środa, 8 lutego 2023

18 - Sen był dobry

 

Rozdział 18

Sen był dobry

Hannah

 

 

Spałam.

Spałam i nie chciałam się obudzić.

Sen był dobry.

Wiedziałam to, bo obudziłam się wcześniej i byłam sama.

Kiedy otworzyłam oczy, przekonałam się, że leżałam w obcym łóżku, w obcej sali i dopiero po krótkiej chwili zorientowałam się, że była to sala szpitalna i łóżko szpitalne, otoczone sprzętem, który pikał, szumiał i kapał.

Nie mogłam poruszyć ani jednym mięśniem, a moje oddychanie było dziwne, bo nie przechodziło przez nos, ale oddychałam.

Nic mnie nie bolało, ale byłam tak strasznie zmęczona.

Było ciemno, jakby była noc, świeciło się tylko małe ledowe światło nad łóżkiem, ale i tak wiedziałam, że byłam całkiem sama.

Billy nie przyszedł do mnie.

Nie siedział i nie czekał tam, żebym się obudziła.

Przypomniałam sobie słowa, jakie usłyszałam …zanurzać się w tej brudnej kurwie…, a także wszystko to, co się stało, co mi zrobiono.

Wtedy zrozumiałam.

Straciłam ich.

Obu.

Albo nawet troje.

O, Boże!

Moje dziecko!

Tego dnia słyszałam bicie serduszka mojego maleństwa, zobaczyłam plamki i cienie, na których lekarka pokazała mi, gdzie miałam szukać dziecka i dostałam zdjęcie, żeby pokazać je mojemu mężowi.

Pamiętałam swój ból, kiedy straciłam Ewę, a zaraz potem tatę.

Trochę bolało, kiedy straciłam Lucy, a potem trochę straciłam mamę i Abla.

Przez ten gwałt zostałam zbrukana.

Miejsce śmieci jest na śmietniku - powiedział.

Teraz, kiedy byłam brudna, straciłam Billy’ego, który cenił we mnie czystość, a razem z nim straciłam Jacka.

Nie byłam tego pewna, ale czułam pustkę pod sercem, więc sądziłam, że straciłam też moje dziecko.

Nie miałam po co żyć.

Więc sen był dobry i nie chciałam się budzić.

*****

Nie wiedziałam, jak długo to trwało, czy to były godziny, dni, czy tygodnie, ale nigdy, kiedy się budziłam, nie było przy mnie ani Billy’ego, ani Jacka.

Przez te dni i noce zwykle spałam mocno, ale czasem mój sen był płytki i trochę słyszałam albo czułam.

Jak teraz.

- Anie, Słonko - szeptała Abi przy moim uchu, kiedy jej szczupłe palce artystki gładziły moją skroń - Tęsknimy za tobą.

Wiedziałam, że tęskniła.

Abi była moją ostatnią z sióstr, która chciała i lubiła ze mną przebywać.

Kochałam ją.

Często rozmawiałyśmy, a ona lubiła mi się zwierzać, radzić się mnie.

Wiedziałam, że ona kochała mnie.

Dla Abi byłam gotowa się obudzić, bo nie chciałam smucić mojej małej siostrzyczki, ale wtedy rozległ się czyjś głos.

- O, moja biedna córeczka! - usłyszałam nieco dalej zawodzenie mojej mamy - Co ty teraz poczniesz. Moja kochana Anie. Nie masz dziecka…

Nie mogłam tego słuchać.

To bolało.

Sen był o wiele lepszy niż jawa.

*****

Zostałam podniesiona w ramionach z mojego łóżka, ułożona na czymś na boku, przytulona.

Tak, jak to zawsze lubiłam.

Nie, nie lubiłam, kochałam to.

Moja głowa leżała bokiem na czymś twardym i gorącym.

Słyszałam bicie czyjegoś serca.

Bliskie mi, tak bardzo znajome, swojskie i kochane.

Billy.

Był tam.

Czułam całą sobą, że byłam na jego kolanach, otoczona jego ramionami, przyciśnięta do jego piersi.

Tak bardzo chciałam, żeby to nie był sen.

- …i wtedy Jack powiedział, że tamten chłopak nakrzyczał na tą nauczycielkę, która była na zastępstwie za ciebie - słyszałam kochany głos mojego męża, ale może to był wytwór mojej wyobraźni, bo tak bardzo za nim tęskniłam - Podobno kazała im opowiadać o życiu Anne Frank, a ty zadałaś im do przeczytania Harry’ego Pottera…

Chciałam zaśmiać się przez mój sen na złość tamtego dzieciaka, bo ja sama też przeszłabym do życia Anne Frank po Harrym Potterze, ale nie zrobiłam tego.

Również nie słuchałam dłużej.

Bardzo chciałabym usłyszeć dokładnie to, co Billy mi opowiadał, więc wiedziałam, że to był mój sen.

Billy’ego tam nie było.

Byłam zbyt brudna, by chciał trzymać mnie na kolanach.

Nie byłam wystarczająco piękna dla tego wspaniałego mężczyzny.

Nawet nie miałam już długich włosów, które tak lubił czesać, przesiewać i pomagał mi myć.

Wróciłam w objęcia snu.

Sen był dobry.

*****

Znowu byłam sama.

Już zawsze będę sama.

Po latach bycia z kimś, nawet z moją rodziną, po tym, jak posmakowałam życia w swojej rodzinie, wśród tych, którzy mnie kochali i mogłam się nimi opiekować, nie chciałam być sama.

W tym obcym, szpitalnym pokoju otaczały mnie zimne maszyny, które pikały, szumiały i popiskiwały.

Poczułam tam obecność kobiety, której delikatne perfumy mieszały się z zapachem świeżo wypranego płótna, jak sądziłam, fartucha, a ona milczała i wzdychała cicho, kiedy poruszała czymś obok mojej głowy, a potem przy zgięciu mojego łokcia.

Zapewne zmieniała mi kroplówkę.

Może glukoza, może sól fizjologiczna.

Dawali mi w ten sposób pić i jeść.

Utrzymywali mnie przy życiu.

Chciałabym powiedzieć im, że nie musieli tego robić.

Nie zabiłabym się, nie specjalnie, ale zaśnięcie na wieki nie byłby takie złe.

Trochę niepokoiłam się o to, jak zareagowałby tata, czy Jack byłby bardzo smutny, ale bardzo chciałam spać.

Nie miałam nikogo, dla kogo chciałbym się obudzić.

Wiedziałam, że Billy znajdzie sobie czystą, dobrą kobietę, z którą będzie się mógł zaopiekować Jackiem.

Był taki wspaniały.

Moja mama wreszcie nie będzie musiała się o mnie martwić.

Odpocznie.

Abi była młoda, więc zapomniałabym, przebolałaby to.

Miałabym swoje życie.

A ja mogłabym spać.

Sen był dobry.

*****

Coś usłyszałam.

Było to coś, co mnie wyprowadzało poza krawędź snu.

Przywoływało do jawy.

Znałam ten dźwięk i kochałam go.

Jakoś tym razem czułam, że to nie był kolejny sen, chociaż trudno było mi w to uwierzyć.

Najpierw Billy mówił mi do ucha.

- Moja słodka Anie.

Natężyłam słuch.

- Wiem, że mnie słyszysz - jego głos był łagodny, ale w jakiś sposób naglący, kojący, a na dodatek namiętny i w dalszym ciągu czułam w tym rozkaz, jeden z takich, jakie dawał mi, kiedy bawiliśmy się w niegrzeczny seks - Może myślisz, że pozwolę ci tak spać, ale mylisz się. Kocham cię. Potrzebuję cię. Potrzebuję mojej czystej, dobrej, słodkiej Anie, żeby mnie przytuliła w nocy, żebym ja mógł ją przytulić.

Czułam, że moje serce zaczęło szybciej bić.

Chciał mnie.

Kochałam go, więc jeśli on chciał mnie, to ja zrobiłabym wszystko, żeby być z nim.

- Każę ci się obudzić, Anie - mówił mój mąż tym schrypniętym, niskim głosem, który robił dla mnie tyle dobrego podczas naszych chwil - Zaśpiewam ci, bo nie umiem mówić tego, co jest najbardziej ważne, tego co czuję i co myślę. A ty posłuchasz, a potem się obudzisz. Tak, Anie?

Chciałam skinąć głową, chciałam powiedzieć Tak, ale jeszcze spałam.

A potem Billy się dosunął i usłyszałam to.

Była to gitara, a potem dołączył do niej głos mojego męża, śpiewającego mi tak, jak wielokrotnie robił to, kiedy chciał mi coś powiedzieć i potrzebował cudzych słów, żeby to przekazać.

Więc zaczęłam wątpić w to, że sen był najlepszym, co miałam mieć.

Może sen wcale nie był dobry?

 


 

2 komentarze: