niedziela, 29 stycznia 2023

9 - Coraz mniej czasu

 

Rozdział 9

Coraz mniej czasu

Hannah

 

 

Pięć dni później

Prowadziłam mojego kanarkowo żółtego SUV’a i z Jackiem na tylnym siedzeniu jechaliśmy w popołudniowym tłoku ulicami SLC, ale przez cały czas myślałam głównie o swoim mężu.

Tego dnia, który pierwszy cały spędziliśmy razem jako małżeństwo, a nie tylko jako para, byłam naprawdę szczęśliwa z tego powodu, że miałam rodzinę, dom i mieliśmy dać rodzinę Jackowi, a dodatkowo moja mama zobaczyła, jak bardzo Billy był dla mnie dobry i czuły, przez co ona też była szczęśliwa.

Więc był to dobry dzień.

Z upływem czasu w ciągu kolejnych dni tego tygodnia miałam jednak coraz więcej powodów, by być naprawdę szczęśliwą, bo Billy postanowił dać mi więcej przez to, że wziął ode mnie więcej.

Całą mnie.

Tak, jak o tym marzyłam.

Zaczęło się od tego, że naszego drugiego wieczoru poszliśmy razem do naszej sypialni, a ja spodziewałam się, że Billy odczeka, aż Jack zaśnie, a później ponownie pójdzie do pokoju gościnnego, by tam spędzić noc.

Nawet przyszykowałam dla niego mydło i ręczniki w łazience gościnnej.

Nie zrobił tego, chociaż nie dowiedziałam się, czym to było spowodowane tak, jak poprzednio nie wiedziałam, czemu spał w tamtym łóżku w naszą noc poślubną.

Byłam zdezorientowana.

Wciąż nie rozmawialiśmy.

Nie umiałam mówić.

Umiałam tylko wszystko opisać.

Wiedziałam, że Billy czytał moje dzienniki.

Widziałam je leżące na stoliku nocnym, kiedy sprzątałam w pokoju gościnnym po naszej pierwszej nocy, spędzonej w tym domu, a potem widziałam je otwarte w ręku Billy’ego, kiedy poszłam tam po niego, kiedy przywieźli nam meble do sypialni, a on leżał na tamtym łóżku i je czytał.

Chyba.

Nadal, po tym jak Jack położył się spać w swoim pokoju, powiedziałam mu Dobranoc i przymykałam drzwi do jego pokoju, Billy przyszedł na piętro i wszedł tam, by również pożegnać się z bratem przed snem, a potem razem poszliśmy do naszego apartamentu.

Kiedy weszliśmy razem do naszej sypialni, ja pierwsza, stanęłam na środku pokoju zdenerwowana, bo nie wiedziałam, jak miałam się zachować w obecności Billy’ego, który czasem był dla mnie czuły i troskliwy, a innym razem odległy i zdystansowany.

Nie chciałam czuć tego samego, co czułam dzień wcześniej.

To bolało.

- Idź do łazienki - odezwał się wtedy mój mąż - Przygotuj się do snu.

Zamrugałam gwałtownie, patrząc w jego stronę, ale go nie widząc, bo to były dokładnie te słowa, które przypomniały mi o odrzuceniu z poprzedniego wieczoru i wszystko to, co czułam później w nocy.

Słowa Billy’ego były wypowiedziane łagodnym tonem, cichym głosem, ale nie mogłam się powstrzymać, więc ruszyłam szybko w stronę łazienki, patrząc w podłogę, a moje ramiona były skulone i oddech się urywał, kiedy próbowałam powstrzymać płacz.

Głupia ja.

Nie było ważne w tej chwili, jak bardzo tłumaczyłam sobie, że Billy dał mi tyle dobrego, że nie powinnam chcieć więcej.

Egoistycznie chciałam mieć go całego.

Ja chciałam cała być jego.

Nerwowo zrobiłam w łazience to, co potrzebowałam, umyłam zęby, twarz i przebrałam się w piżamę, a potem ruszyłam z powrotem w stronę pokoju, postanawiając sobie nie być tchórzem.

Kiedy jednak weszłam do sypialni, ponownie prawie potknęłam się o własne nogi, tak jak tego dnia w pokoju hotelowym, kiedy mieliśmy spać po raz pierwszy w jednym łóżku.

Miałam déjà vu.

Billy siedział-leżał na narzucie, wyciągnięty dokładnie jak wtedy, z wyciągniętymi prosto przed siebie nogami, oparty plecami o poduszki przy zagłówku naszego łóżka, ubrany tylko w krótkie spodnie od piżamy, z rękoma zgiętymi i włożonymi za głowę.

O, Boże!

Taki przystojny, taki męski, taki… nie mój.

W tym samym momencie, kiedy ja starałam się nie przewrócić z wrażenia, Billy poderwał się jednym płynnym ruchem z łóżka, podszedł szybkim krokiem do mnie, wciąż stojącej nieruchomo przy drzwiach łazienki i złapał mnie na przedramię, na którym miałam przewieszone swoje ubrania, w których chodziłam tego dnia, by przyciągnąć mnie do siebie i pocałować przelotnie, krótko w skroń.

A potem zamknął się w łazience.

To spowodowało, że wypuściłam powietrze, o którym nawet nie wiedziałam, że je wstrzymywałam w płucach i wyszłam z tego głupiego stanu zamrożenia, by ruszyć w stronę naszej garderoby i tam odłożyć moje ubrania do kosza na pranie.

Tam też znalazłam porzucone na podłodze ubrania Billy’ego, więc podniosłam je i włożyłam do kosza razem z moimi.

A potem poszłam do sypialni, wyłączając po drodze górne światło i położyłam się do łóżka sztywno na plecach, by leżeć pod samym prześcieradłem w tę ciepłą, letnią noc z rękoma splecionymi na piersiach i, patrząc w sufit, czekać na to, by dowiedzieć się, czy mój mąż zdecyduje się na spanie ze mną, czy też raczej pożegna mnie i pójdzie do pokoju gościnnego.

Byłam ekstremalnie zdenerwowana.

Nerwowo szarpnęłam się w bok, wyciągając rękę, by zgasić swoją lampkę nocną, chociaż nie byłam pewna, czy dobrze robiłam.

Później ułożyłam się w tej samej co wcześniej pozycji, leżałam i myślałam.

Z jednej strony marzyłam o tym, żeby spał ze mną, z drugiej zaś bałam się tego, bo mogłoby być inaczej niż w pokoju hotelowym, gdzie Billy był zmęczony całodzienną podróżą.

Ale przecież chciałam, żeby nie był zmęczony i żeby zajął się mną, wziął ode mnie to, co do niego należało.

Śniłam o tym.

Billy wrócił do sypialni po krótkiej chwili, podszedł do łóżka po swojej stronie, wszedł na nie i położył się na plecach pod swoim prześcieradłem na swojej poduszce obok mnie, a następnie wyciągnął rękę i wyłączył lamkę nocną, stojącą na stoliku obok niego.

Ledwie oddychałam.

- Dobranoc, Anie - wyszeptał do mnie w ciemności.

- Dobranoc, Billy - z trudem wypchnęłam w kierunku sufitu.

Po kilkunastu minutach leżenia tak na plecach bez ruchu, zaczęłam się stopniowo odprężać, bo w myślach zrobiłam to, co zawsze robiłam przed snem, czyli pomodliłam się w duchu do Boga, zawierzając Mu moją rodzinę pod opiekę, a potem zaczęłam przypominać sobie wszystkie dobre chwile, jakie spotkały mnie w minionym dniu.

A trochę tego było.

- Anie… - usłyszałam cichy głos dochodzący od strony mojego męża, a potem poczułam, że na poduszce odwracał głowę w moim kierunku - chciałem ci podziękować.

Co takiego?

- Słucham? - wykrztusiłam z zaskoczeniem i odwróciłam głowę w jego stronę, by zagapić się na jego męskie rysy, ledwo widoczne w cieniach nocy, która nas spowijała.

- Ja… - odwrócił się całym ciałem w moją stronę, podniósł głowę i oparł ją na dłoni, kiedy łokieć jego zgiętej lewej ręki leżał na jego poduszce - Nie powiedziałem ci tego, ale naprawdę doceniam wszystko, co robisz dla Jacka i dla mnie.

- Billy… - szepnęłam, ale mi przerwał.

- Nie, serio - powiedział poważnie i z mocą, po której wiedziałam, że naprawdę miał na myśli każde słowo - Widzę to. Każdy twój ruch, każdy krok wykonujesz z myślą o nas. To jest wspaniałe, żaden z nas nigdy tego nie miał. Chciałbym ci się odwdzięczyć.

Billy zamilkł, a mnie ogarnęły liczne, sprzeczne uczucia.

Z jednej strony chciałam mu powiedzieć, że robił dla mnie dużo, a może nawet więcej niż ja dla niego i naprawdę doceniałam to, a z drugiej strony, hmmm, cóż, głupia ja, wciąż byłam we mgle tego egoistycznego, beznadziejnego pomysłu, że mogłabym mieć więcej.

Więcej Billy’ego.

Z wahaniem odwróciłam się do niego bardziej całym ciałem, ale nie miałam odwagi się odezwać, więc również nie patrzyłam mu w oczy.

Wciągnęłam powietrze do płuc, wstrzymałam je, a potem powoli, cicho, wypuściłam przez otwarte usta.

Zagryzłam wargę i spojrzałam na jego gardło, ale… milczałam.

- Co, Anie? - Billy zapytał, a jednocześnie wsunął palce prawej dłoni pod moją brodę, żebym podniosła oczy na jego twarz, udowadniając jednocześnie, że już mnie trochę znał i wiedział, że coś miałam na myśli, ale wstydziłam się to wypowiedzieć.

- Lubię to robić - szepnęłam - I chciałabym dać ci więcej. Być bardziej twoją żoną. Całkowicie.

Ostatnie słowo wyszeptałam ledwie słyszalnie, a potem poczułam, że moje policzki i uszy zaczęły dosłownie płonąć, a mój wzrok zamazał się, więc niczego nie widziałam wyraźnie, chociaż czułam.

Kiedy Billy leżał przez kilka sekund bez ruchu, wpatrując się we mnie, ogarnęła mnie rozpacz, bo mnie nie chciał, a ja znowu wpychałam się mu na siłę i upokorzenie mnie obezwładniło, by następnie wybuchnąć w moim brzuchu niczym cios zadany brutalną pięścią.

Bo przez chwilę pomyślałam, że przecież przeczytał moje listy do Ewy i zrozumiał mnie, wiedział, że chciałam mu się oddać.

A on mnie nie chciał.

Nie byłam wystarczająco dobra.

Zgięłam się, skuliłam, przycisnęłam mocniej do piersi skrzyżowane ręce, które trzymałam tam przez cały czas, przyciskając też mocniej do siebie prześcieradło i zaczęłam się odwracać od niego, by położyć się z powrotem na wznak.

Billy przesunął delikatnie, ale stanowczo dłoń spod mojej brody na bok mojej szyi, by mnie unieruchomić, a potem poczułam bardziej niż zauważyłam, że pochylił się nade mną.

- Anie - szepnął, a mnie owiał jego oddech, pachnący miętą - Chcesz tego?

Tak!

Zrozumiał!

Nieśmiało, ale z nadzieją, ze strachem, ale z radością, miotana tak sprzecznymi uczuciami, że nieomalże wycofałam się w ostatniej chwili, lekko skinęłam głową w jego dłoni.

Westchnął ciężko i pochylił się nawet bliżej mnie.

- Boję się, że zrobię ci krzywdę - wyznał głuchym głosem.

Poderwałam głowę, żeby zobaczyć jego oczy.

Co takiego?

- Słucham? - westchnęłam.

- Będzie cię bolało - powiedział mi coś, czego się spodziewałam.

- Nie będzie! - natychmiast powiedziałam cicho, ale zdecydowanie, przesuwając jednocześnie nieświadomym odruchem swój brzuch bliżej niego - Nie bardziej niż powinno.

- Anie… - szepnął czule, ale nadal ze strachem w głosie, a jego brwi ściągnęły się z jakimś żalem - Zrobię ci krzywdę - powtórzył.

- Nie zrobisz - powiedziałam z pewnością w głosie, bo dokładnie to wtedy czułam - To jesteś ty. Nigdy nie zrobisz mi krzywdy.

- Ale mogę cię zranić - szeptał wciąż przy moich ustach - Będzie cię bolało.

- Ból fizyczny nie jest najgorszy - szepnęłam coś, co już wiedziałam.

Zobaczyłam, jak przez jego twarz przepłynęło zrozumienie, a potem pochylił się i wreszcie mnie pocałował.

Byłam beznadziejna, niezdarna.

Przyciskałam ciągle obie ręce do swoich piersi i pozwałam mu się całować, całkowicie nic nie dając mu w zamian.

Kiedy jego język przesunął się po moich wargach, rozchyliłam je, by mógł wejść do środka, a potem poczułam, jak dotknął mojego, więc wysunęłam go, by posmakować mojego męża bardziej.

Moje ciało reagowało dziwnie, jak nigdy dotąd, a ja po prostu pozwoliłam sobie podążać za instynktem.

Podbrzusze mi się rozgrzało i zapragnęłam je wysunąć, a właściwie nieświadomie to zrobiłam, jakby moje biodra wiedziały lepiej, czego potrzebowałam.

To samo działo się z moimi nogami, kiedy obszar między nimi zatęsknił za dotykiem, więc rozchyliły się i wygięły w kolanach.

Jęknęłam.

Billy odsunął się ode mnie, a ja wystraszyłam się, że zrobiłam coś źle.

- Przepraszam - szepnęłam.

- Dobrze? - spytał Billy szorstkim głosem, więc zamrugałam.

Powinnam się bać tej agresji brzmiącej w jego głosie, ale to był Billy, więc nie bałam się, a jedynie mnie zaskoczył.

Ale… czemu pytał?

Nie mogłam wydusić ani słowa, więc tylko skinęłam głową.

- Anie - Billy niemal zawarczał, ponownie pochylając się nade mną - …mów mi prawdę. Dobrze?

- Tak - szepnęłam w końcu znajdując swój głos - Tylko… ja… hm, nie wiem, co robić. Musisz mi powiedzieć.

Nagle jego spojrzenie pojaśniało z nieznanych mi powodów, ale odczułam to jako coś dobrego, pocałował mnie krótko jeszcze raz, a potem odsunął się, zabierając ze sobą swoje i moje prześcieradło.

Puściłam je, ale nie poruszyłam rękoma.

Leżałam na plecach, lekko skręcona w stronę Billy’ego i patrzyłam, jak wychodził z łóżka, by zrzucić nasze prześcieradła na podłogę.

- To twój pierwszy raz… - mruknął do mnie, kiedy wrócił do łóżka i położył się wzdłuż mnie, podpierając się na łokciu swojej zgiętej lewej ręki przy moim prawym ramieniu - więc zrobimy to powoli, łagodnie i jak będzie trzeba, przerwiemy. Okej?

Skinęłam głową, wciąż wpatrzona w jego twarz.

Billy wsunął delikatnie palce prawej ręki pod moją koszulkę, więc poczułam ich gorący dotyk na skórze boku, a potem sunące w górę żeber, kiedy przez cały czas patrzył mi z bardzo bliska w oczy.

Jego były piękne, a zrobiły się prawie czarne, przez co wydały mi się jeszcze piękniejsze.

Dyszałam przez lekko rozchylone wargi i wciąż tylko patrzyłam w jego pociemniałe oczy, nawet nie mrugając i nie śmiąc drgnąć.

Kiedy jego dłoń dotarła do dołu mojej lewej piersi, zauważyłam, że wciąż trzymałam tam przyciśnięte ręce, więc je poluzowałam i opuściłam na boki, by mu ułatwić dostęp do mojego ciała.

Czubki palców Billy’ego przesunęły się po boku mojej piersi, a potem zdecydowanym ruchem palec wskazujący znalazł sutek i połączył się na nim z kciukiem, więc poczułam delikatne, przyjemne uszczypnięcie.

Sapnęłam.

Billy wygiął rękę, więc moja koszulka podjechała do góry po moim boku, a potem poczułam dłoń mojego męża, przesuwającą się po moim brzuchu pod piersiami i zabierającą przód koszulki ze sobą, kiedy wsunęła się w górę mnie, na prawą pierś i przeszorowała wnętrzem po moim twardym sutku.

Boże, jak dobrze!

Poczułam to jak impuls elektryczny, przenikający mnie od piersi przez całe ciało, włącznie z wargami i schodzący się między nogami w miejscu, które nagle zrobiło się puste.

Nie rozumiałam swoich odczuć, ale były one dobre, chociaż powodowały tęsknotę za więcej.

Zadrżałam, napięłam mięśnie i jęknęłam głucho - Och!

Zauważyłam, że zacisnęłam dłonie w pięści, ale nadal nie wiedziałam, co mogłabym z nimi zrobić, więc nic nie zrobiłam.

Billy przekręcił się, uklęknął obok mnie, złapał oburącz brzeg mojej koszulki, by przeciągnąć ją po moim ciele w górę, więc podniosłam ręce i koszulka zniknęła.

Moje dłonie zostały nad moją głową.

Billy zawisł nade mną i popatrzył przez półmrok naszej sypialni na moje nagie piersi, których nie zasłoniłam, kiedy ciągle patrzyłam w jego twarz, więc zobaczyłam zachwyt i głód, które wypłynęły na nią i podobały mi się.

Oba.

Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czy mogłabym się podobać komukolwiek, ale też nikt nie oglądał mnie nagiej, jednak teraz nie wstydziłam się, bo to był mój mąż.

Byłam jego.

Chciałam tego.

Więc cieszyłam się, że podobał mu się ten widok do tego stopnia, że był głodny na więcej.

Nagle Billy zawisł nade mną i przesunął dłonią pod moją brodą tak, że zmusił mnie do skupienia się na jego twarzy, więc spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam w jego wahanie.

- Anie - zapytał cicho i delikatnie - czy ty bierzesz tabletki?

Och!

Wiedziałam, co pytał, bo ostatecznie każda dziewczyna słyszała o tabletkach antykoncepcyjnych, ale nigdy nawet nie rozważałam możliwości brania ich, a nawet nigdy nie byłam u ginekologa.

Więc pokręciłam głową i poczułam gorąco ogarniające moje policzki.

Billy wychylił się, zszedł z łóżka, a potem chciał wstać, ale wtedy zawołałam go.

- Billy? - musiałam się dowiedzieć - Co ty…?

- Gumka - mruknął i nie przestał się poruszać, ale ja musiałam mu to dać.

- Jestem uczulona na lateks - wyjawiłam szeptem.

- Kurwa - byłam pewna, że usłyszałam jako odpowiedź i, chociaż nie powinno mnie to dziwić, bo przecież Billy był mężczyzną i przebywał głównie z męskimi mężczyznami, zamarłam w szoku.

- Przepraszam, kochanie - wymamrotał dziwnie mój mąż, wracając do mnie do naszego łóżka.

- Nie ma za co - wyszeptałam w odpowiedzi.

- Nie wiem, co zrobić - mruknął Billy - Chcę tego. Tak samo jak ty, a może nawet bardziej - przyznał się - ale…

Wciągnęłam powietrze, nagle będąc tak zachwycona, że nic mnie już nie denerwowało, wszystko było w jak najlepszym porządku.

- Nie masz czym się martwić - szepnęłam niesiona na fali tego zachwytu - Najwyżej będziemy mieli dziecko. Chcę je mieć.

Billy zamarł, a wtedy do mnie dotarło to, co właśnie wybełkotałam.

Nie wiedziałam, czy Billy chciał mieć dzieci.

Nie wiedziałam, czy chciał mieć dzieci ze mną.

Ale mój mąż się poruszył, podniósł jedną rękę, opierając się na drugiej z boku mojej głowy, przejechał palcami po mojej skroni i zobaczyła jak jego twarz złagodniała.

- Więc mogę ci to dać - szepnął.

A potem Billy pochylił się i dał mi więcej, biorąc sobie.

Pocałował mnie najpierw w policzek, w szczękę, w szyję, później w dekolt, potem przesunął wargami między moimi piersiami, a potem w bok, przesuwając przy tym dłoń znowu na lewą pierś, a wargami obejmując prawą.

Otworzyłam oczy szerzej, tak samo jak usta, w oddech mi zamarł, kiedy najwyższa przyjemność dosłownie eksplodowała we mnie i rozlała się zabierając mnie do Nieba.

Resztę tego, co się działo, czułam jak przez mgłę, czy też raczej chmurkę.

Dryfowałam.

Billy przesunął dłonie po moich bokach, kiedy patrzył na mój brzuch, a później moje spodenki jechały w dół, więc lekko uniosłam biodra, by mój mąż mógł je całkiem zdjąć ze mnie i odrzucić na bok (czego nie zapamiętałam, ale tak się musiało stać, bo po wszystkim leżały na podłodze).

Poczułam jego palce naciskające na wewnętrzną stronę moich ud, więc rozchyliłam je, a Billy uniósł moje nogi, trzymając je za kostki.

- Złap się tak - ujął, jedną po drugiej, moje ręce i położył na moich udach pod zgiętymi, rozłożonymi kolanami - Przytrzymaj je tu i nie puszczaj - usłyszałam rozkaz Billy’ego, który wykonałam, chociaż nie byłam do końca świadoma tego, co robiłam.

Być może, gdybym była bardziej przytomna, zawstydziłabym się, bo oto mój mąż, mężczyzna, którego chyba same Niebiosa zesłały na moją drogę, klęczał między moimi nogami, które miałam uniesione i szeroko rozchylone, a on wpatrywał się w moją nagą kobiecość i rozchylał ją palcami.

To był najbardziej intymny moment w moim, w naszym życiu.

Byłam całkowicie na niego otwarta.

A później schylił się i tam delikatnie dmuchnął.

Przeszedł mnie kolejny dreszcz jak impuls elektryczny.

Czysta rozkosz.

Billy miał mnie rozłożoną bezwstydnie tak, jakby wiedział, że chciałam być jego bez reszty, poddana mu w każdym centymetrze bez wstydu, bez oporów.

Mógł ze mną zrobić absolutnie wszystko, co by tylko zechciał.

Dlatego nie byłam zaskoczona, kiedy poczułam na sobie jego ciężar, a później jego wargi na mojej szyi, kiedy jego twardość, której nawet nie zobaczyłam, dotknęła mojego wrażliwego miejsca.

Wydałam z siebie kolejne jęknięcie pełne ekstazy i trochę niecierpliwości.

- Tak? - spytał Billy mruknięciem, które było równie szorstko, jak poprzednie i ponownie nie bałam się go, ale raczej mnie ono podnieciło.

Nie odpowiedziałam, bo nie byłam w stanie.

- Anie - warknął Billy z napięciem w głosie - Tak?

- Uh - stęknęłam - Mhm.

To mu wyraźnie wystarczyło, bo poczułam, jak zaczął się powoli zagłębiać.

Chociaż poczułam lekki ból, który był może pieczeniem lub kłuciem, nadal z całych sił starałam się jak najbardziej rozszerzyć swoje nogi, by ułatwić mu całkowity, nieutrudniony niczym dostęp.

A kiedy wszedł na tyle głęboko, że poczułam go mocniej, nie zapanowałam nad tym i syknęłam z bólu, co spowodowało, że się zatrzymał.

Nie poruszył się przez dłuższą chwilę, ale ja już chciałam więcej, więc niecierpliwie uniosłam biodra, podnosząc je napięciem mięśni wciąż tak samo wspartych moimi rękoma, bo wciąż trzymającymi je pod kolanami.

- Billy - stęknęłam przy tym - Proszę.

- Anie… - mruknął Billy, a ja zamrugałam, bo w jego głosie brzmiał ból - boli cię. Nie…

- Ruszaj się! - błagałam, niepomna na to, jak brzmiał i na to, że poczułam pieczenie, po prostu pragnąca więcej.

- Błaaagam - zajęczałam.

I Billy się ruszył.

I to jak.

Nigdy w całym moim życiu nie spodziewałam się takiej absolutnej, niebiańskiej rozkoszy, która była tak cudownie, genialnie wzmacniana przez uczucie całkowitego, bezwarunkowego poddania się mojemu ukochanemu mężowi, bo właśnie to wiedziałam.

Wiedziałam to wcześniej, ale właśnie w tym momencie o tym myślałam, że oddaję się całkowicie temu, kogo kochałam całym sercem.

I to uczucie narastało.

I było fenomenalne.

A kiedy myślałam, że nie mogło być lepiej, Billy oparł się na jednym ramieniu, a drugie wsunął między nas, by dotknąć mojej kobiecości i pomasować w tak fantastyczny sposób, że krzyknęłam.

Billy pochylił twarz do mojej, przycisnął wargi do moich i zmusił mnie do ich otwarcia, a później wsunął język do moich ust, bo pieścić nim mój język, więc jęczałam mu do gardła swoje upojenie, spełnienie.

Spektakularne.

Wybuchało.

Pochłaniało mnie.

Wyrzucało w powietrze.

Ale, chociaż to już było nieziemskie, to nie był koniec.

Billy poruszał się mocniej, gwałtowniej, szybciej, a potem rytm stał się niekontrolowany, bo nie spostrzegłam tego, ale dotąd taki był, mój mąż zawarczał w moje usta i wbił się ostatni raz, drugi, trzeci, by przestać.

Przesunął wargi po moim policzku, a potem po mojej szczęce w dół szyi pod ucho, gdzie przygryzł mnie lekko, zassał trochę mojej skóry i zamarł.

Leżeliśmy tak przez kilka minut, dysząc ciężko i uspokajając się.

W końcu Billy zsunął się na bok mnie, by nie naciskać mnie swoim ciężarem, odciągnął moją prawą dłoń od mojego uda, przesunął moją prawą rękę do góry na poduszce nad moją głowę i położył się na boku, na swojej wyprostowanej w górę ręce, by patrzeć na moją twarz, wciąż oddychając ciężko jak po biegu.

- Nie zrobiłem ci krzywdy? - zapytał w końcu, a ja uśmiechnęłam się delikatnie i, wreszcie zawstydzona swoją nagością, puściłam drugie udo, by zakryć lewą dłonią swoje piersi.

- Nie - szepnęłam poprzez swój lekki uśmiech.

Po kilku kolejnych minutach, Billy zaczął się podnosić, więc złączyłam nogi i zaczęłam robić w myślach inwentaryzację.

Nie bolało.

Może trochę niekomfortowo piekło, ale nie bolało.

Billy wstał z łóżka, wyciągnął do mnie rękę, więc dałam mu swoją, siadając na łóżku, ale nie pozwolił mi na dalszy ruch.

Złapał mnie jedną ręką pod plecami, a drugą pod kolanami, jak pan młody swoją oblubienicę i podniósł, by ruszyć w kierunku łazienki.

Automatycznie otoczyłam rękoma jego szyję, łącząc dłonie po jej drugiej stronie niż była moja twarz i wtedy, cóż, zaskoczył mnie, bo zesztywniał.

Ale nadal szedł w stronę łazienki, gdzie postawił mnie na podsadzce obok umywalki i przytrzymał, sprawdzając wzrokiem, czy mogłam stać stabilnie, kiedy jedną ręką sięgnął do włącznika i włączył światło.

Stałam.

Zamrugałam, kiedy jasność mnie oślepiła.

Patrzyłam w milczeniu, co Billy robił, a on otworzył drzwi kabiny prysznicowej i odkręcił tam wodę.

- Prysznic - mruknął do mnie, więc uznałam, że mieliśmy się umyć.

Mogłam się zgodzić.

Weszłam tam, a Billy wszedł za mną, wprost pod letnie strugi wody, która obmywała z góry naszą skórę spoconą intensywnym poruszaniem się w tę ciepłą, letnią noc, chociaż mieliśmy w domu klimatyzację.

Poczułam ulgę.

Billy mył mnie delikatnie, powolnym ruchami gładząc całe moje ciało, a ja stałam jak niemądra, pozwalając mu na wszystko i tylko na niego patrząc, jakby miał się rozwiać, kiedy noc się skończy.

Był spełnieniem moich snów.

W końcu Billy zajął się myciem samego siebie, więc ja dokończyłam myć siebie, przy okazji zauważając, że nie krwawiłam, a ból między moimi nogami był naprawdę niewielki i ustępował pod wpływem lekkiego masażu.

Możliwe, że to był efekt delikatności Billy’ego.

Nie wiedziałam.

Potem wróciliśmy do łóżka i poszliśmy spać, ale nie odsunięci od siebie jak na początku, bo Billy ponownie mnie zaskoczył.

Owinął mnie co prawda w moje prześcieradło, ale potem przyciągnął mnie do siebie, więc spaliśmy tak, jak leżeliśmy tamtego poranka w pokoju hotelowym.

Ja na ramieniu, trochę na piersi Billy’ego.

Przytulona i wreszcie absolutnie szczęśliwa.

I miałam się przekonać, że tak samo sypialiśmy później zawsze, kiedy Billy był w naszym łóżku, co od tej nocy było zawsze, kiedy nie pracował w nocy.

Ale miałam się wtedy przekonać o jeszcze czymś jednym.

Czymś, co sprawiało, że przez kolejne dni byłam nieco mniej szczęśliwa, chociaż nigdy tego nie skomentowałam.

Nie mogłam dotykać nagiej skóry Billy’ego.

Nigdy.

Zawsze jakoś tak to ustawiał, że między moimi dłońmi, a jego skórą był jakiś materiał lub moje dłonie lądowały gdzieś daleko od jego ciała.

Zwykle mi to nie przeszkadzało, ale po kilku takich sytuacjach zaczęłam tęsknić za możliwością dotknięcia go i zaczęłam myśleć (przekonując się o tym coraz dobitniej), że moje brzydkie, czerwone, popękane, wyschnięte dłonie brzydziły mojego męża.

I było mi źle z tego powodu.

Ale nadal nie umiałam o tym rozmawiać.

A tego dnia jechałam z Jackiem, by pokazać mu jak wspaniały był jego brat, jak fantastycznie siewał i grał, jak kochali go słuchać ludzie z Piwnicy.

Zatrzymałam mojego SUV’a przy krawężniku przy znanym mi już hotelu i wysiadłam, mówiąc Jackowi, by zrobił to samo, a później poszliśmy w stronę wejścia, chociaż przez cały czas myślałam intensywnie, jak miałam to zrobić, żeby Jack mógł wejść i posłuchać, jak Billy grał i śpiewał, skoro był dzieckiem, a dzieci mogli nie wpuszczać do lokalu z alkoholem.

Może to było głupie z mojej strony, ale, ponieważ nie wymyśliłam innego rozwiązania, po prostu poszłam z Jackiem do głównego wejścia do Piwnicy z nadzieją, że będzie tam znany mi już ochroniarz.

Był.

Jakby był jedynym zatrudnionym tam ochroniarzem.

- Hej - uśmiechnęłam się do niego nieśmiało - To jest brat Gawędziarza - powiedziałam, wyciągając rękę w kierunku Jacka - Chciał posłuchać.

- Okej - mruknął tamten raczej obojętnie (w moim odczuciu) i machnął na nas ręką, kompletnie mnie zaskakując, bo wyglądał na niezainteresowanego wiekiem Jacka.

Cóż, przynajmniej później lekko się do nas uśmiechnął, więc poczułam się nieco pewniej i bezpieczniej.

Weszliśmy do ciemnego korytarza i, trzymając Jacka za rękę (albo ją nerwowo ściskając), znowu niepewnie przeszłam do baru, by przekonać się, że znowu był tam Tony.

Najwidoczniej Piwnica była małym lokalem, który nie zatrudniał wielu osób, co było mi na rękę, bo przynajmniej wszystkich znałam.

- Hej, Hannah - zawołał Tony - Billy zaraz zacznie - i skinął w stronę sceny, na której już stało krzesło, a Billy stał tyłem do nas, zawieszając sobie gitarę na szyi i patrząc na struny.

- Hej, Tony - powiedziałam z wahaniem - Ja… nie chciałam mu przeszkadzać - podniosłam dłoń, w której trzymałam rękę Jacka, który rozglądał się ciekawie po sali, a potem zagapił się na Billy’ego - To jest Jack - przedstawiłam go i młody spojrzał na barmana, by nieśmiało skinąć mu głową z przywitaniem - Jest bratem Billy’ego, a nigdy nie słyszał, jak on śpiewa.

- Oke-ej - mruknął Tony ze zrozumieniem, przeciągając to słowo.

- Więc - mówiłam dalej - Czy możemy gdzieś się schować, żeby posłuchać, ale nie przeszkadzać, nie rozpraszać go? Nie zostalibyśmy tu długo.

- Tak, dobra - powiedział cicho Tony ponownie ze zrozumieniem i ruszył wzdłuż baru za blatem ręką dając nam znać, żebyś my poszli za nim, chociaż przed blatem.

Szliśmy w stronę sceny, więc spoglądam w tamtą stronę, żeby sprawdzić, czy Billy nas przypadkiem nie zauważył, ale on już siadał, skupiony na swoim występie, patrząc na krzesło i na podłogę obok siebie.

Nie spodziewał się nas, bo była to moja dość spontaniczna decyzja, żeby tu przyjechać, spowodowana tym, że Jack zapytał mnie, dokąd Billy wyszedł sam w sobotni wczesny-wieczór.

Doszliśmy wzdłuż baru prawie do stolika, przy którym siedziałam z Billy’m wcześniej dwa razy, ale Tony schylił się, wszedł pod blat i wyłonił się po drugiej stronie (nie zauważyłam do tej pory tego przejścia), żeby otworzyć ukryte tam drzwi, których nie spostrzegłam przy poprzednich wizytach w Piwnicy, bo były w tym samym kolorze, co ściana.

Przytrzymał je dla nas otwarte, skinął nam głową i weszliśmy pod jego ramieniem, kiedy nie opuścił dłoni z krawędzi drzwi.

Było to niewielkie pomieszczenie, które służyło za magazynek.

Na licznych półkach stały butelki i różne kartony, puszki, metalowe beczułki z kolorowymi napisami, ale nie rozglądałam się, bo czekałam, co Tony nam powie, żebyśmy zrobili.

- Możecie sobie tu stanąć przy drzwiach - powiedział półgłosem, kiwając brodą w stronę progu - Zostawię je lekko uchylone, to wszystko usłyszycie. Jak będziecie chcieli iść, po prostu wyjdziecie stąd, zostawicie drzwi otwarte, ja później zamknę i wejdziecie za bar, jak ja teraz wyszedłem, to poprowadzę was do drzwi ewakuacyjnych.

No tak, wiedziałam, że było gdzieś tam drugie wejście i mogłam przejść tamtędy z Jackiem, żeby nie narażać nas na zauważenie przez niepowołane osoby.

Głupia ja, jak mogłam tak ryzykować.

Przecież wiedziałam, że Jack był u nas na okresie próbnym, zanim stalibyśmy się jego rodziną zastępczą.

Tony nie czekał na moją odpowiedź, tylko ruszył do sali głównej, więc tylko rzuciłam za nim szeptem - Dziękuję.

Zerknął na mnie przez ramię z taki wyrazem twarzy, że miałam wrażenie, że nie zrobił tego dla mnie, tylko dla Billy’ego.

I ponownie ucieszyłam się, bo Billy to miał.

Zanim stanęliśmy z Jackiem blisko drzwi, a Jack nasycił swoją ciekawość i ustawił się cicho przed moim frontem, twarzą do szpary w drzwiach, by móc słyszeć, Billy zaczął grać i śpiewać.

 Zaczął od znanej mi Legendy zespołu Score i poczułam, jak Jack stojący przede mną, kiedy obejmowałam go ramionami owiniętymi wokół jego ramion i klatki piersiowej, zamarł i wstrzymał oddech.

Na, na, na niosło się po niewielkiej przestrzeni baru z przekąskami i alkoholem, a my, podobnie jak wszyscy w barze, słuchaliśmy zauroczeni.

Wiedziałam wtedy, że Jack, dokładnie jak ja za pierwszym razem, poczuł się zachwycony tym, jak wspaniale brzmiał jego brat.

Później było Born for This, następne Hej, Brother, co zachwyciło Jacka, a ja to zrozumiałam, kiedy pomyślałam o tych więzach krwi, o których Billy śpiewał, a potem Billy zapowiedział coś nowego.

Miało to być Best Part również zespołu Score, więc zamarłam, bo każda nowa piosenka, nowy cover, w wykonaniu Billy’ego coś znaczyła i bardzo chciałam to usłyszeć.

Mogę być kłamcą, mogę być oszustem

Mogę być neurotyczny, mogę być dziwakiem

Mogę być wszystkim pomiędzy

Ale zawsze znajdziesz najlepszą część

Najlepszą część mnie…

Nie wiedziałam dlaczego, ale czułam, że Billy śpiewał do mnie.

Nie zgadzałam się z tym, bo uważałam, że nie poznałam wszystkich jego najlepszych części, tak dużo ich było, albo może po prostu on nie miał złych, więc wszystkie były wspaniałe, ale tak śpiewał.

Chcę tylko powiedzieć, że jest mi przykro

Wiem, że niektóre dni wymykają się spod kontroli

Chciałbym być kimkolwiek innym

Jestem wrakiem, ale ty rozumiesz…

Poczułam, jakbym miała płakać, bo nagle dotarło do mnie, że to Billy tak źle siebie oceniał i przez to myślał, że wydobywam z niego coś lepszego, ale ja nadal tak nie sądziłam.

A potem, bez zapowiedzi, Billy zaczął śpiewać jeszcze jedną nową piosenkę i ta jeszcze bardziej trafiła do mojego serca.

Jestem świętym i jestem grzesznikiem

Jestem przegranym i jestem zwycięzcą

Bez wiary i wierzącym

Jestem prawdomównym i oszustem

Jestem bohaterem i złoczyńcą

Jestem mitem i jestem legendą

Bez siły ale wciąż rywalizuję

Jestem prawdziwy i kłamliwy

Weź mnie takim jakim jestem albo wcale

Ponieważ zostałem potępiony, tak

(…)

Mam swoje wady

Robię błędy

Ale jestem sobą

Wstydzę się

To jestem ja, och…

Taki jestem…

- Hannah… - szepnął Jack, odwracając do mnie głowę i unosząc ją, by spojrzeć i w oczy - myślę, że powinniśmy już iść.

Tak bardzo chciałabym jeszcze posłuchać, ale Jack miał rację.

Nie powinniśmy zostać zauważeni.

- Co? - zamrugałam na niego - Tak, tak. Masz rację - szepnęłam w odpowiedzi, bo tak właśnie się umawialiśmy, kiedy powiedziałam Jackowi, po co Billy wyszedł z domu tego dnia tak późno wieczorem.

Że posłuchamy dwóch, trzech piosenek i wyjdziemy, bo wyjaśniłam młodemu na jakie ryzyko się narażaliśmy, jeśli ktokolwiek niepowołany by nas tam zauważył.

Więc ruszyliśmy.

Billy śpiewał nadal, a my wyślizgnęliśmy się pod ladą za bar, a później Tony wyprowadził nas na zaplecze, kiedy Jack szedł przede mną, a ja wciąż trzymałam dłoń na jego ramieniu, byśmy mogli pójść do mojego SUV’a i pojechać do domu.

Po drodze, już przy samym wyjściu ewakuacyjnym, nad którym wisiała zielona tabliczka, z akompaniamentem muzyki Billy’ego w dalekim tle, przez co wciąż odwracałam głowę w tamtą stronę, Tony spytał Jacka:

- Podobało się?

- Tak! - zawołał Jack cichym, ale zachwyconym głosem, a jego twarz wskazywała na to, że mówił szczerze i skupiłam się tylko na nim.

- Twój brat ma prawdziwy talent - powiedział mu Tony, a ja poczułam, że moje plecy wyprostowały się z dumy i moja twarz przybrała taki sam wyraz, jak Jacka: pełen dumnego zachwytu.

- Ty też śpiewasz? - zapytał Tony, a Jack posmutniał.

- Nie umiem - powiedział cicho z jakimś dziwnym rozczarowaniem.

Musiałam zareagować.

Lekko uścisnęłam ramię Jacka palcami mojej dłoni, która przez cały ten czas tam spoczywała.

- Jack pisze - powiedziałam z dumą w głosie, dumą na którą nie zasłużyłam, bo przecież to nie była moja zasługa, że ten dzieciak miał taki talent, ale Jack ją usłyszał, więc odwrócił się do mnie szarpnięciem głowy i z rozjaśnioną twarzą.

- Poezję? - zapytał Tony.

- Nie, takie… opowiadania - wyjaśniłam mu, kiedy Jack rzucił jednocześnie dziwnym tonem - Rzeczy.

Na nasze odpowiedzi Tony nagle wydawał się mieć jakiś pomysł, bo podniósł głowę, a jego twarz pojaśniała.

- Hej - zwrócił się wyłącznie do Jacka - …a może napiszesz, co dzisiaj widziałeś i co czułeś?

- Mamy taki projekt - wyjaśniająco Tony powiedział do mnie - Na stronie w Internecie wrzucamy opinie klientów. Dalibyśmy to pod jakimś nickiem.

Spodobał mi się ten pomysł, ale to miało być Jacka, a on nie wydawał się być tego pewien, więc nie zgodziłam się od razu, ale powiedziałam niejasno:

- Zobaczymy.

- Okej - powiedział Tony - Zastanówcie się. jakby co, to po prostu przynieście tekst. Kiedykolwiek. Bez pośpiechu.

- Dobrze - odparłam, skinęłam głową, uśmiechnęłam się i pożegnaliśmy się, by pójść w stronę mojego samochodu.

- Hannah - zawołał za mną Tony, wiec odwróciłam głowę w jego stronę, kiedy uszliśmy już kilka kroków w stronę ulicy - Wiesz, że Billy zmienił słowa?

- Słucham? - nie zrozumiałam.

- Zmienił słowa w ostatniej piosence - wyjaśnił mi Tony - Znajdź i posłuchaj oryginału. To było Who I Am.

Skinęłam głową, rzuciłam Dzięki i odwróciłam się z powrotem w stronę mojego SUV’a, ale ta myśl nie opuściła mnie przez bardzo długi czas.

A kiedy wreszcie miałam możliwość znalezienia tej piosenki w Internecie, dowiedziałam się, że Billy myślał o sobie nawet bardziej źle, niż spodziewałam się po tekście, jaki usłyszałam tamtego wieczoru.

Bo właściwe słowa piosenki mówiły o tym, że ktoś jest sobą i nie wstydzi się tego, bo To jestem ja.

A Billy najwyraźniej wstydził się tego, kim był.

I nie wiedziałam, co mogłabym z tym zrobić.

Jeszcze.

Ale nie wiedziałam też, że miałam coraz mniej czasu.

*****

Billy

- Yo, Tony - zawołał Billy, podchodząc do końca baru - spadam.

-  Okej. Czekaj! - zawołał Tony i ruszył w jego stronę, więc Billy poczekał, żeby kumpel podszedł do niego - Mam coś - powiedział barman, kiedy nie musiał już krzyczeć i wyjął spod blatu dwie grube koperty.

Billy zmarszczył brwi i napiął się.

Miał nadzieję, że nie była to jakaś gówniana umowa do podpisania lub intratna propozycja z jakiejś cholernej wytwórni, bo już to przerabiali.

- Tu masz napiwki z tych kilkudziesięciu miesięcy, kiedy nie chciałeś o nich słyszeć - powiedział Tony stanowczo, wyciągając w jego stronę najpierw jedną kopertę, a potem uciął to, jak Billy próbował się wykręcić - I nie mów, że ich nie potrzebujesz. Masz nową rodzinę. Masz o kogo dbać. Masz fantastyczną kobietę, której na tobie zależy, to kup jej coś, czego potrzebuje, a o czym może nigdy nie wspomniała.

Billy opuścił brodę, ponuro popatrzył na kopertę i pomyślał, że właściwie to powinien może sprawić swojej Anie jakąś niespodziankę.

- A tu masz to, co zebraliśmy w przeddzień waszego ślubu - Tony pchnął po blacie w jego stronę drugą kopertę - To prezent od wszystkich twoich fanów, a takim się nie odmawia.

- Kurwa, Tony - warknął Billy i przeczesał włosy dłonią.

A potem, kiedy o tym myślał, przejechał nią po swoim policzku, by na koniec zebrać kciukiem i palcem wskazującym czubek brody, podrzucił gitarę, którą trzymał w futerale w drugiej dłoni i podniósł z blatu obie koperty.

- Dzięki - mruknął - Doceniam.

- Nie, stary… - odpowiedział cicho Tony, pochylając się w jego stronę i opierając obie ręce o blat baru - my doceniamy. Doceniamy twój talent i pasję. Dlatego dzięki i tak trzymaj. Tak?

Billy nie odpowiedział.

Kiwnął brodą na pożegnanie i wypierdolił stamtąd w cholerę, nie oglądając się więcej na kumpla.

Zabierał swoją gitarę, bo teraz miał gdzie ją trzymać, bo mieli dom, ale też chciał coś przećwiczyć, spróbować czegoś nowego, a pomyślał, że Anie nie będzie  miała nic przeciwko temu, żeby zrobił to przy niej, a może nawet przy Jacku.

Wychodząc myślał o swoim bracie i swojej żonie.

Ale nie pojechał do domu.

Bo właśnie wtedy przyszło mu do głowy, co chciałby podarować Anie, więc pojechał wprost do sklepu z AGD, który jeszcze powinien być otwarty w ten sobotni wieczór.

Kiedy siedział w swoim pickupie i prowadził po wyludnionych ulicach Salt Lake City, wspominał te kilka ostatnich dni, kiedy przekonał się, jak bardzo polubił życie z Anie i Jackiem, w ich małej rodzinie.

Następnego ranka po tym, jak Billy wyciągnął głowę z tyłka, albo może, w innej interpretacji, zabrał dziewictwo swojej kobiecie i uczynił ją bardziej swoją, Anie weszła pod prysznic pierwsza, a później wyszła z łazienki ubrana w codzienną, znaną mu już, chociaż nieco kolorystycznie inną niż poprzednia, koszulkę i te same co poprzedniego dnia spodenki.

Ruszył w jej stronę, a kiedy się mijali, pochylił się, a ona przystanęła i podniosła twarz, by mógł pocałować ją w usta, co było dobre.

Pożądał jej tak długo, że mógłby się spodziewać, że po zaspokojeniu tego jego podniecenie spowodowane jej obecnością będzie słabsze po tym, jak ją miał.

Nie było.

Wszedł do łazienki i, kiedy on tam został, by się ogolić, jego żona wyszła z sypialni i zeszła na dół, by zacząć przygotowania do śniadania (co mu oznajmiła wołając cicho do niego przez zamknięte drzwi łazienki).

Kiedy się umył, ogolił i naszykował na ich dzień, wyszedł z sypialni i na podeście natknął się na Jacka, który też właśnie wybierał się do kuchni.

Więc ruszyli tam razem, żartując z snu, jaki miał młody w nowym miejscu, a które podobno miałyby się spełnić.

Jack powiedział, że nie chciałby tego, bo śniło mu się, że kogoś gonił i się bardzo zadyszał, a złapał powietrze i poleciał.

Weszli we dwóch do kuchni, ale po drodze ucichli i stanęli w drzwiach, bo usłyszeli cichy, miękki głos Anie, która najwyraźniej rozmawiała z kimś przez telefon, stojąc tyłem do nich.

- To dobrze, Słonko - mówiła łagodnym tonem, jakby się uśmiechała - Skoro Alek tak powiedział, to możemy coś napisać - zamilkła na chwilę, a potem roześmiała się delikatnie i dodała - Ale, wiesz, możesz przyjechać z tym do nas. Alek cię przywiezie, bo słyszałam, że mieszkają z Samem tu niedaleko. Billy jedzie dzisiaj do pracy na szóstą wieczorem, to może cię później odwiozę do domu moim samochodem.

Billy zaczął słuchać uważniej i poczuł, że Jack również spiął się u jego boku, kiedy zatrzymali się obaj w lekko tylko uchylonych drzwiach do kuchni.

- Och! - zawołała nagle cichym głosem Anie - Abi, mam pomysł. Jack świetnie pisze. Ma lekki język, super pomysły i inne spojrzenie. Może on by wymyślił dla ciebie jakiś slogan reklamowy lub tekst na ulotkę.

W tym momencie Billy poczuł, że jego brat podniósł głowę, by na niego spojrzeć i zrozumiał, że obaj poczuli to samo.

Ciepło rozlewające się po ich wnętrznościach na myśl, że był ktoś, kto ich doceniał, chwalił i nie omieszkał zrobić tego głośno.

Więc tak, to całe cholerne życie w ich małej rodzinie było wprost zajebiste i było takie głównie dzięki Anie.

A do tego dochodziło to, że Anie była silna, ufna i oddana Billy’emu w taki sposób, że nie musiał szukać niczego więcej, ani jej bronić przed życiem.

Była niewinna i niedoświadczona w seksie, ale pozwalała mu robić z nią wszystko, co sobie tylko wymarzył.

Miał to dokładnie tak, jak to lubił.

Więc poniedziałek minął im na wspólnych zakupach gówna do pokoju Jacka, gówna o którym do tej pory nie pomyśleli, a które Anie powoli odkrywała na zasadzie Jeszcze przydałoby się… i zrobiła z tego całą listę.

Billy’emu wydawało się, że podobnie uzupełniała gówno do swojej kuchni, bo wciąż widział ją wybierającą jakieś łopatki, miski mieszadła i takie tam.

We wtorek spędzili pierwszą noc po swoim ślubie rozdzieleni, kiedy on musiał iść do pracy, a Anie zostawała sama w ich łóżku.

Co było do dupy i przez całą noc myślami był wyłącznie przy niej, a nawet w marzeniach z kutasem w niej, więc był cholernie rozkojarzony, za co nawet dostał w pewnym momencie trochę gówna od pieprzonego Sama.

Oli, Jimmy, David i Alex patrzyli na to tylko z lekkimi, wyrozumiałymi uśmiechami, ale Billy nie wiedział, co było gorsze.

Kiedy jednak w środę po szóstej rano wrócił do domu, Anie już nie spała, wstała specjalnie, żeby podać mu śniadanie i powitać go, wracającego z pracy, podać mu śniadanie i pójść z nim pod prysznic, co było super zajebiste, więc pokazał jej jak bardzo go to ucieszyło, myjąc się i wielozadaniowo pieprząc ją tam, kiedy się kąpali.

Tak jak sobie to wymarzył dawno temu, brał ją tam od tyłu, pod letnią wodą lecącą na nich z prysznica, kiedy opierała obie ręce na kafelkach pokrywających tam ściany, wypinała ku niemu swój zajebiście rozkoszny, kształtny tyłek, więc mógł ją pieprzyć ostro i odleciała przy tym, jakby to było jej największe marzenie.

Dawała mu to, że mógł stopniowo i bez ograniczeń poznawać całe jej ciało i badać granice ich wspólnej seksualności.

A w czwartek zrobił z nią całą scenę, a do tego ona sama ją zainicjowała.

Był późny wieczór, bo Billy wrócił z dyżuru o szóstej trzydzieści.

Anie czekała na niego, by zjedli we dwójkę kolację, którą Jack dostał wcześniej, więc, kiedy Billy przyszedł z pracy, jego brat siedział już przed telewizorem w pokoju dziennym, którego część Anie wydzieliła jako bawialnię.

Anie i Billy byli w kuchni, potem Billy poszedł pod prysznic, a jeszcze później razem posiedzieli w bawialni, gdzie pili: Anie kawę, Billy piwo i Jack sok, oglądali jakiś program i śmiali się z jakiegoś gówna, które Jack opowiadał o swoich sytuacjach z domu tymczasowego.

Dobrze, że już umiał się z tego śmiać.

Potem Anie sprzątała kuchnię i naczynia z bawialni, kiedy Billy odpoczywał na kanapie, a Jack poszedł już do łóżka, po czym oboje weszli po kolei do jego pokoju, jak zwykle to robili, żeby go pożegnać przed snem.

Anie była tam pierwsza, więc poszła w stronę ich sypialni, kiedy Billy wchodził do brata, a on zdziwił się trochę, bo, wyjątkowo, nie poczekała na niego w korytarzu, kiedy wchodził w otwarte drzwi jego pokoju, a ona wychodziła.

Spojrzała na niego spod czoła, z zagryzionymi wargami, z opuszczoną brodą z dziwnym wyrazem twarzy, więc pospieszył się z życzeniem Jackowi dobrej nocy, bo był cholernie ciekaw, co jego żona szykowała dla niego.

Miał rację.

Kiedy wszedł do sypialni apartamentu, poszedł w stronę ich łóżka, zdejmując z siebie po drodze koszulkę, by rzucić ją na podłogę.

Anie była wtedy w łazience, ale jakby nasłuchiwała, czy przyszedł, bo natychmiast wyszła stamtąd, a Billy, który do tego czasu usiadł na swojej stronie łóżka i tylko miał zwróconą do niej głowę, zamarł na jej widok.

Była boso, uczesana jak zwykle w warkocz, ale miała na sobie cholernie seksowną koszulkę nocną, zrobioną z pieprzonej białej satyny z kremową, prześwitującą koronką na dole i przy staniku, opinającej tak cholernie ponętnie jej seksowne biodra i biust, że Billy z wysiłkiem opanował chęć, by natychmiast przejąć kontrolę, rzucić ją na kolana i po prostu ją wypieprzyć.

Opóźniona gratyfikacja była o niebo lepsza.

Przekręcił w jej stronę tułów, nie podnosząc się i nie wykonując w jej stronę żadnego gestu, ani nic nie mówiąc.

Anie stała niepewnie na środku ich małżeńskiej sypialni, najwyraźniej bojąc się, że zrobiła coś złego lub nie wiedząc, co miałaby robić dalej.

Więc on zamierzał jej powiedzieć.

- Podejdź tu - rozkazał niskim pomrukiem, wskazując na miejsce tuż przed sobą, więc ruszyła się, a on przekręcał tułów, prowadząc ją wzrokiem - Stań prosto - rozkazał, kiedy wykonała poprzednie polecenie.

Stała dokładnie tam, gdzie jej wskazał wyprostowana i nieruchoma, patrząc na niego szeroko otwartymi oczami i dysząc lekko, a on napawał się jej widokiem.

Piękna, posłuszna, niewinna, jego.

- Rozpuść włosy - wydał następne polecenie, a jej twarz przybrała wyraz zdziwienia, ale podniosła ręce do warkocza i zrobiła to.

- Zdejmij koszulkę - powiedział i zobaczył, że przez jej twarz przebiegło rozczarowanie prawdopodobnie spowodowane wcześniejszą nadzieją, że podobało mu się to, że miała taką koszulkę.

Kiedyś, później, Billy jej wyjaśni, że jej obraz w tej koszulce wypalił się w jego mózgu, więc dobrze, że ją założyła dla niego.

Ale teraz potrzebował jej nagiej i chciał, żeby zrobiła to dla niego.

Zaczęła powoli, trzymając ją za dolną część materiału, podnosić koszulkę, by przeciągnąć ją przez głowę, więc ją powstrzymał.

- Zsuń ramiączka pomału, pojedynczo i zdejmij ją dołem, jeśli możesz - rozkazał - I patrz mi prosto w oczy.

Zrobiła to.

Dokładnie tak, jak tego chciał.

Przesuwając czubkami palców po jednym swoim ramieniu, zgarniając przy tym ramiączko koszulki, a potem to samo robiąc z drugim, następnie zsuwając materiał tak wolno z biustu i bioder, że było to istną pieprzoną torturą dla Billy’ego, pozwoliła, by koszulka opadła na podłogę.

Kiedy stała tam naga, wyprostowana, dysząca z podniecenia, którego Billy nie spodziewał się ani teraz, ani wtedy, kiedy brał jej dziewictwo dzień wcześniej, poczuł, jak jego kutas twardniał coraz bardziej.

Kurwa.

Nie miewał nigdy żadnej kobiety więcej niż jeden raz.

Nie podniecało go to.

Gonił za nowością, za doznaniami.

Ale nie z jego Anie.

Podniecała go za każdym razem na nowo, a na dodatek za każdym razem, nawet tylko jej wspomnienie, podniecało go mocniej.

Przesunął wzrokiem po jej skórze, przez co zadrżała, jakby ją dotykał.

- Rozsyp włosy na ramionach i do przodu - rozkazał, ale nie wytrzymał napięcia, więc kiedy to robiła, wstał i podszedł, by okryć ją płaszczem jej włosów.

Kurewsko miękkich, gęstych, cudownych.

Przepiękna.

Nie dotykał jej ciała, tylko czubkami palców zawadził o jej sutki (znowu zadrżała), które wystawały spomiędzy włosów, okrywających ją niczym złotym płaszczem, ale nawet z tych kilku dzielących ich centymetrów czuł jej gorąco, jej oszałamiający, kobiecy zapach.

Mleko, wanilia, oliwka, miód.

Przez te kilka dni nauczył się, że tak pachniał jej żel pod prysznic i jej szampon, a może również, tego nie wiedział, jej balsam lub krem.

Kochał ten zapach.

Zapach świeżo upieczonego ciasta.

To był dom.

To był dokładnie taki zapach, jaki zapamiętał z domu swojego jedynego kolegi, u którego bywał, kiedy miał kilka lat, zanim jego rodzice przenieśli się do innego miasta.

Domu, w którym dorośli zajmowali się dziećmi, grali z nimi w gry planszowe lub w karty, oglądali telewizją, a mama piekła ciasta, by potem zjadać je wspólnie ze wszystkimi.

Billy myślał, że zapomniał to całe gówno, ale z tym zapachem powróciło to do niego wraz z tym uczuciem, jakie wtedy miał.

Czystość i bezpieczeństwo.

Bał się, że mógłby teraz to stracić, jeśli dotknąłby Anie tak, jak lubił to robić niektórym sukom, czyli mocniej, inaczej i ją by skrzywdził.

Ona była delikatna, więc on musiał być w stosunku do niej delikatny.

Billy odszedł na kilka kroków i zaczął szybko zdejmować z siebie spodenki i bokserki, rzucając je w nieładzie na podłogę, kiedy Anie stała tam i patrzyła, jak nagle z nich wyskoczył jego uwolniony kutas, z coraz mniej przytomnymi oczami i z rozchylonymi ustami.

Wszedł na łóżko, położył się płasko na plecach i skinął na nią dłonią.

- Wejdź tu - wydał następny rozkaz, więc ruszyła się bez sekundy zwłoki.

Patrzył przez całą jej drogę, jak poruszała się łagodnie i płynnie, jak ona to zawsze robiła, żeby wejść na materac obok niego i usiąść na piętach, kiedy klęczała na brzegu.

Nie patrzyła w jego oczy tylko na penisa.

Światło ich obu lampek nocnych było zapalone, więc miała doskonały widok na jego twardego, drgającego niecierpliwie kutasa, który domagał się jej wilgoci, ciepła i ciasnoty.

Billy nie czekał na pieprzony dotyk, nie pragnął go.

Nigdy nie pragnął dotyku.

- Daj mi swoje dłonie - poinstruował, wyciągając do niej ręce, po czym splótł swoje palce z jej palcami tak, by mogła się na nim opierać - przełóż prawą nogę przez moje uda - powiedział ochrypłym głosem i pociągnął ją lekko na siebie.

Kurwa, już był tak podniecony, że nie mógł normalnie mówić, a Anie potrzebowała jego rozkazów.

Ale to było to, co uwielbiał.

Pochyliła się do jego klatki piersiowej, więc jej włosy omiotły go najdelikatniejszą pieszczotą i znowu nie był w stanie myśleć, więc zacisnął zęby, żeby się skupić i zgiął szyję, by widzieć.

Kiedy zrobiła, co jej kazał, podniósł lekko głowę i zobaczył jej otwartą, mokrą cipkę tuż nad sobą.

Z trudem powstrzymał jęknięcie.

Odepchnął lekko jej ręce, co zrozumiała natychmiast i wyprostowała się nad nim, a jej szeroko otwarte oczy wciąż śledziły każdy jego ruch.

Ujął penisa w dłoń, przytrzymał biodra Anie i wycelował.

- Opuść się powoli - rozkazał, patrząc jak się zanurzał i kontrolując ją palcami drugiej ręki zaciśniętymi na jej biodrze.

I cholernie dobrze czując tę gorącą miękkość, która ciasno go otaczała, pochłaniając go coraz głębiej do środka.

Pieprzone niebo!

Zaciskał palce na jej obu biodrach, patrzył jej w oczy i widział w niej tą samą rozkosz i skupienie, jakie on przeżywał, kiedy brała go w siebie.

- Złap się za łokcie za swoimi plecami - polecił jej i usłyszał warkot w swoim głosie, ale, pieprzone dzięki Chrystusowi, Anie nie przestraszyła się tego, tkwiła nieruchomo na jego kutasie, wykonując jego rozkaz, więc jej cycki zostały wypchnięte do przodu.

- Tak - warknął znowu i poprawił ułożenie jej włosów, by jej fioletowe, duże, naprężone sutki wystawały kusząco z gęstego, złotego płaszcza jej włosów.

- Podnieś się - warknął, a ona spojrzała na niego półprzytomnie, zza przymkniętych powiek, ale zrobiła co jej kazał, więc kontynuował - Opuść się.

Wtedy to poczuł i wiedział, że ona to poczuła, kiedy jej oczy zrobiły się olbrzymie, usta otworzyły się szerzej i wydała ciche westchnienie, które było idealnie zsynchronizowane w jego stęknięciem.

Był to poślizg jego wściekłego twardziela w gościnnej, gorącej ciasnocie tak krewsko fantastycznie dopasowanej do jego kutasa, że czuł to, jak gładzenie wnętrzem zaciśniętej, aksamitnej, elastycznej rękawiczki.

Jezu Chryste.

Nie musiał jej powtarzać, nie musiał mówić ani… jednego… pieprzonego… słowa… więcej, bo rytmicznie, powtarzalnie poruszała się sama, dodając przy tym ruch w przód i w tył, czasem kręcąc biodrami na boki, więc jego doznania poszybowały cholernie wyżej, wprost w pieprzony kosmos.

Jezu!

Musiał ją przyhamować, bo skończyłby cholernie za szybko.

- Daj mi ręce - rozkazał stęknięciem i spojrzała na niego inaczej.

Jakby ze strachem, skupieniem, a przy tym zagryzła wargi, więc wiedział, że usłyszała to, ale nie przestraszyła się, tylko martwiła się o niego.

Kurwa, dlaczego?

Złapał jej dłonie, kiedy tylko wyciągnęła je do przodu, przesunął swoje palce na jej nadgarstki i pociągnął, by pochyliła się do jego twarzy.

Potem, wykręcając swoje ramiona, ale wciąż patrząc jej w oczy, położył jej dłonie po bokach swojej głowy i miał jej usta tuż przy swoich.

Więc ją pocałował.

Nie, wróć!

Ona pocałowała jego.

Po raz pierwszy wykazała się taką inicjatywą, a on to lubił.

Zdążył już przyłożyć dłonie do jej bioder, by dać jej znać, że miała się ruszać, jak miała się ruszać, więc nie kierował jej głową, kiedy obniżyła ją i najpierw delikatnie dotknęła swoimi ustami do jego warg.

A potem nacisnęła i przesunęła językiem, więc je rozchylił, by ją wpuścić do środka, co wykorzystała, jakby była głodna jego smaku.

Kurwa, jak dobrze!

Za dobrze!

Jego podniecenie rosło za szybko i przestraszył się, że zaraz skończy, a chciał więcej, więc wykorzystał to, że złapała rytm i poruszała się naprawdę namiętnie na jego kutasie.

Przesunął prawą dłoń po jej plecach w jej włosy na karku, złapał i odciągnął ją od swoich ust.

- Anie - stęknął, więc znowu poczuł, jak się spięła.

Musiał być bardziej ostrożny, bo wciąż zapominał, że ona nie miała doświadczenia i nie wiedziała, jak reaguje podniecony mężczyzna.

- Za dobrze - szepnął więc, by ją uspokoić.

Dobrze zrobił, bo rozluźniła się i zaczęła ponowne dawać mu więcej.

Ale on już chciał inaczej.

Zaczął wyślizgiwać się z niej, przesuwając się pod jej ciałem, jednocześnie naciskając ją tak, żeby wiedziała, że miała się nie ruszać.

Posłuchała go.

Jechał pod nią, dotykając ustami w miarę swojego postępu stopniowo jej dekoltu, cycków (gdzie zatrzymał się na dłużej), brzucha, a potem musiał delikatnie odepchnąć jej jedną nogę i unieść jej biodra, by przełożyć swoje ramiona między jej udami.

Kiedy był poza nią, złapał jej tyłek i ustawił go z powrotem.

Wreszcie miał usta tam, gdzie chciał mieć.

Wysunął język i posmakował jej.

Jezu, sama słodycz.

Kiedy go poczuła, z słabym okrzykiem wypchnęła biodra w jego stronę, wbijając się w jego usta i zajęczała z czystej, nieskrywanej rozkoszy.

Kurwa, jak dobrze.

Położył obie dłonie płasko na jej zajebistych pośladkach i lizał, ssał, smakował jej soków, aż zaczęła nad nim drżeć.

Nie chciał, żeby doszła.

Jeszcze nie.

Więc odsunął się, odwrócił, uklęknął za nią, słuchając jej westchnienia rozczarowania, kiedy był z dala od niej przez ułamek sekundy, złapał jedną ręką za jej kość biodrową, a drugą za kutasa i wbił się w jej gościnną, ciasną wilgoć, co dało mu jej okrzyk - Tak!

Cholernie fantastycznie seksowny.

A potem jechał szybko, gwałtownie, cholernie głęboko, wręcz brutalnie, aż poczuł że to w nim narastało, więc sięgnął pod jej brzuch i między jej nogi, by znaleźć jej czuły punkt i zakręcić tam palcami.

Kiedy poczuł początek jej orgazmu, odpuścił, więc udało mu się sprawić, że doszli razem i było to coś niesamowicie kurewsko zajebistego.

Pochylił się nad jej plecami, a ona wygięła się w kręgosłup stronę tak, że miał jej kark pod ustami, więc złapał go, przejechał tam językiem, wargami, a na koniec zębami, czując dreszcz jej rozkoszy.

Nie zagryzł, chociaż opanował się resztką świadomości.

Chciał tego, ale to byłoby za wcześnie.

Kiedy schodzili ze swoich szczytów, opadł na bok, pociągając Anie ze sobą i udało mu się utrzymać ich połączenie, więc mogli leżeć tak na łyżeczki, ona z jego rękoma oplatającymi jej brzuch i żebra, doprowadzać swoje oddechy do wyrównania i czekać, aż Billy wysunął się z niej naturalnie.

Jak nigdy tego nie robił z żadną z suk, jakie pieprzył gdzieś tam, kiedyś po drodze, która doprowadziła go do jego cudownej żony.

Zaczął się podnosić z łóżka i poczuł, że Anie się przekręciła, ale było widać, że nie chciała wstawać, więc usiadł tylko na boku i pochylił się w jej stronę.

- Zabiorę cię do łazienki, umyjemy się - szepnął jej do ucha, odgarniając włosy z jej twarzy, by sprawdzić, czy wszystko było w porządku, ale nie był tego pewien - Dobrze się czujesz? - zapytał więc, a ona pokiwała sennie głową na poduszce i uśmiechnęła się lekko, jakby był głuptaskiem, który nie zauważał.

Zauważał.

Było jej dobrze.

Podniósł się, wyciągnął ręce, złapał ją pod kolanami i pod plecami tak, jak lubił i myślał, że ona też to lubiła.

- Mogę sama iść - cicho zaprotestowała.

Może i mogła, ale Billy chciał ją mieć w ramionach jeszcze trochę dłużej.

Billy zmarszczył brwi i spiął się, ale też wtedy zauważył, że nie była swobodna w jego ramionach, kiedy niósł ją tak przez ich sypialnię.

Obie dłonie miała zaciśnięte w pięści i przyciśnięte do piersi, a brodę zgiętą, by nie opierać się na jego ramieniu.

Podrzucił ją delikatnie, więc jej czoło opadło na jego szyję, ale pięści pozostały zaciśnięte.

Billy nigdy się nad tym nie zastanawiał, ale to wtedy właśnie zauważył, że skóra na jej dłoniach była czerwona, szorstka i popękana, a ona trzymała je tak, jakby ją bolały lub jakby się ich wstydziła.

Myślał o tym w ciągu dnia w swojej pracy, a potem ją obserwował.

Teraz, jadąc do cholernego sklepu z pieprzonym sprzętem AGD, gdzie kurewskie nigdy nie spodziewałby się zawitać, Billy zamierzał dać jej coś, co mogło zmniejszyć jej podrażnienia.

Anie lubiła dla nich, Billy’ego i Jacka, gotować różne gówno i piec różne ciasta, a widział, jak wyrabiała je ręcznie, co zmuszało ją do moczenia rąk w wodzie częściej, niż było to potrzebne.

Postanowił więc kupić jej robota wielofunkcyjnego, jakiego kiedyś widział u Evy w kuchni, albo inne podobne gówno, które by jej to dało.

Będąc w sklepie, przekonał się o dwóch rzeczach.

Po pierwsze o tym, że ni za cholerę nie znał się na tym gównie, więc musiał poprosić o pomoc ekspedienta, a po drugie o tym, że miał o wiele więcej pieniędzy, niż było mu potrzebne, o wiele cholernie więcej, niż by się spodziewał, więc kupił jej coś jeszcze.

Kiedy wszedł do ich domu, była już dziewiąta wieczorem.

Jack był już w swoim pokoju, może w łazience i szykował się do snu, więc Billy miał zaraz iść na gorę, żeby powiedzieć bratu dobranoc.

Najpierw jednak zajął się przywiezionym przez siebie gównem.

Wypakował gitarę i pieprzone zakupy na trzy razy, przechodząc od pickupa do korytarzyka wejściowego, więc wiedział, że Anie była ciekawa, co robił, a może nawet zaniepokojona, ale nie wyjaśnił jej nic, tylko pocałował szybko na powitanie i poszedł do tylnego korytarza.

Zdjął buty i zostawił je tam przy tylnych drzwiach.

Przeszedł do pomieszczenia gospodarczego, które przylegało do kuchni, zdjął skarpetki i wrzucił je do kosza na pranie, a potem poszedł prosto do łazienki dla gości, gdzie miał swój ręcznik do nóg, bo zawsze robił tak samo.

Anie dbała o czystość podłóg w ich domu i nie tylko do tego stopnia, że Billy (i Jack) nauczyli się chodzić tam na boso, zdejmując buty zaraz po przyjściu do domu skądkolwiek przychodzili i myjąc nogi, by nie niszczyć jej pracy.

Billy dodatkowo czuł się lepiej, mogąc pozbyć się butów, a taka pieprzona sterylność ich domu dawała mu cholerne poczucie bezpieczeństwa.

Kurwa.

Nad tym też nigdy się nie zastanawiał.

A może powinien, bo Anie myła podłogi na kolanach, mocząc ścierkę w misce z wodą i robiąc wszystko ręcznie.

Może potrzebowała mopa lub innego gówna, by nie wysuszać dłoni?

Za słabo o nią dbał.

Plując sobie cholernie w brodę za gapiostwo, poszedł do wyjścia, wziął pierwsze pudło i poszedł do kuchni do Anie, która tam cierpliwie czekała na niego, żeby skończył robić wszystko, co musiał zrobić.

- Co to? - spytała głośnym, radosnym i zdumionym okrzykiem, kiedy pudło weszło pierwsze przed nim w drzwi kuchenne.

- To dla ciebie, albo może bardziej dla nas - mruknął Billy, nieco skrępowany, postawiwszy pudło na blacie kuchennym - Nie wiedziałem jaki, ale pomyślałem, że przyda ci się robot, żebyś mogła nas dalej rozpieszczać tymi frykasami, które dla nas pichcisz.

- Billy - szepnęła, a wtedy spojrzał na nią i zauważył, że stała kilka kroków od niego, nieruchomo, a jej oczy wyrażały zarówno zachwyt, jak i wdzięczność.

Jakby był jakimś pieprzonym bohaterem.

Gówno.

- Tony dał mi pieniądze, jakie, nie wiadomo dlaczego, ludzie zostawiali u niego dla mnie - Billy wyjaśnił, lekceważąco wzruszając ramionami - więc postanowiłem ci to kupić - skinął brodą na pudło.

- Ale… ale ja… - zaczęła Anie, jąkając się nieporadnie.

- Anie - nagle zrozumiał, że musiał jej więcej powiedzieć o tym, jak wspaniale czuł się z tym, że się nimi opiekowała - To podziękowanie za to, że jesteś, że się nami zajmujesz.

- Billy, ja… - znowu zaczęła i Billy wiedział, że miała zamiar wszystkiemu zaprzeczyć, zanegować jej zasługi, więc ją odciął.

- Poczekaj - powiedział - To nie wszystko.

Odwrócił się na pięcie i wyszedł do korytarza wejściowego, by przynieść drugie pudło.

Kiedy wrócił do kuchni, Anie stała nieruchomo w tym samym miejscu, ręce miała bezradnie opuszczone wzdłuż ciała, a z oczu leciały jej łzy.

Kurwa, musiał działać.

Odstawił pudło na ich podręczny kuchenny stół i podszedł szybko, by wziąć ją w ramiona i mocno przycisnąć do siebie.

Stała tak przytulona do niego przez dłuższą chwilę, zanim się uspokoiła, pociągnęła nosem, przetarła twarz palcami i podniosła na niego zapłakane oczy, by zaśmiać się lekko.

- Jestem niemądra - powiedziała - Dbasz o mnie na tyle sposobów, a ja się mażę, zamiast ci podziękować, rozpakować to i zrobić ci coś dobrego na kolację.

Wtedy Billy odsunął od niej tułów, nie rozwijając ramion, który miał wokół Anie, pochylił głowę i przyjrzał się jej uważnie, ale już wyglądała na uspokojoną, więc pozwolił jej odejść.

- Kolację już jadłem… - przypomniał jej z uśmiechem - ale możemy to rozpakować i poczytać instrukcję.

- To ty czytasz instrukcje? - zażartowała Anie.

No, tak, zasłużył sobie na ten żart.

Kiedy ustawiali we dwóch telewizor i nagłośnienie, jakie kupili wspólnie z Samem do ich bawialni, instrukcja leżała spokojnie na stoliku do kawy aż do chwili, kiedy prawie zdecydowali się oddać to gówno do sklepu, bo pomyśleli, że jest uszkodzone.

Anie znalazła się w ostatniej chwili, żeby powstrzymać ich nie tylko przed rzucaniem kurwami, ale też przed załadowaniem tego gówna do pudeł.

Więc zaśmiał się głośno i prawie szczęśliwie, obejmując ją ponownie, by tym razem wziąć mocniejszy pocałunek na powitanie.

Jeszcze nie do końca swobodny i szczery, ale tego się nie nauczyli.

Podobnie jak nie nauczyli się jeszcze rozmawiać o wszystkim tym, o czym powinni porozmawiać.

A mieli coraz mniej czasu, chociaż jeszcze tego nie wiedzieli.

A potem Billy poszedł życzyć swojemu bratu dobrej nocy, by wrócić do swojej żony do kuchni i cieszyć się jej radością z powodu nowego sprzętu.


 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz