Rozdział 17
Spieprzył sprawę
Billy
Dwa tygodnie później
- Dzień dobry -
powiedział Billy do nieznajomej mu, młodej pielęgniarki, która zajmowała fotel
za ladą stanowiska recepcji oddziału ratunkowego szpitala VAMC - Jestem William
Brown. Chciałbym porozmawiać z doktorem Jeffreyem Heelyou.
- Dzień dobry - przywitała
go pielęgniarka - Czy był pan umówiony?
- Nie - odparł
Billy - Jakiś czas temu byłem pacjentem doktora i chciałbym coś tylko
skonsultować. Zajmę mu pięć minut.
- Dobrze -
powiedziała kobieta - Proszę chwilę poczekać. Dowiem się, czy doktor znajdzie
dla pana czas.
Podniosła
słuchawkę telefonu stacjonarnego.
Billy oparł się
bokiem ramienia o róg ściany obok recepcji, skrzyżował ramiona na swojej klatce
piersiowej stanął na jednej nodze, kiedy drugą oparł czubkami palców obok jej
zewnętrznej kostki i zaczął czekać.
Ostatnio ciągle
czekał.
Jego cierpliwość
była wystawiana na kolejne próby.
Dwa tygodnie temu
totalnie spieprzył sprawę.
Wiedział o tym.
Stracił Anie, ich
dziecko, a także prawie stracił Jacka.
To wszystko było
jego wyłączną winą.
Ale teraz
zamierzał to naprawić.
Kiedy te dwa
tygodnie temu usłyszał, że jego słodkiej Anie groziło niebezpieczeństwo, że coś
jej się stało, poczuł przerażenie i rozpacz.
Dojechał na
wskazane przez Davida miejsce w dziesięć minut, ale karetka z ratownikami była
tam przed nim.
David jechał mu na
zderzaku.
Razem zaparkowali
na ulicy przy krawężniku i obaj jednocześnie wyskoczyli ze swoich samochodów.
Kumpel powstrzymał
go przed podejściem bliżej, więc Billy nie widział swojej kobiety zbyt dobrze,
ale wiedział, że ratownicy denerwowali się brakiem możliwości przywrócenia jej
oddechu.
Musieli naciąć jej
gardło, by zrobić tracheotomię ratującą, bo krtań Anie była zaciśnięta i nie
mogła oddychać.
Wszystko działo
się w ciemnym brudnym zaułku, w którym stał kontener na śmieci i Billy nie mógł
sobie wyobrazić, po jaką cholerę jego słodka, czysta Anie miałaby tam wchodzić
z własnej woli.
Leżała na plecach
na brudnym betonie i wydawało się, że ktoś ją tam wciągnął na siłę, bo jej buty
miały otarcia z boku.
David,
najwyraźniej, sądził tak samo, bo rozglądał się ostrożnie, a potem wyjął swój
telefon z kieszeni dżinsów i zadzwonił.
Billy nie słuchał
jego rozmowy, skupiony na tym, co działo się z jego żoną, bo kolejną rzeczą,
jaką zauważył, były resztki szarej taśmy na jej rękach, które ratownicy właśnie
zdjęli razem z jej rękawiczkami.
Kawałek podobnej
taśmy leżał obok jej głowy tam, gdzie leżała jej czapka, a jej rajstopy były
podarte i do Billy’ego zaczęło docierać, co się stało.
Jego słodka Anie
została napadnięta i, prawdopodobnie, zgwałcona.
Kurwa!
Ratownicy
zapakowali Anie na noszach do karetki, Billy pobiegł do swojego pickupa i, jak
tylko karetka ruszyła na sygnale, ruszył za nią.
Nie patrzył na to,
gdzie był David.
Obchodziła go
tylko ona, tylko jego słodka Anie.
W szpitalu było
jak to w szpitalu, Billy nie pamiętał szczegółów i nie chciałby nigdy do tego
wracać.
Ani do swojej pieprzonej
paniki, która spowodowała, że się cholernie pogubił, ani do cholernie ostrych,
czasem brutalnych słów, jakie tam padły.
Był całkowicie
popieprzony.
Siedział potem w pieprzonym
korytarzu, później w cholernej poczekalni cholernego SOR i wiedział, że byli z
nim kuple z remizy, ale nie mógł się otrząsnąć z jednej myśli.
Jego słodka, czysta Anie została napadnięta i
zgwałcona.
Lekarz mu to
potwierdził.
Powiedział mu
więcej.
Jej stan
spowodowany był tym, że jeden z popaprańców, którzy ją zgwałcili użył prezerwatywy
i wpadła we wstrząs anafilaktyczny, który był silną reakcją alergiczną na
lateks.
Anie była w
siódmym tygodniu ciąży, a ten wstrząs anafilaktyczny doprowadził do
niedotlenienia dziecka, więc należało oczekiwać, że umrze ono w ciągu
najbliższych godzin.
Billy właśnie tak dowiedział
się, że miał być ojcem.
Dowiedział się
też, że jego dziecko, dziecko, którego tak bardzo chciała jego Anie, miało
niedługo umrzeć samo albo nawet ze swoją mamą.
To go popieprzyło
jeszcze bardziej.
Billy spędził tam
pół nocy, nawet jak Jimmy próbował nim wstrząsnąć, mówiąc mu o Jacku, który wciąż
był u Matta, ale powinien wrócić do domu, by spać w swoim pokoju, w swoim łóżku.
Billy nie umiał,
nie miał jak przestać myśleć, że jego słodka, czysta Anie została napadnięta
i zgwałcona.
Nie wygoniono go
stamtąd.
Siedział tam przez
całą noc.
Rano przyszedł
lekarz i powiedział mu, że Anie została wprowadzona w śpiączkę i nie wybudzi
się w ciągu najbliższych dwóch, trzech dni.
Jako jej mąż,
Billy miał podjąć decyzję o przerwaniu ciąży, bo dziecko mogło mieć trwałe
uszkodzenia, nawet jeśli by przeżyło.
To było jak nóż
wbity w już krwawiącą ranę i przekręcony tam.
Billy nadal nie
kontaktował, nie reagował.
Wiedział gdzieś,
fragmentem swojej świadomości, że Eva i Helena zawiadomiły Abi i Kate Sensible,
że zaopiekowały się Jackiem i wyprawiły go do szkoły, ale w jego myślach było
tylko jedno.
Jego słodka, czysta Anie została napadnięta i
zgwałcona.
Wyszedł ze
szpitala dopiero po południu, kiedy wpadły tam kobiety i zaczęły robić nadmierny
szum, a Billy nie był w stanie tego wytrzymać.
Pojechał do domu i
wszedł tam po raz pierwszy od pieprzonych dwóch miesięcy bez szansy na
powitanie pocałunkiem przez jego kochaną żonę.
Jego pieprzone
życie znowu zawirowało w toalecie.
Gówno.
Totalne szambo.
Wytrwał jednak ten
dzień do wieczora, odebrał nawet Jacka ze szkoły, chociaż nie rozmawiał z nim,
albo może rozmawiał, ale potem nie wiedział o czym, po kolacji w jakiejś
knajpie, kiedy sam prawie nie jadł, odstawił brata do Evy na kolejną noc, a sam
pojechał do pracy.
Przepracował jak w
transie przez dwanaście godzin i był wdzięczny kumplom jak cholera, że się go
nie czepiali, dali mu pieprzony spokój.
W niedzielę Billy
miał iść na kolejną dzienną zmianę, więc Jack miał znowu spędzić dzień w domu
Evy i Jimmy’ego.
Ale w sobotę
bracia powinni spędzić ze sobą czas.
Billy nie
wiedział, co miałby powiedzieć Jackowi tym bardziej, że ponownie stchórzył i
nie pojechał do szpitala, by zobaczyć Anie.
Nie mógł, nie dał
rady.
Do tego czasu
dowiedział się, że nie odzyskała świadomości, chociaż leki podtrzymujące
śpiączkę zostały już odstawione.
Wiedział też, że
do poniedziałku miała nie mieć już w gardle rurki od tracheotomii, bo
opuchlizna krtani zeszłaby jej wystarczająco, by mogła oddychać przez nos i
lekarze oczekiwali, że jej tchawica zacznie się wtedy goić i zrastać.
Oli powiedział
Billy’emu, że u Anie od razu w piątek były zarówno Abi, jak i Kate, więc to one
przekazały mu, że jego żona nadal była opuchnięta, chociaż już nie tak bardzo
jak pierwszego dnia.
Billy obiecał
sobie, że pojedzie do niej w poniedziałek, ale bał się.
Bał się swoich
reakcji na jej widok.
Bał się jej
widoku.
I tego bólu.
Ale kiedy w sobotę
rano, po nocnej zmianie, jechał do cholernie pustego domu, wstąpił do sklepu nie po pieprzone zakupy spożywcze,
ale po wódkę, bo musiał się cholernie znieczulić.
Bowiem w pracy David
oddał mu torebkę Hannah, a w niej Billy odkrył nieznaną mu, białą kopertę.
Nie powinien był
jej otwierać.
Koperta zawierała
wyniki badania, potwierdzające siódmy tydzień ciąży Anie i zdjęcie USG, które
może nie mówiło zbyt wiele Billy’emu, ale było pierwszym i jedynym zdjęciem ich dziecka.
A potem Billy
wrócił do domu.
I spieprzył sprawę
totalnie i do końca, nie tylko znieczulając się, ale zalewając się w trupa.
Samo wejście tam,
do ich domu, kiedy wszystko było tak
cholernie ciche, zimne i
nieprzyjazne, dało mu tylko kolejny rodzaj bólu, więc nawet zanim zdjął buty,
otworzył pierwszą pieprzoną butelkę i wychylił cholerną wódkę z gwinta.
Nie jadł od tylu
godzin, że skutki alkoholu odczuł, zanim dotarł do połowy.
I tak ją
dokończył.
W czasie picia
wpadł w szał, w jaki nie wpadał już od lat.
Musiał odreagować
i zrobił to na przedmiotach, które wpadły mu w ręce.
Ocknął się parę
godzin później, ale ból nie był ani trochę mniejszy, więc odkręcił drugą
butelkę i znowu pił z gwinta, aż totalnie odleciał.
Robił tak jeszcze
kilka razy.
Następnym co
pamiętał, było to, jak siedział w samych bokserkach pod prysznicem, lała się na
niego zimna woda, a za szklanymi drzwiami stał Jimmy i patrzył na niego twardym
wzrokiem.
Kiedy Billy
oprzytomniał na tyle, by zacząć kląć na kumpla, dowiedział się, że byli tam
Oli, David, Alex i Jimmy.
Była niedziela
wieczorem, a oni byli tam dla niego.
Stracił dwa dni z
życiorysu.
- Pojebało cię, do
kurwy - wrzasnął Billy spod lodowatego prysznica.
- Nie odebrałeś
Jacka - warknął Jimmy - Nie zadzwoniłeś, nie byłeś na przyjęciu Davie’go, Nie… Byłeś…
W pracy!
Kurwa!
Dopiero wtedy
Billy uświadomił sobie, że całkiem odpłynął.
Był pieprzonym
egoistą.
Prawdopodobnie
spieprzył jakąś sprawę.
Skoro Billy już
trochę kontaktował, Jimmy wyciągnął go spod prysznica, rzucił mu ręcznik,
zostawił na łóżku w pokoju gościnnym, gdzie byli, koszulkę i spodnie dresowe,
po czym wyszedł, by Billy się ogarnął.
W trakcie
ubierania się Billy zaczął myśleć o swojej słabości, bo po prostu poddał się, a jego brat i jego kumple na
niego liczyli.
Miał obowiązki,
które zaniedbał.
Kiedy Billy dotarł
wreszcie do kuchni, cholernie naocznie przekonał się, że w którymś momencie
swojego pieprzonego upojenia alkoholowego, rozbił w jadalni krzesło na drzazgi,
które właśnie wtedy zostały przez facetów zgarnięte tam na kupkę pod ścianę.
- Siadaj - warknął
na niego Oli, kiedy Billy wszedł do kuchni, wskazując mu jeden ze stołków.
- Możesz, do kurwy nędzy, powiedzieć, co ty
właściwie odpierdzielasz? - warknął David.
Zgnębiony
wyrzutami budzącego się sumienia Billy milcząco usiadł na wskazanym stołku przy
stoliku podręcznym ich kuchni i otoczył dłońmi duży kubek z gorącą, czarną
kawą, który postawił tam Jimmy.
- David - mruknął
przy tym Jimmy do kumpla, ale David miał rację i Billy to wiedział.
Spieprzył sprawy.
Wszystkie.
- Niech dupek wie,
co się dzieje - warknął David do swojego przyjaciela.
Billy usłyszał
westchnięcie Jimmy’ego, kiedy zgarbił się i pochylił głowę nad blatem stołu.
- Billy -
powiedział poważnie Oli do jego pleców - Jack cię potrzebuje. Hannah będzie cię
potrzebowała. Musisz wziąć się w garść.
Anie nie będzie go
potrzebowała.
Była zbyt dobra,
zbyt ufna i łagodna, by potrzebować takiego słabego kutasa z popieprzonym
życiem.
Billy tego nie
powiedział i nie patrzył na żadnego z nich.
- My rozumiemy, że
mogłeś się załamać - powiedział Jimmy - Każdy z nas chociaż raz załamał się przy
swojej kobiecie. Ja też.
Billy uniósł
głowę, by z niedowierzaniem spojrzeć na kumpla, który był jednym z jego wzorców
do naśladowania.
- Tak - mruknął
Jimmy, widząc jego spojrzenie - Myślałem, że Eva mnie nie zaakceptuje i
poleciałem po całości. Na szczęście dobrze się skończyło
- Też kiedyś załamałem
się i chciałem odejść Maggie - przyznał się David - I teraz o to chodzi. Chodzi o to, żebyś
wiedział, że po gwałcie i utracie dziecka, Hannah będzie potrzebowała całej
twojej troski, delikatności i miłości. Nie możesz jej zostawić z tym samej.
Billy opuścił
głowę.
Po utracie dziecka.
Więc to było już przesądzone.
- A jeszcze była w
remizie kuratorka Jacka… - odezwał się Oli - i dopytywała się, dlaczego nie
może się do ciebie dodzwonić. Ani do Hannah. Musiałem jej powiedzieć. Chyba nie
chcesz go stracić?
Kurwa!
Nie pomyślał o
tym.
- Więc weź się, do
cholery, pozbieraj do kupy - mówił Jimmy - Zajmij się swoim pieprzonym domem,
bo to dom Hannah, a ty go zgnoiłeś.
Zajmij się bratem, bo Hannah walczyła, wy
walczyliście o opiekę nad nim.
Billy się rozejrzał.
Faktycznie, przez
te dwie doby sterylnie czysty, zadbany dom, o który Anie dbała przy każdej
okazji, zamienił się w istny chlew.
Billy nawet nie
pamiętał, kiedy zdążył wywalić na podłogę kuchni gówno z szafek i lodówki, z
jakiego powodu w zlewie było pełno brudnych kubków, skoro pił z gwinta i to
tylko wódę, a już na pewno nie pamiętał popieprzonego faktu rozpirzenia
cholernego krzesła w jadalni.
- Wiesz, jaka była
dumna z tego domu - dodał Oli - To ona
go urządzała.
Tak, Billy to
wiedział.
Mógł być
dominujący podczas seksu, ale jeśli chodziło o dom, czystość, ich posiłki, to
Anie była gorsza niż sierżant podczas musztry, chociaż nigdy niczego nie
powiedziała o tym do żadnego z nich.
To jego cudowna
żona zadecydowała o każdym elemencie wystroju kuchni, jadalni, salonu i
bawialni, chociaż nigdy tego by tak nie nazwała.
Obaj tak ją
kochali, że starali się jak najmniej brudzić i sprzątali po sobie.
- Jak tu ogarniesz
- dodał Alex - Zadzwonisz do tej baby z opieki i zaprosisz ją na rozmowę z tobą
i Jackiem, żeby jej pokazać, że wszystko jest okej, że sobie radzisz. Nie
stracisz brata.
Billy pokiwał
głową.
- Jak potrzebujesz
pomocy Helen, Evy lub innych kobiet, powiedz - powiedział Oli - Tylko czekają
na znak, żeby wkroczyć.
Cóż, akurat tego Billy nie chciał.
Wiedział, że
będzie miał więcej pracy, ale dałby radę.
- Tylko wyjmij głowę
z dupy i rusz się - dodał David.
Więc ruszył się.
Nie mógł dłużej
być takim cholernym egoistą i zamykać się w swoim bólu, bo cierpieli na tym ci,
którzy na niego liczyli.
Nawet, jeśli nie
powinni.
Musiał spróbować
naprawić to, co spieprzył, mając nadzieję, że nie spieprzył całkowicie.
Przez resztę niedzieli
do późnej nocy Billy sprzątał i naprawiał w domu to, co musiał sprzątnąć i naprawić,
bo sam zepsuł i nabrudził.
Potem pojechał do
Evy i Jimmy’ego, chociaż było bardzo późno, żeby zabrać Jacka, kupić coś do
jedzenia, bo nie chciał brać niczego od Evy, chociaż nalegała i wrócili we
dwóch do domu, żeby Jack mógł spać we własnym łóżku i pojechać do szkoły z
bratem.
W poniedziałek
rano, po zjedzeniu miski owsianki, bo nie zrobił śniadania, po odwiezieniu
Jacka do szkoły, Billy po raz pierwszy pojechał do szpitala, by zobaczyć Anie.
To go popieprzyło,
ale trzymał się.
Nie mógł znieść
jej nieruchomości, jej kruchości i tego milczenia.
Anie nadal była
opuchnięta, jej włosy były krótkie, a na nadgarstkach miała zasinienia od
taśmy, którą była skrępowana.
Na dole gardła
miała opatrunek po tracheotomii, ale oddychała przez nos.
Początkowo bał się
jej dotknąć, chociaż pamiętał, że jego żona dotykała go, kiedy był ranny, myła go,
smarowała maściami.
Później przyjechała
do niego Helena i Eva z Jackiem (przywiozła go ze szkoły, bo odbierała Matta),
by pomóc mu dokończyć sprzątanie i przyszykować w kuchni jedzenie dla nich
dwóch na kolejne dni.
Po południu Billy
wrócił do szpitala, a u Jacka była Abi.
Stopniowo Billy
nauczył się mówić do Anie, chociaż była nieprzytomna.
Musiał jednak
jeszcze nauczyć się rozmawiać ze swoim bratem.
Zanim Jack i Billy
zostali sami, kiedy to Eva i Helena w końcu pojechały do domów, Billy musiał
przejść przez rozmowę z Evą, której chciał uniknąć.
Ale wiedział, że
nie miał na to szansy.
Jak Eva się na coś
uparła, nie było zmiłuj.
Więc poddał się,
zacisnął zęby i postanowił przetrwać.
- Billy - mówiła
do niego Eva, kiedy Jack poszedł ze swoimi rzeczami na górę, do swojego pokoju,
a Helena chowała resztę jedzenia w pojemnikach do lodówki - Wiesz, jak to było,
jak ty byłeś w śpiączce?
Billy trochę
wiedział, ale najbardziej dotknął go ton rozczarowania słyszalny w głosie
kobiety kumpla.
- Jeździła do
ciebie dwa razy dziennie - przypomniała mu - Myła cię, chociaż tego nie
potrzebowałeś. A na dodatek zajmowała się domem, Jackiem i normalnie pracowała.
Billy wiedział to
wszystko, wiedział, że Anie była silniejsza niż on i cholernie mu się nie
podobało, że Eva mu to przypominała.
- Ocknij się -
powiedziała niespodziewanie twardym głosem ta kobieta, która była ciepła i
macierzyńska w stosunku do każdego z
nich - Pojedź tam. Rozmawiaj z nią. Zaopiekuj się.
- Dobrze, Eva -
bąknął w końcu pod nosem.
Eva wyprostowała
się, spojrzała na niego po raz ostatni, zawołała Helenę, którą miała odwieźć do
domu i poszła w kierunku drzwi wyjściowych.
Przechodząc przez
salon kobieta zatrzymała się i odwróciła głowę do Billy’ego, który podążał za
nią.
- Pamiętaj, że
zawsze wam pomożemy - powiedziała - Ona cię kocha - rzuciła jeszcze cicho, a
potem odwróciła głowę w stronę schodów i krzyknęła - Idę, Jack. Na razie.
- Na razie, Eva,
Helena - zawołał młody i pojawił się na górze schodów dokładnie wtedy, kiedy kobiety
wychodziły za drzwi.
- Dzięki - mruknął
tam Billy, stojąc za nimi, kiedy były już na ganku - Serio. Doceniam.
Helena obejrzała
się i tylko smutno się uśmiechnęła.
- Nie ma za co -
powiedziała łagodnie Eva - Na razie, Billy.
- Na razie -
pożegnał ją Billy, a potem zamknął drzwi i zabezpieczył je.
Potem przez cały
pieprzony tydzień Billy dzień w dzień jeździł do cholernego szpitala, gdzie
jego żona wciąż nie wybudzała się ze
śpiączki, by później jechać do pracy, do szkoły po brata, do sklepów i w
tysiące innych miejsc, w które przez poprzednie tygodnie jeździła jego żona.
I Billy docenił
to, co Anie dla nich robiła.
Ale nigdy
wcześniej w swoim życiu nie czuł się taki samotny.
Nie pomogło mu
nawet to, że dzięki Davidowi mieli DNA sprawców, odciski palców i przy
jakichkolwiek podejrzanych, mogliby ukarać tych skurwieli, którzy skrzywdzili
jego żonę.
Teraz czekał na
faceta, który mógł mu pomóc w dotarciu do świadomości Anie, bo Billy czuł, że
coś mu umykało.
Pamiętał, że to
jego słodka Anie pomogła mu wybudzić się ze śpiączki i zamierzał zrobić dla
niej to samo.
Ale nie wiedział jak.
Bywał u niej w
szpitalu nawet dwa razy dziennie, a tam siedział przy niej, gładził jej tak
cholernie krótkie włosy i mówił do niej.
Poprosił
pielęgniarkę, by nauczyła go, jak się myje chorych stale leżących w łóżku i
chodził do swojej żony kiedy tylko mógł tylko po to, by ją umyć gąbką i myjką.
Chociaż tam nie
chodziło o samo mycie, o higienę, ale o możliwość dotknięcia jej, rodzaj
pieszczoty, co zrozumiał, że miała Anie z nim, kiedy jego myła, gdy był w śpiączce.
Opowiadał jej swój
dzień, gadał głupoty, jakie mu przychodziły do głowy, powtarzał to, co miał do
przekazania Jack, bo jego brat nie miał możliwości wejścia do jej sali.
Lekarz zabronił mu
tego do chwili, kiedy opuchlizna zeszłaby Anie całkowicie, co Billy zrozumiał
bez wyjaśniania.
Jego żona miała
zniekształcone nogi, duży brzuch, grubą szyję, zmienione rysy twarzy, czego dziesięcioletni
chłopiec mógłby się przestraszyć.
Lepiej było, kiedy
pamiętał ją taką, jaką była przed atakiem.
Poprzedniego dnia
Billy wziął Anie na ręce i przeniósł ją na swoje kolana, by siedzieć z nią na
fotelu, kiedy pielęgniarka zmieniała jej pościel.
Na tę krótką
chwilę Anie miała wyjęty cewnik, który założono jej tydzień wcześniej i Billy
musiał zachować zasady bezpieczeństwa, by nie podrażnić jej rany w gardle, ale
miał ją blisko siebie.
Siedział ze swoją
żoną na kolanach i przytulał ją.
Billy nigdy w
życiu nie czuł potrzeby przytulania, dopóki Anie nie pokazała mu jak przyjemny
był dotyk, jak blisko siebie mogli być przez zwykłe spanie tułów na tułowiu, z
nogami splecionymi w objęciu tak bliskim, że z kimś innym Billy czułby to jako
niekomfortowe.
Siedział w fotelu,
miał jej tyłek na swoich kolanach, położył jej skroń we wgłębieniu między swoim
ramieniem a obojczykiem i trzymał ją tam przez godzinę, gładząc jej plecy i
mówiąc do niej.
Mimo tego
wszystkiego nie obudziła się.
Dlatego Billy
cholernie sądził, że spieprzył sprawę nawet bardziej, niż początkowo myślał, że
to zrobił.
- Dzień dobry -
Billy usłyszał głos lekarza, więc poderwał głowę, kiedy został wyrwany ze
swoich myśli - Och, to pan. To ty, Billy!
- Tak - burknął
Billy, prostując się - Dzień dobry, doktorze - powiedział, starając się już
brzmieć uprzejmie, jak nauczył się przy Anie.
Anie zawsze dla
wszystkich była dobra i miła.
- Jeff, proszę -
powiedział lekarz, który zszył go po tym, jak wyjął z niego kulę, a potem
odwiedzał go często, kiedy Billy dochodził do siebie.
- Jeff - zgodził
się Billy - Możemy porozmawiać? - zapytał natychmiast potem, wskazując, że
potrzebowali prywatności.
Przeszli we dwóch
do pokoju zabiegowego, kiedy lekarz wyprzedzał Billy’ego, by pokazać mu
kierunek, w jakim się udawali i nie rozmawiali wtedy, ale Jeff zadał pytanie,
jak tylko przeszli przez drzwi.
- Jak twoja rana?
Mogę obejrzeć?
Billy w milczeniu
zdjął kurtkę, przeciągnął koszulkę przez głowę i pozwolił lekarzowi na
obejrzenie dobrze zabliźniającej się rany.
- Wszystko w
porządku - mruknął lekarz.
- tak -
potwierdził Billy.
- A co u Hannah?
Tak ma imię twoja żona, prawda? - Jeff zadał następne pytanie i Billy wiedział,
że to musiał przyjść.
- Tak - westchnął
Billy, kiedy lekarz stanął naprzeciwko niego i patrzył z ciekawością w oczach, jak
Billy zakładał z powrotem koszulkę i kurtkę - Hannah - Billy wyprostował się i
mówił bardziej zdecydowanie - Właśnie o niej chciałem porozmawiać.
- Tak? - zdziwił
się Jeff - Co takiego?
- Dwa tygodnie
temu Hannah została napadnięta - wyjawił Billy, stając w lekkim rozkroku przodem
do Jeffa i wkładając palce obu dłoni do tylnych kieszeni swoich dżinsów.
Patrzył, jak na
twarz Jeffa wypłynął wyraz zdziwienia, strachu, zrozumienia, a potem żalu.
- Zgwałcono ją -
mówił dalej Billy i, pieprzyć go, facet naprawdę lubił jego żonę, bo właśnie
wtedy przez jego twarz przemknął ból - Jeden ze sprawców użył prezerwatywy -
Billy zobaczył, jak Jeff zaczynał rozumieć, o czym mówił - Wpadała we wstrząs
anafilaktyczny i jest w śpiączce.
- Kurwa -
wyszeptał Jaff.
Dokładnie tak samo
myślał Billy.
- Jeff - zawołał Billy,
zawahał się, ale przecież przyjechał po poradę, więc musiał mówić - Chodzi o
to, że pomogłeś Hannah wybudzić mnie ze śpiączki i…
Billy zamilkł i,
zdezorientowany, popatrzył, jak Jeff pokręcił głową, zaprzeczając mu.
- To nie ja -
powiedział Jeff - To była Hannah.
- Co? - zdziwił
się Billy, ale też trochę przestraszył.
Jeśli to wszystko
zrobiła Anie sama z siebie, Billy nigdy nie dowiedziałby się co zrobiła i jak, żeby do niego dotrzeć, żeby się obudził.
Nie dowiedziałby
się jak miał ją obudzić.
- Hannah kazała ci spać, a ty spałeś - z
zamyślenia wyrwał Billy’ego głos Jeffa - Potem czekaliśmy, żebyś się obudził,
bo odstawiliśmy ci leki, ale nie
obudziłeś się. Ona poprosiła, byś się
obudził, a ty się obudziłeś. Wyznawała ci miłość, mówiła o swojej tęsknocie.
Billy słuchał z
natężeniem, bo starł się zrozumieć, ale to, co mówił do niego lekarz, nic mu
nie dawało.
Próbował już tego
wszystkiego.
No, może oprócz
rozkazów.
Właściwie nie
wiedział, czemu o tym nie pomyślał.
Anie lubiła
wypełniać jego rozkazy.
- Ale to nie o to
chodzi - mówił dalej Jeff - Wtedy potrzebowaliście tego, a teraz potrzebujecie czegoś innego. Chodzi mi o to, że musisz pomyśleć.
Billy skinął głową
i nadal słuchał.
- Tylko… hmmm… -
Jeff przerwał i popatrzył na Billy’ego z nową uwagą - Wiesz, skoro ona została
zgwałcona, cóż, ty ją znasz
najlepiej. Pomyśl, jak by się z tym czuła.
Billy zacisnął
usta i zmarszczył brwi.
- Była…? - lekarz
znowu się zawahał - Cóż, czy była naga?
- Nie - zaprzeczył
Billy dość stanowczo.
- Więc - Jeff
rozchmurzył się - Wybacz, nie jestem psychologiem, ale wydawało mi się, że w
waszej relacji dość istotny był dotyk. Wiesz, jak wtedy cię masowała…
Billy zamyślił
się.
Facet miał rację i
nawet sam nie wiedział jak bardzo.
Anie od początku
ich znajomości dążyła do przytulenia.
Czy możesz mnie objąć? - zapytała od
razu tego pierwszego dnia, kiedy byli sami w parku, by porozmawiać.
Billy skinął głową
i spojrzał na Jeffa.
- Tak - powiedział
- Ale trzymałem ją wczoraj na kolanach, przytulałem ją, a ona się nie obudziła.
Jeff opuścił
głowę, zachmurzył się, ale później wyglądał, jakby coś mu przyszło do głowy.
- Dla mnie ona
wyglądała jak ktoś, kto nie zna swojej wartości - stwierdził i Billy ponownie
pomyślał, że facet był niezłym psychologiem, chociaż mówił, że nie był -
Powinieneś jej częściej mówić, że jest piękna. Masz jakiś pomysł jak to zrobić?
Może macie jakieś swoje słowa?
- Nie - mruknął
Billy, a potem przyszło mu do głowy rozwiązanie, które było tak oczywiste, że
miał ochotą kopnąć się w tyłek, ze nie pomyślał o tym wcześniej.
Kurwa, tak!
To było to!
- Dzięki, Jeff -
rzucił w pospiechu i ruszył w stronę drzwi.
- Nie ma za co - w
głosie lekarza brzmiało zdziwienie, ale również śmiech.
Billy był prawie
poza pomieszczeniem.
- Przyjdźcie, jak
już będzie przytomna! - Jeff krzyknął za Billy’m, który już był na korytarzu -
Na razie.
- Na razie -
odkrzyknął Billy i pognał do windy.
Musiał szybko
dotrzeć do domu i coś wymyśleć.
Dziekuje
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń