Rozdział 2
Hannah
Prawie miesiąc
później
Był
gorący, czerwcowy wieczór, a ja stałam na trawniku przy jakimś nieznanym mi bloku
mieszkalnym obok Heleny i Olgierda na jakimś spotkaniu przy grillu wśród nieznanych
mi ludzi, które zorganizowane było z jakiegoś nieznanego mi powodu.
Było
tam gwarnie, wesoło i swobodnie, ale ja się nie czułam dobrze.
Nie
lubiłam tłumu i nie lubiłam nowych ludzi.
A
tutaj od samego początku zostaliśmy otoczeni wieloma obcymi dla mnie osobami, którzy podeszli do nas, by się
przywitać.
Wszyscy
oni bowiem znali Oli’ego i Helen, chociaż ją chyba trochę słabiej.
Wielu
z tych mężczyzn pracowało razem z Oli’m, a on był lubianym przez nich ich kapitanem
w Fire Station 13.
Uznałam,
że powinnam być miła dla znajomych Oli’ego, chociaż Helena kiedyś powiedziała
mi, że ja nie umiałabym nie być miła
dla nikogo (ale ona chciała być wtedy
miła dla mnie), a całe to grono było
bardzo sympatyczne, więc chciałam być jedną z nich, tym bardziej, że Oli i
Helena przedstawiali ich tak, jakby oni ich też lubili.
-
Hej, jestem Anie - powiedziałam więc, kiedy Oli przedstawił mi chyba starszą od
innych, ale bardzo energiczną i pogodną Evę i jej spokojnego, miłego męża,
Jimmy’ego, który wiekiem i sposobem bycia był podobny do Oli’ego.
Potem
tak samo powitałam spokojną, piękną, łagodną Alice i jej męża, Eddiego, który
patrzył na wszystkich badawczo.
Uścisnęliśmy
sobie dłonie, a potem przysunęli się do mnie następni, więc powtórzyłam swoje -
Hej, jestem Anie, kiedy poznawałam małą,
jasną i uśmiechniętą delikatnie Maggie i jej dużego, ciemnowłosego męża,
Davida.
A kiedy poznałam cichą, skrytą Annę i równie
co ona skrytego jej przyszłego męża, Filipa, zwątpiłam w to, jak powinnam się przedstawiać, bo chyba
wystarczyła jedna Ania w gronie tych przyjaciół.
Więc
niezwykle barwną i energiczną Sophie i jej męża, Alexa, który miał nieco marzycielski,
nieobecny wyraz twarzy, powitałam już, przedstawiając się jestem Hannah.
Poznałam
masę innych osób, których nie zdołałabym spamiętać, ale w pewnym momencie wszyscy oni otoczyli nas, a kobiety próbowały
wciągnąć mnie do rozmowy, kiedy mężczyźni wreszcie zajęli się sobą.
Dowiadywałam
się stopniowo, kto był rodzicem którego dziecka, a potem zorientowałam się, że
kilkoro z tych dzieci znałam, bo ich uczyłam.
Moje
myśli jednak zdominował Billy, również dlatego, że byliśmy między strażakami,
pracującymi z Oli’m i Billy’m.
Pracowali
z nimi Jimmy, David, Alex i nawet kiedyś podobno Ania.
Ale
głównie myślałam o Billy dlatego, że po prostu dużo o nim myślałam.
Przez
cały czas.
Głupia
ja.
To
było beznadziejne.
W
ciągu prawie całego pierwszego tygodnia po tym, jak zawiozłam Billy’ego do
szpitala, jeździłam jego pickupem do swojej pracy, a potem, po pracy, do jego
mieszkania, zanim wróciłam do domu.
Ponieważ
wiedziałam, że, kiedy wszyscy wstaną, rankiem następnego dnia po tamtych
wydarzeniach, na naszym podjeździe będzie stał czarny, lśniący pickup Forda,
więc musiałam mamie opowiedzieć trochę o moim dniu, kiedy wreszcie wróciłam o
dziesiątej w nocy do domu tamtego dnia, kiedy się poznaliśmy z Billy’m.
Tak,
jak nakazał mi Oli.
Żeby
się nie zdenerwowała.
Mama
zmartwiła się tym, że spotkała mnie przykrość ze strony obcych mężczyzn na
przystanku autobusowym koło szkoły, w której pracowałam, ale nie powiedziałam
jej, jak bardzo źle było, więc bardziej ucieszyła się z tego, że znalazł się
ktoś, kto mnie obronił.
Czystego,
zadbanego o wiele bardziej niż jego mieszkanie, Forda Billy’ego wykorzystywałam
jeszcze przez kilka dni, zanim wypuścili go ze szpitala, bo tak mi powiedział
Oli, żebym zrobiła.
Chodziło
o to, żeby ten pickup nie stał na parkingu przed szpitalem ani przed domem
Billy’ego.
Abigail
ucieszyła się z tego, że przez kilka dni miałyśmy do naszej dyspozycji
samochód, bo odwoziłam ją do szkoły i nie musiała jeździć autobusem, ale jej
nie powiedziałam skąd ten samochód był.
Nie
chciałam jej denerwować, więc powiedziałam tylko niejasno o pewnym chorym
znajomym, a ona, jak to nastolatka zajęta swoimi dramatami, nie zwróciła na to
uwagi.
Ale
rozumiałam ją, bo ja też nigdy nie lubiłam dojeżdżania do domu i szkoły autobusem
szkolnym.
W
ubiegły roku zdała egzamin na prawo jazdy, więc może powinnam z nią porozmawiać
o kupie dla niej jakiegoś starszego, tańszego samochodu, ale w naszej rodzinie
nigdy nie mówiło się o posiadaniu auta przez kobiety.
Właściwie
nie wiedziałam dlaczego.
Nasza
mama po prostu tego nie lubiła.
Następnego
dnia po pracy pojechałam do szpitala, żeby spotkać się z Oli’m, ale nie
chciałam wejść do sali Billy’ego, na co namawiał mnie Oli.
Poprosiłam
również, żeby nic nie mówił Billy’emu.
Oli
przekazał mi najświeższe informacje o zdrowiu Billy’ego, uspokoił, że wszystko
z nim było już w porządku, bo miał operację laparoskopową, więc rana nie była
duża i miała się szybko zagoić.
Uzgodniliśmy,
że zajmę się samochodem Billy’ego i jego mieszkaniem, a kluczyki oddam Oli’emu
w dniu, kiedy Billy będzie wychodził ze szpitala.
Nie
chciałam jednak widzieć się z Billy’m.
Wstydziłam
się tego, że widział mnie w takiej sytuacji na przystanku przy szkole i
wiedziałam, że nie będzie mnie chciał dłużej znać, kiedy to wszystko się już
skończy.
Byłam
pewna, że znał wiele ładniejszych i mądrzejszych kobiet, które mógł mieć w
swoim życiu, gdyby zechciał, więc jeśli nie chciał żadnej, nie mogłam mu się
narzucać.
Po
pracy jeździłam sama i w tajemnicy przed rodziną do mieszkania Billy’ego, by tam
posprzątać.
Uznałam,
że to była dla mnie jedyna możliwość
choćby lekkiego odwdzięczenia mu się za to, że mnie wtedy uratował, że
korzystałam z jego samochodu, za jego dobroć i zauważenie mnie.
Mógł
przecież wtedy po prostu pojechać do domu.
Więc
kupiłam bez wiedzy mamy płyny do mycia i szorowania, ścierki i ściereczki,
szczotki, gąbki, rękawiczki i wszystko, czego nie znalazłam w mieszkaniu
Billy’ego, a było mi potrzebne, do wykonania mojej misji.
Na
szczęście miałam trochę zaoszczędzonych pieniędzy, bo nie oddawałam wszystkich moich zarobków do wspólnego
budżetu domowego, z którego to powodu aż do tej pory miałam ogromne wyrzuty
sumienia.
Teraz
się z tego cieszyłam.
Najgorzej
było z praniem, bo okazało się, że w mieszkaniu Billy’ego nie było pralki ani
suszarki, ale dowiedziałam się, że istniało coś takiego jak pralnie publiczne z
wynajmowanymi pralkami i suszarkami.
Stopniowo
nauczyłam się z nich korzystać.
Doprowadzenie
mieszkania Billy’ego od stanu względnej używalności zajęło mi trzy dni, a
właściwie trzy popołudnia, bo rano normalnie pracowałam, a wieczorami musiałam
być grzecznie w domu.
Nie
chciałam narażać się na pytania ze strony mamy czy Lucy.
Kiedy
skończyłam, chciałam zrobić coś więcej.
Doszłam
do wniosku, że powinnam zadbać o dietę Billy’ego, więc jedno popołudnie
poświęciłam w sklepie na zakupy, a kolejne w jego kuchni na przygotowanie i
poporcjowanie jedzenia do szybkiego odgrzania w wielorazowych pojemnikach,
które później podpisałam i schowałam do lodówki.
Był
to ryż z duszonym kurczakiem i marchewką, duszona mielona wołowina w sosie
własnym z drobnym makaronem i tym podobne.
Cieszyłam
się, że w jego kuchni była działająca mikrofalówka, bo Billy wszystko powinien
jeść ciepłe, więc było to dobre, że nie musiał martwić się odgrzewaniem.
Wiedziałam
bowiem, że Billy powinien przez kilka tygodni stosować dietę lekkostrawną, bo
mąż Emily, jednej z moich koleżanek z pracy, pół roku wcześniej przeszedł rekonwalescencję
po usunięciu wyrostka, a ona obszernie o tym opowiadała w pokoju
nauczycielskim.
Nawet
jak ktoś nie chciał słuchać.
Kupiłam
też kilka różnych jogurtów, ale nie wiedziałam jakie Billy lubił, więc nie
przesadzałam z ich ilością.
A
potem, kolejnego dnia, Billy wyszedł ze szpitala, więc oddałam Oli’emu kluczyk
do samochodu i klucz do jego mieszkania, pickupa Billy’ego zostawiłam przy jego
bloku tam, gdzie zaparkował w noc, kiedy się spotkaliśmy i tyle.
Skończyłam.
Kolejne
dwa i pół tygodnia miałam bardzo pracowite, bo kończył się rok szkolny i
należało go podsumować.
Sprawdzałam
prace, wystawiałam oceny, pisałam raporty.
Byłam
zajęta.
Nie
powinnam czuć się opuszczona ani osamotniona, bo byłam wciąż między ludźmi, a
wręcz w tłumie, skoro miewałam liczne spotkania nauczycieli we własnym gronie i
z rodzicami uczniów.
Ale
tak się czułam.
Jakby
czegoś mi zabrakło.
Więc
właśnie zaczynały się wakacje i Helena z Oli’m postanowili mnie wyrwać z kręgu
rodziny i pracy z zabrać „między ludzi”, jak to określili, mówiąc o tym pomyśle
mojej mamie, a ona się z tym zgodziła.
Codziennie
jeszcze na parę krótkich godzin jeździłam do szkoły, by opiekować się moją
pracownią, a także by zaplanować i zorganizować zbliżający się Dzień
Niepodległości.
Zapisałam
się do prowadzenia półkolonii dla dzieciaków.
Ale,
tak, miałam za dużo czasu wolnego i
odczuwałam to dość boleśnie, bo w poprzednich latach w czasie wakacji
pracowałyśmy z siostrami w naszej społeczności.
Teraz
nie miałyśmy tego.
Dlatego
teraz stałam między nieco-mniej-licznymi dopiero-co-poznanymi osobami, z
którymi prawie nie miałam wspólnych tematów i rozejrzałam się, by stwierdzić
dwie rzeczy.
Pierwszą
było to, że wśród dzieci tych ludzi byli moi uczniowie, których lubiłam i
często rozmawiałam z nimi na przerwach między zajęciami.
Był
to Bert, który był synem Alice, o czym wiedziałam wcześniej, bo była ona na
spotkaniu ze mną w szkole, ale ten chłopiec w następnym roku miał przejść do
innej klasy oraz Matt, który był moim uczniem, ale jeszcze tego nie wiedziałam,
bo jak na razie nie opiekowałam się jego klasą i dopiero na tym spotkaniu dowiedziałam
się, że jego przybranymi rodzicami byli Eva i Jimmy.
Cóż,
już wcześniej wiedziałam (bo usłyszałam to w pokoju nauczycielskim), że Jimmy
tak naprawdę był dziadkiem Matta, ale nie znałam żadnego z nich na tyle dobrze,
żeby dowiadywać się, dlaczego chłopiec mówił do mężczyzny tato.
Tylko
wiedziałam, że tak było.
Znałam
z widzenia ze szkoły również Marię, przybraną córkę Evy i Jimmy’ego oraz
jeszcze kilkoro dzieci, które bawiły się przy tym grillu.
Druga
rzecz, jaką zauważyłam, jednak mnie tak
speszyła, że nie poszłam przywitać się z dziećmi.
Okazało
się, że na tym spotkaniu był Billy.
Byli
tam wszyscy strażacy z ich jednostki,
więc to było logiczne, ale ja się
tego nie spodziewałam, bo nie zapytałam Oli’ego o charakter imprezy, zanim tam
poszliśmy, więc nie naszykowałam się na to psychicznie, nie uzbroiłam się.
Kiedy
nie patrzyłam na niego, żeby nie wyjść na desperatkę, skoro nie odezwał się do
mnie ani razu od czasu jego choroby, zauważyłam, jak wspaniale płynnie się
poruszał.
Był
taki pewien swojego ciała.
Pamiętałam
jego dotyk, chociaż wtedy było to podpieranie go przeze mnie, bo pochłaniał go
ból.
Był
silny i giętki, co teraz było widać w każdym jego sprężystym kroku, w tym jak
sięgał po coś ze stołu, jak płynnie schylał się, żeby bez wysiłku podnieść z
ziemi skrzynkę napojów lub beczkę piwa, kiedy razem z kolegami stawiali je na
stołach.
Chciałabym
poczuć jego dotyk, kiedy ja mogłabym
oprzeć się na nim.
Zauważyłam
również to, jaki przystojny był, kiedy uśmiechał się lekko do przyjaciół, kiedy
rozmawiali o czymś, co go, najwyraźniej, interesowało i cieszyło.
Nie
wiedziałam, dlaczego to zauważałam, dlaczego w ogóle mnie to dotykało, bo
przecież był tylko dalekim echem pewnego wydarzenia.
Jednak
dotykało mnie to.
Tak
bardzo, że zamknęłam się w sobie, w swoich myślach i przestałam słuchać słów
otaczających mnie kobiet.
Nie
słyszałam niczego z rozmowy, toczącej się obok mnie, więc zaczęłam robić to, co
robiłam zawsze, kiedy byłam wytrącona z równowagi, czyli zabrałam się za
sprzątnie i rozstawianie niezbędnych przyborów, bo już wiedziałam, gdzie były
talerzyki, sztućce, kubeczki, pokrojone ciasto i inne rzeczy.
Ale
z niewiadomego powodu w moich oczach zebrały się łzy.
Głupia
ja.
*****
Billy
Billy
zauważył jej obecność, kiedy tylko tam dotarł.
I
zacisnął zęby ze złości.
Hannah
stała między tymi cholernymi kobietami, rozmawiającymi, jak zwykle to robiły,
jedna przez drugą i wyglądała na jeszcze bardziej zagubioną i przestraszoną,
niż zapamiętał to z ich spotkania.
Nie
spodziewał się po Evie czy Albie/Ani tego, że byłyby takie nieczułe,
niewrażliwe na jej strach, na jej wycofanie i to go pieprzyło.
Chęć
chronienia jej narosła w nim tak gwałtownie, że musiał na siłę przypomnieć
sobie, że Oli ją znał i również czuł się wobec niej opiekuńczo, więc nigdy nie pozwoliłby na jej złe
samopoczucie.
Widocznie
tak miało być.
Więc
Billy odszedł od tamtej grupy do swoich kumpli, wziął sobie cholerne piwo i
przerzucał się z nimi gównem, obserwując ją ukradkiem, a czasami bardziej
otwarcie, skoro była tam nowa i wszyscy
jej się przyglądali.
Była
ubrana i uczesana dokładnie tak, jak pamiętał.
Taka
sama luźna, niekształtna, gówniana bluzka i spódnica, jasne włosy tak samo
zebrane w ciasny, gruby i długi warkocz.
Billy
chciałby zobaczyć jej włosy rozpuszczone.
Tak
samo zauważalne spod tego wszystkiego, co wyglądało na tarczę, były wspaniałe
kształty jej miękkiego, ciepłego (jak pamiętał) ciała.
Nie
odwiedziła go w szpitalu ani razu.
Ani
jednego pieprzonego razu.
Nawet
nie zapytała o niego.
Oli
by mu powiedział, chociaż Billy nie zapytał.
Nie
wiedział, czemu go to dotknęło.
Nie
znali się.
Billy
był wtedy bardzo mało przytomny, ale wiedział doskonale, że musiała się dobrze natrudzić,
żeby go wtargać do jego pieprzonego samochodu, dowieźć do cholernego szpitala,
a Oli powiedział mu, że nie prowadziła często, więc było to dla niej coś dużego,
olbrzymiego i została tam aż do
przyjazdu kapitana strażaków w środku nocy, chociaż wcześniej powiedziała Billy’emu,
że jej mama będzie się o nią martwiła.
A
potem jeszcze zadbała o to, żeby jego pieprzony samochód nie został na cholernym
niestrzeżonym szpitalnym parkingu.
Billy
był jej więc niesłychanie cholernie wdzięczny, będąc w szpitalu, ale nie
doceniał wystarczająco tego, ile dla niego zrobiła, dopóki nie wrócił do domu.
Oli
oddał mu klucze do pickupa i mieszkania, które miała Hannah, kiedy odebrał go
ze szpitala i zawiózł go do jego mieszkania własnym SUV’em.
Podobno
to Hannah poprosiła Oli’ego o to, żeby przekazał Billy’emu klucze, bo wtedy pracowała.
Racja,
gówno.
Billy
tylko przez sekundę odczuł pieprzone rozczarowanie,
że to nie Hannah po niego przyjechała, kiedy go wypisali, ale, skoro nie
odwiedzała go w szpitalu, więc nie powinien był się jej spodziewać.
Nie
miała jego numeru telefonu, a on nie miał jej, więc nie mógł jej powiedzieć,
kiedy wychodził.
Potem
zobaczył swojego Custom’a na parkingu przy swoim bloku dokładnie w tym samym
miejscu, w którym zaparkował tego wieczoru, kiedy spotkał Hannah.
To
go popieprzyło.
Wyobraził
sobie tą młodą kobietę za cholerną kierownicą swojego samochodu i zapragnął
widywać ją tam częściej.
Mętnie
pamiętał ją tam.
Zablokował
to aż do chwili, kiedy wszedł do swojego mieszkania.
Był
tam sam, bo Oli i tak poświęcił za dużo czasu, zwalniając się z pracy, żeby go
odebrać ze szpitala z zawieźć do domu, więc zostawił go pod blokiem, kiedy
Billy zapewnił go, że dalej sobie poradzi, i odjechał.
Kapitan
był zdenerwowany tym, że zostawił jednostkę w pomniejszonym składzie, więc
Billy musiał go zwolnić ze służby przy sobie.
Ale
kiedy przekroczył próg swojego mieszkania, zamarł.
Cholera!
Posprzątała mu!
Nikt
po nim nie sprzątał… cóż, nigdy!
Pieprzona
kanapa w jego cholernym salonie nie była taka czysta nawet wtedy, kiedy Billy ją
kupił.
Podłoga
była takiego koloru, że nawet nie pamiętał, że taka była.
Nigdzie
nie leżała żadna pieprzona część jego garderoby.
Zapach
w salonie nie świadczył ani trochę o tym, że Billy tam chorował, a pamiętał
doskonale, jak prawie zarzygał buty Hannah.
To
była jeszcze jedna rzecz, która pieprzyła mu w głowie.
Nawet
chorować nie mógł jak dorosły.
Kurwa!
Zachorował
na pieprzony wyrostek robaczkowy, z
wymiotami, z bólem tak przejmującym, że nie był świadomy tego, co mógł
powiedzieć, kiedy miał w mieszkaniu młodą, delikatną kobietę, która wymagała
opieki.
I
okazało się, że to ona się
zaopiekowała nim.
A
kiedy wszedł do sypialni, przekonał się, że miał czystą pościel na łóżku, jego
ubrania (i bielizna) były w całości wyprane i posortowane w szufladach i na
półkach, a na dodatek wyprała mu narzutę na łóżko, czego nie zrobił ani razu odkąd
ją miał i tam mieszkał.
Poszedł
do łazienki, żeby przekonać się, że tam było tak samo.
Miał
więc czysty pieprzony prysznic, cholerną umywalkę i pierdolony kibel, czyste, pachnące ręczniki wisiały
obok czystego lustra, a jego kosmetyki stały pozakręcane na czystej półce.
Gówno.
Mógłby
z tym żyć, może przeszedłby nad tym do porządku.
Jednak
była jeszcze jedna rzecz, którą Billy
odkrył nieco później, a która nie poprawiła jego samopoczucia.
Kiedy
po rozpakowaniu swoich rzeczy ze szpitala, z torby, w której miał swoje ubrania
sprzed tygodnia z pracy, które wymagały przynajmniej podwójnego prania lub
całkiem wyrzucenia na śmietnik, przeszedł do lodówki, by sprawdzić jakie zakupy
potrzebował zrobić, by mieć co jeść i pić.
Otworzył
ją i zamarł.
Jego
cholerna lodówka była czysta, a na
półkach stały w równych rzędach plastikowe pojemniki wypełnione gotowanym
jedzeniem i podpisane pieprzonymi karteczkami
samoprzylepnymi z informacjami typu „ryż z kurczakiem”.
Na
drugiej półce stały jogurty i serki.
Kurwa!
Ugotowała
dla niego.
Zrobiła…
mu… zakupy.
Prawie
wściekły podszedł do swojego telefonu, który porzucił na półce przy drzwiach,
złapał go, żeby ją opieprzyć i zawahał się, bo nie miał jej numeru.
Nie
mógł przecież zadzwonić do Oli’ego, żeby o niego zapytać, bo musiałby
powiedzieć jaką popieprzoną sprawę miał do Hannah.
Więc
odrzucił telefon, a potem złapał go ponownie, by wcisnąć do kieszeni, złapał
kluczyk do samochodu i wypierdolił z mieszkania, by pojechać do pralni i do
sklepu, żeby kupić sobie piwo.
Jedyną
rzecz, której Hannah mu nie kupiła.
To
jednak dało mu czas na ochłonięcie.
Oli
dał mu kilka dni wolnego, więc siedział w swoim cholernym mieszkaniu i myślał o
tym, ale nie wymyślił pieprzone nic.
Zero.
Gówno.
Jedyne,
co mógł pomyśleć, to wdzięczność za to, że opiekowała się nim i wstyd, że on nie zaopiekował się nią.
Tydzień
później był u niej w szkole na zakończeniu roku szkolnego Jacka, ale nie
podszedł do Hannah, a podejrzewał wręcz, że ona go w ogóle nie zauważyła, skoro
była oblegana przez tłum uczniów z ich rodzicami, a Jack pragnął tylko wypieprzyć
stamtąd w cholerę.
Więc
nie pożegnali się z nikim, tylko po prostu odjechali.
Pojechali
prosto do pieprzonego mieszkania Billy’ego, bo Jack nie miał po co wracać do
swojego cholernego domu, skoro ich pieprzona matka miała nowego jebanego fagasa,
z którym rozbijała się w jej mieszkaniu.
Młody
nie miałby nawet co jeść.
Kiedy
jednak dotarli na miejsce i weszli, głodny Jack poszedł prosto do lodówki
Billy’ego, a ten prawie pożałował tego, że zabrał brata do siebie, zanim
opróżnił lodówkę z jedzenia, które zostawiła mu Hannah.
Bo
Jack natychmiast rozpoznał charakter pisma swojej nauczycielki.
-
Skąd masz tu kartki podpisane przez pannę Sensible? - zawołał młody, nie
wyciągając głowy z lodówki, a Billy odwrócił się do niego, by zobaczyć, że w
ręku Jacka, który też odwrócił się do niego, był pojemnik z jakimś gównem,
którego nie zjadł przez ten tydzień, jaki upłynął od jego wyjścia ze szpitala.
-
Oddaj - mruknął do brata i zabrał mu z ręki kartkę, ale nie pojemnik.
Nie
wiedział czemu, ale schował ją do kieszeni, zamiast wyrzucić do kosza.
-
Mogę to zjeść? - zawołał podekscytowany Jack, a Billy prawie się uśmiechnął i
skinął głową.
Spróbował
właściwie wszystkich potraw, jakie przygotowała mu Hannah, nawet warzyw
gotowanych na parze i jakąś cholerną rybą, czego normalnie nie tknąłby nawet
metrową tyczką, ale to gówno było takie dobre, że sięgał po kolejne z czystej
ciekawości.
I
nawet ta pieprzona ryba była dobra.
A
Billy nienawidził ryby.
Pojemnik,
który trzymał Jack był przedostatni, więc Billy też miałby co zjeść na lunch
tego dnia.
Dlatego
właśnie zgodził się, a potem wyjął też jedzenie dla siebie.
Ale
przy tym westchnął.
Wstawiając
pojemniki do mikrofalówki zaczął mówić, jak wiedział, że musiał, bo nie
zamierzał okłamywać brata, czy też ukrywać przed nim gówna.
Nie
zdołał dłużej unikać wprowadzenia dziesięciolatka w porąbaną historię tego, co
zaszło między nim a Hannah.
Ale
był oględny.
Nie
chodziło nawet o to, że uratowali się wzajemnie, ale o to, że Billy ani jednego pieprzonego razu nie podjechał
do szkoły, kiedy mógł się jeszcze spodziewać, że Hannah wychodziła z pracy,
żeby z nią porozmawiać.
Nie
zadzwonił, bo nie postarał się o zdobycie jej numeru.
Nie
zapytał Oli’ego, gdzie mieszkała, więc nie odwiedził jej.
Więc
do tej pory nie podziękował za opiekę.
I
to było bardzo nie w porządku z jego
strony, a on o tym wiedział.
Zwykłe
tchórzostwo.
Bał
się, że mogła go odrzucić, bo przestał w jej oczach być bohaterem, a stał się
kimś słabym, kto wymagał opieki.
Był
tak bardzo mało wart czyjejkolwiek
uwagi, a zwłaszcza uwagi takiej cudownej kobiety, jaką była Hannah.
Ale
na tym cholernym grillu już za nią tak
stęskniony, że nie rozumiał tego, bo nie miał do tego żadnych podstaw.
Widzieli
się właściwie tylko raz.
Rozmawiali
tylko o Jacku.
Ona
wiedziała tylko, gdzie mieszkał i że pracował jako strażak z Oli’m, a on o niej
wiedział chyba jeszcze mniej.
Wiedział
jednak, że była dobra, ładna, chociaż skryta za brzydkimi ubraniami, i, że była
spłoszona wobec dorosłych, chociaż lubiana przez dzieci.
Ale
kiedy ruszyła, by rozstawiać talerzyki i inne gówno, obserwował ją.
Robiły
to wcześniej inne kobiety, robili to inni faceci i nie było nic dziwnego ani
złego w tym, że się przyłączyła.
Można
by pomyśleć, że stała się częścią grupy.
Hannah
jednak poszła dalej.
Zaczęła
dopytywać mężczyzn, czego potrzebowali i przynosić im to, a ci skurwiele byli wręcz szczęśliwi, że nie
musieli ruszyć dupy dwa metry po cholerną butelkę piwa.
Więc
Billy się wtrącił i podał jednemu i drugiemu całą cholerną skrzynkę.
Zaciskając
zęby ze złości, żeby im nie wpierdolić.
A
potem odwrócił się do Hannah, żeby ją zagadać, a ona krótko podziękowała za
pomoc i… odeszła.
Billy
nie miał zamiaru jej się narzucać, ale wtedy podszedł do niego Oli.
-
Porozmawialiście? - spytał, kiwając brodą w stronę odchodzącej dziewczyny, a
Billy wiedział, o co chodziło kapitanowi ich jednostki.
Oli
bez wątpienia nie przegapił tego, że Billy nie miał numeru telefonu Hannah,
chociaż mógł myśleć, że miał, ale widocznie już podejrzewał, że nie rozmawiali
ani razu od czasu tamtego incydentu.
Nie
odezwał się.
-
Billy - ciągnął Oli po krótkiej przerwie - Ona myśli, że nie jest ciebie godna.
Sądzi, że nigdy nie da rady odwdzięczyć ci się za twoją pomoc. W jej oczach ty jesteś
bohaterem, a ona małą istotką, która została cudownie ocalona. Tak została
wychowana. Nie odezwie się do ciebie pierwsza.
Oli
mówił, a w Billy’m każde słowo wybuchało jak mina przeciwpiechotna.
Wprost
do mózgu.
Jakim
sposobem taka wspaniała, dobra, troskliwa kobieta miałaby czuć się niegodna każdego pieprzonego dobrego uczynku,
który ktokolwiek wykonałby, żeby lepiej się poczuła, tego nie wiedział.
Obejrzał
się w stronę, w którą poszła Hannah i zobaczył, że siedziała na trawie w kręgu
dzieci i śpiewała ze wszystkimi Siedzi
lisek koło drogi…
Dzieci
razem z nią śmiały się i klaskały w rytm wyliczanki, a jeden z chłopców biegał
dookoła nich.
-
Okej - mruknął do swojego kapitana - Pogadam z nią.
Wrócił
do kumpli, przerzucał się z nimi gównem, ale nie spuszczał z Hannah wzroku,
więc zauważył, jak miała dosyć i zaczęła się rozglądać za Heleną, by zapewne zapytać,
czy wybierali się do domu.
Nawet
jeśli może nie odważyłaby się spytać, bo nie chciałaby, żeby wyglądało, że ich
poganiała.
Billy
podszedł do niej i zapytał od niechcenia:
-
Podwieźć cię do domu?
I,
pieprzyć go, Oli miał rację.
Hannah
nie wyglądała na kogoś, kto go odrzucał.
Wyglądała
na przestraszoną tym, że on ją zagadnął, że ją obserwował, a jej mina mówiła Skąd wiedziałeś?
-
Oli powiedział, że mają coś do załatwienia - Billy skłamał bez najmniejszych pieprzonych wyrzutów sumienia - Więc mówi, że jeszcze
trochę tu zostaną. A ja mogę cię zawieźć dokąd będziesz chciała.
*****
Pół godziny
później
Billy
wysiadł ze swojego pickupa na podjeździe domu Hannah i nie mógł zrozumieć,
dlaczego ona nie drgnęła.
Po
jego gównianej bujdzie opuściła głowę, a potem skinęła nią i wreszcie zgodziła
się pojechać z nim do jej domu, więc Billy z daleka machnął ręką Oli’emu, czego
Hannah chyba nie zauważyła.
Ruszyli
oboje w stronę parkingu do jego pickupa, nie żegnając się z nikim, bo nikt nimi
się nie interesował, ale Billy jeszcze z daleka kiwnął brodą do Sama.
Podejrzewał,
że następnego dnia w pracy będzie musiał się wytłumaczyć.
Kiedy
wreszcie miał ją w swoim samochodzie, zapięli pasy, Hannah podała mu adres i Billy
wyjechał pickupem na ulicę, zaczął mówić.
-
Hannah - odezwał się delikatnie, nie patrząc w jej stronę, bo skupiał się na
bezpiecznej jeździe - Przepraszam, że musiałaś się mną zajmować tamtego
wieczoru i dziękuję za twoją pomoc.
-
Billy - szepnęła Hannah z uczuciem i Billy wiedział, że patrzyła wprost na
niego, ale nie zerknął na nią, bo bał się tego, co mógł zobaczyć - To co ty zrobiłeś było ważniejsze, większe i wymagało większej odwagi. To
ja ci dziękuję, że mnie zobaczyłeś i zatrzymałeś się.
Co takiego?
Chyba
Oli miał rację.
-
Nie - mruknął Billy - Ja zrobiłem niewiele. To był drobiazg.
-
Nie był - powiedziała Hannah twardo, a Billy zmarszczył brwi i zerknął na nią,
by zauważyć, że odwróciła się do bocznego okna i jej ciało było napięte.
Nie
rozumiał tego.
-
Był - powiedział łagodnie - To było tylko kilka słów. Nawet nie podszedłem, a
oni odstąpili.
-
Bo to jesteś ty - powiedziała cichym,
ale stanowczym głosem, a Billy zamarł z zaskoczenia.
Nie
chciał w to wnikać.
Jej
słowa były zaskakujące, bo wydawało się, że oceniała go wyżej niż powinna, a on
wiedział, że na to nie zasługiwał.
Skupił
się na czymś innym.
-
To, jak się mną zajęłaś było zajebiste - powiedział jej.
Poczuł,
że wzdrygnęła się obok niego i wtedy przypomniał sobie, że śmiali się obaj z
Samem, jak najpierw Jimmy, a potem David przestali przeklinać w obecności
swoich kobiet.
Chyba
właśnie dotarło do niego, dlaczego tamci to robili.
Chciał,
by Hannah lepiej o nim myślała, więc skarcił się w myślach za używanie
wulgaryzmów w jej obecności.
-
Mam kilka twoich pojemników po jedzeniu - powiedział lekko, by rozładować
atmosferę, ale nie odpowiedziała.
Billy
westchnął w duchu.
To
nie będzie łatwe.
Jechali
więc w milczeniu przez kolejne kilka minut, aż zaparkował przed jej domem na
jej podjeździe i wyłączył silnik.
Siedział
i patrzył na nią, tkwiącą nieruchomo na fotelu pasażera.
Hannah
patrzyła na swój dom ze skupieniem, zmarszczonymi brwiami i zagryzioną dolną
wargą.
-
Grosik za twoje myśli - zażartował Billy.
Spojrzała
na niego i wciągnęła nieco powietrza do płuc, a potem zatrzymała je i nic nie
powiedziała, aż wypuściła je z westchnieniem.
Billy
wysiadł i obszedł maskę, by otworzyć jej drzwi i podać jej dłoń, by pomóc jej
wysiąść.
-
Moja mama będzie pytała - szepnęła Hannah bardziej do siebie niż do niego, ale
podała mu rękę i wyciągnęła się z jego pickupa.
Billy
nie rozumiał tego, ale nadal próbował rozładować napięcie.
-
To źle? - spytał, kiedy już stała obok niego.
-
Nie wiem - szepnęła Hannah, ale patrzyła przy tym na swoje stopy.
Billy
ujął jej podbródek i podciągnął jej twarz do góry, by widzieć jej oczy.
-
Wstydzisz się mnie? - zapytał wprost, chociaż bał się odpowiedzi jak cholera,
nawet jak nie zamierzał przyznać się do tego nawet przed sobą samym.
-
Nie! - zawołała cicho ze strachem w
głosie, a jemu ulżyło.
Więc
uśmiechnął się, złapał ją jedną ręką za biodro i przyciągnął do siebie, a
palcami drugiej ręki przejechał po jej szczęce.
Pieprzyć
go!
Jaką
miała gładką, ciepłą, miękką skórę.
Przymknęła
oczy, zachwiała się w jego stronę i lekko rozchyliła wargi, jakby chciała
więcej.
-
Naprawdę jestem wdzięczny za to, że się mną tak zaopiekowałaś - mruknął prawie
w jej usta - Zjadłem wszystko, co zrobiłaś. Było pyszne. Nigdy nie miałem tak
czysto w domu. Dziękuję.
-
Billy - szepnęła i, pieprzyć go, to było bardzo dobre, usłyszeć tyle uczucia,
kiedy wypowiedziała jego imię.
Bardzo,
bardzo dobre.
Ale
musiał postępować ostrożnie i powoli.
-
Dobranoc, Hannah - szepnął, nachylił się i pocałował jej włosy.
Miał
ochotę pocałować jej usta, ale była taka płochliwa, że bał się, że ucieknie od
niego, schowa się w mysią dziurę i nie wyjdzie za tysiąc lat.
-
Dobranoc, Billy - szepnęła, a potem odsunęła się jakby niechętnie, odwróciła
się powoli i odeszła w stronę swojego domu.
Billy
wsiadł do swojego pickupa i odjechał dopiero, kiedy weszła przez drzwi, a
później zamknęła je za sobą, ale w jego sercu było niespotykane i dziwne ciepło
i lekkość, jaka po raz pierwszy w jego dorosłym życiu została po delikatnym
dotyku jej dłoni na jego przedramionach.
Bo
Billy nienawidził dotyku.
*****
Hannah
Kiedy,
nie widząc nic przed sobą, na pamięć, weszłam do środka domu po pożegnaniu z
Billym na podjeździe naszego małego domku, przekonałam się, że mama była z
Ablem w ich pokoju, bo układała go do snu, Abi była u siebie, a Lucy jeszcze
nie wróciła ze swojej randki z Lucasem.
Ja
jedyna miałam swój pokój tylko dla siebie i zgadzałam się ze złą o to Lucy, że
było to niesprawiedliwe, ale nie sprzeciwiałam się mamie, która tak
zadecydowała, bo byłam przyzwyczajona do tego, że rodzice zawsze mieli rację.
Mama
powiedziała, że jako jedyna w domu, która pracowała na pełen etat, miałam mieć
możliwość do pracy i wypoczynku w ciszy i spokoju.
Ale
ja lubiłam przebywać z moim rodzeństwem i z mamą.
Lucy
wolała być sama.
Teraz
jednak cieszyłam się, że nikt nie wiedział, że Billy mnie odwiózł i nikt nie
widział naszego pożegnania.
Nie
musiałam odpowiadać na niczyje pytania.
Szczęśliwie
mogłam w głębi siebie przeżywać to, co poczułam, kiedy mnie dotknął, objął,
kiedy pocałował moje włosy tak czule, że chciałam tego więcej.
Przez
cały wieczór, przygotowując się do snu, pomagając mamie przygotować kuchnię na
kolejny dzień, skoro była sobota, kiedy to piekłyśmy chleb, pieczeń i ciasto,
myślami byłam przy rozmowie z Billy’m.
Leżałam
bokiem na łóżku Abi w pokoju wspólnym Lucy i Abi, pomagając Abi rozwiązać jakiś
problem z koleżankami, ale nie byłam na niej skupiona tak, jak zwykle bywałam.
Abi
opowiadała, a ja myślałam.
Wspominałam
słowa Billy’ego i początkowo nie mogłam zrozumieć.
Nie
mogłam pojąć, jak taki wspaniały człowiek mógł mówić zrobiłem niewiele, kiedy mówił o uratowaniu mnie.
Zrobił
tak dużo dla mnie, a ja widziałam jego powątpiewającą minę, kiedy próbowałam mu
to powiedzieć.
Potem
przypomniałam sobie kilka przypadków uczniów, jakie opowiadały mi nauczycielki,
kiedy odbywałam praktyki i staż w różnych szkołach.
Rodziny,
w których nie było kochających rodziców, dawały dzieci, które nie wierzyły w
siebie, w swoje dobro.
Skoro
Billy pochodził z takiej rodziny, a przecież jakby znałam trochę jego mamę, bo
rozmawiałam z nią raz przez telefon i widziałam efekty jej zaniedbania w
wychowaniu Jacka, zasługiwał na jeszcze większy podziw.
Jaką
złotą, anielską duszę musiał mieć ten
mężczyzna, żeby wyrosnąć na tak dobrego mężczyznę, jakim był, kiedy wyszedł
spod skrzydeł takiej mamy, a najwyraźniej nie miał żadnego taty.
Zrozumiałam
wtedy jedno, a mianowicie, że byłabym najszczęśliwszą kobietą na całym Bożym
Świecie, jeśli ten wspaniały mężczyzna zwróciłby na mnie uwagę na tyle, żeby
jeszcze kiedyś się do mnie odezwać.
A
jeszcze lepiej, dotknąć mnie.
Mogłam
wreszcie zrozumieć, co miała na myśli Eleonora Dashwood, kiedy spotykała Edwarda,
kiedy poznawała jego prawość, dobroć jego serca.
Ale
też, kiedy pojęła, że nigdy nie będzie mogła być jego.
Nie
wiedziałam, czy byłam zakochana w Billy’m.
Wiedziałam
tylko, że mogłam go docenić, podziwiać choćby z daleka.
Wiedziałam
też, że zawsze postąpiłabym tak, żeby moja rodzina była szczęśliwa, żeby moje
siostry miały dobre życie, więc jeśli nie będę mogła nigdy więcej spotkać się z
Billy’m, to przyjęłabym to, co miałam.
Mogłabym
z tym żyć.
Ze
wspomnieniem.
Z
tą myślą położyłam się spać i z tą myślą wstałam następnego dnia.
*****
Olgierd
Dwa dni później
Olgierd
wjechał swoim SUV’em na podjazd domu rodziny Sensible, kiedy przywiózł Hannah
do niego ze spotkania, jakie mieli w sprawie organizacji zwiedzania remizy dla
dzieciaków w ramach półkolonii.
Wszystko
było ustalone i powinni czuć się zadowoleni, ale Olgierda zdenerwowało to, że
Billy najwyraźniej unikał spotykania się z Hannah, albo może nie postarał się o
to.
Wszyscy
z ich jednostki wiedzieli, że miało się odbyć.
Każdy
mógł przyjść.
Billy
wymówił się enigmatycznie jakimiś sprawami rodzinnymi, jakby miewał kiedykolwiek jakieś sprawy rodzinne.
Dlatego
Olgierd był zły.
Dodatkowo
jego złość spowodowało widoczne rozczarowanie Hannah, kiedy przekonała się, że
młodego mężczyzny nie było podczas ich rozmów.
Widać
było, że liczyła na takie „przypadkowe” natknięcie się na niego.
Lubiła
go.
Ale
też nie występowała z inicjatywą, bo była nauczona, że kobieta powinna czekać
na pierwszy ruch mężczyzny.
Oli
wiedział, że Billy odwiózł Hannah tamtego dnia po grillu, ale nie rozmawiał z
nim, więc nie wiedział, czy młodzi dogadali się, a z tego uniku Billy’ego
wynikało, że raczej tego nie zrobili.
Postanowił
więc właśnie, że będzie musiał porozmawiać z chłopakiem.
Oli
był pogrążony w swoich myślach, ale Hannah też najwidoczniej nie była w
nastroju do rozmowy, bo przez całą drogę oboje milczeli.
Chociaż
prawdą było to, że nie należeli do gaduł i to była jedna z wielu przyczyn, dla
których lubili przebywać w swoim towarzystwie.
-
Dziękuję, Oli, za odwiezienie - usłyszał cichy głos Hannah - Może wejdziesz,
przywitasz się z mamą?
-
Dobrze - mruknął łagodnie Oli wbrew sobie, bo nie miał wielkiej ochoty
rozmawiać z Kate Sensible i Hannah wysiadła.
Jednak
wysiadł za nią, zatrzasnął drzwi swojego samochodu, zamknął go na klucz i
poszedł za Hannah w stronę drzwi ich domu.
Natychmiast
jednak po przekroczeniu przez nich drzwi wejściowych do domu, Hannah wyglądała,
jakby chciała wypchnąć go z powrotem na dwór, a Oli zorientował się dlaczego,
kiedy usłyszał podniesiony głos Lucy.
Zły.
-
Więc co? - krzyczała najwidoczniej do
swojej mamy, a jej głos ociekał sarkazmem - Ja
mam odłożyć lub odwołać swój ślub, bo
ta twoja „święta” Hannah, nie kryjąc się z tym, całuje się z jakimś obcym
facetem na podjeździe własnego domu przy jego samochodzie, a ty nawet go nie
znasz?
Hannah
spojrzała na Oli’ego z przerażeniem.
-
Mama Lucasa już wcześniej powiedziała, że szczerze waha się nad połączeniem jej
wspaniałej rodziny z naszą, bo jesteśmy grzesznikami
i najwidoczniej moja następna starsza siostra to jej potwierdza - wołała Lucy -
Jak to się rozniesie, że ona nie zamierza wyjść za mąż, tylko obmacuje się z jakimś facetem
publicznie, to ja będę skończona.
Lucy
jak zwykle myślała tylko o sobie i to Oli’ego nie dziwiło, ale też właśnie
dowiedział się, że jednak Billy i Hannah trochę
„dogadali się” ze sobą.
Może
faktycznie młody miał tego dnia jakąś
ważną sprawę, a nie zastosował gównianej wymówki.
-
Przepraszam - szepnęła Hannah, nie patrząc w jego oczy i czerwieniąc się ze
wstydu za siostrę, ale Oli uśmiechnął się do niej zapewniająco i odważnie
wkroczył do ich małej kuchni, by przerwać tamtą nieprzyjemną wymianę zdań.
Lucy
podskoczyła na ich pojawienie się, była czerwona i wykrzywiona ze złości, a
świadomość tego, że Oli mógł słyszeć jej wybuch nie poprawiła jej samopoczucia.
Mruknęła
coś nieskładnie, dygnęła i uciekła do swojego pokoju.
Kate
powitała Oli’ego jak zwykle, miło i grzecznie, chociaż nadskakująco, i było
widać, że robiła wszystko, by zatrzeć to przynajmniej niemiłe wrażenie, jakie mogła wywrzeć jej średnia córka, co bez
wątpienia jej nie umknęło.
Po
kilku błahych słowach Oli wyszedł z ich domu i pojechał do własnego, myśląc wyłącznie
o tym, jaki wpływ na Hannah mogły mieć zarówno to wydarzenie, jak i złość Lucy.
Rozmawiał
o tym później ze swoją Lenką i ustalili, że to ona będzie tą, która dowie się
od Hannah lub Kate, o co tak naprawdę
chodziło Lucy.
Jedno
było pewne.
W
ich społeczności starsza siostra powinna wyjść za mąż przed młodszą, więc,
jeśli rozeszłaby się wieść, że Hannah
miała mężczyznę, ale nie wychodziła za mąż, Lucy musiałaby odwołać lub
przesunąć swój ślub, który był zaplanowany na wrzesień i już opłacony.
Kiedy
więc dwa dni po tym Lenka powiedziała mu, że Tina Blackstone widziała, jak
Hannah i Billy żegnali się przy jego pickupie, a on ją dotykał i pocałował w
czoło, Oli już wiedział.
Wiedział,
co się działo.
Oboje
z Lenką wiedzieli, że sprawy nie wyglądały zbyt dobrze, bo samotna kobieta w
tej społeczności nie mogła pozwolić na dotykanie jej przez mężczyznę.
Tym
bardziej, jeśli było to publiczne.
Tym
bardziej, jeśli ten mężczyzna nie był
jej bratem, ojcem, narzeczonym lub, lepiej, mężem.
Więc
Oli postanowił jak najszybciej rozmówić się z Billy’m, by upewnić się, że młody
mężczyzna zrozumie, na co naraził Hannah okazaniem jej sympatii na podjeździe
jej własnego domu.
Tym
bardziej, że młody nadal nie kontaktował się z Hannah, co mogło oznaczać, że
nie czuł się zbyt pewnie.
Oli
wiedział jednak, że Billy postąpi właściwie.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń