piątek, 10 lutego 2023

19 - Musimy udawać

 

 Rozdział 19 

Musimy udawać

Eva

 

 

Szłam korytarzem w stronę sali, w której leżała Hannah, chociaż wcale miało mnie tu nie być.

Ale chciałam tu być.

Zresztą również nie byłam sama, bo towarzyszyły mi przyjaciółki, więc nie tylko mnie miało tu nie być.

Ale one też chciały tu być.

Od czasu, kiedy Hannah przeżyła to, co przeżyła, minęły już długie, bardzo trudne trzy tygodnie.

Przez pierwsze kilka dni biedny Billy był tak załamany, że w ogóle nie mogliśmy do niego dotrzeć, więc to ja z Heleną zajmowałyśmy się równie biednym, a może nawet biedniejszym Jackiem.

Hannah była w śpiączce.

Chłopiec również to bardzo przeżywał, tak jak jego brat, ale najbardziej bał się, że straci dom, a Billy tego nie widział, bo się zamknął w swoim bólu.

Szczęśliwie, mężczyznom z FS 13 udało się do niego dotrzeć, chociaż nie wiedziałam, jak tego dokonali.

Jimmy mi tego nie powiedział.

Wiedziałam tylko, że byli u niego całą grupą po pracy w niedzielę.

Nie wiedzieliśmy, co mu powiedzieli, ale Billy wziął się w garść.

Potem wszyscy obserwowaliśmy, jak niezwykle czuły, opiekuńczy i troskliwy potrafił być ten młody mężczyzna, który do tej pory zgrywał żartownisia, nieustannie udawał takiego, którego nic nie wzruszało i nie angażował w nic swojego serca.

Jeździł w odwiedziny do swojej żony, do Hannah, do szpitala codziennie, a czasem nawet kilka razy dziennie.

Pilnował pór, kiedy Jack musiał być w szkole, kiedy powinien coś zjeść, kiedy trzeba było go dostarczyć na dodatkowe zajęcia lub do którejś z nas na nocleg, jeśli Billy pracował na nocną zmianę.

Sprzątał, a my byłyśmy gotowe mu w tym pomagać, ale on tego nie potrzebował, nigdy o nic nie prosił, chociaż wiedziałyśmy od Jacka, że chłopiec czasem coś robił w ich domu.

Wiedzieliśmy, że Billy miał rozmowę w cztery oczy z kuratorką, zaniepokojoną tym, że Hannah była w szpitalu, więc Jack mógłby mieć słabszą opiekę i owocnie przekonał ją, że dobrze opiekował się swoim młodszym bratem.

Wiedzieliśmy, że Billy często rozmawiał z siostrą Hannah, Abigail, a ona też przyjaźniła się z Jackiem i razem robili coś dla Aleka i Sama, więc mogłyśmy stwierdzić, że współpracowali ze sobą, chociaż na mamę Hannah nie mogli liczyć.

To było smutne.

Przygnębiało mnie też coś innego.

Myślałam bowiem o tym wszystkim, co w ciągu tych dni i tygodni ominęło tą cudowną, ciepłą kobietę, która dała dom skrzywdzonemu przez życie chłopcu, rodzinę mężczyźnie, który wcześniej jej nie zaznał, a oprócz tego dawała wsparcie swojemu rodzeństwu i rodzicom.

Po pierwsze ominęły ją urodziny mojego Davie’go.

Rozmawiałam z Hannah wcześniej, więc wiedziałam, że szykowała się na nasze przyjęcie, wymyślała prezent dla naszego synka, cieszyła się na to, że Jack spędziłby czas pośród przyjaciół.

Ale to przyjęcie było akurat w tamtą sobotę ponad dwa tygodnie temu, dwa dni po ataku na Hannah, więc leżała w szpitalu spuchnięta po reakcji alergicznej.

Tydzień później ominęło ją niespodziewane, ale szumne i żywiołowe ogłoszenie przez Sophie faktu jej ciąży, której tak wyglądała, pragnęła jej i nie mogła w nią zajść.

Nareszcie jej się udało, więc ogłoszenie tego odbyło się na cały bar (tak głośno, jak bywała Sophie), w którym zwykle się spotykaliśmy.

Chociaż, zważywszy na to, że Hannah właśnie straciła dziecko, to akurat może lepiej, że to ją ominęło.

Mogłaby bardziej cierpieć, moje biedactwo.

Ania wróciła na studia i na każdym naszym spotkaniu opowiadała o maluszkach, które leczyła, a częściej o ich rodzicach, co doprowadzało nas do śmiechu, chociaż niektóre opowieści doprowadzały mnie do płaczu, bo przecież były o chorych dzieciach.

Tego również Hannah wolałaby nie słuchać.

Ale bez wątpienia wolałaby być na małym, skromnym przyjęciu, które odbyło się w domu jej mamy z okazji urodzin Abigail, jej najmłodszej siostry.

Abi była przygnębiona i, chociaż byliśmy tam zaproszeni z Jimmy’m i dziećmi, podobnie jak Helena i Oli, nie byliśmy w stanie jej rozchmurzyć.

Lucy nie poprawiła sytuacji, bo przez cały czas wygłaszała niemądre, często złośliwe uwagi, przez które Jimmy w końcu nie wytrzymał nerwowo i zarządził nasze wyjście o wiele wcześniej, niż pierwotnie zakładaliśmy.

Mój mężczyzna wciąż na wszelkie sposoby nas (mnie) chronił przez wszelkimi nieprzyjemnościami.

Często robił to nie  mówiąc mi niektórych rzeczy i musiałam dowiadywać się tego sama przez rozmowę z moimi przyjaciółkami.

Dlatego teraz znalazłyśmy się tutaj z Maggie i Anią, która miała staż w tym szpitalu na oddziale dziecięcym, więc przyszła do nas w fartuchu, a później miała nadejść Sophie, bo uparła się, że kupi pudełko pączków w piekarni znajdującej się obok szpitala i została za nami.

Nie rozmawiałyśmy, bo każda z nas była pogrążona we własnych myślach, chociaż sądziłam, że wszystkie w jakiś sposób myślałyśmy trochę o tej biednej kobiecie, która nie zdążyła zostać w pełni naszą przyjaciółką, zanim przydarzyło jej się tyle złego.

Lubiłam Hannah, nawet zanim w pełni ją poznałam.

Matt opowiadał o niej w domu już w poprzednim roku szkolnym, więc wiedzieliśmy o niej bardzo dużo, znaliśmy ją przez oczy dzieci.

W szkole Hannah była pewnego rodzaju legendą.

Oczywiście, Matt najbardziej lubił ją za to, że doceniała jego talent i zamiłowanie do gry w soccer’a i nie kazała mu pisać nadmiernie długich i rozbudowanych rozprawek na inne tematy, niż sport.

Ale dowiedzieliśmy się z Jimmy’m, że Hannah zawsze miała talent do wynajdywania w swoich uczniów ukrytych talentów i potrafiła je wydobyć na światło dzienne drobnymi komplementami, które nie onieśmielały introwertyków, a zachęcały każdego od pochwalenia się tym, co robił najlepiej i lubił najbardziej.

Więc nie chodziło tylko o to, że Hannah była nauczycielką, jak ja byłam kiedyś, ale o to, że Hannah była nauczycielką z powołania, jak ja.

Więc byłam gotowa ją pokochać.

Kiedy o tym myślałam, doszłyśmy korytarzem do drzwi pokoju Hannah.

Nie powiedzieliśmy tego nigdy nikomu, ale to my z Jimmy’m zapłaciliśmy w szpitalu VAMC, żeby Billy miał osobny pokój i teraz też załatwiliśmy pojedynczy pokój dla Hannah.

Moje przyjaciółki tez tego nie wiedziały.

Nikt nie musiał o tym wiedzieć.

Zamarłam z ręką na klamce i spojrzałam szybko na Maggie.

Ona też to usłyszała.

Były to dźwięki gitary klasycznej, na której ktoś grał z taką wprawą i niesamowitym talentem, że zaparło nam dech w piersiach.

Ania wydawała się nie zauważać niczego specjalnego, ale jej słuch nie działał jeszcze zbyt dobrze, więc może faktycznie nie słyszała tych tonów.

Mnie przywodziły one na myśl moje dawne wyprawy po Europie, do Francji, Hiszpanii, czy Andaluzji, bo muzyka była w stylu flamenco (albo może była improwizacją na jej temat), a przeszła potem w piosenkę, która była zasadniczo intonowaniem słów.

Nie zdążyłam szeroko otworzyć drzwi, więc stałyśmy z Maggie we dwie w wejściu, a Ania stała za nami, ale ona też milczała, chociaż chyba nie wiedziała, z jakiego powodu zamarłyśmy.

A mnie łzy zapiekły w oczach, więc zamrugałam gwałtownie, ale to nie pomogło i zapłakałam, bo to było takie piękne, że nie mogłam zrobić nic innego.

Widziałam ze swojego miejsca mężczyznę, który siedział w fotelu przy oknie, był przodem do nas, ale nie patrzył w naszą stronę tylko na gitarę, trzymając ją na swoim jednym kolanie, kiedy jego drugie kolano prawie leżało na podłodze, bo nogę miał podgiętą pod fotel, i przesuwał lewą dłonią po gryfie gitary, kiedy palce drugiej jego ręki uderzały w struny.

Billy gra na gitarze i śpiewa

Przypomniałam sobie słowa Hannah, które wyrzuciła do mamy Jacka i Billy’ego tamtego dnia, ale dopiero teraz dotarło do mnie, jak pięknie Billy grał i śpiewał.

Jego głos był niski, przejmujący i trafiał wprost do mojego serca.

Miał najprawdziwszy talent!

Krył się z tym przed nami przez tyle lat.

Więc słuchałyśmy z Maggie słów jego piosenki, czy też może rymowanki, której nie rozpoznawałam, chociaż wydawała mi się dziwnie swojska.

O, jak piękna jesteś, przyjaciółko moja, jakże piękna!

Cała piękna jesteś, przyjaciółko moja, i nie ma w tobie skazy.

Proszę, wróć do mnie.

Jesteś piękna, ale nie jak te dziewczyny z magazynów.

Jesteś piękna, za sposób, w jaki myślisz.

Jesteś piękna, z powodu błysku w twych oczach,

kiedy mówisz o czymś, co kochasz.

Jesteś piękna ze względu na twoją zdolność

wywoływania uśmiechu u innych ludzi.

Nawet jeśli jesteś smutna.

Nie jesteś piękna za coś tak tymczasowego jak twój wygląd.

Jesteś piękna w głębi duszy.

Jesteś piękna.

Proszę, wróć do mnie.

Oczarowałaś me serce, siostro ma, oblubienico,

oczarowałaś me serce jednym spojrzeniem twych oczu,

jednym paciorkiem twych naszyjników.

Proszę, wróć do mnie.

Jak piękna jest miłość twoja, siostro ma, oblubienico,

o ileż słodsza jest miłość twoja od wina,

a zapach olejków twych nad wszystkie balsamy!

Proszę, wróć do mnie.

A kiedy słuchałam, nieświadomie zrobiłam pół kroku w stronę pokoju szpitalnego, w którym stało łóżko, w którym leżała Hannah i spojrzałam na nią, a potem podniosłam dłoń do ust, by stłumić krzyk radości i gwałtownie wciągnęłam powietrze do płuc.

Hannah leżała tam z otwartymi oczami i patrzyła tylko na Billy’ego, a po jej twarzy spływały ciche łzy.

*****

Billy

Przez prawie cały tydzień od tego dnia, kiedy był u Jeffreya Heelyou, Billy myślał, co i jak powinien powiedzieć swojej słodkiej Anie, by przekonać ją, że była piękna, czysta i że on ją kochał.

Uświadomił sobie, że znał swoją żonę całkiem dobrze, ale jednocześnie nie znał jej, bo nadal nie dowiedział się, co najbardziej lubiła czytać, jak spędzała czas wolny, jak wypoczywała.

Wiedział, jak pracowała.

Wiedział, co lubiła robić.

Ale jednocześnie wiedział, że najbardziej kochała słuchać tego, co napisał Jack, tego, jak grał i śpiewał Billy oraz czytać to, co napisali jej uczniowie.

Billy spędzał cholernie samotne długie wieczory i jeszcze bardziej samotne długie noce w ich sypialni, więc zaczął od przeglądania jej książek i przekonał się, że Anie nie miała ich wiele.

Właściwie przez cały czas było to widoczne na półkach jej regału, ale Billy nigdy nie zwrócił na to uwagi.

Tak naprawdę swoich miała zaledwie z piętnaście książek, a oprócz tego kilka z biblioteki, a wśród tego takich, które nosiły ślady bardzo częstego używania były zaledwie cztery.

Jane Austen, F. Scott Fitzgerald i Biblia.

Billy przeczytał je wszystkie, ale największą uwagę zwrócił na fragmenty, które odpowiadały jego zamiarom.

Mężczyzna bowiem chciał powiedzieć swojej śpiącej żonie, jaka była piękna, mądra i dobra, a także to, jak bardzo ją cenił i jej pożądał.

I to, że za nią tęsknił.

Kiedy już wybrał tekst (a znalazł go aż nadto), nadeszła porę na wybór melodii, ale to naszło go ot-tak po prostu pewnego poranka, kiedy wstał po cholernie samotnej nocy w ich dużym, małżeńskim łożu.

Wiedział tylko, że musiał sobie szybko zapisać ten pomysł, zanim to umknęłoby mu w wirze codziennych zajęć, kiedy robił śniadanie i odwoził Jacka do szkoły.

Pewnym problemem był to, że Billy nie miał wyksztalcenia muzycznego i nie umiał zapisać nut, ale pomysł, na jaki wpadł był również mało oryginalny, więc zanotował tylko gatunek muzyczny, z jakiego chciał wziąć inspirację.

Zapisał to w kalendarzu, który leżał na toaletce Anie razem z urywkami tekstu, które chciał wykorzystać do piosenki.

Kiedy wrócił do domu po odwiezieniu Jacka do szkoły i po zrobieniu zakupów, wszedł do ich sypialni, poprawił pościel na ich łóżku (chociaż nie pościelił go tak, jak robiła to jego żona, to jednak nie mógł znieść bałaganu w ich wspólnej przestrzeni, skoro Anie tak bardzo dbała tam o czystość), a dopiero później sięgnął po ten kalendarz, by znieść go do salonu i tam spróbować ułożyć swoją piosenkę dla swojej żony.

Wyjął z futerału gitarę, którą przyniósł z pokoju gościnnego.

W pierwszą sobotę po ataku na Anie Billy narąbał się jak świnia, więc nie poszedł do Piwnicy.

W następną sobotę poszedł tam i wystąpił, ale nie zagrał im swojego hymnu, w ogóle grał krótko, smętnie i bez polotu, więc w końcu wszyscy zauważyli, że coś go gryzło, nawet jeśli nie chciał się dzielić.

Szczęśliwie, nikt tego nie skomentował ani nie wypytywali go, więc tylko Tony’emu Billy powiedział, co się stało, bo musiał przeprosić i wyjaśnić spieprzenie poprzedniego weekendu.

Ale ćwiczył, grywał w ich pokoju gościnnym lub salonie, samotnie i przy Jacku, prawie przez godzinę dziennie nawet w te dni, kiedy miał dzienną służbę.

Jego ramię już nie bolało, a co najwyżej ciągnęło go.

Oddech prawie się unormował.

Tylko nie było przy nim jego muzy, bo tym też była jego słodka Anie.

Właśnie tego się dowiedział.

Kiedy otworzył jej kalendarz, będąc już w fotelu, jak miał już swoją gitarę na kolanach, najpierw nie zauważył, że się pomylił i otworzył go na ostatniej stronie, bo złapał go odwrotnie i odkrył tam zapiski swojej słodkiej Anie.

Przeczytał je i dowiedział się, co jego żona czuła, kiedy on był w szpitalu.

Po raz kolejny dowiedział się jaka była silna, jak bardzo go kochała i potrzebowała.

Potrzebuję, żebyś mnie przytulił.

Objął najmocniej, jak potrafisz i zamknął w klatce swoich ramion.

Proszę, wróć do mnie.

Kocham Cię.

Billy nie pragnął przytulać i być przytulany, dopóki nie zaczął przytulać swojej słodkiej Anie, a ona nauczyła go jak dobrze było być w jego ramionach, jak dobrze on czuł się z tym, kiedy ją tam miał.

Teraz jego ramiona były puste.

Billy ułożył sobie piosenkę, przećwiczył ją w samotności i nie powiedział o swoim pomyśle nikomu, chociaż często rozmawiał z Evą, Heleną i Abi o ich życiu, o Jacku i o tym, co można by zrobić, by obudzić Anie.

Abigail była bardzo przygnębiona, zwłaszcza, że skończyła właśnie osiemnaście lat i nie miała prawdziwego, dużego przyjęcia urodzinowego, bo jej rodzina przeżywała trudne chwile.

Kate koniecznie chciała, by Billy był z Jackiem na małym przyjęciu, które zorganizowała dla Abi w ich domu, ale Billy się wykręcił.

Kiedy mama Anie nachalnie namawiała go i bardzo nalegała, Billy zdenerwował się i wybuchł, chociaż nie chciał tego.

Ale znowu się wściekł na tę kobietę, która pozwalała Lucy na zbyt wiele i nie widziała tego, że krzywdziła pozostałe córki.

- Nie! - wściekle warknął na mamę swojej żony - Nie ma mowy, żebym naraził Jacka na to, co może mu powiedzieć Lucy.

Wtedy Billy zobaczył szok w oczach Kate i zrozumiał, że nie wiedziała, jak Lucy potraktowała Anie i Jacka.

On nie miał zamiaru chronić jej przed tym, więc jej powiedział.

- Lucy nazwała mojego brata brudasem - Billy zobaczył, jak oczy tej kobiety nieświadomej zła, jakie tkwiło w jej średniej córce lub wypierającej tą wiedzę, przeszył ból, ale nie zatrzymał się - I powiedziała, że Anie powinna się z tym kryć, wstydzić się go.

Nie musiał wiele dodawać.

Kate Sensible nie namawiała go już nigdy więcej na przebywanie w towarzystwie Lucy, a Abi dostała prezent od niego i Jacka w ich domu, kiedy przyjechała do nich w odwiedziny i by spędzić trochę czasu z bratem Billy’ego, jak często to robiła, bo lubili się i razem pracowali nad różnymi tekstami.

Ale tego dnia Billy nikomu nie powiedział, że miał cholerny zamiar być w szpitalu u swojej słodkiej Anie i nikomu nie powiedział ni chuja, że wymyślił coś, co mogło ją wybudzić ze śpiączki.

Dlatego był sam przy jej łóżku, kiedy usiadł na krześle obok niej, by prosić ją, błagać, a potem kazać jej, by się obudziła.

Dlatego sam usiadł w fotelu, który był oddalony od łóżka Anie i wziął swoją gitarę na kolana, by zaśpiewać jej piosenkę, którą ułożył z fragmentów powieści, strof ze starego testamentu i tekstu z jej pamiętnika.

A kiedy skończył i brzmiała jeszcze ostatnia nuta, ostatni brzęk gitary nie wygasł, Billy usłyszał przerywane westchnienie od strony drzwi.

Szarpnął głową do góry i spojrzał w tamtą stronę, by przekonać się, że stała tam Eva z Maggie, a za nimi Ania, ale nie patrzyły na niego tylko w stronę łóżka Anie, więc odwrócił wzrok na swoją żonę.

Anie leżała tam na cholernym szpitalnym łóżku całkiem nieruchomo, patrzyła na niego, a z jej oczu płynęły łzy.

Jezu Chryste Wszechmogący!

Udało mu się!

- Anie! - zawołał Billy cicho, bez tchu, szybko odłożył gitarę na podłogę i przesiadł się z fotela na krzesło obok jej łóżka - Jesteś!

- Billy - wyszeptała jego słodka Anie, ale łzy nadal płynęły po jej policzkach i nie dodała nic więcej.

Billy wyciągnął rękę, tylko przez sekundę zawahał się, kontrolując jej reakcje, zanim dotknął palcami jej policzka, by zebrać stamtąd wilgoć.

I, pieprzyć go, w tym momencie Anie obróciła lekko głowę, by wcisnąć bok swojej twarzy w jego dłoń, więc objął ją w czułym geście.

Kurwa, nareszcie!

Miał ją z powrotem.

Nawet nie usłyszeli, że kobiety cofnęły się z wejścia do pokoju na korytarz i zastali sami, więc mieli tę chwilę tylko dla siebie.

Nawet gdyby ktoś był, i tak by ją mieli.

Świat wokół nich przestał istnieć.

- Długo spałaś, moja piękna - powiedział Billy, a jego głos był schrypnięty od tłumionych emocji.

Anie tylko się uśmiechnęła, a ten uśmiech był lekki i drżący z niepewności.

Jezu, jak Billy się za tym stęsknił, tak bardzo ją kochał!

Zobaczył, że ręka Anie drgnęła, jakby chciała ją podnieść i nie dała rady.

- Jesteś słaba, bo nie ruszałaś się przez kilka tygodni - powiedział jej łagodnie, a Anie zamarła - Hej - szepnął i ponowne przeciągnął palcami po jej policzku - Już jest dobrze. Obudziłaś się.

Anie nie zdążyła się odezwać ani inaczej zareagować, kiedy do jej sali wkroczył lekarz w asyście pielęgniarki.

Pewnie wezwały go kobiety, które nadal były gdzieś tam na korytarzu.

- Dzień dobry, pani Brown - powiedział lekarz do Anie - Jestem Aiden Davis i jestem pani lekarzem prowadzącym.

- Hannah - szepnęła Anie, a lekarz uśmiechnął się i skinął głową.

Billy wiedział, że to była też jedna z odpowiedzi na szereg pytań, jakie lekarz chciał zadać Anie po przebudzeniu.

Przeżywał to już.

To było coś, przez co musieli przebrnąć, a skoro pielęgniarka podeszła z przeciwnej strony łóżka niż lekarz, Billy wstał z krzesła i odszedł w stronę okna.

Kiedy stanął tam, oparł się biodrami o parapet i skrzyżował ramiona na klatce piersiowej, zobaczył, że jego żona nie spuszczała z niego wzroku i uśmiechnęła się, kiedy ich spojrzenia się spotkały.

*****

Hannah

Kiedy usłyszałam tekst tej piosenki, którą śpiewał dla mnie Billy (wiedziałam, że to było specjalnie dla mnie), rozpoznałam go natychmiast.

Były to fragmenty Pięknych i przeklętych F. Scott Fitzgeralda, urywki Pieśni nad Pieśniami z Biblii oraz (O mój Boże! Ale może się myliłam i po prostu mówił to samo od siebie) cytat z moich zapisków z czasów, kiedy Billy był w szpitalu.

Zastanawiałam się, co Billy chciał mi przez to powiedzieć, bo, cóż, tak postąpiłabym z każdym tekstem, z jakim miałam do czynienia.

Skrzywienie zawodowe.

O ile z Pięknych i przeklętych mogłabym wnioskować, że Billy mówił o moim pięknie wewnętrznym (nawet, jeśli sama tego nie czułam), sądząc, że on sam był przeklęty, to Pieśni nad Pieśniami była tekstem oblubieńca do oblubienicy, więc czystym wyznaniem miłości.

Najpiękniejszym z pięknych.

A jeszcze powtarzał słowa Proszę, wróć do mnie.

Więc nie mogłam zrobić nic innego, jak obudzić się i to właśnie zrobiłam.

Ale nie chciałam mu przerywać, więc po prostu leżałam tam i słuchałam.

Najwyższą nagrodą za to, że go posłuchałam, była radość w jego oczach, ale to nie była po prostu radość.

Mój mąż był szczęśliwy i to ja go uszczęśliwiłam.

A to uszczęśliwiało mnie.

Odpowiadałam więc teraz na pytania lekarza, ale myślałam wyłącznie o tym, że niedługo będę mogła wrócić z moim kochanym mężem do naszego domu, gdzie będziemy razem.

Chociaż wciąż trochę bałam się, że Billy jednak uzna mnie za brudną, bo ja sama myślałam o tym, że byłam brudna, a więc bałam się, że już nigdy więcej nie będzie chciał nie dotknąć.

Wreszcie ten miły doktor Aiden Davis wyszedł, skinąwszy głową na pożegnanie Billy’emu i mnie, a została z nami pielęgniarka.

- Muszę wyjąć pani cewnik - oznajmiła, a mnie to trochę zaskoczyło, bo wiedziałam, czym był cewnik i nie spodziewałam się tego, że go miałam, a nie czułam - Proszę wyjść - pielęgniarka zwróciła się do Billy’ego.

- Nie! - mój mąż warknął tak, jak mu się to zdarzało w złości, a ja trochę podskoczyłam na łóżku, chociaż już byłam do tego przyzwyczajona i wiedziałam, że tak mówił kiedy się denerwował, ale nie był zły na mnie i nie zrobiłby nikomu krzywdy - Nie bój się, moja piękna - powiedział Billy o wiele łagodniej, więc uśmiechnęłam się do niego zapewniająco - Nie wyjdę - burknął ponuro Billy do pielęgniarki - Nie zostawię jej.

- Ale… - zaczęła pielęgniarka, ale wtedy ja się wtrąciłam.

Wiedziałam, jak uparty czasami potrafił być mój mąż, więc nie chciałam, żeby się przy mnie kłócili.

- Kochanie - powiedziałam cicho, a Billy spojrzał na mnie - Może po prostu się odwróć - zasugerowałam.

Billy popatrzył na mnie przez krótki moment, a potem skinął głową i odwrócił się przodem do okna.

Dopiero wtedy zauważyłam, że na dworze było słonecznie.

Musiało być południe, więc zastanowiłam się, czy Billy jadł lunch, czy też może był głodny.

Kiedy o tym myślałam, pielęgniarka odchyliła moją kołdrę, a po chwili wyprostowała się i zabrała dyskretnie coś, czego nie widziałam, chociaż spojrzałam na nią.

Już skończyła?

Niczego nie zauważyłam.

- Pobrudziłam trochę - mruknęła do siebie - Pójdę po czyste prześcieradło - powiedziała, spojrzała jakby porozumiewawczo na Billy’ego, więc podążyłam za jej wzrokiem, a on stał już przodem do mnie.

Pielęgniarka wyszła, a Billy zaczął chować gitarę do futerału.

- Zagrasz mi jeszcze? - zapytałam go cicho.

- Chcesz? - Billy wyprostował się i patrzył na mnie z radością w oczach.

Skinęłam głową.

- Dobrze - powiedział mój mąż - Ale nie teraz - mówił mój cudowny mężczyzna, kiedy podchodził do mojego łóżka z takim błyskiem w oczach, że rozchyliłam usta i prawie zaczęłam dyszeć.

To było prawie jak zapowiedź seksu.

- Anie - mruknął Billy niskim, schrypniętym głosem - Nie patrz tak na mnie. Nie możesz się ruszać, jesteś słaba, a to mnie podnieca.

Wiedziałam to.

Zamknęłam usta i popatrzyłam na niego z wyrzutami sumienia.

Nie chciałam go dręczyć.

- Już jestem - powiedziała niespodziewanie pielęgniarka, wchodząc do pokoju - Proszę ją wziąć na ręce - zarządziła do mojego mężczyzny.

Spojrzałam ze zdziwieniem, bo nie sądziła, żeby miał poddawać się jej rozkazom.

- Anie! - Billy zwrócił moją uwagę na siebie, nachylił się w moją stronę i patrzył uważnie - Jeśli mam cię nie dotykać, musisz to powiedzieć teraz - powtórzył coś, co powiedziałam mu wiele tygodni temu - Jeśli miałabyś czuć się z tym źle…

Chciałam tego, żeby mnie dotknął.

Żeby mnie wziął na ręce.

Pamiętałam, że śniłam o tym, więc bardzo chciałam mieć to na jawie.

- Nie - przerwałam mu zdecydowanie - To znaczy tak - zaprzeczyłam sobie sama, widząc na jego twarzy smutek, i rozumiejąc, że pomyślał, że odrzucałam jego dotyk - Chcę, żebyś wziął mnie na ręce - wyjaśniłam mu dokładniej, używając więcej słów.

Jego twarz się rozpogodziła, a wręcz pojawiło się na niej znowu szczęście.

O, Boże, jak ja lubiłam, kiedy tak się dla mnie rozpogadzał.

Billy podszedł do mojego łóżka, schylił się i wsunął ręce pod moje plecy i pod kolana, by podnieść mnie tak, jak podnosił mnie, kiedy przenosił mnie do łazienki i z powrotem do łóżka, kiedy myliśmy się po naszych zbliżeniach.

Podniosłam ramiona, by owinąć nimi jego szyję i patrzyłam w jego oczy.

Piękne, szczęśliwe oczy koloru mlecznej czekolady.

Billy usiadł na fotelu, posadził mnie sobie na kolanach, a ponieważ podniósł mnie z łóżka razem z kołdrą, owinął mnie tam nią i przycisnął do siebie, układając moją głowę na swojej klatce piersiowej.

Wtuliłam się i chłonęłam to uczucie.

- To jednak mi się nie śniło - wyszeptałam.

Nie obchodziło mnie to, że pielęgniarka prześcielała łóżko i mogła mnie usłyszeć, że Billy trzymał na kolanach mój nagi tyłek w obecności obcej osoby.

Po prostu byłam z nim.

- Pamiętasz - mruknął Billy, stwierdzając fakt, a nie pytając.

- Tak - odpowiedziałam mimo to.

- Miałem nadzieję, że to cię obudzi, ale ty uparcie spałaś - mój mąż powiedział to z jakimś napięciem w głosie, z żalem.

- Myślałam, że nie będziesz mnie chciał - odparłam cicho - Takiej brudnej.

Ramiona Billy’ego zacisnęły się mocniej wokół mnie.

- Moja słodka Anie - powiedział dziwnym głosem, tak bardzo przepełnionym rozpaczą, że miałam ochotę odchylić głowę, by zobaczyć jego twarz - Ty zawsze będziesz bardziej czysta niż ja - dokończył, kiedy nie poluzował ramion.

Naszą rozmowę przerwało wtargnięcie do pokoju Evy, Maggie, Ani i Sophie, które dosłownie wbiegły tam, a każda z nich była w dziwnym nastroju.

Eva była oszołomiona.

Maggie była wystraszona.

Ania i Sophie wyglądały na zdeterminowane.

Coś się działo i nie było to dobre.

*****

Billy

Billy miał ochotę krzyczeć z frustracji.

Kurwa mać, że też musiało się nadal coś pierdolić.

Kiedy te miłe, ale w tej chwili upierdliwe kobiety przerwały ich chwilę, jeszcze miał nadzieję, że pobędą, zjedzą te cholerne pączki, które przytargały i pójdą sobie, ale one najwyraźniej czekały na kogoś.

Miał rację.

Pół godziny później przyjechali David, Abi i jakiś obcy facet.

Cóż, obcy dla Billy’ego, bo Anie najwyraźniej go znała.

Skończyło się tym, że David i Abi poprosili kobiety, by pojechały do domów, więc przynajmniej zmniejszył się tłok.

Billy odłożył Anie do łóżka, więc mógł patrzeć na jej reakcje i skupiać się na tym, co mówił David.

Mężczyzna stał obronnie i czujnie na rozstawionych nogach z ramionami skrzyżowanymi na swojej szerokiej piersi, co niepokojąco wyglądało na czające się gdzieś grożące im niebezpieczeństwo, skoro przed minutą pożegnał swoją kobietę czułym pocałunkiem i jaszcze czulszym spojrzeniem.

- Hannah - David przedstawił im sytuację - To jest…

- Wiem - przerwała mu Hannah - Wiliam Tracker.

David skinął głową.

- Agent specjalny Wiliam Tracker - uzupełnił.

Co takiego?

Billy spojrzał na faceta uważniej.

Mężczyzna nie był bardzo wysoki, może wzrostu Billy’ego, może ciutkę niższy, ale w jego postawie czaiła się jakaś moc drapieżnika.

Miał ciemne włosy, ciemne oczy i niepokojącą urodę, która była połączeniem meksykańskiej i latynoskiej.

Ubrany był w czarną koszulkę pod skórzaną kurtką motocyklową z licznymi ekspresami i czarne dżinsy wsunięte w motocyklowe buty, przez co nie wyglądał na agenta FBI.

Ale David wiedział, co mówił, więc Billy tego nie negował.

David miał zwykle rację.

- Agent Tracker rozpracowuje grupę przestępczą, w której jest wasza siostra, Lucy - powiedział David wprost do Anie, nie owijając w bawełnę.

- O, nie - jęknęła Anie i Billy podszedł do niej bliżej, by wesprzeć ją, ale ona tego nie potrzebowała.

Miał do powiezienia coś, co było trudne i Billy to zobaczył w bolesnym wyrazie jej twarzy.

- Jak oni wtedy… - Anie przełknęła ślinę i spojrzała na Billy’ego - Jak skończyli ze mną. Usłyszałam Miejsce śmieci jest na śmietniku.

Billy powoli zamknął oczy i opuścił głowę.

- Billy - szepnęła Anie, więc otworzył oczy i spojrzał na swoją dzielną żonę - Nie musisz…

- Ciśś - wyszeptał Billy i położył dłoń na poduszce nad jej głową, by uspokajająco pogłaskać jej włosy.

- To był… - Anie tym razem przepraszająco spojrzała na Abi - nasz szwagier, Lucas.

Abi jęknęła, zatoczyła się i podniosła ręce do oczu.

Wtedy stało się coś niespodziewanego, bo agent Tracker wyciągnął rękę, złapał Abi i przyciągnął ją do siebie, a ona oparła czoło na jego ramieniu, jakby to było dokładnie to, czego wtedy potrzebowała.

- Właśnie - mruknął David - Sądzimy, że ta grupa będzie chciał zrobić wam coś złego - wyjaśniał, wciąż patrząc na obie kobiety, jakby nie stało się nic, czego już by nie widział - Ty już ucierpiałaś, ale jest jeszcze Abi. Potrzebujemy czasu.

- Co mam zrobić? - zapytała Anie nagle silnym, pełnym głosem.

Billy poczuł dumę i zachwyt.

Jego kobieta była silna i waleczna.

Chciała bronić swojej młodszej siostry i zrobiłaby to, choćby miał to być dla niej trudne.

- Musimy udawać, że się nie obudziłaś - powiedział David.

- Myślimy, że Lucy ma do was urazę - po raz pierwszy odezwał się agent Tracker - Tobie zazdrości, a Abi ma pieniądze na koncie, które miały być przeznaczone na jej posag - skinął głową w stronę dziewczyny, która stała nadal bardzo blisko niego, chociaż się wyprostowała i patrzyła na swoją siostrę.

- Pamiętasz te pudełka spod łóżka Lucy? - Abi zapytała Anie, a Billy zmarszczył brwi.

Anie zagryzła wargę, a potem skinęła głową.

- Ta biżuteria, która tam była i ten sprzęt elektroniczny pochodziły prawdopodobnie z kradzieży i rozbojów - wyjaśniała Abi, a Billy poczuł, że ścierpła mu skóra.

Skoro one obie to widziały, to oznaczało, że wiedziały za dużo.

Pieprzone zagrożenie było cholernie realne.

Będą chcieli je zlikwidować.

Okazało się, że było znacznie kurewsko gorzej.

- Te pieniądze, ta gotówka, która tam była, była prawdopodobnie ich wspólna - mówiła dalej Abi - całej grupy. A nie wiadomo, kto jeszcze do niej należy. Widziałam tam też fałszywe dokumenty.

O, kurwa!

Billy spojrzał na Davida, a ten nie był jakoś cholernie zdziwiony, więc widocznie już to omówili, a jego kumpel wyglądał na kogoś, kto myślał kurewsko dokładnie tak samo, jak Billy.

- A po ślubie Lucy podszedłem do ciebie - wtrącił się Tracker i skrzywił się - Przepraszam, to był mój błąd - facet wyglądał na skruszonego - Ale wtedy nie znałem faktów. Myślałem, że jesteś jedną z nich i chciałem cię poznać. Wkręcić się. Lucas lub Lucy zobaczyli, że rozmawialiśmy i skojarzyli to. Wystraszyli się i stąd był ten atak na ciebie.

Anie westchnęła, więc Billy spojrzał na nią.

Miała zamknięte oczy, ale nie była wystraszona ani zbolała.

Kiedy pogłaskał jej włosy, otworzyła oczy, krótko uśmiechnęła się nimi do swojego męża, a potem poważnie spojrzała na agenta FBI i Davida.

- Co mam zrobić? - spytała stanowczo.

Mężczyźni się odprężyli, a Billy cholernie się spiął.

Coś czuł, że miało mu się to kurewsko nie spodobać.

 


2 komentarze: