piątek, 17 lutego 2023

21 - Mój mały chłopiec (cz.1)

 

Rozdział 21

Mój mały chłopiec (cz.1)

Hannah

 

 

Pięćdziesiąt godzin później

Obudziłam się gwałtownie ze snu w środku nocy, którą spędzałam sama w naszym łóżku w naszej sypialni, bo Billy poszedł do pracy na nocną zmianę.

Od razu, kiedy tylko się obudziłam, wiedziałam, co to było, bo zdarzało mi się to regularnie, albo prawie regularnie, co miesiąc od dwunastego roku życia.

Tym bardziej, że lekarz ostrzegał mnie, że mogło mi się to przytrafić dosłownie na dniach po wyjściu ze szpitala.

Wstałam, poszłam do garderoby, wzięłam potrzebne rzeczy do przebrania się i udałam się do łazienki, by zrobić to, co potrzebowałam zrobić.

Zanim wróciłam do łóżka, założyłam majtki z podpaską, przebrałam się z koszuli nocnej w piżamę i zdjęłam naszyjnik, który ozdabiał moją szyję tej i poprzedniej nocy, skoro Billy miał dołączyć do mnie w naszym łóżku.

Przez cały ten czas uśmiechałam się jednak jak wariatka do samej siebie, bo, mimo ciągłego zagrożenia i strachu, mieliśmy oboje cudowne dni.

Fantastyczne.

Po tym, jak po naszym przyjeździe ze szpitala  Billy pojechał po Jacka do, a ja zostałam w domu z Filipem, który poprawiał nasz system alarmowy, zostałam na kanapie w bawialni.

Szpital mnie rozleniwił, więc poczułam się tak zmęczona, że zasnęłam.

Kiedy obudziłam się jakiś czas później, Filip siedział na fotelu obok mnie, telewizor był włączony, a ja byłam przykryta kocem.

Niczego z tego nie pamiętałam.

- Hej - mruknęłam, kiedy spojrzał na mnie z tym swoim dziwnym, lekkim półuśmiechem.

- Hej - odmruknął mi - Jak się spało?

- Przepraszam za to - powiedziałam i postarałam się usiąść.

- Nie ma za co - odpowiedział mi Filip i wzruszył ramionami - Wiem jak to jest po szpitalu.

Wiedział?

Nie znałam dokładnie ich historii, ale faktycznie któraś z kobiet wspominała coś o porwaniu i postrzale Filipa.

Spojrzałam na jego bliznę, która była wciąż dobrze widoczna na boku jego szyi, ale, z tego co wiedziałam, minęło zaledwie około pół roku od czasu, kiedy ją zdobył.

- Nie martw się - powiedział Filip, udowadniając, że zauważył moje spojrzenie - Jest dobrze i ma być coraz lepiej.

- To dobrze - szepnęłam, a potem poczułam radość wynikającą z faktu, że im się dało.

Było coś pocieszającego w tym, że każda z kobiet z tej grupy miała złe przeżycia, ale wszystkim udało się znaleźć szczęście przy boku jej ukochanego mężczyzny.

Nie rozmawialiśmy z Filipem dłużej o tym ani o niczym innym, bo wtedy właśnie przyjechał Billy z Jackiem i mężczyzna szybko się pożegnał.

O, Boże, jak ja się stęskniłam za tym chłopcem.

Jack też za mną tęsknił, co udowodnił prawie zagadując mnie na śmierć.

A potem razem z młodym ugotowaliśmy kolację.

A potem we trójkę obejrzeliśmy film, w czasie którego ja znowu zasnęłam.

A potem zaczęliśmy szykować się do snu.

Kiedy już powiedziałam Dobranoc Jackowi i wyszłam z jego pokoju, przekonałam się, że Billy jeszcze chodził po parterze i sprawdzał drzwi i okna.

Znałam to, więc wiedziałam, że dbał o nasze bezpieczeństwo.

Potrzebowałam czegoś, co odciągnęłoby moje myśli od zdrady Lucy, potrzebowałam też czegoś, co powiedziałoby mojemu mężowi, jak bardzo go kochałam i pragnęłam.

On mnie nie odrzucił.

Mówił mi, jaka byłam piękna w jego oczach.

Poszłam do łazienki, naszykowałam się na naszą noc, a potem podeszłam do szafki nocnej, by wyjąć z niej naszyjnik, który wciąż tam był i czekał na użycie.

Gorące spojrzenie Billy’ego, kiedy zobaczył mnie w nim był czymś tak cennym, że chciałabym je widzieć raz po raz, każdego dnia.

A potem Billy mnie kochał.

Kochał się ze mną, ale to było coś więcej.

Wielbił mnie.

Czułam się uwielbiona przez jego dotyk, pocałunki i rozkosz, jaką wkrótce potem osiągnęliśmy i było mi z tym cudownie.

Spałam potem przez całą noc bardzo dobrze pomimo tego, że poprzedniego dnia po południu pozwoliłam sobie na drzemkę, ale, jak sądziłam, chodziło o to, że Billy przez całą noc trzymał mnie bardzo blisko siebie.

Przytulał mnie oburącz, jakby bał się mnie stracić.

Lubiłam czuć go tak blisko siebie.

Następnego dnia Billy wstał wcześnie, bo miał dyżur od szóstej rano.

Kiedy po cichu wstał z łóżka i poszedł do łazienki, by naszykować się na swój dzień, nie zdając sobie sprawy z tego, że obudziłam się po jego pierwszym drgnieniu (chociaż nie usłyszałam budzika), odrzuciłam kołdrę i złapałam spodnie dresowe, które tam stale były, by zbiec do kuchni i przygotować mojemu mężowi śniadanie.

Wiedziałam doskonale, że, skoro nie miał tego od miesiąca, byłby szczęśliwy, odzyskując to.

Nie myliłam się.

Wyraz twarzy mojego męża, jego pocałunek i ciche Dziękuję, znaczyły dla mnie więcej niż dodatkowe pół godziny snu, kiedy i tak musiałbym wstać, by ubrać się i przygotować śniadanie dla Jacka.

Ten dzień spędziłam cały w domu.

Billy tak to ustawił, że nie miałam możliwości na wyjście po cokolwiek nawet, jeśli bym chciała wyjść.

Przez wpół do ósmej Abi przyjechała po Jacka, żeby odwieźć go do szkoły i nie była sama, ale z agentem Tracker’em, chociaż przyjechali jej samochodem.

Nie wiedziałam czemu.

Abi miała jakieś ważne zajęcia w szkole, więc miała tam pojechać, a potem spędzić czas w jakiejś kryjówce FBI.

Nie pytałam, bo nawet wolałam nie znać zbyt wielu szczegółów.

Ważniejsze dla mnie były odczucia mojej małej siostrzyczki, a o tych nie mogłyśmy rozmawiać w obecności mężczyzny, który jej stale towarzyszył.

Potem trochę posprzątałam.

Kiedy odpoczęłam po sprzątaniu (no, ale doprawdy, czemu byłam tak wyczerpana, że musiałam odpoczywać po godzinie pracy, tego nie wiedziałam), zadzwoniłam do mojej mamy i przyznałam jej się, że od poprzedniego wieczoru byłam w domu.

Przyznałam sama przed sobą, że tchórzyłam i po prostu bałam się rozmowy z mamą, bo bałam się jej reakcji, więc zebrałam się na odwagę, by to pokonać i w końcu zadzwoniłam.

Mama przyjęła nawet dosyć spokojnie to, że nie zadzwoniłam do niej poprzedniego dnia, ale podejrzewałam, że było to spowodowane faktem, że Abigail już wcześniej poinformowała ją, że to Lucy próbowała mnie zabić, Lucas mnie zgwałcił, a oni oboje byli członkami grupy przestępczej i mieli spędzić za kratkami trochę czasu.

Może nawet więcej niż trochę.

Jak tylko złapaliby Lucasa.

Nasza mama powiadomiła mnie tylko, że miała następnego dnia rozmawiać przez telefon z tatą, więc poprosiłam ją, żeby przekazała mu, że byłam przytomna, w domu i że czułam się dobrze.

Ja sama byłam jeszcze zbyt słaba, żeby pojechać do niej i porozmawiać z nim osobiście, chociaż sądziłam, że Billy zawiózłby mnie tam, gdybym go o to poprosiła, bo miał być w domu.

Po tej rozmowie byłam tak dziwnie wyczerpana, że położyłam się na chwilę na kanapie w bawialni i, cóż, zasnęłam.

Kiedy się obudziłam po pół godzinie, poczułam się głodna, więc zrobiłam sobie kanapkę na lunch, a potem znowu trochę posprzątałam.

Musiałam przyznać, że Billy i Jack mnie pozytywnie zaskoczyli, bo przez ten miesiąc dom nie stał się jakoś specjalnie brudny.

Oczywiście, że ja posprzątałabym inaczej (chociaż może nie lepiej), ale ogólnie, zważywszy na to, że mieszkał tu tylko mężczyzna, który przez całe swoje życie nie miał dobrych wzorców prawdziwego, domu z chłopcem, który miał podobnie, był dość czysto.

Zdziwił mnie tylko brak jednego krzesła w jadalni, ale o to musiałabym kiedyś zapytać Billy’ego.

Byłam zniecierpliwiona tym, że tak łatwo się męczyłam, ale wiedziałam, bo powiedzieli mi to w szpitalu, że za kilka dni będę sprawna tak, jak przed śpiączką.

Rehabilitantka powtórzyła mi to nawet kilka razy, kiedy niecierpliwiłam się (chociaż myślałam, że znosiłam to wszystko cierpliwie i z uśmiechem) i chciałam ćwiczyć więcej, niż mi na to pozwalała.

Potem Eva przywiozła Jacka i porozmawiałyśmy przez chwilę, zanim pojechała, by przygotować kolację dla swojej rodziny.

Dopiero, kiedy przyjechała i wydawało mi się, że robili to często, pomyślałam, że może któraś z kobiet lub wszystkie na zmianę pomagały im w prowadzeniu domu.

- Nie, kochanie - odpowiedziała mi Eva, kiedy ją o to zapytałam - Proponowałyśmy, ale Billy powiedział, że sobie poradzą z Jackiem we dwóch.

Spojrzenie, jakie przy tym rzuciła Eva mi i Jackowi było ciepłe, macierzyńskie, więc wiedziałam, co chciała mi przekazać i podjęłam to.

- Och, naprawdę - westchnęłam i dodałam z dumą - Poradzili sobie fantastycznie. Dom wygląda bardzo dobrze, lodówka jest pełna, a pranie zrobione na bieżąco.

- Widzisz - Eva uśmiechnęła się do mnie - Masz dwóch bardzo zdolnych mężczyzn.

- Tak - odparłam cicho - Wiem.

Powędrowałam wzrokiem do Jacka i ponownie zobaczyłam zadowolenie na jego twarzy, jak zawsze, kiedy go chwaliłam, ale nawet teraz było to coś więcej.

Chodziło o to, że byłam dumna z niego i z Billy’ego i mówiłam to.

Po powrocie Billy’ego z pracy, reszta wieczoru upłynęła nam w prawdziwie rodzinnej atmosferze.

Kiedy planowaliśmy następny dzień, Billy zapytał mnie, czy chciałam pojechać z nim, by odwieźć Jacka do szkoły.

Nie byłam tego pewna i wiedziałam, że było to słychać, kiedy odpowiedziałam mojemu mężowi na jego pytanie.

- Tak. Dobrze.

- Anie - powiedział Billy, wciąż niezmiennie dbając o mój komfort - Nie musisz. Jeśli miałabyś się z tym źle czuć, to lepiej zostań w domu.

- Nie - powiedziałam już pewniej - Poradzę sobie. Mamy pojechać do sklepu na zakupy i do szpitala na rehabilitację… - przypomniałam mu - więc możemy to zrobić od razu rano.

- Rehabilitację masz umówioną na dziesiątą… - odparł Billy - więc zdążę wrócić do domu i możemy pojechać po ty, jak obrócę.

Poczułam wtedy, ze moje serce obmyło ciepło i na twarz wypłynęła łagodność, bo był dla mnie taki dobry.

- Nie trzeba - mruknęłam i oparłam się o mojego mężczyznę brzuchem i dłońmi, kiedy podniosłam głowę, by patrzeć mu w oczy - Naprawdę dam radę.

Billy przyciągnął mnie do siebie, pochylił głowę, a potem jego usta dotknęły moich.

Byliśmy wtedy w kuchni, gdzie robiłam dla nas pudding waniliowy, Billy robił kawę, a Jack był w bawialni, gdzie mieliśmy do niego dołączyć i oglądał jakiś film familijny.

Kiedy jednak Billy schylił się do mnie po pocałunek i zaczął go pogłębiać, Jack wszedł do kuchni i zawołał: Fuj!

Nie odskoczyliśmy od siebie, ale odsunęliśmy się i spojrzeliśmy na młodego: ja z zawstydzeniem, a Billy z uśmiechem.

Jack jednak nie był zniesmaczony, zażenowany ani oburzony.

Cieszył się.

Uznałam wtedy, że dla oglądania tej radości mogłam pojechać z nimi rano i uczestniczyć w odstawieniu Jacka do szkoły i powiedziałam to Billy’emu.

A potem poszliśmy do sypialni i uznałam, że powinnam dać mojemu mężowi znać, że chciałam więcej tego, co Billy dał mi wcześniej.

Że ja byłam gotowa dać mu więcej.

Ale prawdę mówiąc, moje dążenie było bardzo egoistyczne.

Po prostu, czułam się bardzo niepewnie z krótkimi włosami i oczekiwaniem na bycie w centrum zainteresowania, kiedy weszłabym z Jackiem do klasy, więc potrzebowałam bliskości mojego męża.

Wsparcia.

Kiedy wyszłam z łazienki w nocnej koszulce, Billy zdejmował ubrania w naszej wgłębionej szafie.

Poszłam prosto do łóżka.

Nie założyłam swojego naszyjnika, bo nie chciałam niczego „niegrzecznego”, ale chciałam seksu.

Dlatego przygotowałam się inaczej.

Poczekałam, aż mój mąż poszedł do łazienki, by zrobić to, co potrzebował zrobić przed snem, a potem wyszedł, wyłączył światło i dołączył do mnie, już czekającej na niego w naszym małżeńskim łóżku.

Billy zgasił lampkę na stoliku nocnym, uznając, że, skoro nie dałam mu znaku, że chciałam czegoś innego, to, najwidoczniej, chciałam spać.

Kiedy położył się przodem do mnie i wyciągnął ręce, by mnie przyciągnąć do swojego ciała, jak to zrobił poprzedniej nocy, zaskoczyłam go.

Wyczuł to, jak przygotowałam się na niego.

Byłam naga.

Całkowicie i kompletnie.

- Przytul mnie - szepnęłam do niego, kiedy zamarł po odkryciu mojej gołej skóry, owiewając wydechem jego brodę, bo byłam już tak blisko, że wystarczyłoby, żeby zgiął szyję i miałby moje usta.

Billy wykręcił się pod kołdrą, przeciągnął palcami po swoich bokach i nagle on też był bez koszulki.

Chwilę potem, po kolejnych wygibasach, był również bez spodenek od piżamy, więc byliśmy ciało do ciała, skóra do skóry.

- Bliżej - szepnęłam.

Billy objął wargami moje usta i zaczął mnie całować, kiedy splatał nasze nogi i przesuwał dłońmi po skórze moich pleców.

Ja badałam swoimi jego skórę.

Czułam na brzuchu jego twardość, ale wyglądało na to, że mój mąż nie chciał mnie zranić i powstrzymywał się.

Jak za naszym pierwszym razem.

To musiała być moja inicjatywa.

Ale przecież chciałam dać mojemu mężowi całą siebie.

Każdą moją myśl, całe uczucie, moje ciało i duszę.

A oddawanie mu mojego ciała wiązało się z bliskością, jaką mieliśmy tylko my, z naszą intymnością i otwarciem się na siebie wzajemnie.

Najbliższe przytulenie.

Chciałam tego, więc szepnęłam w usta mojego męża ponowne - Bliżej.

Zrozumiał.

Podniósł głowę, spojrzał mi w oczy i spytał głosem ochrypłym z podniecenia, które tak dobrze znałam i które mnie zawsze jednakowo podniecało - Tak?

Skinęłam głową.

- Anie - zapytał Billy z napięciem - Jesteś pewna?

- Jestem - powiedziałam, nie odrywając wzroku od jego oczu.

- Dobrze - westchnął Billy i wyczułam w tym ulgę - Ale jak tylko poczujesz się źle, powiedz mi.

Chciał tego.

Chciał mnie!

Ponownie skinęłam głową, ale tym razem czułam, jak zaświeciły mi się oczy i między nogami przeszedł mnie rozkoszny dreszcz, którego obawiałam się już nie poczuć.

Miałam tam mieć mojego męża.

Mój ukochany chciał mnie i pokazał mi to.

Billy pieścił mnie delikatnie, całował całą mnie, a potem dotykał moich piersi, mojej kobiecości, aż zaczęłam wić się pod nim i jęczeć.

Zanim jednak zaczęłam go błagać, położył mnie na plecach, wszedł kolanami między moje nogi, a potem, patrząc wciąż prosto w moje szeroko otwarte oczy, zagłębił się we mnie.

- Taaaak - zajęczałam, a on zaczął się poruszać.

Kochałam go tak bardzo, że czułam tylko to.

Całą sobą.

- Kocham cię! - krzyknęłam, kiedy osiągnęłam swój szczyt, a niedługo potem Billy osiągnął swój, po którym zgiął kark, przycisnął usta do mojej szyi i szepnął tam - Kocham cię, Anie.

Billy nie poszedł spać dopóki nie doprowadził do porządku zarówno mnie jak i siebie, więc po raz kolejny poczułam się wyjątkowa.

Opiekował się mną.

A następny dzień cały spędziliśmy razem, bardzo razem.

Wszystko robiliśmy blisko siebie.

Myliśmy razem zęby w łazience, ubieraliśmy się razem w naszej wgłębionej szafie, krążyliśmy wokół siebie w kuchni, a nawet załatwialiśmy w swojej obecności swoje potrzeby, co kiedyś nie przyszłoby mi do głowy.

Teraz wydawało mi się to naturalne, jako forma największego zbliżenia.

Zrobiłam na śniadanie moje hash browns, co Billy powitał uśmiechem, a Jack okrzykiem, zjedliśmy je, a potem poszłam do sypialni, by spakować torbę z ubraniami do ćwiczeń na rehabilitację, kiedy Billy sprzątał kuchnię, a Jack pakował się do szkoły.

 To było jedyne dziesięć minut tego dnia, jakie spędziliśmy z Billy’m w oddzielnych pomieszczeniach.

Nawet podczas jazdy pickupem Billy’ego trzymaliśmy się za ręce, jak to robiliśmy już kilka razy podczas jazdy.

A kiedy weszłam w szkole do mojej sali, w której klasa Jacka miała mieć angielski z nieznaną mi kobietą, która mnie zastępowała do końca listopada, dostałam od dzieciaków najlepszy prezent, jaki mogłam sobie wymarzyć.

- Pani Hannah! - usłyszałam kakofonię krzyków.

W jednej chwili zostałam otoczona ciemnymi, jasnymi i rudymi główkami, rozradowanymi twarzyczkami i roześmianymi oczkami.

Witali mnie tak, że poczułam łzy w oczach.

Mój mąż i jego brat patrzyli na to wszystko z dumą i rozradowaniem, a ja nie mogłam wydusić z siebie nawet słowa.

Poczułam się doceniona i kochana.

Nigdy w życiu nie spodziewałabym się tego, że dzieci w szkole, moi uczniowie, mogły tak za mną tęsknić.

Tuż przed lekcją do sali przyszła nauczycielka, która mnie zastępowała, przedstawiłyśmy się sobie i stwierdziłam, że była bardzo miła.

Wymieniłyśmy dwa zdania na temat przewidywanych przez nią tematów.

Spodobało mi się to, co planowała, ale przecież nie potrzebowała mojej aprobaty, bo to były jej lekcje.

Kiedy zabrzmiał dzwonek, wyjaśniłam dzieciom, że musiałam wyjść, pożegnaliśmy się i udaliśmy się do pickupa Billy’ego, potrzebowałam całej swojej siły, by ogarnąć emocje i postarać się o trochę opanowania.

Pojechaliśmy do sklepu, by zrobić zakupy spożywcze.

Posiedzieliśmy w kawiarni, by odpocząć, wypić kawę i zjeść ciastka.

A potem pojechaliśmy na rehabilitację, by posłuchać, jaka to ja byłam nierozsądna, nadmiernie się wysilając i nie pozwalając mężowi na sprzątanie i robienie zakupów beze mnie.

Cóż, była to kobieta, która nie znała mnie ani mojego Billy’ego, więc nie rozumiała, że leżenie do góry brzuchem nie było moją najmocniejszą stroną, a najwyraźniej mój mężczyzna zamierzał dawać mi wszystko, na co miałam ochotę.

A ja bezwstydnie z tego korzystałam.

Ale też nie zamierzałam kłamać, więc szczerze opowiedziałam jej o wszystkim, kiedy o to zapytała i dlatego wiedziała, za co mnie zbesztać.

Moje ćwiczenia rehabilitacyjne zajęły nam godzinę, więc o dwunastej byliśmy już w domu, gdzie chciałam zrobić lunch, ale Billy mi na to nie pozwolił.

Kazał mi położyć się na kanapie w bawialni i odpocząć, a on sam miał przygotować dla nas kanapki.

Byłam tak wyczerpana, że się zgodziłam, a na dodatek ledwie przyłożyłam głowę do poduszki, a już zasnęłam.

Kiedy obudziłam się, było godzinę później, a Billy siedział na kanapie tak, że moja głowa leżała na jego kolanach, kiedy on przeglądał coś na swoim telefonie.

Nie zauważyłam kiedy tak mnie ułożył.

Nie zauważyłam również tego, że mnie przykrył kocem i przytulił moją twarz do swojego brzucha.

A może ja sama się tak przytuliłam.

To wszystko sprawiło, że czułam się niezręcznie, ale byłam coraz bardziej z powrotem w domu, więc również czułam się lepiej.

A wieczorem Billy musiał pojechać do pracy na noc.

Kiedy kładłam się do łóżka, myślałam, że nie zasnę bez mojego męża w naszym łóżku, ale byłam zmęczona, więc zasnęłam i nie śniło mi się nic strasznego ani niepokojącego.

A teraz się obudziłam.

Prawdę mówiąc, od czasu naszego ślubu nie miałam ani jednej miesiączki, więc zaczęłam myśleć o tym, czy będę umiała porozmawiać o niej z Billy’m.

Potem zaczęłam myśleć o tym, że nie będziemy mogli kochać się ani uprawiać innego seksu, chociaż taka bliskość, jaką Billy pokazał mi pierwszego wieczoru po moim powrocie do domu też była fantastyczna.

Nie mogłam zasnąć, bo czułam się nieswojo i było mi niewygodnie, więc leżałam i spoglądałam przez cienie naszej sypialni na poduszkę Billy’ego.

Leżąc tak w łóżku, czekając na sen, który nie nadchodził i rozmyślając, usłyszałam coś, czego bardzo nie chciałam usłyszeć, chociaż Filip uprzedził mnie, że tak to będzie brzmiało.

Z mojego telefonu dobiegł cichy dzwonek i na sekundę lub dwie rozbłysło światło, by szybko przejść w mrugającą diodę powiadomień.

Dzwonek rozbrzmiewał i wiedziałam, że tak będzie, dopóki sama go nie wyłączę, a chciałam go uciszyć, więc to zrobiłam bardzo szybko.

Intruz wszedł do naszego domu i wyłączył alarm, ale nie zabezpieczył go, więc uruchomił się drugi alarm, który właśnie teraz powiadomił mnie, Billy’ego, Davida i Filipa, że działo się coś bardzo złego, ale na co byliśmy przygotowani.

Teoretycznie.

Przestraszyłam się, ale Filip i Billy dokładnie wyjaśnili mi, co miałam robić, więc właśnie to zrobiłam.

Nie miałam wiele czasu.

Natychmiast wstałam z łóżka, nie zapalając światła, podeszłam do komody z telefonem w ręku, szybko założyłam leginsy, które tam leżały, schowałam telefon do kieszeni, jaką miały na moich plecach i poszłam w stronę drzwi.

Omówiliśmy kilka scenariuszy i powiedziałam mężczyznom, że absolutnie nie zamierzałam sama chować się, jeśli w domu był Jack.

Nie mogłam zostawić go bezbronnego.

Wyjrzałam ostrożne na korytarz i stwierdziłam, że na pewno włamywacz był w domu, bo po parterze ślizgało się nikłe światło latarki, jakby obcy poznawał nieznany mu teren.

Wydało mi się, że zobaczyłam cień pistoletu.

Przesunęłam się w stronę drzwi do pokoju Jacka, starając się poruszać bezszelestnie, a nawet starając się oddychać bez dźwięku, co może było śmieszne, ale byłam bardzo zdenerwowana.

Nie spanikowana, nie przerażona, ale zdenerwowana.

Właśnie wtedy bowiem poczułam złość na moją siostrę i jej męża o to, że niszczyli życie mojemu mężowi i jego bratu.

Atakując mnie, spowodowali ich strach, złość i rozpacz, kiedy byłam w szpitalu i nie wiedzieli, co miało ze mną być.

Po raz pierwszy w życiu poczułam, że był to ktoś, kto powinien zostać ukarany i nie czułam się źle, myśląc o tym, bo to nie chodziło o mnie.

Jednocześnie byłam zdeterminowana by zrobić wszystko, co było w mojej mocy, by uchronić tego chłopca, którego miałam pod opieką przed jakąkolwiek krzywdą, więc miałam cel.

Kiedy wślizgnęłam się przez uchylone lekko drzwi pokoju Jacka, intruz był nadal na parterze, więc uznałam, że mogliśmy wykonać to, co Filip i David przedstawili mi jako najlepsze.

Schować się w łazience, bo miała możliwość zamknięcia.

Obudziłam Jacka, pokazując mu, że musiał być cicho, a on szczęśliwie mnie posłuchał.

Kiedy młody otworzył oczy, jak to zwykle robił, nie krzyknął, nie odezwał się, ale od razu był czujny, co kiedyś mnie martwiło, bo świadczyło dobitnie o jego przeżyciach z czasów, kiedy mieszkał ze swoją mamą.

Sypialiśmy w piżamach z krótkimi spodenkami, więc musiałam zadbać o ubranie dla Jacka, by nie zmarzł.

Złapałam jego spodnie, które leżały porzucone przez niego wieczorem podczas rozbierania się do snu na podłodze obok łóżka i mu je podałam.

Pomyślałam bez sensu, że zawsze denerwowałam się na to, że rozrzucał ubrania, rozbierając się wieczorem, więc sprzątałam je, kiedy wchodziłam, by powiedzieć mu dobranoc.

Od mojego powrotu ze szpitala nie robiłam tego, a teraz to się przydało.

Nie odzywając się, skinęłam tylko głową, a on, będąc równie cicho, naciągnął spodnie i podążył za mną.

Wyślizgnęliśmy się na korytarz i weszliśmy do łazienki, kiedy usłyszałam ciche kroki na dole schodów.

Intruz miał zamiar wejść na górę.

Kiedy zamknęłam drzwi od łazienki, najciszej jak się dało, przekręciłam zamek, by je zabezpieczyć, a potem wskazałam brodą Jackowi, by przykucnął na podłodze między umywalką a brodzikiem prysznica.

Ta łazienka nie była duża, ale miała prysznic z kabiną zamykaną na szklane drzwi, umywalkę podwieszoną na ścianie, pod którą był tylko syfon odpływowy, więc nie dawała wiele ochrony i toaletę, która była w dalszym kącie, za niską, cienką półścianką odgradzającą ją od prysznica.

My przykucnęliśmy za umywalką, która osłaniała nas od strony drzwi.

Wyjęłam telefon i wybrałam dziewięćset jedenaście, jednocześnie wyciszając maksymalnie wszelkie dźwięki, jakie mogłyby z niego dochodzić.

Słuchałam jak operator się przedstawił i nie przerwałam mu, ale natychmiast, kiedy skończył formułkę, zaczęłam szeptać panicznie:

- Ktoś się do nas włamał. On ma broń. Jesteśmy w domu we dwójkę z bratem męża. Ma dziesięć lat. Boję się.

- Jak masz na imię? - zapytał mężczyzna po drugiej stronie, a ja prawie się pacnęłam dłonią w głowę.

Byłam taka głupia.

Zapomniałam powiedzieć mu jak się nazywałam i gdzie mieszkaliśmy.

- Hannah Brown - powiedziałam i natychmiast dodałam adres.

- Hannah, schowaj się - powiedział mężczyzna, którego imienia nie zapamiętałam - Znajdź miejsce, które da się zamknąć.

- Jesteśmy zamknięci w łazience - wyszeptałam.

- Dobrze - powiedział mężczyzna - Nie ruszaj się stamtąd, już ktoś jedzie. Nie rozłączaj się.

- Nie mogę mówić - szepnęłam - Boję się, że usłyszy.

Zamilkłam, odsunęłam telefon od ucha i nasłuchiwałam.

Znałam odgłosy naszego domu.

Wiedziałam, bo poznałam po cichym skrzypnięciu, że intruz wszedł na górę schodów, więc przestałam się odzywać.

Jack zamarł obok mnie, więc wiedziałam, że on również to wiedział.

Zamarliśmy oboje, trzymając się za ręce, kiedy ściskałam w spoconej drugiej dłoni mój telefon, w którym nadal czasem odzywał się ściszony głos operatora i oboje nasłuchiwaliśmy.

Obcy poszedł do naszego apartamentu małżeńskiego.

Potem, po bardzo długiej chwili, wrócił na korytarz i tym razem szedł bardziej nerwowo, szybciej i mniej ostrożnie.

Poszedł do jednego pokoju, potem do drugiego, a potem stanął na korytarzu i pomyślałam, że rozmyślał, zastanawiając się, gdzie byliśmy.

Przyszło mi do głowy, że obserwował dom i wiedział, że byliśmy w środku.

A potem klamka drzwi łazienki się poruszyła.

Wstrzymałam oddech, a serce biło mi jak oszalałe.

Tym razem nie zabrakło mi tchu, nie słyszałam krwi pulsującej w moich uszach, nie panikowałam.

Miałam o kogo walczyć.

Przytuliłam Jacka mocniej do siebie i czekałam na to, co miało nastąpić później, na ratunek, który musiał nadejść.

W tej łazience nie było okna, więc nie byłam pewna, ale wydawało mi się, że na ulicy zatrzymał się jakiś samochód.

David powiedział mi, że ci, którzy przyjechaliby na ratunek, nie podjechaliby na nasz parking.

Nie natychmiast.

A potem wydarzyło się kilka rzeczy, ale nie na raz.

Nastąpiły jedna po drugiej, chociaż tak szybko, że zlały się w jedno w moich późniejszych wspomnieniach.

Ten, kto był za drzwiami łazienki szarpnął jeszcze raz za klamkę, tym razem zrobił to bardziej agresywnie i puścił.

Potem rozległ się strzał i wiedziałam, że był on skierowany w drzwi, za którymi się chowaliśmy, chociaż zamknęłam oczy i skuliłam się w sobie.

Na schodach rozległy się krzyki wielu osób, potem padł strzał w korytarzu na piętrze, potem jeszcze jeden od strony schodów i zabrzmiało więcej krzyków.

Najgłośniejszym krzykiem był mój.

Bowiem zobaczyłam coś, co było blisko mnie.

- Nie! - wrzasnęłam.

*****

2 komentarze: