wtorek, 14 lutego 2023

20 - Jak mogłaś, Lucy? (cz.2)

 Szczęśliwych Walentynek

M.

 

Rozdział 20

Jak mogłaś, Lucy? (cz.2)

*****

Billy

Wieczorem tego samego dnia

Po tym, jak Lucy została wyprowadzona z pokoju Anie, Billy zostawił swoją żonę pod opieką Davida i poszedł do lekarza poprosić o jej wypis, by jeszcze tego samego dnia mógł ją zabrać do domu.

Szczęśliwie, miał już naszykowane dla Anie kompletne ubranie, włącznie z płaszczem i butami, w którym mogła wyjść ze szpitala na zimowe powietrze i na śnieg, który pokrywał ziemię już od paru tygodni.

Billy wrócił do sali i od razu pożegnał się z kumplem, który i tak spędził dużo czasu w szpitalu, zajmując się bezpieczeństwem Anie, podziękował mu, a potem wziął swoją żonę na ręce i ponownie posadził ją sobie na kolanach w fotelu, jak robił to już wiele razy i jak oboje to lubili.

Musiał się nią lepiej zaopiekować, bo czuł, że coś ją dręczyło i chyba wiedział, co to było.

- Anie - odezwał się łagodnie - Wszystko w porządku?

- Tak - westchnęła - Tylko nie mogę tego zrozumieć.

- Czego? - zapytał Billy, ale właściwie wiedział, o czym mówiła.

O zachowaniu jej siostry.

- Kochaliśmy się - wyznała Anie cichym głosem z zadumanym tonem - Cała nasza rodzina to byli kochający się, dbający o siebie ludzie, którzy nie myśleli o swojej wygodzie, ale o innych. Dlaczego… jak Lucy stała się taka… taka podła?

- Anie - mruknął Billy, ale nie potrafił jej na to odpowiedzieć.

Nie było niczego, co mogłoby wyjaśnić postępowanie Lucy.

Nie usprawiedliwiała tego zazdrość, chciwość ani nic, co przeżyła.

Przycisnął więc tylko swoją kochaną żonę ciaśniej do swojej klatki piersiowej i otulił ją swoimi ramionami, by dać jej wsparcie.

I tak ją po prostu trzymał.

Musiał wymyślić coś, co pozwoliłoby jej zapomnieć choćby na chwilę.

Po kilku minutach do pokoju wszedł agent Tracker.

Jego mina nie zapowiadała dobrych wieści, więc Billy znowu się spiął.

Anie poderwała głowę, kiedy facet przystawił krzesło bliżej fotela, z czego Billy dowiedział się, że miała zamknięte oczy i znowu nie uważała na to, co działo się dookoła niej.

Zamknęła się w swoich myślach.

Will usiadł okrakiem, po odwróceniu krzesła oparciem w ich stronę.

- Złe wieści - oznajmił.

- Co? - nagląco zapytała Anie, kiedy facet nie powiedział nic więcej, a Billy tylko mierzył go wzrokiem.

Kurwa, znowu coś się pieprzyło.

- Lucas Scammer zapadł się pod ziemię - Will przekazał naprawdę złe wieści - Agenci byli u niego w domu, u jego rodziców, u jego kumpli, w jego pracy i nic.

- Ale… - Anie spojrzała na Billy’ego, czuł to, ale nie patrzył w jej oczy tylko wciąż na mężczyznę siedzącego naprzeciwko nich - A w pracy Lucy? Znają go tam, może by coś wiedzieli

- Lucy nie pracowała w tamtym barze, co myśleliście, że pracowała - Will wyjawił Anie, patrząc prosto w jej oczy, a Billy poczuł, że wciągnęła nagły wdech - Wieczorami chodzili razem z kilkoma kolegami i ich dziewczynami do pubów i klubów, ale w ciągu dnia robili to, co stanowiło ich działalność przestępczą.

Anie odwróciła głowę tak, by schować swoją twarz w koszulce Billy’ego, a on rozłożył dłoń na jej plecach, by ją ochronić, ale nie mógł.

Musiała wiedzieć.

Więc Billy kiwnął brodą do Willa.

 Facet spojrzał na niego poważnie, skinął głową i mówił dalej.

- Ja pracowałem nad waszą rodziną, ale ktoś inny zajmował się Scammer’em, a inni innymi facetami.

Anie podniosła głowę i słuchała, wstrzymując oddech.

- Mamy dowody, powiązania, zdjęcia - kontynuował Will - …ale mimo zatrzymania całej szajki nie mamy Scammer’a.

- Co to oznacza? - warknął Billy, bo zaczął przeczuwać kolejne kłopoty.

- Hannah wychodzi ze szpitala do domu? - zapytał go Will.

Billy skinął głową, kiedy Anie mruknęła Tak.

- Dobrze - Will też skinął głową - Łatwiej będzie zorganizować ochronę. Facet może się mścić.

Billy poczuł, że Anie się zatrzęsła, więc pogładził jej plecy dłonią.

- Mamy w domu system alarmowy - Billy poinformował Williego.

- Może nie wystarczyć - stwierdził Will - To profesjonaliści.

- Mamy profesjonalistę, który może go polepszyć - rzucił Billy i wygiął rękę, by z tylnej kieszeni dżinsów wyjąć swój telefon, kiedy drugim ramieniem trzymał Anie, by była bezpieczna na jego kolanach.

Ani Will, ani Anie nie odezwali się, tylko patrzyli i słuchali, kiedy wybierał z kontaktów potrzebny numer i wcisnął Dzwoń.

- Filip? - powiedział Billy do telefonu, kiedy usłyszał w słuchawce Yo? - Tu Billy. Mamy sytuację. Czy możesz podjechać do naszego domu za jakieś pół godziny lub godzinę?

- Okej, Billy - mruknął mu do ucha facet, który nie był jego kumplem, ale był najlepszym przyjacielem jego kumpla, więc Billy od razu wiedział, że mógł na niego liczyć.

- Potrzebowalibyśmy podrasowania naszego domowego systemu bezpieczeństwa - wyjawił Billy - Lucas Scammer zniknął.

Filip wiedział, jakie było zagrożenie, o co chodziło, bo to on był tym, z którym Billy siedział kilka godzin w Vanie zaparkowanym pod oknem szpitalnego pokoju Anie, kiedy tkwili w zasadzce.

Pogadali.

- Robi się - rzucił Filip.

- Zadzwonię, jak będziemy wychodzili ze szpitala - dodał jeszcze Billy, a potem wymienili się Na razie i rozłączyli się.

Później, po ustaleniu pewnych rzeczy i pożegnaniu się, Will wyszedł, później przyszedł lekarz z wypisem i zaleceniami dla Anie, a jeszcze później Billy pomógł Anie się ubrać i w towarzystwie pielęgniarki, z Anie na wózku, zeszli na parking do pickupa Billy’ego i pojechali.

W samochodzie Billy zadzwonił do Filipa, a potem prawie się nie odzywali aż do wjazdu na parking przy ich kompleksie.

A później Anie udowodniła mu, że chciała myśleć o czymś innym, niż o swojej siostrze.

- Czy możesz przywieźć Jacka? - zapytała Anie.

Billy poczuł się lepiej, słysząc, że Anie zaczęła myśleć o rodzinie.

- Chcę zapomnieć o wszystkim i zrelaksować się w gronie rodziny - powiedziała Anie, a Billy ucieszył się.

Miał ochotę na to samo.

Dlatego właśnie kiedy weszli do swojego domu po tym męczącym i długim dniu, Billy chciał zrobić tylko na jedno i to zrobił.

Schylił się, podciął nogi Anie jedną ręką, złapał jej plecy drugą i zaniósł ją prosto na kanapę, kiedy pisnęła cicho,  potem śmiała się, obejmując rękoma jego ramiona.

Kochał to.

Zaczął ją całować zachłannie i zaborczo, jak tego pragnął, odkąd się obudziła, ale zawsze mieli gości, pielęgniarkę, rehabilitantkę lub inną przeszkodę.

Przerwał jednak za chwilę, by oprzeć swoje czoło o jej.

- Muszę przynieść twoją torbę z samochodu - mruknął - Nie ruszaj się stąd.

Anie skinęła głową, więc Billy podniósł się i, zanim poszedł zrobić to, co miał do zrobienia, spojrzał na nią z góry, stojąc obok kanapy i poczuł się wreszcie spokojny i kompletny.

Anie była z nim w domu.

Przez cały pieprzony miesiąc wchodził do tego domu sam lub tylko z Jackiem, wychodził bez nadziei, że ona będzie na niego czekała, kiedy wróci i tęsknił do bólu.

Kiedy Billy wrócił do salonu, Anie nadal była tam, gdzie ją zostawił, co uznał za znak, że wypełniała jego rozkazy.

Być może stęskniła się za tym równie mocno, co on.

Miał taką cholerną nadzieję.

Nie zdążył jednak nawet o to zagadnąć, bo rozległ się dzwonek do drzwi i Billy poszedł, by otworzyć Filipowi.

Kiedy go wpuścił i wyjaśnił plan na najbliższe godziny, facet zabrał się do roboty, a Billy wyszedł do pickupa.

Następną godzinę Billy spędził w drodze.

Zostawił Anie pod opieką Filipa, a sam pojechał do Evy po swojego brata.

Nie powiedział mu, jaką niespodziankę zastanie w domu.

Radość brata, jaką okazywał głośno i żywiołowo na widok Anie nadal siedzącej w ich salonie na kanapie, kiedy wrócili do domu we dwóch, była dla Billy’ego źródłem kolejnej fali szczęścia.

Mieli to, nie stracili.

Billy poszedł z Filipem do korytarzyka wejściowego, zostawiając na chwilę tę dwójkę samą  sobie, żeby Jack poopowiadał Anie swoje życie z ostatniego miesiąca, na co jego brat najwidoczniej miał ochotę, skoro zasypał kobietę słowami od pierwszego spojrzenia.

Anie też była szczęśliwa, słuchając, a Billy musiał porozmawiać z Filipem.

- Podłączyłem sygnał alarmu domowego do aplikacji, którą musisz wpisać do swojego telefonu - powiedział mu Filip, więc Billy wyjął telefon, żeby zrobić to od razu - Hannah ma już to wpisane do swojego i ja też mam. Jadąc do domu, wstąpię do Davida, więc on też będzie miał.

Billy zakładał i uaktywniał aplikację na swoim smartfonie, kiedy Filip mówił dalej - W ten sposób będziemy mieli pod kontrolą to, czy ktoś nie spróbuje obejść zabezpieczeń alarmu. Włączy się tryb cichy, który da nam znać, a nie spłoszy włamywacza.

- Ale chyba w alarmie chodzi o to, żeby spłoszyć włamywacza - Billy zmarszczył brwi i spojrzał na Filipa.

- Tak - potwierdził mężczyzna - Ale wtedy włamywacz się postara, odłączy go i wejdzie. A my chcemy, żeby alarm działał nawet wtedy, jeśli włamywacz już odłączy tę część głośną.

- Och, okej - zrozumiał Billy - Czyli będą jakby dwa alarmy. Pułapka.

Filip skinął głową, ale nie uśmiechnął się.

Billy znał jego historię, więc wiedział, że mężczyzna przeżył wiele, by ochronić swoją kobietę i dlatego rozumiał strach Billy’ego.

- Rozumiem, że to ta popieprzona siostra twojej żony i jej kutas-mąż - stwierdził ponuro.

Billy pokiwał głową, ale nie skomentował.

- W najlepszej rodzinie się zdarza - mruknął Filip.

- Wiesz coś o tym? - Billy poczuł, że jego brwi podjechały do góry.

Nie znał faceta, więc może miał jakąś porąbaną rodzinkę.

- Nie - uciął Filip - Nie mam rodziny.

Billy zacisnął usta, bo facet nie chciałby jego litości.

Zresztą, jego rodzinka była tak popieprzona, że lepiej miałby, gdyby jej nie miał, co było widać po Jacku.

- Zajmij się swoją kobietą i bratem - mruknął Filip - Ja spadam.

- Dzięki, stary - mruknął Billy - Mam u ciebie dług.

- A żebyś wiedział - odmruknął Filip.

Pożegnali się i Billy poszedł do swojej żony i brata, by przekonać się, że tamta dwójka przeszła do kuchni, by zrobić to, co lubili robić we dwoje, czyli ugotować dla nich kolację.

Billy był cholernie głodny, a od miesiąca żywił się tym, co kupił lub co udało mu się stworzyć z półproduktów.

Tylko czasami dał się poratować przez Evę, Helenę lub Abi.

Dla Jacka.

Spędzili we trójkę czas aż do tej właśnie chwili, kiedy to Jack poszedł wreszcie do swojego pokoju, by naszykować się do snu, a Anie poszła do ich sypialni.

Billy obszedł dom, by sprawdzić, czy wszystkie drzwi były zamknięte, czy światła były pogaszone, a alarm odpowiednio włączony.

A potem poszedł po schodach na górę, by powiedzieć bratu dobranoc i nareszcie trafić do pieprzonego łóżka małżeńskiego ze swoją żoną.

Kiedy Billy wszedł do sypialni, powitała go pustka i cisza, której cholernie nie lubił, bo przez ten cały pieprzony czas nie był pewien, czy Anie nie zmaga się jednak z traumą po gwałcie, chociaż zapewniała go, że wszystko było w porządku.

Zanim jednak dotarł na środek pokoju, Anie wyszła z łazienki.

Była już ubrana w jedną ze swoich seksownych jak cholera koszulek nocnych, a na szyi miała, pieprzyć go, choker, który Billy jej podarował po pierwszym miesiącu ich małżeństwa.

Billy nie zamierzał jej męczyć, zmuszać do zapracowania na to, ale też najpierw musiał się upewnić.

Dlatego właśnie podszedł do niej, kiedy nie odwracała palącego wzroku od jego spojrzenia, podniósł rękę, by objąć bok jej szyi, ale nie zaczął dawać jej rozkazów.

- Moja piękna… - zapytał Billy - to jest dla ciebie czy dla mnie?

- Dla nas, mój panie - odparła Anie łagodnym głosem.

- Myślę, że dzisiaj nie potrzebujesz wytchnienia - stwierdził Billy, ale to było też trochę pytanie.

- Chyba nie - zastanowiła się Anie - Ale chyba zapomnienia.

- Tak - szepnął Billy i dłonią na jej łopatkach poprowadził swoją żonę w stronę ich łóżka - Dlatego chcę dzisiaj się z tobą kochać delikatnie.

- Jak dobrze mnie znasz - szepnęła Anie i oparła lekko tułów o bok ciała Billy’ego, a jego kutas od tego drgnął i wątpliwości się rozwiały.

Anie chciała tego.

Tego pierwszego dnia, kiedy była wreszcie w domu, mieli dać sobie tylko tyle, żeby wiedzieć, że byli razem.

I żeby Anie mogła chociaż na chwilę zapomnieć, o tym, co jej siostra zrobiła jej rodzinie, a może bardziej zapomnieć o tym, co zrobiła jej.

Billy pomógł jej się położyć na środku łóżka, wszedł tam za nią na kolanach i położył się całym ciałem wzdłuż niej.

Całował jej szyję, policzki, dekolt, a potem schodził niżej, przesuwając palcami po brzegu jej koszulki.

Rozbierał ją z namaszczeniem, jakiego była godna, bo jej piękno nadal go zachwycało w najwyższym stopniu, kiedy wręcz nie mógł uwierzyć w swoje szczęście, że ktoś tak wspaniały, dobry i czysty był tam dla niego.

- Całym jestestwem będę wielbił cię - zaszeptał, kiedy Anie była już naga, a Billy miał na sobie tylko bokserki i całował każdy dostępny kawałek jej ciała - Cała piękna jesteś, przyjaciółko moja, i nie ma w tobie skazy.

- Kocham cię, Williamie Brown - szepnęła Anie, więc Billy wiedział, że zrozumiała, co chciał jej powiedzieć.

Cytat z Pieśni nad Pieśniami był skierowany do oblubienicy, której oblubieniec oddawał się cały w dniu ich zaślubin.

Dokładnie tak, jak Billy oddawał się swojej słodkiej Anie każdego pieprzonego dnia.

Pocałował ją najpierw delikatnie w usta, a potem położył ją na wznak, by całować ją bardziej mokro, mocno i namiętnie i pieścić całe jej cudne ciało.

Na koniec lizał i ssał jej kobiecość do jej orgazmu, a kiedy doszła, sam ruszył kutasem w swojej garści zaledwie dwa razy, zanim osiągnął spełnienie na jej brzuch.

Był taki stęskniony.

Umył ją i siebie, ułożył ich do snu, zgasił światło w sypialni i odetchnął.

Byli razem przytuleni w ich wspólnym łóżku.

Anie mogła na chwilę zapomnieć o swojej siostrze.

Billy miał nadzieję, że dobrze wywiązał się z powierzonego mu zadania.

 

3 komentarze: