sobota, 18 lutego 2023

21 - Mój mały chłopiec (cz.2)

 

Rozdział 21

Mój mały chłopiec (cz.2)

*****

Billy

Będąc w pracy na nocnym dyżurze, Billy sprawdzał swój telefon tak często, że w innym przypadku dostałby za to od kumpli cholernie dużo gówna.

Tej nocy jednak nikt nie miał do niego o to pretensji.

Oli, David, Jimmy i Alex tylko zerkali czasem uważnie i ze zrozumieniem, a Sam i Tom po prostu go ignorowali.

Billy starał się skupić wyłącznie na swojej pracy, chociaż cholernie gównianie mu to wychodziło.

Do tej pory mieli już dwa wyjazdy, z czego jeden dość trudny.

Mieli po tym również kupę papierów do wypisania.

Dochodziła godzina czwarta trzydzieści, a Billy nadal przy każdej okazji sprawdzał, czy jego telefon działał i czy nie nadeszło powiadomienie od Anie, chociaż przecież powinna spać.

Czuł, że ją całkowicie odzyskał.

Jego słodka Anie była spokojna, czasem zadziorna i władcza, nieustająco ciepła i dobra, jak przed tym wszystkim, co się wydarzyło.

Ale było lepiej.

Jakby to, co się stało, utrwaliło w niej przekonanie, że był tam dla niej, że mieli być razem i nie mieli się stracić.

Ich wizyta w szkole dała im, ale zwłaszcza jej, cholernie dużo zadowolenia, bo wreszcie zobaczyła to, co inni widzieli już wcześniej.

Eva powtarzała Billy’emu to kilka razy.

Te dzieciaki ją kochały.

Billy natomiast zobaczył czyste piękno, kiedy na twarzy jego słodkiej Anie pojawiło się szczęście, kiedy jej uczniowie witali ją z entuzjazmem i nie chcieli jej wypuścić.

- Pani Hannah! - zawołała jedna z dziewczynek - Bo pani Julia kazała nam czytać Pamiętniki Anne Frank. A my nie skończyliśmy Harry’ego Pottera.

- Susie, - odparła Anie, kładąc dłoń na ciemnych włosach małej i schylając się, by zajrzeć jej w oczy - …ja też kazałabym wam czytać Pamiętniki Anne Frank. To lektura obowiązkowa.

- Och - posmutniała mała Susie.

Wtedy korytarzem nadeszła w ich stronę nauczycielka zastępująca Anie i przywitała się z nimi.

Kiedy kobieta dowiedziała się, kim była Anie, wyraźnie ucieszyła się i z ożywieniem zaczęła wypytywać Anie o jej zdrowie, a potem o lekcje.

Billy przestał słuchać.

Dotarło do niego, jak bardzo to było życiem jego słodkiej Anie.

Pamiętał, jak rzuciła się z zaprzeczeniem, kiedy zaproponował jej porzucenie pracy i pozostanie w domu.

Teraz to zrozumiał.

Kochała prowadzić ich dom, ale również kochała pracę z dziećmi.

Miała to wszystko, a Billy i Jack mieli to z nią.

Wciąż sprzątała tam, gdzie nie było potrzeba sprzątać, wymyślała frykasy do ugotowania, chociaż obaj z Jackiem byli szczęśliwi po prostu z tego, że cokolwiek im gotowała.

Ale najważniejsze było to, że nie zamykała się.

Była tam dla nich, dla Billy’ego.

Ale fakt, że pieprzony Lucas Scammer chodził gdzieś tam na wolności i mógł jej zagrozić w jakikolwiek sposób, pieprzył Billy’emu w głowie.

Kiedy więc Billy usłyszał ten charakterystyczny pieprzony sygnał ze swojej komórki, będąc w garażu podczas porządkowania uzupełniania sprzętu po ich ostatnim wyjeździe, po prostu rzucił to, co trzymał w rękach i wyjął telefon z tylnej kieszeni dżinsów, by wyłączyć brzęczyk, jednocześnie biegnąc wprost do wyjścia, bo kluczyk od swojego pickupa miał w ze sobą.

Nie przejmował się brakiem kurtki, kiedy wybiegał z ciepłego pomieszczenia w tą zimową, zaśnieżoną noc w samej koszulce i granatowej bluzie z logo ich jednostki.

Nie zapytał Oli’ego o zgodę czy zastępstwo.

Wypierdzielił wprost na parking, czując za sobą ruch Davida.

Oczywiście, kumpel był lepiej od niego przygotowany do ruszenia z odsieczą, więc miał w swoim Grand Cherokee dla siebie zapasową kurtkę, co Billy’ego absolutnie nie zdziwiło, kiedy już dotarli do samochodów (David pierwszy) i zobaczył, że facet się ubierał.

Sam Billy po prostu wskoczył za kółko, uruchomił silnik, włączył ogrzewanie i ruszył, zaciskając ze złości zęby.

Sukinsyn włamał się do ich domu.

Z samochodu zadzwonił do kapitana.

- Billy - warknął mężczyzna przez głośnik jego głośnika, który był połączony z jego telefonem - Co do cholery?

- Anie jest w niebezpieczeństwie - rzucił Billy, a w jego głosie było słychać cholerny strach, który czuł do głębi swoich wnętrzności.

Nie, nie jakiś tam strach, ale pieprzoną panikę, że ten dupek, Scammer, mógł ją ponownie skrzywdzić, a tym razem nie byłoby dla niej ratunku i Billy straciłby ją na zawsze.

- Dobra - odparł natychmiast Oli - Załatwię zastępstwo. Zadzwoń.

Oczywiście, że Billy miał zadzwonić.

Jak tylko dowie się, że Anie byłaby bezpieczna, dałby znać wszystkim, którzy się o nich martwili, że była w porządku.

Przez te kilka tygodni Billy dowiedział się, jak ważne dla ich przyjaciół było to, że mieli się dobrze, a Oli szczególnie przejmował się jego żoną.

W kabinie jego Forda zabrzmiał sygnał przychodzącego połączenia, a na wyświetlaczu pojawiło się imię Filipa.

Billy odebrał - Tak?

- Zadzwoniła pod dziewięćset jedenaście - mówił szybko mężczyzna, który oczywiście śledził rozmowy do ratunkowego i nie tylko - Już tam jadą jednostki. Powiedziała, że jest uzbrojony, a oni są zamknięci w łazience.

Dzięki pieprzonemu Chrystusowi.

Anie posłuchała tego, co David i Filip do niej mówili i wykonała wszystko dokładnie tak, jak jej kazali.

David od razu powiedział, że jednostki zareagowałyby szybciej, jeśli Anie powiedziałaby, że napastnik jest uzbrojony.

- Dobrze - mruknął Billy.

- Nasłuchuję - dodał Filip i się rozłączył.

Billy po raz kolejny jechał przez SLC, nie przejmując się pieprzonymi ograniczeniami prędkości, ale ulice miasta były praktycznie puste, kiedy razem z Davidem przemieszczali się niczym cholernie zgrany oddział.

David jechał na jego zderzaku.

Billy nie chciał myśleć o tym, co zastał poprzednio, kiedy tak jechali.

Cholernie nie chciałby tego przeżywać ponownie.

Zwłaszcza dla Anie.

Odzyskał ją i marzył o ich spokojnym, wspólnym życiu.

Jego telefon zadzwonił ponownie.

- Tak? - odebrał na widok imienia Filipa na wyświetlaczu.

- Strzały - warknął mężczyzna.

- Kurwa! - krzyknął sfrustrowany Billy i uderzył dłonią w kierownicę.

- Opanuj się - warknął Filip.

- Zaraz tam będziemy - odwarknął Billy - David też.

- Dobrze - mruknął Filip i rozłączył się.

Billy wiedział, że Filip i David byli przyjaciółmi od dawna, a to, co ich połączyło, było tym, co powodowało, że byli niepokonani jako zespół.

Był pewien, że Filip w tej właśnie chwili dzwonił do Davida.

Billy wiedział, że mógł tym dwóm zaufać całkowicie, jeśli chodziło o ochronę jego żony i zrobił to.

Kiedy w piętnaście minut dotarli do ich kompleksu, z daleka zauważyli mrugające światła wielu radiowozów i karetkę.

Billy zostawił pickupa na ulicy, David zaparkował tuż za nim, obaj wysiedli i pobiegli w stronę domu Billy’ego.

Już przed gankiem stał funkcjonariusz zagradzający im przejście.

- Mieszkam tu! - ryknął Billy, na co tamten się odsunął.

W drzwiach ich domu nie było nikogo, ale tuż za progiem, następny policjant zatrzymał ich, więc Billy znowu się zdenerwował.

- Gdzie moja żona? - warknął na niego, więc tamten przesunął się na bok i wskazał na bawialnię.

Anie siedziała tam w fotelu, ratownik właśnie przykrywał ją kocem, a Billy o mało nie oszalał z niepokoju, kiedy zobaczył jej pokrwawioną koszulkę i spodnie.

Ale zaraz potem jego wzrok przykuł ruch na schodach.

Ratownicy znosili małe ciało, na widok którego Billy poczuł żółć podchodzącą mu do gardła.

Jack!

- Anie - mruknął Billy, przypadając na kolanach obok swojej żony i oglądając jej ciało w poszukiwaniu ran.

- Billy - załkała Anie - Jack… On ranił Jacka.

Ranił?

- Kto? - warknął Billy z tą agresją, z którą wciąż miał problem, ale Anie nie wzdrygnęła się, więc wiedział, że mu ufała, że nie straci opanowania - Scammer?

- Tak - Anie powiedziała tym razem cicho i przełknęła ślinę, spoglądając w stronę schodów - Zabili go. Tam, na górze.

Billy natychmiast się uspokoił.

Kutas nie żył, byli bezpieczni, a on musiał jej to dać.

Potrzebowała jego siły, jego spokoju.

- Już dobrze, piękna - mruknął - Ty jesteś w porządku?

- Tak - Anie powiedziała to czule i łzawo, więc Billy wiedział, że mówiła mu, że czuła się dobrze, bo ona nie została ranna, ale nie czuła się dobrze, bo Jack był ranny.

Ratownicy położyli chłopca na kanapie i Billy przeniósł się do niego.

Jack był nieprzytomny, blady, ale wyglądało na to, że jego jedyną ranę stanowiło coś, co miał obandażowane na lewym ramieniu.

- Trafił go rykoszet - powiedział ratownik - Opatrzyliśmy, podałem zastrzyk uspokajający, by nie dostał szoku. Dam panu zalecenia i maść, a tutaj jest recepta na tabletki przeciwbólowe i przeciwzapalne.

Billy spojrzał na mężczyznę.

W dłoniach, na których wciąż miał rękawiczki jednorazowe, trzymał podkładkę z papierami, jakie wypełniali przy okazji różnych wyjazdów do akcji, więc Billy to znał.

- Jest pan jednym z nas, więc pan wie, co robić - mruknął ratownik.

Tak, wiedział.

Podał mężczyźnie potrzebne dane, siedząc w drugim fotelu przy stoliku do kawy, uzupełniał dokument, który musiał uzupełnić, a robiąc to zarejestrował, że David krótko porozmawiał z Anie, a potem kiwnął mu brodą na pożegnanie, poczekał na takie samo kiwnięcie od Billy’ego i wystartował.

Kumpel bez wątpienia pojechał do remizy, by zdać sprawozdanie Oli’emu i wrócić na tę ostatnią godzinę do pracy.

Kiedy Billy był pochłonięty dokumentami, nagle usłyszał krzyk.

- Nie, nie chcę! - zawołała Anie, więc Billy rzucił to, co trzymał, na stolik do kawy i podniósł się, odwracając się w jej stronę.

- Co jest? - zawołał przy tym do medyka stojącego przy jego żonie ze strzykawką w ręce.

- Podam jej środek na uspokojenie - wyjaśnił tamten, patrząc na nich ze zdezorientowanym wzrokiem.

Najwyraźniej dziwiło go to, że ktoś zanegował jego zalecenia.

- Nie! - warknął Billy, a potem patrzył jak tamten opuścił ręce - Jak powiedziała, że nie chce, to nie.

- Ale… - zaczął medyk, więc Billy wiedział, że spróbuje go przekonywać.

Billy podszedł do swojej kobiety, usiadł na podłokietniku fotela obok niej i objął ją ramieniem.

- Jak zaopiekuje się Jackiem… - wyjaśnił spokojnie, by swoim tonem uspokoić Anie - to się uspokoi. Prawda, Słonko?

Anie pokiwała głową i spojrzała w kierunku kanapy, gdzie leżał Jack.

Billy wiedział, że myślała tylko o nim, ale sama też będzie potrzebowała kąpieli i jego bliskości, więc Billy miał jej dać to, czego będzie potrzebowała później, kiedy pozbędą się z domu tłumu mundurowych, wciąż spisujących przebieg zdarzenia.

Szczęśliwie, jeszcze głównie od policjantów, którzy byli świadkami i brali bezpośredni udział w strzelaninie, więc on mógł siedzieć z Anie na fotelu i patrzeć na nieprzytomnego Jacka.

Jego żona miała być przesłuchiwana później, bo medyk zalecił jej spokój i mundurowi zgodzili się na ich przyjazd w południe do komisariatu.

Billy stopniowo z usłyszanych urywków rozmów zaczynał mieć kompletny obraz sytuacji.

Wyglądało na to, że policjanci dotarli do ich domu w pięć minut po otrzymaniu zgłoszenia od Anie, weszli do środka przez tylne drzwi, które włamywacz zostawił głupio szeroko otwarte, a potem usłyszeli ruch na piętrze.

Na szczęście, szybko dotarli na schody, niestety, skurwiel zdążył strzelić w drzwi łazienki, które chciał sforsować.

Pocisk odbił się rykoszetem od płytek i trafił lewe ramię Jacka (a potem rozwalił szkło kabiny prysznicowej).

Mogli mówić o szalonym szczęściu, skoro chłopiec został tylko draśnięty, chociaż i tak był w szoku.

Kiedy wreszcie wszyscy ludzie wyszli i zostali w domu we trójkę, Billy wstał z kanapy, by pójść do kuchni, ale Anie nie pozwoliła mu się oddalić.

Wstała razem z nim.

- Potrzebujesz coś zjeść - zmartwiła się, trzymając go za rękę.

- Tak - Billy mruknął do niej - A ty potrzebujesz prysznica - dodał żartobliwie.

Anie nie miała ochoty z tego żartować i Billy dowiedział się o tym, kiedy zagryzła wargę i odwróciła wzrok w kierunku kanapy, na które wciąż leżał Jack.

Młody ocknął się na chwilę, zobaczył Billy’ego, rozluźnił się, a potem z powrotem zasnął.

Miał przespać co najmniej cztery godziny, co było wskazane również ze względu na jego ranę.

Anie podniosła wzrok na górę schodów.

Billy domyślił się, że obawiała się tam wejść, skoro podłoga i ściany korytarza był zalane krwią Lucasa, więc podjął decyzję.

- Będziemy dzisiaj spali w pokoju gościnnym - powiedział do niej zdecydowanie, a potem rozkazał jej - Idź do tamtej łazienki, wejdź pod prysznic, a ja wejdę na górę i przyniosę kilka ubrań z naszej sypialni. Dobrze?

Anie skinęła głową, ale nie ruszyła się.

- Billy - szepnęła z wahaniem i… wstydem?

- Co, piękna? - Billy nie rozumiał czego jeszcze się wstydziła, skoro wcześniej nie przeszkadzało jej już nawet to, że załatwiali swoje potrzeby fizjologiczne w swojej obecności.

- Bo ja… hmmm - zaczęła i przerwała, by dokończyć szeptem i nie patrząc mu w oczy - Dostałam okres.

Billy miał ochotę się roześmiać, ale opanował się.

To była fanta-kurwa-styczna wiadomość, bo oznaczała, że ciało jego żony wracało do normalnego rytmu.

- To chyba dobrze - powiedział, by się upewnić i spróbował się przechylić tak, by widzieć jej oczy.

Spojrzała na niego.

Wiedziała, co miał na myśli.

- Tak - przyznała z cieniem uśmiechu - Ale potrzebuję więcej bielizny i podpaski z łazienki.

- Dobrze, Słonko - powiedział Billy zadowolony jak cholera, że otwierała się na niego - Coś jeszcze?

- Przynieś z pokoju Jacka również jakieś ubrania dla niego - powiedziała już pewniej Anie - Myślę, że powinien spać tutaj dopóki nie wyremontujemy tam… - Anie znowu się zająknęła, więc Billy miał pewność, że chodziło o widok krwi na piętrze.

Musiał szybko załatwić kogoś do zdarcia podłogi i tynku w korytarzu, założenia nowych oraz do wymiany płytek i stłuczonej kabiny prysznicowej w łazience Jacka.

Pocisk, który trafił Jacka, zniszczył również drzwi do tamtej łazienki.

Billy pomyślał o tym, by zadzwonić do Alexa lub może od razu do Sophie, ale to było do załatwienia w drugiej kolejności.

Najpierw musiał zaopiekować się Anie.

Pocałował ją krótko w skroń, a potem popchnął delikatnie w stronę pokoju gościnnego, by poszła do łazienki, kiedy sam skierował się na schody.

Wszedł na piętro i krew w nim zamarzła.

Nie, kurwa, nie było mowy, żeby pozwolił w ciągu kilku najbliższych dni wchodzić tam swojej żonie lub swojemu bratu.

Billy w pracy widywał różne obrazki, ale taki widok ich własnego domu, w którym mieli czuć się bezpiecznie, pieprzył mu w głowie.

Krew popaprańca wsiąkła w chodnik, który był tam rozłożony, w panele na podłodze i spryskała ścianę do wysokości klatki piersiowej.

Billy wszedł do ich sypialni, wybrał kilka ubrań dla Anie i siebie, poszedł do łazienki, by stamtąd zabrać trochę kosmetyków i cholerne podpaski, o których wiedział, że tam były, ale nie widział nigdy otwartego opakowania, a potem poszedł do pokoju brata.

Zgarnął trochę rzeczy brata i spojrzał na biurko Jacka, na którym były rozłożone książki i zeszyty.

Pomyślał o tym, że będą musieli przed ósmą zadzwonić do szkoły i poinformować, że Jack miał być nieobecny tego dnia na zajęciach.

Była to środa, więc musieliby również zastanowić się we dwójkę z Anie nad ewentualną koniecznością zostawienia chłopca w domu na kolejne dwa dni, do weekendu.

Kiedy Billy zszedł na parter, udał się od razu do łazienki dla gości, zostawiając przyniesione rzeczy na łóżku w pokoju gościnnym.

Po wejściu do łazienki, zamarł, a potem natychmiast zaczął się rozbierać, by dołączyć do Anie pod prysznicem.

Jego żona bowiem stała tyłem do niego z pochyloną głową, opierała się dłońmi i czołem o kafelki, kiedy woda opływała jej plecy i głośno płakała.

Billy wszedł do kabiny, a Anie dopiero wtedy poderwała głowę i odwróciła się do niego, by natychmiast po tym wyciągnąć do niego obie ręce i przyciągnąć go do swojego ciała, chowając twarz w jego pierś.

- Billy! - zaszlochała tam - Tak się bałam.

- Ciśś - zamruczał Billy, tuląc ją do siebie, zamykając ją w klatce swoich ramion tak, jak lubiła, by czuła się bezpieczna - Już dobrze. Jestem tu.

- Tak się bałam, kiedy Jack leżał tam cały we krwi - łkała Anie - Nie przeżyłabym tego. Mój mały chłopczyk.

- Wiem, Anie - wymamrotał Billy, ale jego klatka piersiowa ścisnęła się.

Nie był pewien, czy Anie zdawała sobie sprawę z tego, że właśnie przyznała się do traktowania Jacka jak własnego syna.

- Kocham go - szepnęła jego cudowna kobieta i Billy wiedział, że tak, zdawała sobie z tego sprawę - Kocham go, bo jest twoim bratem, ale kocham go też bo jest wspaniałym, kochanym dzieckiem.

Kurwa, tak!

To było dokładnie to, czego Billy od zawsze chciał dla swojego brata, ale też dla siebie.

- Kocham cię, Hannah Brown - warknął Billy, kiedy odchylił głowę swojej żony, ciągnąc za włosy na jej karku, a potem wpił się ustami w jej usta.

*****

Kilka godzin później

To było po ich prysznicu i wytarciu się, kiedy Billy dotykał nagiego ciała swojej żony, ale wiedział, że nie miało być seksu przez kolejne kilka dni.

To było po tym, jak Anie zrobiła dla niego i siebie śniadanie, zjedli je i Billy ułożył ją wreszcie na sobie, a potem przespali dwie godziny.

To było po tym, jak obudzili się, zadzwonili do szkoły i poinformowali o wydarzeniach, jakie miały miejsce w ich domu, żeby nie oczekiwano Jacka w szkole na zajęciach.

To było po tym, jak przyjechał Oli z Heleną, porozmawiali we czwórkę przy kawie, Billy z Anie pojechali na komisariat, by złożyć zeznania, a ta para, która zastępowała im rodziców, została z Jackiem w ich domu.

Billy i Anie wrócili, a Helena i Oli pożegnali się i odjechali dopiero po tym, jak w piątkę zjedli lunch, który przygotowała Helena w kuchni Anie.

Mieli się odprężyć, ale nie było im to dane.

Przyjechała do nich kolejna para, ale tym razem Billy nieco się spiął, bo nie wiedział, jak Anie zareagowałaby na to, co właśnie nadchodziło.

Parą, która nadjechała, była Abi z Tracker’em, ale nie to było powodem do zdenerwowania, tylko to, że nadjechali oni na Harley-Davidsonie.

Billy już wcześniej wiedział, że Will miał motocykl i dlatego przyjeżdżał do nich głównie samochodem Abi, by nie jeździć po SLC z ochranianą przez niego dziewczyną na jego pojeździe.

Anie tego nie wiedziała.

Okazało się, że niepotrzebnie się denerwował.

Anie przyjęła to dość spokojnie, chociaż wyglądało na to, że badała swoją siostrę co do jej uczuć do agenta, który miał wkrótce zniknąć z jej życia, skoro sprawa została rozwiązana.

- Więc wszystko się dobrze skończyło - przedstawiał im sprawę Tracker - Szajka została rozbita.

- Wszyscy siedzą? - upewniał się Billy, obejmując Anie ramieniem, kiedy siedział na podłokietniku fotela obok niej.

Między nimi na stolikach do kawy stały napoje, a Anie wyjęła jakieś ciastka, które uparła się kupić w piekarni, kiedy wyszli z komisariatu (jak okazało się słusznie).

- Wszyscy - zapewnił Will - Lucy spędzi za kratkami więcej czasu, bo na jej karę złożą się oprócz przestępstw federalnych jeszcze podżeganie do gwałtu i usiłowanie zabójstwa. Lucas nie żyje. To byli ci, który zagrażali wam najbardziej.

Billy spojrzał na Abi i zmarszczył brwi.

To było to, czego tak obawiała się Anie.

Abigail siedziała tam przygaszona, smutna i wcale nie wyglądała na kogoś, kto miał wreszcie odzyskać swoje życie.

Will jakby tego nie zauważał, chociaż Billy przysiągłby, że mężczyzna w ciągu ostatnich kilku dni wysechł jak wiór.

Kurwa, nie zgadzało mu się to, bo oni nie powinni być razem.

Między Abi a Tracker’em była różnica wieku, która stanowiła nie lada przeszkodę, a na dodatek Abi kończyła dopiero liceum, chociaż Billy nadal nie wiedział, czemu robiła to o rok później niż jej rówieśnicy.

Nie zamierzał pytać o to ani Abi, ani pieprzonego agencika.

- Więc to naprawdę koniec - westchnął Billy, a przez twarz Abi przeszedł skurcz, na widok którego Anie wciągnęła powietrze gwałtownie, chociaż cicho.

Billy uścisnął ją ramieniem owiniętym wokół jej ramion.

- Lucy jest w ciąży - oznajmił nagle Will.

Kurwa!

- Co? - zachłysnęła się Anie.

- Dwunasty tydzień - stwierdził Tracker - Potwierdzone.

Anie zatrzęsła się obok Billy’ego, a potem nagle zaczęła się podnosić.

Kurwa mać!

Billy spojrzał na agenta ze złością.

Bezmyślny dureń.

- Przepraszam - wymamrotała Anie i chyłkiem uciekła do pokoju dla gości, a Abi natychmiast pobiegła za nią.

- Co? - nierozumnie spytał Will.

- Anie byłaby teraz w dwunastym tygodniu ciąży - powiedział mu Billy.

- Kurwa - syknął Will - Przepraszam, stary.

Tracker był wyraźnie skuszony, więc Billy wiedział, że nie zrobił tego specjalnie, ale, do cholery, facet był inteligentnym agentem FBI, więc mógłby trochę pomyśleć, zanim powiedział to, co powiedział.

Abi wróciła do nich dosłownie po kilku minutach i natychmiast zaczęła się zbierać, mówiąc do Willa, że musieli natychmiast jechać.

Jack ponownie zasnął, zmęczony rozmową, więc Billy poszedł do swojej zony zaraz po tym, jak odprowadził tamtych do drzwi i zamknął za nimi.

Zacisnął zęby i myślał, co zrobić.

Musiał ponownie dać swojej słodkiej Anie ukojenie, a nie miał możliwości dania jej najbliższego utulenia, jak to oboje lubili.

*****

Środek tej samej nocy

Billy obudził się, kiedy ciałem Anie szarpnęły spazmy i usłyszał jej krzyk.

- Nie!

- Anie! - Billy zawołał, wykręcił się, sięgnął do lampki nocnej, zapalił światło, ale jego żona spała.

- Mój mały chłopczyk - załkała przez sen.

Billy poczuł żelazną obręcz zaciskającą się na jego klatce piersiowej.

Nie wiedział, czy chodziło o Jacka, czy Will przywrócił jego słodkiej Anie wspomnienia o stracie ich dziecka, ale ni za cholerę nie chciał, żeby cierpiała z jakiegokolwiek powodu.

W komisariacie zaproponowano im spotkania z psychoterapeutą, które odrzucili, ale może to nie było takie głupie, by Anie do niego poszła porozmawiać o tym, co ją dręczyło.

Billy objął Anie ramionami, przyciągnął do siebie i myślał o tym, że może to pomogłoby jego żonie, skoro jego obecność nie wystarczała.

- Ciśś - wymruczał jej do ucha - Jestem tu.

- Billy - szepnęła Anie, a potem oparła się dłońmi o jego ramiona i odepchnęła go lekko, żeby spojrzeć w jego oczy.

- Śniło mi się - wyjawiła coś, co Billy już wiedział - Śnił mi się nasz syn. Lucy nam go zabrała.

Billy jęknął głucho, kiedy kolejna fala bólu przeszyła jego wnętrzności.

- Billy - Anie usłyszała i poczuła to, więc starała się go uspokoić, gładząc dłonią jego policzek.

Kiedy się trochę uspokoili, Billy zdecydował się położyć na wznak, by Anie leżała na nim policzkiem.

Miał nadzieję, że jego ukochana opowie mu więcej i dzięki temu pozbędzie się trochę bólu, który ją dręczył.

- Jak urodził się Abel, nasza mama wpadła w depresję po połogową, więc zajmowałyśmy się nim na zmianę Ewa i ja - mówiła Anie - Wstawałyśmy do niego w nocy, nosiłyśmy go na rękach, karmiłyśmy go i kąpałyśmy. Kiedy tamtego dnia usłyszałam bicie serduszka naszego dziecka… - Anie wciągnęła powietrze do płuc, a jej głos stał się zatkany od wstrzymywanych łez - przypomniałam sobie to wszystko, więc myślałam o nim jako o naszym synku.

Anie potarła nosem skórę na piersi Billy’ego, który jak zwykle spał bez koszulki, więc poczuł wilgoć wypływającą z jej oczu.

Gładził czubkami palców jej ramiona i miał cholerną nadzieję, że to wystarczy, by ją uspokoić, bo sam nie czuł się z tym dobrze.

- Nie myślałam o tym - wyznała Anie - Skupiłam się na nas. A teraz to wróciło. Przez Lucy.

- Kochanie - Billy położył otwartą dłoń na plecach swojej żony, by przyciągnąć ją bliżej siebie - Masz okres. Obiecuję, że będziemy mieli dzieci. Ile tylko zechcesz.

- Wiem - szepnęła Anie - Ale teraz…

Przerwała i przez chwilę nic nie mówili.

- Wiem - szepnął w końcu Billy - Ale teraz nie myśl o tym i odpocznij.

- Tak - szepnęła Anie - Jutro rano musisz iść do pracy.

- Chyba dzisiaj - Billy mruknął swój żart.

- Ojej - szepnęła przestraszona Anie - Przepraszam.

- Nie ma za co - mruknął Billy - Ale już spij.

Wyciągnął rękę, zgasił światło i przytulił Anie z powrotem do siebie.

- Kocham cię Williamie Brown - usłyszał w ciemności.

- Kocham cię, Hannah Brown - odpowiedział.


 

2 komentarze: