sobota, 4 lutego 2023

14 - Kiedy ja decyduję

 

Rozdział 14

Kiedy ja decyduję

Hannah

 

 

Tydzień później

Tym razem nie spojrzałam nawet na hortensje, które posadziłam przed naszym domem i pielęgnowałam tak starannie, kiedy wchodziłam za Jackiem do naszego domu po naszym powrocie ze szkoły, trzymając telefon przy uchu, po zaparkowaniu w końcu mojego Jeepa przed oknem naszego salonu.

Była czwarta po południu i byliśmy trochę spóźnieni, ale musiałam po drodze jeszcze zrobić zakupy, chociaż Jack mnie bardzo poganiał.

Niecierpliwił się i chciał już być w domu tak, jak ja tego chciałam, ale musiałam uzupełnić nasze zapasy.

- Tak, Oli! - mówiłam do telefonu - Jesteśmy już w domu. Właśnie wchodzimy. Wszystko mam naszykowane, więc możecie przyjechać w każdej chwili. Czekamy.

- Dobrze, Hannah - usłyszałam w słuchawce głos tego dobrego mężczyzny, który wciąż opiekował się naszą rodziną - Będziemy tam za jakieś piętnaście minut. Nie będzie nikogo więcej, więc nie denerwuj się.

- Dziękuję Oli - powiedziałam, ale nie denerwowałabym się, nie tym, że mielibyśmy mieć gości przyjaciół.

- Do zobaczenia - skończyłam rozmowę.

Rozłączyłam się po usłyszeniu takiego samego pożegnania od mojego drugiego taty i uśmiechnęłam się do chłopca, który stał blisko mnie.

Lubiłam ich wszystkich, całą tę gromadę przyjaciół, którzy okazali się tak dobrymi ludźmi i tak bardzo pomogli nam przez ten tydzień.

Ale byłam poekscytowana, szczęśliwa i nie mogłam się doczekać.

Podobnie jak Jack, który właśnie uśmiechnął się do mnie z ulgą.

Był kolejny poniedziałek i Billy właśnie wracał ze szpitala do domu.

Od poprzedniego poniedziałku do piątku wstawaliśmy razem z Jackiem o świcie, bo jeździliśmy do szpitala przed rozpoczęciem zajęć w szkole i kładliśmy się dosyć późno, albo może ja się kładłam późno, bo dopiero wtedy, kiedy wszystko naszykowałam na następny dzień.

W ciągu tych siedmiu dni wypracowaliśmy rutynę, która działała bardzo dobrze, chociaż byłam trochę zawstydzona tym, że zajmowałam swoimi, naszymi sprawami aż tyle osób.

Niezależnie od tego, kto nam pomagał, ile to było osób, ja i tak miałam tyle zajęć, że byłam już zmęczona, chociaż to zmęczenie nie dotyczyło samej pracy, jaką w to wkładałam.

Lubiłam pracować, a zwłaszcza pracować fizycznie.

Na polecenie mojego męża spałam każdej nocy przynajmniej siedem godzin i musiałam przyznać, że to, że kazał mi tak robić, bardzo mi pomogło.

Niestety, była to jedna mała decyzja do podjęcia, to, że miałam kłaść się trochę wcześniej i nie wstawać przed świtem, a miałam masę decyzji do podjęcia w sprawie innych rzeczy, w których nikt mi nie mógł pomoc i właśnie to mnie najbardziej męczyło.

Nie lubiłam podejmowania decyzji.

Nigdy do tej pory tak naprawdę nie musiałam podejmować żadnej, nie samodzielnie, i to mnie wręcz wykańczało psychicznie.

Dotyczyło to małych, codziennych spraw, w jakich decyzje były zawsze moje, jak wybór ubrania dla siebie i Jacka (a potem jeszcze Billy’ego), przygotowanie i spakowanie jedzenia, zakupy spożywcze, pranie czy zmywanie, ale też większych spraw, jak opłaty za samochody, ubezpieczenia, szkoła Jacka, zgoda na remont alei dojazdowej do domu i tym podobne.

A na dodatek o wszystkim sama musiałam pamiętać.

Zaczęła się szkoła, co oznaczało, że miałam do rozstrzygania normalne w niej spory, dramaty dziecięce mniejsze i większe, decyzje co do przebiegu lekcji, programu, lektur i tym podobnych spraw.

I tam również ja sama musiałam pamiętać o tym wszystkim, co zawsze dotyczyło mojej pracy, a co samo w sobie nie było niezwykłe.

Po prostu teraz dochodziło to, że musiałam pamiętać i decydować o wielu sprawach, również tych, które dotyczyły Jacka.

Samo w sobie nie było to złe, lubiłam to, jedno i drugie, ale to nałożyło się na wszystko inne i stało się uciążliwe.

Moją jedyna nadzieją było to, że mój mąż zdrowiał i miało być lepiej.

Jack był utalentowanym pisarzem ale jeszcze nie wiedział jaki rodzaj pisania mu najbardziej dopowiadał, więc starłam się mu pokazać różne drogi realizacji jego talentu i wyrobić w nim pasję pisarską, a nie zgasić tego w nim.

Dlatego (po zapoznaniu go z tekstami reklamowymi) zapoznałam go z redakcją szkolnej gazetki, chociaż może był na to jeszcze trochę zbyt młody.

W poniedziałek zadzwoniła do mnie (kiedy byłam jeszcze w szkole i miałam wyciszony telefon, ale oddzwoniłam do niej w czasie przerwy) opiekunka społeczna, czy też może kuratorka, która koniecznie chciała przyjść na spotkanie z nami wszystkimi, więc musiałam ją poinformować o wypadku Billy’ego.

Uparła się więc, że przyjdzie do mnie, bym jej przedstawiła szczegóły wypadku, chociaż jej powiedziałam, że te znał lepiej Oli.

Powiedziała mi, że zależało jej na rozmowie z nami.

Chciała usłyszeć od Jacka, jak on się czuł w związku z pobytem brata w szpitalu, a także chciała zobaczyć, jak ja sobie z tym radziłam, więc ostatecznie podjęłam decyzję i się zgodziłam na rozmowę we trójkę we wtorek po południu u nas w domu, chociaż to miało oznaczać dla nas mniej czasu spędzonego z Billy’m w szpitalu.

Również w poniedziałek Billy rozpoczął spotkania z rehabilitantem i, na szczęście, mężczyzna, który prowadził te ćwiczenia, miał możliwość przyjścia po południu, kiedy byłam po pracy, więc mógł mi opowiedzieć i rehabilitacji, możliwych komplikacjach, a także pokazać niektóre ćwiczenia.

Ta decyzja była łatwa i nie podlegała dyskusji, bo bardzo chciałam uczestniczyć w drodze do wyzdrowienia mojego rannego mężczyzny.

Mój mąż nadal był słaby, ale lekarz powiedział mi, że płuca nie zostały bardzo uszkodzone, więc leczenie i rehabilitacja powinny być krótkie.

W poniedziałek rano, przed pracą, zawiozłam do szpitala spodnie dresowe Billy’ego i czystą, zapasową koszulkę, żeby mógł przebrać się do ćwiczeń.

Myłam wtedy mojego męża po raz ostatni gąbką i myjką na łóżku, bo ogoliłam go jeszcze w niedzielę wieczorem.

Golenie było trochę śmieszne, bo robiłam to po raz pierwszy w życiu i Billy udawał, że się tego bał.

To wciąż było dziwne.

Niby Billy powiedział, że lubił mój dotyk, ale nadal trochę się napinał, kiedy zbliżałam dłoń do jego nagiej skóry, a ja tego nie rozumiałam.

Cóż, wyglądało na to, że Billy też tego nie rozumiał.

Podjęłam więc kolejną decyzję, decyzję, że powinniśmy o tym porozmawiać, kiedy byłby już silniejszy, a najlepiej, kiedy byłby już w domu i bylibyśmy we dwoje, bez świadków, którzy ciągle nam przeszkadzali.

We wtorek rano Billy mógł już wstać i pojechać wózkiem do łazienki pod prysznic (w czym mu też pomagałam, bo po prostu lubiłam to robić), więc nie rozmawialiśmy o tym więcej ani razu w szpitalu.

W środę Abi pojechała z Davidem i Maggie do komisu samochodowego i kupiła sobie samochód, o czym rozmawiała ze mną przez telefon podczas kupowania (byłam wtedy w szpitalu u Billy’ego), chociaż David był z Maggie przy niej, na miejscu, i naprawdę lepiej się znał na samochodach ode mnie.

To mnie strasznie frustrowało.

W końcu wybrała i dała mi spokój.

Samochód, który kupiła nie był nowy, ale za to miał być dość tani, a obiecali jej (David zapewnił nas obie), że będzie niezawodny i oszczędny.

Był to dwunastoletni, miejski, mały Chevrolet Sonic w ładnym kolorze chabrowym z czarnymi wykończeniami.

Abi była zachwycona.

Ja byłam zadowolona.

Pomyślałam, że moja mała siostrzyczka (już-nie-taka-mała, ale jeszcze nie dorosła) będzie dzięki temu bezpieczniejsza.

Ale to też sprawiło, że miałam kolejne kilka decyzji do podjęcia, bo musiałam porozmawiać z mamą i Abi o dokumentach dotyczących samochodu, o ubezpieczeniu i o miejscu parkowania go na noc.

Dom mojej mamy miał garaż.

Był on mały, nigdy przez nas nie używany, ale był.

Podjęłam decyzje, że musiałam uświadomić mamie i Abi, że powinny go uprzątnąć, by samochód mojej siostry dłużej był sprawny i bezpieczny, bo same o tym nie pomyślały.

A w czwartek przeżyłam chwilę szoku, bo przypadkiem dowiedziałam się jak bardzo źle myślał o sobie Billy.

Chociaż już to kiedyś słyszałam, nadal nie potrafiłam się z tym pogodzić i nie docierał do mnie ogrom tego zniszczenia, którego w jego samoocenie dokonała jego matka i jej partnerzy.

Było to w chwili, kiedy dotarłam do szpitala już swoim Renegade’m (którego odstawiła Abi, bo jeździła już swoim autkiem) i, po przywitaniu się z pielęgniarką siedzącą na stanowisku recepcyjnym, weszłam w drzwi sali, w której leżał Billy.

Byłam sama, bo Jack miał próbne spotkanie z zespołem gazetki szkolnej, w której miał zadebiutować jako redaktor, więc miała go odebrać stamtąd Eva, bo odbierała też swojego starszego syna, skoro Matt kończył wtedy trening soccer’a, którego kochał i w którego grał już od paru lat.

Liczyłam się z tym, że Eva przywiozłaby Jacka do szpitala około siódmej wieczorem, kiedy my już bylibyśmy po kolacji, a Jimmy byłby już w domu po pracy, więc nie musiałaby zabierać ze sobą Davie’go i Marii.

Wchodząc w drzwi sali Billy’ego, usłyszałam głosy, świadczące o tym, że mój mąż miał gościa, więc postarałam się być cicho i na chwilę zatrzymałam się w niewielkim korytarzyku przy drzwiach do jego łazienki, by im nie przeszkadzać, ktokolwiek to był.

- I jak się czujesz, jako członek Elity? - zapytała, jak poznałam po głosie, Ania i z jej tonu wiedziałam, że żartowała, ale nie wiedziałam, o co jej chodziło.

- Wiesz co? - powiedział Billy, również żartobliwym tonem, chociaż, jak go znałam, trochę poważnie - Weź wypchaj się taką Elitą.

Zamilkli na chwilę i chyba wydawało mi się, że słyszałam chrobot ołówka na papierze, ale to byłoby dziwne.

- Mogłam ci to powiedzieć dawno temu - stwierdziła cicho Ania.

Billy milczał.

- Chyba byśmy ci z Samem nie uwierzyli - stwierdził w końcu cicho, a potem znowu jakby ołówek zaszeleścił na papierze.

Ania westchnęła.

Nie mogłam tak dłużej stać i podsłuchiwać, więc weszłam głębiej do sali, a wtedy Billy spojrzał na mnie i się uśmiechnął z wyraźną radością na powitanie.

Ania siedziała na krześle przy jego łóżku tyłem do drzwi i dziwne było to, że odwróciła się w moją stronę dopiero wtedy, kiedy zauważyła jego uśmiech.

- Hej, Ania - powiedziałam, a ona uśmiechnęła się do mnie niepewnie.

Nadal szłam w ich stronę.

- Kochanie, Ania nie słyszy - powiedział mi Billy.

- Och - szepnęłam, a moja mina musiała wyrażać moje zaskoczenie, bo Ania uśmiechnęła się pewniej, wyprostowała się i wyciągnęła w moją stronę rękę, w której trzymała notesik i ołówek.

- Wiele się domyślam, więc Hej, Hannah - powiedziała przy tym do mnie - Ale gdybyś chciała powiedzieć coś więcej, to pisz.

- Okej - mruknęłam, opuszczając głowę, kiedy dotarłam do niej i wzięłam do ręki to, co mi podawała.

- Mam nadzieję, że szybko wyzdrowiejesz - powiedziałam, starając się nie ukrywać ust, jak tego uczyliśmy się do pracy z uczniami niedosłyszącymi, a potem napisałam to na kartce jej notesu, zauważając jednocześnie zdania, które wcześniej napisał jej Billy.

Te same, które usłyszałam.

- Och, dziękuję - powiedziała Ania, kiedy przeczytała to, co napisałam - Ja też. Ale to dzięki twojemu mężowi mogę mieć taką nadzieję, a nie leżę tu z postrzałem - dodała, kiwając głową w stronę łóżka Billy’ego, a ja poczułam jednocześnie ciepło w piersi, że tak o nim mówiła i łagodność, wypływającą mi na twarz.

Kochałam to, że Billy mógł to usłyszeć.

Nie rozmawiałyśmy wtedy zbyt długo, bo przyszedł Filip i zabrał Anię do jej sali, mówiąc nam, że miała dostać jeszcze jedną kroplówkę tego dnia.

Ale, kiedy pielęgniarka przyniosła już kolację i wyjęłam z torby to, co ja przyniosłam, usiadłam obok mojego męża, który już chciał koniecznie jeść samodzielnie, więc pomagałam mu tylko troszeczkę i zapytałam Billy’ego o coś, co mnie dręczyło po tamtej rozmowie.

- Billy? - zawołałam go, wkładając do ust widelec z ramen, które sobie (i Billy’emu, bo już miał złagodzona dietę i urozmaicałam mu posiłki) przygotowałam - Co to jest Elita? - zadałam pytanie, kiedy podniósł brodę (i brwi) w niemym pytaniu Co?

Wtedy wydawało mi się, że Billy się zawstydził, chociaż nadal był dobry w ukrywaniu swoich myśli.

Ja jednak zdążyłam już poznać jego maski i zauważałam te sekundowe przebłyski jego prawdziwej twarzy.

- Kiedyś z Samem nazywaliśmy tak Oli’ego, Jimmy’ego i Alexa - wymamrotał pod nosem, a potem westchnął - Zazdrościliśmy im. Wydawało nam się, że ich życie było pełniejsze, bo przeżywali przygody, dramaty, a na ich drodze stawały różne niebezpieczeństwa.

- Nie ma czego zazdrościć - powiedziałam do siebie, opuszczając głowę i grzebiąc bezmyślnie w swoim jedzeniu, by je w końcu z westchnieniem odstawić na stolik.

- Tak - powiedział Billy dziwnym tonem, więc spojrzałam na niego, by zobaczyć, że tez nie jadł - Teraz to wiem.

Nie patrzył na mnie, tylko gdzieś daleko w okno i miałam wrażenie, że niczego nie widział, bo skupił się na tym, co mu brzmiało w duszy.

- Kiedyś myślałem, że to nie dla mnie - powiedział takim szalenie pustym głosem, który mnie dotknął wprost do wnętrzności - Myślałem, że nie zasługuję na dobrą kobietę w moim życiu.

- Billy! - szepnęłam i sama usłyszałam ból w moim głosie.

Mój mąż spojrzał na mnie, wyciągnął rękę w moją stronę, dziwnie napiął skórę wokół oczu i zmarszczył czoło, kiedy pochylił głowę, by patrzeć na mnie w skupieniu.

- Zanim cię poznałem… - mówił niskim, napiętym tonem - nikt nie powiedział o mnie nic dobrego, nie na głos. Teraz wiem, że Oli i inni faceci w pracy myśleli o mnie dobrze, ale ja o sobie myślałem wyłącznie źle.

- Kochanie… - zaczęłam sugestywnie, ale mi przerwał.

- Nie, Anie - powiedział stanowczo, chociaż delikatnie, więc zamknęłam buzię - To przeszłość. Ale wtedy… Nawet na początku naszego narzeczeństwa myślałem, że nie zasługuję na ciebie.

Poczułam pieczenie w tyle oczu i ściskanie w gardle, więc nic mu nie odpowiedziałam.

- A potem ty powiedziałaś, że na mnie nie zasługujesz… - przerwał, ale uśmiechnął się, chociaż ten uśmiech nie dosięgnął jego oczu - Pamiętasz?

- Tak - szepnęłam, kiedy skinęłam głową.

To było wtedy, kiedy po raz pierwszy nie zapanował nad sobą i warknął na mnie z agresją w głosie, tą agresją, którą, jak teraz wiedziałam, chował za maską pogody i opanowania.

To był jego temperament.

- A to dzisiaj… - mówił niespodziewanie pospiesznie, gwałtownie - tamto, co wtedy usłyszałem z korytarza… i wtedy wcześniej, kiedy mówiłaś do Lucy…

Tylko na niego patrzyłam, bo nagle dotarło do mnie, że zrozumiał, co chciałam powiedzieć jemu lub może raczej o nim i ucieszyłam się, że to zrobiłam, chociaż zrobiłam to w taki brzydki sposób.

Natychmiast podjęłam decyzję, by dawać mu to częściej.

- Kocham cię Billy - wybełkotałam bez sensu w tym szczęśliwym szmerku, który mnie ogarnął na myśl, że mu to dałam te kilka razy.

Mój mąż wyprostował się i patrzył na mnie bez słowa, zamrożony przez długą chwilę, tak długą, że zaczęłam myśleć, że niepotrzebnie to powiedziałam.

Kiedykolwiek.

Nigdy mi na to nie odpowiedział.

Ale Billy nagle szarpnął mnie za rękę, którą trzymałam przy jego dłoni, więc poleciałam swoim przodem w jego stronę i wyciągnęłam tą rękę, by oprzeć się na poduszce za jego plecami i nie zrobić mu krzywdy.

- Ja też cię kocham - wymamrotał, kiedy moje usta były tuż przy jego ustach i mnie pocałował, delikatnie przyciągając moją głowę do siebie ręką, którą otoczył mój kark (nie opierałam się, by się nie wysilał).

To był łagodny pocałunek, który rozpalał się powoli, więc dopiero po dłuższej chwili, kiedy go nie przerywaliśmy, stał się głęboki i namiętny, a palce Billy’ego znalazły brzeg mojej koszulki, by się pod nią wślizgnąć na gołą skórę, kiedy moja dłoń uczepiła się włosów na jego karku.

Odskoczyliśmy od siebie, kiedy niespodziewanie zastukano do drzwi.

Natychmiast potem do sali Billy’ego wbiegł Jack, a za nim znacznie wolniej podążali Eva i Matt.

Spojrzałam na mojego męża i tym razem uśmiech, który zobaczyłam na jego ustach, był pełen i szczery, sięgający jego oczu.

Natomiast w piątek Jeff przyszedł późno, przed kolacją, kiedy byłam u Billy’ego, by dopiero wtedy, przy mnie, zdjąć mu szwy, bo chciał mi pokazać jak pielęgnować zabliźniającą się ranę.

Pomogłam wtedy Billy’emu zdjąć koszulkę i siedziałam przodem do mojego męża na jego łóżku, bo tak mi kazał zrobić lekarz.

Billy był odwrócony bokiem do mnie, a przodem do Jaffa, który stał tuż obok moich kolan, a lewa ręka Billy’ego leżała na materacu opok niego.

Kiedy lekarz wyjął szwy, odłożył wszystko na tacę, która leżała na szafce obok łóżka i pielęgniarka to zabrała, a podała mu tubkę z maścią.

Jeff uniósł lewą rękę mojego męża i położył ją na moim prawym ramieniu.

Lekarz dał mi do rąk tubkę, kazał wycisnąć odrobinę i rozsmarować delikatnie, a jednocześnie tłumaczył, jak miałam masować okolice powstającej blizny, żeby była jak najmniejsza po wygojeniu.

Kiedy przesuwałam palce po skórze Billy’ego, patrzyliśmy sobie w oczy i uśmiechnęliśmy się tak, jak poprzedniego dnia.

A ja nie czułam się skrępowana intymnością tego uśmiechu i tą całą sytuacją, chociaż był z nami obcy mężczyzna, bo to było to, co chciałam czuć zawsze.

- O to chodzi - mruknął Jeff, a wtedy ze zdziwieniem spojrzałam na niego - O tym właśnie ci mówiłem - powiedział, kiwając głową z delikatnym uśmiechem aprobaty na ustach.

Zobaczyłam, że miał minę wskazującą, że zauważył naszą niewerbalną wymianę myśli.

- Co? - mruknął Billy i zmarszczył brwi, a jednocześnie poczułam, że jego ciało zesztywniało pod moimi dłońmi i zacisnął palce na moim biodrze, gdzie trzymał prawą rękę, ale ja wiedziałam.

- Kiedy spałeś… - wyjaśniłam mu cicho, opuszczając głowę, by podnieść ją z powrotem i spojrzeć z uśmiechem w oczy mojego męża - Jeff powiedział mi, że, jeśli para kocha się, to wyzdrowienie przychodzi szybciej - powiedziałam mu prawie szeptem.

- Więc dlatego powiedziałaś mi, że mnie kochasz? - zapytał Billy, a jego głos był dziwny, ale, skoro już zaczęłam mówić, to nie zamierzałam się wycofywać.

- Nie - odparłam i przysunęłam twarz do jego twarzy - To powiedziałam wcześniej - przyznałam cicho, ponownie odsuwając się i opuszczając wzrok na jego ramię - Jeff po prostu powiedział mi, że to dlatego się obudziłeś.

Billy wyprostował się lekko, więc spojrzałam w jego oczy i zobaczyłam, że zapatrzył się gdzieś poza moim ramieniem.

- Co? - szepnęłam, lekko przestraszona.

- Słyszałem cię! - przyznał cicho mój mąż, kiedy jego wzrok wrócił do moich oczu.

- Wie-działem! - Jeff triumfalnie prawie-krzyknął obok nas, więc oboje podskoczyliśmy.

Całkiem zapomnieliśmy o tym, że był blisko.

Cóż, to było trochę zawstydzające, że słuchał naszych wyznań, ale on nie wiedział, że powiedzieliśmy to sobie po raz pierwszy w życiu.

Byliśmy małżeństwem, ale nigdy nie rozmawialiśmy o naszych uczuciach.

Szczęśliwie, Jeff wtedy odpuścił.

Również szczęśliwie, Billy wtedy do tego nie wrócił.

Sobotę i niedzielę spędziliśmy właściwie we trójkę z Jackiem, chociaż byli z nami trochę nasi przyjaciele, na godzinę lub dwie przyjechała Abi i tylko trochę było mi smutno, że moja mama nie zainteresowała się stanem mojego męża, którego zdążyła nazwać swoim synem.

Podejrzewałam jednak, że miało to coś wspólnego z tym, że w następną sobotę miał być ślub Lucy.

Nie chciałam o tym myśleć.

Więc nie myślałam.

Miałam tyle dobra w moim życiu, że tamto mogłam odpuścić.

A w sobotę stało się coś innego, w co nie wnikałam, bo nie chciałam o tym myśleć, ale nie było to złe, tylko trochę dziwne.

Ale jakoś to przeżyłam (chociaż nerwowo).

Byli z nami u Billy’ego akurat wtedy Maggie z Davidem i Eva z Jimmy’m, którzy przyjechali bez dzieci, ale miała dojechać do nas Alice, by przywieźć całą gromadę, bo opiekowała się nimi przez parę godzin.

Rozmawialiśmy o planie na następny tydzień i Jimmy zażartował, że musimy kupić porządny ekspres do kawy, bo Eva i David nam nie darują, jeśli będą musieli u nas pić kawę rozpuszczalną.

Byłam gotowa to zrobić, bo chciałam, żeby nasi goście czuli się u nas dobrze.

Zamierzałam pojechać do sklepu po wyjściu od Billy’ego lub w poniedziałek, wracając ze szkoły, co im powiedziałam.

- A wiesz jaki ekspres kupić? - zapytał mnie David.

Popatrzyłam na niego bez słowa, bo, cóż, nadal się go trochę bałam.

- Anie - zawołał mnie cicho ze swojego łóżka Billy, więc spojrzałam na niego, a później westchnęłam i zwróciłam się z powrotem do Davida.

- Nie - przyznałam - Nie znam się na tym. Nie piję kawy.

- To może teraz wybralibyśmy się tam razem? - David zapytał mnie swoim niskim, przerażającym głosem, chociaż musiałam się przyznać, że słyszałam, że się starał go złagodzić.

Zagryzłam wargę i spojrzałam na swojego męża błagalnie, ale wtedy wkroczyła Maggie.

Złapała mnie za rękę i pociągnęła do okna, gdzie stała Eva.

Obie osłoniły mnie od pozostałych, będących w sali, więc tylko trochę widziałam Billy’ego, a ich mężczyzn w ogóle nie.

Billy zerkał na mnie z niepokojem, więc zebrałam się w sobie i postanowiłam nie okazywać swojego strachu.

Był unieruchomiony, martwił się o mnie, więc musiałam mu dać zapewnienie, że miałam wsparcie przyjaciółek, które mi wystarczało, bym sobie dała ze wszystkim radę.

- Hannah! - cichym wołaniem Maggie zwróciła moją uwagę na siebie - Davidowi bardzo na tym zależy. Pojadę z wami. Nie bój się.

- Ja nie mogę z wami pojechać - powiedziała Eva z żalem - Ale zostaniemy tu dopóki nie nadjedzie Alice. Billy nie będzie sam.

- Dobrze - powiedziała jej Maggie - Później Alice poczeka tutaj, aż wrócimy, a wtedy zabiorę naszych urwisów.

Wiedziałam, o co jej chodziło.

Ich syn, Jim, był istnym wulkanem energii.

Był tak ruchliwy, że zastanawiałam się już nad jego przyszłością, bo wydawało się, że nie zamierzał z tego wyrosnąć, co mogło oznaczać w przyszłości problem z wysiedzeniem w ławce na czas lekcji.

Wiedziałam również, że Alice chętnie zajmowała się wszystkimi dziećmi i świetnie sobie z nimi wszystkimi radziła.

Byłam też wdzięczna za to, że pomyślała o tym, żeby Billy nie był sam, chociaż on nie lubił towarzystwa innych kobiet zbyt długo, nawet jeśli o tym nie mówił.

Po prostu to czułam.

Skupiłam się na temacie naszej rozmowy.

- Ja… - zacięłam się i spojrzałam nieśmiało na Maggie, bo nie wiedziałam, jak miałam jej przyznać, że bałam się jej męża.

Nie musiałam się obawiać.

Wiedziała.

- Słonko - mruknęła do mnie - David tylko wygląda na takiego strasznego - przyznała - Dla przyjaciół jest do rany przyłóż. A do tego jest niepoprawnym romantykiem.

Co?

Byłam pewna, że moja twarz w tym momencie wyrażała moje zaskoczenie, a wiedziałam to po tym, co usłyszałam następne.

- On uważa… - odpowiedziała na moją minę Maggie - że prawdziwie wspólne życie pary zaczyna się, kiedy urządzają dom. A do tego potrzebny jest im dobry ekspres do kawy.

Eva zachichotała, więc spojrzałam na nią szeroko otwartymi oczami.

- Przepraszam - bąknęła - Nigdy w życiu nie spodziewałabym się, że usłyszę coś takiego o Davidzie.

- Jak komuś to powtórzysz - zagroziła żartobliwie Maggie - To może następnym razem pomylę się w twoim rachunku maklerskim.

Eva zaśmiała się głośno, a ja patrzyłam na to zszokowana.

Po pierwsze, Eva lubiła płakać, a na ogół była cichą, ciepłą, matczyną kobietą, która opiekowała się wszystkimi, więc nie spodziewałabym się, że śmiała się z Maggie.

A po drugie, jeśli nie śmiała się z niej, to się przekomarzały, a nie wiedziałam, że ona i Maggie lubiły się tak przekomarzać.

- Maggie - w końcu powiedziała Eva przez swój cichnący śmiech - Przecież ty byś chyba padła zemdlona, jeślibyś miała wpisać złą cyferkę w czyimkolwiek rachunku. Nawet celowo.

Maggie na to przewróciła oczami do sufitu, co też było zaskakujące, bo była bardzo zrównoważoną, spokojną i cichą kobietą, więc nie sądziłam, że kiedykolwiek mogłabym zobaczyć, jak to robiła.

Ale zrobiła.

Przy tej rozmowie przesunęły się, a wtedy zobaczyłam, że David i Jimmy patrzyli na swoje kobiety i zaparło mi dech na to, jak na nie patrzyli.

Może nawet pozazdrościłabym im, że miały tak zakochanych mężczyzn, ale wtedy zobaczyłam spojrzenie mojego męża.

Skierowane na mnie.

I było takie samo.

Pojechaliśmy wtedy do tego sklepu, kupiliśmy (ja kupiłam, ale David wybierał) ten ekspres do kawy, a potem jeszcze kawę ziarnistą, zabrałam to wszystko do swojego Renegade i zawiozłam do naszego domu.

Tam Jack bardzo aktywnie pomógł mi go rozstawić, żebym mogła wypróbować go, kiedy tylko będziemy mieli gości.

Bo mieliśmy mieć codziennie gości w naszym domu.

Więc był właśnie następny poniedziałek, wróciliśmy z Jackiem ze szkoły do domu, zadzwoniłam do Oli’ego i pozostało nam czekać, aż mój mąż wreszcie wróci do naszego domu ze szpitala przywieziony przez swojego kapitana.

A piętnaście minut później usłyszałam podjeżdżający samochód i pobiegłam do drzwi, jak podniecona szczęściem nastolatka.

Mój mąż był tam.

*****

Billy

Trzy godziny później

Wrócił do domu.

Nareszcie.

Kiedy Billy wysiadł z SUV’a Oli’ego z pomocą swojego kapitana i przyjaciela (który patrzył na niego, jakby Billy miał się przewrócić), zamknął swoje drzwi, a Oli podszedł do tylnych, by zabrać jego torbę i razem cholernie wolno poszli w stronę wejścia do domu.

Billy spojrzał tam i pomyślał, że kwiaty jego Anie wyglądały niesamowicie na rabacie pod oknem do ich salonu.

Przed ich domem.

Weszli, a Anie otworzyła im, zanim dotarli do drzwi i szczęście na jej twarzy było wszystkim, czego Billy w tym momencie potrzebował.

Oli pomógł Billy’emu wejść do salonu i usiąść na kanapie, podczas gdy Jack wziął z jego rąk torbę, którą Billy miał w szpitalu i poszedł z nią do pomieszczenia gospodarczego.

A potem byli razem.

Spędzili czas na parterze, bo Jack i Anie gotowali, a potem wszyscy jedli kolację, chociaż bez Oli’ego, bo kapitan musiał jechać do domu, do swojej żony.

Podziękowali mu pół godziny po przywiezieniu Billy’ego, jak posiedział i porozmawiali, ale nie zatrzymywali, kiedy powiedział, że musiał jechać, bo rozumieli, że chciał spędzić trochę czasu w swoim domu ze swoją kobietą.

I tak on i pozostali dużo dla nich zrobili w ciągu tych ośmiu dni i zamierzali zrobić w ciągu następnych pięciu.

Po kolacji wszyscy we trójkę byli w bawialni, gdzie Billy leżał na kanapie, z poduszką pod głową, którą Anie przyniosła mu dwie godziny temu razem z kocem, którym go przykryła.

Jack siedział w jednym fotelu z zeszytem, długopisem i książką, prawdopodobnie odrabiając jakąś pracę domową.

Anie siedziała w drugim fotelu z laptopem i książką, pracując w skupieniu i tylko co chwilę spoglądając w stronę swojego męża lub jego brata.

Telewizor był włączony, ale ściszony i nikt go nie oglądał.

Billy przysnął i dopiero teraz, kiedy się obudził, ze zdumieniem stwierdził, że przespał dwie godziny.

Szpitalne osłabienie dawało mu się we znaki.

- Hej, Słonko - odezwała się do niego Anie - Chcesz coś zjeść, wypić?

- Nie, dzięki - mruknął i usłyszał, że jego głos też był zaspany.

- Idę do kuchni - Anie powiedziała to wstając z fotela i odkładając laptop i książkę na stolik do kawy - Muszę się trochę przygotować na jutro.

- Mogę zjeść kawałek ciasta? - Jack zapytał z nadzieją w głosie, więc Billy dowiedział się, że Anie miała gdzieś zachomikowane jakieś ciasto, o którym wcześniej nie wspomniała.

Powinien to wiedzieć, bo zawsze miała coś schowanego od poczęstowania ich lub gości, których mieli.

- Możesz - powiedziała łagodnie Anie, a potem zwróciła się do Billy’ego - A może ty też chcesz. Zrobiłabym ci kawę z naszego nowego ekspresu.

Billy zachichotał, chociaż było to krótkie, bo nadal go trochę bolało.

Anie spoważniała, więc wiedział, że to zauważyła.

Tak, jego żona znała go lepiej niż ktokolwiek inny na całym świecie i martwiła się o niego.

Skinął głową i uśmiechnął się do niej.

Podeszła bliżej, pochyliła się i pocałowała go krótko, kiedy jej warkocz musnął bok jego ramienia.

A potem poszła do kuchni.

*****

Trzy godziny później

- Miałaś męczący tydzień - stwierdził Billy, mówiąc do swojej żony, kiedy już wreszcie leżeli we własnym łóżku w swojej sypialni, a robili to razem od cholernych dwunastu dni - A nawet dłużej.

- Tak - westchnęła Anie z zadumą w głosie.

Billy leżał na plecach, na dwóch poduszkach, bo Anie uparła się, że powinien mieć podniesioną górną część ciała, by swobodniej oddychać.

Poddał się temu, bo wcześniej stoczyli batalię, którą on wygrał, chociaż Anie broniła się tak słabo, że pomyślał, że jej pragnienie było zgodne z jego.

Za nic w życiu nie chciał, by spała sama na dole, w pokoju gościnnym, kiedy on spałby w ich łóżku albo on tam spał, ale sam.

Za nic w życiu nie zgodziłby się spać jeszcze jedną pieprzoną noc bez niej, bez swojej cholernej żony.

Anie leżała więc obok niego w ich łóżku, ale to nie trwało długo.

Kilka minut temu przysunęła się do niego z westchnieniem ulgi, kiedy Billy kazał jej się położyć z nim pod jego kołdrą, z jego ramieniem pod jej głową, z jej udem przerzuconym przez jej biodra, z jej dłonią na jego nagiej klatce piersiowej.

Nie odgrodził jej od siebie nawet prześcieradłem.

Było lepiej, niż to pamiętał.

Czuł jej lekką, ciepłą dłoń na swojej skórze lepiej, niżby się spodziewał.

Billy odwrócił lekko głowę i zgiął kark, by musnąć ustami jej włosy.

- Czego potrzebujesz, Anie? - zapytał tam z nadzieją.

- Wytchnienia - odparła szeptem bez chwili zawahania, ale nie podniosła głowy ani nie przekręciła jej, więc nie widział jej oczu.

Mógł tylko mieć nadzieję, że mówiła to, co chciał usłyszeć.

Poszedł po to.

- Odpoczynku, snu? - potrzebował uściślenia i potwierdzenia.

Billy czuł już od pewnego czasu, że jego żona była uległa, ale nigdy o tym  nie rozmawiali.

Nie mieli jak, skoro Anie była niedoświadczoną dziewicą, która nigdy nie rozmawiała z nikim o seksie i nie miała jak ustalić swoich preferencji, nie miała kogo się poradzić.

 - Nie. Wytchnienia - szepnęła i, pieprzyć go, poczuł to w głębi, chociaż nadal nie był pewien, czy ona to rozumiała tak samo jak on.

- Jakiego wytchnienia? - dopytywał się więc, by ją do tego doprowadzić.

Milczała.

- Może potrzebujesz odprężenia… - wymruczał - orgazmu? - muskał ją ustami po czole i skroni, nie wytężając swojego ramienia, bo nie czuł się go jeszcze pewien.

- Nie wiem! - wyjęczała z rozpaczą i schowała twarz w jego boku.

- Od czego wytchnienia, Anie? - domagał się odpowiedzi, starając się naciskiem dłoni zmusić ją do podniesienia brody, by patrzyła mu w oczy.

- Od podejmowania decyzji - przyznała w końcu i spojrzała na niego.

- Jak ci mogę je dać? - szepnął, patrząc w jej piękne, niebieskie oczy.

- Nie wiem… - szepnęła zrezygnowana.

Billy zastanawiał się, czy to miało mu wystarczyć, czy powinien to jeszcze pchnąć, by się przyznała, więc milczał.

Anie, szczęśliwie, nie milczała.

Patrząc mu w oczy, zaczerwieniona tak słodko, że miał ochotę ją całować do utraty tchu, wyznała mu swoją fantazję.

- Jak byłam tu sama - szepnęła i zagryzła wargę, ale potem kontynuowała - Uklękłam kiedyś na naszym łóżku tak, jak wtedy, no wiesz, jak brałeś mnie, a ja siedziałam na twoich kolanach z tobą w środku…

Mówiła, a Billy czuł podziw dla jej odwagi.

Ufała mu, ale i tak to było kurewsko fantastyczne, że mówiła mu to wszystko.

Była niesamowita.

Słodka i seksowna.

- Dotknęłam dłonią do swojej szyi i chciałam poczuć tam znowu twoją rękę - mówiła, a jego kutas pęczniał w spodniach od piżamy na samo wyobrażenie tego - Zsunęłam palce między moje nogi i tak bardzo chciałam żeby to były twoje palce. Żebyś mi kazał

Zamilkła, a Billy nie wytrzymał.

- Lubisz, kiedy to ja decyduję? Kiedy ci każę? - zapytał ze słyszalnym w jego głosie zdziwieniem, ale i z zachwytem.

- Tak - szepnęła Anie - Lubię to.

To było to.

Billy czuł to wcześniej, ale właśnie zaczął zyskiwać pewność, że miał jej kazać rozebrać się do naga, zrelaksować się, nie myśleć, pieścić się, dojść

Więc to zrobił.

- Odrzuć kołdrę - rozkazał łagodnie i nie poruszył się, pozwalając, by to ona wykonała całą pracę, skoro on był osłabiony i obolały.

Anie wykonała to polecenie, ale nie zrobiła nic więcej, więc potem nie wahał się, nie czekał i kolejne polecenia padały jedno po drugim.

- Rozbierz się - ten rozkaz wykonała błyskawicznie, ale na jej twarzy było widoczne bardziej zaciekawienie niż podniecenie.

- Uklęknij obok mnie - padło natychmiast i tym razem jej wargi rozchyliły się w oczekiwaniu na więcej.

- Zdejmij mi spodnie - głos Billy’ego zaczął zdradzać podniecenie, jakie czuł na widok jej nagiego ciała.

- Rozpuść włosy - tym razem Billy musiał hamować się, by nie zerwać się i nie pomóc jej w rozsypaniu i układaniu jej włosów na ramionach i piersiach.

Ale pamiętała.

Zrobiła to dokładnie tak, jak wtedy, kiedy stała przed nim, siedzącym na ich łóżku i oglądającym ją w tamtej seksownej koszulce.

Billy właśnie postanowił, że następnego wieczoru Anie ubierze się dla niego w tamtą koszulkę lub jakąś podobną, jeśli miała.

- Usiądź na mnie - ten rozkaz rzucił głosem tak napiętym i schrypniętym, że sam go nie poznawał - Okrakiem na moich biodrach - uściślił.

Zrobiła to, ale tym razem w jej ruchach Billy wyczuł niepewność, więc prowadził ją prawą dłonią na jej biodrze i poleceniami.

- Oprzyj się cipką o niego, ale go nie wkładaj - zawarczał, kiedy już był na nim i opadała, patrząc na kutasa z góry, zagryzając wargę tak mocno, że Billy przestraszył się, że ją przegryzie do krwi.

Opadła, wyprostowała się i zamarła.

Billy miał ją tam, gdzie chciał, by porozmawiać.

Wiedział już wystarczająco dużo, ale musiał ją nauczyć.

- Nie ruszaj się - rozkazał i położył obie dłonie na jej udach, na jej dłoniach leżących tam płasko i zaciskających się kurczowo na jej skórze.

Anie zamarła w oczekiwaniu.

- Wiem, że nigdy nikt z tobą o tym nie rozmawiał, więc nie wiesz nic o tym życiu - powiedział i patrzył, jak przez jej twarz przepłynęło zawstydzenie i rumieniec - Wiem, że nie znasz swojego ciała, więc musisz je najpierw poznać, bo dzisiaj nawet nie umiałabyś mi powiedzieć, co lubisz, a czego się boisz. Nie znasz swoich granic. Ja znam swoje preferencje seksualne i granice. Mam doświadczenie, chociaż wolałbym o tym nie mówić. Nie dzisiaj. Mogę natomiast cię poprowadzić. Ufasz mi?

- Tak - jej odpowiedź była cicha, ale natychmiastowa.

Kurwa, tak!

Billy uśmiechnął się lekko z ulgą, skinął głową i kontynuował.

- Lubię kontrolę, więc będę ci rozkazywał, a może właściwie kazał - stwierdził - Tylko w czasie seksu - zastrzegł, kiedy zobaczył jej wahanie, ale zaraz potem jej twarz się rozluźniła, więc nie miała nic przeciwko temu, po prostu była to dla niej nowość.

- Zadbam o ciebie, o twój komfort. Postaram się, żeby cię nie bolało. Nigdy cię nie uderzę, nie zwiążę, nie zaknebluję - powiedział jej, chociaż mogła o tym do tej pory nie pomyśleć - Nie będę cię poniżał ani upokarzał. Nie zrobię niczego, czego sama nie będziesz chciała. Po prostu będę cię prowadził. Czy to jest okej?

Skinęła głową, a na jej twarzy była znowu ta łagodność i zaufanie.

Pieprzyć go, Billy czuł, że nie był tego godny, ale lubił to.

Nigdy wcześniej nie wprowadzał żadnej kobiety w tajniki seksu w ten sposób, bo miał do czynienia z sukami, które tego nie chciały i nie potrzebowały.

Ale Billy lubił mieć absolutną kontrolę nad swoim ciałem i nad partnerką podczas seksu, uzyskiwał ją wielokrotnie w dużo mniej delikatne sposoby i dobrze o tym wiedział.

Właśnie teraz dowiedział się, że mógł to połączyć z opieką nad kobietą, którą miał w łóżku i mógł ją prowadzić, by dać jej rozkosz i samemu sobie też trochę wziąć.

- Jeśli kiedykolwiek będziesz chciała czegoś więcej, powiesz mi - powiedział, a ona natychmiast skinęła głową - Jeśli będę robił coś, na co nie będziesz miała ochoty, powiesz mi - to dało mu ponowne skinienie głowy - Dam ci tyle rozkoszy, ile zdołasz przyjąć - jej wargi rozchyliły się, a ciało zadrżało - I nauczę  cię, jak ty możesz dawać rozkosz mi.

Patrzył jak jej sutki nabrzmiały, jej oczy się przymknęły i, pieprzyć go, jej widoczne podniecenie sprawiło, że sam też czuł, jakby zaraz miał dojść pod delikatnym dotykiem jej nawet jeszcze bardziej niż przedtem wilgotnej, gorącej, pulsującej cipki.

Nawet w nią jeszcze nie wszedł.

- Anie - zawołał cicho, więc skupiła wzrok na jego twarzy - teraz ruszaj się.

Patrzyła na niego przez chwilę zdezorientowana tak słodko, że z trudem opanował się, by nie przywrócić jej na plecy i po prostu nie wypieprzyć.

Podniosła się lekko, więc przytrzymał ją naciskiem palców na jej udach.

- Nie tak - powiedział, wciąż patrząc jej prosto w oczy - Głaszcz się cipką o kutasa. Pieść mnie nią.

Opadła, przyciągnęła po kutasie swoją wilgocią, po czym otworzyła szerzej oczy, zgięła plecy, pochylając się w jego stronę i jęknęła z rozkoszy i zaskoczenia jednocześnie.

Pieprzyć go, jego kobieta nawet nigdy się nie masturbowała.

Billy wiedział to właśnie w tej sekundzie, w której ona odkryła, jak przyjemne mogło być to, że tylko głaskała się po wierzchu, po łechtaczce, jego sztywnym kutasem.

Złapał jej dłoń, położył ją sobie na brzuchu, czując, jak pod wpływem tego delikatnego, miłego dotyku napięły się jego mięśnie i patrząc, jak Anie wciągnęła powietrze i przymrużyła oczy, a jej twarz stała się miękka i rozmarzona.

Poruszyła biodrami jeden raz, a potem drugi, a potem złapała rytm, który ją całkowicie pochłonął, więc kołysała się z zamkniętymi oczami, rozchylonymi ustami i powtarzalnym skomleniem, który Billy czuł w jądrach.

Billy wiedział, że nie przetrwałby tego zbyt długo, więc postanowił to ulepszyć, dla niej.

- Anie! - cicho zawołał i skupił jej uwagę na swoich oczach, chociaż była półprzytomna - Przerzuć swoje włosy na plecy i pochyl się tu do mnie.

Kiedy to zrobiła, najpierw ujął jedną z jej piersi, pogłaskał, zrolował sutek między kciukiem a palcem wskazującym, przez cały ten czas patrząc jej głęboko w oczy, więc widząc narastanie jej podniecenia, a potem wyciągnął brodę, dając jej znak, więc pochyliła się głębiej.

Opierała jedną rękę na poduszce obok jego głowy, a drugą gładziła jego pierś i ramię, kiedy zaczęła go całować, a jej włosy spadły złotym namiotem z jej jednego ramienia.

Kurwa, Billy był pewien, ze Anie nigdy wcześniej z nikim się nie całowała, a jednak była pieprzoną mistrzynią.

Nie wiedział, jak to się stało, ale jej pocałunki były idealne.

Nie wbijała mu języka do gardła zbyt nachalnie, nie dotykała go zbyt lekko wargami, a pieściła go nimi i smakowała jego język, kiedy dawał jej go, a ona dawała mu swój na zmianę.

Głaskała w tym czasie kutasa nieprzerwanie cipką, więc Billy przestraszył się, że zaraz skończy, a ona nie wyglądała na gotową do dojścia.

Pomylił się.

Nie zdążył niczego zrobić.

Anie nagle przycisnęła głębiej usta do jego ust, zajęczała, poczuł na kutasie i jądrach powódź jej soków, pulsowanie cipki i dłoń na jego piersi zacisnęła się, wbijając paznokcie w jego skórę.

Doszła.

I było to mocne, gwałtowne i trwające na tyle długo, że Billy poczuł skurcz w jądrach, jego kutas zadrgał, a potem sam doszedł na swój brzuch, jednocześnie brudząc ją, skoro była przyciśnięta do niego.

Przez kilka minut opierała się częściowo na nim, dysząc ciężko, przytomniejąc powoli, a potem podniosła się z powrotem do siadu, wciąż pochylona w stronę jego twarzy i spojrzała mu w oczy z radością, ale niepewnie.

- Zejdź ze mnie - powiedział, ale jego głos nie brzmiał właściwie i zobaczył, że Anie to odczytała, bo zamrugała gwałtownie, kiedy przekładała nogę nad jego udami, wciąż opierając się o jego klatkę piersiową.

Spojrzała na jego brzuch, przyłożyła dłoń do swojego, a potem obejrzała na swoją rękę ze zdziwieniem.

O, kurwa, nie to, tylko nie pieprzone to.

- Och - szepnęła - Pojdę po ręcznik - powiedziała, zeskoczyła z łóżka i, zanim Billy zdołał cokolwiek zrobić, zawołać ją, była już w łazience.

- Poczekaj, wytrę cię - powiedziała, kiedy wróciła i położyła czysty ręcznik na jego brzuchu.

Ale Billy nie drgnął.

Nie był w stanie jakkolwiek zareagować.

Bo właśnie wtedy przypomniał sobie.

Kurwa mać.

Jak mógł zapomnieć, tego nie wiedział.

Ale dokładnie to go popieprzyło.

*****

Hannah

Straciłam go.

Widziałam dokładnie ten moment, kiedy się przede mną zamykał.

Billy w jednej chwili był mój, całkowicie i bez zastrzeżeń, a w następnej wszystkim, co widziałam, była ta przeklęta maska.

Jakbym była dla niego kimś obcym, kogo należało się strzec.

Nie, nie, nie.

Nie mogłam na to pozwolić.

Nie mógł się przede mną zamknąć teraz, kiedy go odzyskałam, kiedy wrócił do domu i pokazał mi, jak cudownie rozumiał to, czego potrzebowałam.

Dał mi moją chwilę wytchnienia.

Zrobił to dla mnie.

Poprowadził mnie tam, wziął trochę dla siebie, a potem pozwolił mi się sobą zająć, ale coś się stało, a ja nie wiedziałam co.

Po wytarciu jego brzucha do czysta, zabrałam ręcznik do prania i poszłam do łazienki, by umyć siebie, nakremować dłonie i wróciłam do naszego łóżka, gdzie mój mąż leżał niby bez zmian, na wznak, na poduszkach, które mu podłożyłam pod głowę, ale zamknięty w sobie.

Ułożyłam się obok niego bokiem, by widzieć jego oczy i nie zgasiłam lampki, kiedy oparłam się na łokciu i patrzyłam na niego.

- Billy - zaczęłam - powiedz mi…

- Śpij, Hannah - powiedział ponuro i zimno, więc wciągnęłam gwałtownie powietrze do płuc.

Hannah.

Nie, Anie!

Nagle zaszczypały mnie oczy i musiałam walczyć z płaczem, więc postanowiłam odpuścić na tę noc.

Porozmawiałabym z nim później, kiedy się uspokoję, a on to wszystko sobie przemyśli.

Odwróciłam się do niego plecami, wyciągnęłam rękę, by zgasić światło, ale głupie łzy już popłynęły.

Skuliłam ręce przed sobą i przycisnęłam je do piersi, zwinęłam się pod moją kołdrą, owinięta moim prześcieradłem tak, jak sypiałam dawniej, zanim (jak mi się najwyraźniej tylko wydawało) dogadaliśmy się z moim mężem.

Przez chwilę łzy płynęły mi bezgłośnie, ale potem musiałam wziąć oddech i wtedy nie dałam rady tego powstrzymać.

Mój oddech urwał się i było to słyszalne.

Zamarłam z nadzieją, że Billy nie usłyszał, ale przeliczyłam się.

- Anie! - wyszeptał Billy do moich pleców, a, kiedy nie zareagowałam, poczułam, że przekręcał się z trudem na swoich poduszkach.

Nie mogłam mu na to pozwolić.

- Nie! - warknęłam, niechcący niemiło - Nie ruszaj się, bo zrobisz sobie krzywdę - dodałam już łagodniej.

Jednak przy tym odwróciłam się do niego przodem, więc mógł w półmroku naszej sypialni dostrzec moją twarz.

Więc zobaczył to.

Moje oczy: zaczerwienione i mokre od łez.

- Anie - powiedział ponownie łagodnie mój mąż, kiedy opadłam na poduszkę, tym razem na wznak, już nie udając, że nic się nie stało - Proszę, nie gniewaj się.

- Nie gniewam się - wymamrotałam do sufitu.

- Zabolało cię - Billy powiedział do siebie i było to słychać, że nie chciał mojej odpowiedzi.

Po prostu stwierdził fakt.

Wcale nie poczułam się lepiej z tym, że to zauważył.

- To nie chodzi o ciebie - powiedział (również mówiąc do sufitu) nagle pełnym głosem, ale z takim smutkiem, że odwróciłam głowę w jego stronę i wstrzymałam oddech.

- To ja - powiedział - Moje popieprzone życie - dodał z goryczą, a ja poczułam się jeszcze gorzej.

Nie używał przy mnie takich słów, więc wiedziałam, że bardzo to przeżywał i chciałam mu ulżyć, zabrać to od niego.

- Billy - szepnęłam, ale nic więcej nie dodał.

Musiałam wiedzieć.

Nie pomogłabym mu, gdyby mi nie powiedział.

Przekręciłam tułów, wyciągnęłam rękę i zapaliłam lamkę na stoliku nocnym, by natychmiast wrócić do poprzedniej pozycji, wisząc nad nim, kiedy opierałam się na zgiętym łokciu z oczami utkwionymi w jego twarzy.

Drżącą ręką dotknęłam jego twarzy, bojąc się, że się ode mnie odsunie.

Nie zrobił tego.

- Kochanie… - poprosiłam - powiedz mi.

Billy nie patrzył mi w oczy.

Tak naprawdę w ogóle nie patrzył na mnie, a potem zamknął oczy.

- Po prostu przypomniałem sobie, dlaczego nie lubię dotyku - powiedział Billy takim przejmująco pustym głosem, że znowu chciałam płakać, ale tym razem z jego powodu, z powodu tego, co musiał przejść, że taki się stał.

A mój mąż wciągnął wdech, zatrzymał go, a potem wypuścił z westchnieniem, by zacząć mówić tym samym pustym głosem, pozbawionym wszelkich emocji.

I od tego, co mi powiedział, serce zabolało mnie jeszcze bardziej.

Dla niego.

- Nie pamiętam, ile miałem wtedy lat. Jak byłem dzieckiem często chorowałem na brzuch. Może to przez złą dietę, może coś innego. Nie wiem - wzruszył jednym, zdrowym ramieniem - Bolało mnie, wymiotowałem, miałem rozwolnienie. Różnie.

Zrobił przerwę, ale już go nie ponaglałam.

Musiał to mi dać sam, w swoim tempie.

- Kiedyś w nocy wstałem z łóżeczka, bo bolało mnie tak bardzo, że nie mogłem spać. Poszedłem do salonu, bo słyszałem tam jakieś głosy. Nie pamiętam jak to wszystko było, co tam się działo, ale pamiętam nagą skórę mojej mamy i nagiego mężczyznę, przed którym klęczała. On siedział rozwalony na kanapie. Ona była między jego nogami.

Spojrzał na mnie, a w jego oczach czaiło się coś niedobrego.

- Kiedy tam wszedłem, facet akurat spuścił się na swój brzuch - wyznał mi twardym tonem - Okropnie jęczał i pomyślałem, że go coś bolało. A moja mama wciąż lizała go i rozcierała to rękoma po nim i po sobie, mrucząc z zadowoleniem.

Och, Billy - pomyślałam z żalem, ale nie miałam odwagi się odezwać.

- Kiedy mnie zobaczyła, wtedy tego nie wiedziałem, ale musiała być w fazie po orgazmie, może trochę pijana, bo zwykle bywała pijana, więc nie wygoniła mnie. Zrobiła coś gorszego. Wzięła mnie za rękę i, ciągle goła, zaprowadziła mnie do łóżeczka. Położyła mnie, przykryła kołderką, ale nie poszła. Kurwa - syknął - nie… poszła… tylko położyła się przy mnie i zaczęła głaskać po twarzy. Jej ręce tak strasznie śmierdziały. Nie wiem czym, może spermą, ale chyba gównem, wódą i czymś jeszcze.

Billy przerwał, zacisnął oczy, a potem przełknął ślinę i mówił dalej, a jego ton ponownie był pusty.

- Zwymiotowałem wtedy, chociaż nie pamiętam jak i gdzie. Pamiętam tylko ten niesmak, ból, smród i potrzebę wyrwania się z jej rąk. Ucieczki. Żeby mnie nie dotykała.

Kiedy mój mąż zamilkł, połączyłam wreszcie wszystkie puzzle i zaczęłam się bać o to, czego mi jeszcze nie powiedział: że brzydziły go moje dłonie, bo przypominały mu dłonie jego mamy.

Dosłownie skostniałam u jego boku i nawet nie zabrałam ręki od jego twarzy, bo nie mogłam się ruszyć.

- Ale ty jesteś czysta - nagle powiedział mi Billy i jego ton był inny, lżejszy, a wtedy otworzyłam oczy, które zamknęłam, nie wiedząc kiedy - Kocham twój dotyk. Twoje dłonie są miękkie i delikatne. Zawsze pachniesz wanilią, mlekiem i miodem.

Więc dlaczego…?

Nie zapytałam, ale widocznie to pytanie było widoczne na mojej twarzy, bo Billy mi na nie odpowiedział.

- Ja tylko… - zawahał się - Po prostu przypomniałem sobie. Wyrzuciłem to z pamięci i przez lata mi to nie przeszkadzało. Ale ty… Ten moment, kiedy zobaczyłem ciebie tu, taką niewinną i czystą, ubrudzoną przeze mnie. To mnie cholernie popieprzyło. Nie chcę cię wciągać w ten chujowy syf.

Billy patrzył w moje oczy, widziałam w jego oczach skruchę, prośbę o wybaczenie, żal i miłość.

Miałam znowu płakać.

Nie mogłam płakać.

Musiałam się opanować.

Więc skupiłam się na czymś innym.

- Williamie Brown - w zamian się zdenerwowałam - Uważaj na swój język!

Billy popatrzył na mnie, jakby był w lekkim szoku, a potem zaśmiał się krótko, jak to robił ostatnio, więc wiedziałam, że jeszcze go bolało, kiedy brał gwałtowniejszy wdech.

- Kocham cię, Hannah Brown - powiedział wreszcie, a potem wyciągnął do mnie rękę, więc dałam mu to, co bez wątpienia chciał wziąć, bo nie chciałam, żeby się wysilał.

Pochyliłam się nad nim i go pocałowałam.

2 komentarze: