Rozdział 21
Mój mały chłopiec (cz.1)
Hannah
Pięćdziesiąt
godzin później
Obudziłam
się gwałtownie ze snu w środku nocy, którą spędzałam sama w naszym łóżku w
naszej sypialni, bo Billy poszedł do pracy na nocną zmianę.
Od
razu, kiedy tylko się obudziłam, wiedziałam, co to było, bo zdarzało mi się to
regularnie, albo prawie regularnie, co miesiąc od dwunastego roku życia.
Tym
bardziej, że lekarz ostrzegał mnie, że mogło mi się to przytrafić dosłownie na
dniach po wyjściu ze szpitala.
Wstałam,
poszłam do garderoby, wzięłam potrzebne rzeczy do przebrania się i udałam się
do łazienki, by zrobić to, co potrzebowałam zrobić.
Zanim
wróciłam do łóżka, założyłam majtki z podpaską, przebrałam się z koszuli nocnej
w piżamę i zdjęłam naszyjnik, który ozdabiał moją szyję tej i poprzedniej nocy,
skoro Billy miał dołączyć do mnie w naszym łóżku.
Przez
cały ten czas uśmiechałam się jednak jak wariatka do samej siebie, bo, mimo
ciągłego zagrożenia i strachu, mieliśmy oboje cudowne dni.
Fantastyczne.
Po
tym, jak po naszym przyjeździe ze szpitala Billy pojechał po Jacka do, a ja zostałam w
domu z Filipem, który poprawiał nasz system alarmowy, zostałam na kanapie w
bawialni.
Szpital
mnie rozleniwił, więc poczułam się tak zmęczona, że zasnęłam.
Kiedy
obudziłam się jakiś czas później, Filip siedział na fotelu obok mnie, telewizor
był włączony, a ja byłam przykryta kocem.
Niczego
z tego nie pamiętałam.
-
Hej - mruknęłam, kiedy spojrzał na mnie z tym swoim dziwnym, lekkim półuśmiechem.
-
Hej - odmruknął mi - Jak się spało?
-
Przepraszam za to - powiedziałam i postarałam się usiąść.
-
Nie ma za co - odpowiedział mi Filip i wzruszył ramionami - Wiem jak to jest po
szpitalu.
Wiedział?
Nie
znałam dokładnie ich historii, ale faktycznie któraś z kobiet wspominała coś o
porwaniu i postrzale Filipa.
Spojrzałam
na jego bliznę, która była wciąż dobrze widoczna na boku jego szyi, ale, z tego
co wiedziałam, minęło zaledwie około pół roku od czasu, kiedy ją zdobył.
-
Nie martw się - powiedział Filip, udowadniając, że zauważył moje spojrzenie -
Jest dobrze i ma być coraz lepiej.
-
To dobrze - szepnęłam, a potem poczułam radość wynikającą z faktu, że im się
dało.
Było
coś pocieszającego w tym, że każda z kobiet z tej grupy miała złe przeżycia,
ale wszystkim udało się znaleźć szczęście przy boku jej ukochanego mężczyzny.
Nie
rozmawialiśmy z Filipem dłużej o tym ani o niczym innym, bo wtedy właśnie
przyjechał Billy z Jackiem i mężczyzna szybko się pożegnał.
O,
Boże, jak ja się stęskniłam za tym chłopcem.
Jack
też za mną tęsknił, co udowodnił prawie zagadując mnie na śmierć.
A
potem razem z młodym ugotowaliśmy kolację.
A
potem we trójkę obejrzeliśmy film, w czasie którego ja znowu zasnęłam.
A
potem zaczęliśmy szykować się do snu.
Kiedy
już powiedziałam Dobranoc Jackowi i
wyszłam z jego pokoju, przekonałam się, że Billy jeszcze chodził po parterze i
sprawdzał drzwi i okna.
Znałam
to, więc wiedziałam, że dbał o nasze bezpieczeństwo.
Potrzebowałam
czegoś, co odciągnęłoby moje myśli od zdrady Lucy, potrzebowałam też czegoś, co
powiedziałoby mojemu mężowi, jak bardzo go kochałam i pragnęłam.
On
mnie nie odrzucił.
Mówił
mi, jaka byłam piękna w jego oczach.
Poszłam
do łazienki, naszykowałam się na naszą noc, a potem podeszłam do szafki nocnej,
by wyjąć z niej naszyjnik, który wciąż tam był i czekał na użycie.
Gorące
spojrzenie Billy’ego, kiedy zobaczył mnie w nim był czymś tak cennym, że
chciałabym je widzieć raz po raz, każdego dnia.
A
potem Billy mnie kochał.
Kochał
się ze mną, ale to było coś więcej.
Wielbił mnie.
Czułam
się uwielbiona przez jego dotyk, pocałunki i rozkosz, jaką wkrótce potem
osiągnęliśmy i było mi z tym cudownie.
Spałam
potem przez całą noc bardzo dobrze pomimo tego, że poprzedniego dnia po
południu pozwoliłam sobie na drzemkę, ale, jak sądziłam, chodziło o to, że
Billy przez całą noc trzymał mnie bardzo
blisko siebie.
Przytulał
mnie oburącz, jakby bał się mnie stracić.
Lubiłam
czuć go tak blisko siebie.
Następnego
dnia Billy wstał wcześnie, bo miał dyżur od szóstej rano.
Kiedy
po cichu wstał z łóżka i poszedł do łazienki, by naszykować się na swój dzień,
nie zdając sobie sprawy z tego, że obudziłam się po jego pierwszym drgnieniu
(chociaż nie usłyszałam budzika), odrzuciłam kołdrę i złapałam spodnie dresowe,
które tam stale były, by zbiec do kuchni i przygotować mojemu mężowi śniadanie.
Wiedziałam
doskonale, że, skoro nie miał tego od miesiąca, byłby szczęśliwy, odzyskując
to.
Nie
myliłam się.
Wyraz
twarzy mojego męża, jego pocałunek i ciche Dziękuję,
znaczyły dla mnie więcej niż dodatkowe pół godziny snu, kiedy i tak musiałbym
wstać, by ubrać się i przygotować śniadanie dla Jacka.
Ten
dzień spędziłam cały w domu.
Billy
tak to ustawił, że nie miałam możliwości na wyjście po cokolwiek nawet, jeśli
bym chciała wyjść.
Przez
wpół do ósmej Abi przyjechała po Jacka, żeby odwieźć go do szkoły i nie była
sama, ale z agentem Tracker’em, chociaż przyjechali jej samochodem.
Nie
wiedziałam czemu.
Abi
miała jakieś ważne zajęcia w szkole, więc miała tam pojechać, a potem spędzić
czas w jakiejś kryjówce FBI.
Nie
pytałam, bo nawet wolałam nie znać zbyt wielu szczegółów.
Ważniejsze
dla mnie były odczucia mojej małej siostrzyczki, a o tych nie mogłyśmy
rozmawiać w obecności mężczyzny, który jej stale towarzyszył.
Potem
trochę posprzątałam.
Kiedy
odpoczęłam po sprzątaniu (no, ale doprawdy, czemu
byłam tak wyczerpana, że musiałam odpoczywać po godzinie pracy, tego nie
wiedziałam), zadzwoniłam do mojej mamy i przyznałam jej się, że od poprzedniego
wieczoru byłam w domu.
Przyznałam
sama przed sobą, że tchórzyłam i po
prostu bałam się rozmowy z mamą, bo bałam się jej reakcji, więc zebrałam się na
odwagę, by to pokonać i w końcu zadzwoniłam.
Mama
przyjęła nawet dosyć spokojnie to, że nie zadzwoniłam do niej poprzedniego dnia,
ale podejrzewałam, że było to spowodowane faktem, że Abigail już wcześniej poinformowała
ją, że to Lucy próbowała mnie zabić, Lucas mnie zgwałcił, a oni oboje byli
członkami grupy przestępczej i mieli spędzić za kratkami trochę czasu.
Może
nawet więcej niż trochę.
Jak
tylko złapaliby Lucasa.
Nasza
mama powiadomiła mnie tylko, że miała następnego dnia rozmawiać przez telefon z
tatą, więc poprosiłam ją, żeby przekazała mu, że byłam przytomna, w domu i że
czułam się dobrze.
Ja
sama byłam jeszcze zbyt słaba, żeby pojechać do niej i porozmawiać z nim
osobiście, chociaż sądziłam, że Billy zawiózłby mnie tam, gdybym go o to
poprosiła, bo miał być w domu.
Po
tej rozmowie byłam tak dziwnie wyczerpana, że położyłam się na chwilę na
kanapie w bawialni i, cóż, zasnęłam.
Kiedy
się obudziłam po pół godzinie, poczułam się głodna, więc zrobiłam sobie kanapkę
na lunch, a potem znowu trochę posprzątałam.
Musiałam
przyznać, że Billy i Jack mnie pozytywnie zaskoczyli, bo przez ten miesiąc dom
nie stał się jakoś specjalnie brudny.
Oczywiście,
że ja posprzątałabym inaczej (chociaż może nie lepiej), ale ogólnie, zważywszy
na to, że mieszkał tu tylko mężczyzna, który przez całe swoje życie nie miał
dobrych wzorców prawdziwego, domu z
chłopcem, który miał podobnie, był dość czysto.
Zdziwił
mnie tylko brak jednego krzesła w jadalni, ale o to musiałabym kiedyś zapytać
Billy’ego.
Byłam
zniecierpliwiona tym, że tak łatwo się męczyłam, ale wiedziałam, bo powiedzieli
mi to w szpitalu, że za kilka dni będę sprawna tak, jak przed śpiączką.
Rehabilitantka
powtórzyła mi to nawet kilka razy, kiedy niecierpliwiłam się (chociaż myślałam,
że znosiłam to wszystko cierpliwie i z uśmiechem) i chciałam ćwiczyć więcej,
niż mi na to pozwalała.
Potem
Eva przywiozła Jacka i porozmawiałyśmy przez chwilę, zanim pojechała, by
przygotować kolację dla swojej rodziny.
Dopiero,
kiedy przyjechała i wydawało mi się, że robili to często, pomyślałam, że może
któraś z kobiet lub wszystkie na zmianę pomagały im w prowadzeniu domu.
-
Nie, kochanie - odpowiedziała mi Eva, kiedy ją o to zapytałam - Proponowałyśmy,
ale Billy powiedział, że sobie poradzą z Jackiem we dwóch.
Spojrzenie,
jakie przy tym rzuciła Eva mi i Jackowi było ciepłe, macierzyńskie, więc
wiedziałam, co chciała mi przekazać i podjęłam to.
-
Och, naprawdę - westchnęłam i dodałam z dumą - Poradzili sobie fantastycznie. Dom wygląda bardzo dobrze,
lodówka jest pełna, a pranie zrobione na bieżąco.
-
Widzisz - Eva uśmiechnęła się do mnie - Masz dwóch bardzo zdolnych mężczyzn.
-
Tak - odparłam cicho - Wiem.
Powędrowałam
wzrokiem do Jacka i ponownie zobaczyłam zadowolenie na jego twarzy, jak zawsze,
kiedy go chwaliłam, ale nawet teraz było to coś więcej.
Chodziło
o to, że byłam dumna z niego i z
Billy’ego i mówiłam to.
Po
powrocie Billy’ego z pracy, reszta wieczoru upłynęła nam w prawdziwie rodzinnej
atmosferze.
Kiedy
planowaliśmy następny dzień, Billy zapytał mnie, czy chciałam pojechać z nim,
by odwieźć Jacka do szkoły.
Nie
byłam tego pewna i wiedziałam, że było to słychać, kiedy odpowiedziałam mojemu
mężowi na jego pytanie.
-
Tak. Dobrze.
-
Anie - powiedział Billy, wciąż niezmiennie dbając o mój komfort - Nie musisz.
Jeśli miałabyś się z tym źle czuć, to lepiej zostań w domu.
-
Nie - powiedziałam już pewniej - Poradzę sobie. Mamy pojechać do sklepu na
zakupy i do szpitala na rehabilitację… - przypomniałam mu - więc możemy to
zrobić od razu rano.
-
Rehabilitację masz umówioną na dziesiątą… - odparł Billy - więc zdążę wrócić do domu i możemy pojechać
po ty, jak obrócę.
Poczułam
wtedy, ze moje serce obmyło ciepło i na twarz wypłynęła łagodność, bo był dla
mnie taki dobry.
-
Nie trzeba - mruknęłam i oparłam się o mojego mężczyznę brzuchem i dłońmi,
kiedy podniosłam głowę, by patrzeć mu w oczy - Naprawdę dam radę.
Billy
przyciągnął mnie do siebie, pochylił głowę, a potem jego usta dotknęły moich.
Byliśmy
wtedy w kuchni, gdzie robiłam dla nas pudding waniliowy, Billy robił kawę, a
Jack był w bawialni, gdzie mieliśmy do niego dołączyć i oglądał jakiś film
familijny.
Kiedy
jednak Billy schylił się do mnie po pocałunek i zaczął go pogłębiać, Jack wszedł
do kuchni i zawołał: Fuj!
Nie
odskoczyliśmy od siebie, ale odsunęliśmy się i spojrzeliśmy na młodego: ja z
zawstydzeniem, a Billy z uśmiechem.
Jack
jednak nie był zniesmaczony, zażenowany ani oburzony.
Cieszył
się.
Uznałam
wtedy, że dla oglądania tej radości mogłam
pojechać z nimi rano i uczestniczyć w odstawieniu Jacka do szkoły i
powiedziałam to Billy’emu.
A
potem poszliśmy do sypialni i uznałam, że powinnam dać mojemu mężowi znać, że
chciałam więcej tego, co Billy dał mi wcześniej.
Że
ja byłam gotowa dać mu więcej.
Ale
prawdę mówiąc, moje dążenie było bardzo egoistyczne.
Po
prostu, czułam się bardzo niepewnie z krótkimi włosami i oczekiwaniem na bycie
w centrum zainteresowania, kiedy weszłabym z Jackiem do klasy, więc
potrzebowałam bliskości mojego męża.
Wsparcia.
Kiedy
wyszłam z łazienki w nocnej koszulce, Billy zdejmował ubrania w naszej
wgłębionej szafie.
Poszłam
prosto do łóżka.
Nie
założyłam swojego naszyjnika, bo nie chciałam niczego „niegrzecznego”, ale
chciałam seksu.
Dlatego
przygotowałam się inaczej.
Poczekałam,
aż mój mąż poszedł do łazienki, by zrobić to, co potrzebował zrobić przed snem,
a potem wyszedł, wyłączył światło i dołączył do mnie, już czekającej na niego w
naszym małżeńskim łóżku.
Billy
zgasił lampkę na stoliku nocnym, uznając, że, skoro nie dałam mu znaku, że
chciałam czegoś innego, to, najwidoczniej, chciałam spać.
Kiedy
położył się przodem do mnie i wyciągnął ręce, by mnie przyciągnąć do swojego
ciała, jak to zrobił poprzedniej nocy, zaskoczyłam go.
Wyczuł
to, jak przygotowałam się na niego.
Byłam
naga.
Całkowicie
i kompletnie.
-
Przytul mnie - szepnęłam do niego, kiedy zamarł po odkryciu mojej gołej skóry,
owiewając wydechem jego brodę, bo byłam już tak blisko, że wystarczyłoby, żeby
zgiął szyję i miałby moje usta.
Billy
wykręcił się pod kołdrą, przeciągnął palcami po swoich bokach i nagle on też
był bez koszulki.
Chwilę
potem, po kolejnych wygibasach, był również bez spodenek od piżamy, więc
byliśmy ciało do ciała, skóra do skóry.
-
Bliżej - szepnęłam.
Billy
objął wargami moje usta i zaczął mnie całować, kiedy splatał nasze nogi i
przesuwał dłońmi po skórze moich pleców.
Ja
badałam swoimi jego skórę.
Czułam
na brzuchu jego twardość, ale wyglądało na to, że mój mąż nie chciał mnie
zranić i powstrzymywał się.
Jak
za naszym pierwszym razem.
To
musiała być moja inicjatywa.
Ale
przecież chciałam dać mojemu mężowi
całą siebie.
Każdą moją myśl,
całe uczucie, moje ciało i duszę.
A
oddawanie mu mojego ciała wiązało się z bliskością, jaką mieliśmy tylko my, z
naszą intymnością i otwarciem się na siebie wzajemnie.
Najbliższe
przytulenie.
Chciałam
tego, więc szepnęłam w usta mojego męża ponowne - Bliżej.
Zrozumiał.
Podniósł
głowę, spojrzał mi w oczy i spytał głosem ochrypłym z podniecenia, które tak
dobrze znałam i które mnie zawsze jednakowo podniecało - Tak?
Skinęłam
głową.
-
Anie - zapytał Billy z napięciem - Jesteś pewna?
-
Jestem - powiedziałam, nie odrywając
wzroku od jego oczu.
-
Dobrze - westchnął Billy i wyczułam w tym ulgę - Ale jak tylko poczujesz się
źle, powiedz mi.
Chciał
tego.
Chciał
mnie!
Ponownie
skinęłam głową, ale tym razem czułam, jak zaświeciły mi się oczy i między
nogami przeszedł mnie rozkoszny dreszcz, którego obawiałam się już nie poczuć.
Miałam
tam mieć mojego męża.
Mój
ukochany chciał mnie i pokazał mi to.
Billy
pieścił mnie delikatnie, całował całą mnie, a potem dotykał moich piersi, mojej
kobiecości, aż zaczęłam wić się pod nim i jęczeć.
Zanim
jednak zaczęłam go błagać, położył
mnie na plecach, wszedł kolanami między moje nogi, a potem, patrząc wciąż prosto
w moje szeroko otwarte oczy, zagłębił się we mnie.
-
Taaaak - zajęczałam, a on zaczął się
poruszać.
Kochałam
go tak bardzo, że czułam tylko to.
Całą
sobą.
-
Kocham cię! - krzyknęłam, kiedy
osiągnęłam swój szczyt, a niedługo potem Billy osiągnął swój, po którym zgiął
kark, przycisnął usta do mojej szyi i szepnął tam - Kocham cię, Anie.
Billy
nie poszedł spać dopóki nie doprowadził do porządku zarówno mnie jak i siebie,
więc po raz kolejny poczułam się wyjątkowa.
Opiekował
się mną.
A
następny dzień cały spędziliśmy razem, bardzo razem.
Wszystko robiliśmy blisko
siebie.
Myliśmy
razem zęby w łazience, ubieraliśmy się razem w naszej wgłębionej szafie,
krążyliśmy wokół siebie w kuchni, a nawet załatwialiśmy w swojej obecności
swoje potrzeby, co kiedyś nie przyszłoby mi do głowy.
Teraz
wydawało mi się to naturalne, jako forma największego zbliżenia.
Zrobiłam
na śniadanie moje hash browns, co Billy powitał uśmiechem, a Jack okrzykiem,
zjedliśmy je, a potem poszłam do sypialni, by spakować torbę z ubraniami do
ćwiczeń na rehabilitację, kiedy Billy sprzątał kuchnię, a Jack pakował się do
szkoły.
To było jedyne dziesięć minut tego dnia, jakie
spędziliśmy z Billy’m w oddzielnych pomieszczeniach.
Nawet
podczas jazdy pickupem Billy’ego trzymaliśmy się za ręce, jak to robiliśmy już
kilka razy podczas jazdy.
A
kiedy weszłam w szkole do mojej sali, w której klasa Jacka miała mieć angielski
z nieznaną mi kobietą, która mnie zastępowała do końca listopada, dostałam od
dzieciaków najlepszy prezent, jaki mogłam sobie wymarzyć.
-
Pani Hannah! - usłyszałam kakofonię
krzyków.
W
jednej chwili zostałam otoczona ciemnymi, jasnymi i rudymi główkami,
rozradowanymi twarzyczkami i roześmianymi oczkami.
Witali
mnie tak, że poczułam łzy w oczach.
Mój
mąż i jego brat patrzyli na to wszystko z dumą i rozradowaniem, a ja nie mogłam
wydusić z siebie nawet słowa.
Poczułam
się doceniona i kochana.
Nigdy
w życiu nie spodziewałabym się tego, że dzieci w szkole, moi uczniowie, mogły
tak za mną tęsknić.
Tuż
przed lekcją do sali przyszła nauczycielka, która mnie zastępowała,
przedstawiłyśmy się sobie i stwierdziłam, że była bardzo miła.
Wymieniłyśmy
dwa zdania na temat przewidywanych przez nią tematów.
Spodobało
mi się to, co planowała, ale przecież nie potrzebowała mojej aprobaty, bo to
były jej lekcje.
Kiedy
zabrzmiał dzwonek, wyjaśniłam dzieciom, że musiałam wyjść, pożegnaliśmy się i
udaliśmy się do pickupa Billy’ego, potrzebowałam całej swojej siły, by ogarnąć
emocje i postarać się o trochę opanowania.
Pojechaliśmy
do sklepu, by zrobić zakupy spożywcze.
Posiedzieliśmy
w kawiarni, by odpocząć, wypić kawę i zjeść ciastka.
A
potem pojechaliśmy na rehabilitację, by posłuchać, jaka to ja byłam
nierozsądna, nadmiernie się wysilając i nie pozwalając mężowi na sprzątanie i
robienie zakupów beze mnie.
Cóż,
była to kobieta, która nie znała mnie ani mojego Billy’ego, więc nie rozumiała,
że leżenie do góry brzuchem nie było moją najmocniejszą stroną, a najwyraźniej
mój mężczyzna zamierzał dawać mi wszystko, na co miałam ochotę.
A
ja bezwstydnie z tego korzystałam.
Ale
też nie zamierzałam kłamać, więc szczerze opowiedziałam jej o wszystkim, kiedy
o to zapytała i dlatego wiedziała, za co mnie zbesztać.
Moje
ćwiczenia rehabilitacyjne zajęły nam godzinę, więc o dwunastej byliśmy już w
domu, gdzie chciałam zrobić lunch, ale Billy mi na to nie pozwolił.
Kazał
mi położyć się na kanapie w bawialni i odpocząć, a on sam miał przygotować dla
nas kanapki.
Byłam
tak wyczerpana, że się zgodziłam, a na dodatek ledwie przyłożyłam głowę do
poduszki, a już zasnęłam.
Kiedy
obudziłam się, było godzinę później, a Billy siedział na kanapie tak, że moja
głowa leżała na jego kolanach, kiedy on przeglądał coś na swoim telefonie.
Nie
zauważyłam kiedy tak mnie ułożył.
Nie
zauważyłam również tego, że mnie przykrył kocem i przytulił moją twarz do
swojego brzucha.
A
może ja sama się tak przytuliłam.
To
wszystko sprawiło, że czułam się niezręcznie, ale byłam coraz bardziej z
powrotem w domu, więc również czułam się lepiej.
A
wieczorem Billy musiał pojechać do pracy na noc.
Kiedy
kładłam się do łóżka, myślałam, że nie zasnę bez mojego męża w naszym łóżku, ale
byłam zmęczona, więc zasnęłam i nie śniło mi się nic strasznego ani niepokojącego.
A
teraz się obudziłam.
Prawdę
mówiąc, od czasu naszego ślubu nie miałam ani jednej miesiączki, więc zaczęłam
myśleć o tym, czy będę umiała
porozmawiać o niej z Billy’m.
Potem
zaczęłam myśleć o tym, że nie będziemy mogli kochać się ani uprawiać innego
seksu, chociaż taka bliskość, jaką Billy pokazał mi pierwszego wieczoru po moim
powrocie do domu też była fantastyczna.
Nie
mogłam zasnąć, bo czułam się nieswojo i było mi niewygodnie, więc leżałam i
spoglądałam przez cienie naszej sypialni na poduszkę Billy’ego.
Leżąc
tak w łóżku, czekając na sen, który nie nadchodził i rozmyślając, usłyszałam
coś, czego bardzo nie chciałam
usłyszeć, chociaż Filip uprzedził mnie, że tak to będzie brzmiało.
Z
mojego telefonu dobiegł cichy dzwonek i na sekundę lub dwie rozbłysło światło,
by szybko przejść w mrugającą diodę powiadomień.
Dzwonek
rozbrzmiewał i wiedziałam, że tak będzie, dopóki sama go nie wyłączę, a
chciałam go uciszyć, więc to zrobiłam bardzo
szybko.
Intruz
wszedł do naszego domu i wyłączył alarm, ale nie zabezpieczył go, więc
uruchomił się drugi alarm, który właśnie teraz powiadomił mnie, Billy’ego,
Davida i Filipa, że działo się coś bardzo złego, ale na co byliśmy
przygotowani.
Teoretycznie.
Przestraszyłam
się, ale Filip i Billy dokładnie wyjaśnili mi, co miałam robić, więc właśnie to
zrobiłam.
Nie
miałam wiele czasu.
Natychmiast
wstałam z łóżka, nie zapalając światła, podeszłam do komody z telefonem w ręku,
szybko założyłam leginsy, które tam leżały, schowałam telefon do kieszeni, jaką
miały na moich plecach i poszłam w stronę drzwi.
Omówiliśmy
kilka scenariuszy i powiedziałam mężczyznom, że absolutnie nie zamierzałam sama chować się, jeśli w domu był Jack.
Nie mogłam zostawić go
bezbronnego.
Wyjrzałam
ostrożne na korytarz i stwierdziłam, że na pewno włamywacz był w domu, bo po
parterze ślizgało się nikłe światło latarki, jakby obcy poznawał nieznany mu
teren.
Wydało
mi się, że zobaczyłam cień pistoletu.
Przesunęłam
się w stronę drzwi do pokoju Jacka, starając się poruszać bezszelestnie, a
nawet starając się oddychać bez dźwięku, co może było śmieszne, ale byłam
bardzo zdenerwowana.
Nie
spanikowana, nie przerażona, ale zdenerwowana.
Właśnie
wtedy bowiem poczułam złość na moją siostrę i jej męża o to, że niszczyli życie
mojemu mężowi i jego bratu.
Atakując
mnie, spowodowali ich strach, złość i rozpacz, kiedy byłam
w szpitalu i nie wiedzieli, co miało ze mną być.
Po
raz pierwszy w życiu poczułam, że był to ktoś, kto powinien zostać ukarany i
nie czułam się źle, myśląc o tym, bo to nie chodziło o mnie.
Jednocześnie
byłam zdeterminowana by zrobić wszystko, co było w mojej mocy, by uchronić tego
chłopca, którego miałam pod opieką przed jakąkolwiek krzywdą, więc miałam cel.
Kiedy
wślizgnęłam się przez uchylone lekko drzwi pokoju Jacka, intruz był nadal na
parterze, więc uznałam, że mogliśmy wykonać to, co Filip i David przedstawili
mi jako najlepsze.
Schować
się w łazience, bo miała możliwość zamknięcia.
Obudziłam
Jacka, pokazując mu, że musiał być cicho, a on szczęśliwie mnie posłuchał.
Kiedy
młody otworzył oczy, jak to zwykle robił, nie krzyknął, nie odezwał się, ale od
razu był czujny, co kiedyś mnie martwiło, bo świadczyło dobitnie o jego
przeżyciach z czasów, kiedy mieszkał ze swoją mamą.
Sypialiśmy
w piżamach z krótkimi spodenkami, więc musiałam zadbać o ubranie dla Jacka, by
nie zmarzł.
Złapałam
jego spodnie, które leżały porzucone przez niego wieczorem podczas rozbierania
się do snu na podłodze obok łóżka i mu je podałam.
Pomyślałam
bez sensu, że zawsze denerwowałam się na to, że rozrzucał ubrania, rozbierając
się wieczorem, więc sprzątałam je, kiedy wchodziłam, by powiedzieć mu dobranoc.
Od
mojego powrotu ze szpitala nie robiłam tego, a teraz to się przydało.
Nie
odzywając się, skinęłam tylko głową, a on, będąc równie cicho, naciągnął
spodnie i podążył za mną.
Wyślizgnęliśmy
się na korytarz i weszliśmy do łazienki, kiedy usłyszałam ciche kroki na dole schodów.
Intruz
miał zamiar wejść na górę.
Kiedy
zamknęłam drzwi od łazienki, najciszej jak się dało, przekręciłam zamek, by je
zabezpieczyć, a potem wskazałam brodą Jackowi, by przykucnął na podłodze między
umywalką a brodzikiem prysznica.
Ta
łazienka nie była duża, ale miała prysznic z kabiną zamykaną na szklane drzwi,
umywalkę podwieszoną na ścianie, pod którą był tylko syfon odpływowy, więc nie
dawała wiele ochrony i toaletę, która była w dalszym kącie, za niską, cienką
półścianką odgradzającą ją od prysznica.
My
przykucnęliśmy za umywalką, która osłaniała nas od strony drzwi.
Wyjęłam
telefon i wybrałam dziewięćset jedenaście, jednocześnie wyciszając maksymalnie
wszelkie dźwięki, jakie mogłyby z niego dochodzić.
Słuchałam
jak operator się przedstawił i nie przerwałam mu, ale natychmiast, kiedy
skończył formułkę, zaczęłam szeptać panicznie:
-
Ktoś się do nas włamał. On ma broń. Jesteśmy w domu we dwójkę z bratem
męża. Ma dziesięć lat. Boję się.
-
Jak masz na imię? - zapytał mężczyzna po drugiej stronie, a ja prawie się
pacnęłam dłonią w głowę.
Byłam
taka głupia.
Zapomniałam
powiedzieć mu jak się nazywałam i gdzie mieszkaliśmy.
-
Hannah Brown - powiedziałam i natychmiast dodałam adres.
-
Hannah, schowaj się - powiedział mężczyzna, którego imienia nie zapamiętałam - Znajdź
miejsce, które da się zamknąć.
-
Jesteśmy zamknięci w łazience -
wyszeptałam.
-
Dobrze - powiedział mężczyzna - Nie ruszaj się stamtąd, już ktoś jedzie. Nie
rozłączaj się.
-
Nie mogę mówić - szepnęłam - Boję się, że usłyszy.
Zamilkłam,
odsunęłam telefon od ucha i nasłuchiwałam.
Znałam
odgłosy naszego domu.
Wiedziałam,
bo poznałam po cichym skrzypnięciu, że intruz wszedł na górę schodów, więc
przestałam się odzywać.
Jack
zamarł obok mnie, więc wiedziałam, że on również to wiedział.
Zamarliśmy
oboje, trzymając się za ręce, kiedy ściskałam w spoconej drugiej dłoni mój
telefon, w którym nadal czasem odzywał się ściszony głos operatora i oboje nasłuchiwaliśmy.
Obcy
poszedł do naszego apartamentu małżeńskiego.
Potem,
po bardzo długiej chwili, wrócił na korytarz i tym razem szedł bardziej
nerwowo, szybciej i mniej ostrożnie.
Poszedł
do jednego pokoju, potem do drugiego, a potem stanął na korytarzu i pomyślałam,
że rozmyślał, zastanawiając się, gdzie byliśmy.
Przyszło
mi do głowy, że obserwował dom i wiedział, że byliśmy w środku.
A
potem klamka drzwi łazienki się poruszyła.
Wstrzymałam
oddech, a serce biło mi jak oszalałe.
Tym
razem nie zabrakło mi tchu, nie słyszałam krwi pulsującej w moich uszach, nie
panikowałam.
Miałam
o kogo walczyć.
Przytuliłam
Jacka mocniej do siebie i czekałam na to, co miało nastąpić później, na
ratunek, który musiał nadejść.
W
tej łazience nie było okna, więc nie byłam pewna, ale wydawało mi się, że na
ulicy zatrzymał się jakiś samochód.
David
powiedział mi, że ci, którzy przyjechaliby na ratunek, nie podjechaliby na nasz
parking.
Nie
natychmiast.
A
potem wydarzyło się kilka rzeczy, ale nie na raz.
Nastąpiły
jedna po drugiej, chociaż tak szybko, że zlały się w jedno w moich późniejszych
wspomnieniach.
Ten,
kto był za drzwiami łazienki szarpnął jeszcze raz za klamkę, tym razem zrobił
to bardziej agresywnie i puścił.
Potem
rozległ się strzał i wiedziałam, że był on skierowany w drzwi, za którymi się
chowaliśmy, chociaż zamknęłam oczy i skuliłam się w sobie.
Na
schodach rozległy się krzyki wielu osób, potem padł strzał w korytarzu na
piętrze, potem jeszcze jeden od strony schodów i zabrzmiało więcej krzyków.
Najgłośniejszym
krzykiem był mój.
Bowiem
zobaczyłam coś, co było blisko mnie.
-
Nie! - wrzasnęłam.
*****
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń