niedziela, 12 lutego 2023

20 - Jak mogłaś, Lucy?

 

Rozdział 20

Jak mogłaś, Lucy? (cz.1)

Hannah

 

 

Leżałam nieruchomo, z zamkniętymi oczami na swoim łóżku szpitalnym i czekałam na swoich kolejnych gości.

To miał być swoisty trening przed najważniejszymi i najgorszymi, bo miałam udawać, że nie wybudziłam się ze śpiączki.

Od czasu, kiedy zawarliśmy (ja zawarłam) umowę z agentem specjalnym Tracker’em, minęło pięć dni.

Pięć długich, trudnych dni i nocy spędzonych przeze mnie w tym łóżku, kiedy chciałam być już w naszym domu, w naszej sypialni, z moim mężem, który był tego tak samo stęskniony, jak ja byłam.

Miałam również dość leżenia i bezczynności.

Co prawda, codziennie na godzinę lub dwie przychodziła do mnie rehabilitantka, która pomagała mi ćwiczyć wstawanie, chodzenie, prostowanie się, pokazywała mi, jak wstawać i schylać się po tak długim leżeniu, bo za każdym razem kręciło mi się w głowie, kiedy zbyt gwałtownie podnosiłam ją z poduszki.

Masowała mi również mięśnie nóg i plecy, kiedy bolały mnie, bo zbyt długo ćwiczyłam pod opieką Billy’ego, który pozwalał mi czasem na zbyt wiele.

Ale to mogłam robić tylko w tych godzinach, kiedy miałam pewność, że nikt oprócz mojego męża mnie nie odwiedzi.

Bowiem tamtego dnia zgodziłam się na grę, która miała być według Billy’ego niebezpieczna, a według mnie dobra dla bezpieczeństwa Abi.

Musiałam chronić moją małą siostrzyczkę.

Kiedy zgodziłam się na działanie tak, jak oni chcieli działać, poczułam napięcie płynące od mojego męża i wiedziałam, że bał się o mnie.

Nie wycofałam się, bo ja byłam zdecydowana to zrobić.

Billy, szczęśliwie, nie protestował (nie głośno).

- Musimy ukrywać, że się obudziłaś - oznajmił mi wtedy David, a ja wyczułam, że o tym wcześniej dyskutowali - Kobiety nie powiedzą nikomu, że otworzyłaś oczy. Maggie została porwana i nieomalże spalona żywcem, Ania  była uwięziona i chcieli jej utoczyć krew lub oddać ją do burdelu, a Eva straciła część swojej rodziny i jest mądra, więc żadna z nich nie piśnie ani słowa, jeśli to miałoby narazić cię na jakąkolwiek krzywdę.

Nie rozumiałam, czemu mi to mówił, ale było mi przykro, że te kobiety tyle przeszły w swoim życiu, więc tylko skinęłam głową.

Powiedziano mi wtedy, że moja siostra  i mój szwagier byli członkami grupy, zajmującej się oszustwami związanymi z kartami kredytowymi, kradzieżą tożsamości oraz przestępstwami komputerowymi, na które składały się inwigilacje kont bankowych i to dlatego zajęła się nimi FBI.

Dowiedziałam się też, że FBI miała kłopoty z udowodnieniem im tych przestępstw, więc potrzebowali dłuższego śledztwa, które jako tajniak prowadził właśnie agent Tracker.

Niestety, został prawdopodobnie przez nich rozpoznany.

- Lucy i Lucas skupią się na Abi, a ją będziemy pilnowali, jeśli nikt nie będzie wiedział, że się obudziłaś - dodał agent Tracker - Ale ty też będziesz miała ochronę na wypadek, jeśli mieliby zamiar cię definitywnie uciszyć.

Poczułam, że ścierpła mi skóra, a oddech zrobił sobie przerwę.

Dlaczego wyczuwałam w tym wszystkim drugie dno?

Może dlatego, że Billy napiął się nawet bardziej, niż już był napięty.

- Zaraz powinien być tu Filip - oznajmił David - Założy tu monitoring. Ze dwie kamerki, przez które będziemy obserwowali twój pokój przez całą dobę.

Zagryzłam wargę, bo to oznaczało, że utracę tę odrobinę prywatności, jaką miałam, będąc sama w tej sali.

- Nie martw się - zamruczał David, jakby wiedząc, o czym myślałam - W łazience nie będzie kamerki, więc tam możesz mieć trochę swobody.

Tak, zdecydowanie wiedział, o czym myślałam.

- Ale chciałabym, hmmm… - odezwałam się z wahaniem - żeby Oli też wiedział, co się dzieje.

David spojrzał szybko na agenta, potem na Billy’ego, a potem skinął głową, kiedy ponownie jego wzrok wrócił do mnie.

Odetchnęłam, ale jeszcze nie czułam ulgi.

- Abi będzie bezpieczna? - upewniałam się, patrząc na agenta Tracker’a.

- Tak - zdecydowanym warknięciem zapewnił mnie ten mężczyzna, który był dla mnie właściwie obcy, ale właśnie udowadniał, że zależało mu na mojej małej siostrzyczce (która zadziwiająco prawie tuliła się do jego boku).

Nie mogłam z nią porozmawiać o tym, co wydarzyło się przez te kilka dni.

Pokiwałam głową, spojrzałam na swoje słabe i prawie bezużyteczne dłonie, a później poczułam się bardzo zmęczona.

Tak długo spałam.

Powinnam mieć więcej siły.

Moi goście spojrzeli po sobie, ale nie zarejestrowałam, co sobie dali znać, kiedy zaczęli się zbierać do wyjścia.

- Wejdę do ciebie po piątej - powiedział jeszcze do mnie David - Przed pracą. Ustalimy z Billy’m przy tobie szczegóły.

- Tak - szepnęłam słabo, bo nawet nie miałam siły skinąć głową.

Abi zbliżyła się do mnie, pocałowała mnie w skroń i szepnęła tam - Dobrze jest mieć cię z powrotem, siostrzyczko.

Tak, było dobrze.

Chciałam się uśmiechnąć, ale nie wiedziałam, czy moje usta choćby drgnęły, zanim znowu zasnęłam.

Kiedy ponownie się obudziłam, było już mocno po południu i Billy był przy mnie w moim szpitalnym pokoju.

Mój kochany mąż siedział w fotelu i przeglądał coś na moim laptopie, marszcząc przy tym brwi, jakby się denerwował.

- Hej - zawołałam cicho, by zwrócić na siebie jego uwagę.

- Hej - odpowiedział mi Billy, postawił laptopa na szafce i usiadł na krześle obok mojego łóżka.

- Mamy tu kamerkę - powiedział, będąc bardzo blisko mnie.

Tak blisko, że dotykał ustami do mojej skóry, co czułam jako delikatny, bardzo miły dotyk niczym muśnięcie skrzydeł motyla.

- Widzą nas? - spytałam i wyszło to bez tchu, więc Billy odsunął się odrobinę i spojrzał mi prosto w oczy.

- Anie - warknął przy tym całkiem serio.

Oprzytomniałam, otworzyłam szerzej oczy, które mi się przymknęły z rozkoszy i zamknęłam usta.

Ojej, zapomniałam, że chyba to było to, co go podniecało (lub też to, co go podniecało), więc nie powinnam go na to narażać.

Na podniecenie, którego nie mógł uwolnić.

- Przepraszam - szepnęłam.

- Nie szkodzi - mruknął Billy i przesunął palcami po moich włosach.

Przypomniałam sobie, że były krótkie.

- Brakuje ci ich? - zapytałam mojego męża.

- Co? - zdziwił się.

- Włosów - wyjaśniłam.

Billy westchnął, spojrzał przelotnie na moją niby-fryzurę, a potem z powrotem w moje oczy.

- Nie przeszkadza mi to - odparł, wzruszając ramionami - Bardziej cieszę się, że pozwalasz mi się dotykać. Trochę bałem się…

Nie dokończył, ale ja zrozumiałam.

Słyszałam o tym, że kobiety po gwałcie nie lubiły dotyku i przecież sama też czułam się brudna i niegodna tego od mojego mężczyzny.

Musiałam mu to wyjaśnić.

- Oni mnie właściwie nie dotykali - powiedziałam mu.

Billy zacisnął oczy, mięśnie na jego szczęce zagrały niebezpiecznie i przycisnął czoło do mojej dłoni, którą wcześniej ujął w lewą rękę i podniósł między nasze klatki piersiowe.

Wciąż to przeżywał, a ja chciałam dać mu spokój.

- Byłam przez cały czas w płaszczu, spódnicy, swetrze, rajstopach - tłumaczyłam mu - Jakbym była otulona kołdrą. A poza tym…

Nie wiedziałam jak mu to wyjaśnić, bo nigdy nie rozmawialiśmy o moim problemie z koncentracją, który tym razem mi się przydał jako mechanizm obronny.

- Ja czasem się wyłączam - powiedziałam i zobaczyłam w oczach mojego męża skupienie, jakby próbował usłyszeć wszystko z tego, co mówiłam i zrozumieć mnie.

Byłam mu za to bardzo wdzięczna.

Chciałam, żeby mnie dobrze rozumiał.

- Bywały w życiu takie chwile, kiedy to przeszkadzało w moich obowiązkach - powiedziałam z prawie-uśmiechem, kiedy przypomniałam sobie te chwile - Wtedy chodziło o marzenia o mężczyźnie, który będzie mnie kochał nad życie, mówił mi wiersze, śpiewał sonety… - zobaczyłam lekki uśmiech, wyginający wargi mojego ukochanego, więc miałam nadzieję, że nie musiałam mówić mu, że był spełnieniem moich nastolatkowych pragnień - później o takiego, co da mi rodzinę, bezpieczeństwo. Zamyślam się. Odpływam w marzenia.

Billy rozchmurzył się.

- Jak wtedy w samochodzie, jak jechaliśmy do Falcom - przypomniał.

Skinęłam głową z uśmiechem, bo zrozumiał.

- Tym razem zrobiłam to celowo - wyjawiłam mu - Taki mechanizm obronny. Nie chciałam wiedzieć, czuć. Tak jakbym wyszła ze swojego ciała. Niewiele przez to pamiętam - dokończyłam szeptem.

- Ale może kiedyś cię to dręczyć - podsumował Billy, a ja zastanowiłam się nad jego słowami i pokręciłam głową.

- Jak będziesz ze mną - powiedziałam stanowczo - To nie. Zapomnę o wszystkim, jeśli będę miała twój dotyk, przytulenie - dokończyłam miękko.

Wtedy o tym nie rozmawialiśmy, ale miałam wrażenie, że gorsze do uporządkowania w mojej głowie będzie to, że straciłam nasze dziecko.

Nie wiedziałam, jak Billy to odczuł, bo musiał już wiedzieć, że on też to stracił, chociaż miał mniej możliwości nacieszenia się myślą, że zostanie tatą i nie musiał się z tego cieszyć tak, jak ja cieszyłam się, że miałam zostać mamą.

Ale nie myślałam o tym, bo najpierw musieliśmy się uporać z Lucy i jej mężem, więc na razie w ogóle nie porozmawialiśmy o tym.

Żadne z nas tego nie poruszyło.

Ale miałam o czym myśleć, kiedy tego dnia leżałam bezczynnie w swoim łóżku i czekałam na wizytę mojej mamy i Abi.

Chociaż wolałam myśleć o naszej przyszłości i o tym, co dobrego mogło nas jeszcze spotkać.

Pomarzyć.

*****

Billy

Anie udawała, że spała, kiedy Billy obserwował ją na monitorze w Vanie zaparkowanym pod jej oknem szpitalnym.

Już wiedział, że prawdopodobnie odpłynęła właśnie w marzenia.

Lubił ją poznawać i przez te pieprzone trzy tygodnie odkrył, że było to najbardziej fascynujące zajęcie na całym cholernym świecie i w całym jego cholernym życiu.

Mógł ją bronić, jej wrażliwości i to też lubił.

Kiedy jego słodka Anie zasnęła tamtego dnia po jej wybudzeniu się ze śpiączki, Billy poszedł z facetami i Abi w stronę drzwi do jej pokoju, by tam porozmawiać półgłosem o tym, co planowali.

 - Nie podoba mi się to - warknął Billy, kiedy do nich dotarł.

- Wiem - mruknął David - ale nie mamy wyjścia.

- Tamci są gdzieś tam na wolności - dodał agent - a my nie możemy zrobić nic, by ich przymknąć. Jeszcze nie - dodał.

- Przynajmniej nie na dłużej - mruknął David.

Billy spojrzał na niego uważniej, bo kumpel wyglądał mu na takiego, który miał coś jeszcze do dodania.

Miał rację.

- Zebrałem ślady biologiczne po gwałcie na Hannah i dałem policji - przypomniał David.

Billy skinął głową, bo to wiedział.

- Ale nie są wiele warte jako materiał dowodowy - mówił dalej David - Bo można podważyć ich rzetelność. Nawet jak będziemy mieli dopasowanie, przymkną ich, to wypuszczą po kilku dniach. Może miesiącach. Dobry adwokat ich wybroni.

No, kurwa, tego Billy się nie spodziewał.

- Więc dobrze byłoby, by jakoś podpuścić Lucy, żeby powiedziała coś nad łóżkiem Hannah - kontynuował David, a Billy poczuł, że jego usta zacisnęły się w cienką kreskę - Albo, żebyśmy złapali tu któregoś z dupków na próbie zrobienia jej krzywdy.

- Nie! - warknął Billy, na co David zacisnął usta.

Dopuszczenie Lucy w pobliże Anie to jedno, ale Billy nie zamierzał robić ze swojej żony przynęty i narażać ją na skrzywdzenie.

Faceci spojrzeli po sobie i pokiwali głowami.

Abi patrzyła na nich szeroko otwartymi oczami, więc Billy wiedział, że bała się takiej możliwości równie mocno, jak on sam.

- Agencie… - zaczął Billy.

- Will - powiedział tamten, więc Billy skinął głową.

- Will, gdyby nawet… - Billy ciągnął to, o co chciał wcześniej zapytać - Jaką ochronę będzie tu miała moja żona?

Facet zrobił dziwną minę, więc Billy zwątpił, by Anie miała mieć jakąkolwiek ochronę.

- Działam nieoficjalnie - mężczyzna potwierdził jego przypuszczenia, na co Billy wypchnął powietrze głośno przez nos - …tajnie. Więc nie otrzymam wsparcia.

- Ale my z Filipem mamy kilku znajomych - wtrącił się David.

Billy przeniósł na niego swoje spojrzenie, ale mógł się tego spodziewać.

David miał jakieś znajomości w dziwnych kręgach i Billy wiedział o tym już wcześniej, chociaż były to może tylko przypuszczenia.

- Będą dyżurować w furgonetce z podglądem, a także w poczekali i na korytarzu - powiedział David - Zapewniam cię, że nikt ich nie zauważy, a oni wyłapią każdego niebezpiecznego typka.

Dokładnie w tym momencie Billy poczuł, jak coś kurewsko nieprzyjemnego prześlizgnęło się po jego plecach wzdłuż całego kręgosłupa, jakby pieprzone przeczucie, że obaj faceci mówili mu mniej, niż powinien cholernie wiedzieć.

Przywołał na twarz swoją najlepszą maskę, ale David nie dał się nabrać.

- Pogadamy później - powiedział do niego trochę ostrzegawczo, więc Billy nagle pomyślał, że nie chodziło o tajemnicę przed nim, ale o Abi, która wciąż się im przysłuchiwała.

Odpuścił i skinął głową.

Nie rozmawiali wtedy o tym ani sekundy dłużej, bo nadszedł Filip z czarną torbą na laptopa przewieszoną przez ramię, który wszedł do pokoju Anie, jakby bywał tu kilka razy dziennie.

Facet nawet nie za bardzo się przywitał z którymkolwiek z nich oprócz Abi, tylko od razu przystąpił do pracy.

Billy nie zdążył nawet go poobserwować, bo mężczyzna otworzył torbę, wyjął coś, podszedł do jednego z monitorów, podłubał, nie siadając, otworzył laptopa, którego wyjął z torby, postukał w klawisze i nagle był już przy drzwiach i rzucał swoje -  Na razie.

I go nie było.

David mruknął, że idzie pogadać z lekarzem i też się zmył.

Abi uściskała Billy’ego, a potem wyszła razem z tym cholernym agencikiem, który tylko skinął mu głową z daleka i nie odezwał się.

A Billy został ze swoją Anie, usiadł koło jej łóżka, oparł łokcie na kolanach, pochylił się i schował twarz w dłonie.

Martwił się wprost kurewsko.

Kochał ją nad życie.

Bał się o nią.

Nie mógł jej stracić.

A oprócz tego musiał coś wymyślić, żeby nakłamać swojemu bratu, bo nie mógł mu zdradzić tego, że Anie się obudziła, a dzieciak był wyczulony na jego nastroje i mógł coś wyczuć.

Więc Billy tak lawirował potem przez całe pieprzone cztery dni.

David powiedział mu, że Abi została przez Tracker’a ukryta na trzy z nich, co oznaczało, że przez cały tydzień nie była ani razu u Jacka, u Aleka ani w szkole.

Powiedziano wszędzie, że wyjechała na te kilka dni i na ogół kłamstwo się przyjęło, ale Jack tęsknił za nią, więc poprzedniego dnia Abi „wróciła” i wieczorem była u nich w domu.

Teraz, piątego dnia, miała być z wizytą u Anie razem z ich mamą.

Po korytarzu szpitalnym krążyli wielcy i zgrabni, jak słonie w składzie porcelany, faceci, których Billy poznał jako Big Ben i As oraz bardziej dyskretni, Strzała czy Driver.

Zmieniali się, pytali o różnych pacjentów, wiec nie było możliwości, by ktoś się zorientował, że to była ochrona Anie.

Anie o nich nie wiedziała.

Nie widziała żadnego z nich.

Billy chciał, żeby czuła się bezpiecznie, ale też żeby była spokojna.

*****

Hannah

Następnego dnia

I znowu leżałam na swoim szpitalnym łóżku, udawałam, że spałam i czekałam na odwiedziny, ale tym razem denerwowałam się o wiele bardziej.

Poprzedniego dnia Abi uratowała mnie przynajmniej raz, kiedy prawie zaczęłam płakać na słowa mojej mamy o tym, jaka jest nieszczęśliwa z tego powodu, że straciłam dziecko i że spałam.

Na dzisiaj wymyśliłam plan awaryjny.

Gdybym nie zdołała wyłączyć się, odpłynąć w myślach, a Lucy zaczęłaby mówić cokolwiek złośliwego, wygadywać głupstwa o Billy’m lub Jacku, co mnie zawsze tak denerwowało, miałam wyobrazić ją sobie chodzącą po moim pokoju nagą albo z oślimi uszami.

Nie byłam pewna, czy moja wyobraźnia nadawała się do takich wizualizacji, ale próby pomyślenia o tym nie spowodowały we mnie chęci chichotania, więc pomyślałam, że to mogłoby zadziałać.

Przez cały ten czas również przypominałam sobie, że Filip i Billy gdzieś tam patrzyli w monitor, do którego wysyłany był sygnał z kamery, którą Filip zainstalował na monitorze do urządzenia znajdującego się obok mojego łóżka.

Billy był po nocnej zmianie i naprawdę powinien się wyspać, ale nie dał sobie wytłumaczyć, że poradzilibyśmy sobie bez niego.

Miałam szczerą nadzieję, że w końcu udałby się złapać całą tą szajkę i mogłabym pozwolić mojemu mężowi odsapnąć i zrelaksować się.

Za bardzo to przeżywał.

Wiedziałam, że bał się o mnie, ale ja martwiłam się o niego.

W następnym dniu po moim obudzeniu się był u mnie Oli.

Billy nie powiedział mu, że nie spałam, więc ten mężczyzna, który przecież wciąż opiekował się nami, moją rodziną i, jak miałam wrażenie, kochał mnie jak córkę,  wszedł do mnie po prostu w odwiedziny.

Leżałam nieruchomo, z zamkniętymi oczami, a otworzyłam je dopiero, kiedy poczułam, że usiadł na krześle obok mojego łóżka.

Miałam ochotę zawołać Niespodzianka, ale wyraz jego twarzy mnie wręcz oszołomił.

Spojrzałam wprost na niego, w jego oczy wpatrzone we mnie, a on zamarł.

- Hannah - powiedział, a ton jego głosu sprawił, że poczułam szczypanie łez w oczach, bo był potwierdzeniem tego, że Olgierd mnie kochał i martwił się o mnie.

- Oli - powiedziałam tylko, bo nie mogłam wydobyć z siebie nic więcej, ale on milczał, więc uznałam, że był zbyt wzruszony i próbował tego nie okazywać.

Jak to mężczyzna.

- Przepraszam, że nie powiedzieliśmy ci - zaczęłam się tłumaczyć - Billy ci wyjaśni dlaczego, ale naprawdę nikt nie może wiedzieć, że już nie śpię.

Mężczyzna wyprostował się i spojrzał na mnie inaczej.

- Hannah - Oli zmarszczył brwi, ale to, co powiedziałam, pomogło mu się opanować, bo już wiedział, że nie wszystko było w porządku - Co się dzieje?

- To Lucas z kolegami mnie napadł - wyznałam mu, a potem patrzyłam, jak zamknął powoli oczy i opuścił głowę - A Abi widziała u Lucy pod łóżkiem w pudełkach rzeczy, które prawdopodobnie pochodziły z kradzieży. Jest objęta ochroną FBI. David nam pomaga.

Oli patrzył na mnie, kiwał głową, ale jego usta zacisnęły się.

- Będzie dobrze - zapewniłam go.

Do mojego pokoju wszedł Billy, który czekał, żebym sama przekazała Oli’emu najważniejsze informacje, bo wiedział, ile dla siebie znaczyliśmy z tym opiekuńczym mężczyzną i bo go o to poprosiłam.

- Billy - powiedział surowo Oli do mojego męża, a ja nie odezwałam się, bo musieli załatwić to między sobą - Co tu, do cholery, się dzieje?

- Wyjaśnię później - powiedział Billy - Na razie powiem, że Anie ma dobrą ochronę. Jest tu kamerka, którą zainstalował Filip, dzięki której widzimy, czy nikt niepowołany do niej nie wchodzi i możemy szybko interweniować, gdyby coś się działo. A Abi jest w bezpiecznym miejscu.

Oli skinął głową, najwidoczniej uspokojony już po informacji, że zaangażowany jest w to David i FBI.

A potem zamyślił się, zawahał, aż wreszcie nabrał powietrza do płuc i spojrzał na mnie uważniej, ale przepraszająco.

- Tuż przed ślubem Lucy i Lucasa… - Olgierd wyjawił nam obojgu - przekazałem twojej siostrze słowa waszego taty.

Wciągnęłam wdech z zaskoczenia, bo wiedziałam, że Oli i tata kontaktowali się ze sobą, ale nie wiedziałam, że tak często.

Przecież niedawno przed ślubem Lucy rozmawialiśmy z tatą przez telefon i powiedział, że właśnie rozmawiał z Oli’m.

- Okazało się, że ich ślub, jego oprawa i przyjęcie, jakie sobie wymyśliła, były takie drogie… - kontynuował Oli - że poszła na to ponad połowa pieniędzy z tego, co Lucy miała odłożone na tym koncie oszczędnościowym, które wasz tata dla niej założył. Była bardzo rozczarowana.

Och, tak wierzyłam w to.

- Tata chciał, żebyśmy nauczyli się żyć skromnie… - szepnęłam - dlatego sprzedali z mamą nasz duży dom, samochód, żyliśmy z procentów i kazali nam pracować. Lucy tego nie lubiła.

- Tak - mruknął Oli, a, kiedy spojrzałam na Billy’ego, zobaczyłam, że jego spojrzenie na mnie było łagodne.

- Ty się przystosowałaś… - czule powiedział do mnie mój mąż - bo jesteś skromna i wystarcza ci niewiele. Lucy chciała więcej.

Był dla mnie zbyt wyrozumiały.

- To moja wina - powiedziałam, a w moim głosie zabrzmiał ból, jaki czułam - Mogłam dawać więcej na utrzymanie domu, żeby nie musiała pracować. Zatrzymywałam część…

- Nie! - warknął Billy i nagle znalazł się blisko mnie.

Nie podskoczyłam ze strachu.

Już wiedziałam, znałam to.

To był Billy.

Mój mąż, mój opiekun, moja bezpieczna przystań.

Wyciągnęłam do niego ręce i złapałam jego dłonie, bo potrzebowałam jego stabilnej, ciepłej bliskości, a on mi to dał.

- To nie jest twoja wina - mówił, kiedy przysiadł na boku mojego łóżka, owinął mnie ramionami i przycisnął blisko do swojej piersi, wciskając moją twarz w swoją szyję - To Lucy taka jest. Mówiłem ci, że ci zazdrości. Nie potrafi być taka piękna i dobra jak ty.

- Billy - załkałam w jego objęciach z żalu, że nieodwołalnie straciłam siostrę, bo do tej pory jeszcze miałam nadzieję, a teraz ona umarła, a on mnie nie puścił tak długo, jak długo trwał mój szloch.

Kiedy wreszcie się uspokoiłam, odsunęłam się odrobinę, a Billy pomógł mi się ułożyć na poduszce.

Otarłam oczy kciukami obu rąk.

Spojrzałam na Oli’ego zawstydzona swoim wybuchem, ale on patrzył na nas z lekkim, ojcowskim uśmiechem i poczułam się lepiej.

- Oli - zapytałam go jeszcze o coś, co mnie trochę dręczyło - Często rozmawiasz z moim tatą…

Zobaczyłam, że mój drugi tata skinął głową.

- Czy mówiłeś mu o tym… - zawahałam się, ale Oli już chyba mnie zrozumiał, więc dokończyłam - że zostałam napadnięta?

- Tak - mruknął Oli - I o tym, że jesteś w śpiączce.

Zagryzłam wargę.

Nie chciałam, żeby tata się martwił.

- Nie sądzę, żebym mógł mu powiedzieć… - stwierdził Oli z cieniem uśmiechu - że się wybudziłaś.

- Chyba powinieneś z tym poczekać - mruknął Billy, który siedział na brzegu mojego łóżka i trzymał moją rękę.

Oli westchnął ciężko, a potem skinął głową.

Nie miał wyjścia, bo mówienie o tym przez telefon komuś, kto był tak daleko, mogło być nawet bardziej niebezpieczne.

Myśląc o tym wszystkim, czekałam na przyjście Lucy.

Nie czułam się dobrze z faktem, że miałam zwabić moją siostrę w pułapkę, nakłonić do ujawnienia jej złego oblicza i, być może, doprowadzić do uwięzienia jej, ale musiałam zrobić to dla dobra Abi.

Nie, to nie było tak, że ktokolwiek choćby zasugerował mi takie rozwiązanie i zakończenie, ale nie byłam aż tak głupia i naiwna, żeby nie wiedzieć, że tak to się musiało skończyć.

To, że współpracowało z nami FBI dowodziło tego, że działalność Lucy i Lucasa była przestępcza na skalę federalną, a to zasługiwało na ukrócenie i karę.

Nawet, jeśli ja byłabym skłonna jej wybaczyć, to bardzo wielu ludzi ucierpiało na tym, co oni robili przez ten cały czas, od kiedy Abi znalazła te pudełka pod łóżkiem Lucy.

Odpłynęłam na chwilę w marzeniach o przyszłym spokojnym życiu z Billy’m i Jackiem w naszym domu, kiedy cała ta sprawa wreszcie by się zakończyła, kiedy usłyszałam cichy szelest obok mojego łóżka.

Ktoś tam stał.

W ostatniej chwili przypomniałam sobie, że miałam nie otwierać oczu i w miarę spokojnie oddychać.

- Więc tak tu sobie leniuchujesz i spokojnie śpisz, siostrzyczko? - usłyszałam cichy, zjadliwy głos Lucy - Odpoczywasz i pozwalasz, żeby inni za ciebie pracowali. Nie wierzę, że tak leżysz sama. Gdzie ten twój, pożal się Boże, mąż. Zostawił cię?

Ponownie w ostatniej chwili, tuż przed otwarciem oczu, przypomniałam sobie, że miałam nie dać się sprowokować i leżeć bez ruchu, z w miarę regularnym, spokojnym oddechem.

Prawdopodobnie Lucy mnie obserwowała.

- Ty podła zdradziecka suko! - głos Lucy stał się nawet bardziej zjadliwy, kiedy dochodził gdzieś z wysoka, jakby moja siostra stała tuż obok wezgłowia mojego łóżka.

Miałam tam podwieszoną ostatnią kroplówkę z solą fizjologiczną, bo lekarz obawiał się mojego niskiego ciśnienia, które było skutkiem przedłużonej anafilaksji.

Płyn kapał do mojej żyły przez igłę wenflonu.

Wenflon miał być wyjęty ze zgięcia mojego łokcia jeszcze tego samego dnia, a ja uznałam, że to, że było nawet dobre, bo powodowało, że wyglądałam na bardziej wiarygodną dla mojej siostry jako pacjentka leżąca w śpiączce.

Jednak nie spodziewałam się, że Lucy nazwie mnie tak, jak mnie nazwała.

Musiałam przywołać całą swoją siłę, żeby nie zapłakać ani nawet nie wciągnąć powietrza inaczej, niż to robiłam przez ten cały czas.

- Musiałaś zadać się z FBI? - syczała Lucy, robiąc coś przy stojaku z kroplówką, a potem dokończyła głośniej - Ale to już twój koniec. Miałam nadzieję, że Lucas cię załatwił, ale nie wiedział, że masz alergię na pieprzony lateks, a nie chciał się brudzić, pieprząc cię bez gumki.

Przyznała to, że jej mąż mnie zgwałcił i że ona o tym wiedziała!

Lucy prychnęła pogardliwie.

Słyszałam, że była rozproszona, bo była czymś bardzo zajęta, ale nadal bałam się otworzyć oczy, więc nie wiedziałam czym.

- Miałaś czuć się brudna - opowiadała Lucy, jakby to była bajka dla dzieci na dobranoc - Zdruzgotana. I zrobić to, co zrobiła Ewa. Nawet nie wiedziałam, że byłaś w ciąży. To byłby nawet lepsze, bo mogłabyś się zabić po stracie dziecka. Ale ty wpadłaś w tą cholerną śpiączkę i musimy ryzykować, że się obudzisz i sobie przypomnisz. Więc załatwiam sprawę.

Lucy skończyła robić to, co robiła i nachyliła się do mojego ucha.

- A teraz dobrze się stało, że nie muszę cię kłuć - stwierdziła tam - Ups, pielęgniarka się pomyliła i dała ci niewłaściwą kroplówkę. Pa, pa, siostrzyczko.

I to było tyle.

Nagle do mojej sali wpadło kilka osób, ktoś zaczął krzyczeć: FBI, Luciana Scammer, jest pani zatrzymana…, poczułam, jak ktoś wyrwał wenflon z mojej ręki i dopiero wtedy otworzyłam oczy.

Lucy stała tam z rękoma skutymi za plecami, z agentem Tracker’em, stojącym za nią i coś do niej mówiącym i patrzyła na mnie z niedowierzaniem.

- T-ty… - zająknęła się moja siostra.

- Wszystko w porządku? - odezwał się przy mnie David.

Skinęłam do niego głową, a potem podniosłam się, by usiąść na swoim łóżku, spojrzeć w dół i złapać opatrunek w zgięciu mojego łokcia, skąd David wyrwał igłę wenflonu.

Bolało i krwawiło.

- Tak - powiedziałam do mężczyzny, który właśnie złapał ze stolika przy moim łóżku czysty opatrunek, który zostawiła tam pielęgniarka - Dziękuję.

- Byłaś bardzo dzielna - mruknął David, a ja poczułam, że od tego mężczyzny to był wyjątkowy komplement, więc uśmiechnęłam się do niego.

W tym momencie do sali wpadł Billy.

- Anie - sapnął z ulgą, widząc mnie siedzącą na łóżku.

- Już dobrze - mruknęłam, kiedy zamknął mnie w swoich objęciach.

Było dobrze.

Lucy została wyprowadzona z sali przez mężczyzn ubranych w czarne kamizelki z napisem FBI, którzy nagle okazali się być bardzo licznie tam zgromadzeni, chociaż agent Tracker zaprzeczał, jakoby miał wsparcie.

Przez cały czas oglądała się na mnie początkowo z niedowierzaniem, a później z wyraźną nienawiścią i wściekłością.

- Lucy - zawołałam a wtedy wyprowadzający ją mężczyzna zatrzymał się i odwrócił ją w moją stronę - Nie rozumiem. Jak mogłaś? Jesteś moją siostrą.

- Siostrą? - Lucy prychnęła z jadem w głosie - Jesteś córeczką tatusia, a mama zawsze kochała najbardziej Ewę, a potem Abla. Mnie żadne z was nigdy nie kochało.

- To nieprawda - szepnęłam, pochylając się w jej stronę - Wszyscy cię kochaliśmy i zawsze dostawałaś wszystko, co mogłaś mieć.

- Gówno prawda - syknęła Lucy.

- Chciałaś mojej śmierci - stwierdziłam ze smutkiem - Jak mogłaś, Lucy?

- Nie chciałam - zaprzeczyła Lucy - Wymyśliłaś to sobie.

- Mamy nagranie… - wtrącił się Billy - jak przyznajesz, że twój mąż zgwałcił twoją siostrę, a ty o tym wiedziałaś i że przyszłaś z zamiarem zabicia jej.

- Zabezpieczyliśmy właśnie kroplówkę - dodał David - I mamy ślady biologiczne z gwałtu, więc możemy zrobić dopasowanie, skoro mamy podejrzanych.

Lucy patrzyła na nich wyprostowana, ale nie widziałam w niej już tej butności, pewności siebie, chociaż strach w jej oczach zagościł tylko na sekundę.

- Rzekomy gwałt nie jest przestępstwem federalnym - warknęła do agentów, którzy ją otaczali - Ani podejrzenie próby zabójstwa.

- Ale oszustwa związane z kartami kredytowymi, kradzież tożsamości i przestępstwa komputerowe już są - stwierdził agent Tracker - A teraz właśnie trwa przeszukanie pani domu i zatrzymania pani męża i jego kolegów, wspólników w zbrodni. Obserwowaliśmy ich wystraczająco długo, by ich poznać.

Lucy zwątpiła i było to po niej widać, ale ja już nie chciałam patrzeć.

Odwróciłam się do Billy’ego, który siedział obok mnie i oparłam bok twarzy o jego ramię.

Agenci wyprowadzili Lucy.

- Zabierz mnie do domu - poprosiłam mojego męża.

*****

1 komentarz: