Rozdział 18
Sen był dobry
Hannah
Spałam.
Spałam
i nie chciałam się obudzić.
Sen
był dobry.
Wiedziałam
to, bo obudziłam się wcześniej i byłam sama.
Kiedy
otworzyłam oczy, przekonałam się, że leżałam w obcym łóżku, w obcej sali i
dopiero po krótkiej chwili zorientowałam się, że była to sala szpitalna i łóżko
szpitalne, otoczone sprzętem, który pikał, szumiał i kapał.
Nie mogłam
poruszyć ani jednym mięśniem, a moje oddychanie było dziwne, bo nie
przechodziło przez nos, ale oddychałam.
Nic mnie nie
bolało, ale byłam tak strasznie zmęczona.
Było ciemno, jakby
była noc, świeciło się tylko małe ledowe światło nad łóżkiem, ale i tak
wiedziałam, że byłam całkiem sama.
Billy nie
przyszedł do mnie.
Nie siedział i nie
czekał tam, żebym się obudziła.
Przypomniałam
sobie słowa, jakie usłyszałam …zanurzać
się w tej brudnej kurwie…, a także wszystko to, co się stało, co mi
zrobiono.
Wtedy zrozumiałam.
Straciłam ich.
Obu.
Albo nawet troje.
O, Boże!
Moje dziecko!
Tego dnia
słyszałam bicie serduszka mojego maleństwa, zobaczyłam plamki i cienie, na
których lekarka pokazała mi, gdzie miałam szukać dziecka i dostałam zdjęcie,
żeby pokazać je mojemu mężowi.
Pamiętałam swój
ból, kiedy straciłam Ewę, a zaraz potem tatę.
Trochę bolało,
kiedy straciłam Lucy, a potem trochę straciłam mamę i Abla.
Przez ten gwałt
zostałam zbrukana.
Miejsce śmieci jest na śmietniku - powiedział.
Teraz, kiedy byłam
brudna, straciłam Billy’ego, który cenił we mnie czystość, a razem z nim
straciłam Jacka.
Nie byłam tego
pewna, ale czułam pustkę pod sercem, więc sądziłam, że straciłam też moje
dziecko.
Nie miałam po co
żyć.
Więc sen był dobry i nie chciałam się budzić.
*****
Nie wiedziałam,
jak długo to trwało, czy to były godziny, dni, czy tygodnie, ale nigdy, kiedy się budziłam, nie było przy
mnie ani Billy’ego, ani Jacka.
Przez te dni i
noce zwykle spałam mocno, ale czasem mój sen był płytki i trochę słyszałam albo
czułam.
Jak teraz.
- Anie, Słonko -
szeptała Abi przy moim uchu, kiedy jej szczupłe palce artystki gładziły moją
skroń - Tęsknimy za tobą.
Wiedziałam, że
tęskniła.
Abi była moją
ostatnią z sióstr, która chciała i lubiła ze mną przebywać.
Kochałam ją.
Często rozmawiałyśmy,
a ona lubiła mi się zwierzać, radzić się mnie.
Wiedziałam, że ona kochała mnie.
Dla Abi byłam
gotowa się obudzić, bo nie chciałam smucić mojej małej siostrzyczki, ale wtedy
rozległ się czyjś głos.
- O, moja biedna córeczka! - usłyszałam nieco dalej
zawodzenie mojej mamy - Co ty teraz poczniesz.
Moja kochana Anie. Nie masz dziecka…
Nie mogłam tego
słuchać.
To bolało.
Sen był o wiele lepszy niż jawa.
*****
Zostałam
podniesiona w ramionach z mojego łóżka, ułożona na czymś na boku, przytulona.
Tak, jak to zawsze
lubiłam.
Nie, nie lubiłam, kochałam to.
Moja głowa leżała
bokiem na czymś twardym i gorącym.
Słyszałam bicie
czyjegoś serca.
Bliskie mi, tak
bardzo znajome, swojskie i kochane.
Billy.
Był tam.
Czułam całą sobą,
że byłam na jego kolanach, otoczona jego ramionami, przyciśnięta do jego
piersi.
Tak bardzo chciałam, żeby to nie był sen.
- …i wtedy Jack
powiedział, że tamten chłopak nakrzyczał na tą nauczycielkę, która była na
zastępstwie za ciebie - słyszałam kochany głos mojego męża, ale może to był
wytwór mojej wyobraźni, bo tak bardzo za nim tęskniłam - Podobno kazała im
opowiadać o życiu Anne Frank, a ty zadałaś im do przeczytania Harry’ego Pottera…
Chciałam zaśmiać
się przez mój sen na złość tamtego dzieciaka, bo ja sama też przeszłabym do
życia Anne Frank po Harrym Potterze, ale nie zrobiłam tego.
Również nie
słuchałam dłużej.
Bardzo chciałabym
usłyszeć dokładnie to, co Billy mi opowiadał, więc wiedziałam, że to był mój
sen.
Billy’ego tam nie
było.
Byłam zbyt brudna,
by chciał trzymać mnie na kolanach.
Nie byłam
wystarczająco piękna dla tego wspaniałego mężczyzny.
Nawet nie miałam
już długich włosów, które tak lubił czesać, przesiewać i pomagał mi myć.
Wróciłam w objęcia
snu.
Sen był dobry.
*****
Znowu byłam sama.
Już zawsze będę
sama.
Po latach bycia z
kimś, nawet z moją rodziną, po tym, jak posmakowałam życia w swojej rodzinie, wśród tych, którzy mnie
kochali i mogłam się nimi opiekować, nie chciałam być sama.
W tym obcym,
szpitalnym pokoju otaczały mnie zimne maszyny, które pikały, szumiały i
popiskiwały.
Poczułam tam
obecność kobiety, której delikatne perfumy mieszały się z zapachem świeżo
wypranego płótna, jak sądziłam, fartucha, a ona milczała i wzdychała cicho,
kiedy poruszała czymś obok mojej głowy, a potem przy zgięciu mojego łokcia.
Zapewne zmieniała
mi kroplówkę.
Może glukoza, może
sól fizjologiczna.
Dawali mi w ten
sposób pić i jeść.
Utrzymywali mnie
przy życiu.
Chciałabym
powiedzieć im, że nie musieli tego robić.
Nie zabiłabym się,
nie specjalnie, ale zaśnięcie na wieki nie byłby takie złe.
Trochę niepokoiłam
się o to, jak zareagowałby tata, czy Jack byłby bardzo smutny, ale bardzo
chciałam spać.
Nie miałam nikogo,
dla kogo chciałbym się obudzić.
Wiedziałam, że Billy
znajdzie sobie czystą, dobrą kobietę, z którą będzie się mógł zaopiekować
Jackiem.
Był taki
wspaniały.
Moja mama wreszcie
nie będzie musiała się o mnie martwić.
Odpocznie.
Abi była młoda,
więc zapomniałabym, przebolałaby to.
Miałabym swoje życie.
A ja mogłabym
spać.
Sen był dobry.
*****
Coś usłyszałam.
Było to coś, co
mnie wyprowadzało poza krawędź snu.
Przywoływało do
jawy.
Znałam ten dźwięk
i kochałam go.
Jakoś tym razem
czułam, że to nie był kolejny sen, chociaż trudno było mi w to uwierzyć.
Najpierw Billy mówił
mi do ucha.
- Moja słodka
Anie.
Natężyłam słuch.
- Wiem, że mnie
słyszysz - jego głos był łagodny, ale w jakiś sposób naglący, kojący, a na
dodatek namiętny i w dalszym ciągu czułam w tym rozkaz, jeden z takich, jakie
dawał mi, kiedy bawiliśmy się w niegrzeczny seks - Może myślisz, że pozwolę ci
tak spać, ale mylisz się. Kocham cię. Potrzebuję
cię. Potrzebuję mojej czystej, dobrej, słodkiej Anie, żeby mnie przytuliła w
nocy, żebym ja mógł ją przytulić.
Czułam, że moje
serce zaczęło szybciej bić.
Chciał mnie.
Kochałam go, więc
jeśli on chciał mnie, to ja zrobiłabym wszystko,
żeby być z nim.
- Każę ci się
obudzić, Anie - mówił mój mąż tym schrypniętym, niskim głosem, który robił dla
mnie tyle dobrego podczas naszych chwil - Zaśpiewam ci, bo nie umiem mówić
tego, co jest najbardziej ważne, tego co czuję i co myślę. A ty posłuchasz, a
potem się obudzisz. Tak, Anie?
Chciałam skinąć
głową, chciałam powiedzieć Tak, ale
jeszcze spałam.
A potem Billy się
dosunął i usłyszałam to.
Była to gitara, a
potem dołączył do niej głos mojego męża, śpiewającego mi tak, jak wielokrotnie
robił to, kiedy chciał mi coś powiedzieć i potrzebował cudzych słów, żeby to
przekazać.
Więc zaczęłam
wątpić w to, że sen był najlepszym, co miałam mieć.
Może sen wcale nie
był dobry?
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń