze - odparłam, skinęłam głową, uśmiechnęłam się i pożegnaliśmy się, by
pójść w stronę mojego samochodu.
-
Hannah - zawołał za mną Tony, wiec odwróciłam głowę w jego stronę, kiedy
uszliśmy już kilka kroków w stronę ulicy - Wiesz, że Billy zmienił słowa?
-
Słucham? - nie zrozumiałam.
-
Zmienił słowa w ostatniej piosence - wyjaśnił mi Tony - Znajdź i posłuchaj
oryginału. To było Who I Am.
Skinęłam
głową, rzuciłam Dzięki i odwróciłam
się z powrotem w stronę mojego SUV’a, ale ta myśl nie opuściła mnie przez
bardzo długi czas.
A
kiedy wreszcie miałam możliwość znalezienia tej piosenki w Internecie,
dowiedziałam się, że Billy myślał o sobie nawet bardziej źle, niż spodziewałam
się po tekście, jaki usłyszałam tamtego wieczoru.
Bo
właściwe słowa piosenki mówiły o tym, że ktoś jest sobą i nie wstydzi się tego,
bo To jestem ja.
A
Billy najwyraźniej wstydził się tego, kim był.
I
nie wiedziałam, co mogłabym z tym zrobić.
Jeszcze.
Ale
nie wiedziałam też, że miałam coraz mniej czasu.
*****
Billy
- Yo, Tony -
zawołał Billy, podchodząc do końca baru - spadam.
- Okej. Czekaj!
- zawołał Tony i ruszył w jego stronę, więc Billy poczekał, żeby kumpel
podszedł do niego - Mam coś - powiedział barman, kiedy nie musiał już krzyczeć
i wyjął spod blatu dwie grube koperty.
Billy
zmarszczył brwi i napiął się.
Miał
nadzieję, że nie była to jakaś gówniana umowa do podpisania lub intratna
propozycja z jakiejś cholernej wytwórni, bo już to przerabiali.
-
Tu masz napiwki z tych kilkudziesięciu miesięcy, kiedy nie chciałeś o nich
słyszeć - powiedział Tony stanowczo, wyciągając w jego stronę najpierw jedną
kopertę, a potem uciął to, jak Billy próbował się wykręcić - I nie mów, że ich nie
potrzebujesz. Masz nową rodzinę. Masz o kogo dbać. Masz fantastyczną kobietę,
której na tobie zależy, to kup jej coś, czego potrzebuje, a o czym może nigdy
nie wspomniała.
Billy
opuścił brodę, ponuro popatrzył na kopertę i pomyślał, że właściwie to powinien
może sprawić swojej Anie jakąś niespodziankę.
-
A tu masz to, co zebraliśmy w przeddzień waszego ślubu - Tony pchnął po blacie w
jego stronę drugą kopertę - To prezent od wszystkich twoich fanów, a takim się
nie odmawia.
-
Kurwa, Tony - warknął Billy i przeczesał włosy dłonią.
A
potem, kiedy o tym myślał, przejechał nią po swoim policzku, by na koniec zebrać
kciukiem i palcem wskazującym czubek brody, podrzucił gitarę, którą trzymał w
futerale w drugiej dłoni i podniósł z blatu obie koperty.
-
Dzięki - mruknął - Doceniam.
-
Nie, stary… - odpowiedział cicho Tony, pochylając się w jego stronę i opierając
obie ręce o blat baru - my doceniamy.
Doceniamy twój talent i pasję. Dlatego dzięki i tak trzymaj. Tak?
Billy
nie odpowiedział.
Kiwnął
brodą na pożegnanie i wypierdolił stamtąd w cholerę, nie oglądając się więcej
na kumpla.
Zabierał
swoją gitarę, bo teraz miał gdzie ją trzymać, bo mieli dom, ale też chciał coś
przećwiczyć, spróbować czegoś nowego, a pomyślał, że Anie nie będzie miała nic przeciwko temu, żeby zrobił to przy
niej, a może nawet przy Jacku.
Wychodząc
myślał o swoim bracie i swojej żonie.
Ale
nie pojechał do domu.
Bo
właśnie wtedy przyszło mu do głowy, co chciałby podarować Anie, więc pojechał
wprost do sklepu z AGD, który jeszcze powinien być otwarty w ten sobotni
wieczór.
Kiedy
siedział w swoim pickupie i prowadził po wyludnionych ulicach Salt Lake City,
wspominał te kilka ostatnich dni, kiedy przekonał się, jak bardzo polubił życie
z Anie i Jackiem, w ich małej rodzinie.
Następnego
ranka po tym, jak Billy wyciągnął głowę z tyłka, albo może, w innej
interpretacji, zabrał dziewictwo swojej kobiecie i uczynił ją bardziej swoją, Anie
weszła pod prysznic pierwsza, a później wyszła z łazienki ubrana w codzienną,
znaną mu już, chociaż nieco kolorystycznie inną niż poprzednia, koszulkę i te
same co poprzedniego dnia spodenki.
Ruszył
w jej stronę, a kiedy się mijali, pochylił się, a ona przystanęła i podniosła
twarz, by mógł pocałować ją w usta, co było dobre.
Pożądał
jej tak długo, że mógłby się spodziewać, że po zaspokojeniu tego jego
podniecenie spowodowane jej obecnością będzie słabsze po tym, jak ją miał.
Nie
było.
Wszedł
do łazienki i, kiedy on tam został, by się ogolić, jego żona wyszła z sypialni
i zeszła na dół, by zacząć przygotowania do śniadania (co mu oznajmiła wołając
cicho do niego przez zamknięte drzwi łazienki).
Kiedy
się umył, ogolił i naszykował na ich dzień, wyszedł z sypialni i na podeście
natknął się na Jacka, który też właśnie wybierał się do kuchni.
Więc
ruszyli tam razem, żartując z snu, jaki miał młody w nowym miejscu, a które
podobno miałyby się spełnić.
Jack
powiedział, że nie chciałby tego, bo śniło mu się, że kogoś gonił i się bardzo
zadyszał, a złapał powietrze i
poleciał.
Weszli
we dwóch do kuchni, ale po drodze ucichli i stanęli w drzwiach, bo usłyszeli cichy,
miękki głos Anie, która najwyraźniej rozmawiała z kimś przez telefon, stojąc
tyłem do nich.
-
To dobrze, Słonko - mówiła łagodnym tonem, jakby się uśmiechała - Skoro Alek
tak powiedział, to możemy coś napisać - zamilkła na chwilę, a potem roześmiała
się delikatnie i dodała - Ale, wiesz, możesz przyjechać z tym do nas. Alek cię
przywiezie, bo słyszałam, że mieszkają z Samem tu niedaleko. Billy jedzie
dzisiaj do pracy na szóstą wieczorem, to może cię później odwiozę do domu moim
samochodem.
Billy
zaczął słuchać uważniej i poczuł, że Jack również spiął się u jego boku, kiedy
zatrzymali się obaj w lekko tylko uchylonych drzwiach do kuchni.
-
Och! - zawołała nagle cichym głosem
Anie - Abi, mam pomysł. Jack świetnie pisze. Ma lekki język, super
pomysły i inne spojrzenie. Może on by
wymyślił dla ciebie jakiś slogan reklamowy lub tekst na ulotkę.
W
tym momencie Billy poczuł, że jego brat podniósł głowę, by na niego spojrzeć i
zrozumiał, że obaj poczuli to samo.
Ciepło
rozlewające się po ich wnętrznościach na myśl, że był ktoś, kto ich doceniał,
chwalił i nie omieszkał zrobić tego głośno.
Więc
tak, to całe cholerne życie w ich małej rodzinie było wprost zajebiste i było takie głównie dzięki
Anie.
A
do tego dochodziło to, że Anie była silna, ufna i oddana Billy’emu w taki
sposób, że nie musiał szukać niczego więcej, ani jej bronić przed życiem.
Była
niewinna i niedoświadczona w seksie, ale pozwalała mu robić z nią wszystko, co
sobie tylko wymarzył.
Miał
to dokładnie tak, jak to lubił.
Więc
poniedziałek minął im na wspólnych zakupach gówna do pokoju Jacka, gówna o
którym do tej pory nie pomyśleli, a które Anie powoli odkrywała na zasadzie Jeszcze przydałoby się… i zrobiła z tego
całą listę.
Billy’emu
wydawało się, że podobnie uzupełniała gówno do swojej kuchni, bo wciąż widział
ją wybierającą jakieś łopatki, miski mieszadła i takie tam.
We
wtorek spędzili pierwszą noc po swoim ślubie rozdzieleni, kiedy on musiał iść
do pracy, a Anie zostawała sama w ich łóżku.
Co
było do dupy i przez całą noc myślami był wyłącznie przy niej, a nawet w
marzeniach z kutasem w niej, więc był cholernie rozkojarzony, za co nawet
dostał w pewnym momencie trochę gówna od pieprzonego
Sama.
Oli,
Jimmy, David i Alex patrzyli na to tylko z lekkimi, wyrozumiałymi uśmiechami,
ale Billy nie wiedział, co było gorsze.
Kiedy
jednak w środę po szóstej rano wrócił do domu, Anie już nie spała, wstała
specjalnie, żeby podać mu śniadanie i powitać go, wracającego z pracy, podać mu
śniadanie i pójść z nim pod prysznic, co było super zajebiste, więc pokazał jej jak bardzo go to ucieszyło, myjąc się i
wielozadaniowo pieprząc ją tam, kiedy się kąpali.
Tak
jak sobie to wymarzył dawno temu, brał ją tam od tyłu, pod letnią wodą lecącą
na nich z prysznica, kiedy opierała obie ręce na kafelkach pokrywających tam
ściany, wypinała ku niemu swój zajebiście rozkoszny, kształtny tyłek, więc mógł
ją pieprzyć ostro i odleciała przy tym, jakby to było jej największe marzenie.
Dawała
mu to, że mógł stopniowo i bez ograniczeń poznawać całe jej ciało i badać granice ich wspólnej seksualności.
A
w czwartek zrobił z nią całą scenę, a do tego ona sama ją zainicjowała.
Był
późny wieczór, bo Billy wrócił z dyżuru o szóstej trzydzieści.
Anie
czekała na niego, by zjedli we dwójkę kolację, którą Jack dostał wcześniej, więc,
kiedy Billy przyszedł z pracy, jego brat siedział już przed telewizorem w
pokoju dziennym, którego część Anie wydzieliła jako bawialnię.
Anie
i Billy byli w kuchni, potem Billy poszedł pod prysznic, a jeszcze później razem
posiedzieli w bawialni, gdzie pili: Anie kawę, Billy piwo i Jack sok, oglądali
jakiś program i śmiali się z jakiegoś gówna, które Jack opowiadał o swoich sytuacjach
z domu tymczasowego.
Dobrze,
że już umiał się z tego śmiać.
Potem
Anie sprzątała kuchnię i naczynia z bawialni, kiedy Billy odpoczywał na
kanapie, a Jack poszedł już do łóżka, po czym oboje weszli po kolei do jego
pokoju, jak zwykle to robili, żeby go pożegnać przed snem.
Anie
była tam pierwsza, więc poszła w stronę ich sypialni, kiedy Billy wchodził do
brata, a on zdziwił się trochę, bo, wyjątkowo, nie poczekała na niego w
korytarzu, kiedy wchodził w otwarte drzwi jego pokoju, a ona wychodziła.
Spojrzała
na niego spod czoła, z zagryzionymi wargami, z opuszczoną brodą z dziwnym
wyrazem twarzy, więc pospieszył się z życzeniem Jackowi dobrej nocy, bo był
cholernie ciekaw, co jego żona szykowała dla niego.
Miał
rację.
Kiedy
wszedł do sypialni apartamentu, poszedł w stronę ich łóżka, zdejmując z siebie po
drodze koszulkę, by rzucić ją na podłogę.
Anie
była wtedy w łazience, ale jakby nasłuchiwała, czy przyszedł, bo natychmiast
wyszła stamtąd, a Billy, który do tego czasu usiadł na swojej stronie łóżka i
tylko miał zwróconą do niej głowę, zamarł na jej widok.
Była
boso, uczesana jak zwykle w warkocz, ale miała na sobie cholernie seksowną
koszulkę nocną, zrobioną z pieprzonej białej satyny z kremową, prześwitującą
koronką na dole i przy staniku, opinającej tak cholernie ponętnie jej seksowne
biodra i biust, że Billy z wysiłkiem opanował chęć, by natychmiast przejąć
kontrolę, rzucić ją na kolana i po prostu ją wypieprzyć.
Opóźniona
gratyfikacja była o niebo lepsza.
Przekręcił
w jej stronę tułów, nie podnosząc się i nie wykonując w jej stronę żadnego
gestu, ani nic nie mówiąc.
Anie
stała niepewnie na środku ich małżeńskiej sypialni, najwyraźniej bojąc się, że
zrobiła coś złego lub nie wiedząc, co miałaby robić dalej.
Więc
on zamierzał jej powiedzieć.
-
Podejdź tu - rozkazał niskim pomrukiem, wskazując na miejsce tuż przed sobą,
więc ruszyła się, a on przekręcał tułów, prowadząc ją wzrokiem - Stań prosto -
rozkazał, kiedy wykonała poprzednie polecenie.
Stała
dokładnie tam, gdzie jej wskazał wyprostowana i nieruchoma, patrząc na niego
szeroko otwartymi oczami i dysząc lekko, a on napawał się jej widokiem.
Piękna,
posłuszna, niewinna, jego.
-
Rozpuść włosy - wydał następne polecenie, a jej twarz przybrała wyraz
zdziwienia, ale podniosła ręce do warkocza i zrobiła to.
-
Zdejmij koszulkę - powiedział i zobaczył, że przez jej twarz przebiegło
rozczarowanie prawdopodobnie spowodowane wcześniejszą nadzieją, że podobało mu
się to, że miała taką koszulkę.
Kiedyś,
później, Billy jej wyjaśni, że jej obraz w tej koszulce wypalił się w jego
mózgu, więc dobrze, że ją założyła dla niego.
Ale
teraz potrzebował jej nagiej i chciał, żeby zrobiła to dla niego.
Zaczęła
powoli, trzymając ją za dolną część materiału, podnosić koszulkę, by
przeciągnąć ją przez głowę, więc ją powstrzymał.
-
Zsuń ramiączka pomału, pojedynczo i zdejmij ją dołem, jeśli możesz - rozkazał -
I patrz mi prosto w oczy.
Zrobiła
to.
Dokładnie
tak, jak tego chciał.
Przesuwając
czubkami palców po jednym swoim ramieniu, zgarniając przy tym ramiączko
koszulki, a potem to samo robiąc z drugim, następnie zsuwając materiał tak
wolno z biustu i bioder, że było to istną pieprzoną torturą dla Billy’ego, pozwoliła, by koszulka opadła na podłogę.
Kiedy
stała tam naga, wyprostowana, dysząca z podniecenia, którego Billy nie
spodziewał się ani teraz, ani wtedy, kiedy brał jej dziewictwo dzień wcześniej,
poczuł, jak jego kutas twardniał coraz bardziej.
Kurwa.
Nie
miewał nigdy żadnej kobiety więcej niż jeden raz.
Nie
podniecało go to.
Gonił
za nowością, za doznaniami.
Ale
nie z jego Anie.
Podniecała
go za każdym razem na nowo, a na dodatek za każdym razem, nawet tylko jej
wspomnienie, podniecało go mocniej.
Przesunął
wzrokiem po jej skórze, przez co zadrżała, jakby ją dotykał.
-
Rozsyp włosy na ramionach i do przodu - rozkazał, ale nie wytrzymał napięcia,
więc kiedy to robiła, wstał i podszedł, by okryć ją płaszczem jej włosów.
Kurewsko
miękkich, gęstych, cudownych.
Przepiękna.
Nie
dotykał jej ciała, tylko czubkami palców zawadził o jej sutki (znowu zadrżała),
które wystawały spomiędzy włosów, okrywających ją niczym złotym płaszczem, ale
nawet z tych kilku dzielących ich centymetrów czuł jej gorąco, jej oszałamiający,
kobiecy zapach.
Mleko,
wanilia, oliwka, miód.
Przez
te kilka dni nauczył się, że tak pachniał jej żel pod prysznic i jej szampon, a
może również, tego nie wiedział, jej balsam lub krem.
Kochał
ten zapach.
Zapach
świeżo upieczonego ciasta.
To
był dom.
To
był dokładnie taki zapach, jaki zapamiętał z domu swojego jedynego kolegi, u
którego bywał, kiedy miał kilka lat, zanim jego rodzice przenieśli się do
innego miasta.
Domu,
w którym dorośli zajmowali się dziećmi, grali z nimi w gry planszowe lub w
karty, oglądali telewizją, a mama piekła ciasta, by potem zjadać je wspólnie ze
wszystkimi.
Billy
myślał, że zapomniał to całe gówno, ale z tym zapachem powróciło to do niego wraz
z tym uczuciem, jakie wtedy miał.
Czystość
i bezpieczeństwo.
Bał
się, że mógłby teraz to stracić, jeśli dotknąłby Anie tak, jak lubił to robić
niektórym sukom, czyli mocniej, inaczej i ją by skrzywdził.
Ona
była delikatna, więc on musiał być w stosunku do niej delikatny.
Billy
odszedł na kilka kroków i zaczął szybko zdejmować z siebie spodenki i bokserki,
rzucając je w nieładzie na podłogę, kiedy Anie stała tam i patrzyła, jak nagle
z nich wyskoczył jego uwolniony kutas, z coraz mniej przytomnymi oczami i z rozchylonymi
ustami.
Wszedł
na łóżko, położył się płasko na plecach i skinął na nią dłonią.
-
Wejdź tu - wydał następny rozkaz, więc ruszyła się bez sekundy zwłoki.
Patrzył
przez całą jej drogę, jak poruszała się łagodnie i płynnie, jak ona to zawsze
robiła, żeby wejść na materac obok niego i usiąść na piętach, kiedy klęczała na
brzegu.
Nie
patrzyła w jego oczy tylko na penisa.
Światło
ich obu lampek nocnych było zapalone, więc miała doskonały widok na jego
twardego, drgającego niecierpliwie kutasa, który domagał się jej wilgoci, ciepła
i ciasnoty.
Billy
nie czekał na pieprzony dotyk, nie pragnął go.
Nigdy nie pragnął
dotyku.
-
Daj mi swoje dłonie - poinstruował, wyciągając do niej ręce, po czym splótł swoje
palce z jej palcami tak, by mogła się na nim opierać - przełóż prawą nogę przez
moje uda - powiedział ochrypłym głosem i pociągnął ją lekko na siebie.
Kurwa,
już był tak podniecony, że nie mógł normalnie mówić, a Anie potrzebowała jego rozkazów.
Ale
to było to, co uwielbiał.
Pochyliła
się do jego klatki piersiowej, więc jej włosy omiotły go najdelikatniejszą
pieszczotą i znowu nie był w stanie myśleć, więc zacisnął zęby, żeby się skupić
i zgiął szyję, by widzieć.
Kiedy
zrobiła, co jej kazał, podniósł lekko głowę i zobaczył jej otwartą, mokrą cipkę
tuż nad sobą.
Z
trudem powstrzymał jęknięcie.
Odepchnął
lekko jej ręce, co zrozumiała natychmiast i wyprostowała się nad nim, a jej
szeroko otwarte oczy wciąż śledziły każdy jego ruch.
Ujął
penisa w dłoń, przytrzymał biodra Anie i wycelował.
-
Opuść się powoli - rozkazał, patrząc jak się zanurzał i kontrolując ją palcami
drugiej ręki zaciśniętymi na jej biodrze.
I
cholernie dobrze czując tę gorącą
miękkość, która ciasno go otaczała, pochłaniając go coraz głębiej do środka.
Pieprzone
niebo!
Zaciskał
palce na jej obu biodrach, patrzył jej w oczy i widział w niej tą samą rozkosz
i skupienie, jakie on przeżywał, kiedy brała go w siebie.
-
Złap się za łokcie za swoimi plecami - polecił jej i usłyszał warkot w swoim
głosie, ale, pieprzone dzięki Chrystusowi, Anie nie przestraszyła się tego,
tkwiła nieruchomo na jego kutasie, wykonując jego rozkaz, więc jej cycki
zostały wypchnięte do przodu.
-
Tak - warknął znowu i poprawił ułożenie jej włosów, by jej fioletowe, duże,
naprężone sutki wystawały kusząco z gęstego, złotego płaszcza jej włosów.
-
Podnieś się - warknął, a ona spojrzała na niego półprzytomnie, zza
przymkniętych powiek, ale zrobiła co jej kazał, więc kontynuował - Opuść się.
Wtedy
to poczuł i wiedział, że ona to poczuła, kiedy jej oczy zrobiły się olbrzymie,
usta otworzyły się szerzej i wydała ciche westchnienie, które było idealnie zsynchronizowane
w jego stęknięciem.
Był
to poślizg jego wściekłego twardziela w gościnnej, gorącej ciasnocie tak
krewsko fantastycznie dopasowanej do jego kutasa, że czuł to, jak gładzenie
wnętrzem zaciśniętej, aksamitnej, elastycznej rękawiczki.
Jezu
Chryste.
Nie
musiał jej powtarzać, nie musiał mówić ani… jednego… pieprzonego… słowa…
więcej, bo rytmicznie, powtarzalnie poruszała się sama, dodając przy tym ruch w
przód i w tył, czasem kręcąc biodrami na boki, więc jego doznania poszybowały
cholernie wyżej, wprost w pieprzony kosmos.
Jezu!
Musiał
ją przyhamować, bo skończyłby cholernie za
szybko.
-
Daj mi ręce - rozkazał stęknięciem i spojrzała na niego inaczej.
Jakby
ze strachem, skupieniem, a przy tym zagryzła wargi, więc wiedział, że usłyszała
to, ale nie przestraszyła się, tylko martwiła się o niego.
Kurwa,
dlaczego?
Złapał
jej dłonie, kiedy tylko wyciągnęła je do przodu, przesunął swoje palce na jej
nadgarstki i pociągnął, by pochyliła się do jego twarzy.
Potem,
wykręcając swoje ramiona, ale wciąż patrząc jej w oczy, położył jej dłonie po
bokach swojej głowy i miał jej usta tuż przy swoich.
Więc
ją pocałował.
Nie,
wróć!
Ona pocałowała jego.
Po
raz pierwszy wykazała się taką inicjatywą, a on to lubił.
Zdążył
już przyłożyć dłonie do jej bioder, by dać jej znać, że miała się ruszać, jak miała się ruszać, więc nie kierował
jej głową, kiedy obniżyła ją i najpierw delikatnie dotknęła swoimi ustami do
jego warg.
A
potem nacisnęła i przesunęła językiem, więc je rozchylił, by ją wpuścić do
środka, co wykorzystała, jakby była głodna jego smaku.
Kurwa,
jak dobrze!
Za dobrze!
Jego
podniecenie rosło za szybko i przestraszył się, że zaraz skończy, a chciał
więcej, więc wykorzystał to, że złapała rytm i poruszała się naprawdę namiętnie
na jego kutasie.
Przesunął
prawą dłoń po jej plecach w jej włosy na karku, złapał i odciągnął ją od swoich
ust.
-
Anie - stęknął, więc znowu poczuł, jak się spięła.
Musiał
być bardziej ostrożny, bo wciąż zapominał, że ona nie miała doświadczenia i nie
wiedziała, jak reaguje podniecony mężczyzna.
-
Za dobrze - szepnął więc, by ją uspokoić.
Dobrze
zrobił, bo rozluźniła się i zaczęła ponowne dawać mu więcej.
Ale
on już chciał inaczej.
Zaczął
wyślizgiwać się z niej, przesuwając się pod jej ciałem, jednocześnie naciskając
ją tak, żeby wiedziała, że miała się nie
ruszać.
Posłuchała
go.
Jechał
pod nią, dotykając ustami w miarę swojego postępu stopniowo jej dekoltu, cycków
(gdzie zatrzymał się na dłużej), brzucha, a potem musiał delikatnie odepchnąć
jej jedną nogę i unieść jej biodra, by przełożyć swoje ramiona między jej udami.
Kiedy
był poza nią, złapał jej tyłek i ustawił go z powrotem.
Wreszcie
miał usta tam, gdzie chciał mieć.
Wysunął
język i posmakował jej.
Jezu,
sama słodycz.
Kiedy
go poczuła, z słabym okrzykiem wypchnęła biodra w jego stronę, wbijając się w
jego usta i zajęczała z czystej, nieskrywanej rozkoszy.
Kurwa,
jak dobrze.
Położył
obie dłonie płasko na jej zajebistych pośladkach i lizał, ssał, smakował jej
soków, aż zaczęła nad nim drżeć.
Nie
chciał, żeby doszła.
Jeszcze
nie.
Więc
odsunął się, odwrócił, uklęknął za nią, słuchając jej westchnienia
rozczarowania, kiedy był z dala od niej przez ułamek sekundy, złapał jedną ręką
za jej kość biodrową, a drugą za kutasa i wbił się w jej gościnną, ciasną
wilgoć, co dało mu jej okrzyk - Tak!
Cholernie
fantastycznie seksowny.
A
potem jechał szybko, gwałtownie, cholernie głęboko, wręcz brutalnie, aż poczuł
że to w nim narastało, więc sięgnął pod jej brzuch i między jej nogi, by
znaleźć jej czuły punkt i zakręcić tam palcami.
Kiedy
poczuł początek jej orgazmu, odpuścił, więc udało mu się sprawić, że doszli
razem i było to coś niesamowicie kurewsko zajebistego.
Pochylił
się nad jej plecami, a ona wygięła się w kręgosłup stronę tak, że miał jej kark
pod ustami, więc złapał go, przejechał tam językiem, wargami, a na koniec
zębami, czując dreszcz jej rozkoszy.
Nie
zagryzł, chociaż opanował się resztką świadomości.
Chciał
tego, ale to byłoby za wcześnie.
Kiedy
schodzili ze swoich szczytów, opadł na bok, pociągając Anie ze sobą i udało mu
się utrzymać ich połączenie, więc mogli leżeć tak na łyżeczki, ona z jego
rękoma oplatającymi jej brzuch i żebra, doprowadzać swoje oddechy do wyrównania
i czekać, aż Billy wysunął się z niej naturalnie.
Jak
nigdy tego nie robił z żadną z suk, jakie pieprzył gdzieś tam, kiedyś po
drodze, która doprowadziła go do jego cudownej żony.
Zaczął
się podnosić z łóżka i poczuł, że Anie się przekręciła, ale było widać, że nie
chciała wstawać, więc usiadł tylko na boku i pochylił się w jej stronę.
-
Zabiorę cię do łazienki, umyjemy się - szepnął jej do ucha, odgarniając włosy z
jej twarzy, by sprawdzić, czy wszystko było w porządku, ale nie był tego pewien
- Dobrze się czujesz? - zapytał więc, a ona pokiwała sennie głową na poduszce i
uśmiechnęła się lekko, jakby był głuptaskiem, który nie zauważał.
Zauważał.
Było
jej dobrze.
Podniósł
się, wyciągnął ręce, złapał ją pod kolanami i pod plecami tak, jak lubił i
myślał, że ona też to lubiła.
-
Mogę sama iść - cicho zaprotestowała.
Może
i mogła, ale Billy chciał ją mieć w ramionach jeszcze trochę dłużej.
Billy
zmarszczył brwi i spiął się, ale też wtedy zauważył, że nie była swobodna w
jego ramionach, kiedy niósł ją tak przez ich sypialnię.
Obie
dłonie miała zaciśnięte w pięści i przyciśnięte do piersi, a brodę zgiętą, by
nie opierać się na jego ramieniu.
Podrzucił
ją delikatnie, więc jej czoło opadło na jego szyję, ale pięści pozostały
zaciśnięte.
Billy
nigdy się nad tym nie zastanawiał, ale to wtedy właśnie zauważył, że skóra na
jej dłoniach była czerwona, szorstka i popękana, a ona trzymała je tak, jakby
ją bolały lub jakby się ich wstydziła.
Myślał
o tym w ciągu dnia w swojej pracy, a potem ją obserwował.
Teraz,
jadąc do cholernego sklepu z pieprzonym sprzętem AGD, gdzie kurewskie nigdy nie spodziewałby się zawitać, Billy
zamierzał dać jej coś, co mogło zmniejszyć jej podrażnienia.
Anie
lubiła dla nich, Billy’ego i Jacka, gotować różne gówno i piec różne ciasta, a
widział, jak wyrabiała je ręcznie, co zmuszało ją do moczenia rąk w wodzie
częściej, niż było to potrzebne.
Postanowił
więc kupić jej robota wielofunkcyjnego, jakiego kiedyś widział u Evy w kuchni,
albo inne podobne gówno, które by jej to dało.
Będąc
w sklepie, przekonał się o dwóch rzeczach.
Po
pierwsze o tym, że ni za cholerę nie znał się na tym gównie, więc musiał
poprosić o pomoc ekspedienta, a po drugie o tym, że miał o wiele więcej
pieniędzy, niż było mu potrzebne, o wiele
cholernie więcej, niż by się spodziewał, więc kupił jej coś jeszcze.
Kiedy
wszedł do ich domu, była już dziewiąta wieczorem.
Jack
był już w swoim pokoju, może w łazience i szykował się do snu, więc Billy miał
zaraz iść na gorę, żeby powiedzieć bratu dobranoc.
Najpierw
jednak zajął się przywiezionym przez siebie gównem.
Wypakował
gitarę i pieprzone zakupy na trzy
razy, przechodząc od pickupa do korytarzyka wejściowego, więc wiedział, że Anie
była ciekawa, co robił, a może nawet zaniepokojona, ale nie wyjaśnił jej nic,
tylko pocałował szybko na powitanie i poszedł do tylnego korytarza.
Zdjął
buty i zostawił je tam przy tylnych drzwiach.
Przeszedł
do pomieszczenia gospodarczego, które przylegało do kuchni, zdjął skarpetki i
wrzucił je do kosza na pranie, a potem poszedł prosto do łazienki dla gości,
gdzie miał swój ręcznik do nóg, bo zawsze robił tak samo.
Anie
dbała o czystość podłóg w ich domu i nie tylko do tego stopnia, że Billy (i
Jack) nauczyli się chodzić tam na boso, zdejmując buty zaraz po przyjściu do
domu skądkolwiek przychodzili i myjąc nogi, by nie niszczyć jej pracy.
Billy
dodatkowo czuł się lepiej, mogąc pozbyć się butów, a taka pieprzona sterylność ich domu dawała mu cholerne poczucie
bezpieczeństwa.
Kurwa.
Nad
tym też nigdy się nie zastanawiał.
A
może powinien, bo Anie myła podłogi na kolanach, mocząc ścierkę w misce z wodą
i robiąc wszystko ręcznie.
Może
potrzebowała mopa lub innego gówna, by nie wysuszać dłoni?
Za
słabo o nią dbał.
Plując
sobie cholernie w brodę za gapiostwo, poszedł do wyjścia, wziął pierwsze pudło
i poszedł do kuchni do Anie, która tam cierpliwie czekała na niego, żeby
skończył robić wszystko, co musiał zrobić.
-
Co to? - spytała głośnym, radosnym i zdumionym okrzykiem, kiedy pudło weszło
pierwsze przed nim w drzwi kuchenne.
-
To dla ciebie, albo może bardziej dla nas - mruknął Billy, nieco skrępowany,
postawiwszy pudło na blacie kuchennym - Nie wiedziałem jaki, ale pomyślałem, że
przyda ci się robot, żebyś mogła nas dalej rozpieszczać tymi frykasami, które
dla nas pichcisz.
-
Billy - szepnęła, a wtedy spojrzał na nią i zauważył, że stała kilka kroków od
niego, nieruchomo, a jej oczy wyrażały zarówno zachwyt, jak i wdzięczność.
Jakby
był jakimś pieprzonym bohaterem.
Gówno.
-
Tony dał mi pieniądze, jakie, nie wiadomo dlaczego, ludzie zostawiali u niego
dla mnie - Billy wyjaśnił, lekceważąco wzruszając ramionami - więc postanowiłem
ci to kupić - skinął brodą na pudło.
-
Ale… ale ja… - zaczęła Anie, jąkając się nieporadnie.
-
Anie - nagle zrozumiał, że musiał jej więcej powiedzieć o tym, jak wspaniale
czuł się z tym, że się nimi opiekowała - To podziękowanie za to, że jesteś, że
się nami zajmujesz.
-
Billy, ja… - znowu zaczęła i Billy wiedział, że miała zamiar wszystkiemu
zaprzeczyć, zanegować jej zasługi, więc ją odciął.
-
Poczekaj - powiedział - To nie wszystko.
Odwrócił
się na pięcie i wyszedł do korytarza wejściowego, by przynieść drugie pudło.
Kiedy
wrócił do kuchni, Anie stała nieruchomo w tym samym miejscu, ręce miała bezradnie
opuszczone wzdłuż ciała, a z oczu leciały jej łzy.
Kurwa,
musiał działać.
Odstawił
pudło na ich podręczny kuchenny stół i podszedł szybko, by wziąć ją w ramiona i
mocno przycisnąć do siebie.
Stała
tak przytulona do niego przez dłuższą chwilę, zanim się uspokoiła, pociągnęła
nosem, przetarła twarz palcami i podniosła na niego zapłakane oczy, by zaśmiać
się lekko.
-
Jestem niemądra - powiedziała - Dbasz o mnie na tyle sposobów, a ja się mażę,
zamiast ci podziękować, rozpakować to i zrobić ci coś dobrego na kolację.
Wtedy
Billy odsunął od niej tułów, nie rozwijając ramion, który miał wokół Anie,
pochylił głowę i przyjrzał się jej uważnie, ale już wyglądała na uspokojoną,
więc pozwolił jej odejść.
-
Kolację już jadłem… - przypomniał jej z uśmiechem - ale możemy to rozpakować i
poczytać instrukcję.
-
To ty czytasz instrukcje? - zażartowała Anie.
No,
tak, zasłużył sobie na ten żart.
Kiedy
ustawiali we dwóch telewizor i nagłośnienie, jakie kupili wspólnie z Samem do
ich bawialni, instrukcja leżała spokojnie na stoliku do kawy aż do chwili,
kiedy prawie zdecydowali się oddać to gówno do sklepu, bo pomyśleli, że jest
uszkodzone.
Anie
znalazła się w ostatniej chwili, żeby powstrzymać ich nie tylko przed rzucaniem
kurwami, ale też przed załadowaniem
tego gówna do pudeł.
Więc
zaśmiał się głośno i prawie szczęśliwie, obejmując ją ponownie, by tym razem
wziąć mocniejszy pocałunek na powitanie.
Jeszcze
nie do końca swobodny i szczery, ale tego się nie nauczyli.
Podobnie
jak nie nauczyli się jeszcze rozmawiać o wszystkim tym, o czym powinni
porozmawiać.
A
mieli coraz mniej czasu, chociaż jeszcze tego nie wiedzieli.
A potem Billy
poszedł życzyć swojemu bratu dobrej nocy, by wrócić do swojej żony do kuchni i
cieszyć się jej radością z powodu nowego sprzętu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz