środa, 22 lutego 2023

EPILOG - Dużo szczęścia, kochanie

 

EPILOG

Dużo szczęścia, kochanie

Billy

 

 

 

Dwa lata i pół roku później

Billy siedział w swoim pickupie w gorącym słońcu Kalifornii, wpatrując się w bramę więzienia stanowego w Folsom, kiedy czekał na swojego teścia.

Miał włączony silnik, by utrzymać pracującą klimatyzację, bo słońce bezlitośnie nagrzewało blachę jego Forda i westchnął, kiedy przypomniał sobie, że to była jego ostatnia długa podróż tym samochodem.

Niezależnie od tego, jak go kochał, jego Custom miał już osiemnaście lat i był mocno zużyty, chociaż bardzo sprawny i zadbany, a poza tym już niedługo potrzebowaliby większego samochodu.

Jimmy zachęcał ich do zakupu nowego modelu siedmioosobowego Highlandera, ale sam dla Evy kupił audi, więc Billy zastanawiał się nad zakupem dużego SUV’a z tej marki.

Mężczyźni z jego grupy dbali o bezpieczeństwo swoich kobiet, więc bardzo często wybierali dla nich małe SUV’y z marki Audi, a siedmioosobowym modelem tej firmy był Q7, który był odpowiednikiem Toyoty.

Finansowo stali nieźle, więc cena takiego Audi Billy’ego nie odstraszała, chociaż Anie, oczywiście, zaczęła protestować, kiedy dowiedziała się, o jakich kwotach do zapłacenia za ten samochód byłaby mowa.

Jedynym argumentem, jaki mógł przekonać Anie, było bezpieczeństwo ich dzieci, więc Billy nie miał wątpliwości, że wkrótce przekona swoją żonę do swojego wyboru, bo zamierzał go użyć.

Billy nadal pracował w straży, w FS 13 i nie zamierzał z tego rezygnować, bo to kochał, a Anie nadal pracowała w szkole, chociaż w pewnym momencie ich życia myślała o porzuceniu kariery zawodowej, by skupić się na ich dzieciach.

Billy jednak miał znacznie większe dochody ze swojego drugiego źródła zarobków, nawet jak nie lubił na tym zarabiać i to było coś, o czym chciał porozmawiać ze swoim teściem.

Furtka w bramie więzienia się uchyliła i wysunęła się przez nią pojedyncza męska postać, więc Billy skupił na niej wzrok.

Był to Jonas Sensible.

Billy pozostawił sinik pracujący, kiedy wysiadł ze swojego pickupa wprost w upał pustynnego lata Kalifornii i czekał na mężczyznę przy drzwiach pasażera.

Przywitali się uściskiem dłoni, kiedy tamten podszedł, ale nie wymienili zbędnych słów, zanim zapakowali się do samochodu, by od razu wystartować w długą podróż do domu.

- Przyjechałeś sam - stwierdził Jonas, kiedy już jechali i nie było to pytanie, a raczej stwierdzenie faktu.

- Tak - Billy skinął głową i pospieszył z wyjaśnieniem, bo rozumiał rozczarowanie faceta, skoro nie tęsknił on za nim, ale za swoją żoną i dziećmi - Grace ma już dwa latka i mogłaby przyjechać, ale Mercy ma tylko niewiele ponad rok i jest trochę zbyt mały. Anie nie chciała ich zostawiać, a poza tym teraz choruje w czasie długich podróży.

Billy przerwał, kiedy kątem oka zauważył lekki uśmiech mężczyzny, który powiedział mu, że tamten domyślił się, co chciał mu powiedzieć.

- Gratuluję - mruknął dziadek jego dzieci i Billy wiedział, że było to szczere, więc się uśmiechnął.

- Dopiero piąty tydzień, więc jeszcze nikomu nie mówiliśmy - Billy zawiesił głos, bo chciał poprosić swojego teścia o dyskrecję przed konkretną osobą i nie zawiódł się.

- Nic nie powiem Kate - stwierdził Jonas, skinąwszy głową - Powiecie wtedy, jak uznacie to za dobry czas.

Billy również skinął głową, bo obaj rozumieli to, jak mogła zareagować mama Anie, jeśli by się okazało, ze z dzieckiem nie było do końca w porządku i patrzył przed siebie, kiedy kontynuował.

- Abigail pracuje w tym swoim sklepie z nie mogła go opuścić, a ja chciałem z tobą porozmawiać, więc nie nalegałem.

- A Kate nie chciała przyjechać? - zapytał Billy’ego jego teść.

- Nie lubiłaby być ze mną przez tak długi czas - wymamrotał Billy.

I tak było, bo po tych paru słowach, które musiał Billy powiedzieć swojej teściowej, mogli ze sobą normalnie rozmawiać, ale taka długa trasa bez bufora w postaci Anie byłaby dla nich obojga niekomfortowa.

Billy zerknął na Jonasa, kiedy jego słowa spotkały się z ciszą z jego strony, ale oczywiście powinien się tego spodziewać.

Pobyt w więzieniu bez wątpienia nauczył mężczyznę ostrożności w wyrażaniu uczuć i wątpliwości, a nie znali się z Billym aż tak dobrze, by tata Anie miał się przed nim odkrywać.

- Jadłeś lunch? - zapytał Billy po chwili ciszy.

- Nie - mruknął zapytany.

- To zatrzymamy się w Auburn na lunch i pogadamy na spokojnie, bo ja też jestem głodny - zaproponował Billy swojemu teściowi i zaraz dodał, by nie być nadmiernie narzucającym się - Dobra?

- Jak dla mnie dobrze - stwierdził Jonas Sensible i oparł się wygodniej o oparcie fotela pasażera.

Jechali w milczeniu dobre dziesięć minut, zanim Billy zjechał z autostrady nr 80 do Auburn, by znaleźć przydrożną jadłodajnię.

Kiedy Billy zaparkował, wysiedli, weszli do baru, podeszli do lady i zamówili kanapki i kawę, znaleźli stolik na uboczu i usiedli.

- Więc o czym chciałeś rozmawiać? - zapytał w końcu Jonas, skoro Billy nie kwapił się z rozpoczęciem rozmowy.

A Billy nie wiedział, jak zacząć.

- Ten sklep „Słonecznik” Abigail i jej kolegów działa prężnie i nadal się rozwija - Billy powiedział Jonasowi coś, co obaj wiedzieli.

Jonas Sensible miał stały kontakt ze swoją rodziną i był na bieżąco ze wszystkimi zmianami, jakie w niej zachodziły.

Abi poznała w college’u kilkoro ludzi, którzy tak, jak ona interesowali się tradycyjną sztuką Utah i tworzyli rękodzieło z tym związane.

Jedna jej koleżanka lepiła ceramikę, inna tkała narzuty i inne takie, kolega rzeźbił w drewnie, a inny w kamieniu.

Po pierwszym roku założyli spółkę, skorzystali z pomysłu Aleka i Sama, a potem znaleźli miejsce na coś, co nazwali Galerią Sztuki Tradycyjnej.

Lokalizacja w okolicy odwiedzanej licznie przez turystów była strzałem w dziesiątkę, więc już po miesiącu zaczęli zarabiać tak dużo, że musieli zatrudnić sprzedawczynię, a potem drugą, żeby móc studiować i tworzyć, zamiast siedzieć i sprzedawać.

- Wiem - mruknął Jonas.

- Potrzebują menadżera - stwierdził Billy, a potem patrzył, jak tata Anie zamarł, bo nie był to kierunek rozmowy, w jakim zamierzał iść.

Albo przynajmniej nie taki, jakiego się spodziewał.

Ale Billy się nie zraził.

- Wiem, że pracowałeś jako dyrektor do spraw logistyki w dużej firmie i wtedy dużo zarabiałeś, więc to nie to, co miałeś - mówił Billy - Ale Abi prawdopodobnie zwróci się do ciebie z prośbą o pomoc.

Mężczyzna siedzący naprzeciwko Billy’ego za stolikiem w barze patrzył ponuro na swoje ręce, które trzymał splecione na blacie i nie odzywał się.

- Ja też rozwijam swoją dodatkową działalność - powiedział Billy, przerywając tą ciszę - Zgłosili się do mnie już z kilku wytwórni, różni ludzie bez przerwy wysyłają mi teksty i muzykę. A ja pracuję i nie zamierzam rzucać straży. Potrzebuję kogoś, kto by to za mnie ogarnął.

Tata Anie poderwał głowę i zmarszczył brwi.

- Na tym się nie znam - powiedział napiętym tonem.

- Może na muzyce nie - przytaknął Billy - Ale na organizacji spotkań, prawniczej paplaninie w umowach i logistyce przy studiach nagań tak, więc w tym mi mógłbyś pomóc.

- Billy… - zaczął facet, ale Billy nie skończył.

- Nie narzucam ci niczego - powiedział zdecydowanie, ale delikatnie - Po prostu przemyśl to. Nie chciałeś wyjść na zwolnienie warunkowe. Masz w papierach to, co masz. Ale my nie robimy tego z łaski, z litości. Naprawdę cię potrzebujemy. Twojego doświadczenia, umiejętności i twojej wiedzy.

Zobaczył jak mężczyzna kiwnął głową kilka razy, a potem się odprężył.

Dokładnie w tym czasie przyniesiono ich kanapki, chipsy, kawę i tartę jabłkową, które sobie zamówili, jakby obaj nie jedli od kilku dni.

- To opowiedz mi, jak się mają moje wnuki - powiedział Jonas, a Billy mimowolnie uśmiechnął się tak, jak zawsze uśmiechał się nawet na samą myśl o swoich dzieciach.

- Grace jest cicha, słodka i urocza, jak jej mama… - powiedział łagodnie i zobaczył czuły wyraz twarzy swojego rozmówcy.

Tak, to było dokładnie to, co miała jego Anie, kiedy była dzieckiem.

Rodzice nauczyli ją, jak kochać.

A ona dawała to Billy’emu i Jackowi każdego dnia od tych kilku lat.

*****

Hannah

Trzy miesiące później

Zebraliśmy się w sali bankietowej na dwudziestych pierwszych urodzinach mojej małej (O, Boże! Już-nie-takiej-małej!) siostrzyczki.

Abi była ubrana w żółtą sukienkę, a ja pomyślałam, że to był jej ulubiony kolor i chyba nie widziałam jej w sukience innego koloru od tych trzech lat, kiedy przeżyliśmy to, to przeżyliśmy.

Na jej szyi niezależnie od okazji i ubioru widniał oryginalny, kolorowy, emaliowy naszyjnik w kształcie słonecznika na brązowym rzemyku.

Pamiętałam w jaką rozpacz wpadła rok temu, jak stary rzemyk przetarł się i słonecznik wpadł jej do stanika, a ona nie poczuła tego i myślała, że go zgubiła.

Rozpaczała wtedy przez kilka godzin tak bardzo, że myślałam, że trzeba będzie jechać z nią do lekarza po środki uspokajające, ale podczas zmiany koszulki słonecznik się odnalazł.

Nigdy nie zapytałam jej o to, co symbolizował, ani skąd go miała.

Ale tamtego dnia dowiedziałam się, że był całym jej życiem.

Jakby bez niego nie mogła normalnie funkcjonować.

Ostatnia z moich sióstr, najbliższa mi, moja ukochana Abi miała przede mną tajemnicę, z którą nie chciała lub nie mogła się podzielić.

Było mi ciężko na sercu na myśli o tym, że musiała przechodzić samotnie przez to, przez cokolwiek przechodziła, bo kiedyś dzieliła się ze mną wszelkim swoimi problemami.

A potem nie miała mnie przez pięć długich tygodni i nauczyła się radzić sobie sama, beze mnie.

Nie miałam do niej żalu, ale było mi smutno.

Wyprostowałam się, poprawiłam moją niebiesko szarą sukienkę na biodrach i sprawdziłam, czy nie było nadmiernie widać na niej plamy z soku, jaką przed chwilką zrobiła mi na niej Grace, kiedy odwróciła się energicznie do swojego taty i machnęła rączką, w której trzymała kubek-niekapek.

Delikatnie mówiąc, kapnął.

Mercy był w ramionach swojego dziadka, który dosłownie przepadł, zakochał się w naszym rocznym synku z wzajemnością.

Gładząc sukienkę i oglądając ją, zauważyłam, że mój brzuch w piątym miesiącu ciąży był bardziej wystający niż powinien, ale to mogło być spowodowane moim nadmiernym apetytem.

Przytyłam.

Nie przejmowałam się tym, bo w oczach mojego męża nadal byłam piękna.

Mówił mi to, śpiewał mi to i okazywał mi to na różne inne sposoby.

Kochałam go całą sobą niezmiennie i cieszyłam się każdym dniem, chociaż to nie było tak, że nasze życie było bez skazy i bez zmartwień.

Dzieci czasem chorowały.

Samochody się psuły.

Czasem któreś z nas miało gorszy humor.

Ale nigdy nie kładliśmy się spać, dopóki nie pogodziliśmy się i nie powiedzieliśmy sobie Kocham cię.

Moich rodziców najbardziej martwiła moja druga siostra, Lucy.

Przebywała w więzieniu i nie miała stamtąd wyjść, ale największy zawód sprawiło wszystkim to, co zrobiła ze swoim dzieckiem.

Lucy bowiem tuż po urodzeniu swojego synka sprzedała go i nie chciała nikomu powiedzieć dokąd.

Było możliwe, że ona sama nie wiedziała, kto stał się rodzicem dla tego maleństwa, a ja miałam tylko nadzieję, że byli to dobrzy ludzie.

To dziecko niczym nie zawiniło.

Lucy nie chciała się z nami spotykać, nie przyjmowała telefonów, odsyłała nasze listy, więc po pewnym czasie daliśmy spokój i zaprzestaliśmy prób utrzymania z nią kontaktu.

Rodzina jej zmarłego męża wyprowadziła się z SLC i również nie odzywała się ani do niej, ani do nas.

Moi rodzice mieszkali w domu, w którym mieszkaliśmy wtedy, kiedy tata był w więzieniu i Abel miał tam swój własny pokój, a tata gabinet do pracy, skoro Abi wyprowadziła się od nich i wynajmowała mieszkanie z koleżankami nad ich sklepem.

Billy nadal pracował w straży i nadal mieliśmy tą samą grupę przyjaciół, co czasem stawało się niezręczne, skoro większość z ich dzieci uczyłam lub miałam w przyszłości uczyć, a nie wszystkie były grzeczne.

Właśnie teraz, na przyjęciu urodzinowym Abi oglądałam na żywo mój przyszły koszmar.

Były nim trojaczki Sophie i Alexa.

Jim Maggie i Davida był bardzo ruchliwy, ale potrafił słuchać i można było go czymś zająć, ale Lella Sophie i Alexa napawała mnie wręcz przestrachem.

Ta dziewczynka wydawała się wręcz szukać powodów do bójki.

Mogłam mieć tylko nadzieję, że kiedyś z tego wyrośnie.

- Przepraszam wszystkich - odezwał się do mikrofonu mój tata, stając obok stanowiska DJ’a - Mam dwa słowa do przekazania i nie będę Wam dłużej przeszkadzał w zabawie.

Uśmiechnęłam się miękko, bo jednocześnie poczułam łzy w oczach na dźwięk tych słów, które tak dobrze znałam, skoro mój tata wypowiadał je za każdym razem, kiedy zbieraliśmy się na urodzinach którejś z nas.

Mój kochany tata zgodził się pomóc mojemu mężowi w uporaniu się z natłokiem propozycji nagrań i wyjazdów na koncerty, które zaczęły napływać trzy lata temu po tym, jak w Internecie ukazało się nagrane przez jednego z uczestników recitalu dla przyjaciół jego wykonanie Born For This.

Tak, tata został menagerem Billy’ego.

Zarobki mojego męża z tej „dodatkowej” pracy stało się tak duże, że mieliśmy teraz dwa nowe SUV’y, oba siedmioosobowe i oba marki Audi, chociaż byłam przeciwna temu szaleństwu.

Mieliśmy również nowy dom, w którym był już częściowo naszykowany pokój dla naszego nowego dziecka, a Billy miał swój wyciszony gabinet do ćwiczeń, chociaż my wszyscy lubiliśmy, kiedy grał przy nas i dla nas.

- Chciałbym wznieść toast za zdrowie mojej córki, Abigail - powiedział tata i uniósł kieliszek, a nasi wszyscy przyjaciele powtórzyli ten gest, kiedy tata dodał - Dużo szczęścia, kochanie - i na tym skończył.

Nie sądziłam, żeby wiara taty osłabła, bo, mimo naszych strat, moja wiara nie osłabła, ale nie afiszował się z nią, bo życie nauczyło nas większej tolerancji.

Dawni „przyjaciele”, którzy mówili o jedności w wierze, okazali się być fałszywi, a prawdziwymi przyjaciółmi byli ci, którzy nie wierzyli w to, co my, albo wręcz wierzyli w coś innego.

Takie spostrzeżenie uczyło pokory.

*****

Tydzień później

Weszłam do łóżka i przykryłam się kołdrą, kiedy Billy jeszcze robił obchód po parterze naszego domu, sprawdzając, czy wszystkie drzwi i okna były zabezpieczone, a światła pogaszone.

Oparłam się plecami o poduszkę i wcierałam w dłonie krem regenerujący, kiedy usłyszałam jego kroki w czytelni, stanowiącej przedsionek do naszego apartamentu małżeńskiego, a potem patrzyłam, jak wchodził w drzwi naszej sypialni, a potem zdejmował buty i spodnie.

- Podjedź tu do mnie - mruknął Billy tym schrypniętym głosem, od którego robiło mi się ciepło i mokro między nogami, a on to doskonale wiedział i wykorzystywał to, kiedy ja sama nie dawałam mu znaku, że chciałam niegrzecznego seksu.

Odrzuciłam kołdrę i zsunęłam nogi na podłogę, ale wtedy usłyszałam gniewny pomruk.

- M-m.

Ocho, więc tak się będziemy bawili?

Tego typu dźwięki oznaczały, że Billy był w nastroju nie tylko na zdominowanie mnie, ale nawet na zniewolenie.

Lubiłam to i Billy to lubił, więc kolekcja naszych niegrzecznych zabawek urosła tak bardzo, że miała swoją oddzielną szufladę w komodzie, ukrytą wewnątrz naszej garderoby.

- Na kolanach i po łóżku - warknął Billy, a ja natychmiast to wykonałam.

Pełzłam w kierunku mojego męża po naszym łóżku, patrząc w jego pociemniałe oczy, kiedy moje rozpuszczone, długie za łopatki włosy otaczały mnie kurtyną, która w innym przypadku by mi przeszkadzała.

Ale Billy to kochał, więc w tej sytuacji to mnie tylko bardziej podkręcało.

Kiedy dotarłam do brzegu łóżka, mój mąż kolejnymi warczącymi rozkazami i kilkoma zapinanymi (i czasem warczącymi) zabawkami doprowadził nas do szczytu swojej i mojej rozkoszy.

Kiedy już się nasyciliśmy, Billy zadbał o naszą czystość, a potem ułożył nas oboje w naszym dużym, małżeńskim łóżku tak, jak najbardziej lubiliśmy to wtedy, kiedy mój brzuch z naszym dzieckiem stawał się już dość spory, czyli w pozycji jego-brzuch-za-moimi-plecami.

Nie zmieniało się tylko jedno.

Zawsze sypialiśmy dotykając się.

 

2 komentarze: