Rozdział 5
Hannah
Kochana Ewuniu,
Tak bardzo
chciałbym, żebyś go poznała. Mój narzeczony jest najlepszym człowiekiem na
świecie, niesamowicie przyjaznym, cudownie serdecznym, niesłychanie troskliwym
i życzliwym wobec wszystkich.
Jestem taka
szczęściarą, że dobry Pan Bóg postawił go na mojej drodze. Nie tylko dlatego,
że mnie uratował, ale również dlatego, że miałam okazję go poznać. Jego dusza
jest tak przeczysta, nieskazitelna i drogocenna, że nie zasłużyłam na to, żeby
był w moim życiu.
Ale jest.
Był.
Billy
był w moim życiu i to był coraz bardziej realnie.
Przerwałam
pisanie mojego codziennego listu do mojej nieżyjącej starszej siostry i
zamyśliłam się na temat ostatnich wydarzeń, bo moje słowa były spowodowane tym,
co powiedziała Lucy.
W
ostatnich dniach dużo się stało.
Od
razu następnego dnia po naszych niezwykłych zaręczynach, moich i Billy’ego, był
Dzień Niepodległości, w czasie którego odwiedzaliśmy z dziećmi z półkolonii FS
13, co mieliśmy ustalone dużo wcześniej z Oli’m.
Pomogły
mi w tym dwie kobiety, z których jednej dzieci były tego dnia na naszych
zajęciach: Eva, która przyjechała siedmioosobowym Highlander’em i przyłączyła
się Ania, która przyjechała Audi Q7, więc mogła zabrać cztery osoby.
Pomógł
mi również Billy, bo pożyczył mi swojego pickupa.
To
ostatnie zdarzyło się w ten sposób, że Billy przyjechał do mojego domu przed godziną szóstą rano!
Powiedział
mi dzień wcześniej, że może tak
zrobić, ale uznałam to początkowo za żart.
Dopiero,
kiedy mi to powtórzył, dotarło do mnie, że zamierzał
to zrobić.
Cóż,
Billy dobrze wiedział, że poszukiwałam możliwości zabrania kilkorga dzieci
więcej, niż zmieściłyby się do samochodów Evy i Ani, a był takim dobrym
człowiekiem, że wstał pół godziny wcześniej niż zwykle, zorganizował
przyjaciela, który podwiózł go potem do pracy i.. przyjechali.
Więc
przez całą noc spałam bardzo czujnie i obudziłam się natychmiast, kiedy
dostałam rano SMS’a, że Billy jedzie, by wstać
z łóżka i być gotową, zanim wjechał na mój podjazd, bo wiedziałam, że
muszę pobiec i otworzyć drzwi do mojego domu, żeby wziąć od niego kluczyk do
samochodu.
Ale
nie wstałam od razu po otrzymaniu tego SMS’a i to był chyba mój błąd, bo byłam
w piżamie, na którą składały się krótkie spodenki i zwykła koszulka, a moje
włosy były rozczochrane, ale rozplotłam warkocz i zaczęłam je rozczesywać, chociaż
nie zdążyłam go poprawić, kiedy usłyszałam ponaglające mnie pukanie do drzwi
wejściowych.
Nie
chciałam żeby obudzili mamę, albo, co gorsza, Abla lub Lucy.
Wiedziałam
też, że Billy z przyjacielem musieli pospieszyć się, by zdążyć do pracy, więc
nie zajmowałam się dłużej moim wyglądem, tylko pobiegłam, by odebrać od niego
kluczyk od samochodu i pozwolić mu odjechać.
Kiedy
z rozmachem otworzyłam drzwi wejściowe do domu, zobaczyłam wzrok Billy’ego skierowany
na mnie i nagle z niewiadomej przyczyny zabrakło mi tchu, policzki zrobiły mi
się gorące, bo przesunął nim powoli od stóp do głowy po moim ciele, zatrzymał
wzrok na moich włosach, a potem uśmiechnął się leniwie.
Och,
te cudowne dołeczki w policzkach!
-
Hej, Anie - powiedział delikatnie, kiedy tam stałam i przegarniałam moje włosy,
nie związane jak zwykle w warkocz, na
jedno ramię z dziwnym pragnieniem rzucenia się mu na szyję.
-
Hej, Billy - powiedziałam cicho.
A
on pochylił się, wyciągnął rękę, w której zobaczyłam kluczyk, więc złapałam go,
nie patrząc w jego oczy.
To
był kolejny mój mały błąd, chociaż może było to tylko trochę nieuwagi z mojej
strony.
Bowiem
Billy w tym momencie pochylił głowę, pociągnął mnie za rękę z kluczykiem i
pocałował mnie lekko prosto w usta.
Podniosłam
oczy akurat na czas, żeby zobaczyć jego bardzo
blisko mnie.
Mogłam
zobaczyć w nich każdą zieloną plamkę i kreskę na brązowym tle.
Ale on już cofnął się, uśmiechnął lekko i
szepnął - Później, kochanie.
Oniemiała
skinęłam głową, a Billy zrobił krok do tyłu, a potem odwrócił się i pobiegł luźnym,
swobodnym, sprężystym krokiem w stronę stojącego przy ulicy starego modelu pickupa
Jeepa, w którym zauważyłam jakiegoś młodego mężczyznę, którego już wcześniej
widziałam, ale nie mogłam sobie przypomnieć jego imienia.
Z
trudem opanowałam się, cofnęłam i zamknęłam za sobą drzwi, kiedy widziałam, jak
odjeżdżali, by udać się do pracy.
Nie
zasnęłam już.
Byłam
zbyt przejęta tym, że ja zobaczyłam
go tak wcześnie, że pozwoliłam jemu
zobaczyć się taka zaspana i w piżamie.
Więc
pojechałam do pracy Fordem Billy’ego, a potem w szkole, kiedy nadszedł czas na
wyjazd, zapakowałam do niego jedną z moich koleżanek na siedzenie pasażera i
Jacka z jego dwoma kolegami na tylną kanapę.
I
pojechaliśmy na wycieczkę.
Eva
miała w swoim samochodzie piątkę uczniów, w tym Matta i Marię, z jeszcze jedną
mamą, która przyjechała do pomocy, a Ania kolejną trójkę uczniów.
W
otwartych wrotach garażowych FS 13 czekał na nas Oli.
Kiedy
tam weszliśmy, przywitaliśmy się ogólnie ze strażakami, przekonałam się, że
Billy postanowił dać znać wszystkim, że byliśmy razem, bo podszedł do mnie,
kiedy stałam z tyłu, a uczniowie słuchali, jak Oli opowiadał im o pracy w
straży i objął mnie w talii, by pocałować moje włosy i wyszeptać Hej, kochanie do mojego ucha.
Przeniknął
mnie przez to tak rozkoszny dreszcz, że pomyślałam, że to była straszna szkoda,
że Billy był bardzo dobry w udawaniu, że byliśmy razem.
Aż
za dobry.
Bo
przez to wiedziałam, że będzie mi bardzo, bardzo
źle, kiedy już tego nie będę miała, bo będzie mógł przestać udawać po naszym
ślubie na niby.
Ten
pocałunek nie umknął uwadze Evy, której później musiałam odpowiedzieć
(twierdząco) na pytanie, czy byliśmy razem, więc opowiedziałam jej i Ani o
naszych zaręczynach i planowanym ślubie.
Eva
patrzyła na mnie niepokojąco badawczo, ale okazywała prawdziwą radość, więc
przyjęłam jej późniejszą deklarację pomocy w organizacji ślubu i przyjęcia po
ślubie za równie szczerą.
Więc,
kiedy Oli i reszta mężczyzn pokazywała dzieciakom wóz strażacki od środka,
stanęłyśmy z Evą obok siebie, z Anią, stojącą blisko, ale nie nazbyt blisko, a Jimmy i Billy podeszli
do nas, by porozmawiać.
Wystarczy
powiedzieć, że przez cały poprzedni wieczór byłam rozkojarzona bardziej niż
przeciętnie, co, szczęśliwie, umknęło uwadze Lucy, bo ze szczegółami opowiadała
nam wszystkim o niemiłej koleżance z pracy, która „ukradła” jej klientów, więc
Lucy dostała mniejszy napiwek.
Dzięki
temu jeszcze nie powiedziałam jej o moich zaręczynach, a i mama nie miała na to
szansy, co dało mi jeden wieczór spokoju, zanim będę musiała jej wszystko wytłumaczyć.
A
wiedziałam, że będę musiała.
Jednak
najbardziej byłam rozkojarzona tym, że właśnie dotarło do mnie, jak cudownie
byłby mieć Billy’ego jako prawdziwego
narzeczonego, bo był wspaniałym człowiekiem, dobrym mężczyzną, a dodatkowo ja czułam się wspaniale w jego
obecności.
Cudownie
całował.
Bardzo
dobrze, wręcz przytulnie, czułam się
w jego objęciach.
I
czułam się bezpieczna.
Więc
musieliśmy porozmawiać o tym, co musieliśmy ustalić w sprawie naszego ślubu,
ale też dawało mi to okazję do bycia bliżej Billy’ego, co było dobre, bo było,
ale też było złe, bo wkrótce mogło, cóż… nie
być.
-
Więc wy naprawdę jesteście razem? - spytała mnie Eva z uśmiechem w głosie, ale
w taki jakiś dziwnie miły sposób, od
którego poczułam się lepiej z moją niechęcią do mówienia o tym i w ogóle o
sobie.
-
Taaa - mruknął Billy i spojrzałam na niego, by zobaczyć, że podszedł bliżej
mnie i postarał się stanąć tak, by mnie osłonić przed ciekawskimi spojrzeniami
uczniów.
Troskliwie.
Jego
wzrok był skierowany na mnie, prosto na moją twarz, a spojrzenie było ciepłe,
łagodne i dołeczki były na swoich miejscach.
Lubiłam
ten jego wygląd.
Potem
przeniósł wzrok na Jimmy’ego, więc i ja na niego spojrzałam, gdy Billy odezwał
się do swojego kumpla z pracy.
-
Jimmy, wiem, że znacie się z tym właścicielem kompleksu… Dominikiem? - Billy
przerwał i patrzył na Jimmy’ego, który skinął głową, ale spojrzał na swoją
żonę.
-
Tak - powiedziała Eva - A co, potrzebujecie mieszkania? - zapytała z
ciekawością w głosie, ale jakoś poczułam, że nie była to wścibstwo, a raczej
chęć niesienia nam pomocy, więc nie poczułam się z tym źle.
-
Tak - powiedział Billy - Pobieramy się za miesiąc - po tych słowach usłyszałam
ciche Och z zaskoczenia od Evy - Moje
mieszkanie jest za małe, tym bardziej, że ma z nami zamieszkać mój brat, Jack -
Billy skinął przy tym głową w stronę dzieciaków, więc odruchowo spojrzałam tam
i zobaczyłam, że Jack patrzył na nas przez przednią szybę kabiny wozu
strażackiego, gdzie właśnie siedział.
Miał
bardzo poważną minę i wyglądał jak ktoś, kto bardzo intensywnie myśli, kojarząc
to, co oglądał.
Hmmm.
Musieliśmy
z nim koniecznie porozmawiać.
I
to tego samego dnia.
Nie
wiedziałam jednak kiedy, bo zaraz po skończeniu przez Billy’ego pracy byliśmy
umówieni na rozmowę z duszpasterzem naszej społeczności.
Westchnęłam
i skupiłam się z powrotem na rozmowie z Billy’m i z Evą.
-
Myślę, że możemy podjechać tam już jutro i dowiedzieć się, czy Dominik ma do
wynajęcia mieszkanie, ale może lepszy dla was byłby apartament - mówiła Eva, a
potem spojrzała do góry, w oczy Jimmy’ego i podniosła rękę, by oprzeć ją ufnie
na brzuchu Jimmy’ego - Wiesz… tamten…
- powiedziała do niego.
Zazdrościłam
jej.
I
tej pewności, że mąż ją zrozumie w pół słowa, i tej bliskości, która pozwalała
jej na oparcie się na nim, i tej swobody, która nie blokowała w niej przejawów
czułości w obecności innych ludzi.
Zazdrościłam
jej tak bardzo, że nieświadomie przechyliłam się w stronę Billy’ego i oparłam
lekko o jego bok swoim bokiem, bo stał bardzo blisko mnie.
A
Billy objął moją talię ramieniem i wtedy to zauważyłam.
Zachowaliśmy
się jak prawdziwi narzeczeni.
Ojej!
I
bardzo mi się to podobało.
Głupia
ja, przecież wiedziałam, że miałam to stracić.
Ale
brałam to, co mogłam dostać chociażby przez chwilę.
Kiedy
dokończyliśmy wycieczkę, Eva i Ania przy pomocy mojej koleżanki zbierały
dzieciaki do samochodów, a ja postarałam się, żeby Jack był blisko mnie razem z
Billy’m i Billy mnie zrozumiał.
Albo
może Billy po prostu myślał o nim tak samo jak ja.
Chłopiec
zasługiwał na szczerość.
Zresztą,
był tak samo inteligentny jak jego starszy brat i na pewno już podejrzewał, co
się święciło.
-
Jack - zaczął Billy, a Jack spojrzał na niego - Musimy ci coś powiedzieć.
Billy
stał niedaleko mnie, a ja trochę zesztywniałam.
-
Jesteście razem? - spytał Jack napiętym głosem.
Och,
wiedziałam, że wiedział.
Miałam
straszną ochotę, by spojrzeć na Billy’ego, ale nie chciałam stracić z oczu Jacka,
gdyby się okazało, że trzeba by mu pomóc to przejść.
-
Tak - powiedział krótko Billy, a na twarzy Jacka pojawiło się rozczarowanie
połączone z bólem, którego nie mogłam zrozumieć, dopóki chłopiec nie wyrzucił
tego z siebie.
Klatka
piersiowa zacisnęła mi się ze współczucia do tego chłopca, który nigdy do tej
pory nie miał nikogo, kto przekładałby jego potrzeby nad swoje.
-
Już mnie nie chcesz? - Jack zapytał Billy’ego
wysokim, złym i pełnym rozczarowania głosem,
który przechodził prawie w krzyk, więc niespokojnie spojrzałam na inne dzieci.
Kilkoro
stało tam i patrzyło w naszą stronę.
Nie
chciałam, by Jack później usłyszał od nich coś złego.
-
Chcę! - Billy powiedział to krótko i stanowczo,
a Jack natychmiast się uspokoił, zamarł w bezruchu i zapatrzył się na nas z
otwartymi ustami.
Billy
złapał moją rękę i przyciągnął mnie bliżej.
Nie
broniłam się.
-
Będziemy rodziną - powiedział Billy zdecydowanie,
ale delikatnie do swojego brata, a wyraz jego twarzy zmienił się i zobaczyłam
na niej ulgę, a nawet radość, kiedy Billy mu uściślił - We trójkę. Będziesz
mieszkał z nami, ale musisz poczekać i pomieszkać w tym domu tymczasowym.
-
Ile? - spytał Jack, ponownie zdenerwowany, przestraszony.
-
Pobieramy się dopiero za miesiąc - powiedział Billy - Musisz poczekać cały miesiąc - Billy odczekał, ale Jack
już był rozjaśniony i energicznie skinął głową, więc pomyślałam, że myślał
raczej o latach - Chciałbym, żebyś
był moim drużbą. Jutro jedziemy obejrzeć mieszkanie, które będzie miało więcej
niż jedno pomieszczenie, jak moje ma teraz, więc będziesz mógł mieć swój pokój.
-
Serio? - spytał Jack szeptem, zamilkł
i po sekundzie trwania w bezruchu, rzucił się głową naprzód, by zakopać się
twarzą w brzuchu Billy’ego.
Billy
objął jego ramiona jedną ręką, nie wypuszczając mojej dłoni z drugiej, i
pogłaskał chłopca po plecach.
-
Serio - szepnął w jego włosy, pochylając głowę do brata, ale patrząc na mnie -
Będziemy wszyscy mieli rodzinę i duży
dom.
Patrzyłam
na tego wspaniałego, dobrego, troskliwego mężczyznę i przełykałam łzy, które
mnie dławiły, kiedy tak bardzo, bardzo
żałowałam, że nie mogłam mieć go naprawdę.
Bo
wiedziałam, że mogłabym go pokochać.
Po
tym odwiozłyśmy z Evą i Anią wszystkie dzieci (i moją koleżankę z pracy) do
szkoły, oddałyśmy je w ręce ich opiekunów i przeżyłam tam bardzo wzruszającą
chwilę, kiedy Jack zaczął iść w stronę kobiety z domu tymczasowego, którą
znałam z poprzedniego dnia, bo odwoziła go i odbierała, a potem zatrzymał się,
zawrócił do mnie i podbiegł, by objąć mnie w pasie i wtulić się twarzą w mój
brzuch.
-
Dziękuję - szepnął tam.
-
Nie ma za co - odszepnęłam mu.
-
Jest - odparł głośniej, podnosząc twarz, by spojrzeć mi w oczy - Billy jest
szczęśliwy - dodał.
Nic
nie odpowiedziałam.
Wątpiłam
w to, ale nie były to ani czas, ani miejsce na dyskusję.
Więc
tylko uśmiechnęłam się drżącym, słabym uśmiechem i puściłam go.
-
Idź już - mruknęłam - Czekają na ciebie.
Skinął
głową i pobiegł do samochodu.
Kobieta,
która tam na niego czekała patrzyła na mnie z uwagą.
Westchnęłam
w duchu, bo znałam to.
Oceniała
mnie.
A
później tego samego dnia, pojechałam do FS 13 i wprost stamtąd we dwójkę z moim
narzeczonym pojechaliśmy do księdza, a w rozmowie z nim Billy wyznał, że
chciałby się ochrzcić, by móc wziąć ze mną ślub kościelny.
Znałam
księdza Antona od wielu lat, więc nie wiedziałam, czy mogłam mu zaufać i nie
wciągnąłby Billy’ego do swojej trzódki bez upewnienia się, że znajdzie się tam
na dłużej, szczerze i z własnej woli.
Ale
tego nie zrobił.
-
Billy - powiedział nasz duszpasterz - Nie nawrócisz się ot tak, tylko dlatego,
że chcesz pojąć za żonę tę kobietę. Możemy się umówić, że będziesz przychodził
na spotkania do naszej społeczności przez kilka miesięcy, poznasz nas, a potem
zdecydujesz.
-
Ale my musimy pobrać się na początku
sierpnia - szepnęłam, a wtedy ksiądz spojrzał na mnie podejrzliwie, jak
popatrzyła na nas moja mama poprzedniego wieczoru.
Ale
znał mnie.
Znał
mnie lepiej niż ktokolwiek inny na tym świecie.
Nawet
lepiej niż moja mama.
Dlatego
wystarczyło, że powiedziałam mu to, co powiedziałam:
-
Lucy wychodzi za mąż we wrześniu - po prostu mu przypomniałam - A jej przyszła
rodzina jest bardzo tradycjonalistyczna. Jej teściowa będzie chciała przesunąć
ślub, jeśli usłyszy o moich zaręczynach.
Ksiądz
skinął głową, spojrzał w podłogę i wiedziałam, że nie był zadowolony, ale
odpuścił.
-
Cóż - powiedział potem z westchnieniem - Więc proponuję wam na razie ślub
jednostronny. Twój. Billy złoży na razie tylko obietnicę cywilną, a swoją
przysięgę kościelną złoży, kiedy dojrzeje w nim wiara.
Przeniknęła
mnie ulga.
Rozluźniłam
się.
Tak
było najlepiej i cieszyłam się, że ksiądz to zrozumiał.
A
dodatkowo Billy musiał mieć możliwość wyplątania się z tego związku, jeśli za
kilka tygodni lub miesięcy dojdzie do wniosku, że nie byłam go godna.
Kiedy
stamtąd wyszliśmy, nie byłam już taka rozluźniona, bo Billy najwyraźniej nie
chciał ślubu jednostronnego, co powiedział mi pojedynczym mruknięciem.
Potem
tylko ponuro milczał i był zamyślony, zamknięty w sobie aż do chwili, kiedy
wsiedliśmy do jego pickupa.
Wtedy
wyglądało, jakby odpuścił.
Odetchnęłam
z ulgą.
-
Do domu? - spytał mnie, kiedy już zapięliśmy pasy.
-
Ty… - zawahałam się i popatrzyłam na niego - Cóż, jesteś zaraz po pracy -
powiedziałam mu coś, co wiedział, więc tylko skinął głową - Jadłeś kolację? -
zapytałam go z ciekawością przekrzywiając głowę na bok, bo nie wiedziałam jakie
możliwości, warunki socjalne, mieli w tej swojej pracy.
Może
przed wyjściem stamtąd zjadł jakąś pizzę albo coś?
-
Nie - mruknął Billy, ale spojrzał przez przednią szybę i nie wyjaśnił mi
niczego, a potem odwrócił się z powrotem do mnie - A ty?
Pokręciłam
przecząco głową, bo przed wyjściem z domu, by pojechać po niego do jego pracy ze
zdenerwowania nic nie zjadłam,
chociaż moja mama, oczywiście, naszykowała nam kolację.
Lucy
wróciła już z baru, zanim nadeszła dla mnie pora, by jechać po Billy’ego, więc
wolałam wyjść wcześniej, niż musiałam, żeby uniknąć jej pytań.
Mama
bez wątpienia opowiedziała jej o naszych zaręczynach, skoro przed naszym domem
na podjeździe stał pickup Billy’ego, kiedy przyszła Lucy.
-
To może pojedziemy gdzieś razem - zaproponował Billy - Może pizza?
A
wtedy, głupia ja, zechciałam mieć trochę więcej.
Spojrzałam
na niego, nagle zachwycona, bo to brzmiało prawie jak randka.
-
Tak - powiedziałam szeptem, który wyrażał mój zachwyt, a przy tym energicznie skinęłam
głową.
Billy
rozjaśnił się w uśmiechu tak, jak mi się bardzo
podobało.
O,
mój Boże kochany, musiałam się o to częściej starać.
Był
taki przystojny z tymi dołeczkami w
policzkach.
Więc
pojechaliśmy.
I
spędziliśmy fantastyczny wieczór, w czasie którego dzieliliśmy się pizzą, a ja
dowiedziałam się, jakim wesołym, rozmownym, ciekawym
towarzyszem do spędzania czasu był mój narzeczony.
A
potem wróciłam do domu, w którym sądziłam, że była moja siostra, Lucy, której
bardzo nie chciałam spotkać, nie tego dnia.
Szczęśliwie,
wyszła gdzieś ze swoim narzeczonym.
Następnego
dnia miałam zakończyć swoją pracę na półkoloniach, a Abi miała jeszcze przez
tydzień uczęszczać na ten kurs letni, na który tak pochopnie się zapisała, więc
nie sądziłam, żebym miała rozmawiać z którąś z bliskich mi kobiet o
wydarzeniach ostatnich dni.
Chociaż
rano opowiedziałam mamie, że byłam z Billy’m na rozmowie u naszego
duszpasterza.
Ucieszyła
się.
Więc
powiedziałam jej również i o tym, że mieliśmy z Billy’m umówioną na ten dzień wizytę,
by obejrzeć jakieś mieszkania do wynajęcia.
O
dziwo, mama nie obraziła się na mnie, że nie miałam zamiaru zabrać jej z nami,
tylko zdałam się w tej sprawie na kobiety, które niedawno poznałam, a były żonami
lub narzeczonymi mężczyzn, z którymi pracował Billy.
No,
chociaż jej tego nie wyjaśniłam, więc może pomyślała, że mieliśmy tam jechać z
kimś z rodziny Billy’ego.
Nieważne.
Więc
tego dnia po południu, kiedy Billy przyjechał po mnie i znowu na lunch kupił mi
(nam) jedzenie w barze, poszliśmy do kompleksu mieszkalnego, by oglądać
mieszkania.
Eva
polecała nam apartament, ale najpierw oglądaliśmy mieszkanie.
Okazało
się bowiem, że ten kompleks mieszkalny był rozbudowany i były w nim różne
miejsca do życia.
Począwszy
od malutkich, jednopokojowych mieszkanek na parterze bloków zestawionych
dookoła patio, przez mieszkania z dwoma sypialniami, jakie obejrzeliśmy na
piętrze tego bloku, aż do apartamentów, które były właściwie domkami
szeregowymi, które położone były po drugiej stronie alei dojazdowej i miały
własny parking i trawniki.
Mieszkanie,
które oglądaliśmy podobno zajmowała kiedyś Eva i to ona je wyremontowała, a
potem mieszkała tam z Jimmy’m, potem jeszcze zamieszkał z nimi Matt, ale na
krótko, bo przenieśli się do apartamentu (domu?), który mieliśmy obejrzeć w
drugiej kolejności.
Było
ono położone na piętrze, a jego drzwi wychodziły na galerię, biegnącą dookoła
patio, które było wewnątrz zestawionych w prostokąt bloków i podobało mi się
nawet jako miejsce do życia dla trójki z nas.
Jack
miałby tam swój pokój.
Eva
opowiedziała nam, że mieszkanie to zamieszkiwali przez jakiś rok ich znajomi,
to znaczy mężczyzna, który pracował krótko w FS 13 i kobieta, która robiła
stronę internetową na przykład dla Sophie.
Ale
wyprowadzili się i nie utrzymywali dłużej z nikim kontaktu.
Nie
dopytywałam się, bo mieli swoje życie do przeżycia, podobnie jak my mieliśmy
nasze i należało to uszanować.
Podobało
mi się to mieszkania, nawet bardzo, ale potem odwiedziliśmy coś, co Dominik,
który nas oprowadzał, nazywał apartamentem, podobnie jak zrobiła to wcześniej
Eva.
Ja
powiedziałabym na to dom.
Po
prostu.
Od
frontu drzwi wejściowe do niego były z małym gankiem z chodnika, na który
wchodziło się bezpośrednio z parkingu, więc mielibyśmy miejsce tylko dla
siebie, bez stałej obecności sąsiadów, a oboje raczej tego nie lubiliśmy.
Bezpośrednio
pod dużym oknem, które wychodziło na front domu z salonu, obok tego ganku, był
malutki trawnik, a u sąsiadów zauważyłam ślady rabat, więc panowała tutaj pod
tym względem dowolność i nie musiałabym mieć trawy, jeśli zechciałbym hodować
kwiaty.
Już
ta pierwsza rzecz mnie zachwyciła, a potem było coraz lepiej.
Z
korytarza wejściowego wprowadzeni zostaliśmy do salonu, Dominik szedł przed
nami i wskazywał nam kolejne drzwi, przejścia i objaśniał wszystko, a Billy
chodził wszędzie tuż za mną, przyglądał się i zadawał pytania.
Ja
tylko patrzyłam.
Czułam
za plecami obecność Evy i Jimmy’ego, którzy milcząco zamykali naszą wycieczkę,
obejmując się i co chwilę muskając się ustami, jakby miłe wspomnienia wzruszały
ich tak bardzo, że nie potrafili się powstrzymać od dotykania siebie wzajemnie.
Nie
patrzyłam na nich, ale ich czułam i rozumiałam.
Bo,
głupia ja, w tym domu było coś takiego, że nagle wyobraziłam sobie siebie i
moją rodzinę, naszą rodzinę, którą
stworzylibyśmy z Billy’m, spędzającą czas na domowych posiłkach, oglądaniu
telewizji, zabawie, śmiechu…
A
potem było jeszcze lepiej.
Weszliśmy
na piętro i Dominik pokazał nam drzwi z korytarza, mówiąc o pokojach dla
dzieci, łazience, a potem odwiedziliśmy „apartament małżeński”.
-
Może was zostawię na chwilkę - usłyszałam głos Dominika, a wtedy dotarło do
mnie, że stałam nieruchomo pośrodku wielkiej, pustej sypialni małżeńskiej,
patrząc w stronę okna, które wychodziło na parking i zamyśliłam się do tego
stopnia, że nie zauważyłam, że przestał mówić i wszyscy patrzyli na mnie, chociaż to tylko czułam, bo nie
obejrzałam się.
-
Tak - usłyszałam mruknięcie Billy’ego, ale nadal się nie odwróciłam.
Nie
mogłam wrócić na Ziemię po tym, jak moja wyobraźnia została owładnięta obrazami
naszego życia w tym domu.
Był
idealny.
Słyszałam,
że za moimi plecami przesuwało się kilka osób, a potem zbliżyło się do mnie
ciepło męskiego ciała, przed którym nie chciałam uciekać.
Billy
podszedł tuż za mnie, ale mnie nie dotknął.
Znowu,
głupia ja, zatęskniłam za jego dotykiem.
-
Anie - mruknął czule, więc w końcu powoli odwróciłam się, chociaż najpierw
tylko odwróciłam głowę, by zobaczyć go tak blisko, że mogłam go pocałować
prosto od dołu w szczękę.
Podniosłam
rękę, by położyć ją na jego szerokiej, silnej klatce piersiowej, bo nagle
zabrakło mi tchu i myślałam, że stracę równowagę.
A
potem przypomniałam sobie, że nie miałam prawa.
Nie
był mój.
Nie
naprawdę.
Więc
opuściłam rękę, chociaż Billy stał tak blisko, że wystarczyło, że zgiął ramię i
już jego dłoń wylądowała na moim biodrze, by mnie przyciągnąć, więc moja zgięta
ręka oparła się na jego brzuchu.
I
to też było dobre.
-
Podoba ci się - bardziej stwierdził niż zapytał Billy, a ja nie zaprzeczyłam.
Nie
patrzyłam na niego, bo wciąż miałam w głowie tamte obrazy, a on był… tak… blisko…
-
Tamto mieszkanie by dla nas wystarczyło - powiedziałam cicho, ale nawet ja
słyszałam nutkę desperacji i żalu w moim głosie.
-
Jak ci się podoba to, to weźmy je -
powiedział Billy, kręcąc lekko głową.
Przejechałam
zębami po dolnej wardze.
Czy
on oszalał?
Po
co nam był taki duży dom, skoro nie
mielibyśmy mieć dzieci?
Do
udawania rodziny dla Jacka wystarczyły dwie
sypialnie.
Podniosłam
lekko głowę i zmarszczyłam brwi.
-
Nie stać nas - powiedziałam mu, co chyba powinien wiedzieć, ale mój głos był
schrypnięty z emocji, które hamowałam.
Zobaczyłam,
jak na jego twarz wypłynął delikatny uśmiech.
-
Stać nas - powiedział krótko - Chcesz
tego. Bierzemy je.
Zaczął
się odwracać w stronę drzwi.
-
Billy - szepnęłam rozpaczliwie - Ale to…
Natychmiast
wrócił do mnie i objął moją talię oburącz, przyciągnął mnie do siebie, więc i obie moje dłonie opierały się o jego
brzuch.
-
Anie - stanowczo Billy przerwał mi to, cokolwiek chciałam powiedzieć, chociaż
nie wiedziałam, co to było - Przez wiele lat pracowałem tylko dlatego, bo lubię moją pracę.
Szarpnęłam
głową do góry, bo nigdy o tym nie
rozmawialiśmy.
-
Oli dba o nas - wyjawił mi Billy coś, co podejrzewałam, bo znałam Olgierda i
jego troskliwość - Dostaję niezłą pensję, premie, mam możliwość korzystania z
pralni, siłowni, prysznica i kuchni. Więc mogę zaoszczędzić, chociaż nigdy tak
naprawdę o to nie dbałem.
Słuchałam
z zapartym tchem, bo bardzo chciałam dowiedzieć się jak najwięcej o tej części
życia Billy’ego, ale też w ogóle cokolwiek o Billy’m.
-
Mam jeszcze drugą pracę, dorywczą, gdzie tak naprawdę nigdy nie pytałem o
zarobki, bo ją lubię - kontynuował
mój przyszły mąż - Więc mam pieniądze odłożone na koncie i nawet nie wiem ile ich jest. Ale dużo, bo się
uskładały. Nigdy nie wydawałem, bo niczego nie potrzebowałem.
-
Och - szepnęłam.
-
Tak. Och - przytaknął Billy.
Patrzył
na mnie ciepło i łagodnie, a w jego policzkach były widoczne te śliczne
dołeczki, które nadawały mu wygląd żartownisia, jakim nie był.
-
A to oznacza, że mogę wynająć ten dom - skinął głową na ściany - Mogę ci też
kupić samochód, żebyś mogła bezpieczniej wracać do domu z pracy.
-
Billy… - zdołałam wyszeptać, ale mi przerwał.
-
Nie będziemy teraz o tym rozmawiali -
powiedział stanowczo - Teraz zejdziemy na dół i porozmawiamy z Dominikiem o
tym, że wynajmiemy ten, jak on mówi, apartament za trzy tygodnie na pół roku.
Przerwał
i patrzył na mnie, więc skinęłam głową.
-
Resztą zajmiemy się później, bo… - rozejrzał się po pomieszczeniu i spojrzał na
mnie z powrotem z uśmieszkiem na ustach i dołeczkami w policzkach -
potrzebujemy łóżka, szafek, kanapy i tysiąca
innych rzeczy.
Ponownie
skinęłam głową, chociaż zaczęło mi się kręcić w głowie od nadmiaru tego, czego
potrzebowaliśmy.
Bo
potrzebowaliśmy wszystkiego.
-
Ale ty masz na głowie ślub i przyjęcie - ciągnął Billy, nie zważając na moje
skołowanie - a ja muszę pojechać do twojego taty i poprosić go o twoją rękę.
Zamarłam.
Całkiem
o tym zapomniałam.
-
Anie - mruknął Billy, kiedy dostrzegł to, jak zmienił się wyraz mojej twarzy,
więc spojrzałam z powrotem w jego oczy - Będzie dobrze, tak?
Chciałam
się uśmiechnąć.
Bardzo
chciałam.
Ale
coś dławiło mnie w gardle, więc nie mogłam.
-
Słonko - wymamrotał Billy, przyciągając mnie do siebie jeszcze bliżej - Będzie
dobrze. Obiecuję. Tak?
I
nagle poczułam, że znowu miałam czym się cieszyć.
To
było to.
Ta
jedna mała rzecz, z której mogłam się cieszyć tego dnia, a ona wcale nie była
taka mała i nie była pierwsza tego dnia.
Miałam
Billy’ego, na którym mogłam polegać.
Oprzeć
się.
A
to było olbrzymie i szczęśliwe.
-
Tak - szepnęłam z ufnością w głosie - Będzie dobrze.
Zobaczyłam,
jak w pięknych, piwnych oczach Billy’ego pojawiła się ulga, a potem coś
jeszcze, co mogłam oglądać z bliska, bo pochylił się do moich ust i pocałował
mnie.
Zrobił
to nawet lepiej niż na podjeździe mojego domu, a ja nie wiedziałam dlaczego to robił,
bo nie musiał.
Nikt
nas nie widział, więc nie musieliśmy udawać.
Ale
lubiłam to, bardzo, więc przyjęłam
to, co dostałam i rozchyliłam wargi, żeby ponownie poczuć jego smak, by przyjąć
jego język i pozwolić się nim pieścić tak długo, jak długo Billy zechciał to
robić.
A
potem zeszliśmy na parter, do wszystkich, którzy na nas tam czekali i
powiedzieliśmy im, że bierzemy ten dom.
I
wtedy powinnam była zwrócić uwagę na wyraz twarzy Evy.
Ale
nie spojrzałam na nią.
Miałam
się dowiedzieć kilka dni później, o czym wtedy myślała.
Nieważne.
Więc,
siedziałam teraz na swoim łóżku w swoim pokoju i wspominałam ostatnie
dwadzieścia cztery godziny, bo w ciągu nich przeszłam metamorfozę.
Tamtego
dnia byłam łagodnie usposobiona i czułam dobro wokół mnie.
A
następnego dnia starsza z moich sióstr prawie doszczętnie zniszczyła wszystko,
co gromadziłam jako dobre, szczęśliwe rzeczy do wspominania przez cały tydzień.
Było
to wtedy, kiedy miałam wstąpić do szkoły tylko na krótko, bo musiałam wypełnić
i podpisać kilka dokumentów, ale moje wakacje właściwie zaczynały się wraz z
końcem tego tygodnia, więc powinnam mieć dużo wolnego czasu na odpoczynek i
zajęcie się moją rodziną.
Rano
wstałam nieco później i kończyłam już prawie śniadanie, kiedy do kuchni weszła
Lucy.
-
Dzień dobry, Lucy - przywitałam się miłym tonem, uznając, że nie powinna czuć
już do mnie złości, bo przecież starałam się naprawić zło, które wyrządziłam
niechcący, pozwalając się dotykać obcemu mężczyźnie na podjeździe naszego domu.
-
Phi - prychnęła pogardliwie - Nie taki dobry, skoro cię tu spotykam.
Zamarłam.
Co
takiego?
-
Mogłabyś wreszcie zniknąć - dodała dziwnym,
nieprzyjemnym sykiem moja siostra - Znowu mącisz i robisz wszystko nie tak jak
należy.
-
Słucham? - szepnęłam i usłyszałam w moim głosie ten sam ból, który czułam w
sercu.
Ból
spowodowany świadomością, że tracę jedną z sióstr, kiedy inną straciłam na
stałe kilkanaście miesięcy temu, bo Lucy nie chciała nią być, skoro traktowała
mnie jak wroga.
Lucy
go nie usłyszała.
-
Bo ty myślisz tylko o sobie - rzuciła
z pretensją w głosie, a potem warknęła, pochylając się w moją stronę - Miałam
mieć swój wielki dzień, a ty wtrącasz się w to ze swoim ślubem?
Nie
wiedziałam, co miałabym powiedzieć.
Nie
czułam nic dobrego, a nie chciałam mówić niczego złego.
Przecież
tak się starałam postąpić dobrze, właściwie.
Chciałam,
żeby miała swój ślub, żeby jej przyszła teściowa nie odrzuciła jej, żeby nie odrzuciła naszej rodziny.
-
Ty zawsze chcesz być w centrum uwagi - Lucy nadal warczała ironicznie - Kochana starsza siostra, która bezinteresownie,
szlachetnie rezygnuje z dużego ślubu i wesela, bo jest taka dobra dla swojej mamusi, więc robi to
skromnie i szybko. I wszyscy są zachwyceni wspaniałomyślną,
troskliwą Hannah.
-
Ale… Lucy… - zaczęłam bezradnie, a ona, nie słuchając mnie i nie zważając na
nic, znowu mówiła i robiła to tym samym złym głosem.
-
I tak ci się nie uda być najlepszą. Para dziwadeł
- prychnęła dziwnie pogardliwie - Też sobie znalazłaś narzeczonego. Pasujecie do siebie. Bo właściwie kim on jest. Nic
nie ma. Biedny jak mysz kościelna. Nikt.
Nawet nie jest przystojny. Niczego nie umie…
O,
nie!
Nie
robiła tego!
Mogła
mówić, co chciała, same złe rzeczy o mnie,
ale nie wolno jej było mówić niczego
złego o Billy’m.
Wyprostowałam
się, zacisnęłam usta i poczułam, że w moich oczach rozpalił się ogień, jakiego
tam nigdy nie było.
-
Zamilcz! - warknęłam głośno, a Lucy
była tak całkiem zaskoczona, że posłuchała mnie i zamilkła.
-
Jak śmiesz! - warczałam dalej, głupia
ja, nie zauważając tego, że za moimi
plecami otworzyły się drzwi wejściowe do domu - Nic o nim nie wiesz.
I
znowu, głupia ja, miałam pokazać wszystkim, jaka byłam brzydka.
*****
Billy
Billy
spotkał mamę Hannah w sklepie spożywczym, chociaż miał nadzieję na spotkanie
tam Hannah.
Ale
przyjął to, co dostał.
Chciał
się dostać do tej rodziny w inny sposób niż przez swoją narzeczoną, bo czuł, że
Hannah go blokowała.
Trochę
się bał.
Nie
był jej wart, bo była tak cudowną, słodką, troskliwą i dobrą kobietą, że on
nigdy, przenigdy nie zdołałby być dla
niej wystarczająco dobry.
Ale
już wiedział, że chciał spróbować.
Więc,
kiedy z daleka zobaczył w markecie Kate Sensible, podszedł do niej niezwłocznie
i przywitał się, a potem zaproponował podwiezienie do jej domu swoim pickupem,
żeby mogła zrobić większe zakupy i nie musiała wozić ich autobusem.
Nie
rozumiał tego, dlaczego one nie miały samochodu, skoro Hannah prowadziła, a na
dodatek robiła to sprawnie i bez zahamowań czy zdenerwowania, ale w tej chwili
to mu pomogło w realizacji jego planu.
Więc
Billy dowiedział się od Kate, że Abi była z Ablem u jakiejś koleżanki i miała
wrócić do domu dopiero na lunch, a Hannah miała dzień wolny od obowiązków w
pracy i spędzała go wypoczywając, chociaż Billy podejrzewał, że ten wypoczynek
związany był z praniem, myciem okien lub innym domowym gównem, bo jego Anie nie
potrafiła być bez zajęcia.
Kiedy
wysiedli z Forda na podjeździe ich domu, Billy wziął sam do obu rąk wszystkie pieprzone
torby z gównem kupionym przez Kate, by od razu przekonać się, że nie było mowy,
by dojechała z nimi cholernym autobusem do domu, więc wiedział, że wzięła sobie
do serca jego radę, by zrobiła cholernie większe zakupy.
Zresztą
powinien to wiedzieć, skoro za nie zapłacił (po krótkiej sprzeczce przy kasie),
więc również wiedział, że właśnie wydała tyle, co on sam wydawał na swoje jedzenie
przez miesiąc.
Mama
Hannah otworzyła im drzwi swoim kluczem, żartując z nim o wyładowanych torbach,
kiedy usłyszeli krzyk Hannah dochodzący z kuchni.
I
Billy zamarł, bo nigdy nie sądziłby, że jego Anie miała taki temperament, że umiałaby krzyczeć.
A
potem jego zdumienie zamieniło się w coś innego i nie było to nic cholernie
złego, ani trochę, ale diabelnie spowodowało, że Billy poczuł ściskanie w
klatce piersiowej w taki sposób, w jaki nie czuł tego nigdy w całym swoim pieprzonym życiu.
Kurwa,
ale to było dobre!
-
Jak śmiesz tak o nim mówić - Hannah
krzyczała, najwidoczniej w odpowiedzi na coś, co powiedziała do niej jej
siostra - Nie masz prawa go obrażać, bo go nie znasz. Ani trochę. Billy to najlepszy, najbardziej troskliwy, najmądrzejszy mężczyzna na całym świecie. Jest czuły i prawy. Jest bohaterem, który codziennie ratuje ludziom
życie i ich dobytek. A na dodatek daje mi więcej, niż ty kiedykolwiek mogłabyś
w ogóle mieć.
Billy
usłyszał pogardliwe prychnięcie Lucy i Kate Sensible też je musiała usłyszeć,
więc zdecydowanie ruszyła nagle ze swojego zamrożenia szybkim krokiem w stronę
kuchni, kiedy Hannah mówiła dalej, nieco spokojniej, ale nadal głosem pełnym
pasji.
-
Nawet nie wiesz, jak wiele Billy ma wszystkim
do ofiarowania i jak hojnie to daje… - nagle przerwała, bo jej mama stanęła w
drzwiach kuchni i Hannah odwróciła się w ich stronę.
Billy
zobaczył jej zaczerwienioną twarz, nagle przerażone oczy i dłonie unoszące się
do ust, a potem nic nie widział, bo Hannah przemknęła obok niego ze zwieszoną
do podłogi głową, wymamrotała Przepraszam
i zniknęła w drzwiach w głębi korytarza.
Nie
mógł jej zatrzymać, bo w obu rękach trzymał te cholerne torby z zakupami, a obawiał się, że mogło być w nich jakieś
gówno na tyle cholernie delikatne, że nie wypieprzył ich po prostu na pieprzoną
podłogę, jak miał na to cholerną ochotę.
Kurwa.
Billy
zobaczył jeszcze wściekły wzrok pieprzonej
Lucy, która poczuła się przyłapana na ujawnieniu swojej prawdziwej suczej twarzy
przed obcym mężczyzną, którego właśnie poznała, tym bardziej, że była w stroju
domowym, którego, najwidoczniej, nie chciała pokazywać obcym.
Ta
siostra była całkiem inna niż reszta rodziny Hannah.
Billy
poznał Abi, więc wiedział, że najmłodsza z nich była bardziej podobna do Anie
niż do ich mamy.
Natomiast
Lucy wyglądała dokładnie tak, jak ich mama.
Wiele
apetycznych, wręcz nazbyt obfitych krągłości podkreślała nie-jak-mama obcisłymi
ubraniami, na które tego przedpołudnia składały się bardzo krótkie spodenki i
kusa, wydekoltowana koszulka na ramiączkach odkrywająca brzuch, co wyglądało na
jej strój do spania.
Włosy
tej siostry były bardzo mocno rozjaśnione, wręcz białe, chociaż Billy
podejrzewał, że były naturalnie równie jasne, co wszystkich kobiet Sensible, bo
mama Hannah też była blondynką.
Billy
aż do tej chwili sądził, że ubrania Hannah były reakcją na gwałt na Ewie
Sensible, ale teraz w to zwątpił.
Hannah,
co widział już tamten jeden raz, sypiała w krótkich spodenkach i koszulkach,
ale były one luźne, zakrywające ramiona i uda, jakby nawet wtedy, podczas snu w
nocy, chciała się ukryć.
Ani
ubiór, ani zachowanie Lucy nie wskazywało na przeżytą traumę.
Może
to po prostu Anie była taka wrażliwa na krzywdę innych, a nie chodziło o to, że
ich rodzice straszyli swoje córki odkrywaniem ciała.
-
Idź do niej - Billy usłyszał cichy głos Kate, kiedy odstawił torby z zakupami
na blat kuchenny.
Spojrzał
na kobietę, która patrzyła na niego ciepłym, zatroskanym wzrokiem i, kiedy
złapała jego spojrzenie, skinęła brodą w stronę drzwi, za którymi zniknęła zmartwiona
Anie.
Billy
skinął głową i poszedł tam.
Zapukał
do drzwi za którymi zniknęła Hannah, kiedy ją widział biegnącą, bo patrzył, jak
uciekała w pospiechu, zakrywając twarz dłońmi.
-
Proszę - usłyszał stłumiony głos Hannah i wszedł do maleńkiego pokoiku, w
którym stało tylko pojedyncze łóżko, małe biurko ze zwykłym krzesłem i
dwudrzwiowa, zwykła szafa ze sklejki.
Jego
słodka Anie siedziała na brzegu łóżka z opuszczoną głową i dłońmi luźno leżącymi
na kolanach.
Kiedy
Billy wszedł, wstała z łóżka, ale stała w miejscu, patrząc na swoje dłonie i
kręcąc nieporadnie palcami.
-
Prze-przepraszam - szepnęła, odwracając głowę w bok - n-n-nie-nie powinnam…
-
Anie - mruknął Billy, żeby jej przerwać.
Podniosła
gwałtownie głowę, wyciągnęła rękę, ale nie dotknęła go, kiedy na jej twarzy
pojawił się wyraz rozpaczy.
-
Ja taka nie jestem - powiedziała głośnym szeptem - Nie krzyczę. Nie powinnam
mówić do Lucy takim tonem - dodała, mówiąc coraz ciszej - Pójdę ją przeprosić -
dodała jakby do siebie i ruszyła w stronę drzwi.
Billy
zatrzymał ją, łapiąc za jej przedramię.
-
Chcesz mi powiedzieć, że tam skłamałaś? - powiedział, udając surowość, kiedy
wszystkim, co czuł, była czułość i wzruszenie.
-
C-co? - sapnęła Hannah i szarpnęła głową do góry - N-nie! - krzyknęła, nagle przestraszona, że go zraniła.
Billy
zaczął się uśmiechać.
Przyciągnął
ją do siebie, wyciągnął drugą rękę, by ją objąć w pasie, kiedy zdjął rękę z jej
przedramienia i pogłaskał w jej włosy na boku głowy.
Billy
już od pewnego czasu to czuł, ale teraz zaczął mieć pewność, że z jego strony
to nie było udawane.
Chciał mieć tę cudowną
kobietę za żonę.
Chciał z nią stworzyć
dom.
Rodzinę.
Ale
najbardziej w życiu chciał, by ona
chciała jego.
To,
co usłyszał w kuchni, nie było miłe, bo świadczyło o tym, że Lucy była po
prostu suką, więc sprawiła Anie przykrość, ale było miłe, bo świadczyło o tym, że Anie myślała o Billy’m dobrze.
A
to było bardzo dobre.
-
Anie, Słonko - mruknął w czubek jej głowy, kiedy już ją miał blisko siebie -
Usiądź tu ze mną i porozmawiajmy.
Skinęła
głową, jednak nie odrywając się ani na centymetr od jego klatki piersiowej,
więc Billy przesunął się bokiem do jej łóżka, opadł tyłkiem na materac i
pociągnął Hannah za sobą, by opadła tyłkiem na jego uda.
Nie
broniła się przed tym, a nawet przytrzymała się go ramieniem owiniętym wokół
jego żeber.
Kiedy
wreszcie wsunął się tak, by opierać się plecami o zagłówek jej łóżka, kiedy
jego nogi były na narzucie, ze stopami na brzegu, a jej zwisały za brzeg
materaca, jej głowa była odchylona na jego ramieniu, więc widział jej oczy.
-
Musisz wiedzieć, że podobało mi się to - powiedział jej - Wszystko. To, co o mnie
mówiłaś, to jak o mnie mówiłaś. Każdy
by to lubił. A ja nie miałem tego zbyt wiele w swoim życiu.
Przez
jej twarz przesunął się wyraz, który mówił mu, że już o tym wiedziała, a Billy
wiedział skąd.
Obserwowała
Jacka, więc wiedziała, jaka była ich matka.
Ale
Billy nie chciał, żeby go żałowała.
-
To cała ty - powiedział jej to, co zauważył wcześniej - Widzisz w każdym dobro.
Nawet, jeśli nie każdy na to zasługuje.
Billy
zobaczył, jak szarpnęła głową i otworzył usta, jakby chciała zaprzeczyć, ale on
w tej chwili nie myślał o sobie.
Uznał,
że musiał jej otworzyć oczy na charakter jej siostry i tylko to się liczyło, a o nim mogli porozmawiać kiedy indziej.
-
Lucy nie lubi mnie nie dlatego, że to jestem ja - powiedział jej coś, co wiedzieliby wszyscy ci, którzy
posłuchaliby tego, co on usłyszał tego dnia i co wiedział wcześniej - Zazdrości
ci.
Hannah
potrząsnęła głową w przeczeniu.
-
Zazdrości ci - Billy nie dał sobie
przerwać - …tego, że jesteś piękna, słodka i miła dla każdego. A ona tego nie
potrafi.
-
C-co? - szepnęła Hannah.
-
Ona nie umie myśleć dobrze o kimkolwiek
- wyjaśniał Billy, ale Hannah nie o to pytała.
Billy
dowiedział się tego, kiedy wreszcie wydobyła z siebie następne zdanie.
-
J-ja… ja nie jestem… - przerwała i przełknęła ślinę, by dokończyć szeptem - piękna.
Billy
poczuł, jak łagodnieje mu twarz.
Mógł
się tego domyśleć.
Hannah
może po prostu nie myślała o swoim wyglądzie, ale może nie sądziła, że ktoś
mógłby uznać ją za piękną.
-
Jesteś - szepnął i znowu przejechał czubkami palców po jej skroni wzdłuż krawędzi
jej włosów.
-
Billy - szepnęła Hannah z takim uczuciem w głosie, że Billy spojrzał na nią
uważniej.
W
jej oczach pojawił się blask zwiastujący łzy, ale na ustach był cień uśmiechu,
co świadczyło o tym, że była szczęśliwa.
I
to było dobre.
Tak
dobre, że Billy zechciał jej dać więcej siebie, żeby mogła mieć więcej dobrych
myśli o nim, skoro przeceniała go tak bardzo, żeby bronić go przed swoją
suką-siostrą, kiedy on tego nie potrzebował.
Mieli
czas.
Cóż,
życie bywa przewrotne.
Billy
sądził, że mieli czas.
Bóg,
diabeł, przeznaczenie, czy cokolwiek innego, co wyznacza ścieżki człowieka,
chciało inaczej.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję :). Muszę powiedzieć, że nie jestem zwolenniczką smutnych zakończeń, zdecydowanie bardziej lubię "żyli długo i szczęśliwie", dlatego trochę się boję co będzie dalej. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńKamciakama - chyba każda z nas lubi szczęśliwe zakończenia (a jak chcesz wiedzieć co się stanie wkrótce, to przeczytaj Alba - nie pozwól... rozdział 17/18 ;))
UsuńDziękuję. Odświeżyłam sobie pamięć i tam jednak wszystko kończy się dobrze :)
Usuń