EPILOG
Billy
Dwa lata i pół
roku później
Billy
siedział w swoim pickupie w gorącym słońcu Kalifornii, wpatrując się w bramę
więzienia stanowego w Folsom, kiedy czekał na swojego teścia.
Miał
włączony silnik, by utrzymać pracującą klimatyzację, bo słońce bezlitośnie
nagrzewało blachę jego Forda i westchnął, kiedy przypomniał sobie, że to była
jego ostatnia długa podróż tym samochodem.
Niezależnie
od tego, jak go kochał, jego Custom miał już osiemnaście lat i był mocno
zużyty, chociaż bardzo sprawny i zadbany, a poza tym już niedługo
potrzebowaliby większego samochodu.
Jimmy
zachęcał ich do zakupu nowego modelu siedmioosobowego Highlandera, ale sam dla
Evy kupił audi, więc Billy zastanawiał się nad zakupem dużego SUV’a z tej marki.
Mężczyźni
z jego grupy dbali o bezpieczeństwo swoich kobiet, więc bardzo często wybierali
dla nich małe SUV’y z marki Audi, a siedmioosobowym modelem tej firmy był Q7,
który był odpowiednikiem Toyoty.
Finansowo
stali nieźle, więc cena takiego Audi Billy’ego nie odstraszała, chociaż Anie,
oczywiście, zaczęła protestować, kiedy dowiedziała się, o jakich kwotach do
zapłacenia za ten samochód byłaby mowa.
Jedynym
argumentem, jaki mógł przekonać Anie, było bezpieczeństwo ich dzieci, więc
Billy nie miał wątpliwości, że wkrótce przekona swoją żonę do swojego wyboru,
bo zamierzał go użyć.
Billy
nadal pracował w straży, w FS 13 i nie zamierzał z tego rezygnować, bo to
kochał, a Anie nadal pracowała w szkole, chociaż w pewnym momencie ich życia
myślała o porzuceniu kariery zawodowej, by skupić się na ich dzieciach.
Billy
jednak miał znacznie większe dochody ze swojego drugiego źródła zarobków, nawet
jak nie lubił na tym zarabiać i to było coś, o czym chciał porozmawiać ze swoim
teściem.
Furtka
w bramie więzienia się uchyliła i wysunęła się przez nią pojedyncza męska
postać, więc Billy skupił na niej wzrok.
Był
to Jonas Sensible.
Billy
pozostawił sinik pracujący, kiedy wysiadł ze swojego pickupa wprost w upał
pustynnego lata Kalifornii i czekał na mężczyznę przy drzwiach pasażera.
Przywitali
się uściskiem dłoni, kiedy tamten podszedł, ale nie wymienili zbędnych słów,
zanim zapakowali się do samochodu, by od razu wystartować w długą podróż do
domu.
-
Przyjechałeś sam - stwierdził Jonas, kiedy już jechali i nie było to pytanie, a
raczej stwierdzenie faktu.
-
Tak - Billy skinął głową i pospieszył z wyjaśnieniem, bo rozumiał rozczarowanie
faceta, skoro nie tęsknił on za nim, ale za swoją żoną i dziećmi - Grace ma już
dwa latka i mogłaby przyjechać, ale Mercy ma tylko niewiele ponad rok i jest
trochę zbyt mały. Anie nie chciała ich zostawiać, a poza tym teraz choruje w
czasie długich podróży.
Billy
przerwał, kiedy kątem oka zauważył lekki uśmiech mężczyzny, który powiedział
mu, że tamten domyślił się, co chciał mu powiedzieć.
-
Gratuluję - mruknął dziadek jego dzieci i Billy wiedział, że było to szczere,
więc się uśmiechnął.
-
Dopiero piąty tydzień, więc jeszcze nikomu nie mówiliśmy - Billy zawiesił głos,
bo chciał poprosić swojego teścia o dyskrecję przed konkretną osobą i nie
zawiódł się.
-
Nic nie powiem Kate - stwierdził Jonas, skinąwszy głową - Powiecie wtedy, jak
uznacie to za dobry czas.
Billy
również skinął głową, bo obaj rozumieli to, jak mogła zareagować mama Anie,
jeśli by się okazało, ze z dzieckiem nie było do końca w porządku i patrzył
przed siebie, kiedy kontynuował.
-
Abigail pracuje w tym swoim sklepie z nie mogła go opuścić, a ja chciałem z
tobą porozmawiać, więc nie nalegałem.
-
A Kate nie chciała przyjechać? - zapytał Billy’ego jego teść.
-
Nie lubiłaby być ze mną przez tak długi czas - wymamrotał Billy.
I
tak było, bo po tych paru słowach, które musiał
Billy powiedzieć swojej teściowej, mogli ze sobą normalnie rozmawiać, ale taka
długa trasa bez bufora w postaci Anie byłaby dla nich obojga niekomfortowa.
Billy
zerknął na Jonasa, kiedy jego słowa spotkały się z ciszą z jego strony, ale
oczywiście powinien się tego spodziewać.
Pobyt
w więzieniu bez wątpienia nauczył mężczyznę ostrożności w wyrażaniu uczuć i
wątpliwości, a nie znali się z Billym aż tak dobrze, by tata Anie miał się
przed nim odkrywać.
-
Jadłeś lunch? - zapytał Billy po chwili ciszy.
-
Nie - mruknął zapytany.
-
To zatrzymamy się w Auburn na lunch i pogadamy na spokojnie, bo ja też jestem
głodny - zaproponował Billy swojemu teściowi i zaraz dodał, by nie być
nadmiernie narzucającym się - Dobra?
-
Jak dla mnie dobrze - stwierdził Jonas Sensible i oparł się wygodniej o oparcie
fotela pasażera.
Jechali
w milczeniu dobre dziesięć minut, zanim Billy zjechał z autostrady nr 80 do Auburn,
by znaleźć przydrożną jadłodajnię.
Kiedy
Billy zaparkował, wysiedli, weszli do baru, podeszli do lady i zamówili kanapki
i kawę, znaleźli stolik na uboczu i usiedli.
-
Więc o czym chciałeś rozmawiać? - zapytał w końcu Jonas, skoro Billy nie kwapił
się z rozpoczęciem rozmowy.
A
Billy nie wiedział, jak zacząć.
-
Ten sklep „Słonecznik” Abigail i jej kolegów działa prężnie i nadal się rozwija
- Billy powiedział Jonasowi coś, co obaj wiedzieli.
Jonas
Sensible miał stały kontakt ze swoją rodziną i był na bieżąco ze wszystkimi zmianami,
jakie w niej zachodziły.
Abi
poznała w college’u kilkoro ludzi, którzy tak, jak ona interesowali się
tradycyjną sztuką Utah i tworzyli rękodzieło z tym związane.
Jedna
jej koleżanka lepiła ceramikę, inna tkała narzuty i inne takie, kolega rzeźbił
w drewnie, a inny w kamieniu.
Po
pierwszym roku założyli spółkę, skorzystali z pomysłu Aleka i Sama, a potem
znaleźli miejsce na coś, co nazwali Galerią
Sztuki Tradycyjnej.
Lokalizacja
w okolicy odwiedzanej licznie przez turystów była strzałem w dziesiątkę, więc
już po miesiącu zaczęli zarabiać tak dużo, że musieli zatrudnić sprzedawczynię,
a potem drugą, żeby móc studiować i tworzyć, zamiast siedzieć i sprzedawać.
-
Wiem - mruknął Jonas.
-
Potrzebują menadżera - stwierdził Billy, a potem patrzył, jak tata Anie zamarł,
bo nie był to kierunek rozmowy, w jakim zamierzał iść.
Albo
przynajmniej nie taki, jakiego się spodziewał.
Ale
Billy się nie zraził.
-
Wiem, że pracowałeś jako dyrektor do spraw logistyki w dużej firmie i wtedy dużo
zarabiałeś, więc to nie to, co miałeś - mówił Billy - Ale Abi prawdopodobnie
zwróci się do ciebie z prośbą o pomoc.
Mężczyzna
siedzący naprzeciwko Billy’ego za stolikiem w barze patrzył ponuro na swoje
ręce, które trzymał splecione na blacie i nie odzywał się.
-
Ja też rozwijam swoją dodatkową
działalność - powiedział Billy, przerywając tą ciszę - Zgłosili się do mnie już
z kilku wytwórni, różni ludzie bez przerwy wysyłają mi teksty i muzykę. A ja
pracuję i nie zamierzam rzucać straży. Potrzebuję kogoś, kto by to za mnie
ogarnął.
Tata
Anie poderwał głowę i zmarszczył brwi.
-
Na tym się nie znam - powiedział
napiętym tonem.
-
Może na muzyce nie - przytaknął Billy - Ale na organizacji spotkań, prawniczej
paplaninie w umowach i logistyce przy studiach nagań tak, więc w tym mi mógłbyś pomóc.
-
Billy… - zaczął facet, ale Billy nie skończył.
-
Nie narzucam ci niczego - powiedział zdecydowanie, ale delikatnie - Po prostu
przemyśl to. Nie chciałeś wyjść na zwolnienie warunkowe. Masz w papierach to,
co masz. Ale my nie robimy tego z łaski, z litości. Naprawdę cię potrzebujemy. Twojego doświadczenia, umiejętności i
twojej wiedzy.
Zobaczył
jak mężczyzna kiwnął głową kilka razy, a potem się odprężył.
Dokładnie
w tym czasie przyniesiono ich kanapki, chipsy, kawę i tartę jabłkową, które
sobie zamówili, jakby obaj nie jedli od kilku dni.
-
To opowiedz mi, jak się mają moje wnuki - powiedział Jonas, a Billy mimowolnie uśmiechnął
się tak, jak zawsze uśmiechał się nawet na samą myśl o swoich dzieciach.
-
Grace jest cicha, słodka i urocza, jak jej mama… - powiedział łagodnie i
zobaczył czuły wyraz twarzy swojego rozmówcy.
Tak,
to było dokładnie to, co miała jego Anie, kiedy była dzieckiem.
Rodzice
nauczyli ją, jak kochać.
A
ona dawała to Billy’emu i Jackowi każdego dnia od tych kilku lat.
*****
Hannah
Trzy miesiące później
Zebraliśmy
się w sali bankietowej na dwudziestych pierwszych urodzinach mojej małej (O, Boże! Już-nie-takiej-małej!) siostrzyczki.
Abi
była ubrana w żółtą sukienkę, a ja pomyślałam, że to był jej ulubiony kolor i
chyba nie widziałam jej w sukience innego koloru od tych trzech lat, kiedy
przeżyliśmy to, to przeżyliśmy.
Na
jej szyi niezależnie od okazji i ubioru widniał oryginalny, kolorowy, emaliowy
naszyjnik w kształcie słonecznika na brązowym rzemyku.
Pamiętałam
w jaką rozpacz wpadła rok temu, jak stary rzemyk przetarł się i słonecznik
wpadł jej do stanika, a ona nie poczuła tego i myślała, że go zgubiła.
Rozpaczała
wtedy przez kilka godzin tak bardzo, że myślałam, że trzeba będzie jechać z nią
do lekarza po środki uspokajające, ale podczas zmiany koszulki słonecznik się
odnalazł.
Nigdy
nie zapytałam jej o to, co symbolizował, ani skąd go miała.
Ale
tamtego dnia dowiedziałam się, że był całym jej życiem.
Jakby
bez niego nie mogła normalnie funkcjonować.
Ostatnia
z moich sióstr, najbliższa mi, moja ukochana Abi miała przede mną tajemnicę, z
którą nie chciała lub nie mogła się podzielić.
Było
mi ciężko na sercu na myśli o tym, że musiała przechodzić samotnie przez to,
przez cokolwiek przechodziła, bo kiedyś dzieliła się ze mną wszelkim swoimi problemami.
A
potem nie miała mnie przez pięć długich tygodni i nauczyła się radzić sobie
sama, beze mnie.
Nie
miałam do niej żalu, ale było mi smutno.
Wyprostowałam
się, poprawiłam moją niebiesko szarą sukienkę na biodrach i sprawdziłam, czy
nie było nadmiernie widać na niej plamy z soku, jaką przed chwilką zrobiła mi
na niej Grace, kiedy odwróciła się energicznie do swojego taty i machnęła
rączką, w której trzymała kubek-niekapek.
Delikatnie
mówiąc, kapnął.
Mercy
był w ramionach swojego dziadka, który dosłownie przepadł, zakochał się w naszym rocznym synku z wzajemnością.
Gładząc
sukienkę i oglądając ją, zauważyłam, że mój brzuch w piątym miesiącu ciąży był
bardziej wystający niż powinien, ale to mogło być spowodowane moim nadmiernym
apetytem.
Przytyłam.
Nie
przejmowałam się tym, bo w oczach mojego męża nadal byłam piękna.
Mówił
mi to, śpiewał mi to i okazywał mi to na różne inne sposoby.
Kochałam
go całą sobą niezmiennie i cieszyłam się każdym dniem, chociaż to nie było tak,
że nasze życie było bez skazy i bez zmartwień.
Dzieci
czasem chorowały.
Samochody
się psuły.
Czasem
któreś z nas miało gorszy humor.
Ale
nigdy nie kładliśmy się spać, dopóki nie pogodziliśmy się i nie powiedzieliśmy
sobie Kocham cię.
Moich
rodziców najbardziej martwiła moja druga siostra, Lucy.
Przebywała
w więzieniu i nie miała stamtąd wyjść, ale największy zawód sprawiło wszystkim
to, co zrobiła ze swoim dzieckiem.
Lucy
bowiem tuż po urodzeniu swojego synka sprzedała go i nie chciała nikomu
powiedzieć dokąd.
Było
możliwe, że ona sama nie wiedziała, kto stał się rodzicem dla tego maleństwa, a
ja miałam tylko nadzieję, że byli to dobrzy ludzie.
To
dziecko niczym nie zawiniło.
Lucy
nie chciała się z nami spotykać, nie przyjmowała telefonów, odsyłała nasze
listy, więc po pewnym czasie daliśmy spokój i zaprzestaliśmy prób utrzymania z
nią kontaktu.
Rodzina
jej zmarłego męża wyprowadziła się z SLC i również nie odzywała się ani do niej,
ani do nas.
Moi
rodzice mieszkali w domu, w którym mieszkaliśmy wtedy, kiedy tata był w
więzieniu i Abel miał tam swój własny pokój, a tata gabinet do pracy, skoro Abi
wyprowadziła się od nich i wynajmowała mieszkanie z koleżankami nad ich
sklepem.
Billy
nadal pracował w straży i nadal mieliśmy tą samą grupę przyjaciół, co czasem
stawało się niezręczne, skoro większość z ich dzieci uczyłam lub miałam w
przyszłości uczyć, a nie wszystkie były grzeczne.
Właśnie
teraz, na przyjęciu urodzinowym Abi oglądałam na żywo mój przyszły koszmar.
Były
nim trojaczki Sophie i Alexa.
Jim
Maggie i Davida był bardzo ruchliwy, ale potrafił słuchać i można było go czymś
zająć, ale Lella Sophie i Alexa napawała mnie wręcz przestrachem.
Ta
dziewczynka wydawała się wręcz szukać
powodów do bójki.
Mogłam
mieć tylko nadzieję, że kiedyś z tego wyrośnie.
-
Przepraszam wszystkich - odezwał się do mikrofonu mój tata, stając obok
stanowiska DJ’a - Mam dwa słowa do przekazania i nie będę Wam dłużej
przeszkadzał w zabawie.
Uśmiechnęłam
się miękko, bo jednocześnie poczułam łzy w oczach na dźwięk tych słów, które
tak dobrze znałam, skoro mój tata wypowiadał je za każdym razem, kiedy
zbieraliśmy się na urodzinach którejś z nas.
Mój
kochany tata zgodził się pomóc mojemu mężowi w uporaniu się z natłokiem
propozycji nagrań i wyjazdów na koncerty, które zaczęły napływać trzy lata temu
po tym, jak w Internecie ukazało się nagrane przez jednego z uczestników
recitalu dla przyjaciół jego wykonanie Born
For This.
Tak,
tata został menagerem Billy’ego.
Zarobki
mojego męża z tej „dodatkowej” pracy stało się tak duże, że mieliśmy teraz dwa
nowe SUV’y, oba siedmioosobowe i oba marki Audi, chociaż byłam przeciwna temu
szaleństwu.
Mieliśmy
również nowy dom, w którym był już częściowo naszykowany pokój dla naszego
nowego dziecka, a Billy miał swój wyciszony gabinet do ćwiczeń, chociaż my
wszyscy lubiliśmy, kiedy grał przy nas i dla nas.
-
Chciałbym wznieść toast za zdrowie mojej córki, Abigail - powiedział tata i
uniósł kieliszek, a nasi wszyscy przyjaciele powtórzyli ten gest, kiedy tata dodał
- Dużo szczęścia, kochanie - i na tym skończył.
Nie
sądziłam, żeby wiara taty osłabła, bo, mimo naszych strat, moja wiara nie osłabła, ale nie afiszował się z nią, bo życie
nauczyło nas większej tolerancji.
Dawni
„przyjaciele”, którzy mówili o jedności w wierze, okazali się być fałszywi, a
prawdziwymi przyjaciółmi byli ci, którzy nie wierzyli w to, co my, albo wręcz
wierzyli w coś innego.
Takie
spostrzeżenie uczyło pokory.
*****
Tydzień później
Weszłam
do łóżka i przykryłam się kołdrą, kiedy Billy jeszcze robił obchód po parterze
naszego domu, sprawdzając, czy wszystkie drzwi i okna były zabezpieczone, a światła
pogaszone.
Oparłam
się plecami o poduszkę i wcierałam w dłonie krem regenerujący, kiedy usłyszałam
jego kroki w czytelni, stanowiącej przedsionek do naszego apartamentu małżeńskiego,
a potem patrzyłam, jak wchodził w drzwi naszej sypialni, a potem zdejmował buty
i spodnie.
-
Podjedź tu do mnie - mruknął Billy tym schrypniętym głosem, od którego robiło
mi się ciepło i mokro między nogami, a on to doskonale wiedział i wykorzystywał
to, kiedy ja sama nie dawałam mu znaku, że chciałam niegrzecznego seksu.
Odrzuciłam
kołdrę i zsunęłam nogi na podłogę, ale wtedy usłyszałam gniewny pomruk.
-
M-m.
Ocho,
więc tak się będziemy bawili?
Tego
typu dźwięki oznaczały, że Billy był w nastroju nie tylko na zdominowanie mnie,
ale nawet na zniewolenie.
Lubiłam
to i Billy to lubił, więc kolekcja naszych niegrzecznych zabawek urosła tak
bardzo, że miała swoją oddzielną szufladę w komodzie, ukrytą wewnątrz naszej
garderoby.
-
Na kolanach i po łóżku - warknął Billy, a ja natychmiast to wykonałam.
Pełzłam
w kierunku mojego męża po naszym łóżku, patrząc w jego pociemniałe oczy, kiedy
moje rozpuszczone, długie za łopatki włosy otaczały mnie kurtyną, która w innym
przypadku by mi przeszkadzała.
Ale
Billy to kochał, więc w tej sytuacji to mnie tylko bardziej podkręcało.
Kiedy
dotarłam do brzegu łóżka, mój mąż kolejnymi warczącymi rozkazami i kilkoma
zapinanymi (i czasem warczącymi) zabawkami doprowadził nas do szczytu swojej i
mojej rozkoszy.
Kiedy
już się nasyciliśmy, Billy zadbał o naszą czystość, a potem ułożył nas oboje w
naszym dużym, małżeńskim łóżku tak, jak najbardziej lubiliśmy to wtedy, kiedy mój
brzuch z naszym dzieckiem stawał się już dość spory, czyli w pozycji
jego-brzuch-za-moimi-plecami.
Nie
zmieniało się tylko jedno.
Zawsze
sypialiśmy dotykając się.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń