wtorek, 7 lutego 2023

17 - Spieprzył sprawę

 

Rozdział 17

Spieprzył sprawę

Billy

 

 

Dwa tygodnie później

- Dzień dobry - powiedział Billy do nieznajomej mu, młodej pielęgniarki, która zajmowała fotel za ladą stanowiska recepcji oddziału ratunkowego szpitala VAMC - Jestem William Brown. Chciałbym porozmawiać z doktorem Jeffreyem Heelyou.

- Dzień dobry - przywitała go pielęgniarka - Czy był pan umówiony?

- Nie - odparł Billy - Jakiś czas temu byłem pacjentem doktora i chciałbym coś tylko skonsultować. Zajmę mu pięć minut.

- Dobrze - powiedziała kobieta - Proszę chwilę poczekać. Dowiem się, czy doktor znajdzie dla pana czas.

Podniosła słuchawkę telefonu stacjonarnego.

Billy oparł się bokiem ramienia o róg ściany obok recepcji, skrzyżował ramiona na swojej klatce piersiowej stanął na jednej nodze, kiedy drugą oparł czubkami palców obok jej zewnętrznej kostki i zaczął czekać.

Ostatnio ciągle czekał.

Jego cierpliwość była wystawiana na kolejne próby.

Dwa tygodnie temu totalnie spieprzył sprawę.

Wiedział o tym.

Stracił Anie, ich dziecko, a także prawie stracił Jacka.

To wszystko było jego wyłączną winą.

Ale teraz zamierzał to naprawić.

Kiedy te dwa tygodnie temu usłyszał, że jego słodkiej Anie groziło niebezpieczeństwo, że coś jej się stało, poczuł przerażenie i rozpacz.

Dojechał na wskazane przez Davida miejsce w dziesięć minut, ale karetka z ratownikami była tam przed nim.

David jechał mu na zderzaku.

Razem zaparkowali na ulicy przy krawężniku i obaj jednocześnie wyskoczyli ze swoich samochodów.

Kumpel powstrzymał go przed podejściem bliżej, więc Billy nie widział swojej kobiety zbyt dobrze, ale wiedział, że ratownicy denerwowali się brakiem możliwości przywrócenia jej oddechu.

Musieli naciąć jej gardło, by zrobić tracheotomię ratującą, bo krtań Anie była zaciśnięta i nie mogła oddychać.

Wszystko działo się w ciemnym brudnym zaułku, w którym stał kontener na śmieci i Billy nie mógł sobie wyobrazić, po jaką cholerę jego słodka, czysta Anie miałaby tam wchodzić z własnej woli.

Leżała na plecach na brudnym betonie i wydawało się, że ktoś ją tam wciągnął na siłę, bo jej buty miały otarcia z boku.

David, najwyraźniej, sądził tak samo, bo rozglądał się ostrożnie, a potem wyjął swój telefon z kieszeni dżinsów i zadzwonił.

Billy nie słuchał jego rozmowy, skupiony na tym, co działo się z jego żoną, bo kolejną rzeczą, jaką zauważył, były resztki szarej taśmy na jej rękach, które ratownicy właśnie zdjęli razem z jej rękawiczkami.

Kawałek podobnej taśmy leżał obok jej głowy tam, gdzie leżała jej czapka, a jej rajstopy były podarte i do Billy’ego zaczęło docierać, co się stało.

Jego słodka Anie została napadnięta i, prawdopodobnie, zgwałcona.

Kurwa!

Ratownicy zapakowali Anie na noszach do karetki, Billy pobiegł do swojego pickupa i, jak tylko karetka ruszyła na sygnale, ruszył za nią.

Nie patrzył na to, gdzie był David.

Obchodziła go tylko ona, tylko jego słodka Anie.

W szpitalu było jak to w szpitalu, Billy nie pamiętał szczegółów i nie chciałby nigdy do tego wracać.

Ani do swojej pieprzonej paniki, która spowodowała, że się cholernie pogubił, ani do cholernie ostrych, czasem brutalnych słów, jakie tam padły.

Był całkowicie popieprzony.

Siedział potem w pieprzonym korytarzu, później w cholernej poczekalni cholernego SOR i wiedział, że byli z nim kuple z remizy, ale nie mógł się otrząsnąć z jednej myśli.

Jego słodka, czysta Anie została napadnięta i zgwałcona.

Lekarz mu to potwierdził.

Powiedział mu więcej.

Jej stan spowodowany był tym, że jeden z popaprańców, którzy ją zgwałcili użył prezerwatywy i wpadła we wstrząs anafilaktyczny, który był silną reakcją alergiczną na lateks.

Anie była w siódmym tygodniu ciąży, a ten wstrząs anafilaktyczny doprowadził do niedotlenienia dziecka, więc należało oczekiwać, że umrze ono w ciągu najbliższych godzin.

Billy właśnie tak dowiedział się, że miał być ojcem.

Dowiedział się też, że jego dziecko, dziecko, którego tak bardzo chciała jego Anie, miało niedługo umrzeć samo albo nawet ze swoją mamą.

To go popieprzyło jeszcze bardziej.

Billy spędził tam pół nocy, nawet jak Jimmy próbował nim wstrząsnąć, mówiąc mu o Jacku, który wciąż był u Matta, ale powinien wrócić do domu, by spać w swoim pokoju, w swoim łóżku.

Billy nie umiał, nie miał jak przestać myśleć, że jego słodka, czysta Anie została napadnięta i zgwałcona.

Nie wygoniono go stamtąd.

Siedział tam przez całą noc.

Rano przyszedł lekarz i powiedział mu, że Anie została wprowadzona w śpiączkę i nie wybudzi się w ciągu najbliższych dwóch, trzech dni.

Jako jej mąż, Billy miał podjąć decyzję o przerwaniu ciąży, bo dziecko mogło mieć trwałe uszkodzenia, nawet jeśli by przeżyło.

To było jak nóż wbity w już krwawiącą ranę i przekręcony tam.

Billy nadal nie kontaktował, nie reagował.

Wiedział gdzieś, fragmentem swojej świadomości, że Eva i Helena zawiadomiły Abi i Kate Sensible, że zaopiekowały się Jackiem i wyprawiły go do szkoły, ale w jego myślach było tylko jedno.

Jego słodka, czysta Anie została napadnięta i zgwałcona.

Wyszedł ze szpitala dopiero po południu, kiedy wpadły tam kobiety i zaczęły robić nadmierny szum, a Billy nie był w stanie tego wytrzymać.

Pojechał do domu i wszedł tam po raz pierwszy od pieprzonych dwóch miesięcy bez szansy na powitanie pocałunkiem przez jego kochaną żonę.

Jego pieprzone życie znowu zawirowało w toalecie.

Gówno.

Totalne szambo.

Wytrwał jednak ten dzień do wieczora, odebrał nawet Jacka ze szkoły, chociaż nie rozmawiał z nim, albo może rozmawiał, ale potem nie wiedział o czym, po kolacji w jakiejś knajpie, kiedy sam prawie nie jadł, odstawił brata do Evy na kolejną noc, a sam pojechał do pracy.

Przepracował jak w transie przez dwanaście godzin i był wdzięczny kumplom jak cholera, że się go nie czepiali, dali mu pieprzony spokój.

W niedzielę Billy miał iść na kolejną dzienną zmianę, więc Jack miał znowu spędzić dzień w domu Evy i Jimmy’ego.

Ale w sobotę bracia powinni spędzić ze sobą czas.

Billy nie wiedział, co miałby powiedzieć Jackowi tym bardziej, że ponownie stchórzył i nie pojechał do szpitala, by zobaczyć Anie.

Nie mógł, nie dał rady.

Do tego czasu dowiedział się, że nie odzyskała świadomości, chociaż leki podtrzymujące śpiączkę zostały już odstawione.

Wiedział też, że do poniedziałku miała nie mieć już w gardle rurki od tracheotomii, bo opuchlizna krtani zeszłaby jej wystarczająco, by mogła oddychać przez nos i lekarze oczekiwali, że jej tchawica zacznie się wtedy goić i zrastać.

Oli powiedział Billy’emu, że u Anie od razu w piątek były zarówno Abi, jak i Kate, więc to one przekazały mu, że jego żona nadal była opuchnięta, chociaż już nie tak bardzo jak pierwszego dnia.

Billy obiecał sobie, że pojedzie do niej w poniedziałek, ale bał się.

Bał się swoich reakcji na jej widok.

Bał się jej widoku.

I tego bólu.

Ale kiedy w sobotę rano, po nocnej zmianie, jechał do cholernie pustego domu, wstąpił do sklepu nie po pieprzone zakupy spożywcze, ale po wódkę, bo musiał się cholernie znieczulić.

Bowiem w pracy David oddał mu torebkę Hannah, a w niej Billy odkrył nieznaną mu, białą kopertę.

Nie powinien był jej otwierać.

Koperta zawierała wyniki badania, potwierdzające siódmy tydzień ciąży Anie i zdjęcie USG, które może nie mówiło zbyt wiele Billy’emu, ale było pierwszym i jedynym zdjęciem ich dziecka.

A potem Billy wrócił do domu.

I spieprzył sprawę totalnie i do końca, nie tylko znieczulając się, ale zalewając się w trupa.

Samo wejście tam, do ich domu, kiedy wszystko było tak cholernie ciche, zimne i nieprzyjazne, dało mu tylko kolejny rodzaj bólu, więc nawet zanim zdjął buty, otworzył pierwszą pieprzoną butelkę i wychylił cholerną wódkę z gwinta.

Nie jadł od tylu godzin, że skutki alkoholu odczuł, zanim dotarł do połowy.

I tak ją dokończył.

W czasie picia wpadł w szał, w jaki nie wpadał już od lat.

Musiał odreagować i zrobił to na przedmiotach, które wpadły mu w ręce.

Ocknął się parę godzin później, ale ból nie był ani trochę mniejszy, więc odkręcił drugą butelkę i znowu pił z gwinta, aż totalnie odleciał.

Robił tak jeszcze kilka razy.

Następnym co pamiętał, było to, jak siedział w samych bokserkach pod prysznicem, lała się na niego zimna woda, a za szklanymi drzwiami stał Jimmy i patrzył na niego twardym wzrokiem.

Kiedy Billy oprzytomniał na tyle, by zacząć kląć na kumpla, dowiedział się, że byli tam Oli, David, Alex i Jimmy.

Była niedziela wieczorem, a oni byli tam dla niego.

Stracił dwa dni z życiorysu.

- Pojebało cię, do kurwy - wrzasnął Billy spod lodowatego prysznica.

- Nie odebrałeś Jacka - warknął Jimmy - Nie zadzwoniłeś, nie byłeś na przyjęciu Davie’go, Nie… Byłeś… W pracy!

Kurwa!

Dopiero wtedy Billy uświadomił sobie, że całkiem odpłynął.

Był pieprzonym egoistą.

Prawdopodobnie spieprzył jakąś sprawę.

Skoro Billy już trochę kontaktował, Jimmy wyciągnął go spod prysznica, rzucił mu ręcznik, zostawił na łóżku w pokoju gościnnym, gdzie byli, koszulkę i spodnie dresowe, po czym wyszedł, by Billy się ogarnął.

W trakcie ubierania się Billy zaczął myśleć o swojej słabości, bo po prostu poddał się, a jego brat i jego kumple na niego liczyli.

Miał obowiązki, które zaniedbał.

Kiedy Billy dotarł wreszcie do kuchni, cholernie naocznie przekonał się, że w którymś momencie swojego pieprzonego upojenia alkoholowego, rozbił w jadalni krzesło na drzazgi, które właśnie wtedy zostały przez facetów zgarnięte tam na kupkę pod ścianę.

- Siadaj - warknął na niego Oli, kiedy Billy wszedł do kuchni, wskazując mu jeden ze stołków.

- Możesz, do kurwy nędzy, powiedzieć, co ty właściwie odpierdzielasz? - warknął David.

Zgnębiony wyrzutami budzącego się sumienia Billy milcząco usiadł na wskazanym stołku przy stoliku podręcznym ich kuchni i otoczył dłońmi duży kubek z gorącą, czarną kawą, który postawił tam Jimmy.

- David - mruknął przy tym Jimmy do kumpla, ale David miał rację i Billy to wiedział.

Spieprzył sprawy.

Wszystkie.

- Niech dupek wie, co się dzieje - warknął David do swojego przyjaciela.

Billy usłyszał westchnięcie Jimmy’ego, kiedy zgarbił się i pochylił głowę nad blatem stołu.

- Billy - powiedział poważnie Oli do jego pleców - Jack cię potrzebuje. Hannah będzie cię potrzebowała. Musisz wziąć się w garść.

Anie nie będzie go potrzebowała.

Była zbyt dobra, zbyt ufna i łagodna, by potrzebować takiego słabego kutasa z popieprzonym życiem.

Billy tego nie powiedział i nie patrzył na żadnego z nich.

- My rozumiemy, że mogłeś się załamać - powiedział Jimmy - Każdy z nas chociaż raz załamał się przy swojej kobiecie. Ja też.

Billy uniósł głowę, by z niedowierzaniem spojrzeć na kumpla, który był jednym z jego wzorców do naśladowania.

- Tak - mruknął Jimmy, widząc jego spojrzenie - Myślałem, że Eva mnie nie zaakceptuje i poleciałem po całości. Na szczęście dobrze się skończyło

- Też kiedyś załamałem się i chciałem odejść Maggie - przyznał się David - I teraz o to chodzi. Chodzi o to, żebyś wiedział, że po gwałcie i utracie dziecka, Hannah będzie potrzebowała całej twojej troski, delikatności i miłości. Nie możesz jej zostawić z tym samej.

Billy opuścił głowę.

Po utracie dziecka.

Więc to było już przesądzone.

- A jeszcze była w remizie kuratorka Jacka… - odezwał się Oli - i dopytywała się, dlaczego nie może się do ciebie dodzwonić. Ani do Hannah. Musiałem jej powiedzieć. Chyba nie chcesz go stracić?

Kurwa!

Nie pomyślał o tym.

- Więc weź się, do cholery, pozbieraj do kupy - mówił Jimmy - Zajmij się swoim pieprzonym domem, bo to dom Hannah, a ty go zgnoiłeś. Zajmij się bratem, bo Hannah walczyła, wy walczyliście o opiekę nad nim.

Billy się rozejrzał.

Faktycznie, przez te dwie doby sterylnie czysty, zadbany dom, o który Anie dbała przy każdej okazji, zamienił się w istny chlew.

Billy nawet nie pamiętał, kiedy zdążył wywalić na podłogę kuchni gówno z szafek i lodówki, z jakiego powodu w zlewie było pełno brudnych kubków, skoro pił z gwinta i to tylko wódę, a już na pewno nie pamiętał popieprzonego faktu rozpirzenia cholernego krzesła w jadalni.

- Wiesz, jaka była dumna z tego domu - dodał Oli - To ona go urządzała.

Tak, Billy to wiedział.

Mógł być dominujący podczas seksu, ale jeśli chodziło o dom, czystość, ich posiłki, to Anie była gorsza niż sierżant podczas musztry, chociaż nigdy niczego nie powiedziała o tym do żadnego z nich.

To jego cudowna żona zadecydowała o każdym elemencie wystroju kuchni, jadalni, salonu i bawialni, chociaż nigdy tego by tak nie nazwała.

Obaj tak ją kochali, że starali się jak najmniej brudzić i sprzątali po sobie.

- Jak tu ogarniesz - dodał Alex - Zadzwonisz do tej baby z opieki i zaprosisz ją na rozmowę z tobą i Jackiem, żeby jej pokazać, że wszystko jest okej, że sobie radzisz. Nie stracisz brata.

Billy pokiwał głową.

- Jak potrzebujesz pomocy Helen, Evy lub innych kobiet, powiedz - powiedział Oli - Tylko czekają na znak, żeby wkroczyć.

Cóż, akurat tego Billy nie chciał.

Wiedział, że będzie miał więcej pracy, ale dałby radę.

- Tylko wyjmij głowę z dupy i rusz się - dodał David.

Więc ruszył się.

Nie mógł dłużej być takim cholernym egoistą i zamykać się w swoim bólu, bo cierpieli na tym ci, którzy na niego liczyli.

Nawet, jeśli nie powinni.

Musiał spróbować naprawić to, co spieprzył, mając nadzieję, że nie spieprzył całkowicie.

Przez resztę niedzieli do późnej nocy Billy sprzątał i naprawiał w domu to, co musiał sprzątnąć i naprawić, bo sam zepsuł i nabrudził.

Potem pojechał do Evy i Jimmy’ego, chociaż było bardzo późno, żeby zabrać Jacka, kupić coś do jedzenia, bo nie chciał brać niczego od Evy, chociaż nalegała i wrócili we dwóch do domu, żeby Jack mógł spać we własnym łóżku i pojechać do szkoły z bratem.

W poniedziałek rano, po zjedzeniu miski owsianki, bo nie zrobił śniadania, po odwiezieniu Jacka do szkoły, Billy po raz pierwszy pojechał do szpitala, by zobaczyć Anie.

To go popieprzyło, ale trzymał się.

Nie mógł znieść jej nieruchomości, jej kruchości i tego milczenia.

Anie nadal była opuchnięta, jej włosy były krótkie, a na nadgarstkach miała zasinienia od taśmy, którą była skrępowana.

Na dole gardła miała opatrunek po tracheotomii, ale oddychała przez nos.

Początkowo bał się jej dotknąć, chociaż pamiętał, że jego żona dotykała go, kiedy był ranny, myła go, smarowała maściami.

Później przyjechała do niego Helena i Eva z Jackiem (przywiozła go ze szkoły, bo odbierała Matta), by pomóc mu dokończyć sprzątanie i przyszykować w kuchni jedzenie dla nich dwóch na kolejne dni.

Po południu Billy wrócił do szpitala, a u Jacka była Abi.

Stopniowo Billy nauczył się mówić do Anie, chociaż była nieprzytomna.

Musiał jednak jeszcze nauczyć się rozmawiać ze swoim bratem.

Zanim Jack i Billy zostali sami, kiedy to Eva i Helena w końcu pojechały do domów, Billy musiał przejść przez rozmowę z Evą, której chciał uniknąć.

Ale wiedział, że nie miał na to szansy.

Jak Eva się na coś uparła, nie było zmiłuj.

Więc poddał się, zacisnął zęby i postanowił przetrwać.

- Billy - mówiła do niego Eva, kiedy Jack poszedł ze swoimi rzeczami na górę, do swojego pokoju, a Helena chowała resztę jedzenia w pojemnikach do lodówki - Wiesz, jak to było, jak ty byłeś w śpiączce?

Billy trochę wiedział, ale najbardziej dotknął go ton rozczarowania słyszalny w głosie kobiety kumpla.

- Jeździła do ciebie dwa razy dziennie - przypomniała mu - Myła cię, chociaż tego nie potrzebowałeś. A na dodatek zajmowała się domem, Jackiem i normalnie pracowała.

Billy wiedział to wszystko, wiedział, że Anie była silniejsza niż on i cholernie mu się nie podobało, że Eva mu to przypominała.

- Ocknij się - powiedziała niespodziewanie twardym głosem ta kobieta, która była ciepła i macierzyńska w stosunku do każdego z nich - Pojedź tam. Rozmawiaj z nią. Zaopiekuj się.

- Dobrze, Eva - bąknął w końcu pod nosem.

Eva wyprostowała się, spojrzała na niego po raz ostatni, zawołała Helenę, którą miała odwieźć do domu i poszła w kierunku drzwi wyjściowych.

Przechodząc przez salon kobieta zatrzymała się i odwróciła głowę do Billy’ego, który podążał za nią.

- Pamiętaj, że zawsze wam pomożemy - powiedziała - Ona cię kocha - rzuciła jeszcze cicho, a potem odwróciła głowę w stronę schodów i krzyknęła - Idę, Jack. Na razie.

- Na razie, Eva, Helena - zawołał młody i pojawił się na górze schodów dokładnie wtedy, kiedy kobiety wychodziły za drzwi.

- Dzięki - mruknął tam Billy, stojąc za nimi, kiedy były już na ganku - Serio. Doceniam.

Helena obejrzała się i tylko smutno się uśmiechnęła.

- Nie ma za co - powiedziała łagodnie Eva - Na razie, Billy.

- Na razie - pożegnał ją Billy, a potem zamknął drzwi i zabezpieczył je.

Potem przez cały pieprzony tydzień Billy dzień w dzień jeździł do cholernego szpitala, gdzie jego żona wciąż nie wybudzała się ze śpiączki, by później jechać do pracy, do szkoły po brata, do sklepów i w tysiące innych miejsc, w które przez poprzednie tygodnie jeździła jego żona.

I Billy docenił to, co Anie dla nich robiła.

Ale nigdy wcześniej w swoim życiu nie czuł się taki samotny.

Nie pomogło mu nawet to, że dzięki Davidowi mieli DNA sprawców, odciski palców i przy jakichkolwiek podejrzanych, mogliby ukarać tych skurwieli, którzy skrzywdzili jego żonę.

Teraz czekał na faceta, który mógł mu pomóc w dotarciu do świadomości Anie, bo Billy czuł, że coś mu umykało.

Pamiętał, że to jego słodka Anie pomogła mu wybudzić się ze śpiączki i zamierzał zrobić dla niej to samo.

Ale nie wiedział jak.

Bywał u niej w szpitalu nawet dwa razy dziennie, a tam siedział przy niej, gładził jej tak cholernie krótkie włosy i mówił do niej.

Poprosił pielęgniarkę, by nauczyła go, jak się myje chorych stale leżących w łóżku i chodził do swojej żony kiedy tylko mógł tylko po to, by ją umyć gąbką i myjką.

Chociaż tam nie chodziło o samo mycie, o higienę, ale o możliwość dotknięcia jej, rodzaj pieszczoty, co zrozumiał, że miała Anie z nim, kiedy jego myła, gdy był w śpiączce.

Opowiadał jej swój dzień, gadał głupoty, jakie mu przychodziły do głowy, powtarzał to, co miał do przekazania Jack, bo jego brat nie miał możliwości wejścia do jej sali.

Lekarz zabronił mu tego do chwili, kiedy opuchlizna zeszłaby Anie całkowicie, co Billy zrozumiał bez wyjaśniania.

Jego żona miała zniekształcone nogi, duży brzuch, grubą szyję, zmienione rysy twarzy, czego dziesięcioletni chłopiec mógłby się przestraszyć.

Lepiej było, kiedy pamiętał ją taką, jaką była przed atakiem.

Poprzedniego dnia Billy wziął Anie na ręce i przeniósł ją na swoje kolana, by siedzieć z nią na fotelu, kiedy pielęgniarka zmieniała jej pościel.

Na tę krótką chwilę Anie miała wyjęty cewnik, który założono jej tydzień wcześniej i Billy musiał zachować zasady bezpieczeństwa, by nie podrażnić jej rany w gardle, ale miał ją blisko siebie.

Siedział ze swoją żoną na kolanach i przytulał ją.

Billy nigdy w życiu nie czuł potrzeby przytulania, dopóki Anie nie pokazała mu jak przyjemny był dotyk, jak blisko siebie mogli być przez zwykłe spanie tułów na tułowiu, z nogami splecionymi w objęciu tak bliskim, że z kimś innym Billy czułby to jako niekomfortowe.

Siedział w fotelu, miał jej tyłek na swoich kolanach, położył jej skroń we wgłębieniu między swoim ramieniem a obojczykiem i trzymał ją tam przez godzinę, gładząc jej plecy i mówiąc do niej.

Mimo tego wszystkiego nie obudziła się.

Dlatego Billy cholernie sądził, że spieprzył sprawę nawet bardziej, niż początkowo myślał, że to zrobił.

- Dzień dobry - Billy usłyszał głos lekarza, więc poderwał głowę, kiedy został wyrwany ze swoich myśli - Och, to pan. To ty, Billy!

- Tak - burknął Billy, prostując się - Dzień dobry, doktorze - powiedział, starając się już brzmieć uprzejmie, jak nauczył się przy Anie.

Anie zawsze dla wszystkich była dobra i miła.

- Jeff, proszę - powiedział lekarz, który zszył go po tym, jak wyjął z niego kulę, a potem odwiedzał go często, kiedy Billy dochodził do siebie.

- Jeff - zgodził się Billy - Możemy porozmawiać? - zapytał natychmiast potem, wskazując, że potrzebowali prywatności.

Przeszli we dwóch do pokoju zabiegowego, kiedy lekarz wyprzedzał Billy’ego, by pokazać mu kierunek, w jakim się udawali i nie rozmawiali wtedy, ale Jeff zadał pytanie, jak tylko przeszli przez drzwi.

- Jak twoja rana? Mogę obejrzeć?

Billy w milczeniu zdjął kurtkę, przeciągnął koszulkę przez głowę i pozwolił lekarzowi na obejrzenie dobrze zabliźniającej się rany.

- Wszystko w porządku - mruknął lekarz.

- tak - potwierdził Billy.

- A co u Hannah? Tak ma imię twoja żona, prawda? - Jeff zadał następne pytanie i Billy wiedział, że to musiał przyjść.

- Tak - westchnął Billy, kiedy lekarz stanął naprzeciwko niego i patrzył z ciekawością w oczach, jak Billy zakładał z powrotem koszulkę i kurtkę - Hannah - Billy wyprostował się i mówił bardziej zdecydowanie - Właśnie o niej chciałem porozmawiać.

- Tak? - zdziwił się Jeff - Co takiego?

- Dwa tygodnie temu Hannah została napadnięta - wyjawił Billy, stając w lekkim rozkroku przodem do Jeffa i wkładając palce obu dłoni do tylnych kieszeni swoich dżinsów.

Patrzył, jak na twarz Jeffa wypłynął wyraz zdziwienia, strachu, zrozumienia, a potem żalu.

- Zgwałcono ją - mówił dalej Billy i, pieprzyć go, facet naprawdę lubił jego żonę, bo właśnie wtedy przez jego twarz przemknął ból - Jeden ze sprawców użył prezerwatywy - Billy zobaczył, jak Jeff zaczynał rozumieć, o czym mówił - Wpadała we wstrząs anafilaktyczny i jest w śpiączce.

- Kurwa - wyszeptał Jaff.

Dokładnie tak samo myślał Billy.

- Jeff - zawołał Billy, zawahał się, ale przecież przyjechał po poradę, więc musiał mówić - Chodzi o to, że pomogłeś Hannah wybudzić mnie ze śpiączki i…

Billy zamilkł i, zdezorientowany, popatrzył, jak Jeff pokręcił głową, zaprzeczając mu.

- To nie ja - powiedział Jeff - To była Hannah.

- Co? - zdziwił się Billy, ale też trochę przestraszył.

Jeśli to wszystko zrobiła Anie sama z siebie, Billy nigdy nie dowiedziałby się co zrobiła i jak, żeby do niego dotrzeć, żeby się obudził.

Nie dowiedziałby się jak miał obudzić.

- Hannah kazała ci spać, a ty spałeś - z zamyślenia wyrwał Billy’ego głos Jeffa - Potem czekaliśmy, żebyś się obudził, bo odstawiliśmy ci leki, ale nie obudziłeś się. Ona poprosiła, byś się obudził, a ty się obudziłeś. Wyznawała ci miłość, mówiła o swojej tęsknocie.

Billy słuchał z natężeniem, bo starł się zrozumieć, ale to, co mówił do niego lekarz, nic mu nie dawało.

Próbował już tego wszystkiego.

No, może oprócz rozkazów.

Właściwie nie wiedział, czemu o tym nie pomyślał.

Anie lubiła wypełniać jego rozkazy.

- Ale to nie o to chodzi - mówił dalej Jeff - Wtedy potrzebowaliście tego, a teraz potrzebujecie czegoś innego. Chodzi mi o to, że musisz pomyśleć.

Billy skinął głową i nadal słuchał.

- Tylko… hmmm… - Jeff przerwał i popatrzył na Billy’ego z nową uwagą - Wiesz, skoro ona została zgwałcona, cóż, ty ją znasz najlepiej. Pomyśl, jak by się z tym czuła.

Billy zacisnął usta i zmarszczył brwi.

- Była…? - lekarz znowu się zawahał - Cóż, czy była naga?

- Nie - zaprzeczył Billy dość stanowczo.

- Więc - Jeff rozchmurzył się - Wybacz, nie jestem psychologiem, ale wydawało mi się, że w waszej relacji dość istotny był dotyk. Wiesz, jak wtedy cię masowała…

Billy zamyślił się.

Facet miał rację i nawet sam nie wiedział jak bardzo.

Anie od początku ich znajomości dążyła do przytulenia.

Czy możesz mnie objąć? - zapytała od razu tego pierwszego dnia, kiedy byli sami w parku, by porozmawiać.

Billy skinął głową i spojrzał na Jeffa.

- Tak - powiedział - Ale trzymałem ją wczoraj na kolanach, przytulałem ją, a ona się nie obudziła.

Jeff opuścił głowę, zachmurzył się, ale później wyglądał, jakby coś mu przyszło do głowy.

- Dla mnie ona wyglądała jak ktoś, kto nie zna swojej wartości - stwierdził i Billy ponownie pomyślał, że facet był niezłym psychologiem, chociaż mówił, że nie był - Powinieneś jej częściej mówić, że jest piękna. Masz jakiś pomysł jak to zrobić? Może macie jakieś swoje słowa?

- Nie - mruknął Billy, a potem przyszło mu do głowy rozwiązanie, które było tak oczywiste, że miał ochotą kopnąć się w tyłek, ze nie pomyślał o tym wcześniej.

Kurwa, tak!

To było to!

- Dzięki, Jeff - rzucił w pospiechu i ruszył w stronę drzwi.

- Nie ma za co - w głosie lekarza brzmiało zdziwienie, ale również śmiech.

Billy był prawie poza pomieszczeniem.

- Przyjdźcie, jak już będzie przytomna! - Jeff krzyknął za Billy’m, który już był na korytarzu - Na razie.

- Na razie - odkrzyknął Billy i pognał do windy.

Musiał szybko dotrzeć do domu i coś wymyśleć.

 

2 komentarze: