Rozdział 19
Musimy udawać
Eva
Szłam
korytarzem w stronę sali, w której leżała Hannah, chociaż wcale miało mnie tu
nie być.
Ale
chciałam tu być.
Zresztą
również nie byłam sama, bo towarzyszyły mi przyjaciółki, więc nie tylko mnie miało tu nie być.
Ale
one też chciały tu być.
Od
czasu, kiedy Hannah przeżyła to, co przeżyła, minęły już długie, bardzo trudne trzy
tygodnie.
Przez
pierwsze kilka dni biedny Billy był tak załamany, że w ogóle nie mogliśmy do
niego dotrzeć, więc to ja z Heleną zajmowałyśmy się równie biednym, a może
nawet biedniejszym Jackiem.
Hannah
była w śpiączce.
Chłopiec
również to bardzo przeżywał, tak jak jego brat, ale najbardziej bał się, że
straci dom, a Billy tego nie widział, bo się zamknął w swoim bólu.
Szczęśliwie,
mężczyznom z FS 13 udało się do niego dotrzeć, chociaż nie wiedziałam, jak tego
dokonali.
Jimmy
mi tego nie powiedział.
Wiedziałam
tylko, że byli u niego całą grupą po pracy w niedzielę.
Nie
wiedzieliśmy, co mu powiedzieli, ale Billy wziął się w garść.
Potem
wszyscy obserwowaliśmy, jak niezwykle czuły, opiekuńczy i troskliwy potrafił
być ten młody mężczyzna, który do tej pory zgrywał żartownisia, nieustannie udawał
takiego, którego nic nie wzruszało i nie angażował w nic swojego serca.
Jeździł
w odwiedziny do swojej żony, do Hannah, do szpitala codziennie, a czasem nawet
kilka razy dziennie.
Pilnował
pór, kiedy Jack musiał być w szkole, kiedy powinien coś zjeść, kiedy trzeba
było go dostarczyć na dodatkowe zajęcia lub do którejś z nas na nocleg, jeśli
Billy pracował na nocną zmianę.
Sprzątał,
a my byłyśmy gotowe mu w tym pomagać, ale on tego nie potrzebował, nigdy o nic
nie prosił, chociaż wiedziałyśmy od Jacka, że chłopiec czasem coś robił w ich
domu.
Wiedzieliśmy,
że Billy miał rozmowę w cztery oczy z kuratorką, zaniepokojoną tym, że Hannah
była w szpitalu, więc Jack mógłby mieć słabszą opiekę i owocnie przekonał ją,
że dobrze opiekował się swoim młodszym bratem.
Wiedzieliśmy,
że Billy często rozmawiał z siostrą Hannah, Abigail, a ona też przyjaźniła się
z Jackiem i razem robili coś dla Aleka i Sama, więc mogłyśmy stwierdzić, że
współpracowali ze sobą, chociaż na mamę Hannah nie mogli liczyć.
To
było smutne.
Przygnębiało
mnie też coś innego.
Myślałam
bowiem o tym wszystkim, co w ciągu tych dni i tygodni ominęło tą cudowną,
ciepłą kobietę, która dała dom skrzywdzonemu przez życie chłopcu, rodzinę mężczyźnie,
który wcześniej jej nie zaznał, a oprócz tego dawała wsparcie swojemu
rodzeństwu i rodzicom.
Po
pierwsze ominęły ją urodziny mojego Davie’go.
Rozmawiałam
z Hannah wcześniej, więc wiedziałam, że szykowała się na nasze przyjęcie,
wymyślała prezent dla naszego synka, cieszyła się na to, że Jack spędziłby czas
pośród przyjaciół.
Ale
to przyjęcie było akurat w tamtą sobotę ponad dwa tygodnie temu, dwa dni po
ataku na Hannah, więc leżała w szpitalu spuchnięta po reakcji alergicznej.
Tydzień
później ominęło ją niespodziewane, ale szumne i żywiołowe ogłoszenie przez
Sophie faktu jej ciąży, której tak wyglądała, pragnęła jej i nie mogła w nią
zajść.
Nareszcie
jej się udało, więc ogłoszenie tego odbyło się na cały bar (tak głośno, jak
bywała Sophie), w którym zwykle się spotykaliśmy.
Chociaż,
zważywszy na to, że Hannah właśnie straciła dziecko, to akurat może lepiej, że to ją ominęło.
Mogłaby
bardziej cierpieć, moje biedactwo.
Ania
wróciła na studia i na każdym naszym spotkaniu opowiadała o maluszkach, które
leczyła, a częściej o ich rodzicach, co doprowadzało nas do śmiechu, chociaż
niektóre opowieści doprowadzały mnie do płaczu, bo przecież były o chorych dzieciach.
Tego
również Hannah wolałaby nie słuchać.
Ale
bez wątpienia wolałaby być na małym, skromnym przyjęciu, które odbyło się w
domu jej mamy z okazji urodzin Abigail, jej najmłodszej siostry.
Abi
była przygnębiona i, chociaż byliśmy tam zaproszeni z Jimmy’m i dziećmi,
podobnie jak Helena i Oli, nie byliśmy w stanie jej rozchmurzyć.
Lucy
nie poprawiła sytuacji, bo przez cały czas wygłaszała niemądre, często złośliwe
uwagi, przez które Jimmy w końcu nie wytrzymał nerwowo i zarządził nasze
wyjście o wiele wcześniej, niż pierwotnie zakładaliśmy.
Mój
mężczyzna wciąż na wszelkie sposoby nas (mnie) chronił przez wszelkimi
nieprzyjemnościami.
Często
robił to nie mówiąc mi niektórych rzeczy
i musiałam dowiadywać się tego sama przez rozmowę z moimi przyjaciółkami.
Dlatego
teraz znalazłyśmy się tutaj z Maggie i Anią, która miała staż w tym szpitalu na
oddziale dziecięcym, więc przyszła do nas w fartuchu, a później miała nadejść
Sophie, bo uparła się, że kupi pudełko pączków w piekarni znajdującej się obok
szpitala i została za nami.
Nie
rozmawiałyśmy, bo każda z nas była pogrążona we własnych myślach, chociaż
sądziłam, że wszystkie w jakiś sposób myślałyśmy trochę o tej biednej kobiecie,
która nie zdążyła zostać w pełni naszą przyjaciółką, zanim przydarzyło jej się
tyle złego.
Lubiłam
Hannah, nawet zanim w pełni ją poznałam.
Matt
opowiadał o niej w domu już w poprzednim roku szkolnym, więc wiedzieliśmy o
niej bardzo dużo, znaliśmy ją przez oczy dzieci.
W
szkole Hannah była pewnego rodzaju legendą.
Oczywiście,
Matt najbardziej lubił ją za to, że doceniała jego talent i zamiłowanie do gry
w soccer’a i nie kazała mu pisać nadmiernie długich i rozbudowanych rozprawek
na inne tematy, niż sport.
Ale
dowiedzieliśmy się z Jimmy’m, że Hannah zawsze miała talent do wynajdywania w
swoich uczniów ukrytych talentów i potrafiła je wydobyć na światło dzienne
drobnymi komplementami, które nie onieśmielały introwertyków, a zachęcały
każdego od pochwalenia się tym, co robił najlepiej i lubił najbardziej.
Więc
nie chodziło tylko o to, że Hannah była nauczycielką, jak ja byłam kiedyś, ale
o to, że Hannah była nauczycielką z powołania, jak ja.
Więc
byłam gotowa ją pokochać.
Kiedy
o tym myślałam, doszłyśmy korytarzem do drzwi pokoju Hannah.
Nie
powiedzieliśmy tego nigdy nikomu, ale to my z Jimmy’m zapłaciliśmy w szpitalu
VAMC, żeby Billy miał osobny pokój i teraz też załatwiliśmy pojedynczy pokój
dla Hannah.
Moje
przyjaciółki tez tego nie wiedziały.
Nikt
nie musiał o tym wiedzieć.
Zamarłam
z ręką na klamce i spojrzałam szybko na Maggie.
Ona
też to usłyszała.
Były
to dźwięki gitary klasycznej, na której ktoś grał z taką wprawą i niesamowitym talentem,
że zaparło nam dech w piersiach.
Ania
wydawała się nie zauważać niczego specjalnego, ale jej słuch nie działał
jeszcze zbyt dobrze, więc może faktycznie nie słyszała tych tonów.
Mnie
przywodziły one na myśl moje dawne wyprawy po Europie, do Francji, Hiszpanii, czy
Andaluzji, bo muzyka była w stylu flamenco (albo może była improwizacją na jej
temat), a przeszła potem w piosenkę, która była zasadniczo intonowaniem słów.
Nie
zdążyłam szeroko otworzyć drzwi, więc stałyśmy z Maggie we dwie w wejściu, a Ania
stała za nami, ale ona też milczała, chociaż chyba nie wiedziała, z jakiego
powodu zamarłyśmy.
A
mnie łzy zapiekły w oczach, więc zamrugałam gwałtownie, ale to nie pomogło i
zapłakałam, bo to było takie piękne,
że nie mogłam zrobić nic innego.
Widziałam
ze swojego miejsca mężczyznę, który siedział w fotelu przy oknie, był przodem
do nas, ale nie patrzył w naszą stronę tylko na gitarę, trzymając ją na swoim
jednym kolanie, kiedy jego drugie kolano prawie leżało na podłodze, bo nogę
miał podgiętą pod fotel, i przesuwał lewą dłonią po gryfie gitary, kiedy palce
drugiej jego ręki uderzały w struny.
Billy gra na
gitarze i śpiewa
Przypomniałam
sobie słowa Hannah, które wyrzuciła do mamy Jacka i Billy’ego tamtego dnia, ale
dopiero teraz dotarło do mnie, jak pięknie
Billy grał i śpiewał.
Jego
głos był niski, przejmujący i trafiał wprost do mojego serca.
Miał
najprawdziwszy talent!
Krył
się z tym przed nami przez tyle lat.
Więc
słuchałyśmy z Maggie słów jego piosenki, czy też może rymowanki, której nie
rozpoznawałam, chociaż wydawała mi się dziwnie swojska.
O,
jak piękna jesteś, przyjaciółko moja, jakże piękna!
Cała piękna
jesteś, przyjaciółko moja, i nie ma w tobie skazy.
Proszę, wróć do
mnie.
Jesteś
piękna, ale nie jak te dziewczyny z magazynów.
Jesteś
piękna, za sposób, w jaki myślisz.
Jesteś
piękna, z powodu błysku w twych oczach,
kiedy
mówisz o czymś, co kochasz.
Jesteś
piękna ze względu na twoją zdolność
wywoływania
uśmiechu u innych ludzi.
Nawet
jeśli jesteś smutna.
Nie
jesteś piękna za coś tak tymczasowego jak twój wygląd.
Jesteś
piękna w głębi duszy.
Jesteś piękna.
Proszę, wróć do
mnie.
Oczarowałaś
me serce, siostro ma, oblubienico,
oczarowałaś
me serce jednym spojrzeniem twych oczu,
jednym
paciorkiem twych naszyjników.
Proszę, wróć do mnie.
Jak
piękna jest miłość twoja, siostro ma, oblubienico,
o
ileż słodsza jest miłość twoja od wina,
a zapach olejków
twych nad wszystkie balsamy!
Proszę, wróć do
mnie.
A
kiedy słuchałam, nieświadomie zrobiłam pół kroku w stronę pokoju szpitalnego, w
którym stało łóżko, w którym leżała Hannah i spojrzałam na nią, a potem
podniosłam dłoń do ust, by stłumić krzyk radości i gwałtownie wciągnęłam
powietrze do płuc.
Hannah
leżała tam z otwartymi oczami i patrzyła tylko na Billy’ego, a po jej twarzy
spływały ciche łzy.
*****
Billy
Przez
prawie cały tydzień od tego dnia, kiedy był u Jeffreya Heelyou, Billy myślał,
co i jak powinien powiedzieć swojej słodkiej
Anie, by przekonać ją, że była piękna, czysta i że on ją kochał.
Uświadomił
sobie, że znał swoją żonę całkiem dobrze, ale jednocześnie nie znał jej, bo
nadal nie dowiedział się, co najbardziej lubiła czytać, jak spędzała czas
wolny, jak wypoczywała.
Wiedział,
jak pracowała.
Wiedział,
co lubiła robić.
Ale
jednocześnie wiedział, że najbardziej kochała słuchać tego, co napisał Jack,
tego, jak grał i śpiewał Billy oraz czytać to, co napisali jej uczniowie.
Billy
spędzał cholernie samotne długie wieczory i jeszcze bardziej samotne długie
noce w ich sypialni, więc zaczął od przeglądania jej książek i przekonał się,
że Anie nie miała ich wiele.
Właściwie
przez cały czas było to widoczne na półkach jej regału, ale Billy nigdy nie
zwrócił na to uwagi.
Tak
naprawdę swoich miała zaledwie z piętnaście
książek, a oprócz tego kilka z biblioteki, a wśród tego takich, które nosiły
ślady bardzo częstego używania były zaledwie cztery.
Jane
Austen, F. Scott Fitzgerald i Biblia.
Billy
przeczytał je wszystkie, ale największą uwagę zwrócił na fragmenty, które
odpowiadały jego zamiarom.
Mężczyzna
bowiem chciał powiedzieć swojej śpiącej żonie, jaka była piękna, mądra i dobra,
a także to, jak bardzo ją cenił i jej pożądał.
I
to, że za nią tęsknił.
Kiedy
już wybrał tekst (a znalazł go aż nadto), nadeszła porę na wybór melodii, ale
to naszło go ot-tak po prostu pewnego poranka, kiedy wstał po cholernie
samotnej nocy w ich dużym, małżeńskim łożu.
Wiedział
tylko, że musiał sobie szybko zapisać ten pomysł, zanim to umknęłoby mu w wirze
codziennych zajęć, kiedy robił śniadanie i odwoził Jacka do szkoły.
Pewnym
problemem był to, że Billy nie miał wyksztalcenia muzycznego i nie umiał
zapisać nut, ale pomysł, na jaki wpadł był również mało oryginalny, więc
zanotował tylko gatunek muzyczny, z jakiego chciał wziąć inspirację.
Zapisał
to w kalendarzu, który leżał na toaletce Anie razem z urywkami tekstu, które
chciał wykorzystać do piosenki.
Kiedy
wrócił do domu po odwiezieniu Jacka do szkoły i po zrobieniu zakupów, wszedł do
ich sypialni, poprawił pościel na ich łóżku (chociaż nie pościelił go tak, jak
robiła to jego żona, to jednak nie mógł znieść bałaganu w ich wspólnej
przestrzeni, skoro Anie tak bardzo dbała tam o czystość), a dopiero później sięgnął
po ten kalendarz, by znieść go do salonu i tam spróbować ułożyć swoją piosenkę
dla swojej żony.
Wyjął
z futerału gitarę, którą przyniósł z pokoju gościnnego.
W
pierwszą sobotę po ataku na Anie Billy narąbał się jak świnia, więc nie poszedł
do Piwnicy.
W
następną sobotę poszedł tam i wystąpił, ale nie zagrał im swojego hymnu, w
ogóle grał krótko, smętnie i bez polotu, więc w końcu wszyscy zauważyli, że coś
go gryzło, nawet jeśli nie chciał się dzielić.
Szczęśliwie,
nikt tego nie skomentował ani nie wypytywali go, więc tylko Tony’emu Billy powiedział,
co się stało, bo musiał przeprosić i wyjaśnić spieprzenie poprzedniego
weekendu.
Ale
ćwiczył, grywał w ich pokoju
gościnnym lub salonie, samotnie i przy Jacku, prawie przez godzinę dziennie
nawet w te dni, kiedy miał dzienną służbę.
Jego
ramię już nie bolało, a co najwyżej ciągnęło go.
Oddech
prawie się unormował.
Tylko
nie było przy nim jego muzy, bo tym też była jego słodka Anie.
Właśnie
tego się dowiedział.
Kiedy
otworzył jej kalendarz, będąc już w fotelu, jak miał już swoją gitarę na
kolanach, najpierw nie zauważył, że się pomylił i otworzył go na ostatniej
stronie, bo złapał go odwrotnie i odkrył tam zapiski swojej słodkiej Anie.
Przeczytał
je i dowiedział się, co jego żona czuła, kiedy on był w szpitalu.
Po
raz kolejny dowiedział się jaka była silna, jak bardzo go kochała i
potrzebowała.
Potrzebuję, żebyś
mnie przytulił.
Objął najmocniej,
jak potrafisz i zamknął w klatce swoich ramion.
Proszę, wróć do
mnie.
Kocham Cię.
Billy
nie pragnął przytulać i być przytulany, dopóki nie zaczął przytulać swojej
słodkiej Anie, a ona nauczyła go jak dobrze było być w jego ramionach, jak
dobrze on czuł się z tym, kiedy ją tam miał.
Teraz
jego ramiona były puste.
Billy
ułożył sobie piosenkę, przećwiczył ją w samotności i nie powiedział o swoim
pomyśle nikomu, chociaż często rozmawiał z Evą, Heleną i Abi o ich życiu, o
Jacku i o tym, co można by zrobić, by obudzić Anie.
Abigail
była bardzo przygnębiona, zwłaszcza, że skończyła właśnie osiemnaście lat i nie
miała prawdziwego, dużego przyjęcia urodzinowego, bo jej rodzina przeżywała
trudne chwile.
Kate
koniecznie chciała, by Billy był z Jackiem na małym przyjęciu, które
zorganizowała dla Abi w ich domu, ale Billy się wykręcił.
Kiedy
mama Anie nachalnie namawiała go i bardzo nalegała, Billy zdenerwował się i
wybuchł, chociaż nie chciał tego.
Ale
znowu się wściekł na tę kobietę, która pozwalała Lucy na zbyt wiele i nie
widziała tego, że krzywdziła pozostałe córki.
-
Nie! - wściekle warknął na mamę
swojej żony - Nie ma mowy, żebym naraził Jacka na to, co może mu powiedzieć
Lucy.
Wtedy
Billy zobaczył szok w oczach Kate i zrozumiał, że nie wiedziała, jak Lucy
potraktowała Anie i Jacka.
On
nie miał zamiaru chronić jej przed tym, więc jej powiedział.
-
Lucy nazwała mojego brata brudasem - Billy zobaczył, jak oczy tej kobiety
nieświadomej zła, jakie tkwiło w jej średniej córce lub wypierającej tą wiedzę,
przeszył ból, ale nie zatrzymał się - I powiedziała, że Anie powinna się z tym
kryć, wstydzić się go.
Nie
musiał wiele dodawać.
Kate
Sensible nie namawiała go już nigdy więcej na przebywanie w towarzystwie Lucy,
a Abi dostała prezent od niego i Jacka w ich domu, kiedy przyjechała do nich w
odwiedziny i by spędzić trochę czasu z bratem Billy’ego, jak często to robiła,
bo lubili się i razem pracowali nad różnymi tekstami.
Ale
tego dnia Billy nikomu nie powiedział, że miał cholerny zamiar być w szpitalu u
swojej słodkiej Anie i nikomu nie powiedział ni chuja, że wymyślił coś, co
mogło ją wybudzić ze śpiączki.
Dlatego
był sam przy jej łóżku, kiedy usiadł na krześle obok niej, by prosić ją,
błagać, a potem kazać jej, by się
obudziła.
Dlatego
sam usiadł w fotelu, który był oddalony od łóżka Anie i wziął swoją gitarę na
kolana, by zaśpiewać jej piosenkę, którą ułożył z fragmentów powieści, strof ze
starego testamentu i tekstu z jej pamiętnika.
A
kiedy skończył i brzmiała jeszcze ostatnia nuta, ostatni brzęk gitary nie
wygasł, Billy usłyszał przerywane westchnienie od strony drzwi.
Szarpnął
głową do góry i spojrzał w tamtą stronę, by przekonać się, że stała tam Eva z
Maggie, a za nimi Ania, ale nie patrzyły na niego tylko w stronę łóżka Anie,
więc odwrócił wzrok na swoją żonę.
Anie
leżała tam na cholernym szpitalnym łóżku całkiem nieruchomo, patrzyła na niego,
a z jej oczu płynęły łzy.
Jezu
Chryste Wszechmogący!
Udało mu się!
-
Anie! - zawołał Billy cicho, bez tchu,
szybko odłożył gitarę na podłogę i przesiadł się z fotela na krzesło obok jej
łóżka - Jesteś!
-
Billy - wyszeptała jego słodka Anie, ale łzy nadal płynęły po jej policzkach i
nie dodała nic więcej.
Billy
wyciągnął rękę, tylko przez sekundę zawahał się, kontrolując jej reakcje, zanim
dotknął palcami jej policzka, by zebrać stamtąd wilgoć.
I,
pieprzyć go, w tym momencie Anie obróciła lekko głowę, by wcisnąć bok swojej twarzy
w jego dłoń, więc objął ją w czułym geście.
Kurwa,
nareszcie!
Miał
ją z powrotem.
Nawet
nie usłyszeli, że kobiety cofnęły się z wejścia do pokoju na korytarz i zastali
sami, więc mieli tę chwilę tylko dla siebie.
Nawet
gdyby ktoś był, i tak by ją mieli.
Świat
wokół nich przestał istnieć.
-
Długo spałaś, moja piękna - powiedział Billy, a jego głos był schrypnięty od
tłumionych emocji.
Anie
tylko się uśmiechnęła, a ten uśmiech był lekki i drżący z niepewności.
Jezu,
jak Billy się za tym stęsknił, tak
bardzo ją kochał!
Zobaczył,
że ręka Anie drgnęła, jakby chciała ją podnieść i nie dała rady.
-
Jesteś słaba, bo nie ruszałaś się przez kilka tygodni - powiedział jej łagodnie,
a Anie zamarła - Hej - szepnął i
ponowne przeciągnął palcami po jej policzku - Już jest dobrze. Obudziłaś się.
Anie
nie zdążyła się odezwać ani inaczej zareagować, kiedy do jej sali wkroczył
lekarz w asyście pielęgniarki.
Pewnie
wezwały go kobiety, które nadal były gdzieś tam na korytarzu.
-
Dzień dobry, pani Brown - powiedział lekarz do Anie - Jestem Aiden Davis i
jestem pani lekarzem prowadzącym.
-
Hannah - szepnęła Anie, a lekarz uśmiechnął się i skinął głową.
Billy
wiedział, że to była też jedna z odpowiedzi na szereg pytań, jakie lekarz
chciał zadać Anie po przebudzeniu.
Przeżywał
to już.
To
było coś, przez co musieli przebrnąć, a skoro pielęgniarka podeszła z
przeciwnej strony łóżka niż lekarz, Billy wstał z krzesła i odszedł w stronę
okna.
Kiedy
stanął tam, oparł się biodrami o parapet i skrzyżował ramiona na klatce
piersiowej, zobaczył, że jego żona nie spuszczała z niego wzroku i uśmiechnęła
się, kiedy ich spojrzenia się spotkały.
*****
Hannah
Kiedy
usłyszałam tekst tej piosenki, którą śpiewał dla mnie Billy (wiedziałam, że to
było specjalnie dla mnie), rozpoznałam go natychmiast.
Były
to fragmenty Pięknych i przeklętych
F. Scott Fitzgeralda, urywki Pieśni nad
Pieśniami z Biblii oraz (O mój Boże! Ale może się myliłam i po prostu mówił
to samo od siebie) cytat z moich zapisków z czasów, kiedy Billy był w szpitalu.
Zastanawiałam
się, co Billy chciał mi przez to powiedzieć, bo, cóż, tak postąpiłabym z każdym
tekstem, z jakim miałam do czynienia.
Skrzywienie
zawodowe.
O
ile z Pięknych i przeklętych mogłabym
wnioskować, że Billy mówił o moim pięknie wewnętrznym (nawet, jeśli sama tego
nie czułam), sądząc, że on sam był przeklęty, to Pieśni nad Pieśniami była tekstem oblubieńca do oblubienicy, więc
czystym wyznaniem miłości.
Najpiękniejszym
z pięknych.
A
jeszcze powtarzał słowa Proszę, wróć do
mnie.
Więc
nie mogłam zrobić nic innego, jak obudzić się i to właśnie zrobiłam.
Ale
nie chciałam mu przerywać, więc po prostu leżałam tam i słuchałam.
Najwyższą
nagrodą za to, że go posłuchałam, była radość w jego oczach, ale to nie była po
prostu radość.
Mój
mąż był szczęśliwy i to ja go
uszczęśliwiłam.
A
to uszczęśliwiało mnie.
Odpowiadałam
więc teraz na pytania lekarza, ale myślałam wyłącznie o tym, że niedługo będę
mogła wrócić z moim kochanym mężem do naszego domu, gdzie będziemy razem.
Chociaż
wciąż trochę bałam się, że Billy jednak uzna mnie za brudną, bo ja sama
myślałam o tym, że byłam brudna, a więc bałam się, że już nigdy więcej nie
będzie chciał nie dotknąć.
Wreszcie
ten miły doktor Aiden Davis wyszedł, skinąwszy głową na pożegnanie Billy’emu i
mnie, a została z nami pielęgniarka.
-
Muszę wyjąć pani cewnik - oznajmiła, a mnie to trochę zaskoczyło, bo
wiedziałam, czym był cewnik i nie spodziewałam się tego, że go miałam, a nie
czułam - Proszę wyjść - pielęgniarka zwróciła się do Billy’ego.
-
Nie! - mój mąż warknął tak, jak mu
się to zdarzało w złości, a ja trochę podskoczyłam na łóżku, chociaż już byłam
do tego przyzwyczajona i wiedziałam, że tak mówił kiedy się denerwował, ale nie
był zły na mnie i nie zrobiłby nikomu krzywdy - Nie bój się, moja piękna -
powiedział Billy o wiele łagodniej, więc uśmiechnęłam się do niego zapewniająco
- Nie wyjdę - burknął ponuro Billy do pielęgniarki - Nie zostawię jej.
-
Ale… - zaczęła pielęgniarka, ale wtedy ja się wtrąciłam.
Wiedziałam,
jak uparty czasami potrafił być mój mąż, więc nie chciałam, żeby się przy mnie
kłócili.
-
Kochanie - powiedziałam cicho, a Billy spojrzał na mnie - Może po prostu się
odwróć - zasugerowałam.
Billy
popatrzył na mnie przez krótki moment, a potem skinął głową i odwrócił się
przodem do okna.
Dopiero
wtedy zauważyłam, że na dworze było słonecznie.
Musiało
być południe, więc zastanowiłam się, czy Billy jadł lunch, czy też może był
głodny.
Kiedy
o tym myślałam, pielęgniarka odchyliła moją kołdrę, a po chwili wyprostowała
się i zabrała dyskretnie coś, czego nie widziałam, chociaż spojrzałam na nią.
Już
skończyła?
Niczego
nie zauważyłam.
-
Pobrudziłam trochę - mruknęła do siebie - Pójdę po czyste prześcieradło -
powiedziała, spojrzała jakby porozumiewawczo na Billy’ego, więc podążyłam za
jej wzrokiem, a on stał już przodem do mnie.
Pielęgniarka
wyszła, a Billy zaczął chować gitarę do futerału.
-
Zagrasz mi jeszcze? - zapytałam go cicho.
-
Chcesz? - Billy wyprostował się i patrzył na mnie z radością w oczach.
Skinęłam
głową.
-
Dobrze - powiedział mój mąż - Ale nie teraz - mówił mój cudowny mężczyzna,
kiedy podchodził do mojego łóżka z takim błyskiem w oczach, że rozchyliłam usta
i prawie zaczęłam dyszeć.
To
było prawie jak zapowiedź seksu.
-
Anie - mruknął Billy niskim, schrypniętym głosem - Nie patrz tak na mnie. Nie
możesz się ruszać, jesteś słaba, a to mnie podnieca.
Wiedziałam
to.
Zamknęłam
usta i popatrzyłam na niego z wyrzutami sumienia.
Nie
chciałam go dręczyć.
-
Już jestem - powiedziała niespodziewanie pielęgniarka, wchodząc do pokoju -
Proszę ją wziąć na ręce - zarządziła do mojego mężczyzny.
Spojrzałam
ze zdziwieniem, bo nie sądziła, żeby miał poddawać się jej rozkazom.
-
Anie! - Billy zwrócił moją uwagę na siebie, nachylił się w moją stronę i
patrzył uważnie - Jeśli mam cię nie dotykać, musisz to powiedzieć teraz - powtórzył coś, co powiedziałam
mu wiele tygodni temu - Jeśli miałabyś czuć się z tym źle…
Chciałam
tego, żeby mnie dotknął.
Żeby
mnie wziął na ręce.
Pamiętałam,
że śniłam o tym, więc bardzo chciałam mieć to na jawie.
-
Nie - przerwałam mu zdecydowanie - To znaczy tak - zaprzeczyłam sobie sama,
widząc na jego twarzy smutek, i rozumiejąc, że pomyślał, że odrzucałam jego
dotyk - Chcę, żebyś wziął mnie na ręce - wyjaśniłam mu dokładniej, używając
więcej słów.
Jego
twarz się rozpogodziła, a wręcz pojawiło się na niej znowu szczęście.
O,
Boże, jak ja lubiłam, kiedy tak się dla mnie rozpogadzał.
Billy
podszedł do mojego łóżka, schylił się i wsunął ręce pod moje plecy i pod kolana,
by podnieść mnie tak, jak podnosił mnie, kiedy przenosił mnie do łazienki i z
powrotem do łóżka, kiedy myliśmy się po naszych zbliżeniach.
Podniosłam
ramiona, by owinąć nimi jego szyję i patrzyłam w jego oczy.
Piękne,
szczęśliwe oczy koloru mlecznej czekolady.
Billy
usiadł na fotelu, posadził mnie sobie na kolanach, a ponieważ podniósł mnie z
łóżka razem z kołdrą, owinął mnie tam nią i przycisnął do siebie, układając
moją głowę na swojej klatce piersiowej.
Wtuliłam
się i chłonęłam to uczucie.
-
To jednak mi się nie śniło - wyszeptałam.
Nie
obchodziło mnie to, że pielęgniarka prześcielała łóżko i mogła mnie usłyszeć,
że Billy trzymał na kolanach mój nagi tyłek w obecności obcej osoby.
Po
prostu byłam z nim.
-
Pamiętasz - mruknął Billy, stwierdzając fakt, a nie pytając.
-
Tak - odpowiedziałam mimo to.
-
Miałem nadzieję, że to cię obudzi, ale ty uparcie spałaś - mój mąż powiedział
to z jakimś napięciem w głosie, z żalem.
-
Myślałam, że nie będziesz mnie chciał - odparłam cicho - Takiej brudnej.
Ramiona
Billy’ego zacisnęły się mocniej wokół mnie.
-
Moja słodka Anie - powiedział dziwnym głosem, tak bardzo przepełnionym
rozpaczą, że miałam ochotę odchylić głowę, by zobaczyć jego twarz - Ty zawsze
będziesz bardziej czysta niż ja - dokończył, kiedy nie poluzował ramion.
Naszą
rozmowę przerwało wtargnięcie do pokoju Evy, Maggie, Ani i Sophie, które
dosłownie wbiegły tam, a każda z nich była w dziwnym nastroju.
Eva
była oszołomiona.
Maggie
była wystraszona.
Ania
i Sophie wyglądały na zdeterminowane.
Coś
się działo i nie było to dobre.
*****
Billy
Billy
miał ochotę krzyczeć z frustracji.
Kurwa
mać, że też musiało się nadal coś pierdolić.
Kiedy
te miłe, ale w tej chwili upierdliwe kobiety przerwały ich chwilę, jeszcze miał
nadzieję, że pobędą, zjedzą te cholerne pączki, które przytargały i pójdą
sobie, ale one najwyraźniej czekały na kogoś.
Miał
rację.
Pół
godziny później przyjechali David, Abi i jakiś obcy facet.
Cóż,
obcy dla Billy’ego, bo Anie najwyraźniej go znała.
Skończyło
się tym, że David i Abi poprosili kobiety, by pojechały do domów, więc
przynajmniej zmniejszył się tłok.
Billy
odłożył Anie do łóżka, więc mógł patrzeć na jej reakcje i skupiać się na tym,
co mówił David.
Mężczyzna
stał obronnie i czujnie na rozstawionych nogach z ramionami skrzyżowanymi na
swojej szerokiej piersi, co niepokojąco wyglądało na czające się gdzieś grożące
im niebezpieczeństwo, skoro przed minutą pożegnał swoją kobietę czułym
pocałunkiem i jaszcze czulszym spojrzeniem.
-
Hannah - David przedstawił im sytuację - To jest…
-
Wiem - przerwała mu Hannah - Wiliam Tracker.
David
skinął głową.
-
Agent specjalny Wiliam Tracker - uzupełnił.
Co takiego?
Billy
spojrzał na faceta uważniej.
Mężczyzna
nie był bardzo wysoki, może wzrostu Billy’ego, może ciutkę niższy, ale w jego
postawie czaiła się jakaś moc drapieżnika.
Miał
ciemne włosy, ciemne oczy i niepokojącą urodę, która była połączeniem
meksykańskiej i latynoskiej.
Ubrany
był w czarną koszulkę pod skórzaną kurtką motocyklową z licznymi ekspresami i
czarne dżinsy wsunięte w motocyklowe buty, przez co nie wyglądał na agenta FBI.
Ale
David wiedział, co mówił, więc Billy tego nie negował.
David
miał zwykle rację.
-
Agent Tracker rozpracowuje grupę przestępczą, w której jest wasza siostra, Lucy
- powiedział David wprost do Anie, nie owijając w bawełnę.
-
O, nie - jęknęła Anie i Billy podszedł do niej bliżej, by wesprzeć ją, ale ona
tego nie potrzebowała.
Miał
do powiezienia coś, co było trudne i Billy to zobaczył w bolesnym wyrazie jej
twarzy.
-
Jak oni wtedy… - Anie przełknęła ślinę i spojrzała na Billy’ego - Jak skończyli
ze mną. Usłyszałam Miejsce śmieci jest na
śmietniku.
Billy
powoli zamknął oczy i opuścił głowę.
-
Billy - szepnęła Anie, więc otworzył oczy i spojrzał na swoją dzielną żonę -
Nie musisz…
-
Ciśś - wyszeptał Billy i położył dłoń na poduszce nad jej głową, by
uspokajająco pogłaskać jej włosy.
-
To był… - Anie tym razem przepraszająco spojrzała na Abi - nasz szwagier,
Lucas.
Abi
jęknęła, zatoczyła się i podniosła ręce do oczu.
Wtedy
stało się coś niespodziewanego, bo agent Tracker wyciągnął rękę, złapał Abi i
przyciągnął ją do siebie, a ona oparła czoło na jego ramieniu, jakby to było dokładnie to, czego wtedy potrzebowała.
-
Właśnie - mruknął David - Sądzimy, że ta grupa będzie chciał zrobić wam coś
złego - wyjaśniał, wciąż patrząc na obie kobiety, jakby nie stało się nic,
czego już by nie widział - Ty już ucierpiałaś, ale jest jeszcze Abi. Potrzebujemy
czasu.
-
Co mam zrobić? - zapytała Anie nagle silnym, pełnym głosem.
Billy
poczuł dumę i zachwyt.
Jego
kobieta była silna i waleczna.
Chciała
bronić swojej młodszej siostry i zrobiłaby to, choćby miał to być dla niej
trudne.
-
Musimy udawać, że się nie obudziłaś - powiedział David.
-
Myślimy, że Lucy ma do was urazę - po raz pierwszy odezwał się agent Tracker - Tobie
zazdrości, a Abi ma pieniądze na koncie, które miały być przeznaczone na jej
posag - skinął głową w stronę dziewczyny, która stała nadal bardzo blisko
niego, chociaż się wyprostowała i patrzyła na swoją siostrę.
-
Pamiętasz te pudełka spod łóżka Lucy? - Abi zapytała Anie, a Billy zmarszczył
brwi.
Anie
zagryzła wargę, a potem skinęła głową.
-
Ta biżuteria, która tam była i ten sprzęt elektroniczny pochodziły
prawdopodobnie z kradzieży i rozbojów - wyjaśniała Abi, a Billy poczuł, że
ścierpła mu skóra.
Skoro
one obie to widziały, to oznaczało, że wiedziały za dużo.
Pieprzone
zagrożenie było cholernie realne.
Będą
chcieli je zlikwidować.
Okazało
się, że było znacznie kurewsko gorzej.
-
Te pieniądze, ta gotówka, która tam była, była prawdopodobnie ich wspólna -
mówiła dalej Abi - całej grupy. A nie wiadomo, kto jeszcze do niej należy. Widziałam
tam też fałszywe dokumenty.
O, kurwa!
Billy
spojrzał na Davida, a ten nie był jakoś cholernie zdziwiony, więc widocznie już
to omówili, a jego kumpel wyglądał na kogoś, kto myślał kurewsko dokładnie tak
samo, jak Billy.
-
A po ślubie Lucy podszedłem do ciebie - wtrącił się Tracker i skrzywił się -
Przepraszam, to był mój błąd - facet wyglądał na skruszonego - Ale wtedy nie
znałem faktów. Myślałem, że jesteś jedną z nich i chciałem cię poznać. Wkręcić się.
Lucas lub Lucy zobaczyli, że rozmawialiśmy i skojarzyli to. Wystraszyli się i
stąd był ten atak na ciebie.
Anie
westchnęła, więc Billy spojrzał na nią.
Miała
zamknięte oczy, ale nie była wystraszona ani zbolała.
Kiedy
pogłaskał jej włosy, otworzyła oczy, krótko uśmiechnęła się nimi do swojego
męża, a potem poważnie spojrzała na agenta FBI i Davida.
-
Co mam zrobić? - spytała stanowczo.
Mężczyźni
się odprężyli, a Billy cholernie się spiął.
Coś
czuł, że miało mu się to kurewsko nie
spodobać.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń