Szczęśliwych Walentynek
M.
Rozdział 20
Jak mogłaś, Lucy? (cz.2)
*****
Billy
Wieczorem tego
samego dnia
Po
tym, jak Lucy została wyprowadzona z pokoju Anie, Billy zostawił swoją żonę pod
opieką Davida i poszedł do lekarza poprosić o jej wypis, by jeszcze tego samego
dnia mógł ją zabrać do domu.
Szczęśliwie,
miał już naszykowane dla Anie kompletne ubranie, włącznie z płaszczem i butami,
w którym mogła wyjść ze szpitala na zimowe powietrze i na śnieg, który pokrywał
ziemię już od paru tygodni.
Billy
wrócił do sali i od razu pożegnał się z kumplem, który i tak spędził dużo czasu
w szpitalu, zajmując się bezpieczeństwem Anie, podziękował mu, a potem wziął
swoją żonę na ręce i ponownie posadził ją sobie na kolanach w fotelu, jak robił
to już wiele razy i jak oboje to lubili.
Musiał
się nią lepiej zaopiekować, bo czuł, że coś ją dręczyło i chyba wiedział, co to
było.
-
Anie - odezwał się łagodnie - Wszystko w porządku?
-
Tak - westchnęła - Tylko nie mogę tego zrozumieć.
-
Czego? - zapytał Billy, ale właściwie wiedział, o czym mówiła.
O
zachowaniu jej siostry.
-
Kochaliśmy się - wyznała Anie cichym głosem z zadumanym tonem - Cała nasza
rodzina to byli kochający się, dbający o siebie ludzie, którzy nie myśleli o
swojej wygodzie, ale o innych. Dlaczego… jak
Lucy stała się taka… taka podła?
-
Anie - mruknął Billy, ale nie potrafił jej na to odpowiedzieć.
Nie
było niczego, co mogłoby wyjaśnić postępowanie Lucy.
Nie
usprawiedliwiała tego zazdrość, chciwość ani nic, co przeżyła.
Przycisnął
więc tylko swoją kochaną żonę ciaśniej do swojej klatki piersiowej i otulił ją
swoimi ramionami, by dać jej wsparcie.
I
tak ją po prostu trzymał.
Musiał
wymyślić coś, co pozwoliłoby jej zapomnieć choćby na chwilę.
Po
kilku minutach do pokoju wszedł agent Tracker.
Jego
mina nie zapowiadała dobrych wieści, więc Billy znowu się spiął.
Anie
poderwała głowę, kiedy facet przystawił krzesło bliżej fotela, z czego Billy
dowiedział się, że miała zamknięte oczy i znowu nie uważała na to, co działo
się dookoła niej.
Zamknęła
się w swoich myślach.
Will
usiadł okrakiem, po odwróceniu krzesła oparciem w ich stronę.
-
Złe wieści - oznajmił.
-
Co? - nagląco zapytała Anie, kiedy facet nie powiedział nic więcej, a Billy
tylko mierzył go wzrokiem.
Kurwa,
znowu coś się pieprzyło.
-
Lucas Scammer zapadł się pod ziemię - Will przekazał naprawdę złe wieści - Agenci byli u niego w domu, u jego rodziców,
u jego kumpli, w jego pracy i nic.
-
Ale… - Anie spojrzała na Billy’ego, czuł to, ale nie patrzył w jej oczy tylko
wciąż na mężczyznę siedzącego naprzeciwko nich - A w pracy Lucy? Znają go tam,
może by coś wiedzieli
-
Lucy nie pracowała w tamtym barze, co myśleliście, że pracowała - Will wyjawił
Anie, patrząc prosto w jej oczy, a Billy poczuł, że wciągnęła nagły wdech -
Wieczorami chodzili razem z kilkoma kolegami i ich dziewczynami do pubów i klubów,
ale w ciągu dnia robili to, co stanowiło ich działalność przestępczą.
Anie
odwróciła głowę tak, by schować swoją twarz w koszulce Billy’ego, a on rozłożył
dłoń na jej plecach, by ją ochronić, ale nie mógł.
Musiała
wiedzieć.
Więc
Billy kiwnął brodą do Willa.
Facet spojrzał na niego poważnie, skinął głową
i mówił dalej.
-
Ja pracowałem nad waszą rodziną, ale ktoś inny zajmował się Scammer’em, a inni
innymi facetami.
Anie
podniosła głowę i słuchała, wstrzymując oddech.
-
Mamy dowody, powiązania, zdjęcia - kontynuował Will - …ale mimo zatrzymania
całej szajki nie mamy Scammer’a.
-
Co to oznacza? - warknął Billy, bo zaczął przeczuwać kolejne kłopoty.
-
Hannah wychodzi ze szpitala do domu? - zapytał go Will.
Billy
skinął głową, kiedy Anie mruknęła Tak.
-
Dobrze - Will też skinął głową - Łatwiej będzie zorganizować ochronę. Facet
może się mścić.
Billy
poczuł, że Anie się zatrzęsła, więc pogładził jej plecy dłonią.
-
Mamy w domu system alarmowy - Billy poinformował Williego.
-
Może nie wystarczyć - stwierdził Will - To profesjonaliści.
-
Mamy profesjonalistę, który może go polepszyć - rzucił Billy i wygiął rękę, by
z tylnej kieszeni dżinsów wyjąć swój telefon, kiedy drugim ramieniem trzymał
Anie, by była bezpieczna na jego kolanach.
Ani
Will, ani Anie nie odezwali się, tylko patrzyli i słuchali, kiedy wybierał z
kontaktów potrzebny numer i wcisnął Dzwoń.
-
Filip? - powiedział Billy do telefonu, kiedy usłyszał w słuchawce Yo? - Tu Billy. Mamy sytuację. Czy
możesz podjechać do naszego domu za jakieś pół godziny lub godzinę?
-
Okej, Billy - mruknął mu do ucha facet, który nie był jego kumplem, ale był
najlepszym przyjacielem jego kumpla, więc Billy od razu wiedział, że mógł na
niego liczyć.
-
Potrzebowalibyśmy podrasowania naszego domowego systemu bezpieczeństwa -
wyjawił Billy - Lucas Scammer zniknął.
Filip
wiedział, jakie było zagrożenie, o co chodziło, bo to on był tym, z którym
Billy siedział kilka godzin w Vanie zaparkowanym pod oknem szpitalnego pokoju
Anie, kiedy tkwili w zasadzce.
Pogadali.
-
Robi się - rzucił Filip.
-
Zadzwonię, jak będziemy wychodzili ze szpitala - dodał jeszcze Billy, a potem
wymienili się Na razie i rozłączyli
się.
Później,
po ustaleniu pewnych rzeczy i pożegnaniu się, Will wyszedł, później przyszedł
lekarz z wypisem i zaleceniami dla Anie, a jeszcze później Billy pomógł Anie
się ubrać i w towarzystwie pielęgniarki, z Anie na wózku, zeszli na parking do pickupa
Billy’ego i pojechali.
W
samochodzie Billy zadzwonił do Filipa, a potem prawie się nie odzywali aż do
wjazdu na parking przy ich kompleksie.
A
później Anie udowodniła mu, że chciała myśleć o czymś innym, niż o swojej
siostrze.
-
Czy możesz przywieźć Jacka? - zapytała Anie.
Billy
poczuł się lepiej, słysząc, że Anie zaczęła myśleć o rodzinie.
-
Chcę zapomnieć o wszystkim i zrelaksować się w gronie rodziny - powiedziała
Anie, a Billy ucieszył się.
Miał
ochotę na to samo.
Dlatego
właśnie kiedy weszli do swojego domu po tym męczącym i długim dniu, Billy chciał
zrobić tylko na jedno i to zrobił.
Schylił
się, podciął nogi Anie jedną ręką, złapał jej plecy drugą i zaniósł ją prosto
na kanapę, kiedy pisnęła cicho, potem
śmiała się, obejmując rękoma jego ramiona.
Kochał
to.
Zaczął
ją całować zachłannie i zaborczo, jak tego pragnął, odkąd się obudziła, ale
zawsze mieli gości, pielęgniarkę, rehabilitantkę lub inną przeszkodę.
Przerwał
jednak za chwilę, by oprzeć swoje czoło o jej.
-
Muszę przynieść twoją torbę z samochodu - mruknął - Nie ruszaj się stąd.
Anie
skinęła głową, więc Billy podniósł się i, zanim poszedł zrobić to, co miał do
zrobienia, spojrzał na nią z góry, stojąc obok kanapy i poczuł się wreszcie
spokojny i kompletny.
Anie
była z nim w domu.
Przez
cały pieprzony miesiąc wchodził do tego domu sam lub tylko z Jackiem, wychodził
bez nadziei, że ona będzie na niego czekała, kiedy wróci i tęsknił do bólu.
Kiedy
Billy wrócił do salonu, Anie nadal była tam, gdzie ją zostawił, co uznał za
znak, że wypełniała jego rozkazy.
Być
może stęskniła się za tym równie mocno, co on.
Miał
taką cholerną nadzieję.
Nie
zdążył jednak nawet o to zagadnąć, bo rozległ się dzwonek do drzwi i Billy
poszedł, by otworzyć Filipowi.
Kiedy
go wpuścił i wyjaśnił plan na najbliższe godziny, facet zabrał się do roboty, a
Billy wyszedł do pickupa.
Następną
godzinę Billy spędził w drodze.
Zostawił
Anie pod opieką Filipa, a sam pojechał do Evy po swojego brata.
Nie
powiedział mu, jaką niespodziankę zastanie w domu.
Radość
brata, jaką okazywał głośno i żywiołowo na widok Anie nadal siedzącej w ich
salonie na kanapie, kiedy wrócili do domu we dwóch, była dla Billy’ego źródłem
kolejnej fali szczęścia.
Mieli
to, nie stracili.
Billy
poszedł z Filipem do korytarzyka wejściowego, zostawiając na chwilę tę dwójkę
samą sobie, żeby Jack poopowiadał Anie
swoje życie z ostatniego miesiąca, na co jego brat najwidoczniej miał ochotę,
skoro zasypał kobietę słowami od pierwszego spojrzenia.
Anie
też była szczęśliwa, słuchając, a Billy musiał porozmawiać z Filipem.
-
Podłączyłem sygnał alarmu domowego do aplikacji, którą musisz wpisać do swojego
telefonu - powiedział mu Filip, więc Billy wyjął telefon, żeby zrobić to od
razu - Hannah ma już to wpisane do swojego i ja też mam. Jadąc do domu, wstąpię
do Davida, więc on też będzie miał.
Billy
zakładał i uaktywniał aplikację na swoim smartfonie, kiedy Filip mówił dalej -
W ten sposób będziemy mieli pod kontrolą to, czy ktoś nie spróbuje obejść
zabezpieczeń alarmu. Włączy się tryb cichy, który da nam znać, a nie spłoszy
włamywacza.
-
Ale chyba w alarmie chodzi o to, żeby spłoszyć włamywacza - Billy zmarszczył
brwi i spojrzał na Filipa.
-
Tak - potwierdził mężczyzna - Ale wtedy włamywacz się postara, odłączy go i
wejdzie. A my chcemy, żeby alarm działał nawet wtedy, jeśli włamywacz już
odłączy tę część głośną.
-
Och, okej - zrozumiał Billy - Czyli będą jakby dwa alarmy. Pułapka.
Filip
skinął głową, ale nie uśmiechnął się.
Billy
znał jego historię, więc wiedział, że mężczyzna przeżył wiele, by ochronić
swoją kobietę i dlatego rozumiał strach Billy’ego.
-
Rozumiem, że to ta popieprzona siostra twojej żony i jej kutas-mąż - stwierdził
ponuro.
Billy
pokiwał głową, ale nie skomentował.
-
W najlepszej rodzinie się zdarza - mruknął Filip.
-
Wiesz coś o tym? - Billy poczuł, że jego brwi podjechały do góry.
Nie
znał faceta, więc może miał jakąś porąbaną rodzinkę.
-
Nie - uciął Filip - Nie mam rodziny.
Billy
zacisnął usta, bo facet nie chciałby jego litości.
Zresztą,
jego rodzinka była tak popieprzona, że lepiej miałby, gdyby jej nie miał, co
było widać po Jacku.
-
Zajmij się swoją kobietą i bratem - mruknął Filip - Ja spadam.
-
Dzięki, stary - mruknął Billy - Mam u ciebie dług.
-
A żebyś wiedział - odmruknął Filip.
Pożegnali
się i Billy poszedł do swojej żony i brata, by przekonać się, że tamta dwójka
przeszła do kuchni, by zrobić to, co lubili robić we dwoje, czyli ugotować dla
nich kolację.
Billy
był cholernie głodny, a od miesiąca żywił się tym, co kupił lub co udało mu się
stworzyć z półproduktów.
Tylko
czasami dał się poratować przez Evę, Helenę lub Abi.
Dla
Jacka.
Spędzili
we trójkę czas aż do tej właśnie chwili, kiedy to Jack poszedł wreszcie do
swojego pokoju, by naszykować się do snu, a Anie poszła do ich sypialni.
Billy
obszedł dom, by sprawdzić, czy wszystkie drzwi były zamknięte, czy światła były
pogaszone, a alarm odpowiednio włączony.
A
potem poszedł po schodach na górę, by powiedzieć bratu dobranoc i nareszcie
trafić do pieprzonego łóżka małżeńskiego ze swoją żoną.
Kiedy
Billy wszedł do sypialni, powitała go pustka i cisza, której cholernie nie
lubił, bo przez ten cały pieprzony czas nie był pewien, czy Anie nie zmaga się
jednak z traumą po gwałcie, chociaż zapewniała go, że wszystko było w porządku.
Zanim
jednak dotarł na środek pokoju, Anie wyszła z łazienki.
Była
już ubrana w jedną ze swoich seksownych jak cholera koszulek nocnych, a na szyi
miała, pieprzyć go, choker, który
Billy jej podarował po pierwszym miesiącu ich małżeństwa.
Billy
nie zamierzał jej męczyć, zmuszać do zapracowania na to, ale też najpierw
musiał się upewnić.
Dlatego
właśnie podszedł do niej, kiedy nie odwracała palącego wzroku od jego
spojrzenia, podniósł rękę, by objąć bok jej szyi, ale nie zaczął dawać jej
rozkazów.
-
Moja piękna… - zapytał Billy - to jest dla ciebie czy dla mnie?
-
Dla nas, mój panie - odparła Anie łagodnym głosem.
-
Myślę, że dzisiaj nie potrzebujesz wytchnienia - stwierdził Billy, ale to było
też trochę pytanie.
-
Chyba nie - zastanowiła się Anie - Ale chyba zapomnienia.
-
Tak - szepnął Billy i dłonią na jej łopatkach poprowadził swoją żonę w stronę
ich łóżka - Dlatego chcę dzisiaj się z tobą kochać delikatnie.
-
Jak dobrze mnie znasz - szepnęła Anie i oparła lekko tułów o bok ciała
Billy’ego, a jego kutas od tego drgnął i wątpliwości się rozwiały.
Anie
chciała tego.
Tego
pierwszego dnia, kiedy była wreszcie w domu, mieli dać sobie tylko tyle, żeby
wiedzieć, że byli razem.
I
żeby Anie mogła chociaż na chwilę zapomnieć, o tym, co jej siostra zrobiła jej
rodzinie, a może bardziej zapomnieć o tym, co zrobiła jej.
Billy
pomógł jej się położyć na środku łóżka, wszedł tam za nią na kolanach i położył
się całym ciałem wzdłuż niej.
Całował
jej szyję, policzki, dekolt, a potem schodził niżej, przesuwając palcami po
brzegu jej koszulki.
Rozbierał
ją z namaszczeniem, jakiego była godna, bo jej piękno nadal go zachwycało w
najwyższym stopniu, kiedy wręcz nie mógł uwierzyć w swoje szczęście, że ktoś
tak wspaniały, dobry i czysty był tam dla niego.
-
Całym jestestwem będę wielbił cię - zaszeptał, kiedy Anie była już naga, a Billy
miał na sobie tylko bokserki i całował każdy dostępny kawałek jej ciała - Cała
piękna jesteś, przyjaciółko moja, i nie ma w tobie skazy.
-
Kocham cię, Williamie Brown - szepnęła Anie, więc Billy wiedział, że zrozumiała,
co chciał jej powiedzieć.
Cytat
z Pieśni nad Pieśniami był skierowany do oblubienicy, której oblubieniec
oddawał się cały w dniu ich zaślubin.
Dokładnie
tak, jak Billy oddawał się swojej słodkiej Anie każdego pieprzonego dnia.
Pocałował
ją najpierw delikatnie w usta, a potem położył ją na wznak, by całować ją
bardziej mokro, mocno i namiętnie i pieścić całe jej cudne ciało.
Na
koniec lizał i ssał jej kobiecość do jej orgazmu, a kiedy doszła, sam ruszył
kutasem w swojej garści zaledwie dwa razy, zanim osiągnął spełnienie na jej
brzuch.
Był
taki stęskniony.
Umył
ją i siebie, ułożył ich do snu, zgasił światło w sypialni i odetchnął.
Byli
razem przytuleni w ich wspólnym łóżku.
Anie
mogła na chwilę zapomnieć o swojej siostrze.
Billy
miał nadzieję, że dobrze wywiązał się z powierzonego mu zadania.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział. Czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuń