Rozdział 21
Mój mały chłopiec (cz.2)
*****
Billy
Będąc
w pracy na nocnym dyżurze, Billy sprawdzał swój telefon tak często, że w innym przypadku
dostałby za to od kumpli cholernie dużo gówna.
Tej
nocy jednak nikt nie miał do niego o to pretensji.
Oli,
David, Jimmy i Alex tylko zerkali czasem uważnie i ze zrozumieniem, a Sam i Tom
po prostu go ignorowali.
Billy
starał się skupić wyłącznie na swojej pracy, chociaż cholernie gównianie mu to
wychodziło.
Do
tej pory mieli już dwa wyjazdy, z czego jeden dość trudny.
Mieli
po tym również kupę papierów do wypisania.
Dochodziła
godzina czwarta trzydzieści, a Billy nadal przy każdej okazji sprawdzał, czy
jego telefon działał i czy nie nadeszło powiadomienie od Anie, chociaż przecież
powinna spać.
Czuł,
że ją całkowicie odzyskał.
Jego
słodka Anie była spokojna, czasem zadziorna i władcza, nieustająco ciepła i
dobra, jak przed tym wszystkim, co się wydarzyło.
Ale
było lepiej.
Jakby
to, co się stało, utrwaliło w niej przekonanie, że był tam dla niej, że mieli
być razem i nie mieli się stracić.
Ich
wizyta w szkole dała im, ale zwłaszcza jej, cholernie dużo zadowolenia, bo
wreszcie zobaczyła to, co inni widzieli już wcześniej.
Eva
powtarzała Billy’emu to kilka razy.
Te
dzieciaki ją kochały.
Billy
natomiast zobaczył czyste piękno, kiedy na twarzy jego słodkiej Anie pojawiło
się szczęście, kiedy jej uczniowie witali ją z entuzjazmem i nie chcieli jej
wypuścić.
-
Pani Hannah! - zawołała jedna z dziewczynek - Bo pani Julia kazała nam czytać Pamiętniki Anne Frank. A my nie
skończyliśmy Harry’ego Pottera.
-
Susie, - odparła Anie, kładąc dłoń na ciemnych włosach małej i schylając się,
by zajrzeć jej w oczy - …ja też
kazałabym wam czytać Pamiętniki Anne
Frank. To lektura obowiązkowa.
-
Och - posmutniała mała Susie.
Wtedy
korytarzem nadeszła w ich stronę nauczycielka zastępująca Anie i przywitała się
z nimi.
Kiedy
kobieta dowiedziała się, kim była Anie, wyraźnie ucieszyła się i z ożywieniem
zaczęła wypytywać Anie o jej zdrowie, a potem o lekcje.
Billy
przestał słuchać.
Dotarło
do niego, jak bardzo to było życiem
jego słodkiej Anie.
Pamiętał,
jak rzuciła się z zaprzeczeniem, kiedy zaproponował jej porzucenie pracy i
pozostanie w domu.
Teraz
to zrozumiał.
Kochała
prowadzić ich dom, ale również kochała pracę z dziećmi.
Miała
to wszystko, a Billy i Jack mieli to z nią.
Wciąż
sprzątała tam, gdzie nie było potrzeba sprzątać, wymyślała frykasy do ugotowania,
chociaż obaj z Jackiem byli szczęśliwi po prostu z tego, że cokolwiek im
gotowała.
Ale
najważniejsze było to, że nie zamykała się.
Była
tam dla nich, dla Billy’ego.
Ale
fakt, że pieprzony Lucas Scammer chodził gdzieś tam na wolności i mógł jej
zagrozić w jakikolwiek sposób, pieprzył Billy’emu w głowie.
Kiedy
więc Billy usłyszał ten charakterystyczny pieprzony sygnał ze swojej komórki,
będąc w garażu podczas porządkowania uzupełniania sprzętu po ich ostatnim
wyjeździe, po prostu rzucił to, co trzymał w rękach i wyjął telefon z tylnej
kieszeni dżinsów, by wyłączyć brzęczyk, jednocześnie biegnąc wprost do wyjścia,
bo kluczyk od swojego pickupa miał w ze sobą.
Nie
przejmował się brakiem kurtki, kiedy wybiegał z ciepłego pomieszczenia w tą
zimową, zaśnieżoną noc w samej koszulce i granatowej bluzie z logo ich
jednostki.
Nie
zapytał Oli’ego o zgodę czy zastępstwo.
Wypierdzielił
wprost na parking, czując za sobą ruch Davida.
Oczywiście,
kumpel był lepiej od niego przygotowany do ruszenia z odsieczą, więc miał w
swoim Grand Cherokee dla siebie zapasową kurtkę, co Billy’ego absolutnie nie
zdziwiło, kiedy już dotarli do samochodów (David pierwszy) i zobaczył, że facet
się ubierał.
Sam
Billy po prostu wskoczył za kółko, uruchomił silnik, włączył ogrzewanie i
ruszył, zaciskając ze złości zęby.
Sukinsyn
włamał się do ich domu.
Z
samochodu zadzwonił do kapitana.
-
Billy - warknął mężczyzna przez głośnik jego głośnika, który był połączony z
jego telefonem - Co do cholery?
-
Anie jest w niebezpieczeństwie - rzucił Billy, a w jego głosie było słychać cholerny
strach, który czuł do głębi swoich wnętrzności.
Nie,
nie jakiś tam strach, ale pieprzoną panikę,
że ten dupek, Scammer, mógł ją ponownie skrzywdzić, a tym razem nie byłoby dla
niej ratunku i Billy straciłby ją na zawsze.
-
Dobra - odparł natychmiast Oli - Załatwię zastępstwo. Zadzwoń.
Oczywiście,
że Billy miał zadzwonić.
Jak
tylko dowie się, że Anie byłaby bezpieczna, dałby znać wszystkim, którzy się o
nich martwili, że była w porządku.
Przez
te kilka tygodni Billy dowiedział się, jak ważne dla ich przyjaciół było to, że
mieli się dobrze, a Oli szczególnie przejmował się jego żoną.
W
kabinie jego Forda zabrzmiał sygnał przychodzącego połączenia, a na
wyświetlaczu pojawiło się imię Filipa.
Billy
odebrał - Tak?
-
Zadzwoniła pod dziewięćset jedenaście - mówił szybko mężczyzna, który oczywiście śledził rozmowy do
ratunkowego i nie tylko - Już tam jadą jednostki. Powiedziała, że jest
uzbrojony, a oni są zamknięci w łazience.
Dzięki
pieprzonemu Chrystusowi.
Anie
posłuchała tego, co David i Filip do niej mówili i wykonała wszystko dokładnie tak,
jak jej kazali.
David
od razu powiedział, że jednostki zareagowałyby szybciej, jeśli Anie
powiedziałaby, że napastnik jest uzbrojony.
-
Dobrze - mruknął Billy.
-
Nasłuchuję - dodał Filip i się rozłączył.
Billy
po raz kolejny jechał przez SLC, nie przejmując się pieprzonymi ograniczeniami
prędkości, ale ulice miasta były praktycznie puste, kiedy razem z Davidem
przemieszczali się niczym cholernie zgrany oddział.
David
jechał na jego zderzaku.
Billy
nie chciał myśleć o tym, co zastał poprzednio, kiedy tak jechali.
Cholernie
nie chciałby tego przeżywać ponownie.
Zwłaszcza
dla Anie.
Odzyskał
ją i marzył o ich spokojnym, wspólnym życiu.
Jego
telefon zadzwonił ponownie.
-
Tak? - odebrał na widok imienia Filipa na wyświetlaczu.
-
Strzały - warknął mężczyzna.
-
Kurwa! - krzyknął sfrustrowany Billy
i uderzył dłonią w kierownicę.
-
Opanuj się - warknął Filip.
-
Zaraz tam będziemy - odwarknął Billy - David też.
-
Dobrze - mruknął Filip i rozłączył się.
Billy
wiedział, że Filip i David byli przyjaciółmi od dawna, a to, co ich połączyło,
było tym, co powodowało, że byli niepokonani jako zespół.
Był
pewien, że Filip w tej właśnie chwili dzwonił do Davida.
Billy
wiedział, że mógł tym dwóm zaufać całkowicie, jeśli chodziło o ochronę jego
żony i zrobił to.
Kiedy
w piętnaście minut dotarli do ich kompleksu, z daleka zauważyli mrugające
światła wielu radiowozów i karetkę.
Billy
zostawił pickupa na ulicy, David zaparkował tuż za nim, obaj wysiedli i
pobiegli w stronę domu Billy’ego.
Już
przed gankiem stał funkcjonariusz zagradzający im przejście.
-
Mieszkam tu! - ryknął Billy, na co
tamten się odsunął.
W
drzwiach ich domu nie było nikogo, ale tuż za progiem, następny policjant
zatrzymał ich, więc Billy znowu się zdenerwował.
-
Gdzie moja żona? - warknął na niego, więc tamten przesunął się na bok i wskazał
na bawialnię.
Anie
siedziała tam w fotelu, ratownik właśnie przykrywał ją kocem, a Billy o mało
nie oszalał z niepokoju, kiedy zobaczył jej pokrwawioną koszulkę i spodnie.
Ale
zaraz potem jego wzrok przykuł ruch na schodach.
Ratownicy
znosili małe ciało, na widok którego Billy poczuł żółć podchodzącą mu do
gardła.
Jack!
-
Anie - mruknął Billy, przypadając na kolanach obok swojej żony i oglądając jej
ciało w poszukiwaniu ran.
-
Billy - załkała Anie - Jack… On ranił
Jacka.
Ranił?
-
Kto? - warknął Billy z tą agresją, z
którą wciąż miał problem, ale Anie nie wzdrygnęła się, więc wiedział, że mu
ufała, że nie straci opanowania - Scammer?
-
Tak - Anie powiedziała tym razem cicho i przełknęła ślinę, spoglądając w stronę
schodów - Zabili go. Tam, na górze.
Billy
natychmiast się uspokoił.
Kutas
nie żył, byli bezpieczni, a on musiał jej to dać.
Potrzebowała
jego siły, jego spokoju.
-
Już dobrze, piękna - mruknął - Ty jesteś w porządku?
-
Tak - Anie powiedziała to czule i łzawo, więc Billy wiedział, że mówiła mu, że czuła się dobrze, bo ona nie została
ranna, ale nie czuła się dobrze, bo Jack był ranny.
Ratownicy
położyli chłopca na kanapie i Billy przeniósł się do niego.
Jack
był nieprzytomny, blady, ale wyglądało na to, że jego jedyną ranę stanowiło
coś, co miał obandażowane na lewym ramieniu.
-
Trafił go rykoszet - powiedział ratownik - Opatrzyliśmy, podałem zastrzyk
uspokajający, by nie dostał szoku. Dam panu zalecenia i maść, a tutaj jest
recepta na tabletki przeciwbólowe i przeciwzapalne.
Billy
spojrzał na mężczyznę.
W
dłoniach, na których wciąż miał rękawiczki jednorazowe, trzymał podkładkę z
papierami, jakie wypełniali przy okazji różnych wyjazdów do akcji, więc Billy
to znał.
-
Jest pan jednym z nas, więc pan wie, co robić - mruknął ratownik.
Tak,
wiedział.
Podał
mężczyźnie potrzebne dane, siedząc w drugim fotelu przy stoliku do kawy, uzupełniał
dokument, który musiał uzupełnić, a robiąc to zarejestrował, że David krótko porozmawiał
z Anie, a potem kiwnął mu brodą na pożegnanie, poczekał na takie samo kiwnięcie
od Billy’ego i wystartował.
Kumpel
bez wątpienia pojechał do remizy, by zdać sprawozdanie Oli’emu i wrócić na tę ostatnią
godzinę do pracy.
Kiedy
Billy był pochłonięty dokumentami, nagle usłyszał krzyk.
-
Nie, nie chcę! - zawołała Anie, więc
Billy rzucił to, co trzymał, na stolik do kawy i podniósł się, odwracając się w
jej stronę.
-
Co jest? - zawołał przy tym do medyka
stojącego przy jego żonie ze strzykawką w ręce.
-
Podam jej środek na uspokojenie - wyjaśnił tamten, patrząc na nich ze
zdezorientowanym wzrokiem.
Najwyraźniej
dziwiło go to, że ktoś zanegował jego zalecenia.
-
Nie! - warknął Billy, a potem patrzył
jak tamten opuścił ręce - Jak powiedziała, że nie chce, to nie.
-
Ale… - zaczął medyk, więc Billy wiedział, że spróbuje go przekonywać.
Billy
podszedł do swojej kobiety, usiadł na podłokietniku fotela obok niej i objął ją
ramieniem.
-
Jak zaopiekuje się Jackiem… - wyjaśnił spokojnie, by swoim tonem uspokoić Anie
- to się uspokoi. Prawda, Słonko?
Anie
pokiwała głową i spojrzała w kierunku kanapy, gdzie leżał Jack.
Billy
wiedział, że myślała tylko o nim, ale sama też będzie potrzebowała kąpieli i
jego bliskości, więc Billy miał jej dać to, czego będzie potrzebowała później,
kiedy pozbędą się z domu tłumu mundurowych, wciąż spisujących przebieg
zdarzenia.
Szczęśliwie,
jeszcze głównie od policjantów, którzy byli świadkami i brali bezpośredni
udział w strzelaninie, więc on mógł siedzieć z Anie na fotelu i patrzeć na
nieprzytomnego Jacka.
Jego
żona miała być przesłuchiwana później, bo medyk zalecił jej spokój i mundurowi
zgodzili się na ich przyjazd w południe do komisariatu.
Billy
stopniowo z usłyszanych urywków rozmów zaczynał mieć kompletny obraz sytuacji.
Wyglądało
na to, że policjanci dotarli do ich domu w pięć minut po otrzymaniu zgłoszenia
od Anie, weszli do środka przez tylne drzwi, które włamywacz zostawił głupio
szeroko otwarte, a potem usłyszeli ruch na piętrze.
Na
szczęście, szybko dotarli na schody, niestety, skurwiel zdążył strzelić w drzwi
łazienki, które chciał sforsować.
Pocisk
odbił się rykoszetem od płytek i trafił lewe ramię Jacka (a potem rozwalił
szkło kabiny prysznicowej).
Mogli
mówić o szalonym szczęściu, skoro
chłopiec został tylko draśnięty, chociaż i tak był w szoku.
Kiedy
wreszcie wszyscy ludzie wyszli i zostali w domu we trójkę, Billy wstał z kanapy,
by pójść do kuchni, ale Anie nie pozwoliła mu się oddalić.
Wstała
razem z nim.
-
Potrzebujesz coś zjeść - zmartwiła się, trzymając go za rękę.
-
Tak - Billy mruknął do niej - A ty potrzebujesz prysznica - dodał żartobliwie.
Anie
nie miała ochoty z tego żartować i Billy dowiedział się o tym, kiedy zagryzła
wargę i odwróciła wzrok w kierunku kanapy, na które wciąż leżał Jack.
Młody
ocknął się na chwilę, zobaczył Billy’ego, rozluźnił się, a potem z powrotem
zasnął.
Miał
przespać co najmniej cztery godziny, co było wskazane również ze względu na
jego ranę.
Anie
podniosła wzrok na górę schodów.
Billy
domyślił się, że obawiała się tam wejść, skoro podłoga i ściany korytarza był
zalane krwią Lucasa, więc podjął decyzję.
-
Będziemy dzisiaj spali w pokoju gościnnym - powiedział do niej zdecydowanie, a
potem rozkazał jej - Idź do tamtej łazienki, wejdź pod prysznic, a ja wejdę na
górę i przyniosę kilka ubrań z naszej sypialni. Dobrze?
Anie
skinęła głową, ale nie ruszyła się.
-
Billy - szepnęła z wahaniem i… wstydem?
-
Co, piękna? - Billy nie rozumiał
czego jeszcze się wstydziła, skoro wcześniej nie przeszkadzało jej już nawet
to, że załatwiali swoje potrzeby fizjologiczne w swojej obecności.
-
Bo ja… hmmm - zaczęła i przerwała, by dokończyć szeptem i nie patrząc mu w oczy
- Dostałam okres.
Billy
miał ochotę się roześmiać, ale opanował się.
To
była fanta-kurwa-styczna wiadomość, bo oznaczała, że ciało jego żony wracało do
normalnego rytmu.
-
To chyba dobrze - powiedział, by się upewnić i spróbował się przechylić tak, by
widzieć jej oczy.
Spojrzała
na niego.
Wiedziała,
co miał na myśli.
-
Tak - przyznała z cieniem uśmiechu - Ale potrzebuję więcej bielizny i podpaski
z łazienki.
-
Dobrze, Słonko - powiedział Billy zadowolony jak cholera, że otwierała się na
niego - Coś jeszcze?
-
Przynieś z pokoju Jacka również jakieś ubrania dla niego - powiedziała już
pewniej Anie - Myślę, że powinien spać tutaj dopóki nie wyremontujemy tam… -
Anie znowu się zająknęła, więc Billy miał pewność, że chodziło o widok krwi na
piętrze.
Musiał
szybko załatwić kogoś do zdarcia podłogi i tynku w korytarzu, założenia nowych
oraz do wymiany płytek i stłuczonej kabiny prysznicowej w łazience Jacka.
Pocisk,
który trafił Jacka, zniszczył również drzwi do tamtej łazienki.
Billy
pomyślał o tym, by zadzwonić do Alexa lub może od razu do Sophie, ale to było
do załatwienia w drugiej kolejności.
Najpierw
musiał zaopiekować się Anie.
Pocałował
ją krótko w skroń, a potem popchnął delikatnie w stronę pokoju gościnnego, by
poszła do łazienki, kiedy sam skierował się na schody.
Wszedł
na piętro i krew w nim zamarzła.
Nie,
kurwa, nie było mowy, żeby pozwolił w
ciągu kilku najbliższych dni wchodzić tam swojej żonie lub swojemu bratu.
Billy
w pracy widywał różne obrazki, ale taki widok ich własnego domu, w którym mieli
czuć się bezpiecznie, pieprzył mu w głowie.
Krew
popaprańca wsiąkła w chodnik, który był tam rozłożony, w panele na podłodze i
spryskała ścianę do wysokości klatki piersiowej.
Billy
wszedł do ich sypialni, wybrał kilka ubrań dla Anie i siebie, poszedł do łazienki,
by stamtąd zabrać trochę kosmetyków i cholerne podpaski, o których wiedział, że
tam były, ale nie widział nigdy otwartego opakowania, a potem poszedł do pokoju
brata.
Zgarnął
trochę rzeczy brata i spojrzał na biurko Jacka, na którym były rozłożone
książki i zeszyty.
Pomyślał
o tym, że będą musieli przed ósmą zadzwonić do szkoły i poinformować, że Jack
miał być nieobecny tego dnia na zajęciach.
Była
to środa, więc musieliby również zastanowić się we dwójkę z Anie nad ewentualną
koniecznością zostawienia chłopca w domu na kolejne dwa dni, do weekendu.
Kiedy
Billy zszedł na parter, udał się od razu do łazienki dla gości, zostawiając
przyniesione rzeczy na łóżku w pokoju gościnnym.
Po
wejściu do łazienki, zamarł, a potem natychmiast zaczął się rozbierać, by
dołączyć do Anie pod prysznicem.
Jego
żona bowiem stała tyłem do niego z pochyloną głową, opierała się dłońmi i
czołem o kafelki, kiedy woda opływała jej plecy i głośno płakała.
Billy
wszedł do kabiny, a Anie dopiero wtedy poderwała głowę i odwróciła się do
niego, by natychmiast po tym wyciągnąć do niego obie ręce i przyciągnąć go do
swojego ciała, chowając twarz w jego pierś.
-
Billy! - zaszlochała tam - Tak się
bałam.
-
Ciśś - zamruczał Billy, tuląc ją do siebie, zamykając ją w klatce swoich ramion
tak, jak lubiła, by czuła się bezpieczna - Już dobrze. Jestem tu.
-
Tak się bałam, kiedy Jack leżał tam cały we krwi - łkała Anie - Nie przeżyłabym
tego. Mój mały chłopczyk.
-
Wiem, Anie - wymamrotał Billy, ale jego klatka piersiowa ścisnęła się.
Nie
był pewien, czy Anie zdawała sobie sprawę z tego, że właśnie przyznała się do
traktowania Jacka jak własnego syna.
-
Kocham go - szepnęła jego cudowna
kobieta i Billy wiedział, że tak, zdawała sobie z tego sprawę - Kocham go, bo
jest twoim bratem, ale kocham go też bo jest wspaniałym, kochanym dzieckiem.
Kurwa,
tak!
To
było dokładnie to, czego Billy od zawsze chciał dla swojego brata, ale też dla
siebie.
-
Kocham cię, Hannah Brown - warknął Billy, kiedy odchylił głowę swojej żony,
ciągnąc za włosy na jej karku, a potem wpił się ustami w jej usta.
*****
Kilka godzin
później
To
było po ich prysznicu i wytarciu się, kiedy Billy dotykał nagiego ciała swojej
żony, ale wiedział, że nie miało być seksu przez kolejne kilka dni.
To
było po tym, jak Anie zrobiła dla niego i siebie śniadanie, zjedli je i Billy
ułożył ją wreszcie na sobie, a potem przespali dwie godziny.
To
było po tym, jak obudzili się, zadzwonili do szkoły i poinformowali o
wydarzeniach, jakie miały miejsce w ich domu, żeby nie oczekiwano Jacka w
szkole na zajęciach.
To
było po tym, jak przyjechał Oli z Heleną, porozmawiali we czwórkę przy kawie,
Billy z Anie pojechali na komisariat, by złożyć zeznania, a ta para, która
zastępowała im rodziców, została z Jackiem w ich domu.
Billy
i Anie wrócili, a Helena i Oli pożegnali się i odjechali dopiero po tym, jak w
piątkę zjedli lunch, który przygotowała Helena w kuchni Anie.
Mieli
się odprężyć, ale nie było im to dane.
Przyjechała
do nich kolejna para, ale tym razem Billy nieco się spiął, bo nie wiedział, jak
Anie zareagowałaby na to, co właśnie nadchodziło.
Parą,
która nadjechała, była Abi z Tracker’em, ale nie to było powodem do
zdenerwowania, tylko to, że nadjechali oni na Harley-Davidsonie.
Billy
już wcześniej wiedział, że Will miał motocykl i dlatego przyjeżdżał do nich
głównie samochodem Abi, by nie jeździć po SLC z ochranianą przez niego dziewczyną
na jego pojeździe.
Anie
tego nie wiedziała.
Okazało
się, że niepotrzebnie się denerwował.
Anie
przyjęła to dość spokojnie, chociaż wyglądało na to, że badała swoją siostrę co
do jej uczuć do agenta, który miał wkrótce zniknąć z jej życia, skoro sprawa
została rozwiązana.
-
Więc wszystko się dobrze skończyło - przedstawiał im sprawę Tracker - Szajka
została rozbita.
-
Wszyscy siedzą? - upewniał się Billy, obejmując Anie ramieniem, kiedy siedział
na podłokietniku fotela obok niej.
Między
nimi na stolikach do kawy stały napoje, a Anie wyjęła jakieś ciastka, które
uparła się kupić w piekarni, kiedy wyszli z komisariatu (jak okazało się
słusznie).
-
Wszyscy - zapewnił Will - Lucy spędzi za kratkami więcej czasu, bo na jej karę
złożą się oprócz przestępstw federalnych jeszcze podżeganie do gwałtu i
usiłowanie zabójstwa. Lucas nie żyje. To byli ci, który zagrażali wam
najbardziej.
Billy
spojrzał na Abi i zmarszczył brwi.
To
było to, czego tak obawiała się Anie.
Abigail
siedziała tam przygaszona, smutna i wcale nie wyglądała na kogoś, kto miał
wreszcie odzyskać swoje życie.
Will
jakby tego nie zauważał, chociaż Billy przysiągłby, że mężczyzna w ciągu
ostatnich kilku dni wysechł jak wiór.
Kurwa,
nie zgadzało mu się to, bo oni nie powinni być razem.
Między
Abi a Tracker’em była różnica wieku, która stanowiła nie lada przeszkodę, a na
dodatek Abi kończyła dopiero liceum, chociaż Billy nadal nie wiedział, czemu
robiła to o rok później niż jej rówieśnicy.
Nie
zamierzał pytać o to ani Abi, ani pieprzonego agencika.
-
Więc to naprawdę koniec - westchnął Billy, a przez twarz Abi przeszedł skurcz,
na widok którego Anie wciągnęła powietrze gwałtownie, chociaż cicho.
Billy
uścisnął ją ramieniem owiniętym wokół jej ramion.
-
Lucy jest w ciąży - oznajmił nagle Will.
Kurwa!
-
Co? - zachłysnęła się Anie.
-
Dwunasty tydzień - stwierdził Tracker - Potwierdzone.
Anie
zatrzęsła się obok Billy’ego, a potem nagle zaczęła się podnosić.
Kurwa
mać!
Billy
spojrzał na agenta ze złością.
Bezmyślny
dureń.
-
Przepraszam - wymamrotała Anie i chyłkiem uciekła do pokoju dla gości, a Abi
natychmiast pobiegła za nią.
-
Co? - nierozumnie spytał Will.
-
Anie byłaby teraz w dwunastym tygodniu ciąży - powiedział mu Billy.
-
Kurwa - syknął Will - Przepraszam, stary.
Tracker
był wyraźnie skuszony, więc Billy wiedział, że nie zrobił tego specjalnie, ale,
do cholery, facet był inteligentnym agentem FBI, więc mógłby trochę pomyśleć,
zanim powiedział to, co powiedział.
Abi
wróciła do nich dosłownie po kilku minutach i natychmiast zaczęła się zbierać,
mówiąc do Willa, że musieli natychmiast
jechać.
Jack
ponownie zasnął, zmęczony rozmową, więc Billy poszedł do swojej zony zaraz po
tym, jak odprowadził tamtych do drzwi i zamknął za nimi.
Zacisnął
zęby i myślał, co zrobić.
Musiał
ponownie dać swojej słodkiej Anie ukojenie, a nie miał możliwości dania jej
najbliższego utulenia, jak to oboje lubili.
*****
Środek tej samej
nocy
Billy
obudził się, kiedy ciałem Anie szarpnęły spazmy i usłyszał jej krzyk.
-
Nie!
-
Anie! - Billy zawołał, wykręcił się, sięgnął do lampki nocnej, zapalił światło,
ale jego żona spała.
-
Mój mały chłopczyk - załkała przez sen.
Billy
poczuł żelazną obręcz zaciskającą się na jego klatce piersiowej.
Nie
wiedział, czy chodziło o Jacka, czy Will przywrócił jego słodkiej Anie
wspomnienia o stracie ich dziecka, ale ni za cholerę nie chciał, żeby cierpiała
z jakiegokolwiek powodu.
W
komisariacie zaproponowano im spotkania z psychoterapeutą, które odrzucili, ale
może to nie było takie głupie, by Anie do niego poszła porozmawiać o tym, co ją
dręczyło.
Billy
objął Anie ramionami, przyciągnął do siebie i myślał o tym, że może to
pomogłoby jego żonie, skoro jego obecność nie wystarczała.
-
Ciśś - wymruczał jej do ucha - Jestem tu.
-
Billy - szepnęła Anie, a potem oparła się dłońmi o jego ramiona i odepchnęła go
lekko, żeby spojrzeć w jego oczy.
-
Śniło mi się - wyjawiła coś, co Billy
już wiedział - Śnił mi się nasz syn. Lucy nam go zabrała.
Billy
jęknął głucho, kiedy kolejna fala bólu przeszyła jego wnętrzności.
-
Billy - Anie usłyszała i poczuła to, więc starała się go uspokoić, gładząc
dłonią jego policzek.
Kiedy
się trochę uspokoili, Billy zdecydował się położyć na wznak, by Anie leżała na
nim policzkiem.
Miał
nadzieję, że jego ukochana opowie mu więcej i dzięki temu pozbędzie się trochę
bólu, który ją dręczył.
-
Jak urodził się Abel, nasza mama wpadła w depresję po połogową, więc zajmowałyśmy
się nim na zmianę Ewa i ja - mówiła Anie - Wstawałyśmy do niego w nocy, nosiłyśmy
go na rękach, karmiłyśmy go i kąpałyśmy. Kiedy tamtego dnia usłyszałam bicie
serduszka naszego dziecka… - Anie wciągnęła powietrze do płuc, a jej głos stał się
zatkany od wstrzymywanych łez - przypomniałam sobie to wszystko, więc myślałam o
nim jako o naszym synku.
Anie
potarła nosem skórę na piersi Billy’ego, który jak zwykle spał bez koszulki,
więc poczuł wilgoć wypływającą z jej oczu.
Gładził
czubkami palców jej ramiona i miał cholerną nadzieję, że to wystarczy, by ją
uspokoić, bo sam nie czuł się z tym dobrze.
-
Nie myślałam o tym - wyznała Anie - Skupiłam się na nas. A teraz to wróciło. Przez
Lucy.
-
Kochanie - Billy położył otwartą dłoń na plecach swojej żony, by przyciągnąć ją
bliżej siebie - Masz okres. Obiecuję, że będziemy
mieli dzieci. Ile tylko zechcesz.
-
Wiem - szepnęła Anie - Ale teraz…
Przerwała
i przez chwilę nic nie mówili.
-
Wiem - szepnął w końcu Billy - Ale teraz nie myśl o tym i odpocznij.
-
Tak - szepnęła Anie - Jutro rano musisz iść do pracy.
-
Chyba dzisiaj - Billy mruknął swój żart.
-
Ojej - szepnęła przestraszona Anie - Przepraszam.
-
Nie ma za co - mruknął Billy - Ale już spij.
Wyciągnął
rękę, zgasił światło i przytulił Anie z powrotem do siebie.
-
Kocham cię Williamie Brown - usłyszał w ciemności.
-
Kocham cię, Hannah Brown - odpowiedział.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń